Jacques Prevert, mój ulubiony poeta z młodości mówił; Mangez sur l'herbe Dépêchez-vous Un jour ou l'autre L'herbe mangera sur vous.
Moja lista blogów
poniedziałek, 7 listopada 2011
Mediewalne zamczysko w Carcassonne.
| Romańsko-gotycki kościól St Nazaire. |
| Carcassonne należy do mnie! |
| Z córkami w kwietniu. |
Napisanie postu o Cite, bo tak się nazywa ta historyczna część miasta, jest moim obowiązkiem, mieszkam tylko 25 km od tego średniowiecznego architektonicznego cudu. To dla mnie jak Mount Michelle prawie, Le Merveilleux. Ponadto poświęcam tę historię wszystkim zakochanym w zabytkach, a zainspirowali mnie piszący na blogach o Paczkowie , Chełmnie i Szydłowie, polskich Carcassonne.
| To z mojej pierwszej wizyty, sprzed paru lat. |
Narodziło się klasyczne rycerstwo we Francji (w XI w.) i stąd pochodzą najsławniejsi przedstawiciele gatunku. Pomogły mu wyprawy krzyżowe, kościół dał nadbudowę moralno-ideologiczną, a feudalizm dostarczył instytucji wasalnej. „Rycerstwo było swoistą religią średniowiecza, imprezą bezprecedensową w dziejach świata, a w Europie najciekawszym wydarzeniem między zaprowadzeniem chrześcijaństwa a Rewolucją Francuską.” (W. Łysiak)
Rycerstwo postawiło kobietę, rzecz jasna, nie tę z gminu ( ta podlegała „ius prima noctis”), lecz damę, na piedestale, uczyniła z niej boginię olimpijską. I tak właśnie się czułam w Carcassonne spacerując u boku swojego rycerza prowadzącego mnie z dworską galanterią po mediewalnych uliczkach La Cite.
| Odpowiednia rama dla mnie. To nic, że nad studnią. |
| A tu się w szybce odbiłam. |
Zabytkowa architektura Cacassonne stanowi największy w Europie średniowieczny kompleks urbanistyczny, to tak dla przypomnienia.
Jak bardzo mi żal, gdy tak stoję na moście zwodzonym w Cite, że wszystko mija i nie wraca, że na łące pod zamkiem nie zafurkoczą na wietrze proporce herbowe i ostrza nie wbiją się w spojenia pancerzy, podniecając tą falliczną symboliką damy na ukwieconej trybunie. I tak mi żal, że „tertium not datur”, muszę się chyba zwrócić do doktora Fausta i Mefistofelesa z podaniem „ trwaj chwilo, jesteś piękna!
| Przed Chez Saskia z córką. |
| Jakbym kiedyś czekała na córkę, żeby sie dosiadła. |
sobota, 5 listopada 2011
Les grands chemins en Minervois-108 Doors.
Gdziekolwiek jestem, to zbieram oryginalne ulotki o tych miejscach, czytam wszystkie ogłoszenia informujące o wydarzeniach tzw kulturalnych i tak mi żal, że nie mogę uczestniczyć we wszystkim. Lubię ogłoszenia pisane ręcznie, albo na to stylizowane. To jakaś obsesja,jakiś głód wiedzy, jakbym się bała, że gdzieś nie zdążę.
A tych ulotek mam całe stosy, to z dawnych czasów tęsknota, gdy nie miałam dostępu do absolutnie żadnych tekstów w języku oryginalnym. Ulotki są edukacyjnym dodatkiem na lekcjach j.obcego, przywożę je zawsze do Polski i dźwigam nieraz w dodatkowym bagażu.
A w ostatnich dwóch tygodniach w ramach spotkań na ścieżkach Minervois uczestniczyłam w kilku zupełnie różnych imprezach. Pierwsza zaczarowała mnie zupełnie, a szczególnie jej bohaterowie. O drugiej napiszę innym razem. Na avenue du Causse znajduje się ogromny dom, typowy, burżuazyjny z ogromną bramą wejściową. Szykowna tabliczka z nazwiskiem jasno określa mieszkańcow, artyści. Już dawno z Kimem chcielismy poznac właścicieli tego espace de art, bo nieraz zza otwartej bramy, takich olbrzymich wrot, mozna było zobaczyć niezwykły dziedziniec, mnie się przypominał in the court of the Crimson King. To tylko z powodu the court, nic wspólnego z diabłem at all.
