Moja lista blogów

niedziela, 14 lutego 2016

Mazury- cud natury cd. Z wizytą u córki.

7.02.2016.Coś mi się wydaje, że mój samochód za dużo pali, albo ma za mały bak. Powiem jak blondynka, że nie jestem przekonana, czy prawidłowo znam moc silnika i inne techniczne szczegóły, a nie chce mi się wstawać i sprawdzać w dowodzie rejestracyjnym. Każdy mówi, że to duży samochód? Nazwę ma wprawdzie kosmiczną i gwiazdorską, to może coś w tym jest, znaczy w mocy silnika.
Przejechałam się w weekend do Olsztyna, zatankowałam cały bak, aż się przelał i musiałam dokupić z powrotem  prawie przed domem, bo nie lubię jak mi się lampka pali.
Dawno już nie jechałam tą trasą/ 3 lata/ i z przyjemnością zobaczyłam drogi ekspresowe, obwodnicę Warszawy i różne stacje benzynowe, co 10 km średnio. Taka jestem stale zadziwiona pozytywnymi zmianami naszego kraju.  Jakbym hasło polityczne cytowała, hehe. Nazbyt dobrze pamiętam tamto nasze zacofanie z czasów mojej młodości.
Dominika kończy studia, za niedługo obrona i tak jej żal opuszczać Olsztyn.

 Ale zanim nastąpi ten moment, to jeszcze nowa olsztynianka przyjdzie na świat i na krótko zagości na Warmii.  Pojechałam dokonać ostatnich zakupów w związku z tym szczęśliwym wydarzeniem i sama też skorzystałam z ostatnich przecen. I seans filmowy też zaliczony. A tu już zawsze mam pełną radość, bo ekranów kilka i tyle filmów do wyboru. Zastanawiałyśmy się między Spotlight, Zjawa, Co ty wiesz o swoim dziadku, Moje córki krowy i jeszcze coś, a Pitbull. Wybrałyśmy Spotlight. Z uwielbieniem powtarzałam niekóre zasłyszane angielskie słówka z amerykąńskim akcentem, np Boston, catechizm,  archidiocese, cardinal Law, impact, handsome i fucking shitty priests. Widz przede mną postraszył mnie wezwaniem obsługi. A ja tak zawsze lubię komentować w kinie, żeby na koniec stwierdzić "Elvis has left the buliding",  a to juz uwielbiam odkąd wiem, kiedy stosować metaforycznie.
Dominika zabrała mnie w podróż swoją olsztyńską ścieżką. Zaczęłyśmy od Kortowa.


 10.02.2016 Piszę na raty ten post, bo  nie mam obecnie czasu na te literackie rozrywki.  Od ponad 10 lat nie pracowałam tak dużo i po całych dniach. Ale mam ogromną satysfakcję,  konto się wypełnia i widzę tylu zadowolonych ludzi wokół siebie. Jeśli tylko wygospodaruję wolną chwilę, to korzystam ją na sportowo i rozrywkowo. Wybieram się znowu do Dominiki  i może wtedy dokończę ten post. Idzie się po Kortowie jakby człowiek był na wakacjach, a nie w miasteczku uniwersyteckim i jeszcze jeziora dookoła.
Z Kopernikiem obowiązkowo. Koło zamku w Olsztynie.


I wszystko jasne.


To najlepszy studencki campus w Europie i nie ma w tym żadnej przesady.
To rozstawanie się Dominiki z Olsztynem przypominało mi końcówkę moich studiów. Ja na koniec przywiozłam sobie męża ze studiów i potem długie lata jeździłam w okolice mojego "miasteczka" na Nowym Mieście nad Wisłokiem, bo niedaleko mieszkali teściowie i rodzina męża. Mam nadzieję, że ona też  szybko wróci  do ukochanego Olsztyna.
Trochę rozmyślań.
Cos jakby Gajówka.

