Moja lista blogów

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2026

Goldberg czyli Złotoryja -co za spotkanie.

 Za mną niezwykły dzień w Złotoryi – najstarszym mieście w Polsce,/1211/ które swoimi piastowskimi korzeniami zawsze kusiło  pisarską wyobraźnię  Magdaleny Rohackiej Click, a refleksjami o swojej książce Klejnoty rodzinne podzieliła się z czytelnikami na spotkaniu autorskim  w  Miejskiej Bibliotece.

Ale tym razem to nie tylko mury i daty były najważniejsze, a ludzie. Click

Złotoryja, ze swoją senną, a jednocześnie szlachetną atmosferą, stała się idealnym tłem dla spotkania trzech kobiet, które w sieci budują własne światy, ale mają wspólna pasję do słowa, sztuki, historii.

 Trzy  blogerki z różnych zakątków Polski, gdzie indziej się urodziły, studiowały i pracowały. Trzy różne doświadczenia i spojrzenia na świat. Choć przyjechały tutaj z jeszcze z innych części kraju, nie tylko tych   ze swoich rodzinnych, szybko okazało się, że ich drogi – choć geograficznie odległe – przecinają się w tych samych punktach życiowej dojrzałości. Jedna żegna się z odchodzącym mężem, druga z matką, a trzecia wita na świecie ukochaną wnuczkę.

 Na co dzień   tworzymy w sieci inną opowieść, tutaj, pod złotoryjskim niebem, znalazłyśmy wspólny język.

Złoto nie tylko w rzece Kaczawie, ale również w naszych włosach w słonecznym świetle.

Spotkanie  w murach najstarszego miasta w Polsce, było czymś więcej niż tylko towarzyską kawą. Były też pyszne naleśniki.😀👍👏 W kawiarni w dawnym Ratuszu,  a zdjęcia przed zabytkową barokową  Fontanną  Delfina z 1604 roku, odrestaurowaną w 2008. Delfiny przypominają mityczne smoki lub węże.



Złotoryja, ze swoim spokojnym rytmem i piastowską historią w tle, przypomniała nam, że czas może być naszym sprzymierzeńcem.  Nasze rozmowy nie były o tym, co „wypada”, ale o tym, co nas naprawdę porusza. Również wszechobecne  tutaj  małe butiki.👏 Wąskie uliczki, Rynek, kościół NMP stały się  też świadkami rozmów o odwadze bycia sobą.




Dzielenie się doświadczeniami z pisania o historii, sztuce, o codzienności i o wyzwaniach, jakie stawia przed nami cyfrowy świat, dało nam  poczucie bliskości. Czwarta koleżanka łączyła się z nami przez komunikator. Click Zrozumiałyśmy, że choć działamy w sieci, to prawdziwa magia dzieje się „tu i teraz”, w kontakcie wzrokowym i wspólnym śmiechu.

Przed zabytkową studnią

Dla pisarki zakochanej w epoce Piastów, Złotoryja to miejsce szczególne. Kilku mieszczan walczyło i zginęło w walce z Mongołami pod Legnicą w 1241. Potem prawie wszystkich zabrała "czarna śmierć".  Górnicy  w poszukiwaniu złota, bazaltu , miedzi dawnego miasteczka Goldberg budowali potem potęgę regionu.

Z Orłem- Niepodległość- zrywającym się do lotu i szkołą im M. Konopnickiej

To spotkanie pokazało, że  jednak najpiękniejszą historią, jaką możemy napisać, jest nasza własna teraźniejszość, choć stoimy pod średniowieczną Wieżą Kowalską, a nawet mamy monumentalny pomnik Reymonta.



Energia, którą wymieniłyśmy między sobą, stała się tak samo cenna jak legendarne złotoryjskie złoto i bazalt. Wyjechałyśmy z poczuciem, że dojrzałość to dobry wiek dla twórczości – moment, w którym wiedza spotyka się z pasją, a spokój z ciekawością świata.