Okazało się, że to para młodych Niemców z uroczą córeczką. Eva i Kristian tego dnia byli gospodarzami Performance pt 108 Krzeseł.

Siedziałam na wygodnym łóżku, piłam kolejny kieliszek wina i ogladałam spektakl, który po czarodziejsku przeniósł mnie w surrealistyczne światy dla mnie Łóżko przypominało mi Witkacego i Gombrowicza, a nawet Różewicza, razem wziętych, W małym dworku, Iwonę księżniczkę Burgunda, Ferdydurke i 622 Upadki Bunga, Kartoteka i ta nieszczęsna Nasza mała stabilizacja.
Muzyk grał na różnych instrumentach, dźwięki etnograficzne, klasyczne, nerwowo wspólczesne kakofonie i syntezatorskie wariacje, a malarka wykonując, jakby magiczny taniec, malowała kilka obrazów na płótnie, oswietlana reflektorami w roznych kolorach i wiązce świetlnej.Praca odbijała się tez na suficie.
Widzami naprzeciwko mnie było troje Francuzów, chociaż wydawało mi się, ze słyszałam j.hiszpański, jak rozmawiali miedzy sobą. Byli ubrani cali na biało, taki performance design , szczególnie ciekawie wyglądał męzczyzna. Biały sweter, kurtka skórzana, długie buty ze spodniami wpuszczonym do srodka, biała jakby aktóweczka, szalik zarzucony nonszalancko, fantazyjny kapelusz. Kobiety w tej bieli wyglądały jak królowe śniegu,bo oprocz regularnych ubrań, typu bluzka, spodnie,czy spódnica miały oryginalne płaszcze, szale, torby, botki takie bardziej zimowe, piękne torby i bizuterię. A mężczyzna przypominał mi kurierów z czasów wojny, ktorzy górami, w zimie przechodzili granice, albo Jamesa Bonda z jakiejś serii 007.
Stado mysli przechodziło mi przez głowę, a najbardziej ta moja obsesja tęsknoty do sztuki wyższych lotów. Dawne filharmonie, Kantor i opery , które widziałam, bo malarka przypominała mi japońską artystke, taka trochę w urodzie wiedźmy- czarodziejki. Malowała swoje zaklęcia i magie.
Zamieszcze poniżej info po angielsku, bo mój odbiór był bardzo subiektywny.
108 DOORS is a spontaneous multilayered performance with the painter/video artist Zoë Redman. Paintings are created on the floor with live sound. The video footage filmed in the previous performance is projected onto the floor where the blank canvases are to be painted. The work is conceived as an eventual cycle of 108 multi-media happenings; together with their trace objects; paintings, audio recordings, videos and books.
108 DOORS is an evolving process, interplay of a live sound environment, the painter painting and the spatial light from the video projection. The past event becomes the present ground for a future event, within this structure exploring the resonance and vibration of sound, colour and light in its essential form: abstraction. The painting becomes multi-dimensional in the light of the projection. Being part/witness of the creative process unfolding is poignant, visceral and enthralling. The paintings become sound and vice-versa; universes without narrative form with moments of silence - shared moments of reflection or momentum.
A tych ulotek mam całe stosy, to z dawnych czasów tęsknota, gdy nie miałam dostępu do absolutnie żadnych tekstów w języku oryginalnym. Ulotki są edukacyjnym dodatkiem na lekcjach j.obcego, przywożę je zawsze do Polski i dźwigam nieraz w dodatkowym bagażu.
A w ostatnich dwóch tygodniach w ramach spotkań na ścieżkach Minervois uczestniczyłam w kilku zupełnie różnych imprezach. Pierwsza zaczarowała mnie zupełnie, a szczególnie jej bohaterowie. O drugiej napiszę innym razem. Na avenue du Causse znajduje się ogromny dom, typowy, burżuazyjny z ogromną bramą wejściową. Szykowna tabliczka z nazwiskiem jasno określa mieszkańcow, artyści. Już dawno z Kimem chcielismy poznac właścicieli tego espace de art, bo nieraz zza otwartej bramy, takich olbrzymich wrot, mozna było zobaczyć niezwykły dziedziniec, mnie się przypominał in the court of the Crimson King. To tylko z powodu the court, nic wspólnego z diabłem at all.
