Moja lista blogów

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bułgaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bułgaria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 marca 2025

Dawno temu na wakacjach w Bułgarii /z pamiętnika/.

Już zamieszczałam  krótko to opowiadanie wcześniej, ale usunęłam, bo wysłałam na konkurs literacki w cyklu Nostalgia. 

 A teraz po obejrzeniu filmu Bogini Partenope poczułam się jak bohaterka, szczególnie ta w końcówce filmu😁 i pomyślałam, żeby podzielić się z wami na nowo  tą awanturniczą przygodą. Mało zdjęć z tamtych czasów, albo niewyraźne. A koleżanka nie lubi prezentować swoich zdjęć.

Nasze dwie bohaterki to Alis i  Megi,  urodziwe i kokieteryjne  dwudziestolatki, które w czerwcu zaliczyły swój pierwszy rok studiów. Są ambitne i pracowite, chętnie wszystkiego się uczą. Obie na studiach humanistycznych. Megi  na najlepszej uczelni w kraju. Znają się od dziecka.

 Gdy odwiedziły rodziców podczas świąt wielkanocnych, to na dziewczyńskich pogaduszkach w  Staromiejskiej, lokalnej kawiarni niedaleko ich domów, zaplanowały wakacyjny wyjazd.

Jest rok 1979. Papież wystosował już do Polaków słynne zawołanie „ Nie lękajcie  się”, ale Breżniew  jeszcze dobrze się miewa.  I Agent 007 Roger Moore w fimie Moonraker ma nadal wiele akcji do wykonania w walce z komunizmem, ale nie w naszych kinach.  Jednakże atmosfera krakowskiej wolności, odwagi, poczucia kosmopolityzmu wpływa na dziewczyny bardzo mobilizująco. Alis wprawdzie studiuje w zaściankowym Rzeszowie, nazywanym przez nią Klerykowem wg Żeromskiego, ale regularnie odwiedza koleżankę w Krakowie. Prócz swoich studenckich przedmiotów, bardzo lubią uczyć się języków obcych. Megi  postawiła na niemiecki, Alis na angielski i francuski. Obie dobrze mówią po rosyjsku. Na krakowskim  Rynku chętnie rozmawiają z różnymi obcokrajowcami. Na dyskotekach tańczą przy Abbie, Bee Gees, Boney M.  Na studiach rozwinęły się w kierunku Queen, Pink Floyd, Led Zeppelin. Lubią też kabaret, a szczególnie piosenkę Kaczmarka Pero, pero.

Są beztroskie, radosne i bardzo dziewczęce. Megi to jedynaczka urzędniczej pary, Alis natomiast, to ukochana córa tatusia i siostra starszego brata.

W lipcu Alis musiała odpracować czterotygodniową praktykę jako kolonijna wychowawczyni.

Dzieci ją uwielbiały, i tak  do tej pory💓 ZOO w Poznaniu.

Megi  też coś miała i dziewczyny wcale się nie widziały. Przed samym  wyjazdem na kolonię  Alis zakupiła miejscówkę na wyjazd do Warny  na 31 lipca  przez Budapeszt z wymianą na 1200zł, a do Bułgarii na 1500zł.  Komunikują się tylko listownie. Nie mają w domu telefonów. Megi  kupiła bilet później. Miały 2 dni na przepakowanie się. Materace  gdzieś się kupiło, i śpiwory nawet dało się załatwić.  Harcerska składnica  najlepsza na zakup namiotowych akcesoriów, menażka, latarka, kostki do podgrzewania itd. Namiot  pożyczony. Plecak wypełniony  w połowie jedzeniem na kempingowe czasy,  konserwy, zupy w torebkach, kisiele, krem nivea na sprzedaż i do użycia, kosmetyki do swojej higieny, trochę podstawowych leków. Ubrań mało, ale starannie dobieranych. Alis tak pisała do rodziców, żeby ją przygotowali na wyjazd:

Dziewczyny, chociaż młodziutkie studentki, mają już doświadczenie w podróżowaniu za granicę. Alis nawet zwiedziła już  częściowo Afrykę Północną, bo jej ciotka pracowała w Libii. Stąd rozwinęła zainteresowania językiem francuskim i kolonialnymi wpływami Francji oraz Anglii.  Megi  ze swojej Galicji bardziej jeździła w kierunku dawnego  cesarstwa Austro-Węgier i kształciła niemiecki. Do enerdówka i pepików, jak się kiedyś mówiło, jeździły na drobne zakupy. Zawsze ktoś odstępował im tzw. książeczki walutowe. Mają nawet ze sobą po 20 dolarów i marek, co było znaczącym zastrzykiem finansowym.

