Moja lista blogów

sobota, 21 grudnia 2024

Marzenia się spełniają? W krainie elfow i trolli.

      Tak się składa, że od lat  końcówkę roku spędzam często za granicą.  W dorosłym życiu  bardziej podobał mi się model świąt poza domem.  Nudziły mnie strasznie  świąteczne  posiadówki przy  stole i telewizji  i te męczace przygotowania😱 

Już w końcówce lat 80. prawie zmusiłam mojego męża na nasz pierwszy  świąteczny pobyt w Bieszczadach, w znanym wtedy hotelu Laworta. Jechało się maluchem po bieszczadzkich serpentynach.  Ale mieliśmy Rodziców w Rzeszowie, to zawsze  stamtąd bliżej.  Stosownie do tamtych czasów, wzięłam pożyczkę z kasy zapomogowej zakładu pracy.😃 Spodziewałam się drugiego dziecka i byłam świadoma późniejszych ograniczeń.  

Wyjazdy do cieplejszych krajów, wydawały mi się wtedy nadzwyczajną ekstrawagancją  Zdarzyły się  dopiero wiele lat potem, gdy Kim, mój obecny Gospodarz na Dolnym Śląsku, pojawił się w moim życiu.😍 A to już blisko 20 lat upłynie od tego momentu. Quand le temps passe vite chciałoby się powiedzieć po francusku, bo tam rozpoczęła się  nasza  przygoda. Bardzo mnie to ożywiło, odmłodziło, i postawiło na zupełnie nowe tory.👌 

Mam wrażenie, a nawet pewność, że wiele rodzin  po 2004 roku zaznało pewnej odmiany, zostaliśmy „wyjechanymi” Polakami, jak pisze mój ulubiony bloger https://znadsrodziemnego.wordpress.com/… Ale miejsce, gdzie teraz przebywam już od dwóch tygodni stale mnie zadziwia i nie dowierzam, że tu jestem. Islandia, kraina lodu i ognia oraz elfów i trolli. Koników,  które towarzyszą nam zamiast ludzi. Chciałabym podzielić się z wami moją bajką, jak Maggie Smith w filmie Chłopiec zwany Gwiazdką. Dożyć jej sędziwego wieku i skromnie się potem ulotnić. Niezwykła kraina  Elfheim.

Z konikami można prawie pogadać.

Nasi sąsiedzi po drugiej stronie rzeki.

To romantyczna kraina, pełna symboli, bardzo przenośna jak epoka literacka, którą najbardziej lubię.  Trzynastu Chłopców- Mikołajów- Jólasweinn, synów trollicy  Gryli, straszy i nagradza, przychodzi, odchodzi, a do tego Jólakottur, który pożera dzieci, jeśli nie założą czegoś nowego w święta. Elfheim tu naprawdę istnieje.

Czy to straszne? Tak.  Kraje nordyckie, które weszły na rynek kultury w XIX wieku  wprowadziły nowy styl, pewną surowość i symbolikę.  Zaprezentowały swoją mitologię. – Odyna, Thora i Laki, Walkirię i Walhallę.  Mnie przypominają hinduistyczne Trimurti,  Brahmę, Wisznu, Sziwę, Dewi, Krisznę.  Podobnie jak język nordycki, który  pochodzi od  języka praindoeuropejskiego, tak bóstwa, czasami okrutne, są podobne i  zostały w mojej wyobraźni. Jak wiersze Micińskiego.

  Niezmiennie podziwiam Islandczyków, że przetrwali przez wieki w tak ekstremalnych warunkach i jestem przekonana, że z pomocą trolli i elfów.😉 Przedstawienie szkolne, gdzie występowała wnuczka pokazuje w pełni ich wierzenia, kult. i obrządki. Najważniejsze być razem w te święta, bo samemu nigdy nie można było tam przetrwać.

Matylda jako wiking.

Nasz mały elf.

 Takie drzewko czyli jólatre mamy w pokoju😀, a łańcuchy robiłyśmy z Matyldą.

Byłam wychowywana w prawie ateistycznej rodzinie, jednakże lubiłam bywać w kościele jak obserwator. Podziwiać architekturę, nawy, freski, witraże, obrazy. Na szczęście mam rodzinę w Sandomierzu, a tam czasami bywaliśmy podczas świąt. Tamtejsze kościoły zachwycały i oszołamiały, szczególnie Bazylika Katedralna NMP i kościół św. Jakuba. Tutaj odwiedzam luterańskie kościoły, surowe, proste i pełne wiary, chociaż zagubione w śniegach.


