Moja lista blogów

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Socjologiczne filozofowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Socjologiczne filozofowanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2017

Zapomnijcie o Herostratesie.

Ileż ja się naszukałam, żeby znaleźć autora sztuki Zapomnijcie o Herostratesie. Na polskich stronach  nic nie ma. Oglądałam tę sztukę wiele lat temu w Teatrze Narodowym, a Herostratesa grał Zbyszko z Bogdańca, czyli Mieczysław Kalenik. Już wtedy, chociaż miał zaledwie trzydzieści parę lat, był tęgawy i przysadzisty. Nic nie zostało z dawnego Zbyszka. Sztukę napisał  genialny rosyjski dramatopisarz Grigorij Gorin, znalazłam jego  nazwisko na angielskich stronach. Jego aforyzmy przeszły do potocznego języka i w czasach pierestrojki był uwielbiany za swój niebanalny język. Niestety zmarł w 2000r, w wieku zaledwie  60 lat.
Zapomnijcie o Herostratesie napisał w 1972 roku i za niedługo potem grali go na polskich scenach.
Całe swoje życie używałam  metaforycznie tego tytułu w odniesieniu do osób, które wypadły z mojego towarzyskiego obiegu. Tak dla siebie, bo niewiele osób mnie rozumiało, bo pomimo wszystko, tak jak w sztuce, gdy narzucają nam zapomnienie, tym bardziej pamiętamy. Ale ja używałam tego tytułu dosłownie, nie w relacji do sztuki.
Szkoda mi i nie godzę się na to,  że z pewnymi ludźmi  bardzo oddaliliśmy się, albo zmieniliśmy się tak bardzo , że niemożliwe jest porozumienie między nami. A poniektórych trzeba po prostu zapomnieć.
Nawet wybranym na blogowisku już nie chce się być on-line. Tak mi szkoda, bo przyzwyczaiłam się do nowego koleżeństwa.
  Inni odeszli na zawsze i kilkoro już z grona moich najbliższych znajomych. Moja przyjaciółka z Rzeszowa Iwona,  taka  cielesna i piękna, towarzyszka moich indyjsko- nepalskich przygód. Mąż lekarz , a ona umiera na serce. To nie mogło się wydarzyć, a jednak.  A Małgosia?  Sexology professor, prócz tego wybitna intelektualistka w naszym towarzystwie, Niemyte dusze i Ballada bezludna. Wabią tam w zaświatach wiecznych młodzieńców.
 Odczuwam szczególną nostalgię, gdy umierają artyści, z którymi byliśmy od dziecka. Często są w wieku Rodziców, których nie mam już od ponad 10 lat. Wydawało się,  że tacy zabawni, ekscentryczni, wyjątkowi i będą nieśmiertelni. Tak długo  byli z nami poprzez kino, telewizję, radio czy prasę. Stare  satyryczne arcydziełko telewizyjne "To jest twój nowy syn" z Danutą Szaflarską i Krystyną Sienkiewicz puścili na Kulturze. Nie mogłam się napatrzyć na pięknie dojrzałą Szaflarską i młodziutką Sienkiewicz. W filmie pojawił się też Czesław Wołłejko i Bogumił Kobiela. Bobka już nie ma od prawie 50 lat i zawsze będzie niezdarnym Piszczykiem z Zezowatego szczęścia. A gdzie sobie poszedł inżynier Karwowski? I dlaczego Madzia Karwowska taka poważna i stara teraz?  Nawet Franka Dolasa zabrały nieubłagane Parki. A z jakiej racji Maria Czubaszek nie mogła nas dłużej i zasłużenie bawić swoją ekstrawagancją? Takie wszystkie śmierci nie w porę. A ja się  dziwię, jak dziecko. I francuski Michel Delpech nie zaśpiewa więcej Pour un flirt avec toi
je ferais n'importe quoi
Pour un flirt avec toi
je serais prêt à tout
pour un simple rendez vous
Pour un flirt avec toi
pour un petit tour 

Jak ja lubiłem tę piosenkę przed laty, nie wspominając nieodżałowanego Joe Dassin, którego nie ma już od 1980r. Wszyscy kiedyś  nucili Aux Champs-Élysées
Aux Champs-Élysées
Au soleil, sous la pluie
À midi ou à minuit
Il y a tout ce que vous voulez
Aux Champs-Élysée.

W naszym kraju podczas ancient regime piosenki francuskie miały uprzywilejowaną pozycję.  A innych przebojów trzeba było słychać w Radio Luxemburg. Kombatantka się odezwała. Hehe.
Nigdy nie byłam praktyczna i rozsądna i dobrze mi z tym było. Tak też dobierałam przyjaciół. Ci poukładani, racjonalni, logiczni i zdroworozsądkowi wzbudzali mój podziw nawet, ale długo nie szliśmy wspólną ścieżką z powodu bardzo odmiennego stosunku do wielu spraw. To z pewnością obydwie strony czuły podobnie.
 A teraz mam swoją nieśmiertelność w postaci  dwóch cudownych wnuczek.
Ich matki, malutkie kiedyś dziewczynki  też były ulubienicami swoich rodziców i dziadków,
Madzia i Dominisia na swoich urodzinach. Obie z lipca.
i siebie też pamiętam jako ukochaną córę Alusię.
Z moim starszym braciszkiem Andrzejkiem.

Alusia tymczasem urosła i sama została babcią. Nie do wiary. Matyldzia ma już roczek.

Ewci roczek był cztery miesiące temu.
Dzięki Ewci i Matyldzi mam znowu odwagę na jakieś szaleństwa, one muszą mieć dziadka! Szczególnie Matyldzia, bo Ewcia już  jednego ma. I jak wam się  podoba? Spytam po szekspirowsku.
All the world's a stage,
And all the men and women merely players:
They have their exits and their entrances.