Okazało się, że to para młodych Niemców z uroczą córeczką. Eva i Kristian tego dnia byli gospodarzami Performance pt 108 Krzeseł.
Siedziałam na wygodnym łóżku, piłam kolejny kieliszek wina i ogladałam spektakl, który po czarodziejsku przeniósł mnie w surrealistyczne światy dla mnie Łóżko przypominało mi Witkacego i Gombrowicza, a nawet Różewicza, razem wziętych, W małym dworku, Iwonę księżniczkę Burgunda, Ferdydurke i 622 Upadki Bunga, Kartoteka i ta nieszczęsna Nasza mała stabilizacja.
Muzyk grał na różnych instrumentach, dźwięki etnograficzne, klasyczne, nerwowo wspólczesne kakofonie i syntezatorskie wariacje, a malarka wykonując, jakby magiczny taniec, malowała kilka obrazów na płótnie, oswietlana reflektorami w roznych kolorach i wiązce świetlnej.Praca odbijała się tez na suficie.
Widzami naprzeciwko mnie było troje Francuzów, chociaż wydawało mi się, ze słyszałam j.hiszpański, jak rozmawiali miedzy sobą. Byli ubrani cali na biało, taki performance design , szczególnie ciekawie wyglądał męzczyzna. Biały sweter, kurtka skórzana, długie buty ze spodniami wpuszczonym do srodka, biała jakby aktóweczka, szalik zarzucony nonszalancko, fantazyjny kapelusz. Kobiety w tej bieli wyglądały jak królowe śniegu,bo oprocz regularnych ubrań, typu bluzka, spodnie,czy spódnica miały oryginalne płaszcze, szale, torby, botki takie bardziej zimowe, piękne torby i bizuterię. A mężczyzna przypominał mi kurierów z czasów wojny, ktorzy górami, w zimie przechodzili granice, albo Jamesa Bonda z jakiejś serii 007.
Stado mysli przechodziło mi przez głowę, a najbardziej ta moja obsesja tęsknoty do sztuki wyższych lotów. Dawne filharmonie, Kantor i opery , które widziałam, bo malarka przypominała mi japońską artystke, taka trochę w urodzie wiedźmy- czarodziejki. Malowała swoje zaklęcia i magie.
Zamieszcze poniżej info po angielsku, bo mój odbiór był bardzo subiektywny.
108 DOORS is a spontaneous multilayered performance with the painter/video artist Zoë Redman. Paintings are created on the floor with live sound. The video footage filmed in the previous performance is projected onto the floor where the blank canvases are to be painted. The work is conceived as an eventual cycle of 108 multi-media happenings; together with their trace objects; paintings, audio recordings, videos and books.
108 DOORS is an evolving process, interplay of a live sound environment, the painter painting and the spatial light from the video projection. The past event becomes the present ground for a future event, within this structure exploring the resonance and vibration of sound, colour and light in its essential form: abstraction. The painting becomes multi-dimensional in the light of the projection. Being part/witness of the creative process unfolding is poignant, visceral and enthralling. The paintings become sound and vice-versa; universes without narrative form with moments of silence - shared moments of reflection or momentum.
The 'live' soundtrack, as though to a silent film, is in response to the action of brushes on canvas, gestures of throwing pigment, crushing rocks, pacing around, circumnavigating the area illuminated by the projection.
. The repeating of this event 108 times is to deepen and evolve a dialogue of minds journey. Entering timeless time when the surface of the body and the surface of the work elide; become one; resonant to the depths and simultaneously inscribed; a chance meeting between painter, musician and public.
Bohaterami wieczoru byli:
Zoë Redman left London, the video art and performance world in 1990 with her two small children to live closer to nature in the south of France.
MarkLockett has had a long involvement with experimental and world music. As a music student in California in the late 70s his encounters with composers Pauline Oliveros, John Cage and Lou Harrison greatly influenced his subsequent career.
He has been at various times pianist, composer, conductor, teacher, rock drummer, gamelan player, musical instrument inventor, and ethnomusicologist.