W galerii  warmińskiej, jakby nasza kielecka Korona, widziałam kasę do Teatru Jaracza, patrzę na repertuar, a tu W małym dworku, Tango, jakby się czas cofnął. Muszę iść na jakiś spektakl.
Nie mogłysmy sobie odmówic deseru u Grycanek. Kawa i lody znakomite, a moje bezy -boskie.
A obiad tez był obfity. Nawet piwo wypiłam, bo hospoda była czeska i bez piwa ani rusz. Staropramen Branik.
Wprawdzie na pierwszym planie frytki, ale obok  znakomite bramboraki i surówki. Zupy borowikowa i czosnkowa też były znakomite. A najlepszy był widok z okna. Lubię tak siedzieć i kontemplować. Dominika miala wołowinę z knedlikami chlebowymi. A to mi przypomina nasze słowackie wyjazdy na narty do Swidnika.


12.02.2016 jednodniowa wycieczka do Kielc na rozmowy w sprawie funduszy europejskich. Jest działanie, ktore możemy wpasować w naszą działalność. Lubię jeździć do Kielc, naszego Klerykowa. Przejść się ulicą tego znakomitego patrona to już rytuał.

A w głębi Kieleckie Centrum Kultury, gdzie walentynkowo spędziłam wieczor na koncercie hitów operetkowych. Ileż z tych Kielc mam miłych wspomnień. A koleżanki z Gratis, Politechniki, Iwonicza, przyjaźń bezcenna jak w reklamie.
19.02.2016.
Kontynuuję wspomnienia w moim  on-line pamiętniku. Dominika się obronila i moja kolejna wycieczka do Olsztyna okazala się wspanialą imprezą.
Z kolegami inzynierami na piatkę.

A ja tu wierny kibic. W końcu pierwszy inzynier w najbliższej rodzinie, bo my sami humaniści.

 Obrona była rano, zostalyśmy do końca z chlopakami i dyskusje na korytarzu trwały w najlepsze.
 Tak pamiętam moją obronę i,  ze wszyscy wtedy palili na korytarzach
 "Tam wre życie! Kipi, tryska!
W dymu chmurze tytoniowej
Myśli płoną tam ogniska,
Chlebuś piecze się duchowy;" A to z Boy`a i jego kawiarni. A moja impreza po obronie była 8 lipca.
Taką ikonkę znalazłam z NK. Ja w srodku  chuda blond Venus.

Zimno zrobiło się w Olsztynie i zapowiadany spacer po mieście skończył sie na dojściu do eleganckiej restauracji, gdzie uczciłysmy obronę Dominiki. Przypadkiem trafiłyśmy na popołudnie przed wernisażem czy po, wystawy Olsztyn w starej fotografii , bo autor zdjęć Jerzy Waluga był obecny i porozmawiayśmy trochę o życiu.
 On sam też absolwent dawnej Akademii Rolniczej w Olsztynie na kierunku rybactwo, kolega Wojciecha Kilara i ze wspomnieniami z Rzeszowa. Taki szczególny zbieg okoliczności.
Przed restauracją, a obok nomen omen Cafe Malta.

Toast tylko wodą mineralną.

Dominiki danie główne. Kaczka z dodatkami. Ja miałam gołabki z karpia, grillowaną kaszę mannę i coś z tatarakiem. Moja zupa selerowa z chrzanem tez była rewelacyjna. 

Dominika na starter wzięła podpłomyki. Dla niej to atrakcja, a dla mnie biedne dzieciństwo na Siennieńskiej.
Na deser poszłyśmy gdzie indziej. Pojechałysmy na tzw. plażę miejską, a tam lodowisko! Już mialam ochotę iść i wypożyczyć łyżwy, ale strasznie wiało i temperatura spadła do poniżej zera.  Przeszłyśmy się wzdłuż mola. W restauracji Plankton naprzeciwko jeziora ja spożyłam jabłko pieczone z bakaliami, doskonałe na trawienie, a Dominika sernik z kiwi i truskawką. Cafe latte tak zabrzmialo nostalgicznie w tym otoczeniu, bo widok za oknem przypominał mi Lantanę czy Boynton Beach na Florydzie. Taki bar, gdzie chodziłam z Misterem  kiedyś w dawnym  styczniu. Tez było pusto na wodach, a w barze pełno ludzi.
Restauracje nad jeziorem. Lodowisko za białymi sciankami.

