Moja lista blogów

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Algieria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Algieria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2025

Czy ktoś był w tym kraju?

Pochopem do napisania tego "kombatanckiego" postu było pewne spotkanie.

 Wyjaśnienie: pochop. Przestarzałe, a/chęć, skłonność do czegoś, zapał, zapęd, b/ podnieta, pobudka, impuls, przyczyna. Mój promotor, już dawno temu, zachęcał nas do używania tego słowa, co niniejszym czynię.

Ale ad  rem. I znowu będzie literacki motyw.

Słynny epizod  u Prousta, kiedy smak rozmoczonej w herbacie magdalenki,  paryskiego ciastka, przywodzi na pamięć całe piękno dawnego i niepowrotnego życia,  przydarzył mi się w naszej restauracji Szafran, gdy w towarzystwie Salema i Marty, właścicieli restauracji, z wielkim łakomstwem raczyłam się znakomitym deserem.  Zakąski i obiad były również wyborne,


ale dwie lampki prosecco bardzo mnie zrelaksowały i przystąpiłam do deseru jak do rytuału. Neoreligijnego.😀  Nagle znalazłam się w mojej Baśni z 1000 i jednej nocy, bo tak nazywałam kiedyś swoją pierwszą podróż do arabskiego kraju. Jakiś dobry dżin wyskoczył z butelki i podmienił mnie na dziewczynę sprzed lat. Zajadałam się  deserem, który zawiera  wyśmienity składnik nazywany kunafa czyli cieniuteńkie ciasto knafeh.

Jest również ser ricotta oraz rozpływająca się w ustach czekolada, a na wierzchu łagodna galaretka z mango.

Drobniutkie ciasto kunafa pojawia się we wszystkich deserach bliskowschodnich oraz Północnej Afryki.  Jadłam go wcześniej w  wielu miejscach, ale Salem  przypomniał mi to najdawniejsze wspomnienie.

 Tak zupełnie niedawno rozmawiałam z koleżanką, że nie lubimy  zwiedzać krajów  z wycieczką. Wolę po stokroć sama eksplorować,  przygotowywać trasy, czytać przewodniki. Zagranicę uwielbiam również  "smakować" z lokalną ludnością,  bo więcej dowiaduję się o kraju. Tak rozpoczęłam kiedyś moje pierwsze zagraniczne zwiedzanie, a pamięć o słodkim deserze z kunafą  przywołała z oddalonej przeszłości tamtą młodzieńczą podróż.

Pewne kraje Afryki Północnej  cieszą się ogromnym powodzeniem wśród turystów na świecie. A do tego kraju  teraz się nie jeździ. Ciekawe kto odgadł od razu jaki kraj mam na myśli? Bo dwa się powinny kojarzyć. Największy w Afryce i pięć razy większy od Polski. Kolejna podpowiedź, to zabytki  starożytnej  Fenicji i Rzymu, Sahara, islam i Albert Camus.

 Młodą osobę bardzo  interesowała twórczość Alberta Camus. Egzystencjalizm to domena młodości.

Takie zdjęcie znalazłam. Palma mi odbiła, dosłownie😁

Zwiedzanie tego kraju, było  dla mnie  prawie nabożnym doświadczeniem. Chodziłam śladami pisarza. Nie upłynęło wtedy  tak dużo lat od jego śmierci.  Pierwszy raz w życiu zobaczyłam  starożytne miasto, które też ukochał Albert Camus, o czym pisze we wspomnieniu Retour à Tipasa .
 Mieszkali tam Fenicjanie, Rzymianie, Turcy, Arabowie. Mój ówczesny cicerone czytał Camusa oprowadzając mnie wzdłuż nagrobków, gdzie  na jednym  wyryto cytat zaczerpnięty od Pisarza : Tutaj rozumiem to, co oni nazywają chwałą: prawo do miłości bez miary.  Mówił też, że Tipasę zamieszkują bogowie.  Też tak czułam.  Świeciło porażające słońce, brzęczały cykady, nie znałam wtedy takich  upałów. Widok przedstawiał się tak piękny, że na chwilę ogarnęło mnie uniesienie Było pusto, z dala mieniło się i srebrzyło falami Morze Śródziemne, a my spacerując powoli po forum, termach, amfiteatrze, wzdłuż patrycjuszowskich alejek, zachwycaliśmy się sobą.  Promienny śmiech  przerywał nasze  angielsko- francuskie rozmowy. Zachowuję różne pamiątki  odkąd pamiętam. Taka pocztówka po roku, czy pamiętasz Tipazę?

Zawsze zbierałam pocztówki. Zachowane do dziś wyglądają lepiej niż zdjęcia. Fragmenty z pamiętnika.😀

Prowadziłam też pamiętnik.  Moja ciekawość i zachwyt nad światem był naiwny, pensjonarski, może nawet powierzchowny? Cóż, przywilej młodości.  Grupę przyjaciół  mieszkających w wytwornej, nadal  bardzo francuskiej w stylu  stolicy Algierii  poznałam na ulicach Warszawy.  To byli młodzi studenci ekonomii na wycieczce po Europie wschodniej. Czuli się bardziej Francuzami niż  mieszkańcami Afryki Północnej. Spędziłam z nimi  tylko jeden dzień w Warszawie, a potem korespondowaliśmy cały rok.  Zaprosili mnie na wakacje i pojechałam do Algieru przez Wiedeń i Tunis. Pierwszy raz samolotem. Bardzo dużo tych pierwszych razy pojawiło się podczas tamtej podróży. Pierwsza pizza😁

Moja bardzo  ograniczona wiedza na temat świata, z powodu życia za żelazną kurtyną, pomogła mi  bezkarnie z dziecinną naiwnością zachwycać  się wszystkim. Nawet tymi wielkimi blokami z prawej. To dzielnica El-Harrach. Później podobne widziałam w Marsylii. W Polsce też są gdzieś takie falowce.

