Moja lista blogów

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje córki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje córki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 sierpnia 2025

Obowiązki w rodzinnym mieście.

 I wakacje dla mnie się skończyły.  Wróciłyśmy z wnuczką do naszego rodzinnego miasta. Teraz to dopiero kołowrotek się zacznie. Mieszkanie w dwóch, a nawet trzech miejscach i do tego  czwarta nasza szkoła, którą trzeba rozruszać na nowy rok szkolny. Dla naszej rodziny nasza szkoła językowa to jak dom. A moja trzecia córka😀 Wspominałam wcześniej, że już 30 lat istniejemy na rynku i prawie w tym samym miejscu.  Doskonała lokalizacja między trzema dużymi osiedlami, brak innej szkoły językowej w okolicy sprzyja  pomyślnemu trwaniu i rozwojowi przez lata.  Aczkolwiek  dzieci w szkołach państwowych coraz mniej, a młodzi dorośli  już doskonale przygotowani językowo w pracy, skoro gdzieś tam zostali przyjęci. Przeżyliśmy różne etapy, ale potrafiliśmy się w porę przystosować. W ostatnich  latach sporo zajęć z nauką naszego ojczystego języka dla obcokrajowców i z różnymi dorosłymi, którzy  podkształcają się na swoje podróż. Również dziadkowie, żeby rozmawiać ze swoimi zagranicznymi wnuczętami.

Dobrze, że jedna z córek przejęła biznes, z którym była od dziecka, zaczynając od roznoszenia ulotek i klejenia plakatów w latach 90.

Ja unikając "trzeciego wieku" chętnie nadal pracuję w szkole, uczestniczę we wrześniowym rozruchu. I nieraz się zdarza, że moi dawni uczniowie przyprowadzają  swoje wnuczęta. I zawsze słyszę : nic się pani nie zmieniła😀 
Będę zajęta nie tylko rozpoczęciem naszej szkoły, ale również  wnuczętami, szczególnie wkrótce wysyłaniem Matyldy do regularnej szkoły. Jej "islandzka" matka wróci dopiero za miesiąc, gdy już rozliczy się ostatecznie z pracodawcą i pożegna Islandię. Nie wiem jak tego dokona, bo ja cały czas czuję ogromną tęsknotę za tym krajem. Chętnie odprowadzam wnuczkę do szkoły pilnując ją  z daleka, bo to była kiedyś moja szkoła podstawowa. Również pracowałam tam w młodości. To moje zajęcie, od dwóch lat z przerwami, gdy Matylda wyjeżdżała do Islandii.
Powrócę potem wspomnieniami do moich ostatnich sierpniowych dni na Dolnym Śląsku, szczególnie do muzeum Gerharta Hauptmanna i wizyty koleżanki blogowej. Niektóre książki pisarze poruszyły mnie do głębi, ale dawno temu w młodości, szczególnie "Hanusia".  A on sam w pewnym sensie przypominał mi Jarosława Iwaszkiewicza. Chcieli obaj błyszczeć na salonach i przyjaźnili się ze znienawidzonym reżimem, gdy pozostali przyjaciele po piórze wybrali emigrację. Ich podobieństwa to także przyjaźń z młodszymi literatami, Hauptmann z Mannem, a Iwaszkiewicz z Miłoszem. Jarosław był kilka razy nominowany do Nobla. Dobrze dla niego, że nie doczekał  października  1980, gdy Miłosz dostał Nobla. Zmarł w marcu.
Gdy przyjechałam,  to dla dobrego nastroju obejrzałam sobie  filmy z Alainem Delonem, w rocznicę jego śmierci,  Śmierć człowieka skorumpowanego, Trzech ludzi do zabicia i Uderzenie. Tego trzeciego filmu nie wyświetlali  u nas, bo   "momenty były". Z całkowicie gołą aktorką, z prawdziwą czarną "pussy". Filmy z lat 70-80. to zupełnie inna stylistyka. Spokojne, refleksyjne zawsze z dobrą muzyką, a bohater - Alain Delon zwykle ginie na końcu. Pamiętam, jak płakałam za nim, gdy oglądałam te filmu w młodości. 
Wrócę do aktywniejszego blogowania za miesiąc, gdy znowu pojawię się gdzieś poza rodzinnym miastem..
PS 
Miałam na myśli swoje posty. Do Was będę zaglądać, bo tęsknię.💓
Moje elaboraty pochłaniają nieraz parę godzin pracy😅, a teraz jestem zmęczona obowiązkami. Trzy tygodnie szybko zlecą i mam nadzieję na nową przygodę.

piątek, 22 września 2017

Najlepszy adres w miescie.

