Moja lista blogów

czwartek, 24 lipca 2025

Słowianie w Niemczech?

       Na blogach debatujemy na różne tematy w zależności od rozmaitych naszych doświadczeń.  Ostatnio często wracam do wieku adolescencji, który kształtował moje późniejsze postawy.  Krótkopowêsće

I tak  dawno temu, o czym już wspominałam wiele razy, pojechałam z rodziną do Cottbus. Mieliśmy wtedy nawet prywatnego tłumacza pana Franciszka Polańskiego, sąsiada mojej cioci z Żagania. Ten starszy pan przed wojną mieszkał w Saksonii i żył w przyjaźni z pewną mniejszością narodową tamtych rejonów.  Dużo mi o nich opowiadał, a nawet dał mi książkę z ilustracjami na temat tego narodu. Pamiętam jak bardzo mi imponowało, kiedy pan  Franciszek przechodził z jednego języka na drugi, a nawet trzeci bez żadnego zająknięcia.  Bo Cottbus inaczej Chociebuż, to fenomen słowjasnkeho hrodźišća.

Wtedy  zakiełkowała we mnie myśl, żeby uczyć się  pilnie języków obcych. Miałam 13 lat i już rozpoczęłam język rosyjski. Zaczęły się nawet pierwsze korespondencje, przyjaźnie z Rają i Tanią, które trwały przez kilkanaście lat. I dalej  językowe losy się potoczyły. Modna wtedy była słowianistyka, też o tym myślałam, ale jednak bardziej pociągały mnie języki zachodnie i tamta kultura. 

Jednakże na zawsze w pamięci został pan Polański i ta narodna mjeńšina. Często myślałam, żeby tam znowu pojechać i zapoznać się bliżej  z tym narodem, nie  tylko jako muzealnaja  witrina, ale żywy twór. Musiałam czekać pół wieku,😁 a teraz już hižo rêkam.😀

Czy wiecie co to za język?

Czy Po raz kolejny pojechałam na wycieczkę do  Saksonii. Tym razem odwiedziłam Herrnhut, kolebkę kościoła morawskiego, gdzie od 1722 roku zamieszkali uchodźcy  z Czech i Moraw. To bardzo religijna ewangelicka wspólnota kościelna. A obecnie znani są z produkcji gwiazdek adwentowych.


Urocza mała miejscowość, gdzie słowa z Biblii mają swoją moc.

Potem pojechaliśmy do Löbau, spokojnego średniowiecznego miasteczka, które leży u podnóża góry Schafberg, a pewien piekarz w roku 1854 ufundował miasteczku  żelazną  koronkową wieżę obserwacyjną. Nie wchodziłam na wysokość 30 m, podziwiałam wieżę na obrazach w sąsiedniej restauracji.

Następnym punktem programu było Bautzen- czyli nasz historyczny Budziszyn. Pokój w Budziszynie pamiętacie? 


 Najstarsze miasteczko Górnych Łużyc i jedno z piękniejszych w Niemczech. 

Leży nad rzeką Szprewą,  chronią ją granitowe klify, solidne mury miejskie i wieże. Ma ponad 1000 lat. To miasto pełne niezwykłego uroku. Z ogromną przyjemnością spacerowałam wzdłuż zabytkowych  uliczek, rozglądałam się za wieżami, a najpiękniej miasto wyglądało z mostu.

Ad rem.

 Ale przyjechałam tu głównie po to, aby wreszcie odkryć fascynującą historię i zwyczaje Serbołużyczan, ponieważ w Budziszynie mają swoje korzenie.

 Ale skąd się tu znaleźli?

 Serbołużyczanie to wiadomo również Słowianie, którzy w końcówce wędrówki ludów  już w 6-7 wieku zamieszkiwali te rejony. Są bezpośrednimi potomkami plemienia Miliczów i Wenedów. Tak, tak, Lilia Weneda to stąd. Słowo Wenden w języku niemieckim miało kiedyś pejoratywne znaczenie. Byli bardzo dzielnym i walecznym plemieniem. Te mroki dziejów są udokumentowane Już w roku 631 frankoński kronikarz Freddegar nazywał serbskie plemiona Surbi po łacinie i ich księcia Derwana. Serbowie rozwijali się społecznie od wielkich rodzin, przez  waleczną demokrację do wczesnego feudalizmu. 

