Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 27 listopada 2011

Somewhere over the rainbow...

 Jest i tęcza. A powyżej na kładce, trochę jesieni po stopami. Mnie zainteresował dom z posągiem na dachu.
Nad rzeką po deszczu, słońce tak pieknie oświetliło jakby wielki piec z daleka. Ja z hutniczego miasta, to tak to widzę. Do rzeczki mamy ze 150 m w dół. Ponizej reklama w drodze na La Livieniere.


Chciałam te zdjęcia ustawić w odwrotnej kolejności, najpierw miały byc kolaże, żeby pokazać padający deszcz, ale niech już będzie, bo mnie to za dużo pracy kosztowało. Ja oprocz nauki francuskiego, to głównie tutaj jeżdżę na rowerze i zapoznaję się bliżej z pobliskimi okolicami.  A tu ten dom z posągiem, jakby cesarzowa witała : Salve bracie.

Pojechałam do Cessares, niedaleko, bo nie wiedziałam , jak długo słonce będzie świeciło po tym rannym deszczu.

Cessares

A tu już z powrotem, tak mnie niezmiernie zachwycają te winnice i ich kolory. Bo jedne całkiem uschniete, inne żółte, rubinowe, a czasami zielonkawe.


A to już  w Pepieux nie mozna tu mówić jak w wierszu Staffa, bo wszystko nadal kwitnie i jest zielono.

Wąska uliczka do wieży, a widzicie te zarośniete schodki?

I zawsze kotki dla Kima. On uwielbia kocięta, ja osobiście wolę psy.
Parę dni temu do południa padał sobie taki deszczyk, równo o szyby stukał, z rynien się lało. Padało ze dwie godziny. A zielone liście chyba się cieszyły z takiego prysznica. Nie miał nic z listopadowego nastroju wiersza Staffa, przy takich zielonych liściach, trudno uwierzyć, że to listopad. Takie własnie drzewko zasłania mi słonce w lecie i teraz też.

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...
  Przypomniałam tę strofę, tak z przezwyczajenia literacko wykształconego człowieka , hahaha, który zawsze tę zwrotkę przypomina przy okazji  miarowego, długiego deszczu. W domu trzeba było świecić światło, które odbijało się w murze. Ale, tak ok.14 przestało padać, wyszłam akurat do sklepu na placyk Fontanny, a potem z ciekawości na mostek nad rzeką, żeby zobaczyć ile wody przybyło. I zobaczyłam taki  widok nad polami. Tęcza rozkładała się szerokim łukiem nad polami. Nasze miasteczko kończy się za rzeką.

Chmury powoli się przesunęły, oświetliły dalsze miasteczko i góry. Krzyż niezmiennie tkwił na rozstajach, już od ponad 200 lat jest niemym świadkiem dojrzewania winnic, pamięta pewnie zdradziecką filokserę , a potem lata dobrobytu. Bardzo szybko wszystko wysychało, wyszło mocne słońce. Zawsze przypomina się somewhere over the rainbow.. A potem poszlam na rower i jeszcze zrobiłam parę słonecznych zdjęć.







9 komentarzy:

  1. Przepiękna ta Twoje okolica. Aż się chce rzucić wszystko i jechać tam popatrzeć i robić zdjęcia, dużo zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjaciołom słuzymy jako B&B. Jakby, co to będziemy w wirtualnym kontakcie. Do tej pory odwiedzają nas głównie " angielscy" Polacy. Jest tu rzeczywiście pięknie i tak leniwie, a to osłabia bunt duszy, jak ja to nazywam.
    Chciałam cos pozmieniać w ustawieniach i znowu się pogubiłam. Do nastepnego razu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomału się nauczysz :) i blog będzie coraz piękniejszy.
    Ja mam rodzinę we Francji, szczerze mówiąc dokładnie nawet nie wiem gdzie mieszkają. Są całkowicie francuskojęzyczni i jedynym łącznikiem jest moja córka, która czasem pisze do mojej cioci. Mała jest zakochana we wszystkim co francuskie, więc może kiedyś będziemy przejazdem w okolicy i umówimy się na kawę :)

    pozdrawiam
    Ewa
    http://blog.calimera.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. eh winnice... piekne, a ile sie czlowiek styral przy winobraniach ;) na szczescie fajne ekipy mialam to i wesolo bylo. Piekne te Twoje okolice! Ja podobnie jak Twoj Kim "kocia mama" jestem. Nawet jak bylam mala to rodzice taka ksiazke mi kupili bo ja co kot to za nim. Moja nie-tesciowa ma dwa, ale starutkie wiec do zabawy kiepsko. A Wy macie tam u siebie jakies zwierzaki?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewa, tak, jak wspomniałam, znajomym użyczamy jakby B&B. Zawsze mozemy sie umowic nie tylko na kawę.
    Monya, a ja nie wiem, jak tu sie pracuje na winnicach, bo akurat bylam w kraju, ale mąż mowil, ze przyjechaly małe kombajny i uwinęły sie ze wszystkim w parę dni.W ogole nie widzialam pracujacych ludzi na wiosne ani w lecie, teraz cos podcinali. Czasami cos orali, albo zakladali mechaniczne podlewaczki Moj Kim chcial zaoferować swoją pracę jednej znajomej wlascicielce winnic, bo chcial min zobaczyc, jak wyglada taka praca. Powiedziala, ze ma doslownie paru pracownikow, chociaz hektarow kilkadziesiat. To ja nie wiem, jak to jest. Moze tu wszystko zmechanizowane?
    Kota nie mamy, chociaz Kim chcial wziac jednego z ogloszenia. A ja sie nie zgodzilam, bo on czesto wyjezdza, ja tez i kto by sie nim zajmowal? Juz raz mial kota- Boots, zostawil znajomym, kot uciekl i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna Ta Twoja Tęcza nad Francuska ziemia Ardiolo........ja właśnie tęczę ostatnio malując próbowałam odzyskać nadzieje w jesiennej melancholii i tęsknocie za krajem i bliskimi.Kamil mnie przymuszał a ja tęczę i nadzieje malowałam....teraz czekam aż się sprzeda i kupie sobie perfumy na poprawę humoru http://www.digart.pl/praca/6815184/NADZIEJA.html
    Uściski i buziaki Piękna blondynko z rodzimego kraju. Mam też pytanie: dlaczego Ardiola?

    OdpowiedzUsuń
  7. i czy te krzyze to krzyże pokutne?

    OdpowiedzUsuń
  8. Didi,
    krzyże są rozstajne.Francja jednak ma korzenie katolickie i w kazdej miejscowosci na poludniu jest okazaly kosciol romanski lub gotycki, duzo krzyzy na rozstajach, pokazujacych drogi. Ja im zawsze robie zdjecia. Są tez krzyze ze szlaku do Compostelli.
    A przy okazji poczytalam o krzyzach pokutnych.
    Jak tylko cos zarobie pieniedzy, to kupię od ciebie nadzieję, gdy będę wracac z kraju przez Hiszpanię na wiosnę.
    O Ardioli pisze w poscie o Albanii. Teraz mysle, ze troche niefortunny nick wybralam piszac o Francji, ale wtedy wydawal mi sie oryginalny. Powinnam byc jakąś bellą,bardzo typowe, une femme , nie fatale, albo Juliettte et sa vie, son amour czy cos w tym stylu. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. A mnie sie ta Ardiola bardzo podoba :)

    E
    http://blog.calimera.pl/

    OdpowiedzUsuń