Takiej długiej przerwy w pisaniu nie miałam nigdy wcześniej. Nawet w Anglii pisałam posty na smartfonie, a teraz tak zeszło. Już nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie powrócę do blogowania i odwiedzania moich blogowych kolezanek..
Trzy miesiące trwało kilka różnych przeprowadzek, zmian pracy w naszej rodzinie, czy operatorów internetowych, które zakłóciły nasze zwykłe bytowanie. Dominika z Matyldzią długo żegnały się z Olsztynem i przez Świętokrzyską Polanę w Zagnańsku, znalazły się na Kochanowskiego, Magda ze Słonka pojechała na Jaśminową, a ja z Gajówki i Kochanowskiego na Słonko. I tym sposobem wylądowałam pod najlepszym adresem w mieście, jeżeli by rozpatrywać blokowe rezydencje, hehe. Wszystko mam w zasięgu, park, miejsce pracy, banki,urzędy, miejskie i powiatowe, parę  mniejszych supermarketów, lekarzy, dentystów, basen, mały bazarek z najświeższymi dostawami, super sklepy mięsne, kilka zakładów fryzjerskich i kosmetycznych, kościół, poczta, restauracje, bary i co tam jeszcze? Proszę dopisywać kto wie. Dla mnie wszystko. Nie muszę używać samochodu. Tzw. Słonko jest teraz centrum miasta prawie, budowane z głową na początku lat 70. jest oddalone od ulicy i bardzo ładnie zagospodarowane. Mieszkałam tu kiedyś z rodzicami i taki powrót pod ich niebiańską opiekę bardzo mi odpowiada. To chyba będzie już mój ostatni adres w Ostrowcu, chociaż w świecie to na pewno nie.
Tak po kolei wg wpisów na facebooku. Piękny pogodowo czerwiec najbardziej uroczysty był w dniu moich imienin, ale bynajmniej nie z tej okazji. Dominika się obroniła i uzyskała tytuł magistra inżyniera w zakresie zarządzania gospodarką wodną, ochroną środowiska wodnego i weterynarią rybną.
Sądząc z uśmiechow wszyscy sie cieszyli.
Obrona w czwartek, a w sobotę już do pracy.  Zachęcam do wizyty, całe wakacje tam spędziła, a ja zabawiałam się z Matyldzią. Oceanarium w Zagnansku koło Kielc i cały kompleks turystyczny.
to tutaj
Moje blogowanie ostatnio stało się takie rodzinne i urzeczywistnia się, co jest najważniejsze w moim życiu, aczkolwiek przebłyski moich   upodobań uwidoczniają się także.  Iwaszkiewicza w Stawisku  po drodze do Olsztyna musiałam odwiedzić i zakupić parę książek. A teraz po raz kolejny czytam Sławę i chwałę, to takie moje estetyzowanie i Szymanowski jako Edgar,
Gabinet pisarza w Stawisku.
Moje małe gwiazdeczki rosną i są absolutnie cudowne. To wspaniale obserwować ich rozwój. A te cztery miesiące różnicy jeszcze teraz są widoczne i to jest bardzo zabawne oraz rozkoszne.
Na początku lipca, Ewcia zajęla krzeseło Matyldzi.

Czytamy książki.

Takie było gorąco w połowie sierpnia. Golaski z babcią.


Mamy swój domek, a Ewcia znowu zajęła wózek Matyldzi, sama się do niego wspięła.

