Moja lista blogów

sobota, 4 października 2025

O północy w Iwoniczu.

 Z dużą przyjemnością przedstawię Wam dzisiaj taki żarcik nawiązujący do lirycznego filmu Woody`ego Allena oraz najnowszego comfort movie La venue de l`avenir.  Cały dzień oglądam przesłuchania pianistów na Kulturze i tak się nastroiłam refleksyjnie.  

     Z  hektycznego / hectic ang. gorączkowy, szaleńczy/ czasu wielkich miast 21. wieku, pewnego razu o północy w Iwoniczu-Zdroju  Alicja przeniosła  się  do 1837 roku spotkać z  hrabią Karolem Załuskim, ostatnim naczelnikiem powstania listopadowego na Litwie. Wykorzystał on wyniki nowych analiz chemicznych iwonickich zdrojów dokonanych przez Teodora Torosiewicza , farmaceutę ze Lwowa, znanego badacza wód mineralnych w Galicji i na Bukowinie. Widziała jak Załuski przystąpił do odbudowy zakładu zdrojowego.  Odbudowy, bo źródła te znane były już od czasów Stefana Batorego, a opisał je  doktor Wojciech Oczko, nadworny lekarz króla. W swoim pamiętniku pod datą 8 sierpnia  1837 pisała: „po lewej ręce przy drodze do Dukli jest położony Iwonicz zaczynający się wsławiać wodami mineralnymi. W gęstym lesie, w zapadłej kotlinie znajdują się trzy źródła. Droga prawie nieprzystępna, ale spodziewać się trzeba, że właściciel tego miejsca usiłując uczynić ją pojezdną dojdzie do tego celu. Już tego lata wiele osób doznało skutków tych kąpieli i wód, gdyż jedno źródło jest do picia drugie, do kąpania, a trzecie palące się.” / Ksawery Prek/

Spójrzmy na zdjęcia na przestrzeni  150 lat. Stary Dom Zdrojowy, kiedyś lokal Galicja, obecnie z powrotem pod nazwą Dom Zdrojowy.




Mój zimowy wypoczynek pewnego razu w 2005 roku.

I obecnie.

W drugim półwieczu 19. stulecia zdrojowisko przeżywało okres prosperity, leczyli się tu kuracjusze z Galicji, Czech, Węgier, Austrii, Rosji, Francji, a także nieliczni z Egiptu, Palestyny, Iranu i Ameryki.  Nasza bohaterka z 21. wieku pewnego razu w Iwoniczu spotykała tu również poetów i pisarzy. Zamieniła słowo z Aleksandrem Fredro i razem zwiedzali zamek w Odrzykoniu. Pewnie zainspirowała go do postaci wdowy Podstoliny😀

 Rozmawiała z Michałem Bałuckim i to o niej była napisana powieść Ostatnia stawka. Nawet AI nie zna utworu, natomiast Allegro książkę sprzedaje. To dzieje kuracjuszy z Iwonicza.
Pijalnia w okresie międzywojennym.

 Przed pijalnią wesoła grupka przyjaciół  z 2005 r.

We wrześniowym słońcu obecnie.

Na wieczorach przy świecach czytała wiersze Wincentego Pola:

W cieniu tych lasów coś tam szemrząc słodko, dziś jak przed laty witasz nas Bełkotko,

O, jak natchnienie przez duszę przepływa, czysty się płomień z twych nurtów dobywa,

 A czcią przejęci nad źródłami twemi, wielbimy Boga w cudach naszej ziemi.

Bo ogień czysty i szmer źródła rzewny, co tajemniczo spod ziemi wychodzi

Jest temu życiu serc naszych pokrewny, co się z płomieni o łez cichych rodzi. 

Pomnik poety przy źródle Bełkotka.

Wzgórza otaczające dolinę Iwonicza porośnięte są lasami mieszanymi, będącymi pozostałością dawnej puszczy karpackiej. Dominuje drzewostan jodłowo-bukowy z domieszką świerków, sosen, modrzewi, grabów i jaworów, co widać na zdjęciach.