 Pewien spirytualizm pozostał w mojej nieracjonalności.  I marzenia o podróżowaniu spełniły się po stokroć. Be happy. 😀, bo chodniki podgrzewane😀.

  Jest około 17. i tak  miło, spokojnie na ulicach.

Odkąd pojawiły się na świecie wnuczęta i zaczęły coś rozumieć, rytuały świąteczne nabrały nowej mocy. Potrawy, opłatek, prezenty z pierwszą gwiazdką i śpiewanie kolęd. Chodzenie do kościoła i oglądanie  szopek.  Uroczystość stała się usankcjonowana po stokroć z powodu muzyka w nowej rodzinie i obecności  kilkorga małych wnucząt z dwóch rodzin.  To też mi się sprawiło po stokroć💓.

Zimowa  islandzka aura bardzo sprzyja  świątecznej atmosferze. Tutaj mamy tego dostatek.

słońce świeci krótko, ale intensywnie😊 Najkrótszy dzień dzisiaj, dokładnie od 11.22 do15.30, ale widno było wcześniej, a  całkiem ciemno też ok 17.00. Nie jest źle.


Koło szkoły, koleżanka idzie do autobusu w sweterku👍jest -8. Godz.15.30.
 
 Pewnemu pokoleniu kalka z dzieciństwa się uruchamia. Skrzypiący śnieg, szczypiący mróz, przyjemny, nastrojowy zmierzch, drzewa pokryte pierzynką białego puchu. Przyćmione kolorowe żarówki i gwiazdy na  granatowym niebie.

Zdarzy się, że śnieg pada i wielkimi płatami  przykrywa wszystko. Miejska przestrzeń zamienia się w czarodziejski świat.
Selfoss- Nowy Stary Rynek

Albo zorza rozświetli domki sąsiadów. Toż jest dopiero teatr. Czyż nie można uwierzyć w czary?

Wszyscy szaleją w tym grudniowym czasie. Gdy widziałam jarmarki przedświąteczne prawie 20 lat w południowej  Francji, a na głównych placach miast  sztuczne lodowiska oraz oszałamiające  świąteczne dekoracje, to wydawało mi się, że to była bajka. Wtedy tak. 

 A teraz raduję się, że wylądowałam na dalekiej  prowincji Europy, na odludziu w Islandii. Splendid isolation.  Nie  uczestniczę w tej hiperkomercji  zachodniego świata. Omija mnie cały ten zgiełk, jak filmowo się wyraził kolega Marek👍Tutaj w sklepach jest spokojnie i nigdy nie ma tam tłumów.

Jagnięce mięso jest bardzo popularne. Tu owiec 2 razy więcej niż ludzi.

Jól to święta.
Jest  też dużo lampek, całodobowo, ale przynajmniej spełniają swoje zadanie i oświetlają krótki dzień.
Sefoss- największe miasto w południowej Islandii. 10 tysięcy mieszkańców😀
Teraz, 21 grudnia,  jest widno od 10.30 do ok. 16.30. Energia elektryczna prawie za darmo, można świecić bezkarnie. Podziwiamy domy, płoty, bo tu tradycja zaznaczania swojej posesji płotem lub siatką drucianą jest bardzo istotna.  Pola też się grodzi.

Ale najbardziej podziwiamy naturę. Przyrodę, która kiedyś zabijała Islandczyków. Teraz daje energię, ciepło, budzi zachwyt całego świata.

Taka magia czasami widoczna za oknami, ale trzeba wyjść z domu, przejść się po ciemku i zmarznąć, żeby zrobić takie zdjęcie. Najlepiej aparatem ze statywem, nie komórką. To córka się specjalizuje💓
         Życzę  wszystkim radosnego rodzinnego świętowania💓👪💓

 


poniedziałek, 16 grudnia 2024

To tutaj są najlepsze ryby na świecie.

 Najwyższy czas wspomnieć o ludziach, z którymi tutaj przebywam.  Z przyjemnością post dedykuję Łukaszowi i Maćkowi. To dwaj zapaleni wędkarze, których znam,  mistrzowie w połowach i  wędkarstwie.  Zawsze doceniałam dorsze z Bornholm, ale stąd, to mistrzostwo świata.



Rybka w świątecznej odsłonie.

Minivallalakur Lodge to  mały pensjonat, a w rzeczy samej  luksusowy domek myśliwski należący do islandzkiego stowarzyszenia wędkarskiego Strengir.  Zupełnie odosobniony od świata, nad  szerokim potokiem, rozlewiskiem, w sąsiedztwie nieziemskich  pejzaży, wśród  najlepszych rzecznych łowisk.