I zakończę Tuwimem:
Rzuciłabym wszystko, rzuciłabym od razu, osiadłabym  jesienią w Kutnie lub Sieradzu...i dumała długo w lęku i tęsknicy: czego ja tu szukam w Kutnie lub Łęczycy?
Coś wymyślę, nie na darmo jestem mistrzynią improwizacji. I zapomnijcie o Herostratesie. Nie mam bynajmniej na myśli swoich starych znajomków ze stowarzyszenia szkoły średniej czy emeryckiej grupy nauczycielskiej.
Wróciłam niedawno ze spotkania karnawałowego Chreptusów. I takie różne refleksje się pojawiły. Stowarzyszenie prężnie działa. Towarzystwo zawsze przednie. A za dwa tygodnie z emerytami na Bal w Savoy`u. Takie ekstrawagancje i zbytki w Lublinie.
PS, 15 marca- umiera Wojciech Młynarski w wieku 76 lat i kto zaśpiewa Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę, W co się bawić? i Jesteśmy na wczasach? Stanowczo za wcześnie nas opuścił. Mój ojciec też zmarł w wieku 76 lat. Ale róbmy swoje.



wtorek, 15 listopada 2016

Zocha, Janka, Margareth i moi Anglicy.


Pewne chwile w życiu są takie oczywiste, ale z trudem akceptujemy ich nieuchronność. Tak z perspektywy swojego wieku  przypominam sobie  moje dwie, już nieżyjące wychowawczynie z liceum, które znacząco wpłynęły na moje życie./Cytaty angielskie dla reklamy naszej szkółki językowej, można pominąć:) Głównej myśli posta to nie zakłóci/
Pani Janka Bińczak była niewątpliwie piękną kobietą, zawsze nienagannie ubrana w eleganckie wąskie spódnice i obcisłe sweterki, podkreślające jej szczupłą i  bardzo zgrabną sylwetkę.   Ciemne włosy średniej długości  miała lekko ułożone, takie w stylu lat 30. W jej strojach dominowały  kolory zieleni i brązu, takie kolory ziemi powiedzielibyśmy teraz, ekologiczne. Może to miało podświadomy związek z jej zawodem? W moim  liceum  była wieloletnią nauczycielką biologii. Uczyła mnie przez trzy lata i była też od III klasy moją wychowawczynią . To ona doprowadziła nas do matury.
W szkole byłam typem wzorowego ucznia, uczyłam się chętnie i ambitnie, ponadto tzw. praca społeczna  na rzecz  innych też była  moją pasją. Jako gospodyni klasowa miałam okazję wykazać się organizacją ciekawych imprez, a do tego była potrzebna  odpowiednia współpraca z wychowawczynią. Janka zawsze akceptowała moje pomysły i wspierała mnie  w ich realizacji. Nieraz odwiedzałam ją w domu i byłam pod dużym urokiem jej gustownie urządzonego salonu.
Na lekcjach biologii bałam się profesorki, była bardzo wymagająca, taka ostra i bardzo zdyscyplinowana.  Taka w stylu Margareth Thatcher, która wtedy dochodziła do władzy.
 Moi angielscy znajomi tak wspominają Żelazną Damę:
          I am afraid that I do not share any enthusiasm for Margaret Thatcher, nor can I see any redeemable characteristics in this vile creature whatsoever. I do not consider her "brave" in confronting the NUM and other trade unions, she was simply a sociopath and a philistine to boot. I am an ardent believer in the absolute necessity of strong trade unions; I have the empirical examples of both the UK and the U.S. to demonstrate just why they are utterly essential.
Na lekcjach angielskiego dużo ostatnio rozmawialiśmy o Żelaznej Damie, a ja skorzystałam z opinii moich angielskich znajomych. Zawsze imponowały mi mocne kobiety. A moje nauczycielki, o których chciałam wspomnieć, należały do wyjątkowych osobowości.
England had a very polarized perspective on Thatcher. You either loathed or idolized her; there was no middle ground. Of course this was predicated upon and across class and geographic faultlines. The relatively impoverished, industrial North (plus South Wales) bore the brunt of her ideologically fuelled destruction, while London and the genteel Southern counties worshiped her as she freed people from the social contract and endorsed the "greed is good" mantra. Her exact contemporary in the US, Ronald Reagan, carried out an identical programme throughout the 1980s and beyond. As a consequence, the social fabric of England has been ripped to shreds, quite possibly irredeemably. I personally can never forgive her for this willful, selfish crime that destroyed millions of people's livelihoods and futures and from which this country may never recover.
 Moja Pani od angielskiego, niezapomniana Zocha, też przypominała siłę lokomotywy utożsamianej ze wspomnianą pani premier. Kiedy z Anglikami  nadal o tym rozmawiałam, wyrażając swoje admiracje wobec M. Thatcher, oni odpowiadali:
                Apologies for my anti-Thatcher tirade. It is an extremely sensitive subject for us, probably given our age and social background. People of our generation grew up with a wonderful health service (NHS), free at the point of use to all, regardless of income or means. So many aspects of the post WW2 consensus, social democratic welfare state such as libraries, decent education, museums, dental care, pensions, bus and rail links were taken for granted without due recognition that these wonderful gains were only achievable at the cost of millions of deaths. Post Thatcher, so much of these social programmes (to me the hallmark of a civilized society) have been deliberately and systematically dismantled post Thatcher and her TINA sophistry. As such, we are now facing social regression back to pre-war times of gross inequality and mass disenfranchisement. As usual, the mainstream media play their key role of engineering and cultivating social compliance. I personally find such dynamics to be both monumentally depressing and profoundly upsetting.

