Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

czwartek, 24 listopada 2011

Thanksgiving Day w naszym domku.

Pumpkin pie u nas. In France.
 Zeszłoroczny Thanksgiving dinner na moim talerzu.Dokładany kilka razy. Szczególnie sweet potatoes. In 2010.
Dzielimy indyka  tez w zeszłym roku. Tzn ja popijając kolejnego drinka, pomagam lewa ręką:) In 2010.
Dzisiaj Amerykanie obchodzą swoje Święto Dziękczynienia, wspaniała tradycja narodowa. Przedstawię krótko historyczny zarys. Zawsze organizowałam imprezy w szkole, jak jeszcze pracowałam.
Nie ma zgodności co do daty i miejsca pierwszych obchodów Dnia Dziękczynienia, niemniej pierwsze poświadczone obchody odbyły się 8 września 1565 w miejscu, które uważa się za najstarsze miasto w US- St Augustine na Florydzie. Jednak tradycyjnie uważa się, że pierwszy Dzień Dziękczynienia był obchodzony w kolonii Plymouth w 1621 roku.
Pilgrims, którzy przypłynęli do Ameryki na pokładzie statku Mayflower, byli członkami Angielskiego Kościoła Purytanów. Ruszyli ze swych domostw, bo ich poglądy nie podobaly się w Anglii  w  i pożeglowali do Ameryki.
Wylądowali na Skale Plymouth w grudniu 1620 roku. Po pierwszej ostrej zimie, do początku kolejnej jesieni zmarło 46 ze 102 osób zaokrętowanych na "Mayflower". Ale ponieważ żniwa 1621 roku były obfite, koloniści postanowili uczcić to świętem wraz z 91 Indianami z plemienia  Wampanoag, którzy pomogli im przetrwać ten ciężki rok.
Święto miało więcej z tradycyjnych angielskich obyczajów dożynkowych, niż z "obchodów dziękczynnych". Indianie dostarczyli na ucztę co najmniej pięć jeleni, w menu nie było natomiast sosu żurawinowego (z braku cukru), ziemniaków, ciasta z dyni, ani indyków, zamiast których podano ptactwo wodne (kaczki, gęsi)
Oprócz ucztowania, święto obejmowało także wspólny wypoczynek oraz zabawę kolonistów i Indian. Nie zachowały się natomiast żadne inne relacje o podobnych spotkaniach międzykulturowych w kolejnych latach. Znane są tylko dwa opisy tego święta: w liście kolonisty i książce powstałej 20 lat później.
Palm Beach- The Breakers` Hotel- tu był bardzo wystawny Thanksgiving Dinner, czytalismy w prasie :) Jeden z najlepszych hoteli w US. My bylismy na lunchu. Za odprowadzenie samochodu trzeba dać tak  conajmniej 20 dolarów., to taka głodowa stawka.Kim jako Amerykanin wstydzi sie nie dawac wysokich napiwków, Ja nie mam z tym kłopotów, zostawiam max 10%, a on zawsze conajmniej 25%.
Zakupy w Palm Beach w Black Friday, Tiffanny`s, miało być bardzo tanio, ale nie było :( Zdjęcie z mojej wczesniejszej wizyty w US w 2008.
Świętem narodowym ogłosił je w 1863 roku prezydent Abraham Lincoln i z tego samego okresu datują się stereotypy o Dniu Dziękczynienia. Tak to wygląda historycznie, ja bym też to nazwala dożynkami, które i tak dawno zagubiły swój tradycyjny charakter. To jedna ogromna komercja, hedonizm na miarę dworów imperialnych albo bizantyjskich bardziej. Mnie zawsze się kojarzy, że gdzie wielkie bogactwo, to gdzieś obok kryje się bieda. Parada wystawnego domu handlowego Macy`s  /taki wiekszy odpowiednik Harrods`a/, to bardzo sprytnie zakamuflowany marketing i celebrowanie amerykańskiej religii, czyli shopping and eating out. W związku z Ameryką ludzie, taka niby nasza inteligencja, która nigdy nie była w US, mają   ambiwalentne uczucia, i ratują się mówiąc, to taki cudowny kraj, że nie musimy mieć żadnych kompleksów, bo poziom intelektualny tego społeczeństwa jest taki niski, że gdyby tam urodzili się europejscy geniusze kultury, sztuki, nie stworzyliby chyba żadnego dzieła. Teraz, nadrabiają to galeriami sztuki, które są na każdej ulicy.