 Wieczorem rozpusta intelektualna. Poprzednim razem widziałam repertuar Teatru Jaracza. Akurat 16-tego we wtorek grali  W małym dworku. I  ulubiona czysta forma stała się moim udziałem. Nigdy nie chciałam być praktyczna i zapobiegliwa. Nigdy w młodości nie czytałam pozytywizmu i wielkiego realizmu. Tak mnie nudziły. Ale przemawiał Witkacy, Gombrowicz i Tadeusz Miciński, Pawlikowska-Jasnorzewska, Wyspiański, tak oni mi odpowiadali. I co ja zrobiłam ze swoim życiem?
Teatr Jaracza wieczorem. Nie mialam się gdzie zatrzymać, ale trafiłam w koncu na parking za teatrem. Co to znaczy google location!

U Sewruka siedziałam w pierwszym rzędzie. Sztuka wróciła mnie do innej rzeczywistości, do Niemytych Dusz i Narkotyków:)) I powiem, ze ja budowniczy nadwiezdnych miast, szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd. Chyba coś mam z głową, hehe.
Wieczorem do Dominiki przyszedł Oskar , jej genialny kolega z roku, ktorego znam z chorwackego erazmusa i zdjęć na FB. Namówił  Dominikę na studia  magisterskie na niemieckim uniwersytecie w Offenburg, z ktorym to miastem Olsztyn ma współpracę bliźniaczą i uniwersytecką. I to okazalo się doskonałą konkluzją dnia. Przynętę złapała. Studia po angielsku. Jakby się  jej ojciec cieszył, który też studiował w Niemczech, no, w NRD.
Miałam się spotkać ze smurffem, kolegą blogowym, ale jakoś tak zeszło. Może następnym razem.
I na koniec
Ale wrócę tu za niedługo. Trasę 380 km pokonuje się w najlepszym czasie 5,5 godziny. Ja jadę 6 godzin. Droga ekspresowa prawie na 2/3 trasy.
Nie mogłam nie zatrzymać się w Mławie i Modlin też jakoś tak działa historycznie. I nie koniecznie chodzi tu o lotnisko.
Pierwsza bitwa Armii Modlin w II wojnie swiatowej. Ja pamietam potem generała Sosabowskiego z filmu O jeden most za daleko. Swieciło niemiłosierne słońce.



czwartek, 31 grudnia 2015

Happy New Year 2016.

W ostatni dzień roku postanowiłam coś napisać dla podsumowania. Swoje rezolucje noworoczne, bardziej plany, na 2015 rok wypełniłam, zadanie wykonałam i gotowa na baczność na nowe wyznania, jakbym miała lata moich córek.
 Moje rezolucje są rozsądne i do wykonania. Papierosy też już ostatecznie przestałam palić. Ale to dzięki córce, która rzuciła  palenie, bo zaplanowała dzidziusia. Na cudzesach utrzymywałam mój nikotynowy nałóg. Chodziłam na jogę i pilates dla zdrowia, tudzież na basen, gdzie uczęszczam regularnie od zawsze. Na rowerze jeździłam nawet w Anglii.

 Praktykę w domu dla dzieci niepełnosprawnych odbyłam półroczną prawie, a potem wykorzystałam to  do w pracy w Anglii. Trzymiesięczny pobyt w Anglii też był w grafiku postanowień noworocznych, wykonany w 100%. Chociaż pieniędzy z tego nie było, ale mnóstwo doświadczeń językowych i obserwacji socjologicznych.
W towarzystwie  merów miasteczek, gdzie pracowałam. Normanton i Castleford.

