Moja lista blogów

niedziela, 30 października 2022

Czy można życie przeżyć raz jeszcze?

 Wracam do pisania na blogu. Rozleniwiłam się używając smartfona  i jego głosowego zapisywania. Po przerwie taki refleksyjny wpis.

W Sandomierzu, rodzinnym mieście Rodziców.

Zawsze mnie prześladuje ta myśl bardzo banalna, ale czasami może przeszkadzać w długie bezsenne noce, że pewne momenty krzyżowe w życiu mogą mieć znaczenie tak decydujące. I wszystko układa się zależnie od małego momentu, od jednej decyzji. Ta refleksja nurtuje mnie od paru dni i jest właściwie powtarzalna w okolicy 1.Listopada.

Spacerując po cmentarzu,  ze smutkiem spoglądam na groby swoich znajomych, czasami przyjaciółek, sąsiadów z różnych okresów życia. Patrzę na twarze zgromadzone wokół grobu,  twarze dawnych dzieci, a teraz dorosłych, czy tych dawnych dorosłych, a obecnie przedwcześnie postarzałych ludzi, przybitych troskami codziennego życia, czy też genetycznie obdarzonych zdrowotnymi ułomnościami.  Wyjątkowa, prawie letnia pogoda służy spacerom, rozmowom, spotkaniom  na cmentarnych  alejkach.

Dla  Eli jeden moment był ostateczny i decydujący. Ja sama  przyczyniłam się do tej decyzji, faktycznie byłam jej wykonawcą. W pewnym sensie  zmieniłam tor jej życia. I choć odległy to czas, to nie przykurzył się niepamięcią. Obie nie dostałyśmy się na studia w pierwszym terminie. Była wtedy możliwość składania odwołań na uczelnie, gdzie jeszcze były wolne miejsca.  Usłyszałam  w radiu o Białymstoku, a w tamte wakacje poznałam bardzo fajną dziewczynę stamtąd, nazywała się Ałła Stryżko, to osobliwe imię pamiętam.To mnie zachęciło do wyjazdu. Całonocna podróż do tego odległego miasta jest zachowana w pamięci sfrustrowanej wtedy maturzystki. I Ela postanowiła zostać w tym  Białymstoku, uczelnia była wtedy filią UWarszawskiego.  Ja ostatecznie wybrałam filię UMCS, która okazała się inną uczelnią, ale o tym kiedy indziej. Całe dalsze życie Eli było uwarunkowane tym jednym momentem.

Z pewną inną koleżanką z naszej klasy witałyśmy na świecie Jana, syna Eli, a potem Marcysię. Podziwiałyśmy artystyczny talent Eli i jej gustowne pokoje w domu przy Wyspiańskiego, a potem na Stawkach. Jednakże mąż przywieziony prawie z Kresów nie przyniósł wiele szczęścia rodzinie.

A teraz nie ma już Eli na tym świecie, nie ma też Andrzeja, jej męża. Dorosły Jan stoi nad grobem Mamy i dziadków z synem Adamem, który odziedziczył to imię po dziadku, ojcu  Eli. Podobieństwa w tej rodzinie są uderzające.

Czy gdyby nie ten szalony nocny wypad maturzystek do Białegostoku, życie Eli potoczyłoby się innym torem? 

Tyle liści na cmentarnych alejkach i wokół grobów, ale czy wypada, żeby nimi bawiły się dzieci, rzucały wesoło w górę i uciekały przed liściastym deszczem?

Idąc dalej spotkałam dorosłe dzieci mojego kolegi spod trzepaka. Jego kręconą czuprynkę zobaczyłam we włosach wnuka. Bardzo z nim sympatyzowałam w wieku 13-14 lat. Jego brat chodził z moim bratem do szkoły. Mieszkali przy Iłżeckiej, gdzie ja z kolei miałam koleżankę z klasy i nasi rodzice też się znali.  Punktem zwrotnym dla kręconego amorka i Martusi była szkoła średnia. Ona jako wzorowa uczennica w podstawówce, widziała się tylko w jednym liceum i tam spotkali się już na poważne. I tak sąsiedzi spod bloków związali swoje losy na zawsze. A czy mogło być inaczej? Ja mieszkałam wtedy przy Polnej i chodziłam do „dwójki” ci z Iłżeckiej chodzili do „szóstki”.  Najbliższym liceum był Chreptowicz. Ja też byłam w tym liceum, ale w innej klasie. A ich zauroczenie przetrwało szkołę średnią i studia. Byli z pewnością dla siebie jedynymi miłościami.