Karol Wielki  chciał ich sobie podporządkować w 806 roku i dokonał zwycięskiej walki pod Warnenfeld./ Bawaria ?/ Posiadali 30 ufortyfikowanych osad, walczyli z Frankami do 10 wieku Planowali podbój plemion słowiańskich po drugiej stronie Łaby, ale zostali zdławieni przez niemiecką siłę feudalną. Musieli płacić wysokie kontrybucje, a powoli na ich ziemię zaczęły się sprowadzać germańskie plemiona z Bawarii, Turyngii, a nawet Flandrii.  Dużo trzeba by czytać na ten temat, żeby przedstawić temat profesjonalnie.

Ostatecznie Milczanie stracili swoją polityczną i ekonomiczną niezależność do roku 990.

Taka ciekawostka o różnych mniejszościach.

Od 13. wieku  niemieccy  rzemieślnicy zaczęli przybywać do terenów Łużyc.  Przez setki lat  Serbołużyczan spotkało  wiele represji i marginalizowania, ale przetrwali.  Nie stracili swojej ważności, mieszkali szczególnie w takich miejscach jak Budziszyn/ Górne Łużyce/ i Chociebuż/ Dolne Łużyce/ . Przez kilka wieków należeli do korony czeskiej i feudalne centra nie miały nad nimi władzy. 

Reformacja przyniosła wiedzę,  naukę i szacunek do ojczystego języka. Wielką rolę odegrały szlacheckie rodziny Górnych Łużyc oraz kler, zarówno protestancki i katolicki.  I tak trwało przez następne wieki.  Pozostał nienaruszony szacunek do ziemi, tradycji i języka przodków. Dolne Łużyce miały mniej szczęścia, ich język jest zagrożony wyginięciem, chociaż kultura i tradycje są kultywowane w wielu wioskach i miasteczkach, szczególnie w Chociebużu.

Do tej pory kościół   św Piotra w Budziszynie jest symultaniczny. Odbywają się tam msze katolickie i protestanckie od 1524 roku. Jest to ewenementem w kościele.


Obecnie Serbołużyczanie to grupa ludności około 60 000, są dwujęzyczni od dawna i mają duże prawa w Wolnym Kraju Saksonia oraz w Brandenburgii. 


Można się z nimi dogadać😀

Muzeum Serbów mieści się w Zamku Ortenburg/ Hród/ w Budziszynie z roku 958, pamiętający  również czasy króla Wegier Macieja Korwina



Zatrzymał się tu nastrój dawnych lat. Sentymentalne wystawy pełne wspomnień pracowitego religijnego narodu.


Wypełnione melancholią nad upływającym czasem. Bardzo mocne przywiązanie do ziemi, wiary, rodziny i swojego języka.  Duma z książek pisanych po serbsku.  Dialektem górnołużyckim. 

Walka przez wieki o niezależność i utrzymanie swojej tożsamości. Szczególnie w okresie nazizmu.


Panie w recepcji również jakby z filmu, w strojach z epoki, mówiące serbskim językiem. Uprzejme, starsze i wzruszające. Same pełne zadumy nad życiem.

Pamiętam ze swoich studiów, miałam przedmiot nazywany SCS,  czyli starocerkiewnosłowiański, gdzie dokładnie poznawaliśmy pochodzenie języków słowiańskich. Bardzo mnie  to fascynowało. I tak wszyscy w Europie pochodzimy od grupy praindoeuropejskiej.

 Cieszę się bardzo, że mogłam przeżyć tę językowo-historyczną przygodę w Budziszynie i jeszcze chętniej dzielę się tym z wami💓 Taki melancholijny spokój w tym miasteczku. Dwujęzyczność w nazwach. 


Kilka zegarów na wieży ratuszowej. Również średniowieczny, słoneczny.

