Moja lista blogów

niedziela, 27 kwietnia 2025

Czy reszta na pewno jest milczeniem?

      Jak u was jest z Szekspirem? Jakie skojarzenia tak na szybko?  Czy szargały was wątpliwości typu Być albo nie być? Czy  tragiczna miłość, a może zazdrość? Czy żądza władzy? Tak przywołałam najbardziej popularne motywy. A pewnie i pozostałe przyjdą na pamięć w trakcie pisania.

Podczas Akademickich Spotkań z kulturą odbyły się w moim mieście już XIII Spotkania Szekspirowskie, którego organizatorem od wielu lat  jest niestrudzony propagator tego wielkiego twórcy- dr Paweł Kaptur wspólnie z władzami uczelni ANSG. Prywatnie znam Pawła od lat.

Na spotkanie z Szekspirem Paweł tym razem zaprosił profesora UAM w Poznaniu pana  Jacka Fabiszaka, literaturoznawcę specjalizującego się w literaturze angielskiej.

Przed muralem, który powstał prawie 10 lat temu w równą rocznicę śmierci pisarza.

Panowie w lekkiej przyjemniej atmosferze w towarzystwie kilkunastu dam, tudzież kawalerów i  jegomościów rozmawiali o Szekspirze.



Profesor wspominał o początkach jego szekspirowskiej  pasji.  Udowodnił wspólnie z innymi naukowcami, że Szekspir na pewno istniał, a nawet prócz swojej literackiej pracy był „biznesmanem” tamtych czasów, tworzył rękawiczki i podobno pożyczał pieniądze na procent.  Prócz takich intrygujących rewelacji o lichwie, profesor Fabiszak  zainteresował  nas informacją o pierwszych tłumaczeniach Szekspira na język polski.  Na szerszą skalę zaczęło się to dopiero w XIX wieku , ale tłumaczenia były  z języka niemieckiego lub francuskiego i dokonywał ich doskonale Józef Paszkowski. Potem mamy już współczesne wersje- Barańczaka i Słomczyńskiego.

Profesor Fabiszak pisał bardzo ciekawą habilitację  pt. Szekspir w Polskiej Telewizji. Studium przedstawień szekspirowskich w formacie Telewizji Polskiej. Najbardziej podobała mu się Zimowa opowieść z 1977roku.

Przy tak znamienitej okazji sama miałam różne przemyślenia, z którymi chciałam się z wami podzielić. A wszystko zaistniało dzięki temu niezwykłemu  Spotkaniu.

W tym momencie może sobie oddam głos i powiem, bez zaglądania do google,  że z dzieciństwa pamiętam Poskromienie złośnicy z młodziutką Magdalena Zawadzką.  Również film z Elisabeth Tylor i Richardem Burtonem. W serialu Czterdziestolatek, który namiętnie śledzę od lat  na różnych programach, jest scena z oglądaniem w telewizji przedstawienia Romeo i Julia. Też wtedy  widziałam, a grał tam Krzysztof Kolberger. Trochę później podziwiałam uwspółcześnioną wersję Otella z Joanną Pacułą i Danielem Olbrychskim. W liceum duże wrażenie zrobił na mnie film Roman Polańskiego Tragedia Makbeta, a wspólne oglądanie Tronu we krwi w TV zawsze wspominamy z moim studenckim kolegą.

W dalszej części panowie rozmawiali o Szekspirze w odniesieniu do pop-kultury. Filmowych ekranizacji jest mnóstwo i powstawały od początku istnienia kina. Z czego najpopularniejszy jest Hamlet, dosłownie i w luźnych nawiązaniach. A o nim samym to film Zakochany Szekspir.


 Sama sobie też rozmyślałam. Pamiętacie w  Vabank- źle się dzieje w państwie duńskim? Pozostałe najpopularniejsze utwory to Romeo i Julia- musical West Side Story,  Makbet,  Otello, Król Lear, Antoniusz i Kleopatra- film z Elisabeth Tylor i Richardem Burtonem.  Nawet w westernach, kiedyś moich ulubionych,  motywy władzy, zemsty, przeznaczenia, konfliktu społecznego, miłości są bardzo szekspirowskie.  Tytuły, imiona bohaterów i cytaty stały się częścią mowy potocznej w każdym języku, są w reklamach, rozprawkach, wykładach.  Natura ludzka się nie zmieniła, a nikt tego nie wiedział lepiej niż Szekspir. Bo któż z nas nie używa  cytatu:

 być albo nie być oto jest pytanie, jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą  znosić pociski zawistnego losu,

 czy też stawiwszy czoło morzu nędzy przez opór wybrnąć  z niego, umrzeć zasnąć i na tym koniec.