 Magda  na swoje 33.urodziny i rok po ślubie przeprowadziła się do własnego domu, to zdecydowanie znakomite osiągnięcie w tym chrystusowym wieku.
W jadalni z widokiem na kuchnię.
Z okazji różnych rocznic zakończenia mojej edukacji odbyło się parę koleżenskich imprez, z czego najmilsze było spotkanie przyjaciół ze szkoły podstawowej nr2 im.T.Kościuszki. Prześcigaliśmy się pamięcią o naszym patronie, widać, że sami wzorowi uczniowie się spotkali:) Kolega -oficer straży miejskiej  pamiętał, że Kościuszko dostał Order Cincinnati z napisem "Omnia reliquit servare republicam" i nie uwierzycie, ale recytowaliśmy wiersz Na Krakowskim Rynku  wszystkie dzwony biją, cisną się mieszczanie z wyciągniętą szyją, na Krakowskim Rynku tam ludu gromada, Tadeusz Kosciuszko tam przysięgę składa.  
Mieliśmy doskonałych wymagających nauczycieli. Taka niezwykła więź i  zażyłość może byc tylko możliwa, gdy spędzi się ze sobą lata szkolne i dzieli wspólne podwórko. Podobnie na spotkaniu licealnym popisywałyśmy się znajomością dzieł literackich oraz umiejętnościami wnucząt. I tak absolwentki, które się zebrały, to same późniejsze nauczycielki, hehe. Bo spotkanie akurat odbyło sie w zakończenie roku szkolnego.
Przyjaciele z podstawówki dwójki, głównie z ulic Iłżecka, Polna i Mickiewicza, bo to czasy tzw.rejonizacji. W upalny lipcowy dzień skryliśmy się w kamiennych murach.

Klasowe koleżanki z okazji 40-lecia matury! Unbelievable. W restauracji koło mojej szkółki, bo widac nasze muralia. W tej samej sukience mi się nawet trafiło.
Kolezanki z 12stki w gościnie u mojej bratowej, tez z 12stki! Szkoły już niestety nie ma, podobnie jak wspomnianej dwójki, ale nauczycielki zostały i ile wspomnień. Zlikwidowano 5 szkół w moim miescie w ostatnich latach. Powstały w tym miejscu stowarzyszenia, i budynki są wykorzystywane.
Z moją uczennicą na wspominkach. Obecnie tez nauczycielka i prężnie zarządza lokalną szkołą.

Na balu absolwentów różnych roczników mojego liceum. Tu ze starszymi kolegami,  znakomitymi tancerzami, widać to z wiekiem przychodzi.
Lato trwało, a ja wybrałam się nad nasz kochany Bałtyk, nad którym nie byłam 13 lat! Od 2005 do teraz spędzałam wakacje nad innymi morzami, ciepłymi i czasami bez fal, zupełnie nie orzeźwiały i na ochłodę trzeba było chodzić do klimatyzowanych pomieszczeń. Bałtyk się ucieszył z mojego wyboru i obdarzył mnie wyjątkową pogodą. Gdy tylko przyjechałam do Jastrzębiej Góry, przeszłam się odwiedzić Zeromskiego w Rozewiu. Nasz krajan na Pomorzu, zawsze mnie to wzrusza i ten Wiatr od morza.
Niezła fotka mi się udała, nie?

Z Żeromskim nostalgicznie.

"Morze zmywa nieskończonym chlustem cokolwiek w duszy człowieka jest bojaźnią wobec tyrana lub wobec tłumu, cokolwiek jest przesądem, zabobonem, co jest zastarzałym błędem myśli, z choroby lub głupoty narosłym.
Morze odmywa i odkurza wszystko, co jest przemijające, podatne, słabe, sypkie, co się da odłamać, oderwać, rozprószyć.
To, co po pracy tych fal w człowieku postanie, jest już naprawdę trwałe i niewzruszone jak skała" . Takie smętkowe myśli Żeromskiego znalazłam.

Molo w Juracie. Już żadnej bojaźnie we mnie nie ma, świat nalezy do mnie. Trzeba dobrze odczytywać klasyków.

Tak się cieszę. Z pewnoscią morze mnie obmylo i odkurzyło, to, co przeminęło. Żeromski miał rację.

