Moja lista blogów

sobota, 23 kwietnia 2016

Car ma vie, car mes joies Aujourd'hui, ça commence avec toi.

Chciałoby się powiedzieć i zaśpiewać  z legendarną Edith Piaf, ale ta nowa wiara, radość i chęć na nowy dom, to nie nowy mężczyzna, ale  moje niedawno urodzone wnuczki.
Podczas świąt- Ewcia juz ma 5 miesięcy, a Matyldzia 3 tygodnie. Ale  zadziwiona patrzy  się na siostrzyczkę! Petite belle fille ale dlaczego taki Mao-Tse-Tung? Spytalaby Hania Iwaszkiewiczowa, hehe.

Jedna w bujaczku, a druga w foteliku. Mozna hustać i patrzeć w nie bez końca. No nie wierzę, że one obie i to na Kochanowskiego!
I o tym  dzisiaj napiszę.
 Ale jednak zacznę od  mojego ulubionego Iwaszkiewicza. Skończyłam czytać jego gorzkie jednak Dzienniki i  w jego ostatnich 10 latach życia, widziałam często siebie, tzn przypominałam sobie, co wtedy robiłam, bo to były lata już mojego młodzieńczego- nastolatkowego czasu. Poniżej lekka trawestacja wstępu z opowiadania Kościół w Skaryszewie.
Ile razy jadę do Ostrowca, tzn, wracam skądś, albo do Sandomierza, Rzeszowa, mijam ze szczególnym wzruszeniem odcinek drogi wiodący z Radomia przez Iłżę az do doliny Kamiennej. Ta droga położona daleko od wszelkiej centralnej cywilizacji jest ozdobiona starymi drzewami i wiedzie przez lasy starachowickie obok ruin zamku w Iłży, przez ubogie wioski, pustacie i wykrocie/ to jakby z Żeromskiego/. Są przy tej drodze i kościoły, w Alojzowie, Krzyżanowicach jak z obrazu Pankiewicza i w Skaryszewie, do którego specjalnie przylgnęło moje serce. Kościół jest dość stary i ma sklepienie barokowe.
Zatrzymalam, sie ostatnio i zrobiłam zdjecie. Bo tak ciagle jeżdżę Ostrowiec-Olsztyn.
Mieszka tam w specjalnej kondensacji cała atmosfera tych okolic.  A na Rzeszów mijamy Sulisławice i zabytkowe sanktuarium- kościół NMP. Wzdłuż prawie całej drogi widzimy parterowe domowstwa w Skaryszewie, Iłży potem Ćmielowie, Ożarowie, zaopatrzone w wielkie bramy wyjazdowe. Mieszkali tu ongiś żydowscy rzemieślnicy. Reminiscencje o nich słyszałam nieraz od rodziców, o getcie w Sandomierzu i o pięknej młodzieży, o której trudno było zapomnieć, wiedząc jak zginęli. Ale i moi Rodzice nie żyją już od 15 lat i nie ma kto wspominać.
I zamiast pisać o wnuczkach , ja utknęłam przy Iwaszkiewiczu, ale tak wielka jego siła na mnie, bo pamiętam  Go na spotkaniu autorskim w Sandomierzu, a i w Ostrowcu się często pojawiał, bo byl posłem z naszego miasta. Ale z tej racji raczej go wtedy nie znałam. Jutro jadę do Olsztyna i zatrzymam się w Stawisku,gdzie mieszkał ponad 50 lat, obecnie muzeum. Tak się cieszę. Jego Dzienniki wprowadziły mnie w wyjątkową melancholię i jeszcze większy podziw dla jego wiedzy i twórczości. Powinni nakręcić serial o nim. Byłby niezwykły! Tylko w rezyserii i wg scenariusza kogoś wyjątkowego. Wajda już za stary na takie wyzwania. Ale są młodzi geniusze. One day hopefully.
A mój teść z Rzeszowa skończył 90 lat
Pradziadek jak podstarzały Sean Connery. Genialne zdjęcie.
i na spotkaniu rodzinnym stwierdziliśmy, że wszystko mogło być inaczej i dlaczego mój pierwszy mąż zmarł tak wcześnie i tych dlaczego tyle się naraz pojawiło, a mała Matylda czy Ewcia, to jak Maria Esperanza, tyle w nich nadziei pokładam.
 Babcia Ala na spacerze w Kortowie.
Dzisiaj rocznica śmierci Szekspira  i w moim mieście odbyła się z tej znamienitej okazji retransmisja Hamleta z National Theatre w Londynie. Jako Hamlet aktor znany z telewizyjnego Sherlocka Holmes`a- Benedict  Cumberbatch. Nie do wiary wręcz.
Tyle  zdumiewających cytatów wpadło w ucho, Hamleta i Wesele Wyspianskiego znam jakby na pamięć, w sensie wiedzy, co dalej, zaśmiewałam się z :
 HAMLET
 A dlaczegóż on został wysłany do Anglii?
PIERWSZY GRABARZ
Dlatego właśnie, że zwariował. Ma on tam rozum odzyskać; ale chociażby go nie odzyskał, nie będzie tam o to kłopotu.
HAMLET
Dlaczego?
PIERWSZY GRABARZ
Bo tam tego nie dostrzegą nawet; tam wszyscy wariaci, tak jak on. To a propos niektórych Anglików, haha.
 Something is rotten in the state of Denmark. 
 Uwielbiam. Chociaz juz banalny,
Ale czas już na moją Tilly Trilly. Bo te moje literackie filozofie nie mają końca. Nadmiernie przepełniają moje dni. A od Haruki Murakami nie mogłam się wręcz oderwać. Od lat czytam wszystko, metodycznie, pamietając tez o pewnym inzynierze z Osaki- Hachiro, nie Haruki, Murakami. I ta moja szalona praca magisterska o Japonii. Wyprzedzilam czas, bo wtedy nikt nie slyszal o Murakami.
Tygodniowa Matyldzia, Mała Ksiezniczka.