Tylko około 2 godzin od Reykjaviku.  Potok  Minni wpada do rzeki Pjorsa, obfituje w  brązowe pstrągi  osiągające wagę do 50 kg. Ryby się łowi na muszkę, wg zasady  catch and release, czyli  złap i  z powrotem  do rzeki.  Jednakże  zapisz w księdze wędkarskiej. To raj dla wędkarzy i niepowtarzalne miejsce na świecie. Lodowcowa rzeka Pjorsa ma 230 km i jest najdłuższa na Islandii. To tutaj znajduje się wielkie pole polawowe i największy na świecie  obszar lęgowy  gęsi krótkodziobej. Wszędzie słychać gęganie. To stąd  Islandczycy, nie gęsi , lecz swój jezyk mają. Chciałoby się powiedzieć😁

Wieczorem zziębnięci wędkarze mogą relaksować się w hotpotach lub przy gazowych grillach na tarasie. Widoki wokół są nadzwyczajne, nieporównywalne z niczym.  Pagórkowate, opustoszałe pola lawowe są jak z innego świata. Zorza polarna też tańczy.


dziewczyny uwielbiają hotpot.
Nie myślcie, że Islandia jest  zimnym krajem. Wyspę opływa ciepły  Prąd   Zatokowy Golfstrom  i ogrzewa ją. Średnia temperatura miesięcy zimowych to od +4 stopni do minus 1 na terenach nadmorskich. Może być nawet +10, a w lecie  najmniej -3. Parę dni temu nie było śniegu. Natomiast dokuczają wiatry z powodu zimnego prądu Labradorskiego.

Pocztę sprawdzamy.
     Ryby to najistotniejsze pożywienie na wyspie i najważniejszy przemysł.  Ssaków tu kiedyś nie było, jedynie lisy  i renifery na północy. A potem  pojawiły się owce oraz koniki  przywiezione przez Norwegów w IX wieku na długich łodziach wikingów. Koniki islandzkie są bardzo przyjazne i chętnie "komunikują się" z ludźmi.



Jedyną wojnę jaką toczyli Islandczycy, nie licząc wojen klanów w zamierzchłych czasach, to wojna dorszowa. Ten historyczny kontekst  wyjaśnia czym są ryby dla Islandczyków i skąd wzięła się tutaj moja  córka  z zawodu ichtiolog. 

Przeszukując oferty tzw. dream job, natknęła się na jedną z nich. Nie jest to z pewnością tropikalna wyspa, ale charakter Islandczyków mocno nawiązuje do południowego stylu życia, typu maniana i dolcze vita.  Nie ma kalendarza- organisera,  że od  25 tygodnia dopiero wakacje, czy też innych dedlajnów, dreskodów, brejnstormów.  Jest natomiast czillout. Tu  są południowcy, zamiast plaż, mają  gorące źródła i rzeki, wszechobecne, baseny i  obszerne hotpoty. Każdą w domu podłogę ogrzewa ziemia pod nią.  Bardzo zabawnie pewne stereotypy o Islandii i krajach skandynawskich przedstawia islandzki komik Ari Eldjar   https://www.youtube.com/watch?v=n_9qSa-g2DI 

Tęsknota za rajską plażą. Ocean Atlantycki i kąpiele w hotpotach oraz w wodach Oceanu.

Nie można Islandii porównywać do innych skandynawskich krajów i ich   północnogermańskich języków.  Islandzki jest UNIKATOWY. Nie ma takiego języka na świecie. Dzięki izolacji wyspy, przez kilkaset lat język nie ulegał  wpływom innych języków, wliczając to łacinę, chociaż chrześcijaństwo pojawiło się już w X wieku.  Język ma  stare głoski przydechowe i bezprzydechowe, samogłoski pojedyncze i dyftongi.  Jest obrazowy, tu przypomina się daleki kuzyn niemiecki, a opis  jest najbardziej wyraźny w  znanej nazwie Eyjafjallajokull czyli wyspa góra lodowiec.😆 Puryzm językowy  też jest pilnowany przez specjalną komisję językoznawców i nie dopuszcza nadmiernych anglicyzmów czy włoszczyzny do języka, pizza jest płaskim plackiem, flatbakka lub picca, bo nie ma Z w alfabecie.

