Najpierw male wyjasnienie. Uzywam teraz komputeru bez polskich czcionek. Skopiowalam refleksje z maila, ktory pisalam do Jotki i Hani. Poprawki wniose potem.
Każda podróż wywołuje jakieś fermenty w duszy. U mnie to zawsze ekscytacja, a nawet chęć ucieczki. Co jest, że tak lubię opuszczać miejsce zamieszkania, przeprowadzać się, szukać wrażeń, poznawać nowych ludzi. W kontekście najnowszej książki mojego brat Cień Świętej Góry, jest prawdopodobne, ze mój charakter został ukształtowany poprzez przeżycia rodziców podczas mojego poczęcia i pierwszych lat życia. Link do brata. przy okazji. Warto go poznać. Trochę prywaty, wybaczycie.
Od 12 lat jeżdżę na Dolny Śląsk do mojego letniego domu, niby nic niezwykłego, ale tym razem zamiast na Łódź, pojechałam na Poznań. Byłam w tym mieście kilka razy, ale w latach 70. Poznałam go dobrze, szczególnie w 1979 roku, podczas kolonii letnich, a wtedy taki wypoczynek trwał 4 tygodnie. Byłam młodą wychowawczynią na studenckiej praktyce. Mieszkaliśmy w Ośrodku dla Dzieci Niesłyszących. I to było niedaleko Starego Rynku na ulicy Bydgoskiej. Codziennie spacerowaliśmy wzdłuż zabytkowych uliczek. Bardzo dokładnie zwiedzaliśmy miasto i okolice. Znalazłam stare zdjęcia, nawet kolorowe:)) Moje białe rajstopy i sandały, co za szyk:)
Nie dokonam żadnej paraleli ze stanem obecnym, bo jakby pół wieku minęło 🤣 Jedynie mogę stwierdzić z pewnością, że miasto bardzo podobało mi się wtedy i teraz. A zdjecie z koziolkami dla wnuczki.
Gdy poznałam Hanię, blogową koleżankę z Poznania, to myślałam, że studiowała z moim mężem germanistykę na UAM. Tak pięknie pisała o swoich podróżach do Niemiec i bardzo dobrze znała język Goethego. Wydawało mi się z opisów, że są w podobnym wieku. Mój pierwszy, nieżyjący już mąż był bardzo zakochany w niemieckiej kulturze. Hania nauczyła się języka od swojego taty.
Podczas wakacji okazało się, że syn Hani kupił posiadłość niedaleko naszej hacjendy w powiecie lwóweckim. Przez parę miesięcy pisałyśmy i dzwoniłyśmy do siebie. Tak zapoznawały się ze sobą gaduły nauczycielki. Na zdjęciu już w Poznaniu.
Mam parę koleżanek blogowych, których lubię czytać od lat. Niektóre poznałam w realu i stałyśmy się przyjaciółkami na odległość. Tu zawsze przypomina mi się taki dowcip, jak para randkowała online. Chłopak w końcu proponuje: spotkajmy się w realu, a dziewczyna odpowiada , u nas nie ma Realu, a może być w Lidlu?
Dowcipną, bardzo spostrzegawczą i refleksyjną Jotkę czytam od zawsze. Jej posty podpowiadają, że to autorka o ciekawej, blyskotliwej osobowości. Jednocześnie bardzo odpowiedzialna, sumienna, z pedagogicznym podejściem do życia. Bardzo chciałam ją poznać korzystając z tak sprzyjającej okazji, że ona również mieszka niedaleko Poznania. Tu juz trwaja nasze wesole konwersacje.
I tak, wracając do sedna, trzy bystre obserwatorki życia, dojrzałe, radosne i pełne życia kobiety spotkały się bardzo słoneczny październikowy dzień. Letnia pogoda jak na zamówienie sprzyjała przerywanym rozmowom. Tyle do przekazania, omówienia, wspominania. Hania, jako gospodyni zaplanowała pokazać nam uroki Rynku i Śródki. Pozowanie przed imponujacym renesansowym Ratuszem.
Najpierw trzeba było wyjść z okazałego kolejowego dworca, który mnie przypominał słynne francuskie Les Halles. Potem podjechać tramwajem. Hania zakupiła wcześniej bilety, bo kupowanie w automacie za pomocą karty zostawiałyśmy młodszemu pokoleniu 🤣
Przed Bazylika Archikatedralna Apostolow Piotra i Pawla na Ostrowie Tumskim. Na moscie Biskupa Jordana , wlasciwie to kladka pieszo-rowerowa. Ale najstarsza rzeczna przeprawa w miescie. Bardzo fotogeniczne miejsce.
Zawsze podobała mi się wielkomiejska kosmopolityczna atmosfera. Gdy słyszy się inne języki, widzi się ludzi z różnych stron świata, to bycie jego cząstką jest takie oczywiste. Uwielbiam retauracje, bistra i kafejki i rozmawiac, snuc refleksje. Zadziwil nas najbardziej znamienity mural w Polsce.
W mniejszych prowincjonalnych miastach zawsze przytłacza mnie filisterska atmosfera. Gdy tam się mieszka oczywiście, haha. To okreslenie podobało mi się jeszcze z czasów lektury pani Dulskiej, kiedy Kraków był też filisterski w porównaniu do Wiednia na przykład.:))
Dostrzegłam wiele porównań w naszych trzech życiowych postawach. Pasja w wykonywaniu pedagogicznego zawodu kształtuje wyraziste osobowości. Znajomość skomplikowanej różnorodności ludzkich charakterów, szacunek do nich, zaufanie do ludzi, niekończąca się chęć poznawania, kształcenia, umiejętność słuchania, radosny optymistyczny stosunek do życia i przemijania, ale nie pozbawiony również głębokich refleksji.
Ile takich fajnych ciekawych osób przewija się przez moje życie. Uczę się od nich, czasami pokornieję, innym razem urastają mi skrzydła.
Przyjaźnie to moje wielkie bogactwo.Hania i Jotka wsrod renesansowych kamieniczek.
Hania zaprosiła nas również do swojego domu. Staroświecki piękny zwyczaj pogaduszek przy herbacie kawie, domowych przetworach, smacznych ciastach i nalewkach. Na tarasie w promieniach jesiennego ciepłego słońca. Nie ma za dużo czasu, bo jeszcze Gniezno jest do zobaczenia. Tak się zdarzyło, że Gniezno było zawsze poza utartym szlakiem moich podróży. A tu 1000 lat Bolesława Chrobrego niedługo.
I Gniezno by night udało się podziwiać. Jotka pojechala do domu, a ja zostalam na nocleg u Hani.
A potem jeszcze kolacja i nocne rozmowy Polaków. Bo przecież każdy z nas przeżył jakieś rodzinne problemy, kłopoty. Dużo pracowaliśmy, dorabialiśmy się, żeby nie tylko mała stabilizacja, ale coś więcej. A ileż dawnych radości, wakacji. Kiedyś z ze szkolnym, studenckim koleżeństwem, potem z małymi dziećmi, obecnie z wnuczętami. W tej przytulnej jadalni, z pamiatkami w witrynkach, siedzielismy dlugo w noc. Moje ubrania na krzesle:))
A nstepnego dnia znowu w podróży. Tu w symbolicznej dworcowej poczekalni we Wroclawiu.
A mnie nadal trudno uwierzyć, że dawno już half past, i nawet też z okładem. To bylo niezwykle inspirujace spotkanie.