Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 30 października 2011

Szlakiem Sw Jakuba w Pays Minervois

Przez ostatnie trzy dni padało i było dosyć zimno. Jakby jesień wraz ze zmianą godziny. Wczoraj wyszłam z domu na spacer ok 19, przed samym zachodem słońca, a dzisiaj to już była 18. Myślałam, jakby tu ocieplić nasz dom przed dalszymi chłodami, kupiliśmy styropian, żeby obłożyc drzwi garażowe i duzo drewna do kominka. Ostatnia niedziela października przywitała nas słońcem i nie można jej było marnować. Po wczesnym lunchu / pieczone fasola z poprzednich dni i courgette pie/ ruszylismy przed siebie.

Przypadkiem szlakiem św. Jakuba. Najpierw, wśród winnic do Siran. Droga wiodła tą polną scieżką. Mijaliśmy tez cmentarz, Francuzi też zdobią groby, jak w Polsce, dużo chryzantem , ale zdecydowanie nie widać takiej przesady jak w Polsce.


Potem już drogą głowną jechalismy do La Livieniere. Winnice mieniły się różnymi kolorami. Ciagle się zatrzymywałam i robiłam im zdjęcia, wyglądały, że użyję  cliche metafory, jak dywany utkane z darów natury, od jasnej żółci, poprzez oranż, zieleni ciemnych i jasnych odcieni, burgunda do brązu. A więc "lato w butelki rozlane". Słońce tak mocno swieciło, ale było rzesko z powodu lekkiej bryzy, a moze " mistrala" od Pirenejów. Tak zartuję, bo juz dawno miałam napisac o Mistralu  i tak inne inspiracje zabierają mi temat. A jeszcze performance 108 krzeseł czeka w kolejce.


Skręciliśmy znowu w boczną drogę, żeby " skip the road", a tu znowu krzyż na rozstajach. I stary napis INRI było widać dokladnie. A Kim mnie przepytywał z łaciny i historii. Co się działo w 1837r? W Polsce już nic, życie w niewoli po powstaniu listopadowym, a we Francji  empire. Bogate czasy dla Francji i Anglii, tam zaczęła rządzić Wiktoria. Co za czasy, a w moim biednym kraju  pisarze walczyli o rozwój w tym niedługo zaczynającym sie pozytywizmie,kiedy już romantycy powoli poumierali ze swoimi mrzonkami o wielkości.


Do Rieux-Minervois wjechaliśmy od strony zamku. Na mostku usmialismy sie, gdy nagle, jak z nieba pojawiła sie muzealna renówka, czy citroen, zawsze się mylę,  Kim ledwie zdążyl zrobic zdjęcie, a w niej Monsieur Hulot.


 W tym prześlicznym miasteczku odpoczęliśmy na cafe creme, w telewizjii była transmisja wyścigów konnych, do wygrania było 28 tysięcy. Les hommes sie bardzo ekscytowali. Siedzielismy przy średniowiecznej uliczce z widokiem na  nobliwy romański koscół, jak rotunda. Obok był imponujacy  Hotel de Ville.


Ruszyliśmy z powrotem, tym razem przez Azille. Ale zanim tam dotarlismy, Kim znalazł jakis stary szlak kolejowy i bardzo się tym emocjonował. Wyobraź sobie, mówił, jakby to wyglądało, gdyby teraz jechałaby tu ciuchcia  i juz słyszalam jego " puffin train, puffin train, lovely, little puffin train, if you`re going to the sea, oh puffin train oh please take me.." Wąska dróżka wyglądała bardzo malowniczo, a najbardziej stary mostek.






W Azille przywitał nas najpierw krzyż św Jakuba z muszelką a potem La fete d`autumn. Kupilismy chirizo, vin  chaud, ja wypiłam na ławce, była jak podgrzewana sangria, oraz nowe zakręcone dyńki. Spotkalismy M et Mme naszych sąsiadów, to chyba oni przyjechali tymi wspaniałymi, zabytkowymi samochodami. Mme zawsze tak ładnie o mnie mówi do swoich znajomych, że chodzimy razem na jogę, i że  podoba mi się w Pepieux, że mój mąż taki gentille Americain.
W domu byliśmy przed zachodem słońca, czyli tutaj przed 18. Quelle belle journee nous avons passe!
C`est la bonheur en Minervois.

1 komentarz:

  1. Taki dzień, po prostu marzenie. A zdjęcia mają przesliczne kolory i te krzyże na rozstajach, mnie tez wzruszają.
    Ola z Krakowa.Tak podpisuję się uu ciebie.

    OdpowiedzUsuń