Jakkolwiek by  to szanować i cenić, język brzmi dla nas jak szczekanie psa lub człowieka  z zapaleniem krtani. I jeszcze mówią bez emocji, bo Norwegowie, ich najbliżsi językowi kuzyni gadają do góry i w dół.  Najlepiej zapamiętać  słowo jaja,  popularyzowane i rozpowszechnione przez film Fire Saga, co może znaczyć:  idziesz? chodźmy, co słychać, jaka pogoda, jestem znudzony , może zaczniemy, o to ma sens, w czym problem, to się zrobi itd.  Na to odpowiedzmy ja, ja, czytane jau. A TAK to dziękuję. Film Fire Saga oglądałam 3 razy, w tym teraz ostatnio i rozpoznaję islandzkie krajobrazowe atrakcje. Byłyśmy tam, krzyczymy razem z córką. Husavik- miejsce pochodzenia bohaterów- to ośrodek znany z połowów wielorybów. Tam nie dotarłyśmy jeszcze, bo to na północy. Ten  familijna  komedia bardzo rozsławiła Islandię, dzięki udziałowi Pierce`a Brossnana, Willa Ferella i Rachel McAdams.

Wnuczka  Matylda wspaniale powtarza wszystkie islandzkie zdania i powiedzenia z życia szkolnego, jest wikingiem w „jasełkach”, znaczy we fragmencie sagi  przedstawiającej historię  początków chrześcijaństwa na wyspie. Będziemy oglądać w piątek.

W  naszym islandzkim  domku zajadamy się najlepszą rybą, czyli  krzyżowką  pstrąga i łososia, to arctic char. Jest znakomity na każdy sposób. Przygotujemy ją na wigilię a la karp, i a la szczupak. Tu córka specjalizuje się w hodowli char- czyli golec zwyczajny lub pstrąg alpejski.

Mówisz, masz.

W międzynarodowym towarzystwie czyli timie starają zachować najlepsze warunki dla bejbusiów rybnych czyli ikry, a potem odżywiają narybek innymi luksusami. Tutaj bardzo fokusują się na kejsie czyli ekszyn pointach.  Korpo język dla żartu, bo firma jest rodzinno-koleżeńskim biznesem. Ale sukces bardziej niż korporacyjny. Potem małe rybki zabierane są do Grindaviku na Pólwyspie Reykjanes.  Tak, tak, tam, gdzie ciągle wulkan wybucha metodą szczelinową

Wieczorami przy posiłkach rozmawiamy z  Natalią, praktykantką z RPA, która studiuje na Węgrzech i praktykantem z Francji, rodem z Montpellier. To moje wspomnienie  francuskiego domu. 

Lepiłyśmy wspólnie pierniki

Nasze akcenty w języku  angielskim i styl prowadzenia rozmowy pobrzmiewa doświadczeniem wychowania w różnych krajach i dekadach urodzenia.  Śpiewaliśmy już razem Silent night w różnych językach.  Ja nadal  mam takie post-komunistyczne przeczulenie. W żaden sposób nikt nie nawiązuje do mojego wieku, nawet, gdy mówią o swoich rodzicach, którzy z pewnością są  nawet młodsi ode mnie. Quentin jest very cool, nawet Matyldzia tak mówi. Czasami zajrzy do nas  kobiece małżeństwo Johana i Katrin. Wtedy temat dzieci oczywisty, które w Islandii są bardzo kochane i rozpieszczane. Matyldzi podoba się, że jej szkolna koleżanka  Ingeborg ma dwie mamy. Odwiedza nas też para czesko- islandzka z dzieciaczkami. One też sobie radzą w mieszance polsko-czesko-islandzko-angielskiej😀 Z Czechami mamy dużo wspólnego. Żene zapultom i nemestnice na kraji mesta😀

 Natomiast o Natalii, młodej kobiecie z RPA napiszę innym razem. To fascynująca historia, o której my w Europie tak niewiele wiemy. Mam na myśli ludność nazywaną Koloredzi.

W pobytach za granicą, najbardziej lubię kontakt z ludźmi, rozmowy na tematy socjologiczne i takie znajdowanie paraleli w naszym życiu.  Również jak w zwierciadle widzimy swoje doznania, analizy w odniesieniu do cudzego bagażu doświadczeń.  To takie przejrzenie siebie, prawie wiwisekcja czasami.  Inaczej  postrzegamy Islandię, nasze kraje ojczyste, historię i inne kraje.

To jest dla mnie dobre życie, jakie marzyłam prowadzić od młodości. I takie mam. Mówić różnymi językami, podróżować, spożywać  egzotyczne potrawy, bo w tym też przejawia się lokalna kultura, poznawać nowe, nieznane przestrzenie i  kręgi kulturowe. Przekraczać granice. Dzięki ci córko za taką przygodę.


Dzisiaj zbudowałyśmy bałwana. Jest najpiękniejsza zimowa pogoda,

Wielka kula śnieżna, którą toczyły od pracy do domu. Ok. 16.30 tak pięknie słońce zachodzi.