A córeczka fundnęła sobie taką śliczną sesję zdjęciową. Matyldzia ma tu tydzień.
 A Ewci rodzice też pamietali o pięknych zdjęciach. Sesje rozpoczęły się wcześnie.

Ewcia z rodzicami w wieki około 3 miesięcy.

 Ewcia na spacerze z mamą.  Poczatek kwietnia. W Ostrowcu też jezioro w srodku miasta.
Tak mi   wypełniają życie, moje dwie wnuczki i córki, zięciowie,  najwspanialsi swatowie od Magdy, Maria i Marian Slawek, i całe to szczęśliwe otoczenie związane z maluchami. A i wesele Magdy za niecały miesiąc. Będzie się działo.
Dominika z Ewcią w święta.


Tygodniowa Matyldzia w podróży. Taakie ma wielkie oczy.

Wspanialy ze mnie kibic KSZO.
I jeszcze tyle tych zdjęć w komórce, takich radosnych i pogodnych. Każda ślicznotka uwieczniona w swoim pierwszym usmiechu czy innym wesołym grymasie, i  kichniecie, i ziewanie i kopanie nóżkami.
A babcia Ala spaceruje po Olsztynie równie uradowana.
Tu Dominika spaceruje nad jez. Długim, a siebie nie mogę znależć wsród powodzi zdjęć.
I jeszcze Ewcia w podkolanówkach i opasce gospodyni- kuchareczki.
Mogę tak nad nimi siedzieć i patrzeć. Zaczęłam już czytać wierszyki. A konkluzja jest taka, ze potrzebuję domu, żeby przyjmować wnuczki, i na późniejsze z nimi zabawy, a nie mieszkanko na Kochanowskiego.

niedziela, 14 lutego 2016

Mazury- cud natury cd. Z wizytą u córki.

7.02.2016.Coś mi się wydaje, że mój samochód za dużo pali, albo ma za mały bak. Powiem jak blondynka, że nie jestem przekonana, czy prawidłowo znam moc silnika i inne techniczne szczegóły, a nie chce mi się wstawać i sprawdzać w dowodzie rejestracyjnym. Każdy mówi, że to duży samochód? Nazwę ma wprawdzie kosmiczną i gwiazdorską, to może coś w tym jest, znaczy w mocy silnika.
Przejechałam się w weekend do Olsztyna, zatankowałam cały bak, aż się przelał i musiałam dokupić z powrotem  prawie przed domem, bo nie lubię jak mi się lampka pali.
Dawno już nie jechałam tą trasą/ 3 lata/ i z przyjemnością zobaczyłam drogi ekspresowe, obwodnicę Warszawy i różne stacje benzynowe, co 10 km średnio. Taka jestem stale zadziwiona pozytywnymi zmianami naszego kraju.  Jakbym hasło polityczne cytowała, hehe. Nazbyt dobrze pamiętam tamto nasze zacofanie z czasów mojej młodości.
Dominika kończy studia, za niedługo obrona i tak jej żal opuszczać Olsztyn.