2005 rok

Willa Mały Orzeł obecnie. Zakupiona przez inwestora, czeka na renowację.

Wodami ze źródła Bełkotki leczył ją nawet brat poety znany lekarz Józef Pol. Nawet  Marysieńka Sobieska korzystała z tego przedziwnego źródła i słyszał o nim nadworny lekarz Ludwika XIV. Jakże inaczej podobne źródła były postrzegane w biednej Islandii. Jako złowróżebne odgłosy szatana. Z Bełkotki  wydobywał się gaz i można go było zapalić.

Tu pomieszkiwała, kiedyś i obecnie. Hotel Pod Jodłą.


2005 rok. Hotel Biały Orzeł

Ze zdziwieniem wracała do swojego 21 wieku,  ale wtedy już wiedziała, że literatura piękna oraz sztuka przynoszą  cenną wiedzę o świecie i człowieku, podobnie jak nauka. Pobudzają wyobraźnię i odwołują się do uczuć, uszlachetniają. Bo przeżywanie pozwala na głębszy kontakt z drugim człowiekiem. Tak też było w przypadku naszej bohaterki,  jej przyjaźnie nawiązane w Iwoniczu na początku 21. wieku przetrwały kolejne dekady.

I obecnie sama, chociaż w grupie, piła za zdrowie swoich dawnych przyjaciółek. W winiarni Kupała niedaleko zamku Kamieniec w miejscowości Odrzykoń.

Z okien i tarasu o szwajcarskim szyku tej eleganckiej restauracji widzimy Pijalnię, Bazar i nic się nie zmieniło przez  ponad 100 lat. To centrum Iwonicza, tuż przed Parkiem Zdrojowym.


Zimowe wakacje roku 2005.

Obrusów już nie ma. Znikła dawna elegancja. Jedynie dobre trunki zostały.

To jej ulubiony czas linearny, gdzie każdy moment jest inny i nigdy się nie powtórzy. Trzeba korzystać z chwili, wiedzieli o tym już starożytni, Carpe diem. Jest to bardzo gorzkie odkrycie nieodwracalnych zmian, a doświadczyła tego po raz kolejny  podczas swojej ostatniej wizyty w Iwoniczu-Zdroju, gdzie spacerowała już sama i nie słyszała wesołych głosów swoich kumpelek sprzed laty.

Signum temporis tamtych czasów- torebki do sportowego stroju😀

Jakby dziewczyny do wzięcia😀


To dopiero była gromadka. Na stokach góry Winiarskiej. Orczyk wyrywał nas z nart😀

Teraz sama, ale z radością piję swój zielony trunek. Wybrałam pod kolor mojego stroju i okularów😀bo pomimo upływu lat nadal zmierzam do wyznaczonych przez siebie celów. Bo jak wiadomo, życie czynne, pełne inicjatywy sprzyja zdrowiu👍.
I takim optymistycznym akcentem zachęcam wszystkich do korzystania z tygodniowych pakietów SPA w  sanatoryjnych miejscowościach, gdzie powolny czas sprzyja refleksjom i planowaniu dalszych etapów życia.

PS W prawdziwym sanatorium też kiedyś byłam, ale to za długo i można się zanudzić.

A wy jakie macie doświadczenia z  sanatoryjnymi miejscowościami?


 

 

 

 

wtorek, 30 września 2025

Na Słowacji jak w Islandii?

       Czy wiecie coś więcej na temat Słowacji?  Czy  myli się wam z Czechami? 