From 1989-2002 he was a lecturer in composition and world music at Birmingham City University. Now a freelance musician and workshop leader he lives in Limoux.
Zrobiłam tam parę zdjęć przed imprezą, ale gospodarze prosili o niezamieszczanie ich w internecie. Będę trochę niegrzeczna, mam nadzieje, ze mi wybaczą, ale to w ramach rozsławienia niezwykłego widowiska i ich pięknego espace de art, prowadzą też B&B.
piątek, 4 listopada 2011
Le bonheur en Minervois
Bardzo dużo wspaniałych dziewczyn poznałam w wirtualnym świecie. Ich blogi są fascynujące dla mnie i nie muszę już kupować nowych książek, mam na myśli powieści, bo ich przeżycia mnie wzbogacają i bardzo inspirują. Dziewczyny, które najbardziej mnie zauroczyły, to najczęściej młode Polki, które mieszkają w różnych stronach świata. Wykonują ciekawe zawody, artystyczne, kreatywne, ale też jakieś zwykłe, dające pieniądze na życie, wychowują czasami już dzieci.Zdarza się, że są w związkach z mężczyznami odległych kultur, bardzo dużo szczęśliwych nowych Włoszek , ale przede wszystkim kochają podróże, różnorodność etnograficzną i kulturową, i robią niezwykle piękne zdjęcia. Szukają swojego miejsca na ziemi przemieszczając się po Europie, a nawet świecie. Są szczęśliwe, ta ich radość i entuzjazm , oryginalne spojrzenie na wiele aspektów życia, determinacja w realizacji planów, one urzekły mnie po prostu! To jest również mój ideał życia, ciekawość , nieustanne poznawanie nowych ludzi i krajów, z których oni pochodzą, ich życiowych historii i wyborów. Mówienie kilkoma językami. Taka wielokulturowość, wieloetniczność, czy to w kuchni, czy w architekturze i literaturze,zawsze mnie fascynowała.
I jeśli znowu usłyszę une question de societe: Qui est heureux en Minervois? Powiem, że ja jestem szczęśliwa.
L`equipe de la Semaine du Minervois a sonde quelques habitants pour connaitre leur conception du bonheur. Dziennikarze z lokalnej gazety pytali o koncepcję szczęścia, a my na ten temat rozmawialismy na kursie j.francuskiego.
Nieraz znajomi moi byli ciekawi dlaczego zamieszkalismy akurat tutaj. Odpowiedź jest prosta. Dowiedzieliśmy od francuskich przyjaciół, że okręg Minervois jest dream destination dla wielu anglosasów, Holendrów i innych nord-europeens. Szybko znaleźliśmy mały dom, który odpowiadał naszej sytuacji finansowej. Widzieliśmy parę ładniejszych domów, ale wymagały większych nakładów finansowych, a my nie mamy już czasu na kredyty.
Co w Minervois jest niezwykłe?
Bogata historia, szczególnie okres katarów, sprzyjający mikro-klimat, piękna natura, winnice i oliwki od tysięcy lat i wspaniali, przyjaźni ludzie.Tu jest Langwedocja- Rousillion , nie Paryż zaczarowany światłami. Tu jest cisza, serenite, bonheur rural, le calme, une philosophie de campagne. Pas d`eldorado, bo młodzi ludzie bez zawodów artystycznych, to by się tu nudzili chyba, mais la belle vie dla wszystkich ceniących sobie pewną równowagę i umiar w przekonaniach filozoficznycznych- religijnych. La belle vie dla ludzi lubujących się w sztuce i ciągle poszukujących. Nie ma dla mnie przyjemniejszej chwili, niż łagodna, nie żadna wnikliwa medytacja w cieniu platanu z kieliszkiem dobrego wina, talerzykiem serów i oliwek, i z widokiem na mój średniowieczny kościół St Etienne przy placu du Bonheur, za nim winnice, a w oddali Pireneje, Montagne Noir jakby klęczą przed pirenejską potegą. Kanał Południowy leniwie płynie od Tuluzy do Sete.
Tu mam nadzieję stworzyć dom dla mojej pękniętej rodziny.
| To z tej samej wycieczki szlakiem jakubowym. |
I jeśli znowu usłyszę une question de societe: Qui est heureux en Minervois? Powiem, że ja jestem szczęśliwa.
