Moja lista blogów

piątek, 17 kwietnia 2026

Goldberg czyli Złotoryja -co za spotkanie.

 Za mną niezwykły dzień w Złotoryi – najstarszym mieście w Polsce,/1211/ które swoimi piastowskimi korzeniami zawsze kusiło  pisarską wyobraźnię  Magdaleny Rohackiej Click, a refleksjami o swojej książce Klejnoty rodzinne podzieliła się z czytelnikami na spotkaniu autorskim  w  Miejskiej Bibliotece.

Ale tym razem to nie tylko mury i daty były najważniejsze, a ludzie. Click

Złotoryja, ze swoją senną, a jednocześnie szlachetną atmosferą, stała się idealnym tłem dla spotkania trzech kobiet, które w sieci budują własne światy, ale mają wspólna pasję do słowa, sztuki, historii.

 Trzy  blogerki z różnych zakątków Polski, gdzie indziej się urodziły, studiowały i pracowały. Trzy różne doświadczenia i spojrzenia na świat. Choć przyjechały tutaj z jeszcze z innych części kraju, nie tylko tych   ze swoich rodzinnych, szybko okazało się, że ich drogi – choć geograficznie odległe – przecinają się w tych samych punktach życiowej dojrzałości. Jedna żegna się z odchodzącym mężem, druga z matką, a trzecia wita na świecie ukochaną wnuczkę.

 Na co dzień   tworzymy w sieci inną opowieść, tutaj, pod złotoryjskim niebem, znalazłyśmy wspólny język.

Złoto nie tylko w rzece Kaczawie, ale również w naszych włosach w słonecznym świetle.

Spotkanie  w murach najstarszego miasta w Polsce, było czymś więcej niż tylko towarzyską kawą. Były też pyszne naleśniki.😀👍👏 W kawiarni w dawnym Ratuszu,  a zdjęcia przed zabytkową barokową  Fontanną  Delfina z 1604 roku, odrestaurowaną w 2008. Delfiny przypominają mityczne smoki lub węże.



Złotoryja, ze swoim spokojnym rytmem i piastowską historią w tle, przypomniała nam, że czas może być naszym sprzymierzeńcem.  Nasze rozmowy nie były o tym, co „wypada”, ale o tym, co nas naprawdę porusza. Również wszechobecne  tutaj  małe butiki.👏 Wąskie uliczki, Rynek, kościół NMP stały się  też świadkami rozmów o odwadze bycia sobą.




Dzielenie się doświadczeniami z pisania o historii, sztuce, o codzienności i o wyzwaniach, jakie stawia przed nami cyfrowy świat, dało nam  poczucie bliskości. Czwarta koleżanka łączyła się z nami przez komunikator. Click Zrozumiałyśmy, że choć działamy w sieci, to prawdziwa magia dzieje się „tu i teraz”, w kontakcie wzrokowym i wspólnym śmiechu.

Przed zabytkową studnią

Dla pisarki zakochanej w epoce Piastów, Złotoryja to miejsce szczególne. Kilku mieszczan walczyło i zginęło w walce z Mongołami pod Legnicą w 1241. Potem prawie wszystkich zabrała "czarna śmierć".  Górnicy  w poszukiwaniu złota, bazaltu , miedzi dawnego miasteczka Goldberg budowali potem potęgę regionu.

Z Orłem- Niepodległość- zrywającym się do lotu i szkołą im M. Konopnickiej

To spotkanie pokazało, że  jednak najpiękniejszą historią, jaką możemy napisać, jest nasza własna teraźniejszość, choć stoimy pod średniowieczną Wieżą Kowalską, a nawet mamy monumentalny pomnik Reymonta.



Energia, którą wymieniłyśmy między sobą, stała się tak samo cenna jak legendarne złotoryjskie złoto i bazalt. Wyjechałyśmy z poczuciem, że dojrzałość to dobry wiek dla twórczości – moment, w którym wiedza spotyka się z pasją, a spokój z ciekawością świata.

