Busko-Zdrój tętniło melodią XXXII Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego im. Krystyny Jamroz. A ja w ten najbardziej upalny letni tydzień przyjechałam tutaj na tygodniowy intensywny pobyt SPA, który stał się jednocześnie czasem głębokich refleksji. Te chwila, w których popołudniowe arie, wirtuozeria fortepianu oraz urok parku zdrojowego zbudziły dawno zapomniane emocje, skłaniały do spojrzenia na własne życie z nowej perspektywy.
Tydzień w hotelu Lawendowy Zdrój połączył lecznicze wyciszenie z energią. To idealny kontrast, gdzie poranki mijały na regeneracyjnych kąpielach siarczkowych i solankowych, a popołudnia i wieczory to elektryzujące festiwalowe koncerty na świeżym powietrzu, lub salach koncertowych, w kościołach, czy w kawiarni.
![]() |
Zdjęcie z późniejszej pory.
Szczególnie cennym wydał się wtedy głęboki hotelowy odpoczynek, któremu prócz kąpieli sprzyjały wodne i suche masaże, wygodne łóżko, cisza i odpowiednia temperatura w pokoju. Również kameralną przestrzeń strefy wellness, nie za ciepłe jacuzzi, ziołowe sauny, beczki pełne zimnej wody oraz chłodna grota solną. Lawendowy Zdrój spisał się na medal.
Kąpiele siarczkowe i solankowe, tężnie świetnie wpływają na organizm po godzinach stania wokół sceny, czy siedzenia w różnych miejscach, np. na obrzeżach fontanny sięgając po wodę i chłodząc ciało. Ławki zajmowano tylko w cieniu, pozostali kuracjusze tkwili pod drzewami. Popołudniowe koncerty w parkowej muszli były nie lada wyzwaniem dla artystów i widzów. Wracając do butikowego komfortowego hotelu czułam się odpowiednio dopieszczona dzięki bardzo miłej i profesjonalnej obsłudze, w recepcji, restauracji i strefie SPA.
Bardzo smakowały mi posiłki oparte na produktach BIO i zdrowej żywności. Dodawały energii, oczyszczały organizm. Nie dawały w żadnej chwili uczucia ciężkości. Zamówiłam sobie dietę wegetariańską. Była znakomita, po prostu doskonała w każdym posiłku. Normalnie jem mięso, ale chciałam spożywać coś lekkiego.
Siedziałam na ławce w cieniu, popijałam białe, dobrze schłodzone wino i wsłuchiwałam się w dźwięki tego, co działo się przez te dni w Busku-Zdroju podczas festiwalu. To muzyczne święto pomogło mi na chwilę zapomnieć się. Przyjechałam tu po odprężenie po bardzo smutnych emocjach, a dostałam balsam dla duszy.
Gdy człowiek wkracza w dojrzały wiek, często wydaje mu się, że wiele już widział, wiele przeżył. A potem idzie do Sanatorium Marconi
na recital fortepianowy młodego, wybitnego artysty, takiego jak Kevin Chen, albo słucha najsłynniejszych operetkowych arii w Parku Zdrojowym. I nagle okazuje się, że muzyka działa jak wehikuł czasu. Byłam tu 18 lat temu, nawet potem pisałam o tym w lokalnych gazetach mojego regionu. Kim odwiedził mnie wtedy na parę dni, pierwszy raz w Polsce i jego ciekawe obserwacje były bardzo zabawne. Ale Jego już nie ma.
Ten niemiłosierny upał, nawet nocą przywoływał również na myśl moje dawne egzotyczne podróże do Azji czy Afryki, w czasach , gdy w Polsce nie notowano temperatur powyżej 30 stopni wieczorem i nie chodziło się po nocach, bo milicja zatrzymywała😀
Siedząc w festiwalowej kawiarence, obserwując eleganckich kuracjuszy i artystów dyskutujących o sztuce, rozmyślałam sobie o różnych sprawach. Noszę w sobie tak wiele nieopowiedzianych historii. Dźwięki klasyków, również te bardziej rozrywkowe jak Leonarda Bernsteina, muzyka filmowa H. Kuźniaka przypominają tyle zakurzonych w pamięci momentów. Oglądanie po raz pierwszy legendarnego musicalu West Side story w telewizji czy filmu Vabank w kinie Hutnik. A mój znajomy Japończyk zawsze mówił o miłości jego rodaków do Chopina.
/ Kevin Chen to Kanadyjczyk, tak a propos/.
