Jeszcze o 22.00 zadziwiona byłam dzisiejszą temperaturą, nadal utrzymywała się na granicy 30 stopni. Nasz francuski sąsiad przyniósł nam dojrzałe w tym słońcu pomidory, koralowe, zielonkawe od spodu, i jem je jak jabłka, są słodkawe i mają nostalgiczny zapach gałązek, które pewnie kołysają się pod ich ciężarkami.
Przyniósł tez inne smakołyki, moje najukochańsze figi, dopiero w zeszłym roku nauczyłam sie je jeść z serami. Pycha! Ale koziego dzisiaj nie mam.
Nasz dom stoi w cieniu i słońce tak bokiem tylko przechodzi. Rozsądnie przesiedziałam w najchłodniejszym miejscu, czyli koło garażu, tak radziły telewizyjne alerty. Wyjechałam na rowerek przed samym zachodem słońca ok.21 i zaliczyłam moją stałą trasę, Azille-Siran-Pepieux. Na jednym odcinku wśród winnic i trochę z górki powiewało przyjemnym ukojeniem. W takie upały wydaje się, ze wszystko zasypia i nieruchomieje, nie ma nikogo na drogach, nawet pod wieczór. Ani śladu wiatru. Sierpniowa bezczynność wśród winnic. Tam ruch jest rano o piątej, bo grona już coraz dojrzalsze, przytulone ściśle do siebie, i winne i zielonkawe, potrzebują gospodarskiej opieki. Tak mi się wydaje, nawet, żeby włączyć gumowego węża, który potem kręci się dookoła i na ścieżkę. Tam szybko podjeżdżam i mam drobny prysznic, zanim nie odwinie się w drugą stronę. Takie polne SPA, bo darmo tu szukać jakiegoś cienia.
 |
| A tu zdjęcie mi przeskoczyło. Bez podtekstów, hehe. To na vide greniere w Lezignan. Tam można takie ciekawostki też zobaczyc.. |
 |
| Na vide greniere, gosciu w najbardziej typowym berecie śpiewał francuskie standardy. Muzyka dochodzila z tej niby - katarynki. |
W takie dni spotkania towarzyskie też spowalniały, ludzie jeżdżą nad nasze jezioro, tam jest ruch do 21, albo nad morze, a tam to już zupełny cyrk. Parę dni wcześniej mieliśmy kilka bardzo angielskich spotkań, dla mnie za każdym razem to szczególne doświadczenie, taki słodki film obyczajowy z czasów lat dziecinnych.
 |
| Ladies` tea i słynne angielskie scones, i dżemik domowej roboty. U Yvonne w Lezignan, Kim też był, bo mnie przywiózł. A potem przemiła gospodyni powiedziała to słynne zdanie : the sun is over the yardarm, we might have a drink... I love it. |
 |
| Pokolacyjny aperitiff u Stana i Rosemarie, ja piję herbatę i wino, bo lubię, jak oni najpierw leją mleko, a potem herbatę. |
 |
| Courtyard widoczny z tarasu, a tu ulubiona sąsiadka, Rosemarie. |
 |
| U Georginy i Manfreda na lunchu / mój ulubiony sąsiad, z pochodzenia Niemiec, mam wrażenie, że mnie najlepiej rozumie w sensie mentalnym/ |
 |
Handlujemy wspólnie na vide greniere w Lezignan na rzecz ESCF / English Speaking Christian Fellowship/
|
My pod wieczór wybieramy się posiedzieć nad Kanałem. Najpierw mały spacer i Kima czcigodny rytuał, czyli oglądanie i komentowanie przycumowanych łodzi, statków, barek, narrow boats i wszystkich innych "wehikułów" pływających. A ten to z czasów wojennych, jak zabierali żołnierzy z Dunkierki, a tamten ma piękną stolarkę, taki z charakterem, a ten można by wyremontować i wart byłby majątek, ci muszą mieć conajmniej trzy sypialnie, a ten to akurat dla mnie , tak Kim mówi i mysli o sobie / to na jakaś łódkową ruinę/, bo dla mnie to posh żaglówka z St Tropez, a nie leniwe boats na Kanale du Midi. Potem głośna kłótnia, jakby chodziło o koniec świata, a to tylko kwestia wyboru baru na wypicie aperitiffu, bo on chce tu, a ja tam.

W końcu siadamy tam, gdzie ja chcę, wtedy dla całkowitego zburzenia atmosfery chcę zamówić herbatę, nie wino, które mnie rozluźnia i jestem wtedy przystępniejsza. Kim ostatnio wybiera cydr, bo skusił się angielską reklamą telewizyjną w stylu lat 60. Jest i wino i dużo lodu, bo nadal gorąco, chociaż zmierzch zapada. Ale nie było tak ciemno , jak na zdjęciu, siedzimy nad samym Kanałem.
Tam gościu w reklamie wymawia po francusku i tak szarmancko " c`est cidre" not cider, po angielsku "sajder", co brzmi prostacko, jakbyś zamawiał jabcoka w Spójni / był taki bar w moim rodzinnym mieście/. Kontynuuję swoje zażalenia wobec niego, jeśli tylko słyszę francuski z sąsiednich stolików, np sprawdzam zawartość alkoholu w tym cidrze, i wtedy widzę, ze babeczka obok też czyta na butelce tę informację i coś tam zagaduje do swojego faceta. Ale tu najczęściej są Anglicy dookoła, wtedy jestem grzeczna and Iam enjoying the South of France.
 |
| Ślimaczki zjadające koper. Mnóstwo tego przy drogach, a koper jak chwast prawie, ale pachnie upojnie. |
 |
| Caunes-Minervois |
A teraz, około północy podjadam słodziutkie melony, popijam winem z paroma kostkami, jest orzeźwiająco, temperatura w domu 24 stopnie, poznajduję jakieś zdjęcia dla upiększenia.