 Ale zanim nastąpi ten moment, to jeszcze nowa olsztynianka przyjdzie na świat i na krótko zagości na Warmii.  Pojechałam dokonać ostatnich zakupów w związku z tym szczęśliwym wydarzeniem i sama też skorzystałam z ostatnich przecen. I seans filmowy też zaliczony. A tu już zawsze mam pełną radość, bo ekranów kilka i tyle filmów do wyboru. Zastanawiałyśmy się między Spotlight, Zjawa, Co ty wiesz o swoim dziadku, Moje córki krowy i jeszcze coś, a Pitbull. Wybrałyśmy Spotlight. Z uwielbieniem powtarzałam niekóre zasłyszane angielskie słówka z amerykąńskim akcentem, np Boston, catechizm,  archidiocese, cardinal Law, impact, handsome i fucking shitty priests. Widz przede mną postraszył mnie wezwaniem obsługi. A ja tak zawsze lubię komentować w kinie, żeby na koniec stwierdzić "Elvis has left the buliding",  a to juz uwielbiam odkąd wiem, kiedy stosować metaforycznie.
Dominika zabrała mnie w podróż swoją olsztyńską ścieżką. Zaczęłyśmy od Kortowa.


 10.02.2016 Piszę na raty ten post, bo  nie mam obecnie czasu na te literackie rozrywki.  Od ponad 10 lat nie pracowałam tak dużo i po całych dniach. Ale mam ogromną satysfakcję,  konto się wypełnia i widzę tylu zadowolonych ludzi wokół siebie. Jeśli tylko wygospodaruję wolną chwilę, to korzystam ją na sportowo i rozrywkowo. Wybieram się znowu do Dominiki  i może wtedy dokończę ten post. Idzie się po Kortowie jakby człowiek był na wakacjach, a nie w miasteczku uniwersyteckim i jeszcze jeziora dookoła.
Z Kopernikiem obowiązkowo. Koło zamku w Olsztynie.


I wszystko jasne.


To najlepszy studencki campus w Europie i nie ma w tym żadnej przesady.
To rozstawanie się Dominiki z Olsztynem przypominało mi końcówkę moich studiów. Ja na koniec przywiozłam sobie męża ze studiów i potem długie lata jeździłam w okolice mojego "miasteczka" na Nowym Mieście nad Wisłokiem, bo niedaleko mieszkali teściowie i rodzina męża. Mam nadzieję, że ona też  szybko wróci  do ukochanego Olsztyna.
Trochę rozmyślań.
Cos jakby Gajówka.

W galerii  warmińskiej, jakby nasza kielecka Korona, widziałam kasę do Teatru Jaracza, patrzę na repertuar, a tu W małym dworku, Tango, jakby się czas cofnął. Muszę iść na jakiś spektakl.
Nie mogłysmy sobie odmówic deseru u Grycanek. Kawa i lody znakomite, a moje bezy -boskie.
A obiad tez był obfity. Nawet piwo wypiłam, bo hospoda była czeska i bez piwa ani rusz. Staropramen Branik.
Wprawdzie na pierwszym planie frytki, ale obok  znakomite bramboraki i surówki. Zupy borowikowa i czosnkowa też były znakomite. A najlepszy był widok z okna. Lubię tak siedzieć i kontemplować. Dominika miala wołowinę z knedlikami chlebowymi. A to mi przypomina nasze słowackie wyjazdy na narty do Swidnika.


12.02.2016 jednodniowa wycieczka do Kielc na rozmowy w sprawie funduszy europejskich. Jest działanie, ktore możemy wpasować w naszą działalność. Lubię jeździć do Kielc, naszego Klerykowa. Przejść się ulicą tego znakomitego patrona to już rytuał.