L`equipe de la Semaine du Minervois a sonde quelques habitants pour connaitre leur conception du bonheur. Dziennikarze z lokalnej gazety pytali o koncepcję szczęścia, a my na ten temat rozmawialismy na kursie j.francuskiego.
Nieraz znajomi moi byli ciekawi dlaczego zamieszkalismy akurat tutaj. Odpowiedź jest prosta. Dowiedzieliśmy od francuskich przyjaciół, że okręg Minervois jest dream destination dla wielu anglosasów, Holendrów i innych nord-europeens. Szybko znaleźliśmy mały dom, który odpowiadał naszej sytuacji finansowej. Widzieliśmy parę ładniejszych domów, ale wymagały większych nakładów finansowych, a my nie mamy już czasu na kredyty.
Co w Minervois jest niezwykłe?
![]() |
| A tu jeszcze piekne winnice, obsypane liscmi. |
![]() |
| W drodze od Lac Jouarres, gdzie Aude sie zaczyna. Krzaczki winne już całkowicie uschniete. |
![]() |
| Ja tez mam swoje małe okno na swiat, jak Laura, własciwie tylko na Pl Du Bicentaire de Revolution. |
| Siran w oddali. |
| Może i ja zacznę robić konfitury. |
wtorek, 1 listopada 2011
All Saints` Day
Może to się wydać dziwne dla Anglosasów, to moje zainteresowanie wizytami na cmentarzu. Ale Francuzi powinni mnie zrozumieć, oni też odwiedzają swoich drogich zmarłych, pamiętają o nich, zostawiają piękne kwiaty. Dzisiaj dla mnie nie mogloby być inaczej. Musiałam podczas spaceru swoje kroki skierować na cmentarz. Miejsca te we Francji na ogół położone są na granicy miasta za wysokim murem w otoczeniu ogromnych iglaków, cyprysów przede wszystkim, które są symbolem żałoby i smutku. Już w starożytnym Rzymie cyprys sadzony był na grobach, a jego gałęzi używano na pogrzebach. U niektórych ludów ze względu na swoją długowieczność był uważany za symbol nieśmiertelności, zaś w wierzeniach Greków (jeszcze do XX wieku) istniało przekonanie, że kto będzie spał pod nim, temu korzenie cyprysa odbiorą zdrowe zmysły. Według tradycji arka Noego zbudowana była z drzewa cyprysowego.
Tylko kilka osób widzialam na cmentarzu, ale wszystkie groby były pięknie przystrojone.
Zawsze gdy jadę do Siran, mijam cmentarz i tak mnie nastraja medytacyjnie, vanitas vanitatum et omnia vanitas, mea culpa, mea culpa i sid tibi terra levis. Pamiętam, jak to ostatnie przysłowie moja szkolna koleżanka powiedziała raz profesorowi od fizyki. On żyje nadal, a ona nie. Takie to życie przewrotne, chociaż ona wtedy mu źle nie życzyła.
Pierwszy raz, jak zyję/!/, ale to brzmi dziwnie dla mnie, nie jestem w kraju 1 Listopda. Zawsze byłam. Kiedy żyli Rodzice, jeździłam do Sandomierza, kiedy Ich zabrakło, zostawałam tego dnia w moim rodzinnym mieście.
Cmentarze francuskie świadczą również o bardzo bogatej kulturze materialnej tego państwa. Pepieux to malutka mieścinka, a grobowce jej przodków są bardzo okazałe, jak świątynie greckie, jak mauzolea, jak kościoły romańskie. Widać tez ogromne wpływy religii katolickiej.
Co mnie się spodobało, to tabliczki pamięci zostawiane przez bliskich tych, którzy odeszli. One zastępują tu znicze i świeczki, tak powszechne na naszych grobach. Francja z ogromnym szacunkiem święci pamięć swoich bohaterów, szczególnie tych z I wojny. Zginęło ich wtedy najwięcej. W każdym miasteczku są pomniki, już dawno zwróciłam na to uwagę. Historia zawsze do mnie przemawia i wzrusza niezmiernie, a taki memoriał wobec tych , którzy oddali życie za ojczyznę, to dla mnie miejsce, przed którym się zawsze zatrzymuję.
