Ostatnie dwa tygodnie upłynęły mi na spotkaniach towarzyskich i wielorakich wizytach u ludzi lub w lokalach , moimi znajomymi, rodziną, klientami reprezentującymi odmienne od siebie poglądy na życie. Jednakże parę ideałów , walorów i cech były wszystkim wspólne, umiłowanie wartości rodzinnych, wychowanie w kraju katolicko-komunistycznym i post-, takie połączenie jest sensacyjnym ewenementem dla mojego Kima. On zupełnie nie rozumie szacunku dla wykształcenia, przywiązania do life-time job, najchętniej na państwowej posadzie, niechęci do radykalnych zmian, np. zmiana miejsca zamieszkania.
Wrócę do tych rozważań dalej.
 |
| jesień w Gajówce koło Rębiszowa i Mirska, nasi sąsiedzi koło przystanku. |
Tydzień temu, gdy napisałam długi post, który skasowałam przypadkiem skupiłam się na swoim pierwszym kontakcie ze sztuką, wycieczkach i rodzinnych wyjazdach, które w dzieciństwie i młodości wywarły tak silny wpływ na moją wyobraźnię. Były to odwiedziny na Górnym i Dolnym Śląsku,
 |
| Co widzimy z okna naszego nowego domu. |

zielonogórskim i w pasie granicznym tych ziem, w dawnym NRD i Czechosłowacji. Czy ktoś , oprócz studiujących filologię polską i mieszkających w zachodniej Polsce, słyszał o Dolnołużyczanach, ich ciekawych zwyczajach i języku? Plemię słowiańskie na terenach germańskich, to dopiero osobliwy przypadek. Pamiętają niektórzy, gdy na początku lat 70. poczuliśmy odrobinę wolności , bo na pieczątkę w dowodzie mogliśmy jechać do NRD i CSRS? Zagranica dla mnie, wówczas około 10-12-letniej dziewczynki jawiła się doświadczeniem wręcz niezwykłym, tajemniczym, „ezoterycznym i fantasmagorycznym”- moje ulubione słówko z okresu późniejszego dojrzewania. W Cottbus byłam w prawdziwej eleganckiej restauracji i z rodzicami ,i bratem robiliśmy zakupy , które nie były tylko jakimiś szarymi towarami, ale wielką rozpustą w tamtych czasach, np. prawdziwe mazaki, notesiki w grawerowanych, jedwabnych okładkach / mam je do tej pory/, dla Mamy kremplinę, dla ojca koszule non-iron, a dla brata autentyczne wydania zagranicznych książek, poezję rosyjską i niemiecką. W zakupowych torbach znalazło się też wytworne produkty spożywcze, pamiętam pokrajaną w plasterki szynkę i małe paróweczki, nawet nie słodycze. Na studiach już dostawałam takie paróweczki w paczkach z USA ! Marzyło się o parówkach…ale również o czymś niezwykłym, teatrze, operze, reprodukcjach, pocztówkach, które zachwycały i frapowały swoim pięknem. Brat kochał poezję, ja też. Ja pomniu cziudnoje mgnowienie…
I jak się mają moje doświadczenia, skromnego dziecka z prowincjonalnego, robotniczo-chłopskiego miasta, rozbudowanego dla potrzeb huty , gdzie nie było typowej inteligencji, jakieś szczątki, która przetrwała po wojnie, gdzie ruch robotniczy też nie miał tradycji, a władzę sprawowała demokracja ludowa, gdzie mieszkało się w szarych warowniach, w blokach z malutkimi mieszkaniami, jak w klatce, dosłownie i w przenośni. Nawet modne było mieszkanie w blokach i rodzajem uprzywilejowania, bo nie wszystkie domy prywatne miały wtedy kanalizację! Napomknę, że wspominam lata 60. i wczesne 70 Moją największą zaletą jest bardzo solidne humanistyczne wykształcenie akademickie. Za komuny, a moj ojciec pracował w służbach, hehe, wykstałcenie było najwyższą wartością i nie deklasowanie się za wszelką cenę.
Jak porównać moje dzieciństwo i młodość do mojego obecnego męża, wychowanego w rodzinie amerykańskiego prawie fabrykanta/ brzmi jak co najmniej słówko z Ziemi obiecanej/.