Czy w czasie swoich wędrówek spotkaliście jakieś mniejszości narodowe i ich ciekawe historie?

 

niedziela, 20 lipca 2025

Niech słońce świeci- the Earth says hello.

   Odkąd mamy ten letni dom na Dolnym Śląsku przyjeżdżam co roku na festiwal obwołany jako hipisowski do  malowniczego miejsca nazywanego Stacja Wolimierz w  Pobiednej. Oj, nie lubię tej nazwy, nadali ją wiadomo od zwycięstwa żołnierzy radzieckich, a potem nie zmieniali.  Stacja, bo to kiedyś autentyczna stacja kolejowa, a  pracuje tu i bardzo aktywnie działa kilka lokalnych i regionalnych stowarzyszeń. A zaczęło się już w 1988 roku od Teatru  Kliniki Lalek i Fundacja na Rzecz Wspierania Kultur Alternatywnych i Ekologicznych.

Stąd prawdziwa lokomotywa zostawiona jako symbol. Wszystkie dawne niemieckie stacje to bardzo solidne budynki, przykłady czasami neogotyckiej architektury końca XIX wieku. Tutaj domów szachulcowych.

Obserwują nas oczy bóstwa.

Czyli byłam tam już wiele  razy. Pierwszy raz sama, bo  w ostatnich latach z wnuczką. Z naszej dawnej gajówki czy obecnego miejsca letniego zamieszkania, to tylko około 20 km. Na Gryfów Giebułtów Świecie. Mija się zjazd do Leśnej, gdzie znajduje się zamek Czocha.  Im bliżej miejsca, to roztaczają się piękne widoki na Góry Izerskie. 

Trzeci tydzień lipca na ogół trafia się upalna pogodą. Można się letnio kolorowo wystroić i poczuć magię  hippisowskich czasów. /nie pisowskich/





Gdy tak zastanawiam się skąd się wzięły moje skłonności do muzyki rockowej i tego typu hippisowskich  zachowań,  to odpowiedź jest jedna.  Z pewnością pierwsze wyjazdy zagraniczne,  które były totalną petardą dla kształtowania mojej późniejszej nie tylko  muzycznej  osobowości. 

Bębny,gongi są bardzo typowe dla  muzyki Wschodu.

W poprzednich postach zastanawialiśmy się nad wyjazdami zagranicznymi. Wycieczki do krajów zachodnich, zanim staliśmy się częścią demokratycznej Europy,  były trudniejsze z powodu bardzo niekorzystnej dla nas wymiany dewizowej. Pod koniec lat 70. i potem 80., bo te czasy biorę pod rozwagę, kraje tzw. trzeciego świata były dostępniejsze. A mnie od zawsze pasjonowały kraje egzotyczne, inne kultury. Nie byłam wychowywana w duchu naszej religii, nawet dziadek nie chodził do kościoła 🤣 to z ogromną wnikliwością zapoznawałam się z religiami Dalekiego Wschodu, nie żeby być wyznawcą, ale czerpać z  ich filozofii. 

Podróżnik Chris miał bardzo fajne stoisko z ciuszkami.

O swojej podróży do Afryki Północnej wspominałam niedawno, a tam zobaczyłam ogromny żywioł wszystkich afrykańskich krajów na Igrzyskach tego kontynentu, które wówczas odbywały się w Algierze. Kulturalnych igrzyskach, nie sportowych. Bardzo mi się podobała ta radość życia, kult ciała, tańce, entuzjazm Taka nieokiełznana prymitywna spontaniczność, witalność, fizyczność. A dwa lata  potem byłam dwa miesiące  na wyprawie w Indiach i Nepalu, a tam już feeria życia, miłości,  afirmacja seksualizmu, temperament i żar. Byłam już trochę starsza, to wiedziałam o co chodzi😀. My bardzo dokładnie poznaliśmy te kraje, a nie jak teraz się zwiedza na krótkich wycieczkach. Ponadto czasy były inne, bezpieczniejsze. Takie pobyty zostawiły trwałe fermenty w moim życiu i osobowości. Słuchanie rockowej muzyki lat 70. to jakby znowu wędrówki po knajpach w Kathmandu.  I takie naturalne rozmowy z ludźmi, którzy czują podobnie.  Dlatego jeździłam wcześniej na Woodstock do Żar z córkami nastolatkami.