Janka od biologii, czasami nazywana "Kaczką"  zatrważała i rządziła. Pytała nas po kolei, według swoich zasad, których nigdy nie odkryliśmy. Biologia, chociaż fascynujący przedmiot, nie należała do moich ulubionych. Ale genetyka była pasjonująca.
Ponad wszystko   pamiętam Jankę jako wychowawczynię  i nasze wspólne  rozmowy przed klasowymi imprezami. Najbardziej udaną była dyskoteka andrzejkowa z chłopakami z technikum. Zaprosiliśmy wtedy klasę V eu, my byłyśmy w klasie III. Wyjątkowo przystojni chłopcy zawrócili w głowie niejednej z nas. Tańczyliśmy przy dźwiękach piosenek Abby. Janka  obserwowała nas z bardzo dyskretnej odległości. Impreza była w świetlicy szkolnej i patronował jej ten sam napis „ Non scholae sed vitae discimus..”.
Naszą niezapomnianą przygodą była  3-dniowa wycieczka do Zakopanego. Pani była tam jakby  naszą starszą koleżanką. Nie pamiętam, żeby nas kontrolowała w pokojach i tzw. wolnym czasie. Tamtego maja . jedna z naszych koleżanek popełniła samobójstwo. Całą klasą żegnaliśmy ją parę dni przed tą wycieczką, chociaż wtedy chodziła już do innej szkoły. Janka prosiła nas, aby szczególną opieką otoczyć Elę W., która wówczas była w wielkiej przyjaźni ze zmarłą koleżanką
Na wspomnianej szkolnej wycieczce. Pani Janka miedzy uczennicami. Śnieg w maju nad Morskim Okiem. I ja po prawej w sweterku z owczej wełny. A jaki był drogi wtedy!
.
Jankę ostatni raz widziałam w dniu Jej 80-tych Urodzin. Wyglądała świetnie, z dyskretnym makijażem nadal czarowała swoim intelektem i nienagannymi manierami. Wiedziała, co u mnie słychać i tym mnie urzekła.  Szkoda mi tylko upływających lat i tego filozoficznego uspokojenia.  Sama zagrożona nieuchronnym przemijaniem, ubolewam, że śmierci zaprzeczyć się nie da. Tak mi się zdaje, że przystojna Janka/ nie wyszła za mąż/ do końca okazywała dużo namiętności do życia, była taka aktywna i ciekawa naszych doświadczeń, ale  świadoma odchodzenia i gaśnięcia.
Zocha” natomiast  była moją wychowawczynią w I i II klasie liceum i nie zawaham się powiedzieć, że w bardzo dużym stopniu  wpłynęła na kształt mojego życia. Przez wiele lat była nauczycielką języka angielskiego,  jedyną  w latach 70-tych w naszym hutniczym mieście.
Z byłymi nauczycielami i uczniami spotykam się co 5 lat na zjazdach szkolnych. Piszę tu.
Dawni i obecni nauczyciele II LO. 2014 rok.


Z kolezankami z IIc. Zabrały nam Zochę jako wychowawczynie, bo stworzono klasę z rozszerzonym angielskim. Ewenement w tamtych czasach.
Języki obce fascynowały mnie od dziecka. Wszystkie języki. Jako dziecko pojechałam do NRD-do Cottbus i Budziszyna. Tam zetknęłam się z językiem dolno-łużyckim. Kiedy ostatnio opowiedziałam o tym mojemu szkolnemu Profesorowi "Higginsowi", był zadziwiony i stwierdził, że
 I had no idea that ancient Lusitania was centered in modern day Poland and that is was ultimately overrun by the Pomeranians. Lusitania was the Roman name for Portugal, hence de Camoes' "Os Lusiadas" and my own initial confusion. As mentioned before, British people's understanding of European history is wretchedly woeful, myself included. It is also very confusing given that many regions share the same names; i.e. Galicia in NW Spain and Poland. There are may historical countries and territories that have since been absorbed into modern nation states and are now just footnotes in history. Bessarabia, Circassia, Wallachia, Transylvania, Rumelia, Carinthia, Podolia, etc. British people know next to nothing about the history of France, Germany or Italy let alone countries further afield. Come to think about it they know precious little about British history either. As George Santanyana presciently noted "Those who forget history are condemned to repeat it". Such is the innate curse of humankind
Języki obce bardzo mnie zawsze pasjonowały. Umiejętność posługiwania się nimi wydawała mi się zawsze czymś niezwykłym, darem prawie cudownym. Tłumaczenie wprost, natychmiastowe znajdowanie odpowiedniego słowa i wyrażenia było i nadal jest dla mnie dowodem najwyższej sprawności umysłowej. A jeszcze przerzucanie się  z jednego języka na drugi bez żadnej widocznej trudności to intelektualne prestidigitatorstwo! I opanowanie tej sztuczki  rozbudziła we mnie kiedyś moja ubóstwiana profesorka!
W tamtych czasach,  Zocha na tle naszego biednego miasta, rodem z proletaryzowanego PRL-u , była uderzającą osobowością  oraz indywidualnością wykraczającą poza socrealistyczne schematy i nie pasującą do żadnego wzorca.Prezentowała elegancję i szyk  jak  w amerykańskich filmach. Miała dyktatorski, nie bardzo znoszący sprzeciw sposób bycia, jednocześnie finezję dowcipu nie tkniętą siermiężnością tamtych czasów.Fascynowała inteligencją, urodą i niesamowitą błyskotliwością.  Była dla mnie, dla rozmarzonej nastolatki, sawantki in spe oknem na świat,  krystaliczną wodą na pustyni / sans exageration/, bo głęboko wierzyłam, że  językowa pasja zmieni moje życie, będę podróżować, poznawać ludzi z całego świata i prowadzić la vie mondaine.
Z Dominiką na The Mall- alei prowadzacej do Buckingham Palace w przeddzień urodzin Królowej.