A teraz spotykamy się na cmentarzu trzy  lata po śmierci Martusi i nawet radośnie śmiejemy się, a przedmiotem naszej wesołości jest dostojny wygląd Kordiana, syna Martusi. Bardzo postawny, wzrost amerykańskiego  gwiazdora, prawie łysy, w ciemnych okularach, jakby zszedł z kadru gangsterskiego filmu. On natomiast z zadziwiającym, ale bardzo miłym, specjalnym feblikiem do swojej dawnej nauczycielki i poczułam się jak  w Paryżu dawno temu. I tak spacerowaliśmy po cmentarzu jakby po pięknym parku, mówiąc o tym czego już nie ma.

A potem nasze zasłuchanie i zapatrzenie w dawny świat, całe sentymentalne dzieciństwo ich i moje, przerwało spotkanie innych znajomych i każdy, tak nawet beztrosko i pośpiesznie poszedł do swoich grobów z zawołaniem na koniec, jesteście na FB, Instagramie? to się znajdziemy.

A czy moje życie zależało od jakiegoś krzyżowego momentu, jednej decyzji? Pewnie  twierdząca odpowiedź  licealistki na pytanie Do you speak English?, zadane kiedyś w stolicy przez ludzi z zachodu Europy. I potem całe tego konsekwencje.


W epoce przedokularowej ponad dekadę temu. Lubię to zdjęcie, bo pamiętam to zwiedzanie. W tle miasteczko z czasów pierwszych Gallów.

 

piątek, 28 października 2022

Pamiętnik z czasów zarazy. Karuzela z misterami cd.

    Pisane w czerwcu 2020roku.
Czasy zarazy wypełnione miłością, czułością i tęsknotą oraz miłym odprężeniem. Wreszcie zasługuję na emeryturę. 
 Ale nie tylko mężczyźni mogą się poczuć zaszczyceni  z powodu tych miłych emocji.
Jednakże wróci pamięcią do paru z nich wspomnianych w poprzednich postach.
W telewizji puścili Something gotta give / Lepiej poźno niż poźniej/ i przypomniała jej się pierwsza randka z amerykańskim mężem w Paryżu. Na kolację zaprosił ją do modnej wtedy restauracji Le Grand Colbert. Dwa lata po premierze filmu restauracja była zawsze wypełniona Amerykanami, a plakat z Jackiem Nicholsonem i  Diane Keaton zmuszał do rezerwacji stolika na wiele dni przed umówiona kolacją.
Ale twarz zajaśniała  tego wieczoru.
A nie tak dawno ludzie mieli żal do wiosny, że znowu nastała.
 Zdziwieni byli i obwiniali ją za to, że  spełniła jak co roku swoje obowiązki.
 A ja nie mam urazy do  widoku o widok  na olśnioną słońcem zatokę. 
Potrafię sobie nawet wyobrazić,  ze jacyś inni, nie my
 siedzą w tej chwili na obalonym pniu brzozy.
 
Obfita była wiosna w czasie zarazy. Szczęśliwy wybuch wiosny pomimo wszystko. W czasie wojen też jest wiosna, lato, a nawet polska jesień.
I tak czekała, patrzyła na zegar swych lat,  za oknem świat zszarzał i zbladł, a może już za późno na gości?
O, nie.
Szkoda byłoby nie pojechać znowu do Amsterdamu i być cząstką tej  światowej społeczności. Koło Kanału zjeść lunch i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Z całym światem.
 Natomiast jeden za drugim pojawiali się inni goście. Skąd się wzięli? Ze wspomnień, ze zjazdów, z drogi, od znajomych, rodziny, przyjaciół.
 Andrzejek to jak od poety Kochanowskiego,  nomen omen ona mieszka teraz przy Kochanowskiego, Reja,  Szymonowica, Karpińskiego.
Otóż mój dom ubogi, też lepione ściany,
Też okna różnofarbne, piec niepolewany,
I niska strzecha moja!.. Wszystko tak jak było,
Tylko się ku starości więcej pochyliło!
Szczęśliwy! kto na małym udziale przebywa,
Spokojny siadł przy stole wiejskiego warzywa;
Z swej obory ma mięso, z ogrodu jarzynę,
Z domu napój, i wierną przy boku drużynę.

Smakołyki obiadowe  i nalewki.

Zaraz zasiądą do stołu.
U Andrzejka wydaje się, że zaraz zaturkocze powóz i pojawi się przed gankiem.  Wysiądą miastowi stęsknieni za wiejską sielanką. Drzewa szumią, kwiaty pachną i taki  staroświecki urok dookoła. Wypełniona spiżarnia, suszona dziczyzna i  kolorowe winne słoje, tudzież nalewki w buteleczkach. Dżemy, ogóreczki, kompoty. Trzeba tu przyjeżdżać raz na miesiąc. Czerpać z tej obfitości i spełniać potrzebę dobrego zaopiekowania.
Niektorzy po wielu latach wracają  zza granicy. Kolejny Andrzejek, prawie jak ex- mąż. Wrocił z Pays des Cathares. Le temps est la vie.  Irreversible et irremplacable. Perdre son temps c`est perdre sa vie. Bawi francuskim.

