Dzisiaj mija równy rok, gdy rozpoczęły się moje zimowe wakacje w Islandii. To był piękny magiczny czas. Z córką Dominiką, wnuczką Matyldą oraz przyjaciółmi z Islandii. Jakbym chciała, żeby się znowu powtórzył. Ale Nic dwa razy się nie zdarza, jak wiemy dzięki Szymborskiej.
Od dziecka marzyłam o wielkich niepospolitych
rzeczach, również podczas świąt. Może Mary Poppins poczęstuje mnie
czarodziejskim syropem, może Tomek Wilmowski zabierze w tajemniczą podróż, albo
pociągiem pojadę w krainę śniegu z panem Shimamurą. Spędziłam wiele pięknych
świat, ale największy urok czarodziejskości miały dla mnie te za granicą. Teraz w Polsce też mamy wesoło z wnuczętami i swatem,
który gra na akordeonie, a my śpiewamy kolędy. Cieszę się, że nowe rodziny
moich córek kochają i celebrują familijne spotkania. Bo u mnie było inaczej.
W ostatnie „mikołajki”, a było ich trzynaście, wydarzyły się różne opowieści niesamowite-kwaidan, wspólnie z Grylą😁 Zaraz drugiego poznałam osobę prosto z kart powieści Johna Maxwella Coetzee i protestanckich filmowych scenek. To była Natalie. Zawsze w skupieniu wypowiadała poruszającą modlitwę przed posiłkiem. Łączyła nas swoim spokojem, przyjaźnią, dobrym słowem, tak dosłownie. Emanowała z niej dobroć. Pracowała z córką i mieszkałyśmy w jednym pensjonacie. Zaczęło się od wspólnego robienia pierników i domku piernikowego.
Domek robiłam pierwszy raz w życiu. Potem pojawiały się inne zimowe przyjemności jak lepienie bałwana, zabawy w śnieżki, zakupy w miasteczku i spacery wśród pięknych, najpiękniejszych świątecznych iluminacji w Selfoss.A potem gotowanie, szykowanie prezentów, oglądanie familijnych filmów, gry w planszówki, dekorowanie mieszkania i spożywanie kucharskich delicji. Oglądanie zorzy w hotpocie i wyskakiwanie po telefon, to była dopiero komedia. A prezenty od Natalie są nadal z nami. Znaczy słodycze zjedzone, ale jej dobre myśli, wrażliwość, wiara, miłość rodzinna. Ast- po islandzku miłość.
Natalie została w Islandii i sprowadziła tam swoją rodzinę, syna o biblijnym imieniu Kaleb i męża. Pracuje w bardzo ciekawym miejscu, gdzie zjeżdżają geolodzy z całego świata. Niedaleko Grindaviku, tam gdzie występowała szczelinowa erupcja wulkaniczna i całe miasteczko zostało ewakuowane, ale firmy zostały. Słynna Blue Lagoon jest niedaleko . Mieszka koło Reykjaviku. Synek już widział śnieg. Z pewnością odwiedzimy ją w przyszłości. Ale to będzie już inny czas, nie taki jak poniżej na zdjęciu w naszym Minnivallalakur.
Natalie jest koloredką, Afrykanerką- to
wielorasowa grupa etniczna o mieszanym pochodzeniu, wywodząca się z mieszania
ludności afrykańskiej i europejskiej – dawnych Burów i azjatyckiej. Genetycznie
to najbardziej wymieszana grupa rasowa z dominującym wkładem matek z ludów Khoisan i Bantu, Europejczyków i Azjatów. Ich DNA jest najmłodsze wśród ludzi
całego globu. To taka ciekawostka naukowa.
Większość mówi językiem afrikaans-
wywodzącym się z niderlandzkiego i na ogół są protestantami różnych odłamów.
Mówią też płynnie po angielsku z
charakterystycznym akcentem.
Ich obecna sytuacja jako białych
mieszkańców RPA, potomków głównie holenderskich osadników jest złożona i naznaczona dziedzictwem apartheidu. Chociaż
historycznie byli trochę lepiej traktowani niż czarna ludność w systemie apartheidu, obecnie ich status
ekonomiczny jest zróżnicowany. Wielu z nich nadal należy do zamożniejszych i odnoszących sukcesy grup w kraju, i są liderami biznesu. Jednocześnie, programy akcji afirmatywnej (których
celem jest promowanie zatrudnienia i edukacji dla wcześniej uciskanej czarnej
większości) są postrzegane przez niektórych Afrykanerów jako dyskryminujące i
utrudniające dostęp do stanowisk w sektorze publicznym.
W związku z obawami o
przyszłość ekonomiczną, część Afrykanerów decyduje się na emigrację, głównie do
krajów takich jak Australia, Nowa Zelandia, Wielka Brytania czy USA. W
Australii zamieszkał pisarz J. M. Coetzee mając obecnie dwa obywatelstwa. To chyba najbardziej znany przedstawiciel koloredów.
Natalie opowiadała jak bardzo jest to niebezpieczny kraj. Wielka powierzchnia, 1.2 mln km2m, 65 mln ludzi, 11 języków urzędowych i mnóstwo problemów. Ale natura i przyroda im chociaż im sprzyja.
W zeszłym roku tak się
zdarzyło, że przypadkiem wybrałam do czytania książkę Polscy terroryści i
zamachowcy, autor Slawomir Koper, a tam był rozdział o Januszu Walusiu. Czy pamiętacie takie
nazwisko? W 1993 roku, tuż przed zakończeniem epoki apartheidu /1994/,
zastrzelił w RPA czarnego lidera
lokalnej komunistycznej partii Chrisa
Hani. Szybko złapany wspólnie z liderem partii konserwatywnej, skazani zostali
na karę śmierci, potem zamienioną na
dożywocie. Chris Hani później obwołany został narodowym bohaterem i niemalże świętym. A „nasz” Janusz Waluś po 31 latach został zwolniony z wieloletniego więzienia 7 grudnia zeszłego
roku i nazwany przez niektórych członków Konfederacji J. Brauna ostatnim „żołnierzem
wyklętym” i przyjmowany prawie z honorami. Otwarcie nadal mówił o rasistowskich poglądach. Na
szczęście były to tylko jednorazowe
wyskoki.
Rozmawiałam też z
Natalie na ten temat. Nie pamiętała, że
Chrisa Hani zabił Polak, który wówczas mieszkał i pracował RPA, ale wspomniała
o ogromnej martyrologicznej legendzie zamordowanego przywódcy, szczególnie wśród
czarnej ludności. W 1994 roku przebywając w UK widziałam Nelsona Mandelę
w Oksfordzie, razem z księciem Karolem. To był wielki bohater tamtych czasów.
![]() |
| Chwilę potem ludzie się rozeszli. A czas płynie. |
Takie to były ciekawe dni grudnia 2024 roku. W zimowym islandzkim entourage`u. Zapukamy do Natalie, może również o nas pomyśli. Odbija się w szybie ze swojego pokoju.
Co wam się kojarzy z
krajem RPA? Czy znaliście ludzi stamtąd?
Czy słyszeliście wcześniej nazwę
koloredzi?
Jakie inne ciekawe nacje spotkaliście na swojej drodze?







































