Moja lista blogów

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmaitości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozmaitości. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2025

Tygodniowy express

Na ogół lubię pisać  długie autorefleksje z podróży,  kulturalnych spotkań czy dawnych wojaży. Gdy zaczynałam pisać bloga, mieszkałam za granicą i zapoznawałam się ze szczęśliwymi historiami kobiet, które rozpoczęły życie we Francji. Polki, to były głownie kobiety  dużo młodsze ode mnie, jak moje córki. Wtedy zaczęłam szukać blogerek w średnim wieku  wśród Angielek. One były takie radosne, aż wydawały mi się infantylne.  Ale dzięki nim, parę kobiet poznałam osobiście, zaczęłam sobie  poświęcać   uwagę i bawić się życiem. Więcej niż nam się wydaje, zależy od nas, od naszej odwagi urzeczywistnienia pragnień. Na poważnie i nostalgicznie też lubię pisać. Ale dzisiaj express z tygodnia, który sama chciałam zapamiętać i piszę. Zaczęło się jeszcze z  wnuczką Matyldą, a potem przyjechała córka, a ja mogłam wyruszyć w Polskę.

Czwartek 12 czerwca-miałyśmy z Matyldą prelekcję o Islandii w jej klasie. Chciałam, żeby dziecko również przeżyło chwilę swojej autorefleksji. Wspólnie opracowałyśmy pytania, właściwie Matyldzia je wymyśliła. Bardzo chciała powiedzieć, że najbardziej podobała jej się szkoła w Islandii. O tym, że wszyscy są przyjaźni i mili, cieszą się z cudzych sukcesów, gratulują, nie przezywają się, a na  długich przerwach bawią się na zewnątrz.  Są dwie lekcje po 40 min, a potem 30 min przerwy.  W konkursach szkolnych nie ma miejsc, tylko dyplom dla wszystkich za udział, w akademiach też wszyscy uczestniczą, mają scenariusz w rękach, nie muszą  się uczyć roli na pamięć, jeśli mają z tym problem. Dzieci uczą się gotować i piec, mają naukę stolarki.  Oprócz obiadów- za darmo- na przerwach też są przekąski  w postaci owoców i picie. Absolutny zakaz przynoszenia słodyczy.  Wnuczka akceptowała to bez protestów.



W pierwszych dniach po przyjeździe Matylda- klas II- słyszała, że dzieci wyzywają się od lesbów i gejów.  Pytają się wzajemnie na kogo głosowali rodzice. To nie do wiary, ale tak było. Ona przyszła do szkoły 3 czerwca.

Piątek 13 czerwca- Uczestniczyłam w pasjonującej konferencji -  Przy jednym stole-Kulinaria w historii, kulturze i literaturze.


Program konferencji mówi sam za siebie. Miałam swoje orgazmy związane z multi-kulti, historią i literaturą. Wszystko to, co najbardziej lubię, poświęcam swój czas i zawodową energię. Kolejna radość to wykładowcy na konferencji, a niektórzy z nich to moi  byli uczniowie. Krótkie, lecz pełne treści  nowoczesne prezentacje, często przedstawione w humorystyczny, nie pozbawiony refleksji sposób, były asumptem do wspaniałych rozmów w czasie dwóch przerw kawowych i dłuższej obiadowej.


Serwowane posiłki były również znakomite. Co za rozkosz intelektualna i żołądkowa.😁 Jedyny żal, to mała frekwencja. Sama również nie mogłam uczestniczyć w całości. Moim hitem była prezentacja Szalone przygody pewnej pasty- o wojnach humusowych i PRL-owskie nostalgie. Co by wam się spodobało?


Sobota  14 czerwca do południa. Dzień otwarty  w naszej  szkole językowej.  Raz na rok musimy się prezentować dla szerokiej publiki, żeby przyciągnąć  nowych klientów. Pokazujemy swoją ofertę w najbardziej atrakcyjny sposób. Przygotowaliśmy dużo atrakcji dla dzieci w wieku od 5 do 12 lat, bo w tym przedziale wiekowym mamy najwięcej uczniów. Bardzo wszystkim podobała się sensoplastyka, szczególnie wybuch wulkanu oraz matematyka dla smyka. Wprowadzamy nowe "języki obce" w szkole 😁
, chociaż mamy w ofercie matematykę typu korepetycje już od paru lat. Też opowiadałyśmy o Islandii . W native' s corner  dzieci chętnie bawiły się w seek and hide or what's  in the magic box oraz scrabble.

Nasz nowy zakup czyli monitor jest znakomita pomocą lekcyjną.  Bardzo chwaliłyśmy się w social mediach, a co💓 Od razu zapisało się kilkanaście osób. Trzeba też jakiś konkurs wymyśleć dla sąsiednich szkól podstawowych. 

Matylda z koleżanką.

Czy macie jakieś doświadczenia ze szkołami językowymi? 

Sobota wieczorem 14 czerwca. Zorganizowałam nocowankę Matyldy u koleżanki i miałam wychodne. Wieczór uświetniłam spotkaniem w gronie Towarzystwa Absolwentów mojego liceum z okazji 35-lecia istnienia tegoż. Zjazdy szkole są długą tradycją w mojej szkole i trwają już od 1958 roku. Najpierw organizowała jej szkoła, a później tę rolę przejęło Towarzystwo. Szkoła istnie od 1913 roku. Spotkania  szkolnego koleżeństwa zaliczam do najlepszych  imprez, gdzie szalejemy pod hasłem Do grającej szafy grosik włóż i   Let`s twist again like we did last summer.

w pewnym przedziale wiekowym, dziewczyny bawią się same👍

Często pisałam  posty o moich zjazdach. Zaczęłam chodzić, gdy przekroczyłam 40-tkę i zawsze bawiłam się fenomenalnie, bo  mam dobre wspomnienia ze szkoły. Budynek liceum i podstawówki widziałam z okna swojego mieszkania. Mnóstwo przyjaciół z różnych dekad życia. Szczere przyjacielskie rozmowy.


Mamy dużo wybitnych absolwentów, w tym powszechnie znany aktor  Mirosław Baka. Czasami się u nas pojawia.

Czy chodzicie na zjazdy szkolne lub klasowe?

15-17 czerwca z rodziną, wieczory z koleżankami, pakowanie na wyjazd do letniego domu Zamykanie mieszkania  na dłuższą  dwumiesięczną nieobecność.

18 czerwca  środa, 5.05 rano. Wyjazd na Dolny Śląsk.

Czy jeździcie ostatnio pociągami? Ja tak i bardzo sobie chwalę. Z Kielc do Wrocławia jadę 3 godziny Intercity. Koleje regionalne z mojego województwa są bardzo tanie dla wszystkich. Jadą długo, bo pociągi osobowe, acz bardzo nowoczesne, osiągają szybkość ponad 100 km na godzinę, wg tablicy świetlnej. Ludzie na ogół ze sobą nie rozmawiają. Ale ja zawsze trafiam na jakieś gaduły i podróż szybciej mija. Sama też zagaduję. Łatwo się zorientować, gdy ktoś nie ma ochoty kontynuować tematu, albo z przyjemnością go rozwija.                                           

We Wrocławiu lubię chwilę pochodzić, jadę do BWA schodami ruchomymi, z bagażem to ułatwia.  Jem  zwykle śniadanie w tym uroczym Bistro.


 Nie ma tu dużo ludzi jak w Mc Donaldzie czy Costa Coffee.  Wrocław to prawdziwa Stacja Dialogu, aczkolwiek  najczęściej słyszę tu obcy język. Wszędzie walizki jako symbol uchodźców, ludzi w podróży.


Potem biorę pociąg na Zgorzelec albo Lubań do Bolesławca. Tam przyjeżdża po mnie mój Gospodarz. I zaczyna się moje inne życie. Jestem otoczona historiami  pierwszych powojennych osadników i ich rodzin. Tym razem zaczęłam od pana Mieczysława, pszczelarza, z Bełczyny koło Wlenia. Przemiły gawędziarz uratował pszczoły od niechybnej śmierci z rąk mojego Gospodarza. Uwiły sobie ul na ścianie domu i zdążyły stworzyć pokaźny plaster.


Pan Mieczysław spędził u nas prawie 4 godziny, żeby zebrać pszczoły do swojego ula. Opowiadał o tym z miłością i wielką pasją, Również  o swoim  życiu, które nie było łatwe, bo  mama zmarła mu, gdy miał 8 lat. Ojciec ożenił się po raz drugi, a on błąkał się od ojca do babci albo wujka. Mama była galicyjską Bośniaczką.  A ta grupa ludzi i ich historia jest szczególnie  interesująca. Przybyli tam przed I wojną światową z polskich rejonów Austro- Węgier. Stąd  lokalny festiwal Pieczenica ku czci bałkańskich tradycji obchodzi się tak hucznie.  Jego ojciec pochodził z rzeszowszczyzny, gdzie żyli bardzo biednie.  Pan Mieczysław też  dosyć wcześnie owdowiał, ale jego dzieci były już wtedy dorosłe. Teraz oprócz swojej pasji, zajmuje się też swoim  niepełnosprawnym umysłowo wujkiem. Całe życie  ciężko pracuje. Nie umie inaczej. Podobnie postępują jego dzieci.


Jaśminowa droga do domu.

Czy macie jakieś koneksje z dawnym osadnikami na ziemiach odzyskanych?


 

 

 

wtorek, 27 listopada 2012

Zabawa na blogu -odpowiedzi dla Asi z 'mojedwaslonca'.

Ostatnio na blogach popularna jest zabawa pt. Liebster blog, polega to zadaniu 11 pytań i wysyłanie serduszka do wyznaczonych osób, które odpowiadają na pytania, wymyślają swoje i wyznaczają kolejne 11 osób i taki to jest sympatyczny łańcuszek. Ja pozwolę to sobie zmienić, bo nie wiem , jak wysyła się te nominacje i poproszę moich czytelników na odpowiedzi w komentarzach, jeśli mają na to ochotę.
Argens nad Kanałem Południowym, nasze ulubione miejsce na popołudniowe drinki.
Jednocześnie  dziękuję Asi i Ewie za propozycję zabawy, z przyjemnością odpowiedziałam Ewie, a teraz Asi. Zapraszam do zabawy!
    1. Co Cię  inspiruje?----miłość, koncerty muzyczne, piękno zabytków i krajobrazów, literatura klasyczna, szczególnie poezja.
    2. 5 ulubionych książek (ewent. Filmόw, jeśli nie lubisz czytać)----książki to trudno wybrać,ale spróbuję. Głównie poezja, Herbert- Pan Cogito, Jacques Prevert- Paroles, Baudelaire, Apollinaire, K.K.Baczyński.
    3. Ulubiony sposόb spędzania wolnego czasu----spotykanie się z dobrymi przyjaciółmi, oglądanie fajnych filmów z córkami i ich komentowanie, spożywanie smacznych posiłków z rodziną i przyjaciółmi, picie dobrego wina, podróże z mężem.
    4.  Z domu nie wychodzisz bez…torebki. We Francji bez aparatu fotograficznego, bo tam wszędzie szukałam czegoś ciekawego do sfotografowania.
    5.  Za 5 lat.....będę na emeryturze, jakiejś wcześniejszej chyba, może się wnuków doczekam już, i mam nadzieję na bardzo wygodne życie u boku mojego męża, tak mi obiecywał, kiedy on sam też będzie na emeryturze.
    6.  Film, ktόry ostatnio przepłakałaś.....a ja ciągle płaczę, nawet oglądając seriale typu Na dobrze czy na złe, nieśmiertelny Dom , bardzo przeżywam filmy, szczególnie wojenne.
    7.  Dlaczego piszesz bloga?..... bo mam tyle ciekawych doświadczeń i chciałabym je zachować dla siebie na pamiątkę, a może kogoś zainspirować moim życiem?.Chciałam też poznać ludzi z różnych stron swiata,bo odnajduję w nich siebie, są moją podpowiedzią na zycie. Ponadto całe życie pisałam pamietniki, to jest taka naturalna kontynuacja.
    8.  Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?-----wymyśłiłam to 1 lipca tamtego roku, kiedy Polska zaczęła przewodniczyć w UE, naprawdę, myślałam, że będę  "uświadamiać"  rodaków i tych stamtąd. Zawsze miałam takie nauczycielskie skłonności.
    9.  Najbliższe wakacje/urlop  spędzęod kilku lat moje życie to  ciągłe wakacje z krótką przerwą na pracę,  ale tym razem chyba ten mój nowy dom koło Jeleniej Góry będzie wakacjami dla mnie. Bo zaczynam bardzo się z nim identyfikować. I tak sobie wszystko wyobrażam. I ponadto cała kasa pójdzie na ten dom i nie będzie już na takie wyjazdowe wakacje, chyba , ze do Francji, ale to  nie wakacje dla mnie. Chciałabym, żeby mąż zabrał mnie znowu na Florydę, bo tam tak beztrosko.
    10.  Ulubione danie-----dobry stek, żeberka w miodzie, placki po węgiersku, carpaccio jako przystawka, tort orzechowy jako deser.
    11.  Ryan Gosling, Ashton Kutcher, Robert Downey Jr, czy Colin Egglesfield?-----to nie moje pokolenie, ale może być Robert Downey jako Sherlock Holmes. 

wtorek, 22 maja 2012

Problem z pieskami

Taką informację widziałam w Narbonne, w uliczce spacerowej nad Kanałem w centrum miasta. 100 euro grzywny można zapłacić za pieska, jeśli nie sprzątniemy po nim nieczystości. Nieznośne są te francuskie pieski, które załatwiają się na chodnikach, to chyba niespotykane w innych krajach.A tutaj to słynne francuskie "merde" jest wszędzie, to obrzydliwe. Podobne znaki informacyjne widziałam w Avignon, a w innych miastach tylko kosze z torebkami na psie odchody, bez informacji o karze.

czwartek, 29 marca 2012

Make my day. Come for a visit .

 Z dedykacją dla moich uczniów.
 Przed przyjazdem do Francji miałam taką jedną inspirującą lekcję z moją ulubioną grupą w zastępstwie. Przy okazji  mille baisers pour tout le monde- vous me manquez- I miss you! Mnóstwo pocałunków dla wszystkich!
Tematem było 20 ways to enjoy yourself or to entertain yourself, anyway means the same. Podobal się nam pomysł take up a new hobby, splash in a pool, organize a pot luck party, have a sightseeing in your area, go away, bar hopping at the weekend, arrange a tropical entourage in your garden- room and have a coctail -Mojito for example.Było też coś about second hand shopping, ale u nas ten rodzaj zakupów utożsamiany jest z ograniczonymi funduszami, i nie każdy przyznaje się do takich okazji, chociaż kobiety powoli odkrywają niesamowite bargains w tych sklepach i warto tam się czasami zapuścić. A we Francji, czy Anglii targi typu vide greniere i car boot sale przyciągają tysiące, ale tam szuka się bardziej oryginalnych rekwizytów niż odzieży. W angielskich second hand shops, nazywanych często charity shops też znajdziesz bardzo oryginalne towary.
I po tym wstępie chciałabym pokazać , jak ja followed the advice - posłuchałam rad, o których dyskutowaliśmy na lekcjach.
Poniżej moje nowe hobby, fotografowanie i jeżdżenie na skuterku  /najpierw uczenie się/  w  Mediterranean entourage. Coctaile zamieniłam na wino, na pot luck party/ składkowa impreza/ poczekam, kiedy wy go away i  mnie odwiedzicie oraz przywieziecie polskie smakołyki. Wtedy zorganizujemy i splash w morze, i bar hopping po okolicznych winnicach, i sightseeing, i wszystko. And we we will enjoy the privileges of the privileged class. It`s the finest thing in this fine pretty world. Tak mówią w filmach, my też możemy, why not?
Na skuterku wśród winnic i oliwek


sobota, 24 marca 2012

Co lubię, czego o mnie nie wiecie i inne wirtualne zabawy.

Ventenac nad Kanałem du Midi, w głębi kadzie winne i Chateau Ventenac winery.
Traktuję tego bloga jako swoistą terapię, jestem szczera w granicach przyzwoitości, ale nie piszę wszystkiego, bo takie obnażanie może czasami zniechęcić ewentualnych moich fanów, innych może zaintrygować... Bo ja oczekuję wyjątkowych czytelników. Zawsze brzydziłam się kiepskiej formy, zarówno w literaturze, w filmie i w każdym artystycznym przejawie życia. Ale akceptuję tzw genialny dyletantyzm, czyli eleganckie ślizganie się po tematach sztuk najwyższych lotów. Najlepiej poparte autentycznym wrażeniem, czyli veni, vidi, vinci. Mój mąż zawsze pyta : Who do you think you are? A to jest taka moja ucieczka w nadmierne estetyzowanie, w czystą formę i surrealizm. Szczególnie teraz, kiedy już nic nie muszę, w sensie pracy, dzieci, obowiązków, tylko bawić się życiem  w wyszukany sposób.
Ostatnio Amisha wspomniała  i zachęciła, żeby napisać o 5 ulubionych czynnościach czy rzeczach,  wcześniej Oliwka pisała i ktoś jeszcze, czego o mnie nie wiecie, moje grzechy itp To taka zabawa, która tak trochę zmusi do spojrzenia w głąb siebie, pokaże nas jako pełnokrwistych ludzi, ze swoimi sprzecznościami i temperamentem. Ale potraktujmy to z lekkim przymrużeniem oka.
Co lubię w Polsce, a co a we Francji, to dwie oddzielne dziedziny mojego życia.

W Polsce.

1.Lubię swoją pracę i moje "imperium", które sobie stworzyłam przez lata. Uwielbiam  całe swoje biuro,bardziej chyba niż mieszkanie, wszystkich klientów i współpracowników. To sens mojego życia.
2. Lubię spotykać się z moimi koleżankami i klientami, przygotowywać dla nich etniczne, wyszukane posiłki, pić wino i rozmawiać na tematy wyższych lotów.
3. Lubię bardzo flirtować z facetami w każdym wieku, bez poważniejszych konsekwencji, flirtować za pomocą dekoltu, spojrzenia, długich nóg w butach na obcasach, obcisłą odzieżą, zainteresowaniem, tak, żeby było miło i każdy czuł się dowartościowany. Ponad 10 lat byłam jakby singielką, kiedy rozstawałam się z z moim eks- i schodziłam znowu, w końcu rozstałam zupełnie, i tak bardzo mnie bawił flirt z mężczyznami mnie otaczającymi. Wzmacniał mnie i wprawiał w dobry nastrój. Nie przekraczałam granic przyzwoitości, na ogól. Na pewno nikogo nie skrzywdziłam, przynajmniej nie jest mi to wiadome. To dla usprawiedliwienia.
4. Lubiłam, niestety muszę powiedzieć w czasie przeszłym, jazdę samochodem, taką na full. To była dla mnie prawdziwa wolność i odlot, zwłaszcza pierwszymi samochodami, które posiadałam, bo prawie 30 lat temu samochód to był luksus. Teraz samochód to narzędzie pracy. Lubiłam, bo teraz nie jeżdżę z przyczyn,że za bardzo lubiłam szybką jazdę w ostatnich latach, powiem enigmatycznie.
5. Lubię siebie rozpieszczać, w sposób jaki lubię, jestem w tym względzie wyjątkową egoistką, lubię w piątki chodzić na basen, saunę i masaż ciała. W niedzielę do kina, koncert czy coś kulturalnego. Telewizja w ostateczności, mam utrwalone hasło z lat 80. " telewizja kłamie". Ale nie tracę pieniędzy na modę, czy nadmierne kosmetyki, bardziej dbam o kondycję fizyczną i umysłową. Swoje córki rozpieszczałam w sposób jaki uważałam, że ich rozwinie intelektualnie i fizycznie. Nie wiem, czy miałam rację. Za mało miłości i akceptacji chyba im dałam. Męża rozpieszczałam erotycznie. To też tak dla usprawiedliwienia piszę.

We Francji:

1. Lubię jeździć na rowerze, teraz też z kijkami  chodzić i robić zdjęcia wynajdowanym ciekawym obiektom i pisać potem o tym.
2. Lubię chodzić na kursy j.francuskiego i angielskiego, żeby zobaczyć jak Francuzi uczą się angielskiego. To fascynujące dla mnie doświadczenie. W ogóle kocham języki obce.
3. Lubię spotykać się z tutejszymi mieszkańcami, Francuzami i obcokrajowcami, zapraszać ich do domu, albo chodzić do nich, tu mąż już gotuje, ja okolicznościowo, lubię z nimi jeść, pić wino i rozmawiać na różne tematy, też na ogół wysokich lotów. A jakie to dla mnie wyzwanie. Nie lubię rozmawiać na tematy przyziemne. Ludzie są dla mnie najważniejsi, od nich czerpię siłę i entuzjazm. Tu jest taki zminiaturyzowany świat anglosaski i nacji północnych, a ja i tak wynajduję najciekawsze osobowości. Pod hasłem-swój swojego znajdzie. I pisać o tym lubię.
4. Lubię spożywać posiłki z mężem, późne śniadania i kolacje, które on wcześniej ugotuje, a jest w tym świetny! Lubię z nim oglądać wieczorne seanse filmowe.
5. Lubię z mężem jeździć na różne wycieczki samochodowe i rowerowe w celu eksploracji regionu. On mi wtedy robi zdjęcia i ja czuję się piękną modelką. I też pisać o tym. W ogóle pisać o moich francuskich doświadczeniach, bo mi się wydają wyjątkowe.

Muszę mieć nadal dwa życia, bo bez tego, co kocham w Polsce moje życie byłoby niepełne, puste i bez sensu, without  the purpose, jak to mówił  reżyser Melies w "Hugo". Tu, we Francji mam  jakby wydłużone wakacje, dobrze wrócić do pracy na chwilę. I flirtować tu mi nie  zawsze wypada, bo nie chciałabym być zrozumiana dwuznacznie, a finezją lingwistyczną nie popiszę się w językach obcych.  Czasami ktoś mnie zainspiruje na taką elokwencyjną akrobatykę i body language. Jak mnie to bawi! Mój  Kim już nawet wie o kogo może czuć się zazdrosny w naszej małej kolonii. O kogo, napiszę innym razem, kiedy znowu ogarnie mnie duchowy ekshibicjonizm.

I pisząc, co lubię, przyznałam się też do swoich grzeszków, haha.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Pour un flirt avec toi

  Pamietacie te piosenkę?  Oglądam w telewizji  na Montpellier 3 spotkanie z Michelem Delpech. Nigdy wczesniej chyba nie wiedziałam, jak wygląda wykonawca tej piosenki. L`amour on wagon lit tez było popularne w Polsce kiedyś. A teraz jak pokazują go, obecnie w wieku 65 lat, ja nie widzę żadnego podobieństwa z młodym Michelem. Nie znało się go i dlatego trudno doszukać się tego. Śpiewał też z Aznavourem,  Mireille Mathieu, tych już dobrze znaliśmy.
A kiedyś, jak znalazłam na youtube  piosenkę Michela Polnareff Love me, please love, moja radość była wielka. Mało kto ją zna w Polsce, a jak powiedziałam Jaqueline o niej, od razu zaczęła ją nucić
 W taki sposób z Francuzami mam wspólny tzw kod kulturowy, oglądaliśmy te same filmy i słuchaliśmy tej samej muzyki, jeździliśmy nawet czasami tymi samymi samochodami. Ja sama miałam renówkę 19. Nasze dawne rządy odnosiły się do kultury francuskiej z wyjątkową admiracją. Zważywszy  z kolei na sympatie komunistyczne francuskich intelektualistów, nie ma się, co dziwić, że Francja cieszyła się taką popularnością w dawnej  Polsce . To nie było tak, jak z Anglikami, czy Amerykanami. Tamtych nam udzielano, jak na kartki. Kim się zawsze dziwi, że nie znam tego, czy tamtego. Chociaż ja i tak bardzo dużo wiem o kulturze amerykańskiej, bo o angielskiej, to  znacznie mniej. Wiadomo, że znamy legendy rocka i evergreeny. Bo w końcu i tak ukształtowały nas w większości ogromne wpływy anglosaskie. To kultowa muzyka, film i sztuka popularna. I jak ktoś nie zna angielskiego, to nie wiem, co powiedzieć. Je suis desolee.

Pour un flirt avec toi
je ferais n'importe quoi
Pour un flirt avec toi
je serais prêt à tout
pour un simple rendez vous
Pour un flirt avec toi
pour un petit tour
un petit jour
entre tes bras
pour un petit tour
au petit jour
entre tes draps

Je pourrais tout quitter
quitte a faire démodé
Pour un flirt avec toi
je pourrais me damner
pour un seul baiser volé
Pour un flirt avec toi
pour un petit tour
un petit jour
entre tes bras
pour un petit tour
au petit jour
entre tes draps

Je ferais l'amoureux
pour te caliner un peu
Pour un flirt avec toi
je ferais des folies
pour arriver dans ton lit
Pour un flirt avec toi
pour un petit tour
un petit jour
entre tes bras
pour un petit tour
au petit jour
entre tes draps

Spróbuję dodać linki z youtube. Oh, dodało się oddzielnie.

piątek, 19 sierpnia 2011

Maurice Chevalier


      Ten blog ma być dla mnie takim pamiętnikiem terapeutycznym, bo za bardzo jestem takim ulepionym zlepkiem wspomnień, kompleksow, marzen, zawiedzionych planów,  a z drugiej strony  dumna  i niedostepna,  przekonana o swojej nieomylności osobą.
W telewizji  alerte meteo- „viglance canicule”- heatwave, upaly, ostrzegają widzow, do 40 stopni. Zostaniemy w domu, to będzie więcej czasu na tego bloga.
Mam często nieprzepartą  ochotę przypominać słowa wierszy albo piosenek, tak sobie myslę, ze może komus tez będzie miło odszukać w pamięci czy bardziej odkurzyc  cos, o czym się dawno zapomnialo, a chętnie się na nowo przeczyta.
     Dzisiaj piosenka Maurice`a Chevaliera :
Dans la vie faut pas  s`en faire, moi je ne m`en  fais pas
Toutes ces petites misères seront passageres, tout ca s`arranger
Je n`ai pas un caractere a me faire du tracas, croyez moi sur terre
Faut jamais  s`en faire, moi  je ne m`en fais pas
  Ale ten francuski trudny do przepisania! Te piosenke uslyszalam po raz pierwszy pod koniec lat 70., kiedy francuskiego uczylam się z radia, a do tego kupowalo się takie gazetowe wydania tej lekcji. Niektóre  egzemplarze mam do tej pory pt  Le francais par les chansons , czy cos takiego. Ciekawa jestem , czy ktoś tez uczyl się w ten sposób francuskiego? Tak poznałam słowa piosenek Edith Piaf, Jaquesa Brela,  a nawet słowa  Marsylianki i Miedzynarodowki , haha.. C`est la lutte finale..