Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

piątek, 7 marca 2014

Świętokrzyskie-Milwaukee- Francja-Gajówka i co dalej...



Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi na spotkaniach towarzyskich  i wielorakich wizytach u ludzi  lub w lokalach , moimi znajomymi, rodziną,  klientami  reprezentującymi  odmienne od siebie poglądy na życie. Jednakże parę  ideałów , walorów i cech  były  wszystkim wspólne, umiłowanie  wartości rodzinnych, wychowanie w kraju katolicko-komunistycznym i post-, takie połączenie jest sensacyjnym ewenementem dla mojego Kima. On zupełnie nie rozumie szacunku dla wykształcenia, przywiązania do life-time job, najchętniej  na państwowej posadzie, niechęci  do radykalnych zmian, np. zmiana miejsca zamieszkania.
Wrócę do tych rozważań dalej.
jesień w Gajówce koło Rębiszowa i Mirska, nasi sąsiedzi koło przystanku.

Tydzień temu, gdy napisałam długi post, który skasowałam przypadkiem skupiłam się na swoim pierwszym kontakcie ze  sztuką, wycieczkach i  rodzinnych wyjazdach, które w dzieciństwie i młodości wywarły tak silny wpływ na moją wyobraźnię. Były to odwiedziny na  Górnym  i Dolnym Śląsku,
Co widzimy z okna naszego nowego domu.
 zielonogórskim i w pasie granicznym tych ziem, w dawnym NRD i Czechosłowacji. Czy ktoś , oprócz studiujących filologię polską i mieszkających  w zachodniej Polsce, słyszał o Dolnołużyczanach, ich ciekawych zwyczajach i języku? Plemię słowiańskie na terenach germańskich, to dopiero osobliwy przypadek. Pamiętają niektórzy, gdy na początku lat 70. poczuliśmy odrobinę wolności , bo na pieczątkę w dowodzie mogliśmy jechać do NRD i CSRS? Zagranica dla mnie, wówczas około 10-12-letniej dziewczynki  jawiła się  doświadczeniem wręcz niezwykłym, tajemniczym, „ezoterycznym i fantasmagorycznym”- moje ulubione słówko z okresu późniejszego  dojrzewania. W  Cottbus   byłam w prawdziwej eleganckiej restauracji  i z rodzicami ,i bratem robiliśmy  zakupy , które nie były tylko jakimiś szarymi  towarami, ale wielką rozpustą w tamtych czasach, np. prawdziwe mazaki, notesiki w  grawerowanych, jedwabnych okładkach / mam je do tej pory/, dla Mamy kremplinę, dla ojca koszule non-iron, a dla brata autentyczne wydania zagranicznych książek, poezję rosyjską i niemiecką. W zakupowych torbach znalazło się też wytworne produkty spożywcze, pamiętam pokrajaną w plasterki szynkę i małe paróweczki, nawet nie słodycze. Na studiach już dostawałam takie paróweczki w paczkach z USA ! Marzyło się o parówkach…ale również o czymś niezwykłym,  teatrze, operze, reprodukcjach, pocztówkach, które zachwycały i frapowały swoim pięknem.  Brat kochał poezję, ja też.  Ja pomniu cziudnoje mgnowienie…
I jak się mają moje doświadczenia,  skromnego dziecka z prowincjonalnego, robotniczo-chłopskiego miasta, rozbudowanego dla potrzeb huty , gdzie  nie było typowej inteligencji, jakieś szczątki, która przetrwała po wojnie, gdzie ruch robotniczy też nie miał tradycji, a władzę sprawowała demokracja ludowa, gdzie mieszkało się w szarych warowniach, w  blokach z malutkimi mieszkaniami, jak w klatce, dosłownie i w przenośni. Nawet modne było mieszkanie w blokach i rodzajem uprzywilejowania, bo nie wszystkie domy  prywatne miały  wtedy kanalizację!  Napomknę, że wspominam lata 60. i wczesne 70 Moją największą zaletą jest bardzo solidne  humanistyczne wykształcenie akademickie. Za komuny, a moj ojciec pracował w służbach, hehe, wykstałcenie było najwyższą wartością i nie deklasowanie się za wszelką cenę.
Jak porównać moje dzieciństwo i młodość do mojego obecnego męża, wychowanego w rodzinie amerykańskiego  prawie fabrykanta/ brzmi jak co najmniej słówko z Ziemi obiecanej/.