 Biznes rozkręciłam z pomocą moich wspaniałych koleżanek nauczycielek i asystentki, a sukces odnieśliśmy nie notowany od czasów przedunijnych, gdy języków wtedy uczono się na potęgę, bo każdy chciał wyjechać. Teraz już nie ma darmowych językowych projektów unijnych, i klienci wrócili do nas w zmasowany sposób, i również sześciolatki przyczyniły się do sukcesu.
Nasze muralia i mój samochodzik.
 A tłumaczenia muszę odsyłać, bo już nie ma na to czasu,  ale każda strona i godzina też tworzy nasz budżet. Szkolnych imprez było bez liku przez cały rok i wszyscy byli zadowoleni, najbardziej klienci i konta pracujących.
W październiku. Mur pruski dodał uroku i drewniane wykończenie.

Gajówka prawie była sprzedana, ale nagle zrobiło mi się jej żal i całych tych dziesięciu lat z Misterem i dałam jej, i jemu  szansę, Na przekór wróżbitce, która przewidywała definitywne rozwiązania.
 Kulturalnie się bardzo udzielałam, kilka sztuk teatralnych, dwie opery, balet, parę seansów filmowych, a w ilu muzeach byłam!
Najbardziej cieszyłam się z wizyty w Stawiskach, Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Zaproszenia z muzeum dostawałam od kilku lat. Z portretem małzenstwa Witkacego.
W Anglii to jakby na trzymiesięcznych wakacjach, całe Yorkshire zwiedziłam. Co tam jeszcze zaplanowałam? Przemiany meblarskie w domu i szkole, żeby pamiątki wyeksponować w biurze, malowanie też.
Witrynka z pamiatkami przeniesionymi z domu.


A na koniec zostałam babcią, ale nadal pracującą  w wymiarze godzin, jakich nie miałam od ponad 10 lat. W związku z tym dzidzia Ewunia jest ze mną od święta.
Tu na Mikołajki.

A propos świąt, były bardzo  i wyjątkowo rodzinne, też jak dawno kiedy. Z nową rodziną swatów w Ostrowcu, i też w Sandomierzu.
Tyle prezentów pod choinką u Magdy.

U swatów na wigilii. Wieksza choinka, to prezenty się ukryły.

Ewunia z karpiami.
A teraz szykuję się do wyjścia na sylwestrowy wieczór u brata. Też ten wybór jest wyjątkowy i rodzinny, bo nie pamiętam, żebym z bratem witała Nowy Rok. A to zasługa mojej przemiłej bratowej.
Z Dominiką w Sandomierzu. To nasze drugie rodzinne miasto, brat się jeszcze tam urodził. Dominika w marcu zostanie mamusią.


Happy New Year for everybody! Ja to życzę sobie przede  wszystkim zdrowia i wytrwałości w realizowaniu nowych planów, a moim córkom też zdrowych dzieciątek i szczęścia rodzinnego. A dla czytelników też dużo zdrówka, spełnienia planów i marzeń.
 I już dodaję swieże zdjecia. Z bratem Andrzejem i Dominiką.

Sylwestrowi goscie. Brat z zoną, Bratanek- Mikołaj, mama bratowej i nasza wieloletnia kolezanka Jola. Zaczynalysmy kiedys razem prace w jednej szkole jako mlode nauczycielki w 1984r. Tak było rodzinnie i miło. Tyle wspólnych wspomnień.

niedziela, 8 listopada 2015

Jak zostałam babcią i inne okoliczności.