Warto spotkać się wpół drogi. Regionalne różnice tylko wzbogacają naszą wspólną, polską opowieść, że południe to trochę dalej niż Miastko😀💓  Gdańsk tak samo piękny jak Kraków.

Złotoryja też.

W kobiecej przyjaźni drzemie siła, która trudność potrafi zamienić  w inspirujący wpis na blogu czy rozdział w książce.  Spotkanie potwierdziło, że internet może dzielić, ale mądrze wykorzystany – buduje ciekawe mosty między ludźmi, którzy nadają na tych samych falach.

Złotoryja, dziękujemy za Twoją gościnność i nasze wspólne chwile. Piastowie byliby  z nas dumni, dzielne białogłowy. 

Czy Dolny Śląsk jest wam bliski? Jakie miłe wspomnienia stamtąd? Dlaczego w realu jest prawdziwiej?


sobota, 27 września 2025

Muzeum, "które przestało istnieć, ale przetrwało"

 Nie pamiętam już jak to się stało, że  znałam dramat  Hanusia Gerharta Hauptmanna. Myślę, że moja dawna wieloletnia przyjaźń ze studentami germanistyki przyczyniła się do tego.  Przez jakiś czas nasza uczelnia miała wizytującego profesora z Rostocku. Widzę go w pamięci, był bardzo przystojny i jeździł zielonym maluchem. Z Rostocku niedaleko była wyspa  Hiddensee i  miejsca pochówku pisarza.  Studenci wystawiali Brechta, to pewnie  też recytowali we fragmentach biedną Hanusię i opowiadali mi o tym. Tkaczy też pamiętam. Dlatego kupiłam bilet na  przedstawienie w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego. Na 14 listopada. To obejrzę po blisko 50 latach. Aż się roześmiałam z wrażenia.

Ale właściwie chciałam wam opowiedzieć  o wizycie w Muzeum Miejskim- Domie Gerharta Hauptmanna, w Jagniątkowie, dzielnicy Jeleniej Góry. Mój drugi mąż, amerykański ignorant😍 spytał, a dlaczego niemiecki pisarz mieszkał w Polsce? A bo mu się podobał Dolny Śląsk i Jelenia Góra odpowiedziałam. O, to tak jak mnie-stwierdził.

Dom pisarza został zbudowany w 1901 roku w stylu historyzmu i  neorenesansowego zameczku. Zamieszkał tam ze swoją drugą żoną, młodą skrzypaczką pochodzenia łużyckiego, Margaretą Marschalk. I mieszkał tam w glorii i chwale noblisty z 1912roku, łącznie z hołdami nazistów do swojej śmierci w 1946 roku. Z niebanalną pomysłowością, pomimo takich strasznych koneksji, i pewnie prawie autentycznie opisał to Sławek Gortych w swoim cyklu Schroniska. Dzięki temu przyciągnął całe tłumy do Muzeum Gerharta Hauptmanna.

W poniedziałek 18 sierpnia w końcu znalazłam się z Jagniątkowie, w imponującym domu- zamku nazywanym Łąkowym Kamieniem. Od wejścia towarzyszył nam Gerhart Hauptmann patrzący swoim demonicznym spojrzeniem. Sławek Gortych pisał...Ruszyła alejką, która wiodła pod górę, do domu pisarza. Potężna posiadłość pełna ciemnych okien wyłaniała się spomiędzy drzew niczym leśny upiór z martwymi ślepiami. Poczuła strach.

Przyspieszyła kroku i po chwili znalazła się u wejścia do willi. Pokonała granitowe schody, pchnęła ciężkie drzwi i stanęła oko w oko z Gerhartem Hauptmannem.

Pisarz z typowym dla siebie mrocznym wyrazem twarzy spoglądał na nią z wielkiego portretu zawieszonego naprzeciwko wejścia. Nie chciałabym go zobaczyć w nocy, przeszło jej przez myśl.”

A jeszcze wcześniej witała nas rzeźba Hanusi w  pozie mistycznego odejścia w zaświaty. 

Cały ten sierpniowy dzień stał się dla mnie w pewnym sensie symboliczny, bo spędziłam go z Hanią, która kilkanaście dni potem, 4 września nagle pożegnała się ze swoim życiem. 