Słowacja miała bardzo ciężką historię swojej państwowości. Przez wszystkie wieki nie było takiego kraju, chociaż zaczęło się pięknie od wczesnego średniowiecza i Wielkich Moraw, gdy rozwinął się język/ Czesi też tak myślą/, ale zaraz potem  waleczni i okrutni  Awarowie- Madziarowie ich podbili i tak zostało przez parę setek lat. Rozdzierali ich Polacy i Habsburgowie. Napadali  Mongołowie, Turcy, Wołosi z Półwyspu Bałkańskiego też rościli pretensje.  Ale na szczęście utrzymali swój język i poczucie tożsamości. Po zakończeniu I wojny światowej powstała Czechosłowacja, gdzie obydwa narody miały pewną autonomię. Gdy w 1938 roku nastąpiła aneksja Czechosłowacji, Słowacy dostali ultimatum, albo okupacja niemiecka albo ogłoszenie niepodległości. I tak niefortunnie powstała pierwsza Republika Słowacka jako satelicki kraj  faszystowskich Niemiec. Nawet uczestniczyli w zajęciu Polski w 1939roku.

Na szczęście  opamiętali się powoli, szczególnie, gdy zaczęły się masowe deportacje ludności żydowskiej i cygańskiej i w 1944 roku stanęli po właściwej stronie.  29 sierpnia tegoż roku ogłosili powstanie narodowe.  Walczyli dzielnie przez dwa miesiące jak my w Powstaniu Warszawskim. Chociaż pomagał im sam marszałek Koniew, niestety Powstanie zostało krwawo stłumione. Odbyła się  też wtedy mordercza bitwa o Przełęcz Dukielską- wrzesień- październik 1944, największa bitwa  Europy Środkowej. Zginęło kilkaset tysięcy żołnierzy po obu stronach, Armii Czerwonej i Czechosłowacji przeciwko żołnierzom Wehrmachtu z Węgrami. Szczególnie w Dolinie Śmierci koło Krosna, gdzie odbyła się wielka bitwa pancerna. W Słowacji jest doskonale pamiętana i uczczona wielkimi pomnikami.

 Po wojnie mamy znowu Czechosłowację, gdzie Czesi maja więcej do powiedzenia. Słowaków traktuje się lekceważąco, to Romowie, dużo innych mniejszości. Państwa rozdzieliły się na początku lat 90. Wacław Havel jest bohaterem obydwu narodów.  Parlament czechosłowacki ustalił, że dwa niezależne państwa powstają 1 stycznia 1993 roku. 2004 rok przyjęcie do Unii Europejskiej, w 2009 przyjęcie waluty euro. Pomimo różnych kryzysów parlamentarnych, a nawet skandali, nierozwiązanych problemów z mniejszościami, małe państwo bardzo prężnie się rozwija. Jestem pod wrażeniem.

Czy w ostatnich latach jeździcie do Słowacji? I nie sięgajmy w przeszłość do demoludów tym razem. 👍

Skąd ten długi wstęp? A to z powodu miejscowości Vrbov po polsku swojskie Wierzbów, gdzie znajdują się  siarkowe źródła termalne, a ja czułam się tam jak w Islandii. Dlaczego aż tak? Całe kąpielisko, znaczy baseny połączone pomostami pokryte  nowoczesną drewnianą podłogą, bardzo przypominały mi  Islandię. Ponadto  baseny to takie siedzące niecki z wodą o temperaturze 36-37° albo 37- 38° oraz baseny pływackie o temperaturze 26- 28 i basen rekreacyjny z rurą o temp. 32°. Tak to zwykle jest na basenach w Islandii, jedynie tamte ciepłe niecki są mniejsze, bo tam przecież mniej ludzi.

Ponadto w oddali widzimy wysokie Tatry, choćby islandzkie wulkany👍. Recepcja jest nowoczesna, oszklona, takie często widziałam w Islandii.



A pod prysznicami Słowaczki bez problemu rozbierają się do golasa i myją się dokładnie jak to w Islandii zalecają specjalnymi obrazkami.😀 Też są wyżymaczki do strojów, których nie widziałam w Polsce.

Park termalny zasilany jest wodą geotermalną z dwóch odwiertów, jeden o głębokości 1742 m,  który osiąga temperaturę 56° i drugiego odwiertu o głębokości 2502 m z wodą o temperaturze 59°. A w basenach tak.

A przy wjeździe na teren parku mamy prawdziwy gejzer👍.