 

 

 

poniedziałek, 9 grudnia 2024

Harpa- bogactwem Islandii.

Ten fascynujący budynek widziałam już w maju, podczas pierwszej przejażdżki po Reykjaviku. Harpa, duma Islandii czyli Harfa jak się domyślamy, też piękne damskie imię, to wspaniałe sale koncertowo-teatralne i centrum konferencyjne.

Oczy otwierałam ze zdumienia widząc po raz pierwszy Reykjavik- stolicę,  najbardziej na świecie wysuniętą  na  północ. Finis terra. Nie, żeby się zachwycić, ale zadziwić się, że tu jestem. A potem pojawiło się oczarowanie, bo nie można być obojętnym wobec tego odległego kraju i dzielnego narodu.

 O czym tu dumać  na islandzkim bruku😀żeby
 się ciepło ubrać.

Islandię kochają też https://www.wapniakiwdrodze.pl/onas/. Zachęcam bardzo do lektury, ja już korzystam z podpowiedzi.  Ale żadne z nich wapniaki, tylko czerwony jak cegła, on i ona😃

Poniżej statek marzeń lub The sun voyager na nadbrzeżu,  zwany też Odą do słońca. Odzwierciedla piękne morskie tradycje nordyckie. O wolności, rozmachu marzeń i odwadze. Postawiony tutaj w 200-lecie miasta w 1990 roku. Nie marzyłam wprawdzie o Islandii, ale nie jestem odosobniona w zachwycie nad nią.


W Islandii  oszołamia i fascynuje natura, której nie ma nigdzie na świecie. Rozsławiona w ostatnich latach przez teledyski i filmy, szczególnie Netflix, ściąga zewsząd turystów. Tutaj jest  teraz kosmos. Sigma 👍👌👏

Ja zawsze szukam śladów kultury materialnej, tej starszej i najnowocześniejszej.  A Harpa zdumiewa i olśniewa jak islandzki krajobraz. Jest fenomenalna.

Kiedyś Reykjavik to było bardzo prowincjonalne miasto, bez  radosnych barów i restauracji, monotonne, z niską łagodną architekturą,   blaszanymi domami ze  zdartą farbą i wąskimi ulicami. Prawie z powszechną prohibicją.

 Minęły lata 70-te i do końca XX wieku Islandia dogoniła najbogatsze kraje zachodnie. Aktywność wulkaniczna, która dawniej stanowiła śmiertelne zagrożenie, została zaprzęgnięta do produkcji energii elektrycznej i ogrzewania domów. Mają najtańszą w świecie energię. Rozwinęło się hutnictwo aluminium i serwerowanie.  Jednym z największych zasobów Islandii są wykształceni ludzie, którzy długie zimowe wieczory spędzali na nauce. Są sumienni i dobrze zorganizowani. Umieją walczyć o swoje prawa, bo tak nauczeni byli od setek lat.  Odrzucili  eurolandowe prawa po krachu bankowym w 2008 roku .  Posadzili premiera do więzienia. Odebrali  przywileje bankom komercyjnym.  Nie chcą się dzielić łowiskami, o które tak walczyli w latach 70. Są lewicowymi kapitalistami,  jakkolwiek to brzmi. To nieustępliwi wikingowie. Z dobrodziejstw europejskiej integracji  korzystają mądrze i wybiórczo. 

Z prowincjonalnego Reykjaviku  Islandczycy uczynilii stolicę świata, kultowe miejsce, gdzie przyjeżdża się na imprezy z Nowego Yorku, Barcelony i Berlina.  Jego kosmopolityczny urok widać też zimą, gdzie podczas krótkich dni, ale długich wieczorów w niezliczonych klubach i barach słychać wokół prawdziwą Wieżę Babel. My np. w naszym firmowym pensjonacie mieszkamy teraz ze studentką- praktykantką z Budapesztu, ale rodem pochodzącą z RPA z grupy ludności nazywanej  the coloured. A rozmowa otwiera się jak wielka księga historii. Ale o tym innym razem.

Kierujemy się w stronę Oceanu Atlantyckiego do zrewitalizowanego portu. Z XIX-wiecznej zabudowy, przechodzimy obok świątecznego kota Jolakottur, do nowoczesności. Kot jest ważnym elementem świąt, kto nie zrobi świątecznych porządków, to go zeżre.

Matylda jest przerażona. "Jasełka" islandzkie są inne, to sagi, a Matylda jest wikingiem!

Harpa- to trójwymiarowa szklana fasada, która stoi na krawędzi lądu i oceanu, a przed wejściem znajduje się spory plac z jeziorkami, izolujący budynek od szumu wielopasmowej ulicy.