 Kultura amerykańska przyszła w 1945 roku wraz z US Army wyzwalającą Europę Zachodnią. „American way of life” była doskonale ukształtowaną nową formą cywilizacji XX wieku, szerokim systemem składającym się z reklamy coca-coli, gumy do żucia, westernów, „keep smiling”, Walta Disneya, Hollywoodu, Broadway, Las Vegas, orkiestry Glenna Millera itd. Największe ikony współczesnego świata pojawiły się w Ameryce, kult gwiazd, Marilyn Monroe, Elizabeth Tylor, James Dean, złoty chłopiec Robert Redford, następnie gwiazdy muzyczne: Frank Sinatra, Dean Martin, Sammy Davis, Roy Charles, Nat King Cole, Elvis Presley, Madonna, teraz Lady Gaga (w rocku przodowali jednak Brytyjczycy), to jest nostalgiczna Ameryka. Zachodni Europejczycy próbowali oderwać się od tej kultury, którą wręcz gardzili (szczególnie Francuzi), ale miała ona za dużo zalet. Nie wstydziła się swej masowej formy – wręcz przeciwnie (Mc Donald’s). Amerykanie mieli jeden cel – komercyjny i rozrywkowy, bez żadnych skrupułów wobec hierarchii wartości, nie obawiali się żadnych barier. Masowa kultura amerykańska, pozbawiona uprzedzeń, antyelitarna i totalitarna, dostarczyła ekspansjonizmowi amerykańskiemu nadbudowy. Hurra – optymizm, błyskotliwe aforyzmy niektórych prezydentów np. Carter powiedział: „ Nie dlatego jesteśmy wolni, że jesteśmy bogaci, ale dlatego jesteśmy bogaci, że jesteśmy wolni”, przyczyniły się do tego, że Amerykanie czują się narodem wybranym, są dumni ze swojego kraju, nie protestowali długo, bo jest im było dobrze, ale ostatnio zaczeli protestować, bo nie chcą stracić swego statusu quo. Czują się bardzo zagrożeni. Polscy emigranci mają już swój „American dream” (poznałam wielu, np. 47 – letnią Bożenę, milionerkę z Delray Beach, właścicielkę dużego, eleganckiego motelu przy głównej ulicy Federal Road., ktora sama sprzątała swój motel, bo taka była zachłanna na pieniądze, niektórzy nie umieją czerpać radości z pieniedzy, ale nie Amerykanie!  Wszyscy wiemy,że tzw" Ameryka" dla Polaków juz dawno się skończyła. Zmiany ekonomiczne wyrównały trochę poziom naszego zycia. I dobrze, bo czasy, kiedy zarabialismy 20 dolarów na miesiąc / lata 80te/ były wyjatkowo upokarzajace. W zeszłym roku, będąc w US o tej porze nie mogłam się nadziwić rozmachowi tej rodzinnej kolacji, nie w naszym domu, ale tak w ogóle. A co się dzieje nastepnego dnia, tzw Black Friday, to największe sale`sy w Europie temu nie dorównują. Wiadomo, Ameryka, im nikt nie dorówna. Ja mam nadal taki bałwochwalczy stosunek do US, bo z braku koniecznej wiedzy, nie zamierzam wypowiadać się w temacie pracy, ubezpieczeń czy innych rewelacji, ja  chcę tylko korzystać z zycia. A tam jest miło i przyjaźnie. Jedna rzecz tam  mi się nie podoba tylko,brak zabudowy w stylu  europejskich miast, prócz stanów Nowej Anglii. Ale ja głownie bywam na Florydzie, tam jest jakby po karaibsku, tylko bogaciej, kolorowo, ornamentacyjnie, ażurkowo, palmowo, pastelowe jasne kolorki, nostalgiczny urok trójkątnej szklaneczki martini z dźwiękiem podanej przez przystojnego kelnera i zajadania się banana split. Najlepsze lody mają Włosi, ale zaraz po nich Amerykanie.
Thanksgiving  w małym karaibskim domku w Delray Beach. In 2010.
Ale ad rem. Indyka zastąpilismy kurczakiem, już się piecze, kukurydza będzie typu popcorn na deser, cranberry souce kupilismy w stoisku ang-ameryk w G20, tudzież składniki na stuffing i gravy. Dynię Kim własnie kraje i bedzie zapiekał miąższ, a potem zrobimy pumpkin pie, też squash.  Bean casserole gotowało się od wczoraj, ale to tez lokalna francuska potrawa, tylko tu dodają gęsie mieso. Ja obrałam słodkie ziemniaki, uwielbiam je.Normalne białe, jak Kim zapiecze z przyprawami, też są znakomite.
Wrócę do tematu wieczorem, po kolacji. zamieszczę wtedy zdjęcia. Bo jeszcze  potem muszę opisać wczorajsze  walne zebranie naszego stowarzyszenia Vivre ensemble en Minervois.