La vie mondaine chez Madame Tussaud`s.
 A następnego dnia takie tłumy. Pomp and pageantry. Love it. Londyn obecnie się spauperyzował, jak my za komuny, hehe,prawie.  Ale nadal to najbardziej kosmpolityczne miasto w Europie.

I pojechała Her Majesty w lilowym kostiumiku.

I tak też się stało, zwiedziłam tyle wspaniałych zakątków na świecie i poznałam niezwykłych ludzi, a ostatnio zwierzyłam się ze swoich planów i oto , co usłyszałam;
Interesting that you would like to travel on the Trans Siberian Express. I think that it would be an amazing experience, particularly Lake Baikal for me. Buenos Aires would also be great, as I really like tango music and much of the literary and cinematic culture.  Patagonia would be very interesting given the remote location, dramatic scenery and strange wildlife.
Znajomość angielskiego była czarodziejską różdżką pożyczoną od mojej ulubionej profesorki.  I am sorry with regards to my evident deficiency in coherently articulating my thoughts about my childhood and my heuristic adventures in epistemology. I love the English language as it boasts the widest vocabulary  at over 2 million words (the average Brit sadly only uses up to 100,000 of these however). I try and learn new words every day through my constant reading and recent great examples include apricity (the warmth of the winter sun) and jentacular (an early breakfast). The purpose of my musings and related digressions was to provide some contextual background as to my thoughts on different subjects. 

Oryginalność i niepowtarzalność zachowań pani Świątkiewiczowej, jej powiedzonka stały się legendą. Przez całą swoją karierę pedagogiczną zachowała styl wielkiej damy,  była wspaniała, wyniosła, bo pewna swoich umiejętności, jakby przełożona na pensji dla dobrze urodzonych panienek.
Wycieczka do Warszawy w połowie lat 70. Zocha wesoło się uśmiecha. Z tych dziewczątek wyrosły prawie same nauczycielki. Obok Zochy po lewej profesorka od historii pani Alicja Sokołowska.

A ja od zawsze prezentowałam dobry humor, a te dwie czarnulki koło mnie i poniżej wyrosły potem na  piękności.
 Zocha budziła podziw i siała strach, dobrze o tym pamiętam.  Była perfekcjonistką, wymagała od siebie i innych, tępiła głupotę i esprit d`escalier /płaskie umysłowości/ i łacińskie przysłowie z Horacego odi profanum vulgus et arceo było z pewnością jej credo. Zmarła w wieku 92 lat.
    
Mój nowy profesor Higgins/ tak, tak, ten z Pigmaliona:))/ sprawia mi tyle intelektualnych przyjemności. Sam twierdzi:  Our discussions always give me plenty of food for thought and contemplation. Your comments with regards to my question on critical pedagogy make perfect sense. I am aware that life under the Soviet yoke was a brutal experience, most particularly when Stalin usurped the reins of power. Here in the "west", we were of course subject to a never ending media narrative as to the evils of communism (sans the inherent nuances and contradictions), while I read Solzhenitsyn, Orwell, Koestler, Kundera, Klima, etc, as well as many samizdat novels and works. The Prague Spring and the Hungarian Revolution of 1956 were never far from mind. I viewed things first hand in 1977 when I traveled to Russia and saw the dour, resigned faces of people, the overwhelmingly palpable sense of fear and suspicion, the empty shelves in stores and supermarkets, the dashas of the party apparatchiks and the Berezka shops. A few years later I traveled around Bulgaria and witnessed similar dynamics.  I am politically on the left and identify most strongly with anarcho-syndicalism as expounded by the likes of Rudolf Rocker and Noam Chomsky and central to the philosophy of both the IWW and the CNT in the Spanish Civil War. This to me represents the greatest potential for a fully-functioning and inclusive society, all though I recognize that it is wholly unrealistic in the barbaric and unforgiving world that we live in. As such, the best option to me is socialism, as it proffers an optimal outcome for the greatest number of people and protects the least fortunate members of society (always the first place to start). 
Chyba socjalizm utopijny , hehe.
A co do Trumpa. Też ciekawie to ocenił.
Trump's victory in the US election was not a surprise at all to me; I actually won quite a few bets from American friends who were convinced Clinton would prevail. They were simply transfixed by the media echo chamber which as ever is there to disinform and confound. No one actually likes Trump or Clinton; it was primarily a gestural rejection of a system that has abjectly failed the majority of people for decades.  The super rich elite have continued to inexorably prosper at the direct expense of everybody else, a dynamic that is similar around the world. I hate both candidates, which in a country of 350 million represents a gross indictment of the system in and of itself. From a realpolitik perspective however, I would marginally prefer the infantile narcissist Trump over the psychotic warmonger Clinton.
 Ja też jestem nauczycielką i to już od 34 lat. Mam nadzieję, że też zainspirowałam pokolenia. Nie będę skromna, dowody szacunku i podziwu  często są moim szczęśliwym udziałem. A najlepiej się bawię,  gdy moi uczniowie- obecnie dorośli panowie- na uwagę, że znamy się ze szkoły, mówią,  że tak - siedzieliśmy w tej samej ławce, Tacy komplemenciarze! Bo czy ja się tak bardzo zmieniłam? Pytanie retoryczne, haha. Nie ma to  jak dobry nastrój.
Zdjęcie, bagatela, sprzed prawie 40 lat.