Wiolonczelista, pomnik przeniesiony sprzed budynku dawnej opery.

Na wyspie najważniejsze jest   światło, którego albo brakuje, albo jest go w nadmiarze. Islandczycy kochają światło i usiłują je zatrzymać na różne sposoby. Także uwięziono je w szklanej kubistycznej fasadzie  artysty  Olafura Eliassona, przez które przenika   światło dzienne, tworząc wewnątrz grę świateł i cieni niczym w kalejdoskopie.

może by tak prezenty pozabierać😀

Ściany Harpy powstały z islandzkiego betonu barwionego wulkanicznym popiołem, podłogi na parterze z kamienia z Blafjoll (Gór Błękitnych), drewno do jednej z sal koncertowych obrabiano w Husaviku na północy Islandii. Harpa należy do listy 10 najlepszych sal koncertowych na świecie. Jest Budynkiem Roku 2013. Sprawdzę opery dla Beatki, naszej rodzimej koneserki sztuki operowej.
Harpa nie przytłacza otoczenia. Rozpływa się w wodzie. Odbija swiatło, niebo i masyw Esji po drugiej stronie fiordu. Jedni w kostkach Elafura Eliassona, islandzko-duńskiego artysty wodzą kryształy lodu, inni bazaltowe kolumny, a nawet plaster miodu. Zimową porą ledowe światełka tańczą na fasadzie i przyciągają uwagę każdego przechodnia.
 Jakby Rękawiczka Schillera. Zawsze tak mi się kojarzy.

 

Inwestycja nie została przeinwestowana, chociaż plany były wszechpotężne. Jest dumą narodu, symbolem mężnego państwa i nadzwyczajną przenośnią  geologicznej budowy wyspy i jego cech klimatycznych. Gra często w filmach😃

Z okazji  10. rocznicy powstania budynku postawiono niesamowity instrument wiatru. To najbardziej zaintrygowało Matyldę. Porwała nasz aparat  i robiła swoje piękne zdjęcia. Nadsłuchiwała dźwięków wiatru.



A w   środku najniezwyklejszy muzyczny plac zabaw, granie w orkiestrze, rozpoznawanie głosów, występy. To prawdziwa majestatyczna świątynia sztuki.

Moją uwagę zwróciły przedstawienia teatralne i już kupiłam bilety na sztukę  How to become an Icelandic in 60 mins. More later.

 

sobota, 23 listopada 2024

Gdzie Rimini, Japonia, a gdzie Polska?

Tak dla wyjaśnienia, mój dzisiejszy post jest w trzech wymiarach, po włosku- książka mojej uczennicy-wspomnienie lat szkolnych i mojego w niej udziału na dalsze jej lata, fragmenty mojej pracy magisterskiej i słowo wiązane oscylujące między przeszłością a teraźniejszością. Włoskiego nie tłumaczę, bo są słowa klucze i można się domyśleć znaczenia.

  L`obbietivo di una liberta da raggiungere divenne il mio mantra. Ispirandomi ad Alice, il mio modello, sperimentavo la consapevolezza che un certo avrei potuto essere indipendente, ma per farlo bisognava fare dei sacrifici, come pure lei  mi insegnava. Bisognava studiare mi spiegava lei...

 Moja uczennica i wychowanka jeszcze z lat 80., drobniutka, grzeczna  i skromna 10 -letnia Agnieszka  tak szybko dorosła, la mia vita e passata, kiedy to przeleciało? Całe moje zawodowe życie. Na zdjęciu z moją małą bohaterką. Signum temporis lat 80., na zabawie szkolnej, ja w kabaretkach, bo mi się normalne rajstopy podarły i nie miałam innych, naprawdę pamiętam:) i włosy spod wałków. Ale skąd miałam kabaretki?  

I obecna Agnieszka dla porównania, ze swoją córką, którą kiedyś chciała nazwać moim imieniem, jak wspomina w książce, ale włoski mąż i babcia wybrali inne.

Niedługo po skończeniu szkoły średniej w 1997 roku Agnieszka wyjechała do Włoch i tam dalej potoczyły się jej losy come italiana vera.  Od lat mieszka w Rimini,  w mieście, gdzie kiedyś Alain Delon kręcił film Pierwsza spokojna noc, znany we Francji  pod tytułem Profesor. Aktora pamiętają  do tej pory niektórzy starsi mieszkańcy. 