Kurczak udający indyka juz pokrojony, duzo słodkich ziemniaczków.

Stuffing, farci jak Francuzi mówią, podobnie jak my.

Sos jabłkowy, porzeczkowy i sos mięsny

Prawie gotowe, bo fasola w piekarniku, a popcorn się robi. Tak skromnie to wygląda, nie po amerykańsku :)) A objadłam się tak, że juz na deser nie miałam miejsca, dopiero po godzinie. Najbardziej smakowały mi ziemniaki. A potem pumpkin pie.


10 komentarzy:

  1. I jak tam? Udała się tegoroczna kolacja?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuję, jedzenia w bród.Stół jakoś tak skromnie wyglądał, bo szanowny kucharz wszystko w piekarniku trzymał i podawał w kolejnosci. I tak fasoli nie jadłam. Bedziemy mieli jedzenia na trzy dni.Jutro sie spotykamy ze znajomymi, to poczestujemy ich dyniowym ciastem, które ma konsystencję zapiekanego musu jakby. Potem miałam straszną zgagę tylko. Pumpkin pie ma specyficzny smak, raz na rok mogę zjeść, z winem rose zjadliwe.O 22 dzwonilismy do US do matki i siostry Kima, która przyjechala do matki z tej okazji i wolałabym być z nimi, bo tam czułam się jak w raju. A przede wszystkim z powodu pogody i natury dookoła.Bye do nastepnego czytania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oni niewykształceni, ale my, jeżeli o nich biega tez doszkoleni nie jestesmy. Mi się jakoś kojarzyło, że to święto Dziękczynienia to w okolicach naszego Bożego Narodzenia. A to po prostu cos na styl dożynek:)) Ah i maja swoje potrawy w tym dniu. Swój narodowy "przysmak". Kiedys na kursie językowym pewien Japończyk żartował sobie, kiedy robilismy kuchnie różnych narodów, że nasz współkursant z USA -Bill- przyniesie jako narodowa potrawę Hamburgera:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie prawdziwe amerykanskie danie to steki. Są znakomite!!! I nikt nie robi ich lepiej. I rzeczywiscie hamburgery, ale nie z McDonalds`a. Dalej pumpkin pie, bardzo oryginalny smak, apple pie, i amerykanskie nalesniki. Amerykanie tez upowszechnili parę drinkow, Martini z oliwką i Manhattan coctail z Bourbon whiskey. I Amerykanie nie są tacy głupi, jak o nich myslimy.
    A dzisiaj mialam super wieczor z parą belg-ang i niem-ang. Ze wszystkimi z Europy, poza Anglosasami swietnie sie rozumiemy. A z Niemcami szczegolnie! Uwielbiam ich. Cheers.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie tam:)) Nie myslalam nigdy w ten sposob, ze Amerykanie sa ciemniakami:)) Nie wiem- ja myslalam, ze oni nawet niezle, jezeli idzie o nauczanie, stoja, ale.... kiedys, kiedy studiowalam zaczela do mnie na korki z matmy przychodzic dziewczyna, ktora podstawowke zrobila w USA i dwie klasy liceum tam.Zaskoczona bylam, ze tam ulamki zwykle wchodza cos na styl naszej szostej klasy podstawowki. U naszych, polskich dzieciakow w czwartej...ogolnie to byly jakies dwa lata roznicy. Dziewczyna miala potworne zaleglosci. Za to jezykowo stala super- to byl jej atut.