Zdjęcie z lat 50., od lewej mama Kima i ojciec, następnie jego stryjowie z żonami. Ten po prawej- TB był więźniem Stalag Luft III w, lotnik zestrzelony w Libii.Obecnie ma 92 lata, mama Kima 98, pozostali nie żyją.

Ulubiony wujek Kima,oprócz tych na gorze, tym razem ze strony mamy. Dla mnie , jak młody Hemingway.

 Kim był dzieckiem adoptowanym, gdyby poszedł śladem swoich  przybranych Rodziców, wujków i kuzynów, z pewnością nasze ścieżki NIGDY  by się nie zeszły. Tamte światy jego amerykańskiej rodziny, to jak dwie różne planety ze mną. Kim wybrał drogę wiecznego outsidera, najpierw  zbuntowanego hippisa przemierzającego stany, jakżeby inaczej, na Harley`u/ pochodził w końcu z Milwaukee/, potem włóczył się po całym świecie na statkach, rozbijał się jaguarami  i  marnotrawił życie  na upijaniu się w knajpach. I wtedy nasz status społeczny  i pragnienia jakoś się ze sobą zetknęły. Bo jemu już pracować się nie chce, jest   zabawny i ma fantazję, a ja chętnie wypełniam jego oczekiwania o wygodnym życiu, czyli  o niepracowaniu,  o dużym domu, czyli duży telewizor, duży ogród, smaczne posiłki i  miła kobieta. Ja to wszystko zapewniłam w Polsce, bo na Francję już brakło mu funduszy. Ja mam inne ambicje, dla mnie to jakieś działanie, nieustanna praca i nauka, też dom, i ogród. Nieraz się uzupełniamy. Ja jestem pokoleniem blokowym i mi nie przeszkadza mała powierzchnia i sąsiedzi, a on tego NIENAWIDZI.
I teraz wrócę do myśli z początku postu,  sama nie wiem dlaczego, ale od wczesnej młodości  drażniła nudność  zwyczajnego życia, taka codzienność, która  panowała niepodzielnie naszym umysłem, taka mrówcza troska i zapobiegliwość i te ważne wartości dla innych zdawały się dla mnie, jak dla Wyspiańskiego   „ tak by nam się serce śmiało do ogromnych wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy”. A Kim reprezentuje zupełną odwrotność polskich ideałów w każdym aspekcie. I dlatego stale deprecjonuje w swoich wypowiedziach nasze drogocenne walory. Pamięta o trudnej dla nas  historii, ale nie może zrozumieć naszej akceptacji bylejakości , kiepskich manier i braku otwartości na świat.

A teraz, kiedy już trochę się uspokoiłam w tym swoim nienasyceniu i dążeniu do rzeczy wielkich, to w końcu doceniam to całe moje życie w Polsce,bo tutaj miałam bardzo dobrą bazę, nawet moje indoktrynacyjne postsowieckie wychowanie, ale liceum ze  100-letnią tradycją, ten mój szary blok, sentymentalne polskie niedopracowane filmy, katolicyzm obecny w naszym życiu, zawodzenia kościelne, chociaż ja sama nie byłam wychowana w tym duchu, ale jest to obecne w naszej literaturze, nasza biedna prowincjonalność i konserwatywność, nasze kieleckie i rzeszowskie. Pamiętam, jak pijani poeci zawsze to wspominali, jesteśmy zanurzeni  po uszy w naszej historii i umęczonej duszy,  i straszliwie mnie drażni  narzekanie Kima na wszystko w Polsce. Coś mi się odmieniło w myśleniu. Nie mogę akceptować tych jego narzekań i prawie pogardy do Polski.Teraz słucham w TV Kultura w programie Hala odlotów, dyskusji o polskiej architekturze, bronią blokowiska jako symbolu, można  zabudować  te miejsca siedliskami w stylu wiejskim, wkomponować domy kultury, biblioteki i ogódki niby-jordanowskie, wyśmiewają dworki i słusznie, bo co to za dworki, jak szereg ich stoi? Tęsknią za szarą płytką po gargamelowych domach prywatnych, a najlepszy jest snieg, bo ujednolica przestrzeń publiczną. Trochę nabroiliśmy we wczesnym kapitalizmie tą brzydotą budowlaną, tym przesadnym bogactwem  rezydencji prywatnych- stwierdzili.

