Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

poniedziałek, 3 października 2011

Mon merveilleux amour



 Jeszcze 10 dni zostało do  powrotu w szczęśliwe rejony mojego nowego życia. Nie mam za wiele czasu na rozważania o tym, co tu się dzieje. Zajęłam się pracą , a wieczorami wolę wracać myślami do czasów, kiedy jeździłam do Francji do mojego ówczesnego narzeczonego. Wiem, że moja arkadia za niedługo mi się znowu objawi. Rozumieją mnie tutaj naprawdę zakochani i szczęśliwi ludzie, pozostali są jacyś czasami dziwni, tak, jakby zatrzymali się w innej epoce. Nie wiem, ta frustracja ekonomiczna i niemoc w pewnym wieku jest sporym ograniczeniem do marzeń o nowym życiu. Ja to wszystko tłumaczę naszą prowincjonalnością myślenia, do której często się  SAMA przyznaję,  ale nie chcę nikogo obrazić, bo ludzie na słowo prowincja bardzo źle reagują, jakby zamach na ich życie.Bo po  co marzyć i szukać, gdy to życie jest w porządku? Tak tłumaczą i  dla niektórych wcale nie żyliśmy  kiedyś w kraju zniewolonym i totalitarnym. Niech i tak będzie. Każdy ma swoją receptę na życie. Ja zawsze byłam inna, tak myślę. Nie, żeby lepsza, po prostu inna.
A  teraz  wrócę do jesieni sprzed dwóch lat.
   Uwielbiam kraje nad brzegami Morza Śródziemnego, „ można tu znaleźć pewność i reguły życia, tu jest odpowiedź na pytania umysłu, tu usprawiedliwienie optymizmu. Tu rozumiem, co mogą mi dać te ziemie”A. Camus
Jadę po raz kolejny do Francji, czy są jakieś granice w kochaniu tego kraju? Na początek objawia mi się w drodze z lotniska CDG do centrum Paryża. Język francuski uwielbiam już na bilbordach, marveilleux, magnifique et tres jolie, tak skutecznie broni się przed zalewam angielskiego.
Kolejowe dworce paryskie mają swoją tradycję i niezaprzeczalny urok fin de siecle’u, art deco i w ogóle eklektyzmu dziewiętnastowiecznego. Nie bez przyczyny Dworzec d’Orsay stał się domem sztuki XIX wieku. Gare de Lyon, Gare du Nord, Gare d’ Austerlitz proponują różne destination, nawet do Waterloo Station w Londynie. Tak na marginesie przypomnę ,że Napoleon zostawił głębokie ślady w historii obu krajów, a obydwa pamiętają tylko o zwycięskich  bitwach dla SIEBIE.
Na dworcu Gare de Lyon w brasserie l’ Express bleu siedzę już kolejną godzinę, strajki kolejarzy trochę spowolniły moją podróż. Wszędzie pełno ludzi, jakby w Święta, a przecież jest tylko czwartek 6 listopada, ludzie cierpliwie czekają na ławkach i dziesiątkach różnych barów i restauracji. Ja piję cafe creme w brasserie na zewnątrz, nade mną jak parasol ogrzewa mnie piecyk gazowy, których wszędzie dużo w kawiarnianych ogródkach. Wreszcie podstawiają ,mają lux – torpedę, TGV – długi gdzieś na 300m, mam 15 min, aby dotrzeć do mojego wagonu, który jest przedostatni w drugim składzie. Ludzie biegają jak mrówki. Kilkusetmetrowy skład rusza bez wysiłku, sunie po szynach bezszelestnie,roześmiałby się z wiersza J. Tuwima „Lokomotywa” – „ciężka ogromna i pot z niej spływa” Jadąc w pociągu czuje się to oddalanie od innego tamtego świata, prędkość odczuwa się w uszach, szczególnie w tunelach. Jadąc w tej luksusowej torpedzie,czegoś stale wypatrywałam. Byłam jak rekonwalescentka, która karmioną rosołem myśli o winie. Wiedziałam, że byłam gotowa do szczęścia. Opowiem o kilku tygodniach, które spędziłam w południowo- zachodniej Francji. Powracają one do mnie w zapachu pieczonych kasztanów na rynku, przymglonych jesiennych kwiatów i smaku wina pitego przy każdej okazji. Wina, którego się nie pije, to się z wolna cedzi. Inni dali się unieść triumfalnej i zmieszanej z lodem goryczce whisky lub Martini z dżinem – ja zaś tkwię w aurze starej Francji, w staroświeckim kolorze burgunda czy merlota.
Tylko kraje nad Morzem Śródziemnym tak bardzo mnie do siebie zbliżają. Każdy obraz staje się symbolem, wydaje mi się, że w nim odbija się całe moje życie. Stad moje wzruszenie w bistro w Beziers, w radiu „ leciała”„ La chanson des vieux amants” Brela. Znam tę piosenkę od 30 lat…
Mais mon amour, Mon doux mon tendre, Mon merveilleux amour”
Kim spokojnie czytał gazetę, w karafce czekało wino do wypicia. Napełniłam kieliszek do pełna, wypiłam. Chciałam trzymać jego rękę, kiedy on nieświadomy moich uczuć spytał tylko „ Some more wine? ” W tej krótkiej chwili było coś melancholijnego, a we mnie ogromne pragnienie łez. Siedziałam bez ruchu, zasłuchana w piosenkę
Oh mon amour mon doux mon tendre, mon merveilleux amour,
De l’aube claire jusqu’a la fin du jour
Je t’aime encore, tu sais, je t’aime.”
Później nastąpiły same szczęśliwe dni, przejażdżki łodzią po Kanale Południowym,wycieczki do Enserune, Narbonne, Carcassonne, na rozległe plaże w Serignan i Valras. Życie toczyło się leniwym tempem wypełnione łagodnością, intelektualną przygodą, zasłuchaniem w siebie.Włóczyliśmy się po różnych miastach, bez przewodników, według własnych perspektyw, „ wpatrywałam się” w różne egzotyczne dla mnie miejsca, piliśmy wino lub jedliśmy ciasteczka w „ La symphonie des doucers Au petit Paris”, przyglądaliśmy się ludziom, sprawdzaliśmy, czy życzliwość ludzka nie wyschła,obserwowaliśmy jak starsi Francuzi grali w kulki
Wstępowaliśmy do różnych antique shops i kupowaliśmy nostalgiczne souveniry, figurki,filiżanki, serwetki. Studiowaliśmy menu wytwornych restauracji i pogrążaliśmy się w czasie kolacji w lubieżnych rozważaniach: les friuts de la mer czy pate na początek, karmelowe ciasto czy pistacjowe lody na deser? Chodziliśmy do Les Halles i kupowaliśmy świeże warzywa i owoce, sery i oliwki.
Czerpaliśmy łakomie z każdego momentu bycia razem, marzyliśmy o zaniku zmysłu czasu, ale w końcu tępe reguły życia zmusiły mnie opuścić tę arkadię i ponowne lux- torpedą pośpieszyć do Paryża – hałasu świateł i wrócić potem do mojego zabieganego życia tutaj. Ale na szczęście do tamtego arkadyjskiego szczęścia w Beziers wrócę








































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz