Na ogół lubię pisać długie autorefleksje z podróży, kulturalnych spotkań czy dawnych wojaży. Gdy zaczynałam pisać bloga, mieszkałam za granicą i zapoznawałam się ze szczęśliwymi historiami kobiet, które rozpoczęły życie we Francji. Polki, to były głownie kobiety dużo młodsze ode mnie, jak moje córki. Wtedy zaczęłam szukać blogerek w średnim wieku wśród Angielek. One były takie radosne, aż wydawały mi się infantylne. Ale dzięki nim, parę kobiet poznałam osobiście, zaczęłam sobie poświęcać uwagę i bawić się życiem. Więcej niż nam się wydaje, zależy od nas, od naszej odwagi urzeczywistnienia pragnień. Na poważnie i nostalgicznie też lubię pisać. Ale dzisiaj express z tygodnia, który sama chciałam zapamiętać i piszę. Zaczęło się jeszcze z wnuczką Matyldą, a potem przyjechała córka, a ja mogłam wyruszyć w Polskę.
Czwartek 12 czerwca-miałyśmy z Matyldą prelekcję o Islandii w jej klasie. Chciałam, żeby dziecko również przeżyło chwilę swojej autorefleksji. Wspólnie opracowałyśmy pytania, właściwie Matyldzia je wymyśliła. Bardzo chciała powiedzieć, że najbardziej podobała jej się szkoła w Islandii. O tym, że wszyscy są przyjaźni i mili, cieszą się z cudzych sukcesów, gratulują, nie przezywają się, a na długich przerwach bawią się na zewnątrz. Są dwie lekcje po 40 min, a potem 30 min przerwy. W konkursach szkolnych nie ma miejsc, tylko dyplom dla wszystkich za udział, w akademiach też wszyscy uczestniczą, mają scenariusz w rękach, nie muszą się uczyć roli na pamięć, jeśli mają z tym problem. Dzieci uczą się gotować i piec, mają naukę stolarki. Oprócz obiadów- za darmo- na przerwach też są przekąski w postaci owoców i picie. Absolutny zakaz przynoszenia słodyczy. Wnuczka akceptowała to bez protestów.
W pierwszych
dniach po przyjeździe Matylda- klas II- słyszała, że dzieci wyzywają się od lesbów
i gejów. Pytają się wzajemnie na kogo głosowali rodzice. To nie do wiary, ale tak było.
Ona przyszła do szkoły 3 czerwca.
Piątek 13 czerwca- Uczestniczyłam w pasjonującej konferencji - Przy jednym stole-Kulinaria w historii, kulturze i literaturze.
Program konferencji mówi sam za siebie. Miałam swoje orgazmy związane z multi-kulti, historią i literaturą. Wszystko to, co najbardziej lubię, poświęcam swój czas i zawodową energię. Kolejna radość to wykładowcy na konferencji, a niektórzy z nich to moi byli uczniowie. Krótkie, lecz pełne treści nowoczesne prezentacje, często przedstawione w humorystyczny, nie pozbawiony refleksji sposób, były asumptem do wspaniałych rozmów w czasie dwóch przerw kawowych i dłuższej obiadowej.
Serwowane posiłki były również znakomite. Co za rozkosz intelektualna i żołądkowa.😁 Jedyny żal, to mała frekwencja. Sama również nie mogłam uczestniczyć w całości. Moim hitem była prezentacja Szalone przygody pewnej pasty- o wojnach humusowych i PRL-owskie nostalgie. Co by wam się spodobało?
Sobota 14 czerwca do południa. Dzień otwarty w naszej szkole językowej. Raz na rok musimy się prezentować dla szerokiej publiki, żeby przyciągnąć nowych klientów. Pokazujemy swoją ofertę w najbardziej atrakcyjny sposób. Przygotowaliśmy dużo atrakcji dla dzieci w wieku od 5 do 12 lat, bo w tym przedziale wiekowym mamy najwięcej uczniów. Bardzo wszystkim podobała się sensoplastyka, szczególnie wybuch wulkanu oraz matematyka dla smyka. Wprowadzamy nowe "języki obce" w szkole 😁, chociaż mamy w ofercie matematykę typu korepetycje już od paru lat. Też opowiadałyśmy o Islandii . W native' s corner dzieci chętnie bawiły się w seek and hide or what's in the magic box oraz scrabble.
Nasz nowy zakup czyli monitor jest znakomita pomocą lekcyjną. Bardzo chwaliłyśmy się w social mediach, a co💓 Od razu zapisało się kilkanaście osób. Trzeba też jakiś konkurs wymyśleć dla sąsiednich szkól podstawowych.
![]() |
| Matylda z koleżanką. |
Czy macie
jakieś doświadczenia ze szkołami językowymi?
Sobota wieczorem 14 czerwca. Zorganizowałam nocowankę Matyldy u koleżanki i miałam wychodne. Wieczór uświetniłam spotkaniem w gronie Towarzystwa Absolwentów mojego liceum z okazji 35-lecia istnienia tegoż. Zjazdy szkole są długą tradycją w mojej szkole i trwają już od 1958 roku. Najpierw organizowała jej szkoła, a później tę rolę przejęło Towarzystwo. Szkoła istnie od 1913 roku. Spotkania szkolnego koleżeństwa zaliczam do najlepszych imprez, gdzie szalejemy pod hasłem Do grającej szafy grosik włóż i Let`s twist again like we did last summer.
![]() |
| w pewnym przedziale wiekowym, dziewczyny bawią się same👍 |
Często pisałam posty o moich zjazdach. Zaczęłam chodzić, gdy przekroczyłam 40-tkę i zawsze bawiłam się fenomenalnie, bo mam dobre wspomnienia ze szkoły. Budynek liceum i podstawówki widziałam z okna swojego mieszkania. Mnóstwo przyjaciół z różnych dekad życia. Szczere przyjacielskie rozmowy.
Mamy dużo wybitnych absolwentów, w tym powszechnie znany aktor Mirosław Baka. Czasami się u nas pojawia.
Czy
chodzicie na zjazdy szkolne lub klasowe?
15-17
czerwca z rodziną, wieczory z koleżankami, pakowanie na wyjazd do letniego domu
Zamykanie mieszkania na dłuższą dwumiesięczną nieobecność.
18 czerwca
środa, 5.05 rano. Wyjazd na Dolny Śląsk.
Czy
jeździcie ostatnio pociągami? Ja tak i bardzo sobie chwalę. Z Kielc do
Wrocławia jadę 3 godziny Intercity. Koleje regionalne z mojego województwa są
bardzo tanie dla wszystkich. Jadą długo, bo pociągi osobowe, acz bardzo
nowoczesne, osiągają szybkość ponad 100 km na godzinę, wg tablicy świetlnej.
Ludzie na ogół ze sobą nie rozmawiają. Ale ja zawsze trafiam na jakieś gaduły i
podróż szybciej mija. Sama też zagaduję. Łatwo się zorientować, gdy ktoś nie ma ochoty
kontynuować tematu, albo z przyjemnością go rozwija.
We Wrocławiu lubię chwilę pochodzić, jadę do BWA schodami ruchomymi, z bagażem to ułatwia. Jem zwykle śniadanie w tym uroczym Bistro.
Nie ma tu dużo ludzi jak w Mc Donaldzie czy Costa Coffee. Wrocław to prawdziwa Stacja Dialogu, aczkolwiek najczęściej słyszę tu obcy język. Wszędzie walizki jako symbol uchodźców, ludzi w podróży.
Potem biorę pociąg na Zgorzelec albo Lubań do Bolesławca. Tam przyjeżdża po mnie mój Gospodarz. I zaczyna się moje inne życie. Jestem otoczona historiami pierwszych powojennych osadników i ich rodzin. Tym razem zaczęłam od pana Mieczysława, pszczelarza, z Bełczyny koło Wlenia. Przemiły gawędziarz uratował pszczoły od niechybnej śmierci z rąk mojego Gospodarza. Uwiły sobie ul na ścianie domu i zdążyły stworzyć pokaźny plaster.
![]() |
Pan Mieczysław spędził u nas prawie 4 godziny, żeby zebrać pszczoły do swojego ula. Opowiadał o tym z miłością i wielką pasją, Również o swoim życiu, które nie było łatwe, bo mama zmarła mu, gdy miał 8 lat. Ojciec ożenił się po raz drugi, a on błąkał się od ojca do babci albo wujka. Mama była galicyjską Bośniaczką. A ta grupa ludzi i ich historia jest szczególnie interesująca. Przybyli tam przed I wojną światową z polskich rejonów Austro- Węgier. Stąd lokalny festiwal Pieczenica ku czci bałkańskich tradycji obchodzi się tak hucznie. Jego ojciec pochodził z rzeszowszczyzny, gdzie żyli bardzo biednie. Pan Mieczysław też dosyć wcześnie owdowiał, ale jego dzieci były już wtedy dorosłe. Teraz oprócz swojej pasji, zajmuje się też swoim niepełnosprawnym umysłowo wujkiem. Całe życie ciężko pracuje. Nie umie inaczej. Podobnie postępują jego dzieci.
![]() |
| Jaśminowa droga do domu. |
Czy macie jakieś koneksje z dawnym osadnikami na ziemiach odzyskanych?