Tłumaczenie Paszkowskiego.

Tłumaczenie Barańczaka.
  

Kto nie mówi o zakochanym- ale z ciebie Romeo, gdy zazdrosny- nie bądź taki Otello, czy nie rozważamy o  Hamletowskich dylematach,  piękną noc nazywamy snem nocy letniej. Takimi cytatami upiększamy nasze wypowiedzi:

 są rzeczy na niebie i na  ziemi, o których nie śniło się naszym filozofom, -Hamlet

 ludzie są tacy jak czasy,-Król Lear  

życie jest tylko przechodnim półcieniem, - Makbet

w tym szaleństwie  jest  metoda,-Hamlet

  niech ryczy z bólu ranny łoś, zwierz zdrów niech przebiega knieje, ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś, to są zwyczajne dzieje -Hamlet

  zdaje mi się, że widzę, gdzie? przed oczyma duszy mojej.-Hamlet. Mickiewicz nawiązywał w balladzie Romantyczność 

Wracając  jeszcze do naszego wykładu. Panowie mówili również o  Szekspirowskim  szlaku turystycznym. Taka ciekawostka, a najpopularniejsza destynacja to Stratford-upon-Avon,  miejsce urodzenia pisarza, 

Przewodnik, który kupiłam sobie podczas pobytu w lipcu 1997r.

Londyn- teatr Globe- miejsce pracy,  Verona i Elsynor w Danii czyli  Helsingor.  Miałam przyjemność podążać tamtymi śladami, cały świat tam przyjeżdża. Tak  wspaniale działa mit literacki.

Poniżej Dom Julii w Weronie, ale to wiadomo tylko  postać literacka. W Weronie autentyczny jest natomiast  doskonale zachowany amfiteatr z I wieku n.e, trzeci największy we Włoszech. Podziwiałam miasto we wrześniu 2022.




Nad rzeką Avon- w głębi  Królewski Teatr Szekspirowski. 1997r.


Dom Anny Hathaway- żony pisarza. 1997r.

Zrekonstruowany Dom  Urodzin Szekspira.1997r.


premiera w 1992 roku, ale ja byłam później.

W kuluarach  opowiadaliśmy o sztukach Szekspira, na których byliśmy w teatrze. Znalazłam program Hamleta, który widziałam pod koniec lat 90. Znakomita obsada. Spójrzcie. Ale z tego co pamiętam, to dziwne było to przedstawienie. Jakby współczesne. Podobał mi się Marek Walczewski, bo on zawsze szalony, Zobaczyłam dawno niewidzianą Ewę Żukowską i myślałam, że to Jadwiga Jankowska-Cieślak.

Bilet za 15 zł, fajnie. To zaraz po denominacji pewnie. 

 Spotkania Szekspirowskie w moim mieście to rozmowy z fajnymi ludźmi.

Reszta jest milczeniem.

Zapraszam do refleksji na szekspirowski temat. Guciamal guciamal z pewnością mnie nie zawiedzie, jeżeli chodzi o przedstawienia😀.



środa, 23 kwietnia 2025

"Tyle sztuki w całym mieście"

 Asumptem do napisania  tego postu był  z kolei post na Instagramie, gdzie zamieściłam zdjęcia z parku wspomnianych potem rzeźb i w ciągu dwóch godzin osiągnęłam prawie tysiąc wyświetleń. https://www.instagram.com/reel/DIrT-0CM4yO/?igsh=YmxmeGFuMDk4OHUz  

To mnie zainteresowało i sięgnęłam w przeszłość.