A ja nadal mam te same włosy i uśmiech. Ta mała dziewczynka powyżej to Małgosia, moja młodsza siostra cioteczna- w rózowych adidasach. A z drugiej strony moja córka Dominika z Matyldzią. Upodabnia się do mnie.


niedziela, 31 maja 2015

Co za tydzień!

Ostatnio guciamal pisała o Nulla dies sine linea i zgadzałam się z nią w całości, bo natura horret vacuum. Ja z kolei czytałam Schopenhauera, który radzi prowadzić dziennik. To sposób, aby zastanowić się nad każdym przebytym dniem-co się robiło, jakie przychodziły myśli. Ważne w pisaniu dziennika jest wybrać i utrwalić jakiś szczegół- bodaj jeden, bo inaczej dzień upłynie bez zaczepienia. Chodzi o tworzenie  "zaczepów czasu", aby dzień nie prześlizgiwał się po powierzchni bez śladu.
 I tak chciałam opowiedzieć o moim  minionym aktywnym  tygodniu. W niedzielę  przyjechałam  do mojego  lokalu wyborczego za 5 dziewiąta wieczorem. Wracałam z Opola, Zdzieszowic i Bytomia. Uczestniczyłam w pięknym spotkaniu rodzinnym z okazji  jubileuszowych urodzin cioci Zosi- najmłodszej siostry mojego ojca, które odbyło się w Bytomiu, a potem odwiedzaliśmy rodzeństwo cioteczne mieszkające w niedalekiej odległości.
Ciocia z szampanem, obok kuzyn Zygmunt ze swoją rodziną.

Jola z Żagania wznosi toast, obok mąż Alek.
Rodzeństwo mojego ojca, a było ich wszystkich sześcioro, pozostali  już nie żyją, we wczesnych latach 50-tych wyjechało z kieleckiego na tzw. ziemie odzyskane. Ciocia Andzia do Żagania, wujek Józek i ciocia Marysia do Wrocławia, ciocia Jasia do Namysłowa, a Zosia do Zabrza / Heidenberg/ najpierw, potem została w Bytomiu. Tam pobrali się z partnerami z różnych odległości, z dawnej polskiej Ukrainy, spod Warszawy i też z kieleckiego.
Nestorka rodu z najbliższą rodziną i dwiema szalonymi tancerkami- siostrzenicą i bratanicą.
 Mój ojciec został w okolicy ojcowizny, w Sandomierzu, bo najpierw był w wojsku, a potem zaraz poznał moją mamę w Sandomierzu, a ona chciała być koło swoich rodziców. Moje rodzeństwo cioteczno-stryjeczne również weszło w związki małżeńskie z partnerami pochodzącymi z różnych odległych miejsc i backgroundów.
 To stanowi obecnie absolutnie wspaniałą mieszankę towarzyską. Spotkania z nimi są wyjątkowym doświadczeniem i zapadają głęboko w pamięć.
Fancy party w Opolu 6  lat temu. Takie małe zdjęcia, bo to z "naszej klasy" jeszcze. To była impreza!

  Bo tak wszyscy spotykamy się co 2-3 lata z okazji okrągłych urodzin, ślubów dzieci czy pogrzebów niestety. Jeden z naszych kuzynów to właściciel współczesnych latyfundiów, Zygmunt studiował w US i w innych krajach. Jego urok jest powalający, a chociaż nasze pokrewieństwo jest odleglejsze, to nasze stosunki są bardzo bliskie.
Kuzyn Zygmunt z żoną Anią, a kawa na pierwszym planie:) Pamietam jak mój ojciec juz 15 lat temu mówił, ze u Zygmunta lepiej niż u dziedzica Włostowa  przed wojną i tak bardzo się wzruszał szczęśliwy  tym faktem.
 To zasługa naszych wszystkich rodziców, którzy obok bliskości z rodzonym rodzeństwem, też często i chętnie spotykali się ze swoją cioteczną rodziną. Mam pewność, że ta rodzina jest i będzie zawsze dla mnie ogromnym wsparciem.

Orszulka ze swoją bratową z Niemiec, w głębi ciocia tańczy z synem Krzysiem. Piszę Orszulka, bo tak się na nią mówi w rodzinie.
To nie do wiary  jaka przyjaźń i sympatia nas łączy, jakie pasjonujące dyskusje prowadzimy i jak szalejemy na parkiecie, albo biesiadujemy przy stole.
Grażynka z Opola szaleje z Zygmuntem.

Dorotka- wnuczka jubilatki ze swoja przyszłą bratową Angelą.

Suchy Bór i Zdzieszowice ze mną. Się działo.
 A jedna kuzynka ma ogromną firmę kateringową i imprezy u niej to każde jak weselisko. Może też zaprosić na jacht i dalej hajda sterniku na Mazury do Dominiki, albo gdzieś jutro popłyniemy daleko....Kuzyn za płotem swojej posiadłości ma  otwarty basen miejski, wygląda jakby wszystko należało do niego, i żartujemy jakie to Rysiek wygodnie życie sobie stworzył.
Rysiek ze mną, kiedyś podobny do Stana Borysa a teraz do Piotra Szczepanika, bo taką dedykację otrzymał od wodzireja.
  Kryte małe  baseny to jakby norma u moich kuzynów:) Mamy też Niemca w rodzinie- Christofa z Bytomia, Francuzkę- Margueritte z Wrocłwia , oboje za granicą od lat 80. Ja prawie Angielka, chciałoby się:) tylko muszę pomieszkać trochę w UK, żeby dostać prawa po mężu i taki melanż  bardzo ubogaca nasz wzajemne koligacje, koneksje i interakcje!
Wnuczka jubilatki ze swoją rodzinką. Młodszy  Ignaś podobny do synka  mojej koleżanki blogerki Amishy

Suchy Bór i Żagań się bawi!