Woda z obu źródeł charakteryzuje się bardzo wysoką mineralizacją według składu chemicznego jest to woda wapienno-magnezowa, siarczkowa i wodorowo-węglanowa. Są to najlepsze wody lecznicze w Europie Środkowej. 


Ludzie siedzą i wylegują się jak morsy. Zdecydowanie przeważa starsza populacja. On już wiedzą, że trzeba się ratować balneologią😀


Jedyną wielką różnicą, ogromniastą jak szczyty wulkanów, jest to, że na terenie słowackich źródeł termalnych można jeść  i spożywać alkohol! Są tam bary i restauracje w wyznaczanym restauracyjnym sektorze. Lody też sprzedają, które w Islandii są najważniejsze.

Bardzo polecam. Ja byłam na wycieczce zorganizowanej z Iwonicza-Zdrój, gdzie przebywam na krótkim SPA, to nie zwróciłam uwagi na ceny. Bardzo się zrelaksowałam siedząc w ciepłej wodzie w lekkim jesiennym słońcu, rozmawiając w słowiańskiej mieszance językowej. No Islandia, mówię wam.

I nie myślcie,  że wcześniej nie byłam w podobnych miejscach w Czechach czy na Węgrzech😀ale to zwykle było na wakacjach, gdy ciepło.  Pobyt o innej porze przypomniał mi moją zimną wietrzną atlantycką skałę,  za którą tęsknię. Tam zwykle było 10 stopni ciepła.

Po drodze zatrzymaliśmy się w historycznej miejscowości Levoča,  pełnej imponujących zabytków świadczących o wyjątkowej zamożności i znaczenia tego  małego miasta na przestrzeni kilku wieków.



  A to wszystko na słowackiej prowincji z boku drogi krajowej między Preszowem a Popradem.  O tym jeszcze z pewnością napiszę. 

 Słowacja niewielki pięciomilionowy kraj doskonale wykorzystała fundusze unijne na rozwój swojej małej ojczyzny. To bardzo zauważalne  w porównaniu z Węgrami, którzy tkwią  w swoim marazmie  śniąc o dawnej wielkości.

Z rodziną jeździliśmy do Słowacji pod koniec lat 90. Na narty w okolice Śvidnika. Mała Dominika mówiła, „szykować pasztorpy bo Barwnik się zbliża”./przejście graniczne w Barwinku/. Miłe wspomnienia. 

 A wy jakie macie wrażenia o współczesnej Słowacji?

Dwie moje małe jeszcze córki w 1997 roku w Śvidniku


sobota, 27 września 2025

Muzeum, "które przestało istnieć, ale przetrwało"

 Nie pamiętam już jak to się stało, że  znałam dramat  Hanusia Gerharta Hauptmanna. Myślę, że moja dawna wieloletnia przyjaźń ze studentami germanistyki przyczyniła się do tego.  Przez jakiś czas nasza uczelnia miała wizytującego profesora z Rostocku. Widzę go w pamięci, był bardzo przystojny i jeździł zielonym maluchem. Z Rostocku niedaleko była wyspa  Hiddensee i  miejsca pochówku pisarza.  Studenci wystawiali Brechta, to pewnie  też recytowali we fragmentach biedną Hanusię i opowiadali mi o tym. Tkaczy też pamiętam. Dlatego kupiłam bilet na  przedstawienie w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego. Na 14 listopada. To obejrzę po blisko 50 latach. Aż się roześmiałam z wrażenia.

Ale właściwie chciałam wam opowiedzieć  o wizycie w Muzeum Miejskim- Domie Gerharta Hauptmanna, w Jagniątkowie, dzielnicy Jeleniej Góry. Mój drugi mąż, amerykański ignorant😍 spytał, a dlaczego niemiecki pisarz mieszkał w Polsce? A bo mu się podobał Dolny Śląsk i Jelenia Góra odpowiedziałam. O, to tak jak mnie-stwierdził.