"Od morza w tym roku powiało silnie. Wokół Wybrzeża skupiały się myśli całej Polski. Tu gromadziły się trudne do przewidzenia  chmury. Potem prognoza poprawiła się. Powiało. Wiatr od morza. Wiatr w żagle."
Tak to już jest, że dzieła sztuki, książki powstałe niekiedy przed wiekami nagle aktualizują się, zyskują na znaczeniu. Tytuł morskiego, wybrzeżańskiego eposu Żeromskiego podzielił ten los. Stał się hasłem wywoławczym. Trafną metaforą czasu przemian. Jego szklane domy też wybudowano. Kocham Żeromskiego jak Iwaszkiewicza za piękny, staroświecki język, jak również wypełniony oryginalnymi, wyszukanymi neologizmami. Ta latarnia poniżej też go inspirowała.
O potędze krzyzackiej Żeromski też pisał, a ja pierwszy raz pojechałam do Malborka. Dziesiątki  razy byłam w młodości nad morzem, czy na Warmii i Mazurach. Widziałam tak wiele innych krzyżackich zamków, najczęściej tego rozpowszechnionego przez Sienkiewicza w Szczytnie, ale dziwnym trafem omijałam Malbork. Et, voila, here Iam:
I nasze piękne upalne wakacje trwały, gdzie tylko byłam, czy w domu, czy gdzieś na wyjeździe towarzyszyło mi słonce. Już nawet miałam tego dosyć, bo  cały czas też się przeprowadzałyśmy i nieprzerwanie te rzeczy trzeba było pakować, znosić i wynosić, i bezustannie sprzątać.
Dominika pracowała w wakacyjnym kurorcie, a ja podróżowałam z Matyldzią po koleżankach i rodzinie. I obowiązkowo co weekend u Magdy.
Bajkowy domek mojej kolezanki.

Matyldzia odpoczywa wśród kwiatów nad Kamienną.
Takie smieszne minki na selfie.

Taki mam namiocik! U Karoliny i Weroniki.
Wreszcie upragniony najlepszy adres w mieście stał się moim udziałem i delektuję się najświeższym towarem warzywno-owocowym ze Słonka, tudzież innymi smakołykami piekarniczo-mleczarskimi. Cząstka pepieuxowskiego domu znalazła tu miejsce nawet.
Brakuje paru butelek wina.

z francuskiego vide greniere za 10 euro, hehe.
Małe panieneczki rosną i już do naszej szkółki przychodzą, tyle się tu dzieje na nowo.
W biurze.
Koniec wakacji dla nas, to nowe wyzwania i inspiracje. Nigdy mi nie żal, że się kończą, naprawdę! Uwielbiam, gdy pojawiają się nowi klienci, nasi uczniowie młodzi i starsi.
Tak pilnie słuchamy.
 W obfitości materiał do kształtowania i szlifowania, do zabawy psychologicznej i wyrażania poglądów. Już wiem, że z Tomkiem i Łukaszem będę miała dużo pedagogicznej satysfakcji.
I fb na tapecie, jak wszędzie w biurze...


sobota, 25 lutego 2017

Zapomnijcie o Herostratesie.