Nasz nowy dom poniemiecki przynajmniej doskonale pasuje do rejonów, gdzie się znajduje. 
Architektonicznie i geograficznie  rejony Dolnego Slaska są piękne. Parę zdjęć poniżej, domy naszych najbliższych sąsiadów, są Polacy, ale tez  Austriak z żoną Polką, Niemka z uroczym B&B, Holender utracjusz i paru innych oryginałów.



Miałam napisać, co tak bardzo Kima drażni, ale już mi się nie chce, bo on sam mnie drażni. Najbardziej to drogi i kierowcy i że ludzie się nie uśmiechają, chodzą zombie po ulicach, i że wszędzie są płoty i psy szczekające,ochrona w sklepach, jakby sami złodzieje dookoła. Lubi polskie jedzenie, jak wszyscy obcokrajowcy, tzn. on docenia ceny tych naszych dań w restauracjach, szczególnie lubi sznycle  i placki po węgiersku. Kim sam jest doskonałym  kucharzem, jego specjalność to kuchnia meksykańska i hinduska, piecze  też smakowite indyki, gęsi i kaczki. Ale kapusta i ziemniaki są u niego w pogardzie zupełnej.
Kotek dla Kima.



11 komentarzy:

  1. Fajne miał życie ten twój Kim zwłaszcza podróże po świecie …Polska stoi za Ameryką jakieś 100 lat, jeśli nie więcej a zachodniej Europie też nie dorównujemy pod względem ekonomicznym i mentalnym. Kiedy Ameryka jeździła drogimi samochodami Polacy jeździli bryczkami . Masakra!
    Nie dziw się KImowi, że on tego nie może pojąć i, że tego nie ceni. I dobrze nudziłoby ci się z typowym Polskim mężem. I zamiast tak uporczywie wracać do tego, co było idź naprzód i znajdź lepsze miejsce, jeśli go szukasz zwłaszcza, ze masz możliwość. Życie to podróż a nie szukanie przystani sama to w nowej notce napisałam. Pozdrawiam serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też, tak kiedyś myslalam, ale gdy czas upływa, to myślę, że wolałabym jeden dom, może dwa, w miescie i na wsi i podróże jako dodatek do życia.A w ciągu ok.10 ostatnich lat, mieszkam w 4.domu we Francji i w 3. w Polsce, teraz doszedł 4. W obszernym biurze mojej działalności prywatnej mam 5.dom, bo tam przetrzymujemy mnóstwo rzeczy należących też do córek, to jak strych dla nas. A to oznacza ciągłe przeprowadzki też, dojazdy, niewiadomo, gdzie urządzać różne święta i w ogóle taka cygańska tymczasowość jest męcząca, gdy się ma jakieś zobowiązania rodzinne, pracownicze.
      Wiem, ze nudno byloby mi bez wyjazdów, ale teraz jestem tym zmęczona, samo pakowanie torebki na wyjazd mnie frustruje, bo musze pamietac o wszystkich ukrytych pod innymi nazwami kodach, pinach, telefonach, hasłach, a w domu mam w zeszycie po prostu. A mąż zabrania mi czegokolwiek pisać na kartkach.
      Zachód jest daleko przed nami, wiadomo,wielkie miasta USA są niezwykłe, ale prowincja, to jeszcze gorsza "konserwa" niż u nas.
      Przed napisaniem tego postu bylam na filmie Syberiada polska i tak mi zeszło na sentmentalizmy, bo Kim oczywiście wie o gułagach, ale, ze Polaków tak zsyłano od wiekow, to nie wiedział, trochę mu tłumaczyłam.