Bo są takie momenty szczęśliwości, uderzają do głowy, oszałamiają. W ostatnich 10 latach takie chwile utożsamiałam  tylko z lokatorem z Gajówki i banalne słowa  "Et si tu n'existais pas Dis-moi pourquoi j'existerais" wydawały się takie niezwykłe. But that`s the ancient history. A tu jeszcze inne słowa- klucze się pojawiły. Jeszcze bardziej naturalne i niewyszukane, a mimo to otwierają całą kaskadę najpiękniejszych przeżyć. Codzienność, niby nudność zwyczajnego życia, ale radość i miłość, która przebiła  wszystkie minione najbardziej wyrafinowane doznania. Cała egzystencja skrystalizowała się w dwóch małych kroplach na rzęsach, kiedy zobaczyło się malutką śliczną kruszynkę. 29 października zostałam babcią już ukochanej wnuczki Ewuni.
Mam dwie córki i obie prawie równocześnie  zaplanowały potomstwo. Tyle emocji i szczęścia na raz. Następna wnuczka za cztery miesiące. Bo też będzie dziewczynka!
Nie wiedziałam, że dzidziusia trzeba już od początku układać w krzesełko samochodowe. Tak się tu na mnie spojrzała.

W związku z takimi poruszającymi rodzinnymi  wrażeniami, inaczej pomyślałam o Gajówce. Może oprócz moich literackich zapędów w stylu Eweliny Royskiej ze Sławy i Chwały, stanie się to miejsce siedliskiem, przystanią i domowym ogniskiem dla moich wnuczek, córek i zięciów. Też swatów. Nawet byłam tam dwa tygodnie temu i rozmyślałam  ciepłymi uczuciami o tej chałupie i miejscu,  w lśniącym  jesiennym słońcu i mgłami porannymi. "W starej pięknej spiżarni będą pachnieć zielone śliwki" powiedziałby Iwaszkiewicz. Słowa powyżej też lekka trawestacja Iwaszkiewiczowskich Ogrodów.
Im nördlichen Polen (den ehemaligen Landesteilen von Preussen) ist Fachwerk bekannt. Auf Polnisch wird Fachwerk „preußische Mauer“ genannt und gilt als typisch deutsch. Daher wurden insbesondere in der Zeit nach dem Zweiten Weltkrieg zahlreiche Fachwerkhäuser in den Oder-Neisse Gebieten verputzt oder verblendet, um das Fachwerk zu verbergen. Jakby Dom Kolodzieja w Zgorzelcu:)) Dla mojego eks w zaświatach po niemiecku.

Takie widoki z okna.
 Ewunia już  w domku w swoim łóżeczku.

Ubieramy się do domu. Tak jestem duża! Tak mi to zdjecie przeskoczyło . Wazymy 3350 i bardzo długa jestem, 56cm.  Takie szczęscie rodziców, dziadków , cioć i wujków.  


niedziela, 18 października 2015

Jak obserwowałam rewitalizację w angielskich miastach.


W Anglii wróciłam do starego imienia Alice, cały czas w krainie czarów i po drugiej stronie lustra. Alicia to inna epoka. Witrynka z księgarni w Wakefield.
W  rewitalizowanych dokach londyńskich byłam juz pod koniec lat 90-tych, Canary Wharf i Canada Square wyglądały imponująco i jeszcze kosmiczna stacja metra Jubilee Line tam  dojeżdżała i nowoczesne  DLR. Czuło się, że jest się w portowym mieście. Pamiętam ten mój zachwyt i zapach luksusu.
Zdjęcia z moich wycieczek do Londynu.  Widoki z Greenwich i Canary Wharf.



Z córką przed Canary Wharf- 2003 rok. Boże!
 To była epoka pierwszych telefonów komórkowych i wysyłalam smsy z drugiej pókuli w Greenwich.
Otwieram furtkę do mojego czarodziejskiego kraju. Wyjatkowo lubię Anglię i tak mi szkoda, ze Kim nie chciał  to mieszkać.
Rewitalizacja jest pojęciem stosowanym najczęściej w odniesieniu do części miasta lub zespołu obiektów budowlanych, które w wyniku przemian gospodarczych, społecznych, ekonomicznych i innych, utraciły częściowo swoją pierwotną funkcję i przeznaczenie. Rewitalizacja jest w tym znaczeniu zespołem działań z zakresu budownictwa, planowania przestrzennego, ekonomii  i polityki społecznej, których celem jest doprowadzenie do ożywienia, poprawy funkcjonalności, estetyki, wygody użytkowania i jakości życia w rewitalizowanym zespole. Zwróciłam na to uwagę w Scunthorpe już w 1996r, kiedy pokazano mi zmodernizowaną dzielnicę hutniczą koło Frodingham Ironworks, jakby naszą Kolonię Robotniczą przekształcić w takie sielskie lukrowane kolorem domeczki. Może znajdę gdzies jakieś zdjęcie?