Ileż ja się naszukałam, żeby znaleźć autora sztuki Zapomnijcie o Herostratesie. Na polskich stronach  nic nie ma. Oglądałam tę sztukę wiele lat temu w Teatrze Narodowym, a Herostratesa grał Zbyszko z Bogdańca, czyli Mieczysław Kalenik. Już wtedy, chociaż miał zaledwie trzydzieści parę lat, był tęgawy i przysadzisty. Nic nie zostało z dawnego Zbyszka. Sztukę napisał  genialny rosyjski dramatopisarz Grigorij Gorin, znalazłam jego  nazwisko na angielskich stronach. Jego aforyzmy przeszły do potocznego języka i w czasach pierestrojki był uwielbiany za swój niebanalny język. Niestety zmarł w 2000r, w wieku zaledwie  60 lat.
Zapomnijcie o Herostratesie napisał w 1972 roku i za niedługo potem grali go na polskich scenach.
Całe swoje życie używałam  metaforycznie tego tytułu w odniesieniu do osób, które wypadły z mojego towarzyskiego obiegu. Tak dla siebie, bo niewiele osób mnie rozumiało, bo pomimo wszystko, tak jak w sztuce, gdy narzucają nam zapomnienie, tym bardziej pamiętamy. Ale ja używałam tego tytułu dosłownie, nie w relacji do sztuki.
Szkoda mi i nie godzę się na to,  że z pewnymi ludźmi  bardzo oddaliliśmy się, albo zmieniliśmy się tak bardzo , że niemożliwe jest porozumienie między nami. A poniektórych trzeba po prostu zapomnieć.
Nawet wybranym na blogowisku już nie chce się być on-line. Tak mi szkoda, bo przyzwyczaiłam się do nowego koleżeństwa.
  Inni odeszli na zawsze i kilkoro już z grona moich najbliższych znajomych. Moja przyjaciółka z Rzeszowa Iwona,  taka  cielesna i piękna, towarzyszka moich indyjsko- nepalskich przygód. Mąż lekarz , a ona umiera na serce. To nie mogło się wydarzyć, a jednak.  A Małgosia?  Sexology professor, prócz tego wybitna intelektualistka w naszym towarzystwie, Niemyte dusze i Ballada bezludna. Wabią tam w zaświatach wiecznych młodzieńców.
 Odczuwam szczególną nostalgię, gdy umierają artyści, z którymi byliśmy od dziecka. Często są w wieku Rodziców, których nie mam już od ponad 10 lat. Wydawało się,  że tacy zabawni, ekscentryczni, wyjątkowi i będą nieśmiertelni. Tak długo  byli z nami poprzez kino, telewizję, radio czy prasę. Stare  satyryczne arcydziełko telewizyjne "To jest twój nowy syn" z Danutą Szaflarską i Krystyną Sienkiewicz puścili na Kulturze. Nie mogłam się napatrzyć na pięknie dojrzałą Szaflarską i młodziutką Sienkiewicz. W filmie pojawił się też Czesław Wołłejko i Bogumił Kobiela. Bobka już nie ma od prawie 50 lat i zawsze będzie niezdarnym Piszczykiem z Zezowatego szczęścia. A gdzie sobie poszedł inżynier Karwowski? I dlaczego Madzia Karwowska taka poważna i stara teraz?  Nawet Franka Dolasa zabrały nieubłagane Parki. A z jakiej racji Maria Czubaszek nie mogła nas dłużej i zasłużenie bawić swoją ekstrawagancją? Takie wszystkie śmierci nie w porę. A ja się  dziwię, jak dziecko. I francuski Michel Delpech nie zaśpiewa więcej Pour un flirt avec toi
je ferais n'importe quoi
Pour un flirt avec toi
je serais prêt à tout
pour un simple rendez vous
Pour un flirt avec toi
pour un petit tour 

Jak ja lubiłem tę piosenkę przed laty, nie wspominając nieodżałowanego Joe Dassin, którego nie ma już od 1980r. Wszyscy kiedyś  nucili Aux Champs-Élysées
Aux Champs-Élysées
Au soleil, sous la pluie
À midi ou à minuit
Il y a tout ce que vous voulez
Aux Champs-Élysée.

W naszym kraju podczas ancient regime piosenki francuskie miały uprzywilejowaną pozycję.  A innych przebojów trzeba było słychać w Radio Luxemburg. Kombatantka się odezwała. Hehe.
Nigdy nie byłam praktyczna i rozsądna i dobrze mi z tym było. Tak też dobierałam przyjaciół. Ci poukładani, racjonalni, logiczni i zdroworozsądkowi wzbudzali mój podziw nawet, ale długo nie szliśmy wspólną ścieżką z powodu bardzo odmiennego stosunku do wielu spraw. To z pewnością obydwie strony czuły podobnie.
 A teraz mam swoją nieśmiertelność w postaci  dwóch cudownych wnuczek.
Ich matki, malutkie kiedyś dziewczynki  też były ulubienicami swoich rodziców i dziadków,
Madzia i Dominisia na swoich urodzinach. Obie z lipca.
i siebie też pamiętam jako ukochaną córę Alusię.
Z moim starszym braciszkiem Andrzejkiem.