Warto spotkać się wpół drogi. Regionalne różnice tylko wzbogacają naszą wspólną, polską opowieść, że południe to trochę dalej niż Miastko😀💓  Gdańsk tak samo piękny jak Kraków.

Złotoryja też.

W kobiecej przyjaźni drzemie siła, która trudność potrafi zamienić  w inspirujący wpis na blogu czy rozdział w książce.  Spotkanie potwierdziło, że internet może dzielić, ale mądrze wykorzystany – buduje ciekawe mosty między ludźmi, którzy nadają na tych samych falach.

Złotoryja, dziękujemy za Twoją gościnność i nasze wspólne chwile. Piastowie byliby  z nas dumni, dzielne białogłowy. 

Czy Dolny Śląsk jest wam bliski? Jakie miłe wspomnienia stamtąd? Dlaczego w realu jest prawdziwiej?


25 komentarzy:

  1. Zawsze myślałam,że najstarszym miastem w Polsce jest właśnie...Kalish co ja tam walczyłam z tą głupią babą i źle mi się kojarzył. Mój walc z "Noce i dnie" śpiewany przeze mnie jako "Spotkamy się w Kalishu" do dziś podoba się moim Fanom i Fankom.
    Dobrze wiedzieć,że Złotoryja jest najstarszym miastem w Polsce. A wiesz jaka jest najmłodsza miejscowość/wioska w Polsce??? Oczywiście Nieboczowy. Po przesiedleniu z 2019 roku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kalisz jako osada jest najstarszą w Polsce, tak się powszechnie uważa. Tu chodzi o nadawane prawa miejskie. Złotoryja otrzymała nadanie od księcia piastowskiego Henryka Brodatego I.
    Wydaje mi się, że co roku jakieś miejscowości dostają prawa miejskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej napisałam Ci ze dwa maile. Doszły? Co do praw miejskich to Nieboczowy ich nie mają-to wioska ale jest to najmłodsza wieś w Polsce bo ją przesiedlono w 2019 roku. Kogel mogel 2 jutro będzie na TVN. Jak chcesz obejrzyj :)

      Usuń
  3. Ach, jak pięknie spędziłyście czas i pogoda sprzyjała!
    Na zdjęciach chyba dwie panie, trzeciej nie zauważyłam.
    Dolny Śląsk to całe mnóstwo atrakcji turystycznych i pięknych szlaków.
    W realu możemy skonfrontować choćby brzmienie głosu, sposób prowadzenia rozmowy, umiejętność słuchania itp.
    Kolejne świetne spotkanie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzecia nie zamieszcza prywatnych zdjęć. W tym samym gronie spotkałyśmy się w zeszłym roku w czerwcu we Wrocławiu.
    Jakie ważne jest brzmienie głosu i interakcja w rozmowie.
    Masz rację Dolny Śląsk to całe mnóstwo atrakcji turystycznych. Mamy tu domu od 14 lat, a ja tak niewiele jeszcze widziałam chociaż przyjeżdżam to od dzieciństwa. Właściwie w te same miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Złotoryi nie byłem, nawet miałem trudności ze znalezieniem jej na mapie.
    Co innego Dolny Śląsk.
    Wakacje po 4 klasie spędziłem w Pieszycach.
    Wiele lat później dowiedziałem się, że Pieszyce+Dzierżoniów+Bielawa, stanowią trójmiasto o nazwie Pierdzielawa.
    Wiele razy byłem w Karpaczu, również z całą rodziną.
    Kilka lat po ślubie wędrowałem z żoną po Górach Stołowych.
    No i jeszcze Bieg Piastów w Jakuszycach.
    Hej, łza się w oku kręci.