      Usuń
  2. Dużo wątków w tym poście, ale najbardziej uderzyło mnie, że masz /czy może miałaś?/ jakieś kompleksy wobec Kima, wobec jego dzieciństwa i dorastania, a może nawet wobec jego całego życia. Zupełnie tego nie rozumiem, obawiam się też, że on niczego nie rozumie z naszej historii, podobnie jak każdy obcokrajowiec, który dorastał w zupełnie innej kulturze i w innych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję, że się odezwaleś. Pamiętam nasze polemiki sprzed 1.5 roku.
      O naszym niezrozumieniu historycznym i ogólnym pisałam w poscie Moje "nieludzkie" zycie z Kimem.
      Tak, zgadzam się z Tobą, jestem zazdrosna o jego wygodne życie w przeszłości.Nie wiem , czy pamietasz, ale ja byłam bardzo zadowolona do niedawna ze swoich osiągnięć w Polsce i często podkreslałam swoją "wyjątkowość", ktora przejawiała sie w moim gruntownym humanistycznym wykształceniu,dobrze prosperującej firmie, podróżowaniu, znajomosci niezwykłych ludzi, wczesniejszej zapobiegliwości moich Rodzicow, itd. Z przyjemnośćią podkreślałam trafność swoich wyborów i tych ostatnich związanych z moim nowym mężem.
      A teraz te wszystkie wartości, ktore kultywowałm przez całe zycie, w zetknięciu z dążeniami mojego męża, wydają się nieistotne i tego mi szkoda,że tak to się odwróciło. Mając dzieci, nie mogę w żaden sposób poświęcić się tylko sobie.

      Usuń
    2. Napisałem dość długą odpowiedź na ten Twój komentarz, ale gdzieś go wcięło, a szkoda. Nie chce mi się tego pisać drugi raz, sprawdź w spamie jeśli możesz, może tam go diabli porwali.

      Usuń
    3. hello, czasami się tak zdarza, nie ma go w spamach, szkoda. Tydzien wczesniej straciłam taki piękny post, o czym wspominałam, jaka byłam wkurzona.

      Usuń
    4. Trudno się mówi.
      Napisałaś, cytuję "A teraz te wszystkie wartości, ktore kultywowałm przez całe zycie, w zetknięciu z dążeniami mojego męża, wydają się nieistotne i tego mi szkoda,że tak to się odwróciło".
      Skrótowo rzecz ujmując byłem ciekaw, cóż takiego niezwykłego było w dążeniach Kima, że dokonałaś gruntownego przewartościowania swojego własnego życia?

      Usuń
    5. Może niezbyt precyzyjnie się wyraziłam, ale miałam na myśli coś odwrotnego. Załuję i szkoda mi,ze w ogóle się zetknęłam z jego wartościami, gdzie głównie oczekuje się miłego wygodnego życia i jest się przekonanym, że na nic się nie ma wpływu, bo korporacje, bo banki i nie ma co walczyć, nie warto się nawet trudzić, żeby odmienić swój los, bo i tak sam się potoczy.
      A ja wierzyłam, że mam wpływ na wszystko i stwarzam siebie według własnej woli i zawsze pragnęłam, aby być czymś wiecej niz tylko " chwiejącą i drżącą od leku trzciną" jak to Sartre mówił. Nie byłam nigdy religijna, ani moi Rodzice, nawet dziadkowie z jednej strony, ci co dłużej żyli, wiec mieli na mnie tez jakiś wpływ. Wierzyłam z przekonaniem, ze jedynie sens i wartość mojego istnienia może nadać ustawiczna praca i nad sobą też, i sięganie ad astra. Naprawdę taką byłam szczególną egzystencjalistką, miałam swoją misję do spełnienia. A Kim doesn`t give a f*, ma wszystko w d*, robi, co mu się podoba i tak to drażni moją egocentryczno- prowincjonalną duszę. On niewiele się namęczył,a ma takie wygodne życie,nie miał dzieci, wieloletniej żony, a u mnie tyle pracy na nic, bo ja sama i owszem jestem z siebie zadowolona, ale są najbliżsi, na których juz nie mialam wpływu, a oni są moją cząstką.
      I to by było na tyle szczególnego ekshibicjonizmu.
      Wróciłam niedawno z koncertu W. Gąsowskiego z okazji Dnia Kobiet, bawiłam się świetnie, tancząc i śpiewając przy Blue suede shoes i Prywatkach oczywiście.