Pobyt w uzdrowisku to specyficzny mikroklimat. Obok wielkiej sztuki, spotykam tu przekrój ludzkich losów. Obserwuję wieczorki taneczne, na świeżym powietrzu, na których towarzystwo po sześćdziesiątce doskonale się bawi. Przyznaję, czasem te sanatoryjne flirty i specyficzny folklor wywołują lekki uśmiech, a czasem wzruszenie, gdy samotność przegrywa z chęcią bycia po prostu zauważonym. Zupełnie inaczej wygląda ten tańczący tłum teraz w porównaniu jak ubieraliśmy się 20 lat temu. Obecnie jest zamożniej i luzacko. Kobiety są swobodne i bardzo radosne. Ja też.
Muzyka klasyczna tworzy do tego wszystkiego piękną, dostojną oprawę. Daje nam prawo do wzruszeń, przypomina zachwyty nad życiem. Poniżej festiwalowe gwiazdy.
Ten festiwalowy tydzień to był dla mnie ważny czas, czas dla samej siebie. Nie odbierałam telefonów, oprócz tych od córek.
Przy akompaniamencie festiwalowych koncertów słyszałam ciągle własne myśli. Kima już nie ma i kto będzie mnie teraz rozpieszczał? I mówił, że wszystkie lustra na ciebie patrzą, te w windzie też:))
Będę sama brała z niego przykład.













Ta kobieta na przed ostatnim zdjęciu w niebieskiej sukni i białych włosach wygląda jak prawdziwa...Elsa :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Królowa Nadodrza :)
Dziękuję. To Joanna Nawrot, sopran, solistka Opery Wroclawskiej., śpiewała na festiwalu przeboje muzyczne.
OdpowiedzUsuńTo dla Ciebie trudny czas, ale mam nadzieję, że ten tydzień w Busku pozwoli Ci znowu patrzeć przed siebie. Przytulam.
OdpowiedzUsuńDziękuję, że jesteś ♥️Kim z pewnością chciałby mnie widzieć szczęśliwą i patrzącą przed siebie. On taki był, nieznośna lekkość bytu jak go nazywałam, my Huckelberyfriend, beztroski hippis całe życie.
UsuńBusko mnie trochę zregenerowało. A teraz będzie czas z wnuczętami.
W sierpniu będę w Szczecinie, to się umówimy? mam nadzieję,,♥️
Przykro mi. Nie wiem co Ci powiedzieć. Bo ...żałoba to żałoba... nic i nikt nie jest nam dany na stałe . Przeżyj ten stan w miarę spokojnie i wypłacz się porządnie, bo to czas łez. A potem przyjdzie nowy rozdział w życiu
OdpowiedzUsuńPrzytulam Cię ciepło.
No zbolała wdowa jak widać
UsuńDziękuję. Kim wolałby, żebym była radosna i śmiała się z Matyldą. Tak się dzieje . Ale wyrzucanie wszystkiego czy pakowanie niektórych rzeczy i przygotowywanie domu na sprzedaż jest bardzo przykre. Nawet kot poszedł za panem po miesiącu.
UsuńMiałaś niewyobrażalnie wspaniały tydzień, oczywiście nie licząc zbyt wysokiej temperatury. Tyle atrakcji, że trzeba się po prostu zrelaksować. Mam nadzieję, że wystarczy Ci tej nowej energii na wiele dni:)))
OdpowiedzUsuńO tak. To miała być regeneracja sił i odprężenie. Ale pogoda była szatańska.
OdpowiedzUsuńTeraz przyjechała do mnie wnuczka, za tydzień następna. Będzie wesoło. Życie toczy się dalej.
Cała prawda, w życiu są różne momenty, ale czas się nie zatrzymuje. Może tylko leczyć rany:)))
UsuńBusko - w okresie szkoły średniej mieszkałem na obrzeżach Kielc i pamiętam, że gdy wracałem ze szkoły wyprzedzał mnie autobus do Buska Zdroju.
OdpowiedzUsuńSanatorium - słyszałem sporo ciekawostek na ten temat, ale nie miałem okazji sprawdzić i już nie sprawdzę bo w Australii taka instytucja nie istnieje.
Dziękuję za relację, ale przede wszystkim przesyłam wyrazy współczucia z powodu Twojej straty.
Życzę regeneracji sił fizycznych i duchowych.
Tak pamiętam, że jesteś moim krajanem♥️
OdpowiedzUsuńJa byłam na takim tygodniowym intensywnym pobycie rehabilitacyjnym. Prywatnym, typu SPA. Na pewno takie są też i u was.👍👏
Typowe sanatoria to 3tyg pobyty. Byłam trzy razy. Za długie dla mnie, plus trzeba dzielić z kimś pokój, co w pewnym wieku jest dosyć kłopotliwe🤣
pozdrowienia z Dolnego Śląska.