    To jedno z ulubionych miejsc w moim mieście. Gdzie się nie obejrzę, to widzę bliskie mi przestrzenie. Nawet parking jest na mojej dawnej szkolnej bieżni, gdzie przewróciłam się  w siódmej klasie na lekcji wuefu i szkło mi weszło w nogę. Mam brzydką bliznę stamtąd, która teraz przypomina żylaki.  Od jakiegoś czasu zastanawiałam się czy rodzicom wypłacili  wtedy jakieś ubezpieczenie😀. 

Oprócz swojej szkoły podstawowej, widzę też szkołę średnią. A za obecnym budynkiem ZUSu  dostrzegam mój blok. Dawna Polna 52f. Ale miałam szczęście w dzieciństwie i nastoletnim czasie. Do jednej szkoły miałam 100 metrów, a do drugiej może z 50.  Do liceum nikt nie miał bliżej.  Koło podstawówki stoją jeszcze dwa inne bloki. To tamci mieli bliżej. Wąską uliczką między liceum, a wspomnianą bieżnią szło  się do osiedlowego parku i placu zabaw. Wokół parku, wzdłuż ulicy Polnej wybudowali wieżowce,  a po drugiej stronie wzdłuż Kopernika stały czteropiętrowe bloki. W środku zostawili parę domków.

Z prawej strony liceum, z lewej podstawówka.

 Park pod nazwą 25-lecia PRL powstawał w tamtych dawnych czasach dzieciństwa, gdy moje miasto rozwijało się entuzjastycznie pod radosnym hasłem nowego sekretarza Aby partia rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej. Przez park odprowadzałam do domu licealną koleżankę z klasy. Siadywałyśmy na ławkach i gadałyśmy bez końca, tak zwykle wyglądają dziewczyńskie pogawędki. Koleżanka mieszkała przy Orzeszkowej, ale odprowadzałyśmy się do skrzyżowania ze  Wspólną. Gosia nie żyje już od wielu lat.

Przychodziłam tu również ze swoim młodszym rodzeństwem ciotecznym, gdy zamieszkali w wieżowcach przy Polnej. Zdarzało się, że plac zabaw był odnawiany ku radości dzieciaków.

Od moich facebookowego znajomego dostałam takie ciekawe zdjęcia z początku lat 70. Jedno to pocztówka. Teraz widać jak zieleń pięknie zdobi przestrzeń. Rosła przez 50 lat.



Pewnego roku po  szkolnych wakacjach, gdy przeszłam do liceum,  park zamienił się w Centrum Pompidou, wtedy modna budowla i o niej słyszałam,  lub bardziej Centrum Rzeźby Polskiej Orońsko.  Taka niezwykła nowoczesna sztuka go przyozdobiła. I sztuka stoi do dzisiaj.  50 lat. 

Ewunia

Tamtego lata 1973 roku odbył się  w moim mieście z prawdziwym rozmachem pierwszy plener rzeźbiarski, w którym wzięło udział kilkunastu studentów krakowskiej ASP. Działali w dwóch grupach. Pierwsza realizowała rzeźby w kamieniu i oni stacjonowali w Częstocicach, a druga w metalu i oni realizowali prace w hucie. Prawdziwe hutnicze perełki stoją również do dzisiaj. Dawni studenci, to obecni profesorowie uczelni i artyści.

A ja również od pół wieku  kontynuuję swoje spacerowanie w tym rejonie. Dawna uczennica, studentka, matka, żona, obecna babcia, nauczycielka kilku pokoleń.

Rzeźby w głębi i stara fontanna.  Młode mamuśki w latach 80.

Plac zabaw był miejscem refleksji nie zawsze szczęśliwej  młodej mężatki, kiedy ukrywała łzy przed córeczką na huśtawce. Też zamieniał się w strefę zwierzeń z koleżankami, gdy dzieci bawiły się na karuzeli czy w piasku. Rzeźba  matki z dzieckiem stała się strażnikiem ich rodzin.


Upłynęły kolejne lata, a moje małe córeczki stały się same matkami , a ja babcią. Spaceruję tu z wnuczętami.