Anglicy zrozumieli, że nie zagwarantują postawienia na nogi każdego brytyjskiego miasta i miasteczka, które nie nadąża za innymi bogatszymi. Policy Exchange twierdzi, że wiele dużych nadmorskich miast straciło rację bytu wraz z upadkiem żeglugi. Stawia to pod znakiem zapytania przyszłość Liverpoolu, Sunderland, Hull, Scunthorpe i Blackpool. Wiele osób twierdzi, że nierealistyczne jest oczekiwanie, że bogate miasta takie jak Manchester, Leeds i Newcastle ożywią biedniejszych sąsiadów, czyli Liverpool, Rochdale, Wakefield, Bradford i Sunderland i wiele innych. Wyczytałam jednak że miasta te nie są "skazane na zagładę" i nie można ich opuszczać, ale że ludzie muszą pogodzić się z tym, iż "nie są w stanie zapewnić swoim mieszkańcom oczekiwanego przez nich standardu życia". Rewitalizacja przemysłowych kanałów jest niezwykłą atrakcją turystyczną, restauracje wzdłuż są zawsze wypełnione ludźmi, a zacumowane barki, narrow boats swiadczą o miłości Anglików do żeglugi.


Jakie to rozczarowujące i smutne, gdy się pomyśli o naszym państwie. Chociaż ja wyjątkowo doceniam przemiany w naszym kraju i widzę ogrom dobrych rzeczy, ale  anglosaski mąż za dużo niedostatków  zauważa. Zawsze miałam taką refleksję w odniesieniu do Anglii, że to bardzo bogate państwo i wyjątkowo dba o swoich obywateli.  Demokrację tam budowano od Magna Carta w 1215. Poniżej obchody w Pontefract.
Leeds to ponad 700-tysięczne miasto, leżące w północnej części Anglii. Z racji swojego położenia bywa nazywane także „stolicą północy”. Jest w tym trochę prawdy. Według oficjalnych danych statystycznych Leeds to najszybciej rozwijające się miasto Wielkiej Brytanii. Na osobę pochodzącą z Leeds inni Brytyjczycy mówią niekiedy „Loiner”. Miasto zyskało sobie przydomek „Knightsbridge of the North”, czyli „Rycerski Most Północy".
Najstarszy zapis filmowy pochodzi z 1880 roku. Dokonał go Louis le Prince kamerą własnej produkcji. Obraz nazywał się „scena ogrodowa” i rzeczywiście, tytuł oddawał całą fabułę. Ważne jest jednak zwłaszcza to, że całość nakręcono właśnie w Leeds. I jak widzicie 15 lat wcześniej niż bracia Lumiere.
Leeds to niezwykle ważny ośrodek naukowy i akademicki. Według dziennika The Independent Leeds to najlepszy ośrodek uniwersytecki w kraju. Tę opinię zdają się potwierdzać sami studenci: na wszystkich uczelniach edukację pobiera tu prawie 200 tysięcy osób, z czego ponad 30 tysięcy na University of Leeds.
Nowoczesność i

...staroswiecki urok.

Leeds to także bogata oferta kulturalna. Cały rok obfituje w koncerty, festiwale i festyny. Leeds Carnival to największa tego typu impreza w Wielkiej Brytanii, zaraz po Notting Hill Carnival. Przez trzy dni sierpnia uczestniczy w niej ponad 100 tysięcy osób. Równie popularny jest festiwal muzyczny Reading and Leeds. Ta część, która odbywa się w Leeds przyciągnęła ostatnio 70 tysięcy słuchaczy.