Cieszę się, że wspominając Kima i myśląc o Nim pomyślałaś też o sobie. Najlepsze co teraz możesz zrobić to spróbować żyć po staremu, tak żeby nie zatracić się w smutku i żałobie. Masz rację pisząc, że Kim tak by chciał.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że te wszystkie patrzące się na Ciebie lustra będą uśmiechać się szeroko a Ty odpowiesz im tym samym.
Ściskam Cię serdecznie Alutka.
Kim był Amerykaninem z pochodzenia, wychowany w protestanckiej tradycji. Wypracował w dorosłym życiu ateistyczny światopogląd. Pożegnanie z Nim przy dźwiękach piosenek As time goes by i Moon river to było podziękowanie za spędzone razem lata. Nie oczekiwał żałoby, tylko pamięci. A ona długo będzie trwać w głowach moich wnucząt, kiedy nas już nie będzie.
UsuńJutro pojedziemy na hippie festiwal w Wolimierzu, gdzie jeździliśmy razem od lat.
Pozdrawiam Cię Moniu serdecznie.
Podobno Busko-Zdrój jest piękne, tymczasem jakoś nigdy nie było mi po drodze i w rezultacie jeszcze tam nie byłam. Wierzę, że i tam mnie kiedyś zaniesie.
OdpowiedzUsuńMożemy się kiedyś umówić na wyjazd do Buska. Niektóre hotele mają trzydniowe pakiety.
UsuńO. Jest pomysł!
UsuńAlu, zachęcasz bardzo do odwiedzenia Buska, Lawendowy Zdrój to piękna nazwa i widać miły klimat. My tez zmieniamy plany w zależności od pogody, teraz nic nas nie obliguje, jedynie chęci i siły!
OdpowiedzUsuńNasze Buski wygrało ostatnio w kategorii najlepszego sanatoryjnego miejsca.
UsuńJeśli dysponujecie czasem, to konieczne do mnie na Dolny Śląsk, póki jeszcze tu mieszkam. Wiem, że tu byliście, ale pewnie Goerlitz nie odwiedzaliscie? Odezwę się prywatnie.
Z tekstu wynika, że muzyka nie tylko łagodzi obyczaje ale i koi duszę. No, ale aby tego zaznać trzeba mieć uszy wrażliwe na tak subtelne dźwięki czego zazdroszczę melomanom. Z powodu żałoby współczucie posyłam.
OdpowiedzUsuńA teraz żartem: Ja nie lubię kiedy lustra na mnie patrzą:))
Ja nie jestem taką poważną melomanką., ale lubie słuchać klasyczne hity.
UsuńDziękuję za współczucie, jest mi ciężko szczególnie , gdy muszę wyrzucać tyle rzeczy po nim. żałoba w oczach i melancholijnych postach.
Droga Alicjo,
OdpowiedzUsuńjakże słodko-gorzki ten Twój wpis.
Moje kondolencje z powodu śmierci Kima :(
Cieszę się jednak, że postanowiłaś zrobić coś dla siebie i nie pogrążyłaś się w żałobie. Najgorsze, co mogłabyś zrobić, to zamknąć się w czterech ścianach.
Parę Twoich zdań chwyciło mnie za serce, w tym to poniżej:
(...) a czasem wzruszenie, gdy samotność przegrywa z chęcią bycia po prostu zauważonym.
Jak dobrze, że tam pojechałaś i znalazłaś ukojenie!
Trzymaj się dzielnie i zdrowo. Niech Twój apetyt na życie nie słabnie :)
Dziękuję.
OdpowiedzUsuńŁzy się leją, gdy otrzymuę zwrotne maile od ludzi, jego dalszej rodziny i znajomych, których zawiadamiałam o jego śmierci. Szczególnie od starych miłości z młodości, o które byłam kiedyś zazdrosna. Miałam listę znajomych, których prosił o zawiadomienie. Wysyłam też paczki z albumami zdjęć do amerykańskiej rodziny, już ich nie oglądam.
Jednakze staram się normalnie żyć. Mam teraz wnuczkę, za niedługo przyjedzie druga córka z rodziną, są zajęcia.
Rozumiem doskonale. "Show must go on". Zmarły już jest poza wszystkim, "nic go nie obchodzi", a pozostawieni bliscy jakoś dalej muszą żyć. Nie ma niestety żadnej ulgi, choć boli, że świat się nie zatrzymuje i wydaje się być okrutnie obojętny na nasze cierpienie...
UsuńNie chcę epatować cierpieniem, bo ono istniało w czasie odchodzenia i było bardzo bolesne. Potem nastąpiła ulga. Teraz refleksja nad życiem. W pewnym wieku trzeba porządkować swoje ziemskie sprawy, bo wszystko mija i nie wraca.
OdpowiedzUsuń