    Mowisz, ze szczegolnie dobrze rozumiesz sie z Niemcami? Tak sobie mysle, ze...moze dlatego, ze ci niemcy tez sa na emigracji:)) Bo tak w kraju u siebie to,.... roznie bywa, tak, jak wszedzie:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że kolacja się udała. Ja bym chyba w Ameryce jadła wyłącznie steki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odsetek ludzi dobrze wyksztalconych i "sympleksow", jak kiedys nazywalam prostakow, i naszą slynną dyktature ciemniakow, jest mniej wiecej taki sam w kazdym cywilizowanym kraju. A poniewaz Niemcow jest najwiecej w Europie, szybciej mozna spotkac tych milych i wyksztalconych.Ja mam slabosc do Niemcow, bo przyjaznilam sie z germanistami cale studia i potem, mój ex był germanistą, mielismy kiedys duzo przyjaciol za Odrą. Nie lubilismy Austriakow wtedy. Ja sama obecnie czesto jestem brana za Niemke, szczegolnie we Wloszech, tedesca? Zawsze mnie to smieszy, nie tamta deska. Ale to dlatego, ze takie tez są stereotypy myslenia, mowię po angielsku,ale nie z akcentem, jestem z facetem wygladajacym na kogos z Polnocy, nie-Slowianina, wiec pewnie tedesca. Niemcy zawsze duzo wiedza o Polsce, maja taki kompleks wojenny, rozumieją, co mowie w sensie jakis doswiadczen.POdobnie jest z Francuzami, oni zawsze, przynajmniej ci, ktorych ja znam, okazuja mi zainteresowanie, pytajac o nasz kraj,znają naszą historie. Oczywiscie moja wiedza na temat odbioru Polakow czy zycia, jest wycinkowa, ja nie szukam pracy, jestem na slonecznej emeryturze, u boku męża, pewnie tez mnie inaczej traktują. Tutaj mieszkaja "hordy" Anglosasow, dla miejscowych to powszechnosc,maja sklepy ze swoimi półkami, jak nasi w Anglii, gdy mowie po ang, mysla, anglaise, chociaz jak ktos rozpozna po akcencie i spyta, to mowie, ze jestem polonaise,chociaz znowu myslą, ze holandaise, bo tu tez duzo Holendrow, usmiechaja sie grzecznie i tyle, Dzisiaj na fete Noel bylo wiecej Anglikow niz Francuzow, bo kupowali swoje towary, ciasta i kielbaski. Tu jedzenie, to jest " rytual neoreligijny" jak gdzies wyczytalam.
    A Polacy mowią o Amerykanach, ze glupi, bo z takimi się spotykali.Najfajniej o Amerykanach mowi Janusz Glowacki. Oni chcą przede wszystkim wygodnie zyc i jak moga zrozumiec Polakow, ktorzy tyle przecierpieli? To bardzo przyjazny i nieskomplikowany narod, a kazdy stan jest inny. Nie mozna Ameryki generalizowac, to tak jakby mowic o Europie, jak o jednym kraju. I reasumując,powiem slowa Niemca Manfreda, nic odkrywczego, ale przypomne, tylko glupcy odnosza sie do kogos z uprzedzeniem.Ja niestety sama obserwuje czasami u siebie takie zachowania na granicy glupoty :(, takiego oceniania wg czegoś. Ta nasza polska,prowincjonalna mentalnosc, ale bardzo z tym walczę. I to nie jest uwaga do wczesniejszych komentarzy, ja tak do siebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mysle, ze stereotypy byly sa i beda, wszedzie i tego nie da sie zmienic. Mozna tylko do tego nabrac dystansu. Jak nieraz podsmiewuje sie z francuzow biegnacymi z bagietkami, ze tylko berecika im jeszcze brakuje. Albo na pytania, czy czesto wodke pije, odpowiadam, ze bez tego dnia nie potrafie zaczac, i co poniektorzy wierza ;) Uwazam jednak, ze te "typowe dla danego narodu" przywary czy zachowania nadaja tylko kolorow nowym znajomosciom. Milo jest odkrywac np. francuza ktory nie zdzierzy sera albo amerykanina wegetarianina ;) albo mnie, polke co wodki nie lubi!