W tym akurat czasie, gdy rodziły się moje wnuczki, lokalny pasjonat sztuki Wojtek Mazan założył Stowarzyszenie  Kulturotwórcze Nie z tej bajki i rozpoczął wiele pozytywnych akcji w naszym mieście. Stworzył Mapę ostrowieckiej sztuki, gdzie przedstawił blisko 40 obiektów artystycznych, na których można poznawać historię sztuki współczesnej. Rozpoczął wydarzeniem pod fajnym tytułem Tyle  sztuki w całym mieście, a spacer śladami  współczesnego modernizmu ruszył spod „słoneczka”, gdzie moi rodzice mieszkali ponad 20 lat. A obecnie mieszka jedna z córek z wnuczką. Tak  pisze Wojtek blog, a ja za jego zgodą nawiązuję do  postów tego  młodego pasjonata sztuki.

Moje wnuczęta dwa lata temu z naszym słonkiem.

W dalszej kolejności-  mówił Wojtek Mazan - zależało nam na odnowieniu  rzeźby Trapezohedron.  Jej autorem był Kazimierz Bąk artysta i charyzmatyczny pedagog państwowego ogniska plastycznego wychowawca wielu artystów wywodzących się z Ostrowca. Rzeźba powstała w 1974 roku w ramach odbywających się w mieście przez kilka lat   plenerów rzeźbiarskich studentów ASP w Krakowie. To wówczas powstała większość rzeźb, które można spotkać na ostrowieckich ulicach, a  największe zagęszczenie jest w parku w okolicach ul Kopernika. Kazimierz Bąk wówczas student 4. roku wykonał z białego kamienia wieloboczną bryłę geometryczną ustawioną na jednym ze swoich rogów. Taka bryła nosi nazwę trapezohedron i w dawnych czasach przypisywano jej niepokojące symboliczne znaczenie. Ciekawostką jest, że niemal identyczna bryła znajduje się na słynnej grafice Melancholia Albrechta Durera z 1514 roku. Ważne dla nas jest również i to, że podczas tego pleneru Kazimierz Bąk po raz pierwszy pojawił się w Ostrowcu i postanowił się tu osiedlić. Fakt ten miał niezmiernie ważny wpływ na rozwój życia artystycznego naszego miasta./ Echo Dnia- A.Śledzińska/


Bryłę tę mijam, gdy idę do mojego ulubionego sklepu komputerowego, z którym współpracujemy jako szkoła od początku działalności. Zamieściłam w kolorze z tamtych lat, razem z naszym "liniowcem" na Polnej, sztandarowym budynkiem lat 70. gdzie przyjeżdża do Mamy moja  licealna przyjaciółka Bożena. Ona też miała blisko do szkoły😀 Odnowiona 10 lat temu rzeźba na nowo jest zniszczona.

Przechodzę również koło metalowego Koguta, rzeźby  Barbary Świstackiej –Nowakowskiej z 1973 roku odnowionego przez OSM. Dzięki akcji Wojtka Mazana  zalśnił nowym złotym blaskiem w 2014 r.

Minęło 10 lat i Kogut już nie lśni złotem. Znam innego Koguta, który lśni😁

Te kolorowe kółka zawsze zwracały uwagę mojej wnuczki, bo to genialny plagiat  rzeźby  Juliusza Woźniaka znajdującej się w Elblągu i powstałej w 1965 roku. Nawiązuje do tradycji Pierwszej Awangardy z postulatami społecznego i powszechnego udziału w tworzeniu. W Elblągu zastosowano eksperyment współpracy rzeźbiarzy z przemysłem. Należy podkreślić, że to nie był socrealizm. To neoplascytystyczne  kółka.

Koło tej rzeźby natomiast  przechodzę codziennie zmierzając do sklepu, przychodni lub Biedronki, a kiedyś ten skwerek  nazywano „małpim gajem” i do niego odprowadzałyśmy się z koleżanką. Liczyłyśmy kroki między naszymi blokami i tuta j wypadała połowa odległości. Między Orzeszkową 5, a Polną 52F. To rzeźba Stanisława Magdziaka z 1974 roku, wówczas studenta, a dzisiaj artysty rzeźbiarza.

Pozostałe rzeźby towarzyszą nam w zimie i w lecie, podczas spacerów, ćwiczeń, odpoczynku, czy też zwykłego przejścia z Kochanowskiego, gdzie czasami  pomieszkuję,  na Słonko, gdzie pomieszkuje córka. 