A w głębi Kieleckie Centrum Kultury, gdzie walentynkowo spędziłam wieczor na koncercie hitów operetkowych. Ileż z tych Kielc mam miłych wspomnień. A koleżanki z Gratis, Politechniki, Iwonicza, przyjaźń bezcenna jak w reklamie.
19.02.2016.
Kontynuuję wspomnienia w moim  on-line pamiętniku. Dominika się obronila i moja kolejna wycieczka do Olsztyna okazala się wspanialą imprezą.
Z kolegami inzynierami na piatkę.

A ja tu wierny kibic. W końcu pierwszy inzynier w najbliższej rodzinie, bo my sami humaniści.

 Obrona była rano, zostalyśmy do końca z chlopakami i dyskusje na korytarzu trwały w najlepsze.
 Tak pamiętam moją obronę i,  ze wszyscy wtedy palili na korytarzach
 "Tam wre życie! Kipi, tryska!
W dymu chmurze tytoniowej
Myśli płoną tam ogniska,
Chlebuś piecze się duchowy;" A to z Boy`a i jego kawiarni. A moja impreza po obronie była 8 lipca.
Taką ikonkę znalazłam z NK. Ja w srodku  chuda blond Venus.

Zimno zrobiło się w Olsztynie i zapowiadany spacer po mieście skończył sie na dojściu do eleganckiej restauracji, gdzie uczciłysmy obronę Dominiki. Przypadkiem trafiłyśmy na popołudnie przed wernisażem czy po, wystawy Olsztyn w starej fotografii , bo autor zdjęć Jerzy Waluga był obecny i porozmawiayśmy trochę o życiu.
 On sam też absolwent dawnej Akademii Rolniczej w Olsztynie na kierunku rybactwo, kolega Wojciecha Kilara i ze wspomnieniami z Rzeszowa. Taki szczególny zbieg okoliczności.
Przed restauracją, a obok nomen omen Cafe Malta.

Toast tylko wodą mineralną.

Dominiki danie główne. Kaczka z dodatkami. Ja miałam gołabki z karpia, grillowaną kaszę mannę i coś z tatarakiem. Moja zupa selerowa z chrzanem tez była rewelacyjna. 

Dominika na starter wzięła podpłomyki. Dla niej to atrakcja, a dla mnie biedne dzieciństwo na Siennieńskiej.
Na deser poszłyśmy gdzie indziej. Pojechałysmy na tzw. plażę miejską, a tam lodowisko! Już mialam ochotę iść i wypożyczyć łyżwy, ale strasznie wiało i temperatura spadła do poniżej zera.  Przeszłyśmy się wzdłuż mola. W restauracji Plankton naprzeciwko jeziora ja spożyłam jabłko pieczone z bakaliami, doskonałe na trawienie, a Dominika sernik z kiwi i truskawką. Cafe latte tak zabrzmialo nostalgicznie w tym otoczeniu, bo widok za oknem przypominał mi Lantanę czy Boynton Beach na Florydzie. Taki bar, gdzie chodziłam z Misterem  kiedyś w dawnym  styczniu. Tez było pusto na wodach, a w barze pełno ludzi.
Restauracje nad jeziorem. Lodowisko za białymi sciankami.

 Wieczorem rozpusta intelektualna. Poprzednim razem widziałam repertuar Teatru Jaracza. Akurat 16-tego we wtorek grali  W małym dworku. I  ulubiona czysta forma stała się moim udziałem. Nigdy nie chciałam być praktyczna i zapobiegliwa. Nigdy w młodości nie czytałam pozytywizmu i wielkiego realizmu. Tak mnie nudziły. Ale przemawiał Witkacy, Gombrowicz i Tadeusz Miciński, Pawlikowska-Jasnorzewska, Wyspiański, tak oni mi odpowiadali. I co ja zrobiłam ze swoim życiem?
Teatr Jaracza wieczorem. Nie mialam się gdzie zatrzymać, ale trafiłam w koncu na parking za teatrem. Co to znaczy google location!

