Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

piątek, 7 marca 2014

Blokowy vintage i shabby chick.

Przyjechałam do domu zajęłam się trochę pracą, a głównie "postarzaniem" mojego blokowego mieszkanka.
Zaczytywałam się w blogach o shabby chick, szczególnie zdjęcia angażowały moją wyobraźnię. I wszystko mi się w głowie mieszało od planowania, projektowania i szukania miejsc, gdzie mogę odnaleźć skarby przeszłości. Jeszcze w blokowych piwnicach i na strychu w biurze odnalazłam w pudłach ślady po moich rodzicach. Pocztówki zbierane przez całe życie,

Czy ktoś rozpozna to miasto? Bo to ponizej zasłoniła lampa, a jest to wyjatkowej urody Święty Krzyż.


 stare obrazy, które zawinęłam w jeszcze starsze prześcieradła, walizki jakby z twardej tektury, takie brązowe, syfon, który stanie się udaną dekoracją i parę podróżniczych suwenirów zwożonych latami. Z przyjemnością, nawet nie z żalem otworzyłam kilka listów od moich dawnych "narzeczonych", wycięłam znaczki i naklejki Par avion. Nakleiłam je na walizki, razem ze starymi pocztówkami, kopertami stały się vintage`owe par exellance.
W głębi moje biuro, bo tam zajmowałam się malowaniem.




Długo nie zaglądałam do tych pamiątek po rodzicach. Prawie 10 lat. W zeszłym roku rozpakowywałam z pudeł przedmioty domowego użytku. Są ozdobą mojego mieszkanka. Cały serwis porcelany ćmielowskiej. W tym roku nadszedł czas na na bibeloty i podarki, które latami stały za szybą socrealistycznej meblościanki. Zwoziłam je ja, mój brat, wujek, a potem moje dzieci dla dziadków. Również rodzice z sanatoryjnych wojaży przywozili swoje okruchy pamięci, dzbanuszki na wodę mineralizowaną, korale z bursztynu, skarbonki i szkatułki.
Wszystkie te rodzinne zabytki byłyby doskonale upamiętnione i wyeksponowane w Gajówce. Ale czy ja kiedykolwiek je tam zabiorę?
Tyle drobiazgów zwoziłam z Francji, moja miniaturowa kuchenka ledwie je mieści na niewielkich półeczkach i ścianach.
 Niezręcznie mi się przyznawać, że wolę pić poranną kawę przy moim małym oknie, spoglądać na te blokowiska na przeciwko, niż w remontowanej Gajówce, gdzie widoki są boskie, ale wszystko jest w fazie remontu. Ja jestem bardzo niecierpliwa, nie umiem czekać. Muszę mieć wszystko na już. Tak się przyzwyczaiłam latami. Prowizoryczne zamieszkanie wpływa na mnie depresyjnie. Tworzenie jest inspirujące, ale w gotowych ścianach. Jedna moja kuzynka ok. 20 lat temu zaczęła powoli przygotowywać sobie domek na zamieszkanie w latach średnich. I tak cierpliwie, zapobiegliwie i ze skromnymi funduszami wybudowała bardzo przyjemne siedlisko. Przez ostatnie 10 lat już tam mieszkała. Na początku nie miała podłóg, tylko wylewkę, bardzo spartańskie warunki. Ona włożyła dużo miłości w to miejsce i z takim oddaniem zbierała każdy grosz, stworzyła  naprawdę ciepłe rodzinne przytulisko. Miejsce ciepłe dosłownie nawet, bo kominek płaszczowy grzeje w całej mocy. Ale moja ukochana kuzynka, siostra cioteczna, jak mówimy, to osoba o szczególnym charakterze. Skromna i wartości rodzinne ceni ponad wszystko. A ja notorycznie goniąca za czymś niezaspokojonym. To mam.
Od paru lat powtarzałam sobie taką mantrę, dawne czasy wymagały, żebyśmy byli spartanami, a obecne sybarytami. Łazienka, nawet  niedokończona musi być przede wszystkim ciepła dosłownie. Nawet ta we Francji była zimna i  wyjście spod prysznica zimową porą to był " zimny prysznic", hehe.
A tu, taka malutka powierzchnia ciepło zatrzymuje.I śródziemnomorskie klimaty dodają temperatury.
Torebki z przedpokoju. Krzyż Maltański ma odganiać złe moce.
W blokowym mieszkanku sypialnię połączyłam z gabinetem pracy. Moja  obecna posada wymaga szczególnie miłych czynności, czyli mailowania, blogowania, lajkowania na fb i promowanie firmy za pomocą atrakcyjnych fotek  z myślą przewodnią, że warto uczyć się języków obcych i podróżować. Takie zajęcie jest niewątpliwie przyjemne, ale kapitału z tego nie ma. Kiedyś pracowałam 12 godzin dziennie i jeszcze w nocy myślałam o firmie, a teraz podążam za hasłem mojego hippisa -męża, a jego motto to enjoy life. On rozmawia z kotami siedząc na dachowym tarasie, patrzy na góry, pije lokalne piwo Piast i dostaje olśnienia, że  Polska to piękny kraj, a jego polska żona zabrała go w odpowiednie miejsce. A co Dolny Śląsk ma z polskością?
Tutaj mogę zaprosić córki na obiad co niedziela, a w Gajówce, czy we Francji to odwiedziny raz na rok, może dwa. Tak daleko.