Nomen omen cztery siostry,  od lewej- rodem z Namysłowa, Żagania, Ostrowca i Bytomia.
 Mamy literata w postaci mojego brata, który z rodziną się wprawdzie nie spotyka, ale przynajmniej pisze książki z regionu naszych rodziców, mamy nawet  ciekawych innowierców, inżynierów po przejściach, siłę fachową z Urzędu Skarbowego, księdza i nauczyciela. I Orszulkę, która została na posiadłości naszych wspólnych dziadków, a tam zdecydowanie imprezy są najlepsze, bo tyle wspomnień, śmiechów, spacerów po wsi zatrzymanej w czasie, a potem chlup do basenu, żeby obmyć nadmiar wrażeń.
I takie smakołyki też pijemy:)))) Prosto z holenderskich coffee shopów.

 I teraz cytat z Kapuścińskiego, do ktorego wróciłam ostatnio. Ja jak guciamal też zawsze zakreślam ciekawe fragmenty z książek.
Wybór otoczenia, środowiska jest ważny, gdyż przecież nie tylko my oddziałujemy na innych- inni także oddziałują na nas, narzucają nam wzorce zachowań i w dużym stopniu decydują o poziomie naszego życia.
W usta wujka Józka z Wrocławia można by włożyć te słowa: Nie zajmuj się głupstwami. Głupstwo, błahość ściąga cię w dół. Nie daj się. Trzymaj się pazurami wierzchołka. Uprawiaj wspinaczkę, uprawiaj  kult góry. Do naszego  Bartka odnosi się to metaforycznie i praktycznie, i też do naszych wszystkich młodych dzieci.
 Tak, ponieważ potrzebna jest wzniosłość, niezgoda na miałkość, na małość, na zniżanie się do banału. Ale osiąga się to nie przez jałowy opór, zwykłe odrzucenie, ale przez zajmowanie się myśli ważnymi, istotnymi problemami, rozważaniami, refleksją nad losami człowieka i świata.
To był weekend wyborczy, my też  nie wchodziliśmy do  toczącej się rzeki pseudo-spraw. Nie obniżalismy treści i pułapu swojego myślenia. Ale brzmi, hehe. Chociaż w sprawie biednych emigrantów z Afryki i Syrii były podzielone zdania i to mnie oburzyło.
80 lat cioci Zosi uczczono znakomicie! Szkoda, że nasi Rodzice nie doczekali takich pięknych  jubileuszy. A ukochana Ciocia Andzia z Żagania odeszła parę miesięcy temu w wieku 83 lat.

Akurat  temat emigrantów też poruszałam  w czasie innego spotkania w tym tygodniu. Do mojego miasta przyjechała comeniusowa wymiana dzieci i nauczycieli z Grecji i Portugalii. Spędziłam z nimi unforgettable time and amazing experience- słowa dzieci stamtąd. W krótkim czasie od razu się zaprzyjaźniliśmy się i poczuliśmy więź  z powodu tych samych zawodów i społecznikostwa, które jest bardzo charakterystyczne dla nauczycieli starszego pokolenia. A sprzyjało też temu spożywanie ouzo i porto, oraz wspólne śpiewy i tańce.
Song contest już w autobusie. Urocze Portugalki.
Do Portugalii mam szczególny stosunek z powodu erazmusowego studiowania  córki Dominiki w Universitade de Algarve, a Grecję też odwiedzałam kilka razy, a kto by nie znał Grecji?! Mój śp.ex- mąż mieszkał tam prawie rok, byłam na weselu grecko-polskim i w ogóle... Przygotowałam sobie słownik portugalsko- grecki z rozmówek  i dostawałam brawa za wszystkie próby mówienia, a szczególnie za desculpe per condiciones meteleorgicos- padało cały czas i było bardzo zimno, brrrr. Dla nich gorzej niż w zimie. Dziewczynki greckie - Irene, Maria, Adriana wzięłam najpierw za Portugalki
Irene rozmawia przez telefon. Powiedzialam do niej Irene Papas, a nauczycielka do mnie wow! Wiele jeszcze innych rzeczy przypomniałam sobie o Grecji w związku z Eleni, Persami, Maria Callas itd itp
 i uczyły mnie wymowy- chamo me Alicia, come estas, muito prazer, a sua saude, delicioso itd, one też się uczą w szkole portugalskiego i się nie zorientowałam na poczatku,że to Greczynki:)
I rozpoznalibyscie, ktorzy Grecy, a którzy Portugalczycy? Dwie panie z lewej  i wyżej Portugalki- Augusta,Fernanda, Filomena,Christine i Fleribelle, na górze Greczynki-  Silvana, Marija,Lemonia,i oczywiscie Eleni - z długimi czarnymi włosami- piękna kobieta, w srodku Polki oprócz tej w szaliczku- Portugalka.
Abrigado i efaristo mówilismy sobie bez przerwy.
A to śliczniutki Portugalczyk w koszulce z polskiego EuroCup z koleżankami.
 Dzieci znad M.Śródziemnego mają podobną urodę, bo dorośli już inaczej wyglądają.
Greczynka Silvana. Ale jej było zimno cały czas. Na obiedzie w Swiętokrzyskim Dworze w Nowej Słupi. Ouzo w małych kieliszkach widzicie?
. Ciao, adio na pożegnanie już było takie międzynarodowe. Kocham takie spotkania, z ludźmi podobnych środowisk poprzez wspólne doświadczenia nawiązuje się automatyczny kontakt. Rozmowy z  ludźmi przenikliwymi,  o gruntownej wiedzy, znającymi  historię, zależności społeczne są nadzwyczajne, bo w przeciwnym razie mijamy się jak zupełnie obcy, chociaż będziemy rozmawiać, to i tak się nie poczujemy. Nie zbliżymy się swoją kulturą, czymś nieuchwytnym i nieokreślonym, ale łączącym nas. Wizja świata wielokulturowego stawia wysokie poprzeczki. Ludzie sobie z tym nie radzą. Ja sama to u siebie obserwowałam w kontakcie z tymi, powiem niegrzecznie, ograniczonymi dla mnie niektórymi obcokrajowcami. Z nauczycielami entuzjastami na wymianach zawsze czułam się rewelacyjnie, sama kiedyś organizowałam wyjazdy do Anglii, jeszcze przed Unią. Wtedy to była logistyka!
A kontynuując tydzień  przygotowywałam się do angielskiego wyjazdu, odpowiadałam na oferty pracy  "ilesz,  ilesz"/ pamiętacie ten węgierski zespół?/ , rozmawiałam z ginekologiem po angielsku. Bardzo go  zadziwiło moje nazwisko:))) Imprezowałam z koleżankami. I nawet coś pracowałam w firmie Lancer o 8 rano, fajna nazwa nie? Mnie się bardzo podoba! Dawno nie miałam tyle w sobie entuzjazmu.
 Żeby było trochę więcej niż mało, ale trochę mniej niż dużo./pieniędzy/
C u in UK.