W tym roku Agnieszka wydała swoją autobiograficzną  książkę La tempesta benevola- Łagodna burza, można przetłumaczyć,  gdzie próbuje rozprawić się ze swoim życiem. Znaczące miejsce poświęca  swojej   matce i ich wzajemnym trudnym relacjom oraz emigracyjnym doświadczeniom.  Biografia przedstawiana  jest w mediach jako un intimo racconto di dolore, perdono e speranza. Książka już zdobyła parę wydawniczych  nagród i  odniosła sukces w Concorso Letterrario Nazionale. Agnieszka udzielała wywiadów w różnych mediach, nawet jeździła do Rzymu i występowała w krajowej telewizji.

Przez całą jej  książkę przewija się też moja osoba jako  "amata maestra Alice" autorki . Agnieszka ze szczegółami pamięta moją pierwszą wizytę w ich domu i wszystkie nasze dalsze wspólne lata w szkole podstawowej, na lekcjach, wycieczkach i w naszym japońskim teatrzyku. 

Alice era bravissima e stimolarci, perche amava cio che faceva e noi con lei.

Jako młoda nauczycielka z wielką pasją wykonywałam swój zawód. Czasy były ciężkie, ponure  pogrudniowe noce stanu wojennego, biedne lata 80.  Ale w mojej klasie i szkole  panuje zgoła inny nastrój...

Moja praca magisterska  osiąga inny wymiar, dzieje się w realu. Zakładam japoński teatrzyk Kimiko i przez parę lat bawię się z moimi małymi aktorami. Zdobywamy różne nagrody na przeglądach szkolnych. Pasjonaci Japonii zapraszają nas na występy w kraju, odwiedza nas 'Płomyczek" i pisarka /Janina_Rubach-Kuczewska, która wiele lat spędziła w Japonii.

Dla człowieka zachodu wydaje się niemożliwe zrozumieć  dawne japońskie życie w sensie intelektualnym i emocjonalnym. Doświadczenia Japończyków są eleganckie i wykwintne, niosą delikatne wartości. Możemy wziąć pod uwagę  wymieszane przykłady z dawnych epok. Jak wielka jest różnica między kruchymi drewnianymi ulicami japońskiej stolicy, a strasznie solidnymi placami Paryża czy Londynu. Kiedy porównuje się  sposoby interpretacji, które zachód i wschód stosował w swoich sztukach, zabytkach na przykład gotycką katedrę ze świątynią shintoistyczną, operę Verdiego czy Wagnera ze sztuką o gejszy, europejski epos z japońskim wierszem, zauważamy jaka niezmierna różnica występuje w emocjonalnym  wyobrażeniu. 

Eravamo molto affascinati dai nostra maestra racconti di quello che per noi era mondo magico e cosi ci impegnammo tanto e ottenemmo un risoltato eccelente.



Sieroszewski z dużym talentem podpatrzył dawną atmosferę Japonii . Jego Japonia to miniaturowe koleje, tunele, wiejskie mostki ledwie zauważalne wśród zieleni krajobrazu. Miasta japońskie w XVIII  to przestrzeń, drewniane budownictwo, malownicze kruche papierowe latarnie, o których tak często wspomina.  W samym Edo można znaleźć spokój wioski. Odkrycie świątyni shintoistycznej to sensacja, znajdzie się tam tylko próżnię i samotność,  drewnianą konstrukcję rozpadającą się w cieniu przed niepozorną drewnianą tori,  gdzie panuje głęboki mrok ledwie roziskrzony ognikami dwóch olejnych lampek. 
  Niewiele rzeczy w  XVIII -wiecznej Japonii jest zrobionych z myślą o trwałości. Słomiane sandały, o których pisze Sieroszewski zużywają się i są zastępowane innymi na każdym etapie podróży. Świeże pałeczki są serwowane dla każdego dania, jasne shoji służące jako ściana i okno  jest zmieniane dwa razy do roku. Maty odnawiane  każdej jesieni, to  przypadkowe przykłady niezliczonych małych rzeczy w codziennym życiu Japończyków.  Sieroszewski w kilku obrazach bardzo pięknie pokazał tę delikatność, kruchość Japonii. Pisze: tu i ówdzie płonęły lampiony jak zawieszone w powietrzu ogniste kwiaty, a przez papierową mgłę zamkniętych shoji przeświecało światło wewnętrznych ogni domowych, jak klejnoty ukryte w pianie koronek.

 A ten młody samuraj to obecnie wykładowca w polskich uczelniach.
.

Nostro spettacolo ha ricevuto dei premi fu talmente grande che l`ambasciata giapponese venne al corrente  della nostra  compagnia teatrale e decise di darci un riconscimento sotto forma di un viaggio ancora piu  eccitante per noi: una gita do Varsovia, nei giorni della celebrazione della cultura giapponese. Ci venne concesso il privilegio di andare nel prestigioso teatro nella capitale ad assistere a uno spettacolo di opera e kabuki,  e do potere conoscere gli attori..