Matyldzia


Pomyśleć, że kilkadziesiąt lat upłynęło mi w tej przestrzeni, chociaż szczęścia szukałam daleko w świecie.


poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Moja nowa "praca".

 Ja to mam szczęście. Są takie mądrości facebookowe  w stylu jeśli kochasz to, co robisz, to nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu. 

To ja tak mam. Tylko ciekawe skąd pieniądze? Jeśli się nie pracuje😁  Dzisiaj wspomnę o pobocznej formie mojej działalności, którą ostatnio wykonuję z wielką pasją.  Jest związana z przebywaniem w innym kraju. Mówi się, że podróże kształcą... ale głównie wykształconych. Bo jeśli użyjemy naszych władz intelektualnych we właściwy sposób, dowiemy się zawsze więcej o kraju naszej podróżniczej destynacji. Rozmawiamy z ludźmi, znaczy lokalsami, ale jeśli nie znamy języka,  no to nie porozmawiamy. Ani  z miejscowymi, ani z turystami innych krajów, żeby dowiedzieć się dlaczego wybrali akurat ten kraj na wakacje, albo co im się najbardziej  tutaj podoba i dlaczego. A my nie mamy potrzeby  rozmawiać z obcymi ani ochoty.

 Z pewnością wiele informacje możemy znaleźć w  przewodnikach, googlach,  w opiniach, sprawozdaniach, blogach itd. Jestem przekonana, że ciekawiej jest samemu się dowiedzieć. Nawiązać z kimś jakiś kontakt, poznać się podczas wyrażania zachwytu nad kolejną atrakcją. Ale najczęściej jesteśmy skupieni nad swoją komórką, gdzie zamieszczamy kolejne obrobione zdjęcie, czy sprawdzamy swoje itinerary. Nawet już rzadko prosimy, żeby ktoś nam zrobił to zdjęcie, tylko wdzięczymy się do selfie.

A jeśli tylko zaproponuje się zrobienie komuś tego zdjęcia, i to w różnych pozach,  to jaka wdzięczność od razu. Już opowiadamy sobie o wrażeniach i ustalamy stolik w muzealnej kawiarni, żeby pogadać.

Ogromnych spustoszeń  umysłowych dokonała literatura przewodnikowa. Tak zabawnie kiedyś napisała Olga Tokarczuk. Trzeba samemu pielgrzymować i doznawać wrażeń. Bo każde doświadczenie jest inne.


Takie przydługi wstęp à propos mojej nowej pracy. Urządzam prelekcje na temat Islandii  i z ogromną przyjemnością opowiadam o tym kraju, a wiem już o nim sporo. I stale doświadczam czegoś nowego.

Ten kraj został we mnie. Zahipnotyzował mnie całą. Spotkanie typu prezentacja jest bardzo popularną formą na wszystkich konferencjach. Prelegenci często nie mogą oderwać się od ekranu, nerwowo szukają pilota,  bo w komputerze wszystko jest zapisane. Ja opowiadam, a w tle lecą zdjęcia w pokazie slajdowym.  Przynoszę dużo rozmaitych pamiątek, nawet coś do zjedzenia. Najbardziej cieszę się z interakcji.


Będąc  nie młodą już nauczycielką, trawestując dawne trójkowe wyrażenie, człowiek przyzwyczajony jest do tego, że cię słuchają, patrzą na ciebie, ale czasami rozmydlonym wzrokiem. A tu nie. Zadają pytania, dyskutują, zgłaszają się do odpowiedzi, nie zgadzają się, argumentują.  I zachwycają się. Ale fajnie💋.  Pamiętam, gdy na początku lat 90. zaczęłam uczyć angielskiego, to  byłam cała wypełniona entuzjazmem. Teraz czuję się podobnie opowiadając o Islandii. Zawsze bawiło mnie nietypowe i nietuzinkowe działanie. Opowiadam o Islandii nawiązując do książek ich jedynego literackiego noblisty Haldora Laxnessa. Najbardziej interesują mnie, prócz nieziemskiej przyrody,  kwestie antropologiczne i socjologiczne.