Alusia tymczasem urosła i sama została babcią. Nie do wiary. Matyldzia ma już roczek.

Ewci roczek był cztery miesiące temu.
Dzięki Ewci i Matyldzi mam znowu odwagę na jakieś szaleństwa, one muszą mieć dziadka! Szczególnie Matyldzia, bo Ewcia już  jednego ma. I jak wam się  podoba? Spytam po szekspirowsku.
All the world's a stage,
And all the men and women merely players:
They have their exits and their entrances.

I zakończę Tuwimem:
Rzuciłabym wszystko, rzuciłabym od razu, osiadłabym  jesienią w Kutnie lub Sieradzu...i dumała długo w lęku i tęsknicy: czego ja tu szukam w Kutnie lub Łęczycy?
Coś wymyślę, nie na darmo jestem mistrzynią improwizacji. I zapomnijcie o Herostratesie. Nie mam bynajmniej na myśli swoich starych znajomków ze stowarzyszenia szkoły średniej czy emeryckiej grupy nauczycielskiej.
Wróciłam niedawno ze spotkania karnawałowego Chreptusów. I takie różne refleksje się pojawiły. Stowarzyszenie prężnie działa. Towarzystwo zawsze przednie. A za dwa tygodnie z emerytami na Bal w Savoy`u. Takie ekstrawagancje i zbytki w Lublinie.
PS, 15 marca- umiera Wojciech Młynarski w wieku 76 lat i kto zaśpiewa Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę, W co się bawić? i Jesteśmy na wczasach? Stanowczo za wcześnie nas opuścił. Mój ojciec też zmarł w wieku 76 lat. Ale róbmy swoje.



środa, 31 sierpnia 2016

Ostatnie takie lato, leto z rozhazem. Part II.

W Ostatni dzien lata, też tytuł filmu, obiecałam sobie coś napisać, bo Rysiu ze Lwówka ciągle pyta, kiedy będą zdjęcia z naszych spotkań. Już są. Co to było za spotkanie! Znajomi z Rzeszowa przyjeżdżają na Dolny Śląsk, umawiamy się na FB i spotykamy się w Lubomierzu na piwie, niemalże w sąsiedztwie Kargula i Pawlaka.
W muzeum filmowym.
A potem, znajomi znajomych czyli nasi nowi przyjaciele- Ryszard i Ewa zapraszają nas do siebie. Wtedy Rakowice Wielkie stają się ulubionym miejscem na przetrwanie upałów. Już po pierwszym spotkaniu poczuliśmy bratnią duszę, a potem były następne. Dziękuję Wam. To były magiczne momenty.
A tu moje gwiazdy w Rakowicach Wielkich.

Garnki od Kargula.
Spotkanie Ewy i Ryszarda stało się wyjątkowym wydarzeniem i znacząco wspomogło mnie w  gajówkowym przetrwaniu. Jak teraz o tym myślę, kiedy za oknem nadal mocno świeci słońce, to chciałoby się wsiąść w samochód i znowu znalezć się w tej rodzinnej i krzepiącej atmosferze. A z Rzeszowa / zupełnie po drodze, hehe/ zabrać Renię i Maćka.
Tak pomidorki sobie rosną podtrzymywane przez drewniane szczapki.

Ale było gorąco i dom taki malutki się wydaje z tej perspektywy.

Hamak tak samo wygodny jak moim beach barze. Szerszy.

Grill się szykuje. Ryszard, Ewunia i Renia.