U Sewruka siedziałam w pierwszym rzędzie. Sztuka wróciła mnie do innej rzeczywistości, do Niemytych Dusz i Narkotyków:)) I powiem, ze ja budowniczy nadwiezdnych miast, szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd. Chyba coś mam z głową, hehe.
Wieczorem do Dominiki przyszedł Oskar , jej genialny kolega z roku, ktorego znam z chorwackego erazmusa i zdjęć na FB. Namówił  Dominikę na studia  magisterskie na niemieckim uniwersytecie w Offenburg, z ktorym to miastem Olsztyn ma współpracę bliźniaczą i uniwersytecką. I to okazalo się doskonałą konkluzją dnia. Przynętę złapała. Studia po angielsku. Jakby się  jej ojciec cieszył, który też studiował w Niemczech, no, w NRD.
Miałam się spotkać ze smurffem, kolegą blogowym, ale jakoś tak zeszło. Może następnym razem.
I na koniec
Ale wrócę tu za niedługo. Trasę 380 km pokonuje się w najlepszym czasie 5,5 godziny. Ja jadę 6 godzin. Droga ekspresowa prawie na 2/3 trasy.
Nie mogłam nie zatrzymać się w Mławie i Modlin też jakoś tak działa historycznie. I nie koniecznie chodzi tu o lotnisko.
Pierwsza bitwa Armii Modlin w II wojnie swiatowej. Ja pamietam potem generała Sosabowskiego z filmu O jeden most za daleko. Swieciło niemiłosierne słońce.



czwartek, 31 grudnia 2015

Happy New Year 2016.

W ostatni dzień roku postanowiłam coś napisać dla podsumowania. Swoje rezolucje noworoczne, bardziej plany, na 2015 rok wypełniłam, zadanie wykonałam i gotowa na baczność na nowe wyznania, jakbym miała lata moich córek.
 Moje rezolucje są rozsądne i do wykonania. Papierosy też już ostatecznie przestałam palić. Ale to dzięki córce, która rzuciła  palenie, bo zaplanowała dzidziusia. Na cudzesach utrzymywałam mój nikotynowy nałóg. Chodziłam na jogę i pilates dla zdrowia, tudzież na basen, gdzie uczęszczam regularnie od zawsze. Na rowerze jeździłam nawet w Anglii.

 Praktykę w domu dla dzieci niepełnosprawnych odbyłam półroczną prawie, a potem wykorzystałam to  do w pracy w Anglii. Trzymiesięczny pobyt w Anglii też był w grafiku postanowień noworocznych, wykonany w 100%. Chociaż pieniędzy z tego nie było, ale mnóstwo doświadczeń językowych i obserwacji socjologicznych.
W towarzystwie  merów miasteczek, gdzie pracowałam. Normanton i Castleford.

 Biznes rozkręciłam z pomocą moich wspaniałych koleżanek nauczycielek i asystentki, a sukces odnieśliśmy nie notowany od czasów przedunijnych, gdy języków wtedy uczono się na potęgę, bo każdy chciał wyjechać. Teraz już nie ma darmowych językowych projektów unijnych, i klienci wrócili do nas w zmasowany sposób, i również sześciolatki przyczyniły się do sukcesu.
Nasze muralia i mój samochodzik.
 A tłumaczenia muszę odsyłać, bo już nie ma na to czasu,  ale każda strona i godzina też tworzy nasz budżet. Szkolnych imprez było bez liku przez cały rok i wszyscy byli zadowoleni, najbardziej klienci i konta pracujących.
W październiku. Mur pruski dodał uroku i drewniane wykończenie.

Gajówka prawie była sprzedana, ale nagle zrobiło mi się jej żal i całych tych dziesięciu lat z Misterem i dałam jej, i jemu  szansę, Na przekór wróżbitce, która przewidywała definitywne rozwiązania.
 Kulturalnie się bardzo udzielałam, kilka sztuk teatralnych, dwie opery, balet, parę seansów filmowych, a w ilu muzeach byłam!
Najbardziej cieszyłam się z wizyty w Stawiskach, Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Zaproszenia z muzeum dostawałam od kilku lat. Z portretem małzenstwa Witkacego.
W Anglii to jakby na trzymiesięcznych wakacjach, całe Yorkshire zwiedziłam. Co tam jeszcze zaplanowałam? Przemiany meblarskie w domu i szkole, żeby pamiątki wyeksponować w biurze, malowanie też.
Witrynka z pamiatkami przeniesionymi z domu.


A na koniec zostałam babcią, ale nadal pracującą  w wymiarze godzin, jakich nie miałam od ponad 10 lat. W związku z tym dzidzia Ewunia jest ze mną od święta.
Tu na Mikołajki.