Na festiwalu w Wolimierzu wszyscy mówią ci na ty i traktują cię partnersko.
Rozmowy o Nepalu.

 Zauważyłam jak w ostatnich latach zmienił się bardzo stosunek młodych ludzi do starszych. Kiedyś wcześniej ci młodzi nie potrafili tak łatwo mówić na ty, nie wiedzieli czy do końca wypada. A teraz bez problemu. Wszyscy jesteśmy bardziej otwarci życzliwsi serdeczniejsi. Ludzie więcej podróżują,  są naturalni i tacy bardzo bardzo serdeczni, interesują się tobą nawiązują rozmowę. Można nawet zapalić skręta.  To nie jest jak w pociągu, kiedy wszyscy mają słuchawki w uszach. Jest wesoło, w prawdziwym teatrze życia.

Ale czujesz się bezpiecznie, przyjacielsko. Bardzo dużo dzieci i mnóstwo dla nich zajęć.



Chyba nie sprzedają piwa, bo w ogóle nie widziałam podpitych ludzi, czasami  natomiast czuję się dymek "maryśki".
Tańczę z takim młodym i pytam się go czy oglądał  film Teściowie 2, i mówię do niego, że ja to jak ta babcia pana młodego, a tam grała jeszcze Ewa Dałkowska💔, nie wiem czy to widzieliście. Taka starsza pani podrywająca młodych facetów  mówiąc po niemiecku. A on na to, niech będzie babcia ale jaka! Alicja w krainie czarów i już.
Tu już w tańcu jakby z równolatkiem.

Tu zanim się rozgrzałam i rozebrałam😀

Wolimierz Festiwal jest dla każdego kto ceni wolność, sztukę, otwartość, ekologię. To pozytywna energia i magiczna przestrzeń. Chyba pisałam o tym w zeszłym roku, ale przy okazji innych festiwali wakacyjnych.  Z przyjemnością piszę i teraz i dzielę się z wami zdjęciami👍💓 W tamtym roku byłam bardziej kolorowa. Chyba jednak  lepszy nastrój wtedy mi towarzyszył. Też było upalnie. Z wnuczką i koleżanką.



Jedzenie zawsze wolę wegetariańskie niż mięsne. A tu tylko takie.





Czy myślicie, że Wasze gusty muzyczne kształtowały  jakieś wydarzenia z życia?  Znajomości, nauczyciele, rodzice, filmy?

PS Specjalnie dla Lech zdjęcia z naszego KCK. Ten outfit pewnie ci się bardziej spodoba?😀 Ja mam rozdwojenie jaźni😀 Najczęściej, żeby posłuchać muzyki klasycznej jeżdżę do Kielc. Właściwie to lubię wiele rodzajów muzyki, soul blues jazz tradycyjny pop. Nawet country&western. To wszystko zależy gdzie i z kim jesteś.



czwartek, 17 lipca 2025

Historia jak w filmie Book Club.

   Wczoraj oglądałam zabawną komedię z najpiękniejszymi  amerykańskimi aktorkami lat 60- 70., które obecnie osiągają  senioralny wiek, szczególnie Jane Fonda.  Nie zważając na to, świetnie się bawią jako bohaterki w filmu Book Club Następny rozdział.

Zdecydowanie bohaterkom pomaga w rozrywce ich zamożny status materialny. Są zdrowe piękne i bogate, chociaż niemłode. A to już labelling, Sorry😀wiek senioralny znacznie oddalił się od 60tki.