Korespondowaliśmy latami, jak widać na pocztówce.

Upał i palmy wzdłuż eleganckiej alei portowej  jakby udekorowanej pięknymi białymi kamienicami w secesyjnym stylu. Algier po francusku szykowny, odurzał śródziemnomorską mieszaniną architektoniczną i przyrodniczą.  Nazywany  Alger La Blanche e magnifique.  Pamiętam Place des Martyrs , gdzie odbywały się Les jeux africaines traditionnels. Słyszę i widzę te tańce odbywające się  po zachodzie słońca. Tak świętowano ramadan.

Kolorowe francuskie  samochody wypełniały  ten nadmorski  reprezentacyjny   Boulvard du Port, jakby  St Tropez z filmu z Louisem de Funes. I wszędzie panował język francuski, kultura i smak dawnych kolonistów. W radio leciały francuskie piosenki, to tam poznałam Jacques`a Brela.  A jazda wzdłuż wybrzeża wydawała się bardzo hippisowska, również znana wtedy  z filmów z Louisem. Nawet mapka  mam dla orientacji.

 Przyjaciele zabrali mnie kiedyś  do Kasbah, starej, jeszcze fenickiej, potem rzymskiej dzielnicy na wzgórzu. Dawnej fortecy osmańskiej  między XVI a XVIII wiekiem.  Oprócz  niekończących się wąskich uliczek i  ciemnych zakamarków, gdzie z pewnością występują problemy kanalizacyjne, bo się czuło, nagle spoza biednych budynków wyłaniały się  imponujące meczety, cytadele i pałace. Wszystkie poświęcone pamięci dawnych władców Imperium  Osmańskiego.  Wspaniałe zamki, większe niż w Stambule. Pocztówki z muzealnych pałaców.

Już wtedy wiedziałam, bo przecież  nie tak dawno skończyłam liceum i zaczęłam humanistyczne studia, co będę robić w życiu. Uczyć się języków obcych i poznawać ludzi innych kultur.  Tzw. trzeci świat jawił się ciekawszy niż zachód, inna religia, inna architektura, niezwykła przyroda Północnej Afryki, otwarci, naturalni ludzie. A potem moje zainteresowania popłynęły dalej, do Indii, Korei, Japonii. A ten Trzeci Świat był zamożniejszy niż my.😀

To były inne czasy, gdy śniady mężczyzna był przystojny i pociągający, a dziewczyny w chustach egzotyczne i piękne. Nie było rytuałów bezpieczeństwa w samolotach,  ten sam śniady mężczyzna nie był uzbrojoną bombą, ale francuskim gentlemanem, a kobieta z El-Harrach, czyli moja Sherifa okazywała się doktorem ekonomii.


Francuska koleżanka, która urodziła się w Algierii, bardzo zaciekawiła się moją historią.   Francuzów, urodzonych w Algierii oraz  w Afrique francaise du Nord, czyli dawnych kolonistów  nazywa się „pieds-noirs” / czarne stopy/  . Tak ładniej brzmi po francusku👍.

 Jacqueline  poszukała  moich dawnych przyjaciół z Algierii już ponad 10 lat temu.  Lamara mieszka w Grenoble, Sherifa i Mahmoud w Montrealu, a Kamel, Houria,  Laziz prawdopodobnie nie żyją😭 jeśli nie wyjechali z kraju.  Nie ma ich nazwisk w internecie  z żadnej okazji.  Jako  wykształceni ludzie powinni pojawić się gdziekolwiek. Ich przyjaciele miewają się świetnie. Mają już wnuczęta, jak ja.  Moment rozstania był kiedyś smutny i zapłakany, ale  z obietnicami spotkania. À bientôt! , nie goodbye. Ale życie się potoczyło.


Od 1994 roku, Algieria  jest niebezpiecznym krajem i zagrożona terroryzmem. Po wygranych wyborach przez islamską partię, kraj  stoczył na krawędź wojny domowej i sytuacja trwa nieprzerwanie  od 30 lat.  Moi znajomi na pewno byli po drugiej stronie barykady.  Obecnie rzeczywistość zmierza ku lepszemu, normalizuje się gospodarka  i chcą wejść z powrotem  na rynki turystyki, bo jest tam wielki potencjał. Ale zaufanie trudno będzie odbudować.

Byłam też wtedy na pustyni, nie tej najdalszej, bo odległości wprawiały w zdumienie. Tylko w saharyjskim Atlasie, wśród Berberów.  Przy piosence Beaty Kozidrak o wodzie na pustyni, zawsze przypominała mi się Algieria.  Pocztówka do rodziców z drogi na  Saharę. Najpierw Kabylia.

Z Kabylii pochodził piosenkarz Idir,  jego piosenkę Avava Inouva
 słuchaliśmy wtedy bez przerwy. Dostałam jego płytę w prezencie. Teraz znalazłam  na Youtube.💓 Jak kolejna magdalenka.
 

Ostatnio jeszcze raz  znalazłam Sherifę i Mahmouda w wirtualnym świecie. Tym razem na Instagramie.   Piękne podróżnicze zdjęcia  z wnuczętami i córkami. Ta bardzo aktywni naukowcy. Szczególnie Sherifa. Bardzo dużo artkułów na jej temat.

I takim sposobem prawie 50 lat upłynęło. Oj, świat się bardzo zmienił. Ale taki wiersz na pożegnanie wzruszył  mnie bardzo i przechowuję go w dawnym pamiętniku.  Historia jak w filmie Pamiętnik, na którym płakały moje córki.