Na imprezie grały takie sławy, jak Foo Fighters, Metallica, Radiohead, Guns 'n' Roses, Pixies... Kinomaniacy z pewnością zechcą przyjechać do Leeds w trakcie trwania Międzynarodowego Festiwalu Filmowego (listopad). Już niedługo.
Będąc w mieście, żal byłoby nie odwiedzić Muzeum Leeds. Po raz pierwszy otwarto je w 1819 roku.
Zgromadzono tu dzieła sztuki, skamieniałości i wiele innych ciekawych eksponatów. Najbardziej znany jest prawdopodobnie Tygrys z Leeds, którego mieszkańcy obronili przed wyrzuceniem z grona zbiorów. Bardzo ciekawa jest też ekspozycja pochodząca z czasów starożytnych.
Dla tych, którzy wolą nieco nowszą historię polecamy wyjście do Royal Armouries Museum. Eksponaty pogrupowane są na pięć wystaw: Wojna, Turnieje, Orient, Samoobrona oraz Polowanie. Najchętniej oglądana jest zbroja turniejowa należąca do Henryka VIII. Na terenie muzeum bardzo często organizowane są turnieje rycerskie i pokazy walk. Jeżeli zaś chcesz obejrzeć największy zbiór rzeźb na kontynencie, skieruj się do Instytutu Henry'ego Moore'a. Ale Muzeum Sztuki Nowoczesnej Hepworth w Wakefield robiło ogromne wrażenie. Zbudowane też na terenach rewitalizowanych obok kanałow żeglownych.
Bryła Muzeum Hepworth nad samym kanałem.

Projekt rewitalizacyjny na dawnym przemysłowym budynku.

Leeds jest zdobywcą tytułów „Najlepsze miasto w Wielkiej Brytanii” oraz „Ulubione miasto Wielkiej Brytanii”. Warto skontrastować to ze stwierdzeniem Karola Dickensa, który w 1847 roku uznał miasto za najbrzydsze i najpotworniejsze, jakie widział. Być może to zasługa ogromnych sum, które władze zdecydowały się wydać na przeprowadzenie rewitalizacji i przebudowy. Łącznie w różne projekty zainwestowano minimum 640 milionów funtów.

Katedra otoczona nowoczesnością.

To mi Łódź przypomina.

 Byłam w Leeds kilka razy,  najpierw po numer ubezpieczeniowy, potem w sprawie pracy i następnie, żeby pochodzić sobie po mieście. Z Wakefield jechało się ok. pól godziny. Autobusem piętrowym miło leciał czas na obserwacji ukształtowania terenowego, sielskich domków i pubów.
Normanton.

Castleford.
Najpopularniejsza nazwa dla pubu. Pontefract.

Ekolodzy powinni być zachwyceni Leeds. Około 2/3 powierzchni miasta jest pokryte terenami zielonymi, co czyni z niego jedno z najbardziej „zielonych” miast Europy.
Tak sobie ludzie odpoczywają w cieniu koscioła lub na skwerkach.


W Leeds od 1822 roku działa browar Tetley's, nazywany czasami po prostu Browarem Leeds. Jest to największy na świecie producent niepasteryzowanego „cask ale”.
Tu oprócz piwa jest muzyka na żywo i się mozna zabawić.

Pub przy stacji.

Popularnym sportem w okolicach jest krykiet. Każdy Brytyjczyk słysząc nazwę „Headingly” (przedmieścia Leeds i stadion o tej samej nazwie) skojarzy ją sobie automatycznie właśnie z krykietem.
Jeśli nabraliście ochoty na odwiedzenie Leeds, brytyjskiej Stolicy Północy, zapraszamy do sprawdzenia Ryanair z Krakowa. Ja jadę dopiero w drugiej połowie stycznia, bo mamy wtedy ferie.
Zakupy w cieniu katedry. A kopuła jak w British Museum, tez milenijny projekt.

Body Shop zawsze przyuważę. Taką mam słabość do tych sklepów.

  Wrócę jeszcze wiele razy wspomnieniami do Anglii. Do zobaczenia.