    Mnie tez za polke nie biora, cos pomiedzy hiszpanka i wloszka bo podobno nawet akcent taki mam (sic!).

    Co do Thanksgiving to swieto znam z filmow, ale zawsze wyglada na bardzo rodzinne i cieple a pumpkin pie az mi tu pachnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skoro mowa o Ameryce i "amerykańskim śnie", mam dla Ciebie ten post... ciekaw jestem, Twojej reakcji.

    Koniec amerykańskiego snu?
    "Zdałem sobie sprawę, że żyję w kraju, którego ideologia jest oparta na totalnym kłamstwie. Zdałem sobie sprawę, jak naiwny byłem, jak głupia jest amerykańska opinia publiczna" pisze w swoim liście pożegnalnym Andrew Stack, człowiek który z premedytacją uderzył niewielkim samolotem w jeden z amerykańskich budynków rządowych w Austin w stanie Teksas.
    List kończy się słowami "Wielki Bracie z urzędu skarbowego: Weź sobie kawał mojego mięsa i śpij dobrze". Dramatyczne zakończenie. Tym bardziej, że autor wcielił swoje ponure słowa w jakże ponury czyn...

    Abstrahując od tego, czy Stack był chory psychicznie, czy też działał w afekcie, jego słowa skłoniły mnie do pewnej refleksji dotyczącej tzw. "amerykańskiego snu". Za czasów komuny, USA jawiły mi się jako ziemia obiecana, czyli kraj mlekiem i miodem płynący, gdzie ludzie są naprawdę wolni, a poziom życia jest nieporównanie wyższy niż gdziekolwiek indziej.
    W miarę upływu czasu to moje wyobrażenie stopniowo ewoluowało. Zacząłem dostrzegać także bardziej ciemną naturę tego kraju, a więc wszechwładzę policji, ksenofobię rasową, pewne zdziczenie obyczajów, a także zwyczajną biedę sporej części obywateli. Nie byłem w Stanach i nie miałem okazji się przekonać, czy to co piszę ma pokrycie w rzeczywistości. Niemniej jednak list pożegnalny Andrew Stacka zdaje się potwierdzać, że coś musi być na rzeczy - bo jak bardzo zdeterminowany musi być człowiek, aby z pełną świadomością wsiąść do samolotu i rozbić się na jednym z wcześniej upatrzonych budynków rządowych?