Dom pisarza został zbudowany w 1901 roku w stylu historyzmu i  neorenesansowego zameczku. Zamieszkał tam ze swoją drugą żoną, młodą skrzypaczką pochodzenia łużyckiego, Margaretą Marschalk. I mieszkał tam w glorii i chwale noblisty z 1912roku, łącznie z hołdami nazistów do swojej śmierci w 1946 roku. Z niebanalną pomysłowością, pomimo takich strasznych koneksji, i pewnie prawie autentycznie opisał to Sławek Gortych w swoim cyklu Schroniska. Dzięki temu przyciągnął całe tłumy do Muzeum Gerharta Hauptmanna.

W poniedziałek 18 sierpnia w końcu znalazłam się z Jagniątkowie, w imponującym domu- zamku nazywanym Łąkowym Kamieniem. Od wejścia towarzyszył nam Gerhart Hauptmann patrzący swoim demonicznym spojrzeniem. Sławek Gortych pisał...Ruszyła alejką, która wiodła pod górę, do domu pisarza. Potężna posiadłość pełna ciemnych okien wyłaniała się spomiędzy drzew niczym leśny upiór z martwymi ślepiami. Poczuła strach.

Przyspieszyła kroku i po chwili znalazła się u wejścia do willi. Pokonała granitowe schody, pchnęła ciężkie drzwi i stanęła oko w oko z Gerhartem Hauptmannem.

Pisarz z typowym dla siebie mrocznym wyrazem twarzy spoglądał na nią z wielkiego portretu zawieszonego naprzeciwko wejścia. Nie chciałabym go zobaczyć w nocy, przeszło jej przez myśl.”

A jeszcze wcześniej witała nas rzeźba Hanusi w  pozie mistycznego odejścia w zaświaty. 

Cały ten sierpniowy dzień stał się dla mnie w pewnym sensie symboliczny, bo spędziłam go z Hanią, która kilkanaście dni potem, 4 września nagle pożegnała się ze swoim życiem. 

Siedząc w pięknym bardzo ekspresywnym holu, zwanym Rajską Halą, ze względu na tematykę malowideł polichromii, zastanawiałyśmy się jak będziemy zwiedzać Muzeum.

 Zaczęłyśmy od wystawy czasowej, takiego wakacyjnego refleksyjnego malarstwa ukraińskiego twórcy Andrzeja Sharana pt. Wieczna podróż. Kolor i słowo w twórczości ukraińskiego malarza i poety. Jak miło było się z nim przenieść  do słonecznych plenerów nad Morzem Śródziemnym. I tak jego oczami i pędzlem wspominałyśmy, co same kiedyś doświadczyłyśmy.


Dom Hauptmanna po wojnie przez wiele lat był ośrodkiem kolonijnym dla dzieci. Jako muzeum, Dom zaczął dopiero funkcjonować w 2001 roku, po gruntownym remoncie i restauracji z funduszy fundacji polsko-niemieckich.

Mnie najbardziej fascynował gabinet pisarza, bo to jakby niezwykła podróż w czasie w tym autentycznym wnętrzu. Z maszyną na biurku, z różnymi listami, notatkami, wygodnym fotelem i kominkiem. 

Bogata kolekcja eksponatów książek fotografii osobistych przedmiotów i obrazów inspirowanych pięknem Karkonoszy, zatrzymywała nas w  zadumie i refleksji nad mijającym światem. Obie z Hanią byłyśmy w jakiś sposób związane z kulturą niemiecką. Ona poprzez ojca, który wpoił w nią szacunek do języka i literatury niemieckiej,  a ja przez męża germanistę  i przyjaźń z wieloma germanofilami.


W tym domu- zamczysku było miejsce na gabinety do pracy, bibliotekę, archiwum oraz liczne zbiory antycznych i współczesnych dzieł sztuki. Pomieszkiwał tu również starszy brat pisarza Carl Hauptmann, który napisał  Księgę Ducha Gór. W 1922 roku z okazji 60. urodzin Hauptmanna powstało malowidło, które ozdobiło hol willi. Jego autorem był malarz Johannes Maksymilian Avenarius, który na ścianach i sklepieniu stworzył swoją wizję raju. Pełne symboliki dzieło do dziś budzi zachwyt wszystkich. 