Kanał Południowy.

Nowa miłość to ciekawość. Noce spędzane już nie na pieszczotach, ale na opowiadaniu sobie życia. Całego życia. Ileż już przeżyła takich opowiadań. Zresztą opowiadała tylko to, co uważała za materiał do spodobania się.  Nigdy nie mówiła źle o swoich byłych i wtedy pojawiało się pytanie, to dlaczego się rozstaliście? Unikając  nagłej prawdy,  czyli po prostu swojego znudzenia się osobą, swoim nienasyceniem, zawsze krążyła wokół  finalnej niezgodności charakterów, rozminięcia oczekiwań i takie tam. A nowa miłość to entuzjazm w oczach, to oddawanie  siebie na nowo, przedstawianie siebie jak  trochę innej osoby. I już ona jest jak światowidz od Gretkowskiej. Wiele twarzy, wiele życiorysów. Upiększanie, co przyjdzie na myśl, a i trzeba mieć to na względzie co się mówi, bo niektórzy  pamiętają.  Nowa miłość to czarująca  nieznaność gustów. Ulubione potrawy, napoje i sposób spędzania czasu. Jaką błogość można osiągnąć wiedząc, że druga strona akceptuje wszystko.
Sprobowałby nie zaakceptować.  

A tu czekają w kolejce koledzy z młodości
 Te pierwsze miłości najważniejsze To bardzo romantyczne
ale nie mój przypadek. Coś między nami było i nie było,
działo się i podziało. Nie drżą mi ręce,
kiedy natrafiam na drobne pamiątki

Nasze jedyne spotkanie po latach to rozmowa dwóch krzeseł
przy zimnym stoliku

Inne miłości głęboko do tej pory oddychają we mnie.
Tej brak tchu, żeby westchnąć.

A jednak właśnie taka, jaka jest,
potrafi, czego tamte nie potrafią jeszcze:
niepamiętana, nie śniąca się nawet,
oswaja mnie ze śmiercią. 

Studenckie koleżaneczki w 1983. Autorka z wyglądu jak Osiecka.

Koleżanki  w 1981, sylwester.  Niektórzy oswajają ze śmiercią. 

Jest na pewno dla niej  mąż i nie-mąż.  Zauważa się czasami aneksje żon przez byłych mężów. Bo nigdy nie zapomni się tego wrażenia i natężenia   wszystkich sił witalnych, gdy podjęło się decyzję poślubienia osoby. A w wieku dojrzałym jest to stokroć mocniejsze. Coś nieskończenie pięknego i odradzającego  ciała  i umysły.
Flower power na Florydzie na parę dni przed ślubem. Wyraźnie odrodzona wśrod palm.
  Powiedziała górnolotnie ze swoją wyrazistą egzaltacją. Taki gorący i cichy erotyzm nosi  się w sobie całe życie.

Może kiedyś, nieoczekiwanie,przyjdzie list ten. I nic się nie stanie.

Tylko patrząc w oczy Panu Bogu rzeknę z cicha: "za późno, mój Panie!"
 
Ani ten, ani tamten. Ani drugi, ani pierwszy. Będzie jeszcze zupełnie
 inaczej. O tym ona jest przekonana. I na koniec mała trawestacja
 dawnej jej dalekowschodniej pasji.
 Przecież póki mam twarz różową
bez kurzych łapek na skroni,
marzyć o tym lub owym nikt mi nie wzbroni.
Otóż: Chcę jechać do nowej miłości,
najłatwiej tam i najprościej sen nowy mi się wyśni.
Może jakiś szumiący dostojnik nieznany, wspaniały i piękny
w ramionach jedwabiem strojnych nauczy mnie nowych tajemnic?
Jakich? Tajemnic laki, herbaty, płaskich jak liść kapeluszy,
pagód i smoków rogatych, i mojej własnej duszy. 
Dwie połówki pomarańczy z Matyldzią. That`s it.
Mama w osiedlowym parku. Tak się czujemy z Matyldzią.
Czytanie w młodości Bergsona i Sartre`a bez opamiętania, też  wedyjskich traktatów hinduskich,  przyczyniło się zapewne do jej niekończących się poszukiwań i traktowania elan vital oraz wiedzy jako uzasadnienie różnych postępków.
Lubiła się podobać, chciała brać kąpiele kultury, naładowywała się co dzień tym, co uświęcone.
Tak sobie wmawiała.
Wiersze Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej, Wisławy Szymborskiej,  Franciszka Karpińskiego, zdanie od Sartre`a i coś od Iwaszkiewicza.