A propos świąt, były bardzo  i wyjątkowo rodzinne, też jak dawno kiedy. Z nową rodziną swatów w Ostrowcu, i też w Sandomierzu.
Tyle prezentów pod choinką u Magdy.

U swatów na wigilii. Wieksza choinka, to prezenty się ukryły.

Ewunia z karpiami.
A teraz szykuję się do wyjścia na sylwestrowy wieczór u brata. Też ten wybór jest wyjątkowy i rodzinny, bo nie pamiętam, żebym z bratem witała Nowy Rok. A to zasługa mojej przemiłej bratowej.
Z Dominiką w Sandomierzu. To nasze drugie rodzinne miasto, brat się jeszcze tam urodził. Dominika w marcu zostanie mamusią.


Happy New Year for everybody! Ja to życzę sobie przede  wszystkim zdrowia i wytrwałości w realizowaniu nowych planów, a moim córkom też zdrowych dzieciątek i szczęścia rodzinnego. A dla czytelników też dużo zdrówka, spełnienia planów i marzeń.
 I już dodaję swieże zdjecia. Z bratem Andrzejem i Dominiką.

Sylwestrowi goscie. Brat z zoną, Bratanek- Mikołaj, mama bratowej i nasza wieloletnia kolezanka Jola. Zaczynalysmy kiedys razem prace w jednej szkole jako mlode nauczycielki w 1984r. Tak było rodzinnie i miło. Tyle wspólnych wspomnień.

niedziela, 8 listopada 2015

Jak zostałam babcią i inne okoliczności.

Bo są takie momenty szczęśliwości, uderzają do głowy, oszałamiają. W ostatnich 10 latach takie chwile utożsamiałam  tylko z lokatorem z Gajówki i banalne słowa  "Et si tu n'existais pas Dis-moi pourquoi j'existerais" wydawały się takie niezwykłe. But that`s the ancient history. A tu jeszcze inne słowa- klucze się pojawiły. Jeszcze bardziej naturalne i niewyszukane, a mimo to otwierają całą kaskadę najpiękniejszych przeżyć. Codzienność, niby nudność zwyczajnego życia, ale radość i miłość, która przebiła  wszystkie minione najbardziej wyrafinowane doznania. Cała egzystencja skrystalizowała się w dwóch małych kroplach na rzęsach, kiedy zobaczyło się malutką śliczną kruszynkę. 29 października zostałam babcią już ukochanej wnuczki Ewuni.
Mam dwie córki i obie prawie równocześnie  zaplanowały potomstwo. Tyle emocji i szczęścia na raz. Następna wnuczka za cztery miesiące. Bo też będzie dziewczynka!
Nie wiedziałam, że dzidziusia trzeba już od początku układać w krzesełko samochodowe. Tak się tu na mnie spojrzała.

W związku z takimi poruszającymi rodzinnymi  wrażeniami, inaczej pomyślałam o Gajówce. Może oprócz moich literackich zapędów w stylu Eweliny Royskiej ze Sławy i Chwały, stanie się to miejsce siedliskiem, przystanią i domowym ogniskiem dla moich wnuczek, córek i zięciów. Też swatów. Nawet byłam tam dwa tygodnie temu i rozmyślałam  ciepłymi uczuciami o tej chałupie i miejscu,  w lśniącym  jesiennym słońcu i mgłami porannymi. "W starej pięknej spiżarni będą pachnieć zielone śliwki" powiedziałby Iwaszkiewicz. Słowa powyżej też lekka trawestacja Iwaszkiewiczowskich Ogrodów.
Im nördlichen Polen (den ehemaligen Landesteilen von Preussen) ist Fachwerk bekannt. Auf Polnisch wird Fachwerk „preußische Mauer“ genannt und gilt als typisch deutsch. Daher wurden insbesondere in der Zeit nach dem Zweiten Weltkrieg zahlreiche Fachwerkhäuser in den Oder-Neisse Gebieten verputzt oder verblendet, um das Fachwerk zu verbergen. Jakby Dom Kolodzieja w Zgorzelcu:)) Dla mojego eks w zaświatach po niemiecku.

Takie widoki z okna.
 Ewunia już  w domku w swoim łóżeczku.

Ubieramy się do domu. Tak jestem duża! Tak mi to zdjecie przeskoczyło . Wazymy 3350 i bardzo długa jestem, 56cm.  Takie szczęscie rodziców, dziadków , cioć i wujków.