    Wygląda na to, że dla mnie "amerykański sen" skończył się dość dawno temu. Dla Andrew chyba dopiero teraz. Niestety, w przypadku Stacka przebudzenie okazało się tragiczne w skutkach...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Smurffie, przeczytalam jeszcze raz informacje o Andrew Stack, akurat w zeszłym roku, kiedy on sie rozbil, wrocilam z US.Ja nie chce za bardzo socjologizowac na temat Stanow, bo nie mam wystarczajacej wiedzy. Samobojca mieszkal w domu wartosci 230tys dol, byl wyksztalconym czlowiekiem, znal swietnie pilotaz, sam byl wlascicicielem malego samolotu, to nie byl biedny czlowiek, mial klopoty z urzedem skarbowym.Był w depresji, wybrał spektakularny sposob na odebranie sobie zycia.Taki show must go on. Walka z systemem nigdy sie uda, bo Amerykanie, czytaj Kongres , Senat, Rząd uwazają, ze mają doskonały system podatkowy,istniejący od czasow wojny secesyjnej, chociaz podatny na naduzycia i korupcje, ale nie udowodnione. Tacy bogaci ludzie nie umieją nagle zaczac zyc skromnie i moze jeszcze oszczedzac, gdy mają klopoty? Ponadto samobojca mial zaburzenia osobowosci. Ale stac go bylo na wszystko, u nas taki depresyjny gość moze jedynie sie powiesic, albo skoczyc z okna. Nawet szkoda by mu bylo rozbic sie w swoim samochodzie,tak specjalnie, bo zawsze cos rodzinie zostawi. W US i niektorych krajach zachodnich są tak nieprzyzwoicie bogaci ludzie, ze to woła o pomstę do nieba i ja nie jestem z tych wojujących rewolucjonistow, ze to niesprawiedliwe, czy cos w tym stylu. Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że kryzys to częściowo przez nich! Musieli miec wszystko, wielkie domy,caloroczne oswietlenie wszystkiego, wielkie samochody, szafy- garderoby na cale pokoje i tony jedzenia. Takiego marnotrawstwa towarów, hiper konsumeryzmu nie ma nigdzie na swiecie. Ameryka dla mnie to bardzo bogate panstwo ogromnych utracjuszy, ludzi, ktorzy wszystkiego maja nadmiar, takie "zepsute " dzieci, ktorym sie wszystko nalezy. Są biedni i glupi ludzie, taki sam odsetek jak w kazdym kraju,ale ci biedni, tez glupi jeżdża lepszymi samochodami niz u nas nauczyciel. Bo tam samochod, to jak u nas nawet nie rower, tylko buty. Bylam w kilku stanach, kazdy jest inny, niemozliwa jest jednoznaczna opinia. Gdybym miala jakis praktyczny zawod, np pielegniarka, lekarz, nawet fryzjerka, wolalabym mieszkac teraz w Stanach,bo tam zycie jest radosne,pozbawione nadmiernej filozoficznej nadbudowy, ludzie otwarci i zyczliwi . To, jak sie mowilo w zeszlym roku o bankructwie stanu Kalifornia. Kon by sie usmial, w porownaniu z greckim bankructwem. My w Europie jestesmy inni, i jak pisalam wczesniej gardzimy tą "głupią" Ameryką, a kto by tam nie pojechal, to jest zachwycony, bo przeciez New York, bo Wielki Kanion, słodka Floryda, gwiazdorska Kalifornia, kowbojsko-indianski Teksas, Arizona, New Mexico, Chicago, Wodospad Niagara, same legendy, a Hawaje, boskie Key West? Dlugo by wymieniac cuda Ameryki, jak kto dobrze pracuje ,to i ma. Jak wszedzie. Reasumując, ja lubię Amerykę, ale naprawde moja wiedza jest wycinkowa,nie pracowalam tam, moje pobyty to tylko wspaniale wakacje u rodziny męża, ktory jest Amerykaninem, ale od mlodosci mieszka w Europie. A jeszcze dodam, bo teraz uslyszalam w ameryk.TV, ze Amerykanie w tzw Black Friday wydali 52 miliardy dolarow, jakby 400 dolarow na osobe. A teraz szykuja sie na Cyber Monday.

    OdpowiedzUsuń