 |
| Zdjęcie z lat 50., od lewej mama Kima i ojciec, następnie jego stryjowie z żonami. Ten po prawej- TB był więźniem Stalag Luft III w, lotnik zestrzelony w Libii.Obecnie ma 92 lata, mama Kima 98, pozostali nie żyją. |
 |
| Ulubiony wujek Kima,oprócz tych na gorze, tym razem ze strony mamy. Dla mnie , jak młody Hemingway. |
Kim był dzieckiem adoptowanym, gdyby poszedł śladem swoich
przybranych Rodziców, wujków i kuzynów, z pewnością nasze ścieżki NIGDY
by się nie zeszły. Tamte światy jego amerykańskiej rodziny, to jak dwie różne planety ze mną. Kim wybrał drogę wiecznego outsidera, najpierw
zbuntowanego hippisa przemierzającego stany, jakżeby inaczej, na Harley`u/ pochodził w końcu z Milwaukee/, potem włóczył się po całym świecie na statkach, rozbijał się jaguarami
i
marnotrawił życie
na upijaniu się w knajpach. I wtedy nasz status społeczny
i pragnienia jakoś się ze sobą zetknęły. Bo jemu już pracować się
nie chce, jest zabawny i ma fantazję, a ja chętnie wypełniam jego oczekiwania o wygodnym życiu, czyli o
niepracowaniu, o dużym domu
, czyli duży telewizor, duży ogród, smaczne posiłki i
miła kobieta. Ja to wszystko zapewniłam w Polsce, bo na Francję już brakło mu funduszy. Ja mam inne ambicje, dla mnie to jakieś działanie, nieustanna praca i nauka, też dom, i ogród. Nieraz się uzupełniamy. Ja jestem pokoleniem blokowym i mi nie przeszkadza mała powierzchnia i sąsiedzi, a on tego NIENAWIDZI.
I teraz wrócę do myśli z początku postu, sama nie wiem dlaczego, ale od wczesnej młodości drażniła nudność zwyczajnego życia, taka codzienność, która panowała niepodzielnie naszym umysłem, taka mrówcza troska i zapobiegliwość i te ważne wartości dla innych zdawały się dla mnie, jak dla Wyspiańskiego „ tak by nam się serce śmiało do ogromnych wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy”. A Kim reprezentuje zupełną odwrotność polskich ideałów w każdym aspekcie. I dlatego stale deprecjonuje w swoich wypowiedziach nasze drogocenne walory. Pamięta o trudnej dla nas historii, ale nie może zrozumieć naszej akceptacji bylejakości , kiepskich manier i braku otwartości na świat.
A teraz, kiedy już trochę się uspokoiłam w tym swoim nienasyceniu i dążeniu do rzeczy wielkich, to w końcu doceniam to całe moje życie w Polsce,bo tutaj miałam bardzo dobrą bazę, nawet moje indoktrynacyjne postsowieckie wychowanie, ale liceum ze 100-letnią tradycją, ten mój szary blok, sentymentalne polskie niedopracowane filmy, katolicyzm obecny w naszym życiu, zawodzenia kościelne, chociaż ja sama nie byłam wychowana w tym duchu, ale jest to obecne w naszej literaturze, nasza biedna prowincjonalność i konserwatywność, nasze kieleckie i rzeszowskie. Pamiętam, jak pijani poeci zawsze to wspominali, jesteśmy zanurzeni po uszy w naszej historii i umęczonej duszy, i straszliwie mnie drażni narzekanie Kima na wszystko w Polsce. Coś mi się odmieniło w myśleniu. Nie mogę akceptować tych jego narzekań i prawie pogardy do Polski.Teraz słucham w TV Kultura w programie Hala odlotów, dyskusji o polskiej architekturze, bronią blokowiska jako symbolu, można zabudować te miejsca siedliskami w stylu wiejskim, wkomponować domy kultury, biblioteki i ogódki niby-jordanowskie, wyśmiewają dworki i słusznie, bo co to za dworki, jak szereg ich stoi? Tęsknią za szarą płytką po gargamelowych domach prywatnych, a najlepszy jest snieg, bo ujednolica przestrzeń publiczną. Trochę nabroiliśmy we wczesnym kapitalizmie tą brzydotą budowlaną, tym przesadnym bogactwem rezydencji prywatnych- stwierdzili.
Nasz nowy dom poniemiecki przynajmniej doskonale pasuje do rejonów, gdzie się znajduje.
Architektonicznie i geograficznie rejony Dolnego Slaska są piękne. Parę zdjęć poniżej, domy naszych najbliższych sąsiadów, są Polacy, ale tez Austriak z żoną Polką, Niemka z uroczym B&B, Holender utracjusz i paru innych oryginałów.
Miałam napisać, co tak bardzo Kima drażni, ale już mi się nie chce, bo on sam mnie drażni. Najbardziej to drogi i kierowcy i że ludzie się nie uśmiechają, chodzą zombie po ulicach, i że wszędzie są płoty i psy szczekające,ochrona w sklepach, jakby sami złodzieje dookoła. Lubi polskie jedzenie, jak wszyscy obcokrajowcy, tzn. on docenia ceny tych naszych dań w restauracjach, szczególnie lubi sznycle i placki po węgiersku. Kim sam jest doskonałym kucharzem, jego specjalność to kuchnia meksykańska i hinduska, piecze też smakowite indyki, gęsi i kaczki. Ale kapusta i ziemniaki są u niego w pogardzie zupełnej.
 |
| Kotek dla Kima. |