Siedząc w pięknym bardzo ekspresywnym holu, zwanym Rajską Halą, ze względu na tematykę malowideł polichromii, zastanawiałyśmy się jak będziemy zwiedzać Muzeum.

 Zaczęłyśmy od wystawy czasowej, takiego wakacyjnego refleksyjnego malarstwa ukraińskiego twórcy Andrzeja Sharana pt. Wieczna podróż. Kolor i słowo w twórczości ukraińskiego malarza i poety. Jak miło było się z nim przenieść  do słonecznych plenerów nad Morzem Śródziemnym. I tak jego oczami i pędzlem wspominałyśmy, co same kiedyś doświadczyłyśmy.


Dom Hauptmanna po wojnie przez wiele lat był ośrodkiem kolonijnym dla dzieci. Jako muzeum, Dom zaczął dopiero funkcjonować w 2001 roku, po gruntownym remoncie i restauracji z funduszy fundacji polsko-niemieckich.

Mnie najbardziej fascynował gabinet pisarza, bo to jakby niezwykła podróż w czasie w tym autentycznym wnętrzu. Z maszyną na biurku, z różnymi listami, notatkami, wygodnym fotelem i kominkiem. 

Bogata kolekcja eksponatów książek fotografii osobistych przedmiotów i obrazów inspirowanych pięknem Karkonoszy, zatrzymywała nas w  zadumie i refleksji nad mijającym światem. Obie z Hanią byłyśmy w jakiś sposób związane z kulturą niemiecką. Ona poprzez ojca, który wpoił w nią szacunek do języka i literatury niemieckiej,  a ja przez męża germanistę  i przyjaźń z wieloma germanofilami.


W tym domu- zamczysku było miejsce na gabinety do pracy, bibliotekę, archiwum oraz liczne zbiory antycznych i współczesnych dzieł sztuki. Pomieszkiwał tu również starszy brat pisarza Carl Hauptmann, który napisał  Księgę Ducha Gór. W 1922 roku z okazji 60. urodzin Hauptmanna powstało malowidło, które ozdobiło hol willi. Jego autorem był malarz Johannes Maksymilian Avenarius, który na ścianach i sklepieniu stworzył swoją wizję raju. Pełne symboliki dzieło do dziś budzi zachwyt wszystkich. 



Po śmierci Hauptmanna w 1946 roku wdowa po nim opuściła dom zabierając większość cennego wyposażenia. Jej wyjazd w pół roku po śmierci męża również jest niezwykłą ciekawostką historyczną. Takie porozumienia z Sowietami i Armią Amerykańską.

Uwielbiam zwiedzać domy pisarzy, moim ulubionym to oczywiście Stawisko  Jarosława Iwaszkiewicza. W Jagniątkowie, jak w wielu innych tego typu miejscach organizuje się koncerty, wieczoru literackie, wystawy i inne imprezy kulturalne dla dorosłych i młodszych. To magiczne miejsce, chociaż sam pisarz i jego postawa wobec nazizmu jest mocno kontrowersyjna. Jeszcze w 1942 roku  80.rocznicę swoich urodzin świętował wspólnie z gauleiterem Karlem Hanke. Dostał w prezencie rzeźbę Hanusi z białego marmuru. Noblista miał   liczne  przywileje żywieniowe. Z kolei w 1944 z okazji urodzin Margaret  w Łąkowym Kamieniu gościł Hans Frank, który też odwiedził go w 1945 roku, ukrywając dokumenty i dzieła sztuki. Z twierdzy Breslau uciekał tamtędy Karl Hanke.  Literacko i z suspensem zajął się tym Sławek Gortych  Filmowcy powinni się tym też zainteresować. Gotowy historyczny kryminał. 

 Młody pisarz z Bolesławca  w zaskakujący sposób   rozsławił Muzeum na całą Polskę. Organizowane  Spacery ze Sławkiem oraz Nocne zwiedzania cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

 Potem pojechałyśmy z Hanią do Cieplic- Zdroju i jak prawdziwe seniorki zasiadłyśmy przy kawie naprzeciwko Zdrojowego Parku. Rozmawiałyśmy o życiu. Takie sanatoryjne spokojne miejsca sprzyjają refleksjom.

