Pochopem do napisania tego "kombatanckiego" postu było pewne spotkanie.
Wyjaśnienie: pochop. Przestarzałe, a/chęć,
skłonność do czegoś, zapał, zapęd, b/ podnieta, pobudka, impuls, przyczyna. Mój
promotor, już dawno temu, zachęcał nas do używania tego słowa, co niniejszym
czynię.
Ale ad rem. I znowu będzie literacki motyw.
Słynny epizod u Prousta, kiedy smak rozmoczonej w herbacie magdalenki, paryskiego ciastka, przywodzi na pamięć całe piękno dawnego i niepowrotnego życia, przydarzył mi się w naszej restauracji Szafran, gdy w towarzystwie Salema i Marty, właścicieli restauracji, z wielkim łakomstwem raczyłam się znakomitym deserem. Zakąski i obiad były również wyborne,
ale dwie lampki prosecco bardzo mnie zrelaksowały i przystąpiłam do deseru jak do rytuału. Neoreligijnego.😀 Nagle znalazłam się w mojej Baśni z 1000 i jednej nocy, bo tak nazywałam kiedyś swoją pierwszą podróż do arabskiego kraju. Jakiś dobry dżin wyskoczył z butelki i podmienił mnie na dziewczynę sprzed lat. Zajadałam się deserem, który zawiera wyśmienity składnik nazywany kunafa czyli cieniuteńkie ciasto knafeh.
Jest również ser ricotta oraz rozpływająca się w ustach czekolada, a na wierzchu łagodna galaretka z mango.
Drobniutkie ciasto kunafa pojawia się we wszystkich deserach bliskowschodnich oraz Północnej Afryki. Jadłam go wcześniej w wielu miejscach, ale Salem przypomniał mi to najdawniejsze wspomnienie.
Tak zupełnie niedawno rozmawiałam z koleżanką,
że nie lubimy zwiedzać krajów z wycieczką. Wolę po stokroć sama
eksplorować, przygotowywać trasy, czytać
przewodniki. Zagranicę uwielbiam również "smakować" z lokalną ludnością, bo więcej dowiaduję się o kraju. Tak
rozpoczęłam kiedyś moje pierwsze zagraniczne zwiedzanie, a pamięć o słodkim deserze z kunafą przywołała z oddalonej przeszłości tamtą
młodzieńczą podróż.
Pewne kraje
Afryki Północnej cieszą się ogromnym
powodzeniem wśród turystów na świecie. A do tego kraju teraz się nie jeździ. Ciekawe
kto odgadł od razu jaki kraj mam na myśli? Bo dwa się powinny kojarzyć. Największy w Afryce i pięć razy większy
od Polski. Kolejna podpowiedź, to zabytki
starożytnej Fenicji i Rzymu,
Sahara, islam i Albert Camus.
Młodą osobę bardzo interesowała twórczość Alberta Camus. Egzystencjalizm to domena młodości.
![]() |
| Takie zdjęcie znalazłam. Palma mi odbiła, dosłownie😁 |
Zwiedzanie tego kraju, było dla mnie prawie nabożnym doświadczeniem. Chodziłam śladami pisarza. Nie upłynęło wtedy tak dużo lat od jego śmierci. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam starożytne miasto, które też ukochał Albert Camus, o czym pisze we wspomnieniu Retour à Tipasa .
Mieszkali tam Fenicjanie, Rzymianie, Turcy, Arabowie. Mój ówczesny cicerone czytał Camusa oprowadzając mnie wzdłuż nagrobków, gdzie na jednym wyryto cytat zaczerpnięty od Pisarza : Tutaj rozumiem to, co oni nazywają chwałą: prawo do miłości bez miary. Mówił też, że Tipasę zamieszkują bogowie. Też tak czułam. Świeciło porażające słońce, brzęczały cykady, nie znałam wtedy takich upałów. Widok przedstawiał się tak piękny, że na chwilę ogarnęło mnie uniesienie Było pusto, z dala mieniło się i srebrzyło falami Morze Śródziemne, a my spacerując powoli po forum, termach, amfiteatrze, wzdłuż patrycjuszowskich alejek, zachwycaliśmy się sobą. Promienny śmiech przerywał nasze angielsko- francuskie rozmowy. Zachowuję różne pamiątki odkąd pamiętam. Taka pocztówka po roku, czy pamiętasz Tipazę?
Zawsze zbierałam pocztówki. Zachowane do dziś wyglądają lepiej niż zdjęcia. Fragmenty z pamiętnika.😀
Prowadziłam
też pamiętnik. Moja ciekawość i zachwyt
nad światem był naiwny, pensjonarski, może nawet powierzchowny? Cóż, przywilej
młodości. Grupę przyjaciół mieszkających w wytwornej, nadal bardzo francuskiej w stylu stolicy Algierii poznałam na ulicach Warszawy. To byli młodzi studenci ekonomii na wycieczce
po Europie wschodniej. Czuli się bardziej Francuzami niż mieszkańcami Afryki Północnej. Spędziłam z
nimi tylko jeden dzień w Warszawie, a
potem korespondowaliśmy cały rok.
Zaprosili mnie na wakacje i pojechałam do Algieru przez Wiedeń i Tunis.
Pierwszy raz samolotem. Bardzo dużo tych pierwszych razy pojawiło się podczas
tamtej podróży. Pierwsza pizza😁
Moja bardzo ograniczona wiedza na temat świata, z powodu życia za żelazną kurtyną, pomogła mi bezkarnie z dziecinną naiwnością zachwycać się wszystkim. Nawet tymi wielkimi blokami z prawej. To dzielnica El-Harrach. Później podobne widziałam w Marsylii. W Polsce też są gdzieś takie falowce.
