A po urodzinach wakacje😀
 |
| Nawet ciepło w pierwszą niedzielę na Islandii👍 |
Pewnej
styczniowej nocy 1973 roku większość mieszkańców małej wysepki Heimaey u brzegów Islandii już spała. Dwaj
radiotelegrafiści Thialmar Gudnason i Olafur Grantz podczas swojego codziennego
nocnego spaceru zauważyli erupcję. Po wschodniej stronie Heimaey zaledwie 1 km
od kolegów otworzyła się 200-metrowa szczelina wulkaniczna. To była dosłowna
ściana ognia, która miała pochłonąć dużą część wyspy w nadchodzących
miesiącach. Natychmiast powiadomili policję, którzy nie śpieszyli się z
dotarciem na miejsce, bo uważali to za żart telegraficzny, ale gdy tylko
zobaczyli erupcję, już nie tracili czasu. Wstrząsające syreny obudziły
mieszkańców.
W sposób
błyskawiczny dokonana została ewakuacja miasta czyli 5300 mieszkańców. Na
szczęście była burzliwa pogoda poprzedniego dnia i wszystkie kutry były w
porcie. Szybko przewoziły ludzi na ląd. Pomoc
całego kraju w ewakuacji była w tamtych czasach spektakularna.
Erupcja na
jedynej zamieszkanej wyspie Westmannaeyjar trafiła wówczas na pierwsze strony
gazet na całym świecie, a naukowcy ustawiali się w kolejce, żeby dostać się na
Islandię, bo podczas wcześniejszych erupcji, już od 1963 wystąpiły podwodne ruchy erupcyjne i powstała
z lawy nowa wyspa Surtsey. Jest ok 3 km długa i 170 m wysoka. Wyspa jest
chroniona prawem, a naukowcy obserwują kolonizację wyspy przez ptactwo i
rośliny. |
| Wysepka w głębi. |
W pierwszych
dniach i tygodniach kataklizmu mieszkańcy wyspy Westman musieli połączyć siły,
aby uratować port. Strumień lawy z Eldfell groził zamknięciem naturalnego
portu, głównego źródła dochodu miasta i połączenia z lądem.
Za pomocą pompy z
pogłębiarki i sieci rur na całej wyspie woda morska była rozpylana na
nadciągającą lawę, aby spowolnić jej postęp. Operacja schładzania lawy,
największa w swoim rodzaju na świecie zakończyła się dużym sukcesem. Pomimo
wielu zniszczeń domów na wyspie- 400- port został uratowany.
 |
| Port na wyciągnięcie ręki😀 |
W niedzielę, w islandzki Dzień Matki wybrałyśmy się promem zwiedzić Wyspy Westmannaeyar. Pogoda dopisywała znakomita. Dziewczyny były już tam 3 razy, a ja pierwszy i natychmiast opisuję moje wrażenia, bo codzień coś się dzieje. Płyniemy elektrycznym promem, zbudowanym w Polsce👍 Przy stoliku poznałyśmy Doriana z Francji- Grenoble. Wszyscy turyści bardzo chętnie nawiązują rozmowę i dzielą się swoimi wrażeniami. Jak to kiedyś pisała Manuela Gretkowska w Światowidzu, należymy do pokolenia homo kawiarnius, czy coś takiego.
Gdy ogląda
się to teraz, widząc jak bardzo blisko
zastygła lawa dotarła do domów i portu, wydaje się to trwogą i magią. A wulkan,
znaczy stożek wulkaniczny jest nadal ciepły, a nawet chleb można na nim upiec.
Nazywa się Eldfell czyli góra ognia, ma wysokość 225 m.
Pole lawy to
Eldfellshraun, miejsce dawnych domów, które zostały pokryte milionami ton lawy, rozciąga się na 3 km2. Wchodzi się tam po takich kolorowych schodkach.
 |
| Mlecze i łubiny to rośliny maja na Islandii. |
Tabliczki oznaczające miejsca dawnych domostw podają informacje kto mieszkał i
czym się zajmował. Przypominał mi spacer
wśród ruin starożytnych miast. Zawsze przy takiej okazji towarzyszą mi refleksje o kondycji narodów. Jak jedni uprzywilejowani, a drudzy muszą walczyć z przeciwnościami. Są zdeterminowani. Inni najeżdżają, korzystają ze zdobyczy cudzej pracowitości. Inni odpoczywają w słońcu i walczą o wodę.
Archipelag Westmanaeyjar
składa się z 15 wysepek położonych 9 km na południe od Islandii. Podróż
elektrycznym promem Herjolfur trwa 30 minut. Podróż „umilają”
dramatyczne momenty. Atlantyk jest
bardzo groźny, a skały tak blisko, wydają się jakby ogromne brązowe góry
lodowe.
Większość
ludzi na wyspie pracuje w branży rybackiej albo w hotelarstwie i gastronomii. Rybactwo przejęli Kanadyjczycy, Anglicy, Duńczycy, a branżę turystyczną Polacy. Tak w najprostszym postrzeganiu. Islandczycy nadal robią swetry i skarpety. Ryby też łowią. Owiec mają pod dostatek, bo dwa razy więcej niż mieszkańców.
Malutka
jest wyspa Hejmaey, a ile historii. Pierwsi
tu przybyli w 830 irlandzcy niewolnicy, ale zemsta panów ich dopadła, wrócili
po nich i wszystkich wybili. A w 1627 roku przypłynęli algierscy piraci i
porwali 250 osobników, a wielu zamordowali. Podobne najazdy Turków doprowadziły
do całkowitej dewastacji kraju. Prawo
nakazujące zabicie każdego niewiernego, które pojawi się na wyspie zostało
uchylone dopiero w 1970 roku 🤣
Po dawce takiej tragicznej historii ruszyłyśmy w miasto. Zaczęłyśmy deserem, bo lunch był koło akwarium😀
 |
| Poszalałyśmy. Jeszcze na wynos starczyło. |
Zachowane historyczne miniaturowe domki służyły nam za wdzięczny obiekt do fotografowania.
Saeheimar to
najstarsze akwarium na Islandii jest jednym z największych osiągnięć w
dziedzinie opieki i ochrony nad wielorybami i delfinami. Opiekuje się także
dwiema białuchami arktycznymi, które przybyły z Chin, mają tu swoje sanktuarium. To ssaki morskie z rodziny narwalowatych. Sa ogromne i wyglądają jak z innej epoki.
Na wyspę przyjeżdża się również oglądać maskonury i oraz inne ptactwo. My pozostałyśmy podziwiać rzeźby i pluszaki.
 |
| W cieniu wiało i na nowo trzeba było zakładać zimowe ubranka. |
Blaszane domki są charakterystyczne w krajach skandynawskich. Gdy świeże farby, to wyglądają jak prosto z kart książkowych ilustracji. Nie sposób się oprzeć ich urokowi.