Plac Piastowski, a my w kawiarni Abrabezabra, koło Parku Zdrojowego.

Będzie mi brakowało Hani wnikliwych komentarzy. Jej obecności.

  Których  pisarzy domy-muzea odwiedziliście?  Jakie refleksje?

 Czytaliście Sławka Gortycha?

 

 

sobota, 9 sierpnia 2025

Czy zdarzają się wam wakacyjne zguby i kradzieże?

      Pierwszy  rodzinny, a wtedy to nawet biznesowy telefon komórkowy mieliśmy w 1999 roku. Wtedy kupowało się Nokie. Następny kupiliśmy w 2002. Zupełnie nie utrwaliły mi się ceny. Pamiętam jechałam wtedy na ważne tłumaczenie do Irlandii i wypadało mieć telefon, a ten pierwszy już został przy mężu. 

Mała przerwa z dedykację dla Grazyna, u naszych sąsiadów Lawenda na Uboczu, 3 lata temu. Widać po dziecku jak urosło.

Postęp w telefonii cyfrowej był oszałamiający, bo w następnym roku obie córki nastolatki miały już swoje handy, mobiles jak je  nazywaliśmy językiem naszej szkółki. Mieliśmy dwa telefony stacjonarne w domu i w biurze. Tak łączyło się wtedy przez internet. Masowo wysyłało się sms-y. Pamiętam, gdy  raz byłam u fryzjerki, to chwaliła się, że dostała od swojego chłopaka kilkaset sms-ów w ciągu paru dni. Mmsy były drogie. 

Zgubiliście kiedyś telefon? Bo ja nie, do wczoraj. W tym miejscu prawie. Makieta Jeleniej Góry w galerii.

Specjalistką od gubienia, kradzieży lub przypadkowego niszczenia telefonu była moja  młodsza córka. Ona miała pecha. Nawet ze swoim małym dzieckiem, znaną wam Matyldą, potrafiła zostawić telefon na ławce, gdy zamawiała skądś  taksówkę. Zapominała go w podróży na imprezach w sklepie. Czasami ludzie oddawali. Na początku lat 2000 telefony były drogie, to można było na nich zarobić.  Mam kolegę taksówkarza, to czasami już nie wie co robić z tymi telefonami teraz. Dobrze, gdy ktoś zadzwoni na ten numer, to wtedy nie ma problemu z oddaniem.

A  czy przytrafiły się wam kradzieże torebek?

Zdarzyły mi się w życiu dwie kradzieże torebki z dokumentami i kluczami. Już w czasach komórkowych, ale wtedy telefonu nie miałam w torebce. Raz z mojego własnego biura, ale w wakacje i z pociągu. Torebkę ukradzioną w biurze podrzucono ze wszystkim, oprócz pieniędzy. Nie było ich tam wtedy dużo, pamiętam. W drugiej sytuacji miałam straszny kłopot, duże koszty związane z nowymi dokumentami, pamiętam, że najdroższy był wtedy klucz do samochodu z elektrycznym zamkiem. Mieliśmy dwa kluczyki, ale ten drugi był chyba bez elektrycznego zamka czy coś takiego. To wydarzyło się na początku lat 2000. Obcy ludzie pożyczyli mi pieniądze na dalszą podróż. Wracałam z córką zza granicy. Samochód miałam zostawiony u kuzynki. Ale dlaczego brałam klucz ze sobą? Chyba jej miało nie być, gdy wracałam.