Po śmierci Hauptmanna w 1946 roku wdowa po nim opuściła dom zabierając większość cennego wyposażenia. Jej wyjazd w pół roku po śmierci męża również jest niezwykłą ciekawostką historyczną. Takie porozumienia z Sowietami i Armią Amerykańską.

Uwielbiam zwiedzać domy pisarzy, moim ulubionym to oczywiście Stawisko  Jarosława Iwaszkiewicza. W Jagniątkowie, jak w wielu innych tego typu miejscach organizuje się koncerty, wieczoru literackie, wystawy i inne imprezy kulturalne dla dorosłych i młodszych. To magiczne miejsce, chociaż sam pisarz i jego postawa wobec nazizmu jest mocno kontrowersyjna. Jeszcze w 1942 roku  80.rocznicę swoich urodzin świętował wspólnie z gauleiterem Karlem Hanke. Dostał w prezencie rzeźbę Hanusi z białego marmuru. Noblista miał   liczne  przywileje żywieniowe. Z kolei w 1944 z okazji urodzin Margaret  w Łąkowym Kamieniu gościł Hans Frank, który też odwiedził go w 1945 roku, ukrywając dokumenty i dzieła sztuki. Z twierdzy Breslau uciekał tamtędy Karl Hanke.  Literacko i z suspensem zajął się tym Sławek Gortych  Filmowcy powinni się tym też zainteresować. Gotowy historyczny kryminał. 

 Młody pisarz z Bolesławca  w zaskakujący sposób   rozsławił Muzeum na całą Polskę. Organizowane  Spacery ze Sławkiem oraz Nocne zwiedzania cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

 Potem pojechałyśmy z Hanią do Cieplic- Zdroju i jak prawdziwe seniorki zasiadłyśmy przy kawie naprzeciwko Zdrojowego Parku. Rozmawiałyśmy o życiu. Takie sanatoryjne spokojne miejsca sprzyjają refleksjom.

Plac Piastowski, a my w kawiarni Abrabezabra, koło Parku Zdrojowego.

Będzie mi brakowało Hani wnikliwych komentarzy. Jej obecności.

  Których  pisarzy domy-muzea odwiedziliście?  Jakie refleksje?

 Czytaliście Sławka Gortycha?

 

 

niedziela, 21 września 2025

Czytacie Wiesława Myśliwskiego?

 Nagroda Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi dla Wiesława Myśliwskiego.

Co za nadzwyczajna impreza  pod nazwą Międzypokoleniowy Festiwal Literacki  „Od Reymonta do Myśliwskiego- regionalizm wczoraj i dziś”  trwa obecnie w Sandomierzu, w dniach  18-27 września.  W programie znajdujemy sesje naukowe, warsztaty dla dzieci i dorosłych, gry literackie, spotkania autorskie, przedstawienia teatralne, recytacje, happeningi, koncerty muzyczne, wystawy. Bardzo polecam.  Wyjątkowym momentem było wręczenie nagrody Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi  dla Wiesława Myśliwskiego. I w tym niecodziennym wydarzeniu miałam przyjemność uczestniczyć.

Zdjęcie zapożyczone z Echa Dnia.

Festiwal jest dofinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, sponsorowany również przez lokalnych przedsiębiorców, a patronują mu miejskie  oraz wojewódzkie media.

      Wiesław Myśliwski to  najwybitniejszy żyjący  polski pisarz, dwukrotnie uhonorowany Nagrodą Nike, twórca tzw. literatury chłopskiej. Urodził się w Dwikozach koło Sandomierza. Z tych regionów pochodzą również moi rodzice i cała rodzina. A nieżyjąca już moja Mama z pewnością chodziła do tego samego liceum co pisarz, bo to było wtedy jedyne liceum w Sandomierzu.  Są z tego samego rocznika-1932. Słuchając Kamień na kamieniu w znakomitej recytacji Krzysztofa Gosztyły, czytając  Widnokrąg, to jakbym dziadka Wawrzyńca słyszała i jego niegroźne przekleństwa, typu „choroba” czy „powietrze” oraz odgłosy młota z kuźni.