czwartek, 7 maja 2015

Alejki przyjaciół.

 Post z kolejnej inspiracji- moich przyjaciół z różnych etapów życia, szczególnie Bożenki z Wadowic.
Mieszkam teraz na Kochanowskiego. Ile razy przechodzę od Biedronki wzdłuż Kopernika, mijam skwerek na skrzyżowaniu ze Wspólną, i wtedy za każdym razem przypominam sobie Małgosię, moją bliską przyjaciółkę. Pod ten skwerek, nazywany kiedyś "Małpi gaj"- pewnie z jakiejś obfitości przyrody, odprowadzałyśmy się latami, gdy ja mieszkałam na Polnej, a ona na Orzeszkowej. Wyliczyłyśmy krokami, że to w połowie odległości miedzy naszymi domami. Małgosia była nieprzeciętnie inteligentna, dla mnie zachwycająca zupełnie. Uczyłyśmy się razem wszystkiego, szczególnie języków obcych, ona mi dużo pomagała. Byłyśmy takie urocze blondyneczki.  Pod  osobliwym urokiem i wpływem Małgosi pozostawałam przez wiele lat.
Na obozie harcerskim w Ciekotach, ziemi Żeromskiego, zwróćcie uwagę na nasze najmodniejsze wtedy drewniaki zakupione za ciężkie pieniądze w Warszawie. Moje były żółte!!!, ale nie miały wysokiej platformy. Dżinsy typu teksasy, jakies gospodarstwo rolne w tle, ale buty musiały być na obcasach i to jakich.

Moje obecne mieszkanko znajduje się też zupełnie niedaleko od innego skwerku, na Kopernika 5, obecnie parkingu koło konkurencyjnej szkoły językowej i sklepu, jakby dawnego Społem, bo te ekspedientki z tamtej epoki. Po maturze, właściwie po egzaminach wstępnych na wyższe uczelnie siedziałyśmy tam na ławce z jakimiś przystojniakami i zakłócałyśmy ciszę nocną. Ktoś wezwał milicję, a jakże, milicję obywatelską. Trudno się przyznać, hehe, ale jestem córką milicjanta wychowaną w dyscyplinie i  pewnie dlatego stałam się  potem taka rebellious. Ojciec był akurat na noc w dyżurce i  koledzy przyjechali na interwencję. Spisali nas, wypełnili swoje milicyjne notatniki/ jak to się nazywało?/ i pojechali. Czuję  się w obowiązku dodać, że mój szanowny rodzic jeszcze przed stanem wojennym był na emeryturze, 30 lat z wojskiem i ani dnia dłużej.
Z ojcem rano się nie widziałam, żeby uniknąć konfrontacji, bo postanowiłyśmy z Małgosią jechać do Krakowa. Ojciec miał słabość do Małgosi, bo jej matka pracowała w prokuraturze, a on miał z nimi kontakty.  Ona wtedy nie dostała się na studia w pierwszym terminie i składała papiery do odwołania. Mama dała mi jakieś pieniądze, coś miałam od dziadka z Sandomierza,  ja dostałam się w końcu na studia, znikłyśmy na 2-3 dni.  Muzea, wystawy, dyskoteki, pod hasłem utile dulci miscere.
Słynny sylwester u moich rodziców- kolezanki licealne. Ja z lewej. Pamiętam ten sznur pereł:) Małgosia z palcem w buzi, ona była zawsze prowokacyjna. Nie ma Ewy na zdjęciu, a przecież tam była.
 Najważniejsze, że odwołanie na studia zostało przyjęte.
Ostatnią moją urodzinową majówkę spędziłam także z licealną koleżanką, jak wiele innych wcześniejszych urodzin spędzanych w poufnych zebraniach wśród licealnego koleżeństwa. Często z Ewą przy "rozgaworach".
 Te zagraniczne urodziny z Misterem gdzieś się rozpłynęły we mgle. Bo brytyjskie, w Yorku, Nottingham, Scunthorpe podczas wymian rodzinnych czy Szkocji, zostają w głębokiej pamięci.
Bożena mieszka w Wadowicach i to samo mówi za siebie.