 W kolejnych latach już uważałam. Aż do wczoraj podczas zakupów w Galerii Sudeckiej w Jeleniej Górze. Na szczęście, uprzedzę fakty, rozpacz z powodu mojej zguby trwała około 20 minut. Gdy się zorientowałam, że  nie mam telefonu, zaczęłam chodzić po sklepach, gdzie mogłam go zostawić. Ale to 20 minut na pewno skróciło mi życie o dłuższy czas.😢 Totalna rozpacz i łzy. W kółko powtarzałam, wiedziałam, że to kiedyś się stanie. Ale jestem z dzieckiem, a Gospodarz gdzieś krąży po innych sklepach. Pomimo ogromnego nagłego stresu przypomniałam sobie, że dawałam dziecku pieniądze, żeby samo sobie coś kupiło w Smyku i siadłyśmy wtedy  na ławce. Wyjęłam telefon i sprawdziłam, która godzina i stąd mam taką jasność sytuacji. Idziemy do ochrony, obie zapłakane. Ja już mam w głowie scenariusz jakie kroki następne mam podjąć. Wyjąć  naszą szkolną wizytówkę i zadzwonić do córki z telefonu  ochrony, żeby zablokowała banki, dowód, telefon i do Kima, żeby przyszedł po nas pod sklep Smyk. Nie myślę o straconych zdjęciach, tylko o tym ile haseł trzeba będzie na nowo wymyślać, ile numerów bankowych i telefonicznych wpisywać. Wyobrażam sobie znalazcę jako bardzo  sprytnego człowieka, który zagarnie wszystko co mam.😢

A tu dzieje się taki  filmowy cud, z dwóch alejek galerii podchodzą do ochrony  dwie pary jednocześnie,  ja z Matylda i chłopak z dziewczyną. Widzę, że trzymają w rękach mój telefon. Jezu, co za ulga. Mówią, że znaleźli go na tej ławce przed Smykiem. Czekali  tam chwilę,  w tym czasie dzwonił Kim, odebrali, i już wiadomo było czyj to telefon. Matyldzia mówi, ale masz babciu szczęście. Młodzi ludzie byli z Jeleniej Góry.  Z rodzinnego zdjęcia blokady wysłali nawet info do moich córek, zanim zadzwonił Kim.

 Rozminęliśmy się wcześniej  koło Smyka

 Czy zdarzyły wam się podobne sytuacje? Czy sami oddawaliście znalezione rzeczy? Jak np. pieniądze? Tak się robi testy o uczciwości społeczeństw. Mnie kiedyś bankomat wypłacił 1000 zł, zamiast 100, ale nie poszłam do banku zwrócić.😐 To był jakiś błąd w systemie. Podzieliłam się z córkami, to zdarzyło się na pewno  ponad10 lat temu, jeszcze przed erą wnucząt. 

Ja sprawdzam uprzejmość ludzi,  gdy proszę ich o zrobienie zdjęcia. I do tego wybrzydzam, Może tak, może jeszcze jedno, sprawdzam czy dobrze, proszę o więcej. Nikt mi nie odmawia, a nawet ludzie mnie chwalą, że prawdziwa ze mnie modelka. Młodzi bardziej się starają, np. klękną, żeby osiągnąć lepszy efekt, sami doradzają, a starsi najczęściej  nie umieją kadrować i w ogóle się nie starają. Proszę, oto  podbarwione


przykłady👍
Lubań

Wracając do tej komórki. To mój podręczny komputer. Przyznaję , że mam w nim wszystko. Zguba bardzo utrudniłaby mi życie. Zważywszy, że jestem nadal poza miejscem stałego zamieszkania. Wnuczka potem relacjonowała córce przez telefon, ściszyła głos i powiedziała, że babcia płakała. 

Perypetie przytrafiają się nawet w business class, mówi Kim mówi, bo wszędzie u nas białe zasłonki jak w dreamlinerach, a stresu i tak nie unikniesz.

Jacuzzi na tarasie. Woda się grzeje. Ostatnio często używaliśmy, bo na wsi zimny mikroklimat.



Ten sielsko- anielski klimat czasami mnie męczy.  Jestem tu już prawie dwa miesiące. Wiejska cisza, ogród z fruwającymi insektami, dom, który ciągle trzeba sprzątać, bo w minucie pojawiają się sieci pajączków. Brak ludzi.

