Michał Wiśniewski był na dobrym miejscu w Eurowizji w 2003 roku, gdy zaśpiewał piosenkę Keine grenzen. Chyba nawet nie śmieliśmy kiedyś o tym marzyć, znaczy o braku granic.
Pokolenie, które pamięta kontrole przy przekraczaniu granic, cieszyło się niezmiernie, gdy w 2007 roku oficjalnie weszliśmy do strefy Schengen. Od prawie 20 lat byliśmy już w demokratycznym świecie, ale nadal czuliśmy się jego pariasami. W Dover traktowali nas prawie jak Dzierżyński polską inteligencję, gdy sprawdzał ręce. Organizowałam wiele wycieczek do Londynu, w których uczestniczyła moja koleżanka, pani doktor. Gdy pytali ją o zawód, to nie wierzyli, że MD podróżuje najtańszym turystycznym autobusem razem z klasą robotniczą, który i tak był dla nas drogi. Teraz w Ameryce wszystkich tak sprawdzają.
Czy
pamiętacie kiedy pierwszy raz słyszeliśmy o pomyśle strefy Schengen dla krajów Unii Europejskiej, wtedy jeszcze EWG? Nasza
obecność tam była w sferze kompletnego science fiction. Chociaż Breżniew już nie żył, to niewiele się
zmieniło. Uciekaliśmy na zachód z wycieczkami turystycznymi, albo udawało nam
się dostać wizy do USA, a niektórzy Ślązacy mieli tak zwane pochodzenie i
wyjeżdżali do RFN.
Od 1995
zmiany szybko się potoczyły. Jak bezpiecznie czujemy się na lotniskach udając
się za napisem EU countries i widzimy dumną flagę z gwiazdkami.
A czy
doświadczyliście sytuacji, że cofamy się w przeszłość?
W regionie
od lat mamy wojnę konwencjonalną i do tego hybrydową na różnych polach.
Doświadczamy manipulacji społecznej i cyberataków Z tej przyczyny granice lądowe w
strefie Schengen znowu się pojawiły. Niektórzy nasi obywatele nawet sami
zapisywali się do społecznej służby granicznej, jak co najmniej dawniejsi
ormowcy.
Ponad 30 lat normalizowały się przygraniczne stosunki polsko-niemieckie. Tyle pracy samorządów, stowarzyszeń, wspólnot, organizacji, fundacji, a tu znowu trzeba postawić żołnierza z bronią, żeby po obu stronach pilnował swoich granic. Na zdjęciu poniżej żołnierze są w niebieskim namiocie.
Przeżyliśmy to podczas naszej wycieczki kamperem, gdzie wybraliśmy się na początku tygodnia. Zeszło nam trochę z przygotowaniem naszej "ekspedycji", żeby wyposażyć to małe mieszkanko na kółkach. Matyldzia w czasie jazdy na łóżku, ale przypięta pasami.
Musiałam wyposażyć łóżka w świeżą pościel, przynieść jedzenie, ubrania i mnóstwo różnych innych akcesoriów. Gospodarz bez wieczoru filmowego i rannych wiadomości nie umie żyć. Matylda jak w klatce, ale bardzo jej się podobało spać na piętrowym łóżku. Każdy ma swoje łóżko, moje jeszcze w głębi z prywatną łazienką. Bo Gospodarz jakby w kuchni i pokoju dziennym.
Ruszamy w stronę granicy niemieckiej, bo taka jest najkrótsza droga do naszej destynacji- Parku Mużakowskiego, który po stronie niemieckiej historycznie rozłożył się i trwa od wieków w miejscowości Bad Muskau, a po polskiej stronie od 1945 w miasteczku Łęknica. Camper Park zamówiliśmy w Bronowicach, nomen omen jakbyśmy jechali na wesele.
Najkrótsza droga wiedzie przez autostradę, a tam kilkadziesiąt kilometrów do granicy już zaczynają się korki. Gospodarz, nasz kierowca niecierpliwi się. Zjeżdżamy na Żagań Żary i bocznymi drogami wjeżdżamy jednak na teren Niemiec. Wszędzie słynna granica na Nysie Łużyckiej, mały mostek i wita nas Deutschland. Nikt nas nie sprawdza. Ale kamper park mamy po stronie polskiej. Zajechaliśmy też do niemieckiego parkingu w Bad Muskau, ale miał odległe przyłącza do prądu i jednak decydujemy się na ten polski. Trzeba znowu przyjechać przez granicę. Niemcy nawet nie spojrzą, ale zatrzymują Polacy. Są bardzo uprzejmi, proszą o dowody. Chcą zajrzeć do środka, proszę o odsłonięcie zasłonek. Wtedy Gospodarz już nie wytrzymuje i rzuca swojego f*. Ja mówię, że mamy kota i może nam uciec. Żołnierz, a obok niego drugi, taki z długą bronią uśmiechają się i puszczają nas.
Wjeżdżamy na polską stronę , a tam jakby Turcja, stragan na straganie.
To dla Niemców, żeby sobie wszystko kupowali taniej. Bardzo to przypomina lata 90. Ale toalety są czyste, bardzo czyste i pachną. Pamiętam jak w latach 90-tych jeździłam autobusem na zachód i zawsze to była pierwsza uwaga, gdy wjeżdżało się do Polski, na temat toalet.
Gospodarz mówi, że jakby Alamo zobaczył.😀 A tutaj, sale muzealne, sklepiki i miłe bistro z dobrymi ciastami i drobne zakąski. ceny bardzo przystępne. Przyjmują kartą, bo w pałacu tylko gotówką, ale można płacić złotówkami.
Późniejsze fundacje polsko-niemieckie bardzo aktywnie współdziałały, żeby Park Mużakowski stał się miejscem przyjaźni, wypoczynku, relaksu przy kawie, znakomitym posiłku, na rowerach, spacerach, leżakach i ławkach. Wśród pięknych kwiatów i smukłych różnorodnych drzew.
Po polskiej stronie stworzono absolutnie wyjątkowe ścieżki geoturystyczne, po zalanej kopalni Babina.
Takie rzeczy widziałam koło Leeds, gdzie Margaret Thatcher zatopiła dawne kopalnie po historycznych strajkach górników angielskich i stworzyła parki rozrywki. Węgiel brunatny tworzył się po cofnięciu lodowca skandynawskiego, a jeziora, z powodu rozmaitych minerałów, są mirażem kolorów. To antropogeniczne cuda. Odsłaniają czasami dawną kopalnię, co wyglądało jak horror.
Największy zbiornik nazywa się Afryka, bo przypomina kształt kontynentu. Pośród jezior stoi wieża widokowa.
Dopisała nam boska pogoda. Zaczynały się upały. Wokół parku prowadzą dobrze wytyczone ścieżki spacerowe i rowerowe, geologiczne cuda są prosto opisane w trzech językach. Ławki zachęcają do odpoczynku i wsłuchania się w głosy natury.
Na rower siadłam po trzech latach, mam zwichnięte kolano i bałam się
jeździć, żeby przypadkiem nie skoczyć na chorą nogę. Tutaj są płaskie tereny, doskonałe ścieżki,
nie bałyśmy się jeździć wśród lasów nawet, gdy zabłądziłyśmy z Matyldą. Bo
drogę wskazywali nam żołnierzy pogranicznicy na mostach Nysy Łużyckiej.
Gdzie widzieliście już kontrole drogowe w strefie Schengen?
A i jeszcze kot Freddy, który jest bardzo ważny w rodzinie i ma również swoje wygody. Woli jeść z talerza. Ale musi być na smyczy😡























