Jestem prawie pewna, że niewiele osób, nawet interesujących się Islandią, zna  książki tego twórcy. Dzieła pisarza uważa się za staroświeckie, a one mają niezwykłą mądrość w sobie. W końcu noblista. Gdy czytałam jego powieści przed wyjazdem do Islandii, nie rozumiałam ich przekazu. Dopiero pobyt tam, obudził mój podziw do jego geniuszu. Wzięłam głęboki oddech i zachłysnęłam się tym magnetycznym krajem. Opowiadam o swoich wrażeniach będących sumą namiętności, emocji mojej duszy. Pojechałam tam po raz pierwszy po przebytej ciężkiej chorobie, odwiedzałam córkę i wnuczkę. Moje postrzeganie, prawie jak u Kanta, sięgając nie tak dalekosiężnie.😀 Zawsze lubiłam Kanta i jego imperatyw kategoryczny i idealizm transcendentalny😀


O przyrodniczych cudach wyspy wszyscy słyszeli. Zdecydowanie najbardziej zachwyca lodowiec, bo  rzeczywiście jest rzadkością i niewiele osób odwiedza Arktykę. Jaka jest flora i fauna wulkanicznej wyspy, ciekawostki kulinarne oraz o napojach wyskokowych i dlaczego państwo jest takie bogate? Jak traktują niechcianych emigrantów, jeśli takowi są i w ogóle obcych? Jakie mają bogactwa mineralne prócz geotermii? Jak się odczuwa dzień czy noc polarną? Czy na Islandii jest początek i koniec świata? Najczęściej pytają. 

Czy macie jakiś kraj, czy miejsce w naszej ojczyźnie, o którym lubicie opowiadać w towarzystwie? Za którym tęsknicie czy czujecie jakąś bliskość?

A moją rzeczywistą nową pracą jest nauczanie Azjatów języka polskiego. Ale o tym innym razem. Są bardzo zdolni i pracowici. Ogromna przyjemność. Akurat zmierzam do naszej szkółki, a tam na mnie czeka książka od mojej uczennicy, pasjonatki czytelnictwa. Jestem bardzo ciekawa💓

 

 

czwartek, 3 kwietnia 2025

Dzieci z Bullerbyn- for ever.

 Bohaterki Dzieci z Bullerbyn czyli z Hałasowa stają się bliskie małej Matyldzi.  Anna Lisa Britta oraz chłopcy Ole i Bosse to odpowiednicy najlepszej grupy przyjaciół Matyldzi czyli Gaja Oliwka Zuzia oraz ich jedyny kolega Erni.  Ale babcia musi zmieniać tekst przy czytaniu, bo wnuczka nie rozumie wielu słów.

Babcia Ala, gdy była małą Alusią bardzo ubolewała, że mieszka na parterze, bo nie miała balkonu. Zazdrościła koleżankom takiego wiszącego miejsca, a jednocześnie bała się tam wychodzić, gdy balkon znajdował się na wyższym piętrze. Dzieci z Bullerbyn, opasłą grubą książkę Alusia czytała chyba w trzeciej klasie. Przyjaźniła się wtedy z Elą, która mieszkała na czwartym piętrze, ale w innej klatce, a właściwie z drugiej strony bloku.  Planowały zastosować patent z książki związany z przesyłaniem listów. Przesyłowy sznurek zahaczałby o inny balkon i listy mogłyby trafić w niepowołane ręce. Wysyłały sobie sygnały latarką na klatce. 
Z Elą i bratem.
Jej córka Dominika mieszkała w dzieciństwie w wieżowcu. Tam przyjaźniła się z Magdą, z parteru. Na szczęście mieszkały w jednym pionie, to przesyłanie listów po sznurku było ich ulubionym zajęciem. Rodzice obawiali się, żeby Dominika za bardzo nie wychylała się z balkonu. Mieszkali na czwartym piętrze. Małoletnie wielbicielki filmu  Dirty dancing najbardziej lubiły kłaść sobie listy na wycieraczce, zadzwonić  dzwonkiem i znikać. 
Dominika w bluzie z Pocahontas. Rozpoznaję skarbonkę z Londynu i książki o Mary Poppins/moje stare/

Jeszcze rodzinka w komplecie, chyba pierwszy raz na blogu. Przywitanie Nowego Roku 2000, Svidnik Słowacja. Zostało potem niewiele lat razem.