 Po stokroć wolę miasto. Chociaż małe miasteczka, i ciągle jeżdżę na drobne zakupy. Gryfów Śląski, Lubań, Lwówek, Lubomierz, Bolesławiec to nasza rozrywka. Nie wspominając o jednodniowych wycieczkach za granicę.  Bo teraz znowu są granice😢

Lubań, na czytelniczej ławeczce.

Lubomierz- w ten weekend festiwal komedii. Dzieci przed muzeum Kargula i Pawlaka

Bolesławiec w słońcu z  fajansową ławeczką.

Gryfów Śląski

Lwówek Śląski

 A Jelenia Góra to już metropolia. Gdy więcej ludzi, to i różne incydenty. Gospodarz siedzi w domu, to i zdrowszy, i spokojniejszy. A ze mnie niespokojny duch.

Dostałam list z propozycją pracy w Reykjaviku jako nauczyciel języka polskiego. I jak sobie z tym poradzę? Szczegóły za parę dni.👌

A wy co wolicie, wieś czy miasto na wakacje?  A poniżej nasze pole. Kto inny uprawia👍


 

niedziela, 20 lipca 2025

Niech słońce świeci- the Earth says hello.

   Odkąd mamy ten letni dom na Dolnym Śląsku przyjeżdżam co roku na festiwal obwołany jako hipisowski do  malowniczego miejsca nazywanego Stacja Wolimierz w  Pobiednej. Oj, nie lubię tej nazwy, nadali ją wiadomo od zwycięstwa żołnierzy radzieckich, a potem nie zmieniali.  Stacja, bo to kiedyś autentyczna stacja kolejowa, a  pracuje tu i bardzo aktywnie działa kilka lokalnych i regionalnych stowarzyszeń. A zaczęło się już w 1988 roku od Teatru  Kliniki Lalek i Fundacja na Rzecz Wspierania Kultur Alternatywnych i Ekologicznych.

Stąd prawdziwa lokomotywa zostawiona jako symbol. Wszystkie dawne niemieckie stacje to bardzo solidne budynki, przykłady czasami neogotyckiej architektury końca XIX wieku. Tutaj domów szachulcowych.

Obserwują nas oczy bóstwa.

Czyli byłam tam już wiele  razy. Pierwszy raz sama, bo  w ostatnich latach z wnuczką. Z naszej dawnej gajówki czy obecnego miejsca letniego zamieszkania, to tylko około 20 km. Na Gryfów Giebułtów Świecie. Mija się zjazd do Leśnej, gdzie znajduje się zamek Czocha.  Im bliżej miejsca, to roztaczają się piękne widoki na Góry Izerskie. 

Trzeci tydzień lipca na ogół trafia się upalna pogodą. Można się letnio kolorowo wystroić i poczuć magię  hippisowskich czasów. /nie pisowskich/





Gdy tak zastanawiam się skąd się wzięły moje skłonności do muzyki rockowej i tego typu hippisowskich  zachowań,  to odpowiedź jest jedna.  Z pewnością pierwsze wyjazdy zagraniczne,  które były totalną petardą dla kształtowania mojej późniejszej nie tylko  muzycznej  osobowości. 

Bębny,gongi są bardzo typowe dla  muzyki Wschodu.

W poprzednich postach zastanawialiśmy się nad wyjazdami zagranicznymi. Wycieczki do krajów zachodnich, zanim staliśmy się częścią demokratycznej Europy,  były trudniejsze z powodu bardzo niekorzystnej dla nas wymiany dewizowej. Pod koniec lat 70. i potem 80., bo te czasy biorę pod rozwagę, kraje tzw. trzeciego świata były dostępniejsze. A mnie od zawsze pasjonowały kraje egzotyczne, inne kultury. Nie byłam wychowywana w duchu naszej religii, nawet dziadek nie chodził do kościoła 🤣 to z ogromną wnikliwością zapoznawałam się z religiami Dalekiego Wschodu, nie żeby być wyznawcą, ale czerpać z  ich filozofii. 

Podróżnik Chris miał bardzo fajne stoisko z ciuszkami.