Kemping Gałata koło Warny okazuje się ich domem przez najbliższy czas i zaczynają się ich trzy sedmice na morieto.

Poznani w przedziale  chłopcy z Bydgoszczy stają się ich „rodzicami” i powiernikami. Pomagają rozbić namiot, gdy przyjechali w nocy i podsuwają potem wspaniały pomysł udawania turystek z Finlandii. Oni podawali się za Szwedów i dziewczyny w terenie do nich lgnęły. Jeden z nich   ma brata w Sztokholmie i znają tamte realia. Ponadto popularność szwedzkiej Abby też czyniła ten kraj bardzo lubianym. Jako Finki, dziewczyny zdawały się być z lepszego, chociaż nieznanego świata.

Gorące poranne słońce zrywa z małego namiociku, a przed nimi Morze Czarne, ciepłe, czyste, piękne, najpiękniejsze. Złoty  miękki piasek  wokół  jak okiem sięgnąć,  łagodne fale i słońce. I chociaż gorąco, i skwar, i żar, to nie kojarzy się z Albertem Camus i jego Upadkiem.  Pierwsze zetknięcie blondynek pod upalnym niebem skończyło się wieczorem „na wieszałkie” jak mówili Bułgarzy, ale na nocnej dyskotece  przy przeboju Donny Summer Hot stuff, były dosłownie i w przenośni.

Bułgaria lat 70-tych i  jej czarnomorskie wybrzeże jest szykowne, wyrafinowane i bardzo egzotyczne dla turystek z Polski. Inny krajobraz i ziemia, dużo ukwieconych miejsc, różanych ogrodów, innych  nieznanych drzew i krzewów,  bardzo soczysto zielonych i kolorowych. Jest po prostu pięknie.  Arabskie reminiscencje  ubiegłorocznych wakacji przypominają się  Alis w ich radosnej folklorystycznej muzyce i jedzeniu. Zabawne, że do drugiego dania dają bułki. Turyści z zachodniej Europy przemykają w samochodach z otwieranym dachem, tak się mówiło. Słowo  kabriolet było znane w odniesieniu do  jednokonnego powozu tylko, jak autorka pamięta. Mnóstwo zagranicznych turystów, a przodują młodzi Jugosłowianie i Włosi, starzy Niemcy oraz Turcy czy Arabowie. Ci ostatni czują się w Bułgarii jak u siebie, zważywszy ich wielowiekowe panowanie w tym kraju.

Alis i Megi to oczytane młode kobietki.  W empikach czytają też zagraniczną prasę, a w polskich gazetach felietony  Głowackiego,  Kisielewskiego, Passenta.   Alis to studentka filologii polskiej, Megi studiuje socjologię,  czytają  wszystko co należy.  Elitarna krakowska atmosfera już zakiełkowała w ich umysłach. Lubią przesiadywać po kawiarniach i popisywać się wiedzą na różne tematy, używać wyrafinowanego języka zaczerpniętego z  filmów i piosenek. Takie pretensjonalne zachowanie przenoszą do rozmów z nowopoznanymi chłopakami. Nie uwierzycie, ale jeden z pierwszych wieczorów spędziły w luksusowych Złotych Piaskach- Zlatni Piascy. Po angielsku mówiły Golden Beach, a do tego już blisko do Miami Beach. Też się wydarzył w przyszłości. Wieczór był  w towarzystwie Janoza i Malicza, a rozmawiały wtedy o partyzantce jugosłowiańskiej, bitwie nad Neretwą i Josipie Broz Tito. Wystarczyło tylko dokładnie śledzić losy Franka Dolasa w filmie Jak rozpętałem II wojnę światową i wiedza się przydaje. Alis była specjalistką od filmów. Uzupełniały się z Megi. Oddzielnie rozmawiają po niemiecku i angielsku, razem po rosyjsku. Arystokracja przechodzi  na francuski, pije czerwone wino i je kozie sery w szopskim salat.  Jest jak w filmie Do widzenia do jutra.  Dowiadują się,  że chłopaki mieszkają w Prisztinie. Nie mogą przypuszczać wtedy, co się tam będzie działo  za parę lat.  Jak piękna Jugosławia krwawo się rozleci i dotąd jeszcze republiki walczą o swoją niezależność.