Trzy pokolenia, a zabawy i lektury takie same. Najprostsze rozrywki oparte na przyjaźni i koleżeńskości, byciu razem i  przynależności. 
Szkoła "dwójka" dla dzieci z Polnej Iłżeckiej Mickiewicza  ze swoim zimowym lodowiskiem stała się ulubionym miejscem spotkań przez parę zimowych miesięcy.
To było już w siódmej klasie.  Siostry Ł. zadawały szyku w takich fajnych dresach ze sztucznych materiałów z lampasami i kantem. Ale mi się podobały i zazdrościłam im. Miałam takie zwykłe bawełniane, wypychały się na kolanach, ale jeździłam  na łyżwach znakomicie, czasami w parze z jakimś kolegą przy piosence "canli. " czyli Can`t live  Harry Nilssona, czy Mummy blue  Los Top Pops i Sacramento  Middle of the Road. Od dwóch lat miałam już swoje figurówki. 
Mama Grażyny narzekała, że nadużywamy jakiś świętych słów,  a my  "Juayn" You are in  Sacramento  " ełandyfltał" a wonderful town sing sing sing din..
W ogóle zespół Middle of the road królował wśród młodszej młodzieży w latach 70.
Teraz śpiewamy z Matyldzią:
Where's your mama gone (where's your mama gone)
Little baby, Don? (Little baby, Don?)Where's your mama gone? (Where's your mama gone?)Far, far away
Last night I heard my mama singing a songOoh we, chirpy, chirpy, cheep, cheepWoke up this morning and my mama was goneOoh we, chirpy, chirpy, cheep, cheepChirpy, chirpy, cheep, cheep chirp
Z Matyldzią zanim pojechała z mamą do Islandii.

I kolejne nostalgiczne  wspomnienie gotowe. Czytacie Dzieci z Bullerbyn swoim wnuczętom czy jeszcze może swoim  pociechom? Lekturę z pewnością wolą dziewczynki.
 Pamiętacie zespół Middle of the Road? Fajne mieli przeboje, takie melodyjne, słowa najprostsze na świecie. Matylda szybciej nauczyła się piosenki niż ja.




środa, 2 kwietnia 2025

Gdy chciałam spotkać cały świat.

     To moje poniższe  opowiadanie zostało wyróżnione  w dwóch zbiorach wspomnień poświęconych  Papieżowi Wojtyle. Pierwszy raz zaraz po Jego  śmierci, a drugi raz,  obecnie w 20-tą rocznicę śmierci.  Zmieniłam tylko niektóre cyfry. W lokalnych   periodykach.

Nie jestem szczególnie religijna, nawet skłonna do agnostycznych przekonań, ale lubiłam przyjazdy naszego Papieża do Polski. Moje opowiadanie, w kwestii jasności, nie jest związane z wiarą, ale z tą szczególną sytuacją, która wydarzyła się w dniach 14-15 sierpnia 1991 roku w Częstochowie.  

Wpisy z autentycznego notesiku córki. Zdjęć nie ma😢

  Gdy teraz z perspektywy ponad 30 lat, próbuję przypomnieć sobie motywy swojego wyjazdu do Częstochowy na spotkanie z Papieżem, to myślę, że to był impuls. Taka charakterystyczna dla mnie chęć przeżycia czegoś niezwykłego i nie przeczuwalnego nawet, czegoś mistycznego, ale niekoniecznie związanego jedynie z wiarą i kościołem. Poprzedniego dnia, pamiętam jak dziś, słuchałam w kuchni audycji radiowej i entuzjastycznych relacji młodych ludzi z Częstochowy. Były śpiewy i etniczna muzyka. To pewne,  że w takim momencie ogarnęła mnie ogromna nostalgia za młodością. Chociaż miałam zaledwie 33 lata, od 8 lat w małżeńskim związku, który przeżywał swoje wzloty i upadki, to czułam się już staro i trochę nawet nieszczęśliwa, zajęta dwoma córkami, siedmioletnią Magdą i dwuletnią Dominiką. Powoli zbliżał się już koniec wakacji, a ja tak bardzo chciałam przeżyć coś nieoczekiwanego, coś co wskrzesi na nowo moją awanturniczą i łaknącą wrażeń naturę. Jednego dnia zobaczę cały świat, wszystkie rasy i ich malownicze kostiumy, usłyszę egzotyczną muzykę, będę świadkiem radości i entuzjazmu młodości. Porozmawiam w różnych językach i poczuję się znowu szalona i spełniona,  tak wtedy myślałam.