      Usuń
  3. Świetne są te zdjęcia rodziny Kima. Uwielbiam zdjęcia z tamtej epoki,sama mam jedno zdjęcie ślubne Dziadków, których niestety nigdy nie poznałam - patrzą tak w obiektyw poważnie, to musiał być wielki moment, taka fotografia na wsi, w latach czterdziestych, prawie jak sakrament ;) Ze strony drugich Dziadków trochę więcej, powojennych, też świeżo po ślubie, po obozach i przymusowych robotach gdzie się poznali, szczęśliwi, że to już koniec tamtej epoki. I to wszystko.
    Dlatego uwielbiam grzebać w zdjęciach rodziny mojego D., fotografowali się od XIX wieku często i z pasją, w tamtych strojach, starych rowerach przed swoimi posiadłościami. To naprawdę inny świat. Ostatnio, jak byliśmy z wizytą u jakiegoś wujka, w starym domu od wieków należącego do rodziny, wujek życzliwie zapytał o nasz "dom rodzinny". Akurat byliśmy z moją mamą, po wysłuchaniu tłumaczenia pytania, nie mogła się powstrzymać od nerwowego chichotu. Jak tu wytłumaczyć, że nasze drewniane domki, ledwo z jedną izbą, szybko się waliły więc teraz wszystko mamy w betonie i modern?
    Ale nie mamy powodów do kompleksów, tak myślę. Pieniądze, tradycje - są w życiu rzeczy ważniejsze, myślę. Fakt, że jesteśmy kim jesteśmy, startując z zupełnie innego pułapu.
    I jeszcze jedno - dzięki mojej mamie, która kupiła tam niewielkie mieszkanko, też odkryłam uroki Dolnego Śląska. Zupełnie inaczej niż w naszej Małopolsce, tak bardzo egzotycznie dla mnie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, jak miło Cię widzieć Czaro u mnie! Chyba muszę z powrotem pisać o urokach Francji, bo i czytelników mam mniej na moje prywatne wynurzenia.
      Mój Kim też tak mówi, że powinnam być bardziej zadowolona z tego, co osiągnęłam, startując z innego pułapu,jak mówisz, bo on swoje życie przebalował i chyba dlatego mu tego zazdroszczę. Teraz, mając trochę wiecej lat juz pewnych rzeczy nie wypada robić i nawet czasami już się nie chce i nie cieszą tak z powodu ciężkiego bagażu doświadczeń.
      A historyczne zdjęcia jego rodziny, to tylko żal we mnie wzbudzają, nie tylko za sobą , ale i za naszym krajem,że taki biedny i zacofany. Ale o to nie powinnam sie martwić i porównywać nasz kraj z USA, bo to smieszne nawet.
      O tym domu rodzinnym też cały czas słyszę, a co ja mogę powiedzieć o mieszkanku z powierzchnią 33m2, gdzie spedzilam pierwsze lata dziecinstwa i domu obydwu babć z jedną izbą? A ten ich hiper konsumeryzm w USA, który tam obserwowałam wyjątkowo mnie oburza. Nie, zebym miała socjalistyczne poglądy, ale bez przesady.

      Usuń
  4. nie chce bagatelizowac Twoich rozterek ale mnie sie wydaje, ze Kim to rozpieszczone dziecko bogatych rodzicow a Ty silaczka, ktora wygrala z indoktrynacja komunizmu. Nie mozna porownywac bo nie ma czego. zycie w Stanach ciezko bylo o jest porownywac do zycia w Europie a co dopiero do zycia w Polsce i to w tamtych czasach.
    a jakbys poznala eskimosa z tradycjami, wychowanego w iglo, ciekawe jakie by byly wtedy Twoje rozmyslania.
    pozdrawiam serdecznie!! i ciagle podziwiam, podziwiam.

    OdpowiedzUsuń