Dzieło Myśliwskiego stanowi obecnie centrum polszczyzny. Jest przetrwalnikiem tradycji polskiego słowa, które mierzy się dzisiaj z mgławicą znaczeń płynących z mediów elektronicznych. Język jest zjawiskiem żywiołowym o nieogarniętym potencjale. Wiesław Myśliwski uobecnia w swej twórczości żywioł słowa ludowego, które ma wciąż ożywczą wartość”- tak we wniosku o przyznanie nagrody napisał profesor Roch Sulima, wybitny regionalista.  *zaczerpnięte z portalu Wszystko co najważniejsze.

Uroczystość wręczania Nagrody  Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi za całokształt twórczości Wiesława Myśliwskiego  odbyła się 18 września o 17.00 w Galerii Widnokrąg w Sandomierzu. Dostojny Jubilat łączył się z nami w rozmowie  telefonicznej.  Reprezentował go wieloletni przyjaciel, regionalista i dziennikarz Tomasz Pańczyk. Nagrodę wręczała pani Nina Sapa, dyrektor Instytutu KiDW w obecności przewodniczącego Rady Programowej NIKiDW, wicewojewody Michała Skotnickiego, burmistrza miasta, wielu przyjaciół pisarza oraz licznie zgromadzonej publiczności.

Brama Opatowska nam patronowała.

Zasiadłam z władzami, a co! Zdjęcie zapożyczone z Echa Dnia.

Następnie odbył się znakomity panel dyskusyjny poświęcony twórczości pisarza- „Regiony” Wiesława Myśliwskiego i „zwrot ludowy” w kulturze, który prowadził Andrzej Nowak- Arczewski  / prywatnie mój brat/- Przewodniczący Rady programowej NIKiDW. Uczestniczyli profesorowie Roch Sulima – historyk kultury, antropolog kulturowy, Stanisław Żak- literaturoznawca, obydwaj wieloletni przyjaciele pisarza oraz Tomasz Pańczyk.  Podziwialiśmy dyskusje panów prowadzone z ogromną swadą, wirtuozerią słowną i imponującą wiedzą. Prywatne, ciepłe wspomnienia, również domowych pierogów przewijały się z intelektualnymi rozważaniami o twórczości laureata, antropologii, integralizmie renesansowym, o regionach i o tym, że wszyscy jesteśmy piękną baśnią. Profesor Sulima dużo uwagi przeznaczył na pisma Regiony i Sycyna, które kiedyś wspólnie redagowali z Wiesławem Myśliwskim. A w laudacji nawiązał do Reymonta i jego Nobla za Chłopów,  w związku z tym Myśliwskiego również nominuje do  Nobla za jego chłopską twórczość.

Z dużym wzruszeniem wysłuchaliśmy  rozmowy telefonicznej z pisarzem, gdzie  serdecznie dziękował za trud organizatorom festiwalu,  a uczestnikom za przyjście, życzył nam miłej zabawy. Tomasz Pańczyk przedstawił  nam bardzo prywatny obraz pisarza i jego żony. Czuliśmy jakbyśmy z nimi zasiedli przy stoliku na kawę, gawędząc o tym co się dzieje na świecie albo wspólnie robili zakupy.

To było szczególnie  wzruszające i wspaniałe spotkanie. Naturalne, wypełnione przyjaźnią i szacunkiem wobec Pisarza.

Kolejną częścią wieczoru była  genialna recytacja fragmentów powieści Kamień na kamieniu w wykonaniu aktora Krzysztofa Gosztyły.

Krzysztof Gosztyła


Warto było przyjechać do Sandomierza i spędzić  czas w zacnym  literackim towarzystwie i w pięknych wnętrzach Galerii Widnokrąg, gdzie wokół myśl Pisarza i życie zaklęte w rzeźbie.

Równie miłe były momenty spędzone z koleżankami. Spacery po mieście, wspólny deser, rozmowy.



*recenzja ukazała się w portalu teatrdlawszystkich.pl.