Ale tutaj w Kalwarii Zebrzydowskiej. Na zdjęciu poniżej Bożenka jest z prawej strony koło chłopaka. A ileż lat zleciało..
 W Wadowicach  najpierw szczęśliwie wyszła za mąż, a trochę potem postarała się o uroczego synka, teraz przystojnego studenta prawa. Następnie życie się potoczyło i to szczególnie omówiłyśmy, chociaż i tak regularnie się spotykamy u jej Mamy na Polnej w "liniowcu", czy u mnie, gdzie tam mieszkałam.
Nie wierzę, że prawie staję się święta:) Bóg lubi nawracających się i zostańmy przy tej koncepcji.
Przed Muzeum Karola Wojtyły w Wadowicach.
 Wyjątkową mi sprawia przyjemność odwiedziny w tych szczególnych dla katolickiej Polski miejscach.
W Kalwarii Zebrzydowskiej, oczywiście z Papieżem. Takie zimno było  2 maja w moje urodziny.

Z Bożenką wspominałyśmy dawne czasy i moją Małgosię nieodżałowaną, szkoda, że Ewy nie było z nami, że Mariolka stała się bardzo odległa. I jej siostra taka chora.
Co za stare zdjęcie znalazłam, przyjaciółki z liceum- harcerki- na zabawie choinkowej dla dzieci, gdzie byłyśmy organizatorkami. Ja- ta sierotka na dole.

Wystarczyło umalować włosy, zrobić makijaż i z sierotki stała się moja ulubiona MM:)
 Ale ja zorganizuję wspólne spotkanie nie za długo. Nasze zasłuchanie, zapatrzenie, cały sentymentalny czas, przypomnień tego, co już nie ma, to momenty zadziwiające, jak Małgosia, którą po raz ostatni widziałam w gustownym kostiumiku w kratkę, całą  w swoim stylu.
Małgosia zmarła na nowotwór w pewien grudniowy dzień w 2007r., mieszkała wtedy w Łodzi.  Zostawiła Adę i Edytę, a Darek na zawsze pozostał wdowcem. W cyklu taka miłość się nie zdarza.
W grudniu zmarła też  moja studencka przyjaciółka Iwona, z którą przeżyłyśmy niezapomnianą dwumiesięczną wyprawę do Indii, Nepalu, Pakistanu i Bangladesh. Takie lifetime holiday! Mam zamiar o tym napisać dla pamięci ofiar Nepalu. W grudniu odeszła również Ela Sołtysowa, nasz psychologiczny guru.
Alejką przyjaciół jest uliczka koło mojego liceum im. Chreptowicza, teraz też koło parkingu. Wszystko teraz koło parkingu się rozgrywa, bo samochód stał się drugim domem.  Pamiętamy z drobnymi szczegółami, co kiedyś się rozgrywało. Uliczka słyszała tyle licealnych westchnień i planów na życie. Tak wiele się spełniło, studia, małżeństwa, romanse, podróże, kariery, dzieci i teraz wnuki. I najlepiej to dostrzegamy na zjazdach szkolnych organizowanych co 5 lat. Pisałam o tym tu.
Na ostatnim zjeździe szkolnym dwa lata temu- niektorzy przedstawiciele z klas mojego rocznika. Ja druga z lewej koło Bodzia.

Wszyscy wtedy  byliśmy rodzajem 'parvenu` i nasza zabawa w wysokiego lotu snobizmy odróżniała nas od proletariackiej szarzyzny i siermiężności  naszego hutniczego miasta.
Kolejne alejki przyjaciół były na Stawkach między blokami do SP nr14 i mojej językowej szkółki, gdzie jestem obecna od ponad 20 lat. W podstawówce było 10 klas w roczniku, ilu nauczycieli i uczniów!. Teraz wszyscy przemykają samochodami albo wyjechali do Anglii.
Niektórzy z Anglii wracają, jak Beatka np. Pracowałyśmy razem w 12-tce. Nowa Dębowa Wola też jest ścieżką przyjaciółek. Z lewej moja ukochana siostra cioteczna Małgosia.

Moje przyjacielskie alejki znajdują się we wszystkich miastach akademickich, szczególnie Krakowie, Warszawie, Lublinie i na naszej prowincji w Kielcach i Rzeszowie, gdzie odwiedzałam  swoich przyjaciół studentów, potem niektórzy  tam zamieszkali i życie różnorako się toczyło.
Impreza w akademiku na zakończenie studiów. Ja jako  blondynka oczywiście.
Nawet prawie Wałęsa nam polewał i te papieroski wszechobecne. Danusia -w środku mieszka w Grecji, Ela- nauczycielka w podkarpackim.
 Do Wadowic przyjeżdża się na kremówki i widzi się tu cały świat katolicki. Najwięcej egzotycznych gości pochodzi z Filipin. A europejskich z Włoch. Malutkie miasteczko, a takie kosmopolityczne.
Kawa z pianką też świetna. Siedziałyśmy tu  z Bożenką i obserwowałyśmy lokalny festyn w Dniu Flagi.
Wadowice. Centrum miasteczka. Mój długi majowy i urodzinowy weekend był absolutnie wyjątkowy. Pojechałyśmy też do Krakowa, bo  syna-studenta odwoziliśmy.
Żeby uspokoić moich wielbicieli, powiem, że ta  moja nostalgia to absolutnie żadna melancholia czy przygnębienie. Wręcz przeciwnie, szykuję nowe plany, nie może być inaczej, jestem osobą zadaniową, ale już zawsze będę doceniać moje życie rodzinnym mieście, bo był czas, że za bardzo się dystansowałam.
Weteran zmierza ulicą Grodzką. Jest rano ok 10. Później ulica wypełniła się tłumami.