 Ale niech czas znowu się cofnie. W lokalach oprócz narodowych wieczorów słychać przeboje, które dziewczyny znają z „trójki” – in the summer time when the weather is high.. have a drink, have a drive, go out and see what you can find. Bardzo im się podobają ukwiecone  lokale na plaży.  Wydają się luksusowe i ekskluzywne.  Wejście na plaże  jest płatne, to też ich zadziwia. Najdroższe wejściówki zdarzyły się w Złotych Piaskach. Nie widziały w Polsce takich  miejsc.

Następnego dnia po  mlecznym  śniadaniu, małej brazylijskiej kawce z Angelo, chłopakiem z kempingu,  dziewczyny wychodzą przez bramkę i zastanawiają, co będą robić. Miła niespodzianka, bo Malicz i Janoz czekają na nich w swoim srebrnym samochodziku Renault 5. Dziewczyny, zabieramy was do Drużby i winnicy. Plaża szeroka, złota i idylliczna, tak samo piękna jak w Złotych Piaskach. Łagodne fale wyrzucają na brzeg czarne muszle. Spacer wzdłuż plaży, beztroska, radosna pogoda ducha i zabawne rozmowy w różnych językach.

Janoz jako  Alain Delon😁

Wizyta w winnicy i krótka degustacja win.  Tylko słodkie im smakują. Wszędzie  białe lub czerwone  obrusy z charakterystycznymi ludowymi deseniami, ceramiczne czy gliniane brązowe wyroby z wzorami. Tę miłą atmosferę zepsuło pytanie  Janoza, słowami popularnej wtedy piosenki, do you think Im sexy like Rod Stewart, a czy mogę być twoim sexuology profesor?, come on honey, tell me so.

A czy nazywasz się profesor Higgins? Sorry? A może Pigmallion? Jeśli tak, to mogę być twoją Galateą. I tutaj Janoz trochę się zagubił. Już od czasów liceum Alis miała taki zwyczaj zaskakiwać chłopaków jakimś obcym słówkiem, czy pytaniem. To była taka obrona przed odrzuceniem. I tak jestem od niego mądrzejsza, to niech spada. Chociaż Janoz bardzo  jej się podobał, podobny do młodego Alaina Delona, trochę  starszy od dziewcząt, dobrze mówił po angielsku, to shy baby  musiała odmówić. Malicz wobec Megi, samaja liepota,  był nadal szarmanckim dżentelmenem i rozumiał, że wracamy o 22, bo jesteśmy „ z rodzicami” na kempingu.

Kolejnego dnia  „ Jugosławianie”  uparcie czekają rano na kempingu i witają ich słowami  w swoim języku, żartując, że niby przed hotelem Odessa czekają   cały dzień i „demonstrativno nie każem o seksie- recze profesor seksolodzi”. W samochodzie przygotowali taśmy z muzyką narodową i uczyli ich serbo-chorwackiego, typu ty jesi moje sonce, ja tiebie volem etc. Nie zaborawam nikagda.  Następnego dnia wyjechali, ale jesienią wrócili  z wizytą do Krakowa. Tacy byli ambitni w zdobywaniu. Ale to już inna historia.

Zdarzyło się, że dziewczyny zostały cały dzień na kempingu,  a tu  przyjechał autobus Arabów z Syrii i Jordanii, jakby antycypacja  słynnego przeboju Jolka, Jolka. Przyjeżdżały różne autobusy z turystami, Arabowie też się zdarzali. Rozeszli się po kempingu i wszyscy z magnetofonami kasetowymi puszczali  swoje  taneczne melodyjne piosenki.  Totalna dla młodych ludzi egzotyka. Wszyscy tańczyli, rozmawiali.  Arabowie znali angielski, francuski. Dawni koloniści zostawili trwały ślad. Alis  i Megi w tamtych czasach bardzo pasjonowały się innymi kulturami i religiami.  Planowały nawet podróż do Japonii koleją transsyberyjską do Władywostoku, z przystankiem w Mongolii, z powrotem przez Indie. Dużo marzeń zrealizowały w ciągu wielu następnych lat. Tymczasem przypomniały Arabom   pięć podstawowych obowiązków muzułmanina jak ręka Fatimy, a im szczęka opadła ze zdziwienia.