    OdpowiedzUsuń
  6. Łza i mnie się kręci w oku, bo pewne etapy życia będę tu zamykać. I tu blog, wirtualne znajomości spełniają swoją rolę, bo człowiek może ukryć swoje uczucia.
    Ja bardziej byłam związana z Wrocławiem i i regionem do Jeleniej Góry. W Legnicy zawsze miałam przesiadkę i pamiętam pełno żołnierzy radzieckich w pociągach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne słowa Alu o przyjaźni kobiet i czasie, który może być naszym sprzymierzeńcem. A zawsze traktujemy go jak wroga, co nam wszystko zabiera. Jeśli jednak pozwolimy sobie na to, może nas obdarzyć wspaniałym spotkaniem w najstarszym mieście w Polsce, mojej ukochanej Złotoryi. Dziękuję Ci za samozaparcie, żeby tyle kilometrów jechać na to spotkanie a potem z powrotem. I za wzruszający opis kobiet wybierających wspólne wędrówki- my pochodzimy obie z Trójmiasta i przez pięć lat nauki dzieliłyśmy wspólną ławkę a od lat wspieramy się w pasjach, które zataczają coraz większe kręgi, by doprowadzić trzy blogerki pod Bramę Kowalską w Złotoryi. Pozdrawiam i do następnego spotkania🌹

    OdpowiedzUsuń
  8. Z pewnością znajdziemy jakieś piękne miejsce na kolejne spotkanie ♥️
    Pamiętałam wasze wspólne szkolne wspomnienia, ale chciałam podkreślić też Twój znaczący etap w Słupsku, pisząc o różnych częściach Polski.
    Przypomina mi się jak około roku 2000 zaczęłam częściej bywać na zachodzie, dziwiło mnie, że oni potrafili na lunch czy kolację jeździć po 100 km od domu. i tylko zastanawiali się, gdzie jest coś fajnego i gdzie by tu pojechać, żeby wypić przysłowiową kawę jak my to mówimy. Oni jadą na kieliszek wina lunch lub kolacja. My teraz robimy tak samo.
    Mam nadzieję, że kolejne spotkanie autorskie były udane.

    OdpowiedzUsuń
  9. w Złotoryji byłem tylko raz, a dokładniej trzy razy, tylko podczas jednego wyjazdu, gdzie byłem na stażu w pewnym ośrodku rehabilitacyjnym niedaleko Legnicy... to były dość krótkie wizyty związane z owym stażem, centralnie w tamtejszym szpitalu psychiatrycznym... miasta nie było za bardzo okazji pozwiedzać, tyle co rzucić okiem jedynie tu i tam, i jak pamiętam, to podobało mi się... i tyle... tylko to było wiele lat temu, więc z pewnością wiele się zmieniło od tamtego czasu...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zawsze ta nazwa mnie śmieszyła i teraz sprawdziłam jego historię. Zaraz po wojnie bezpośrednio nazywali ją Złotą Górą, potem prawie przez rok do 1946 Złotorią. A następnie Złotoryją, a nie podchodzi to od ryja tylko od rycia. Miasto ma swoją flagę herb pieczęć oraz hejnał.
    Człowiek widział tyle różnych miejsc, o których się zapomniało, a czasami zdarza się , że ktoś je nam przypomina.

    OdpowiedzUsuń
  11. W trudnych momentach i i w tych szczęśliwych warto spotykać się z przyjaciółmi na chwilę wytchnienia.
    Teraz deszcz u mnie zasłonił niebo, a tu takie słoneczne wspomnienie. Alu, jestem z Tobą z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mówi mądrość życiowa, w trudnych chwilach człowiek jest w końcu sam. Nawet, gdy ktoś jest obok.