 Film Ostatnie takie lato to po angielsku  The last of the High Kings lub Summer fling. Czasy mojej matury i roku kiedy zmarł Elvis Presley, Tak mi się skojarzyło, chociaż film przedstawia młodzież w rozstrzygającym momencie, ale pomyślałam, że pewnie Gajówkę się wreszcie sprzeda i nie będzie już więcej  takiego lata i  słodkiego flirtu z rozkosznymi wnuczkami- niemowlakami. I dla mnie to lato tez jest zwrotnym momentem,   Na drugi rok  bejbusie wyrosną i będą inne radości.Tak dumam sobie, że już nie powtórzą się podobne chwile. Takie to wszystko przełomowe dla mnie, narodziny wnuczek, i to, że córki wychodzą za mąż, przynajmniej jedna już, a dla mnie zarówno zacznie się nowy etap, chociaż własciwie powinien trwać stary.
Ale wroćmy do moich gwiazdeczek.
Matyldzia kąpana na stole w jadalni.

I gdzie ja tu leżę?
 Tymczasem starsza o 4 miesiące Ewcia- 600 km od Gajówki i rośnie zdrowo ku pociesze szczęśliwych rodziców.

W Parku Miniatur- Krajno koło Kielc.

Z gajowki do Czech to tylko parę kilometrów. Nie mogłysmy sobie odmowić przyjemnosci zakupu studentskiej i róznych alkoholi, tudzież obiadu, deseru za najbliższą granicą.


Lody też muszą być.


Uwielbiam ten czeski język.

Zamek we Frydlandzie. imponujący.
Takim to sposobem mała Matyldzie była trzy razy za granicą, dwa razy w Czechach i raz w Niemczech. Obawiałyśmy się jakiejs kontroli granicznej z okazji SDM, ale nas nie zatrzymali. Matyldzia bez zadnych dokumentów przecież. Goerlitz jest absolutnie wyjatkowym miastem. Nasze modelkowe sesje przescigały się w pomysłach.



Samochód zostawiłysmy w Zgorzelcu i przeszłysmy na piechotę przez most im Jana Pawła II. Pogoda taka na zwiedzanie, nie za gorąco. W shopping centre nie przyjmowali naszych kart i musiałysmy coś sobie wypłacić w geld automat. Używanie języka bardzo mnie śmieszyło, szczególnie w kebab restaurant, kiedy nawiązałysmy bliski kontakt z włascicielem, tureckim naturlisch. Doszło do pokazywania zdjęć swoich pociech i oczywiscie sehr schon alles.
Stare Miasto.

Bardzo urokliwe te zgorzeleckie kamieniczki.

Dominika kupuje musztardy.
W miescie spędziłysmy pół dnia. Trochę na zakupach w eurolandzie i jakby niemieckim Pepco oraz w tzw, spozywczym, Dominika wyczytala wczesniej, że w Niemczech kupuje się chemię. Alors też ją zakupiła, a ja pamiatki szkolne dla naszych dzieciaków, cos z niemieckimi napisami.
Nawet książki czytałam.

Daleko im do bolesławickich, ale też ładne. Odbijam się w lustrze.

Dużo jeszcze podróży odbyłyśmy, Dolny Śląsk jest wyjątkowy, ale pogoda nie zawsze dopisywała i musiałysmy w łózkach koczować, bo było zimno.
Taki kwietnik wymyśliłam, jeszcze wedlug pewnej francuskiej książki. Skalniaczki są miedzy kamieniami zasadzone.

A tu studnia -teleskop Matki-Ziemi.
Babcia w Swieradowie.

W Świeradowie Dominika.

Matyldzia w naszym hamaku.

Gryfów Slaski. Bardzo ładny rynek.
Jelenią Górę odwiedzałysmy parę razy, ale pogoda nie sprzyjała i na ogól czas spedzalyśmy na posiłkach lub w sklepach.
Cieplice

Chata w Wolimierzu.
Na festiwalu ekologicznym w Wolimierzu.

Wrocław Główny. Dominika przyjechala tu Intercity z Kielc.

Nasz nowy kredens w jadalni.
Jelenia Góra. W głebi kościół prawosławny.
Jelenia Góra.

Chciałam koniecznie skończyć post przed 1. wrzesnia i się udało. Uzupełnię go jeszcze potem. Wie schade,jaka szkoda, chyba dobrze pamiętam? Wakacje się skończyły. Jutro do szkoły. Ich habe lust fur schokolade und drinken. Studentska i rytuał ognia z absyntem. That`s it.