Francuzi kochają kwiaty, widać to też na ich grobach. Ja też zawsze swoim Rodzicom zanoszę kwiaty ogródkowe. Tak kochali swoją działkę na Pułankach.
A spacerując alejkami " pepieskiego" cmentarza, myślałam o moich drogich zmarłych. Najbardziej mi brakuje mojego byłego męża, z którym się rozstałam, ale zawsze byliśmy sobie bliscy, tak bardzo byłby potrzebny moim córkom teraz i parę miesięcy wcześniej szczególnie, kiedy miały straszny wypadek. Brakuje mi moich Rodziców, bo chciałabym nadal być ich dzieckiem, i uslyszeć "córa, kiedy przyjdziesz". Brakuje mi mojej szalonej koleżanki Małgosi, bo tylko z nią tak naprawdę się rozumiałyśmy. Brakuje mi moich dwóch wujków, młodszych braci mamy, byli zawsze tacy weseli i pomocni. Jeden z nich się z nami wychowywał, był jak brat dla mnie. Lepszy niż prawdziwy.
A pochylony krzyż był taki metaforyczny.
Konewki dla pięknych kwiatów.
Tylko kilka osób widzialam na cmentarzu, ale wszystkie groby były pięknie przystrojone.
Zawsze gdy jadę do Siran, mijam cmentarz i tak mnie nastraja medytacyjnie, vanitas vanitatum et omnia vanitas, mea culpa, mea culpa i sid tibi terra levis. Pamiętam, jak to ostatnie przysłowie moja szkolna koleżanka powiedziała raz profesorowi od fizyki. On żyje nadal, a ona nie. Takie to życie przewrotne, chociaż ona wtedy mu źle nie życzyła.
Pierwszy raz, jak zyję/!/, ale to brzmi dziwnie dla mnie, nie jestem w kraju 1 Listopda. Zawsze byłam. Kiedy żyli Rodzice, jeździłam do Sandomierza, kiedy Ich zabrakło, zostawałam tego dnia w moim rodzinnym mieście.
Cmentarze francuskie świadczą również o bardzo bogatej kulturze materialnej tego państwa. Pepieux to malutka mieścinka, a grobowce jej przodków są bardzo okazałe, jak świątynie greckie, jak mauzolea, jak kościoły romańskie. Widać tez ogromne wpływy religii katolickiej.
Co mnie się spodobało, to tabliczki pamięci zostawiane przez bliskich tych, którzy odeszli. One zastępują tu znicze i świeczki, tak powszechne na naszych grobach. Francja z ogromnym szacunkiem święci pamięć swoich bohaterów, szczególnie tych z I wojny. Zginęło ich wtedy najwięcej. W każdym miasteczku są pomniki, już dawno zwróciłam na to uwagę. Historia zawsze do mnie przemawia i wzrusza niezmiernie, a taki memoriał wobec tych , którzy oddali życie za ojczyznę, to dla mnie miejsce, przed którym się zawsze zatrzymuję.
Francuzi kochają kwiaty, widać to też na ich grobach. Ja też zawsze swoim Rodzicom zanoszę kwiaty ogródkowe. Tak kochali swoją działkę na Pułankach.
A spacerując alejkami " pepieskiego" cmentarza, myślałam o moich drogich zmarłych. Najbardziej mi brakuje mojego byłego męża, z którym się rozstałam, ale zawsze byliśmy sobie bliscy, tak bardzo byłby potrzebny moim córkom teraz i parę miesięcy wcześniej szczególnie, kiedy miały straszny wypadek. Brakuje mi moich Rodziców, bo chciałabym nadal być ich dzieckiem, i uslyszeć "córa, kiedy przyjdziesz". Brakuje mi mojej szalonej koleżanki Małgosi, bo tylko z nią tak naprawdę się rozumiałyśmy. Brakuje mi moich dwóch wujków, młodszych braci mamy, byli zawsze tacy weseli i pomocni. Jeden z nich się z nami wychowywał, był jak brat dla mnie. Lepszy niż prawdziwy.
A pochylony krzyż był taki metaforyczny.
Konewki dla pięknych kwiatów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)