      Usuń
  12. Dolny Śląsk poznałam dość późno, poprzez Wrocław. Pierwsza wizyta w mieście była też pierwszym spotkaniem z Bee. Byłam wówczas w przełomowym momencie życia i nie bardzo mnie Wrocław wówczas zachwycił. Śmieszne, bo potem wracałam tam z kilka, a może i kilkanaście razy. Inne miejsca to krótkie wypady (Trzebnica, Legnica i Złotoryja- dwa ostatnie dopiero co). Widzę, że Dolny Śląsk ma wiele do zaoferowania i jeszcze wiele przede mną.
    Nazwa miasta też wydawała mi się śmieszna i mająca związek z ryjem :) a to rycie i złoto, no i najstarsze miasto, czy rzeczywiście najstarsze, spierają się jak zawsze, ale na pewno jedno z najstarszych. Samo miasto nie zrobiło na mnie dużego wrażenia, o wiele większe nasze spotkanie, spotkanie najpierw z panią w bibliotece, potem koleżanką Magdy, a potem z Tobą. Ten wyjazd obfitował w towarzyskie spotkania i chyba na tym etapie życia tego było mi trzeba, wymiany doświadczeń, refleksji i takiego po prostu tu i teraz, nawet szwendania się po miasteczku, krótkiego, ale ważnego. Podobnie, jak Magda doceniam, że chciałaś przyjechać, poświęcić czas, zmęczenie, aby spotkać się z dziewczynami, które widziałaś drugi i trzeci raz w życiu :) Doceniajmy to, że są takie osoby, którym się chce, bo nie wypominając wieku, ale coraz częściej spotykam takie, które odwołują spotkanie za spotkaniem, a bo wiatr wieje, a bo w kościach łupie, a bo jakoś im się nie chce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są cztery województwa w kraju, w których mieszkam, mieszkałam, często przebywałam, studiowałam. Dwa kierunki, kilka studiów podyplomowych. Stosując stare nazewnictwo, to kieleckie rzeszowskie olsztyńskie i wrocławskie. Łatwo się tu i tam poruszam, znam mniej więcej odległości, plus mam wielu różnych członków rodziny.
      Przyjechałam, bo chciałam oderwać się od domowej rzeczywistości. Jak również bardzo cenię wasze pasje i namiętności. Źe warto tak się realizować. Jesteście dobrą inspiracją ♥️

      Usuń
  13. Odpowiadając na Twoje pytanie – nie, Dolny Śląsk nie jest mi jakoś szczególnie bliski z prostego powodu... nie miałam okazji odkryć jego uroków. Tak wyszło, że moje ścieżki nigdy tam mnie nie zaprowadziły, nad czym trochę ubolewam. Dzięki zaprzyjaźnionym blogerom zdążyłam już zorientować się, jak wiele straciłam nie będąc nigdy w tamtych stronach (bo przejazd przez nie się nie liczy).
    Ależ pozytywna aura bije z tego wpisu! Pięknie to wszystko opisałaś. Miałyście również fantastyczną pogodę z tego, co widzę na fotkach. Samo miasto również mi się podoba, zapewne miałabym tam, co robić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję, z pewnością pogoda była radosną częścią naszego spotkania ✨
    Jesteś poza krajem już tyle lat, to zrozumiałe, że nie zdążyłaś odwiedzić wszystkich zakątków.
    Cenię sobie Twoją znajomość od moich francuskich czasów, rok 2011 -12. Ja dawniej taka pensjonarska panienka, chociaż dojrzała kobieta, a ty zorganizowana, poukładana/ takie było moje wrażenie/ systematycznie pokazywałaś nam uroki Irlandii, pięknie nazywanej Emerald Island.
    Lubię znajomości wirtualne przenosić na rzeczywistość, jeśli to jest możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda była wisienką na torcie. Wiadomo, że bez niej i tak bawiłybyście się wybornie, bo w doborowym towarzystwie tak właśnie jest, ale miło, że słoneczko dopisało – w jego promieniach świat zawsze wygląda lepiej, a i zdjęcia (jakże istotne dla takich istot jak my, blogerek) o wiele lepiej wtedy wychodzą :)
      To ja Ci bardzo dziękuję za te przemiłe słowa. Jakoś tak cieplej zrobiło mi się na sercu na myśl, że masz do mnie sentyment ;) No i całkiem dobrze mnie rozpracowałaś, gratuluję, panno Marple ;) Nie jestem żadnym ideałem, i nigdy do niego nie aspirowałam, ale tak, jestem w dużej mierze poukładana i zorganizowana (jak to ładnie ujęłaś), choć w oczach innych pewnie przez to nudna do bólu ;) Ale wiesz co? Dobrze mi z tym :) A Ty, droga Alicjo, swoimi rozległymi horyzontami, ciekawością świata, młodą duszą i bogatymi doświadczeniami, przerastasz wszystkie pensjonarki tego świata ;) Poza tym one nasuwają na myśl nieco negatywne konotacje, a Ty kojarzysz się tylko i wyłącznie pozytywnie, przez co przyciągasz do siebie właśnie takich samych ludzi, o czym już Ci wcześniej pisałam.