  Bardzo polecam, film jest radosny i  very sexy, bo jak może być inaczej, gdy bohaterki przyjeżdżają na wieczór panieński do Włoch. W tle najcudowniejsze włoskie przeboje, Wieczne Miasto, Wenecja i Toskania. Czy po 70-tce można być sexy, można flirtować i wychodzić za mąż? Ależ tak, udowadniają to panie i panowie. Panie to: Jane Fonda Diane Keaton Candice Bergen i  Mary Steenburgen. Panowie- Andy Garcia, Don Johnson i Giancarlo Gianini.

Oglądanie tego filmu było dla mnie bardzo przyjemne, nie tylko ze względu na te walory wspomniane wcześniej, ale z powodu   podobnych osobistych włoskich przeżyć, które mnie zdarzyły się trochę wcześniej, bo po 50-tce.  Również czułam się jak w filmie. A moje przeżycia były spotęgowane wrażeniami, których istnienia nawet wtedy  nie przeczuwałam. 

A kolaże robione jeszcze wtedy. 15 lat temu.


 Gdzieś krótko wspominałam na blogu o tym wcześniej Dużo wyjazdów i przeprowadzek  wtedy  się przydarzyło. Wszystko wydawało się filmowym kalejdoskopem.

Dostaliśmy zaproszenie na ślub w Toskanii. We Florencji mieszka  amerykańska szwagierka Kima. Jej  urodzona we Włoszech córka, Flora wychodziła za mąż za Darrena, muzyka instrumentów dawnych, Włocha pochodzenia słoweńskiego.


 

Palazzo Vecchio- Ratusz Miejski.

W tamtych czasach powstało kilka filmów ukazujących Włochy we wspaniałym wakacyjnym entourage, prawdziwe Dolce Vita, np. Dziewiątka,  Pod słońcem Toskanii,  Jedz módl się i kochaj. Od czasów Rzymskich wakacji Włochy w całej przepysznej okazałości, zabytki historia, przyroda, jedzenie, miłość są ulubionym tematem romantycznych komedii.

Przyleciałam na lotnisko w Ciampino, a następny lot do Florencji  kolejnego dnia  z Fumicino, gdzie miałam zamówiony hotel. Kim pracował wtedy na Malcie i przyjechał   sam. Spotkaliśmy się na lotnisku we Florencji. Ale zanim to nastąpiło, czekała mnie ekscytująca noc w Rzymie.

Bagaż na stacji, a ja autobusem w stronę wiecznych pamiątek tego miasta i z okien  wycieczkowego autobusu oglądam Colosseum, Forum Romanum, Panteon, z daleka Schody Hiszpańskie, piazza, chiesa palazzo, place kościoły, pałace. Zawsze, gdy w pośpiechu w jakimś mieście, to wskakuję w autobus hop on hop off. Mija się filmowe kadry. Rzym na city-break jest cudowny. Wszystkie włoskie miasta są doskonałe na city-break💓👍💔

Ale następnego dnia ślub we Florencji w Ratuszu Palazzo Vecchio, a wesele na zamku  w regionie Chianti.


I to było jak w filmie Book Club the next chapter. Jedynie goście byli trochę młodsi. Przygrywała  nam znakomita orkiestra,

a specjalny koncert dał wirtuoz wiolonczeli, następca Mścisława Rostropowicza David Geringas, wybitny wiolonczelista pochodzenia litewskiego, ale rozmawialiśmy też po polsku. A takiej rewelacyjnej sceny film nie posiadał. Moja historia okazała się chyba wspanialsza. Państwo Młodzi zażyczyli sobie strojów z lat 50. w miarę możliwości.
 Wybrałam sobie moją ulubioną gwiazdę i jej uwodzicielski strój  z filmu Słomiany wdowiec i tak bawiliśmy się w międzynarodowym towarzystwie.. ale nie do rana. Bo w pokoju czekał  Kim, mój wtedy jeszcze narzeczony.
Wgłębi Galeria Uffizi.
A teraz siedzi w pokoju na dole i ogląda telewizję. Ja też już nie jestem MM.😀

Ale ten film przypomniał mi fajne wspomnienia. Mamy  z Gospodarzem całą wiązankę pięknych wspomnień.  Jest co robić w zimowe wieczory, a w letnie?  

Jakie reminiscencje u Was związane z Włochami?