Niech będzie,  powiem, że wolę sypialnię w Gajówce od mojej małej skrytki.
Łóżka tu nawet nie widać, ale jest koło okna.
Jak się ma to  posłanie do gajówkowych przestrzeni? Nijak, nawet zdjęcia nie mogę zrobić, bo od ściany do ściany, ale w bloku czuję się bezpieczniej. W tamtej sypialni nigdy nie usnęłabym sama, i nie chodzi bynajmniej o zmysłowy aspekt sprawy.
 

Napisałam ten post głownie dla inspiracji blokowego shabby chick. Nie tylko domy można zdobić w starym stylu.  Wyczytałam w swojej statystyce, że najwięcej oglądalności miał mój post o malowaniu przecierkowym pisany  tu. To bardzo amatorskie moje zajęcie, ale dowiedziałam się tysiące ludzie tym się interesuje. A nie wszyscy mają fundusze i umiejętności na miarę moich doświadczonych  blogowych koleżanek. Od czegoś trzeba zacząć. Pozdrowienia dla wszystkich.


6 komentarzy:

  1. Witaj Ardiolo. Twój blog nie aktualizuje mi sie nadal , nawet po zmianie wpisu. Muszę nadrobic czytanie w wolnej chwili :D U CIEBIE BARWNIE, ENERGICZNIE , KOLOROWO I PODRÓŻNICZO... CIESZY MNIE TO ŻE NADAL MASZ TYSIĄCE POWODÓW DO RADOŚCI I SPRZEDAJESZ JA INNYM. My we Wrocławiu pozostaniemy tylko do czasu kiedy Kamil dostanie w Warszawie dobra pracę, bo ciągnie go bliżej rodziny. Poza tym ciężko nam z jednej pensji i ja muszę też iść do pracy a Leoś... ach czasem nie wiem co mam robić...uciekam bo właśnie wstał...odezwę się później..buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdę w starych listach pozdrowienia dla ciebie od pewnej wielbicielki katarow. Ona sledziła nasze dyskusje sprzed dwoch lat na blogu.
      Staram się nadal znajdować w zyciu przyjemności i opisywać radość, ale tez duzo zawdzieczam blogerkom. Inspirację i chęci na kolejne "imponderabilia"- tak lubilam nazywac wyzwania zyciowe. Do uslyszenia.

      Usuń
  2. Uciekłaś z Gajówki do bloku??? Nie zrobiłabym tego. Pozbyć się przyjemności budowania... tworzenia drugiego oblicza domu z duszą?, gdzie przestrzenie, piękne widoki... a niewygody??? przecież są tylko przejściowe, więc to niewielka cena. Ja właśnie wróciłam z tygodniowego pobytu na budowie. Istna szkoła życia... obóz przetrwania a mimo to cieszyłam się jak małe dziecko.
    ...no chyba, że tęsknota za córeczkami u Ciebie wygrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko chwilowa ucieczka stamtąd do obowiązków tutaj. Córka rzeczywiście wymaga mojego wsparcia, jedna i druga.Młodsza jedzie już we wtorek na erazmusową wymianę studencką i trzeba było ją wyszykować.Napisałam coś dla Ciebie w ostatnim poście.

      Usuń
  3. Ja tak troche nie na temat, ale od paru miesiecy blogger nie zawiadamia mnie o twoich nowych postach mimo, ze mam cie jako blog obserwowany... a gdy sama wejde przez liste blogow obserwowanych, to pojawia mi sie ciagle jako ostatni twoj wpis o nartach, a przeciez bylo potem sporo nastepnych?
    Czy ktos inny sygnalizowal co podobne zachowania bloggera?

    Pozdrawiam serdecznie
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cześć, dzieki za troskę. Juz o tym pisałam wiele razy, ze sie blog nie uaktualnia, bo wszyscy mi mówią od miesięcy. Jakby od poczatku mojego pisania prawie.Szukałam w ustawieniach, pomocy itd Ktos probowal mi dawac wskazowki, ale nie umialam sobie z tym poradzic. Muszę sie z kim spotkac obeznanym z blogami. Bonne nuit.

      Usuń