      Usuń
  15. A to bardzo miłe, że tak mnie odbierasz. Moje dużo młodsze koleżanki, a nawet uczennice, też ciągle prawie mi komplementy o kolorowej duszy.
    To miód na sercu zwłaszcza, że wróciłam ze szpitala, gdzie zostawiłam bardzo ciężko chorego Gospodarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli ewidentnie coś jest na rzeczy, skoro nie jest to odosobniona opinia!
      Smutne wieści przynosisz :( A zatem życzę jak najszybszej rekonwalescencji Gospodarzowi. Trzymaj się tam dzielnie.

      Usuń
  16. O matulu, jaki piękny post! Pal sześć Złotoryję, ale to spotkanie! cudowne rzeczy piszesz. Miałam w życiu cztery takie spotkania, w tym dwa bardzo chwilowe i znajomości nie przetrwały. Dwa kolejne zaowocowały trwalszą znajomością, przy czym jedna osoba już od kilku lat nie pisze, dwie natomiast nadal prowadzą swoje blogi i w dalszym ciągu u siebie nawzajem bywamy (wirtualnie, bo mieszkają bardzo daleko). Z dwiema kolejnymi osobami nigdy się nie spotkałam, ale przez telefon potrafimy ględzić godzinami 😅
    Jest jeszcze w blogosferze kilka osób, z którymi bardzo chciałabym się spotkać. Reszta jest milczeniem... 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, z jedna osobą PRAWIE się spotkałam - minęłyśmy się w jej mieście... na skrzyżowaniu!

      Usuń
  17. Cieszę się, że ci się podoba.
    Od dzieciństwa chciałam poznawać ludzi z różnych stron, najpierw przez pencluby. Oprócz mojego japońskiego boyfrienda miałam też japońską koleżankę przez wiele lat, a najdłużej z dawnego Związku Radzieckiego. Czasy się zmieniły i kontakty zostały znacznie ułatwione, też się cieszyłam, gdy spotykałam wirtualnie nowych ludzi, najpierw na stronie podróże.pl, a potem na blogu. A teraz nie chce mi się już pisać z osobami, z którymi nie zamieniłam ja lub moje koleżanki prywatnych listów. A spotkanie to takie potwierdzenie koleżeństwa.
    Z pewnością wiek i różne problemy dnia codziennego ograniczają zainteresowanie do węższego grona.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cieszę się, że Wam też udało się spotkać w realu. Bliskość jaka się wytwarza w blogerskiej sferze jest niezwykła. Sama się o tym przekonałam. W naszym przypadku nawet wiek nie stwarzał problemu. Ot, życie jest piękne!
    Bardzo fajny wpis! I miasto widać, że też ciekawe:)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakiś czas temu spotkałam się w Anglii z blogerką, która była młodsza od moich córek i też dobrze się czułyśmy. To jest to coś co nas łączy, nas wszystkich, mam na myśli, nie tylko blogerską brać.
    A ja się nie mogę doczekać Twoich francuskich wrażeń 👏👍♥️
    Zaplanujemy i my spotkanie, jeśli sytuacja pozwoli.

    OdpowiedzUsuń