 Osoba Papieża była dla mnie ważna, jak wtedy dla prawie wszystkich Polaków. Przypominały mi się poprzednie  Jego pielgrzymki,  w 1979 roku, kiedy byłam jeszcze na studiach i w 1983, kiedy wyszłam za mąż, a moi rodzice byli na spotkaniu we Wrocławiu. Przywieźli solidarnościowe ulotki. Pamiętam tamto ogromne wrażenie.


Podjęłam spontaniczną  decyzję -jadę do Częstochowy. I zabieram ze sobą moją siedmioletnią córkę Magdę. Dostałyśmy się tam autostopem- to był mój kolejny szalony pomysł- najpierw do Kielc o 4:00 nad ranem, a potem do Częstochowy, razem 200 km. W ogóle pierwszy raz jechałam do Częstochowy i to od razu na spotkanie z takim Gościem.😃 To, co stamtąd pamiętam najbardziej, to niekończący się tłum ludzi z całego świata z transparentami nazwy krajów i flagami oraz przebój spotkania  Abba  Ojcze. Około południa zajęłyśmy pozycję strategiczną do udziału we mszy świętej powitalnej. Rozbiłyśmy obóz w parku na górce w towarzystwie Hiszpanów z Pampeluny, Włochów z Wenecji,  przemiłych Maltańczyków oraz pomocnego mi bardzo Pawła z Sandomierza.

Nosił Magdę na rękach uczył, używać lornetki i zaprowadzał do toalety. Pamiętam Włoszkę Laurę, rozmawiałyśmy o ówczesnym telewizyjnym przeboju miasteczko Twin Peaks i pytałam ją czy jest Laurą Palmer😁.

Najbardziej zaprzyjaźniłam się z Maltańczykami, mówili z takim uwielbieniem o naszym Papieżu i bardzo interesowali się Polską. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że będę miała okazję  nie raz zobaczyć piękną Maltę w przyszłości i poznać kulturę i zwyczaje moich nowych przyjaciół. 

W czasie mszy świętej powitalnej widzieliśmy Papieża z bardzo daleka. Magda martwiła się, że nie może go dostrzec przez lornetkę, bo nie wiedziała, gdzie go szukać. Pamiętam jak jej tłumaczyłam, szukaj takiej wysokiej czapki, a Papież wtedy był w swoim birecie. Do tej pory żartujemy wspominając tę sytuację. 
Wieczorem rozpoczęło się modlitewne czuwanie maryjne w Sanktuarium Jasnogórskim Jestem przy tobie, pamiętam, czuwam. A my z Pawłem i  Magdą na jego ramionach oraz Josephem z Malty rozpoczęliśmy wędrówkę po obozach uczestników spotkań. Atmosfera oraz entuzjazm Papieża wydawały się  wszystkim udzielać. Spełniało się to, czego Papież życzył  przybyłym, dobrej zabawy i poczucia wspólnoty. Było bardzo ciepło. Tańczyliśmy z Hiszpanami i Brazylijczykami, śpiewaliśmy z Rosjanami, Włochami i innymi narodowościami.

Bawiliśmy się w jakieś wyliczanki z Amerykanami, rozmawiałam z całym światem, jak o tym marzyłam i wszędzie czuło się przyjaźń, miłość, muzykę i niewiarygodną więź. Papież łączył  wtedy ludzi- to niezaprzeczalny fakt. 
Jaka fajna pisownia Częstochowy od Niemców.

Jestem przekonana, że moje dobre kontakty ze starszą córką Magdą, obecnie już czterdziestoletnią, jej tolerancję wobec moich szalonych pomysłów zawdzięczam temu spotkaniu. Wytworzyła się między nami wtedy jakaś tajemnicza mistyka,  a słowa Papieża, których Magda nie rozumiała, ale na pewno czuła, zostały głęboko w mojej  w mojej pamięci i mojej własnej interpretacji.
         A wy jakie macie wspomnienia z tamtych dni?