 Nasza wycieczka do Warszawy  na specjalne zaproszenie  Ambasady Japońskiej, aby zobaczyć  prawdziwą  operę japońską  w stylu kabuki  była   niezwykła w tamtych czasach . Rzeczywiście niezapomniane przeżycie.  Teraz również byłoby to  zadziwiające i wspaniałe  doświadczenie. Odwiedziliśmy artystów w kuluarach, były  rozmowy, autografy, ale nie zdjęcia, niestety. Biedne lata 80. A ja  jako nauczycielka, zawsze chciałam robić nieprzeciętne rzeczy.





Najwięcej deminutywnych określeń Sieroszewski stosuje opisując kobietę. Japońska kobieta ma twarzyczkę białą i delikatną, jak płatki hodowanych pod namiotem peonii, małe ręce  wychylające się niby dwie lilie z purpurowych rękawów. Odziana jest w cieniuchne wzorzyste tkaniny pokryte haftem misternym i delikatnym, jak promienia poranku. Sieroszewski tak opisuje swoją bohaterkę: w otwartych drzwiach ukazała się smukła postać kobieca w długim kimono z purpurowej lamy, szeroki pas również purpurowy, ale cały zahaftowany złotymi kłosami zbóż i pękami polnych kwiatów, owijał jej kibić i spuszczał się aż do maluchnych wyglądających spod rąbka sukni stóp. Owal twarzyczki okalała ramka długich włosów, z których na wszystkie strony strzelały promienie długich złotych szpilek.

Na zdjęciu Monika,  "Ziarkówa" na FB, nasza teatrzykowa gwiazda. Pięknie śpiewała pewną japońską piosenkę Namida, namida.. akai gurasuyo. Znalazłam ją kiedyś na Youtube, znaczy oryginalne japońskie wykonanie.

Sieroszewski przy pomocy tradycyjnych środków, wyrazu japońskiej symboliki wprowadza na karty swojej powieści subtelną zmysłową postać kobiety. Stwarza w ten sposób nastrój głęboko liryczny. Mamy typowo buddyjską Japonię, świat ułudy i nietrwałości, gdzie szczęście splata się z cierpieniem, a wrażliwa delikatna postać kobiety jest wspaniałym łącznikiem między samurajskimi krwawymi obyczajami, a urokiem wyrafinowanych spotkań towarzyskich. 

W innym miejscu Sieroszewski tak opisuje tę samą bohaterkę: drobna twarzyczka Jaskółki z lekka ledwie natarta migdałową pianką, świeciła jak lampa alabastrem oświetlona wewnętrznym ogniem nieugaszonego uczucia. Czarne podłużne oczy,  aksamitne, szeroko otwarte  patrzyły nieruchomo w dal. Na drobnych ustach podznaczonych kruszynką złotego pudru, zastygł uśmiech do płaczu podobny.
Wiola i Agnieszka. Wachlarze kupowałyśmy chyba w Muzeum Azji i Pacyfiku, gdzie też wtedy pojechałyśmy. Ja miałam  tez swoje.
                                                    Dwie Monisie, a w tle nasze shoji, zrobione z szarego papieru i pomalowane przez Mamę Agnieszki. Cały ten japoński  nastrój, o którym piszę stworzyła Mama Agnieszki. To ona malowała i szyła.

 Spotkałam się z moją klasą prawie 30 lat po zakończeniu ich edukacji w szkole podstawowej, a inicjatorką spotkania była Agnieszka, która  przyjechała z Włoch odwiedzić swoją chorą Mamę. Pisałam o tym spotkaniu tu https://ardiola.blogspot.com/2017/03/co-sie-stao-z-moja-klasa.html
 To wówczas Agnieszka pomyślała o napisaniu swojej biograficznej książki. I tak dojrzewała do tego pomysłu przez kolejne lata. Przygotowywała się do tej spowiedzi.
  W maju opowiadałam o mojej uczennicy w lokalnych  mediach, radiu i telewizji.

  Z dumą i wzruszeniem mogłam przyznać, że moja pasja, miłość do dzieci, ogromne zaangażowanie w pracy zostawiły trwały ślad w pamięci Agnieszki. Byłam jej inspiracją  jak napisała na początku po włosku, to bardzo emocjonujące dla mnie.  Ona powtarzała jak mantrę moje rady, że trzeba się uczyć, mieć świadomość stać się niezależną i umieć się też poświęcać.