O swojej podróży do Afryki Północnej wspominałam niedawno, a tam zobaczyłam ogromny żywioł wszystkich afrykańskich krajów na Igrzyskach tego kontynentu, które wówczas odbywały się w Algierze. Kulturalnych igrzyskach, nie sportowych. Bardzo mi się podobała ta radość życia, kult ciała, tańce, entuzjazm Taka nieokiełznana prymitywna spontaniczność, witalność, fizyczność. A dwa lata  potem byłam dwa miesiące  na wyprawie w Indiach i Nepalu, a tam już feeria życia, miłości,  afirmacja seksualizmu, temperament i żar. Byłam już trochę starsza, to wiedziałam o co chodzi😀. My bardzo dokładnie poznaliśmy te kraje, a nie jak teraz się zwiedza na krótkich wycieczkach. Ponadto czasy były inne, bezpieczniejsze. Takie pobyty zostawiły trwałe fermenty w moim życiu i osobowości. Słuchanie rockowej muzyki lat 70. to jakby znowu wędrówki po knajpach w Kathmandu.  I takie naturalne rozmowy z ludźmi, którzy czują podobnie.  Dlatego jeździłam wcześniej na Woodstock do Żar z córkami nastolatkami.

Na festiwalu w Wolimierzu wszyscy mówią ci na ty i traktują cię partnersko.
Rozmowy o Nepalu.

 Zauważyłam jak w ostatnich latach zmienił się bardzo stosunek młodych ludzi do starszych. Kiedyś wcześniej ci młodzi nie potrafili tak łatwo mówić na ty, nie wiedzieli czy do końca wypada. A teraz bez problemu. Wszyscy jesteśmy bardziej otwarci życzliwsi serdeczniejsi. Ludzie więcej podróżują,  są naturalni i tacy bardzo bardzo serdeczni, interesują się tobą nawiązują rozmowę. Można nawet zapalić skręta.  To nie jest jak w pociągu, kiedy wszyscy mają słuchawki w uszach. Jest wesoło, w prawdziwym teatrze życia.

Ale czujesz się bezpiecznie, przyjacielsko. Bardzo dużo dzieci i mnóstwo dla nich zajęć.



Chyba nie sprzedają piwa, bo w ogóle nie widziałam podpitych ludzi, czasami  natomiast czuję się dymek "maryśki".
Tańczę z takim młodym i pytam się go czy oglądał  film Teściowie 2, i mówię do niego, że ja to jak ta babcia pana młodego, a tam grała jeszcze Ewa Dałkowska💔, nie wiem czy to widzieliście. Taka starsza pani podrywająca młodych facetów  mówiąc po niemiecku. A on na to, niech będzie babcia ale jaka! Alicja w krainie czarów i już.
Tu już w tańcu jakby z równolatkiem.

Tu zanim się rozgrzałam i rozebrałam😀

Wolimierz Festiwal jest dla każdego kto ceni wolność, sztukę, otwartość, ekologię. To pozytywna energia i magiczna przestrzeń. Chyba pisałam o tym w zeszłym roku, ale przy okazji innych festiwali wakacyjnych.  Z przyjemnością piszę i teraz i dzielę się z wami zdjęciami👍💓 W tamtym roku byłam bardziej kolorowa. Chyba jednak  lepszy nastrój wtedy mi towarzyszył. Też było upalnie. Z wnuczką i koleżanką.



Jedzenie zawsze wolę wegetariańskie niż mięsne. A tu tylko takie.





Czy myślicie, że Wasze gusty muzyczne kształtowały  jakieś wydarzenia z życia?  Znajomości, nauczyciele, rodzice, filmy?

PS Specjalnie dla Lech zdjęcia z naszego KCK. Ten outfit pewnie ci się bardziej spodoba?😀 Ja mam rozdwojenie jaźni😀 Najczęściej, żeby posłuchać muzyki klasycznej jeżdżę do Kielc. Właściwie to lubię wiele rodzajów muzyki, soul blues jazz tradycyjny pop. Nawet country&western. To wszystko zależy gdzie i z kim jesteś.