Dziewczyny miały taki rytuał . Najpierw śniadanie z polskimi chłopakami, najczęściej mleko z bułkami i serem kozim. Czasami podgrzewały  coś do zjedzenia na ciepło na takich małych kostkach, które się podpalało. Wzięły ze sobą parę zup w proszku. Wyglądało to bardzo niecodziennie, bo ludzie zwykle mieli jakieś palniki, kuchenki  gazowe. Pękały ze śmiechu obserwując samych siebie. Potem jechały autobusem albo stopem do Warny. Wysiadały gdzieś  niedaleko  placu Cyryla i Metodego koło Wielkiej Cerkwi

Na zdjęciu Alis w swojej arabskiej sukience.

i potem szły  Primorskim Bulwarem do morza na plażę. Podziwiały piękne secesyjne kamienice. Miasto wydawało się  bardzo przyjazne dla turystów, słychać było folklorystyczną muzykę, kelnerzy często występowali w ludowych strojach. Ale zapraszali czasem po francusku.  Dłuższy  czas wisiał taki baner nad ulicą z napisem Sedmica na morieto z datą początku sierpnia 1979 roku.  Czytały cyrylicę, to były ich  bardzo beztroskie tygodnie nad morzem. 

Kolejnym posiłkiem był duży arbuz spożywany na plaży, do tego pomidory i takie niby bułki „wrocławskie”, oraz soczyste winogrona i brzoskwinie. Popijały z butelki wielkim schweppesem. Raz, a była to niedziela 12 sierpnia  niosły wielki arbuz, kolejna antycypacja i Baby z Dirty dancing, a pomoc zaoferowali dwaj przystojni chłopcy. Dwóch Milanów z Belgradu przejęło się, że taki wielki arbuz i jeszcze większą butelkę schwepessu niosą dwie słabe dziewczyny. I tak spędziły resztę niedzieli już w czwórkę żartując na temat Japanese camera czyli radzieckiej smieny i gdzie kto mieszka. Dziewczyny oczywiście w hotelu Odessa, 

Do hotelu  oczywiście prowadziły odeskie schody😍



Upał widać po minie😀A co na głowie?

a chłopcy jako pustelnicy w Wielkiej Cerkwi.   Śmiały się opowiadając realia życia w swojej ojczyźnie, szczególnie na temat wymiany dolarowej  i o tym jak wszyscy zazdroszczą Jugosłowianom. Bo na zachodzie bez zmian.  Zawsze miały w portfelikach tych parę dolarów i marek. Bo zakupy pamiątek w tzw.  CoreCom koriekomie, odpowiedniku polskiego pewexu robiły  przed samym wyjazdem.

Obowiązkowym punktem programu było Mauzoleum naszego Władysława III Warneńczyka. Dotarły tam na piechotę, bo akurat nie trafiał się autostop.  Wróciły już autobusem za 50 stotinek. Przestrzenne historyczne miejsce , ogromny Park z makietą bitwy , zadziwiło to  dziewczyny, pomyślały nad wielkością Polski w tamtym 1444roku. Tak a propos, to najłatwiejsza data w historii.

Chciały też podjechać pod turecką granicę do słynnego Miczurina, obecnie Carewo. Nazwy już nie musieli zmieniać, taka współczesna dygresja, przecież Miczurin dużo dobrego zrobił dla przyrody i środowiska naturalnego.  Wyruszyły pociągiem do Burgas. Tam wysiadły i trochę pozwiedzały, jak zawsze ciekawe świata i ludzi.  Myślały, że prześpią się na dworcu, a rano pojadą dalej do Sozopola, Primorska i Miczurina.  Nasze dziewczyny były pod dobrą gwiazdą w Bułgarii. Kiedy okazało się, że dworce zamykają na noc /!/,  znaleźli się przyjaźni Bułgarzy, którzy użyczyli noclegu, nakarmili i przestrzegali, żeby dalej nie jechać, bo nie ma dobrego połączenia. Ciekawe pogaduszki o wspólnocie demoludów ciągnęły się długo w noc. Tu przydał się rosyjski. Alis przez rok miała tzw. SCS czyli starocerkiewno-słowiański  i historię języków słowiańskich studiowały na żywo.  Wróciły do Warny i na swój kemping, gdzie  przez kilka dni odpoczęły od wrażeń i poopalały się w towarzystwie swoich „rodziców” oraz miłych  czeskich studentów z Trnowa,/ nie mylić z Vieliko Tyrnowo/ a właściwie Słowaków. Bardzo zachwalali swoje miasto i zapraszali do siebie.  Wszyscy jedli arbuzy i próbowali różne rakije. Ohyda. Wieczorami wspaniałe dyskoteki i Dancing queens to dziewczyny, having the time of the life posiadając One way ticket z zespołem Eruption.