![]() |
| Korespondowaliśmy latami, jak widać na pocztówce. |
Upał i palmy wzdłuż eleganckiej alei portowej jakby udekorowanej pięknymi białymi kamienicami w secesyjnym stylu. Algier po francusku szykowny, odurzał śródziemnomorską mieszaniną architektoniczną i przyrodniczą. Nazywany Alger La Blanche e magnifique. Pamiętam Place des Martyrs , gdzie odbywały się Les jeux africaines traditionnels. Słyszę i widzę te tańce odbywające się po zachodzie słońca. Tak świętowano ramadan.
Kolorowe francuskie samochody wypełniały ten nadmorski reprezentacyjny Boulvard du Port, jakby St Tropez z filmu z Louisem de Funes. I wszędzie panował język francuski, kultura i smak dawnych kolonistów. W radio leciały francuskie piosenki, to tam poznałam Jacques`a Brela. A jazda wzdłuż wybrzeża wydawała się bardzo hippisowska, również znana wtedy z filmów z Louisem. Nawet mapka mam dla orientacji.
Przyjaciele zabrali mnie kiedyś do Kasbah, starej, jeszcze fenickiej, potem rzymskiej dzielnicy na wzgórzu. Dawnej fortecy osmańskiej między XVI a XVIII wiekiem. Oprócz niekończących się wąskich uliczek i ciemnych zakamarków, gdzie z pewnością występują problemy kanalizacyjne, bo się czuło, nagle spoza biednych budynków wyłaniały się imponujące meczety, cytadele i pałace. Wszystkie poświęcone pamięci dawnych władców Imperium Osmańskiego. Wspaniałe zamki, większe niż w Stambule. Pocztówki z muzealnych pałaców.
Już wtedy wiedziałam, bo przecież nie tak dawno skończyłam liceum i zaczęłam humanistyczne studia, co będę robić w życiu. Uczyć się języków obcych i poznawać ludzi innych kultur. Tzw. trzeci świat jawił się ciekawszy niż zachód, inna religia, inna architektura, niezwykła przyroda Północnej Afryki, otwarci, naturalni ludzie. A potem moje zainteresowania popłynęły dalej, do Indii, Korei, Japonii. A ten Trzeci Świat był zamożniejszy niż my.😀
To były inne czasy, gdy śniady mężczyzna był przystojny i pociągający, a dziewczyny w chustach egzotyczne i piękne. Nie było rytuałów bezpieczeństwa w samolotach, ten sam śniady mężczyzna nie był uzbrojoną bombą, ale francuskim gentlemanem, a kobieta z El-Harrach, czyli moja Sherifa okazywała się doktorem ekonomii.
Francuska koleżanka, która urodziła się w Algierii, bardzo zaciekawiła się moją historią. Francuzów, urodzonych w Algierii oraz w Afrique francaise du Nord, czyli dawnych kolonistów nazywa się „pieds-noirs” / czarne stopy/ . Tak ładniej brzmi po francusku👍.
Jacqueline poszukała moich dawnych przyjaciół z Algierii już ponad 10 lat temu. Lamara mieszka w Grenoble, Sherifa i Mahmoud w Montrealu, a Kamel, Houria, Laziz prawdopodobnie nie żyją😭 jeśli nie wyjechali z kraju. Nie ma ich nazwisk w internecie z żadnej okazji. Jako wykształceni ludzie powinni pojawić się gdziekolwiek. Ich przyjaciele miewają się świetnie. Mają już wnuczęta, jak ja. Moment rozstania był kiedyś smutny i zapłakany, ale z obietnicami spotkania. À bientôt! , nie goodbye. Ale życie się potoczyło.
Od 1994 roku, Algieria jest niebezpiecznym krajem i zagrożona terroryzmem. Po wygranych wyborach przez islamską partię, kraj stoczył na krawędź wojny domowej i sytuacja
trwa nieprzerwanie od 30 lat. Moi znajomi na pewno byli po drugiej stronie
barykady. Obecnie rzeczywistość zmierza ku lepszemu,
normalizuje się gospodarka i chcą wejść
z powrotem na rynki turystyki, bo jest
tam wielki potencjał. Ale zaufanie trudno będzie odbudować.
Byłam też wtedy na pustyni, nie tej najdalszej, bo odległości wprawiały w zdumienie. Tylko w saharyjskim Atlasie, wśród Berberów. Przy piosence Beaty Kozidrak o wodzie na pustyni, zawsze przypominała mi się Algieria. Pocztówka do rodziców z drogi na Saharę. Najpierw Kabylia.
![]() |
| Z Kabylii pochodził piosenkarz Idir, jego piosenkę Avava Inouva |
Ostatnio jeszcze raz znalazłam Sherifę i Mahmouda w wirtualnym świecie. Tym razem na Instagramie. Piękne podróżnicze zdjęcia z wnuczętami i córkami. Ta bardzo aktywni naukowcy. Szczególnie Sherifa. Bardzo dużo artkułów na jej temat.
I takim sposobem prawie 50 lat upłynęło. Oj, świat się bardzo zmienił. Ale taki wiersz na pożegnanie wzruszył mnie bardzo i przechowuję go w dawnym pamiętniku. Historia jak w filmie Pamiętnik, na którym płakały moje córki.
