Jedno z moich ładniejszych zdjęć z czasów studenckich. W tle słowacki student.


Projekty na zwiedzanie nadal  były obecne. Po śniadaniu jak zwykle idą na stopa z planami na Bałczik.  Zatrzymuje się biały wolksvagen z otwieranym dachem, a w środku dwóch  młodych miłych Włochów, Moreno i Ivano. Kiepsko mówią cywilizowanymi językami, ale chętni pojeździć z nimi i zobaczyć bułgarskie historyczne miejsca.  Czuły się jak w filmie, gdy wiatr rozwiewał im włosy, stawały podczas jazdy i krzyczały one way ticket.  Bo pierwszy raz w takim samochodzie.

Bałczik, Albena, niedostępna Kaliakra. Miejsca wielu tragicznych wojen już od czasów wczesnochrześcijańskich, potem z Imperium Osmańskim, z Rosją. Ślady rzymskie,  ragazzi qualcosa capisci.  Bałczik już od czasów greckich jako Dionizopolis, potem grecko-bizantyjska forteca ma długą i wspaniałą historię.  Religie zostawiały ślad,  stąd meczety wymieniają się z cerkwiami, a jest ich kilka.  Piękne położenie upodobała sobie królowa rumuńska  Maria, bo  też zdarzył się  epizod rumuński tego  uroczego miasteczka i postawiono dla pięknej monarchini imponujący  orientalny pałacyk.

Prawie jak królowa. W jednych butach i może jeszcze japonki.

Młodość,  radość, uroda tej grupki krótkotrwałych  przyjaciół była  piękna jak otaczająca ich przyroda i zabytki. Śmiali się i radowali z każdej możliwości porozumienia się. Jedna z dziewczyn powiedziała, że czuje się jak Isadora Duncan, dobrze, że nie ma szala. Ale ragazzi chyba nie zrozumieli, co miała na myśli.  Na plaży bawili się falami, krzyczeli, skakali jak dzieci. Bellissime.

Ale byłam strzaskana słońcem.

W ostatni dzień pobytu sprzedały Bułgarom na kempingu swoje materace, śpiwór, okulary, nawet poszły rozpoczęte kremy nivea.  Zakupiły parę pamiątek, olejki różane, gliniane dzbanuszki, obrusiki, bieżniki to były wtedy, rakije, koniak Slanciv Briag, pocztówki.

Żegnały Warnę z wielkim rozrzewnieniem i wzruszeniem oraz Bułgarów, przyjaznych, serdecznych,  przemiłych ludzi.  W drogę powrotną ruszyły oddzielnie,  Alis przez Budapeszt, Megi przez Lwów, bo przecież bilety kupowały też oddzielnie i nie porozumiały się w tym zakresie.

 I koniec beztroskiego dzieciństwa i  szczeniackich wygłupów, czas wracać na pokład jawy. 

Dziewczyny skończyły studia z wyróżnieniem. Megi wyjechała za granicę, Alis wróciła do rodzinnego miasta. Z powodzeniem realizowały swoje zawodowe  kariery. Wyszły za mąż. Potem ich drogi  częściowo  się rozeszły.  Wychowały dzieci i doczekały się wnucząt. Czas płynie nieubłaganie. Nadal dużo podróżują  ze swoją dawną ciekawością świata i ludzi. Spotykają się on-line. Tamte wakacje często wspominają, chociaż widziały potem wiele ciekawszych miejsc, ale tamto było jak sweet sixteen, gdzie wypadało być niedojrzałym, bez pieniędzy, podróżować stopem , nie malować się i pić mleko na śniadanie.💓