Moja lista blogów

czwartek, 9 kwietnia 2026

Seniorzy przejmują scenę.

 Mówi się, że śmiech to zdrowie, ale po tym, co  dzisiaj zobaczyłam w w naszej Malwie dodałabym: śmiech to eliksir młodości i niesamowita energia.  Za nami kolejny  III Przegląd Amatorskich Kabaretów organizowany przez ODS Malwa i CKU. Cieszę się, że przyjęłam propozycję pracy w jury tego konkursu. To mała antycypacja mojej przyszłości.😀  Na zdjęciu  min. w towarzystwie mojej dawnej uczennicy Anetki, z którą wzajemnie się inspirujemy👍👏💓  i mojego blogowego  kolegi click.

Kiedy na scenę weszły  energiczne babki z Osiedlowego Klubu Aktywnych Seniorów "Okas" sala  współczuła chorej babci, by po chwili  tańczyć razem z nią i  jej wesołymi koleżankami.  Randkowanie oraz imprezowanie zarezerwowane dla młodych  tutaj działa na odwrót.  Wilk nam niegroźny, bo może stać się przystojnym tancerzem, a babcia nie chce zjadać resztek z obiadu przyniesionych przez wnuczkę– Czerwonego Kapturka. Wolałaby dostać wino  w koszyczku od swojej córki. Przesłanie odczytane. 


 Kabaret Skandal z lokalnego UTW to humor rodem z najlepszych lat polskiego kabaretu literackiego.👍 Jest muzyka/ trzy instrumenty/, taniec, śpiew i recytacje. Oraz wysoki  poziom przygotowania. Dopracowane kostiumy, starannie dobrana oprawa muzyczna i – co najważniejsze – odwaga sceniczna, której mogliby pozazdrościć profesjonaliści. Radość tworzenia.


To, co ujmuje najbardziej, to autentyczność, manifestacja aktywności i radości życia. Tu nie ma wymuszonych żartów. Ale jest dużo uwag zdrowotnych, które nabierają egzystencjonalnego wymiaru. Żarty płyną z własnych doświadczeń i obserwacji  rzeczywistości.

Zderzenie pokoleń, czyli Nowoczesna babcia  z doskonałą umiejętnością obsługi smartfonów, laptopów, tabletów, szczupła, w doskonałym makijażu,  czy to  obraza  dla dzieci i wnucząt? Grupa teatralno-wokalna Metamorfoza zaprezentowała  swój występ prawie jak musical. Zabawne stroje, układ choreograficzny, dekoracje, muzyka to ogromne zalety. Wspólna zabawa. Taniec w fartuchach przypominał mi zapomniany dawny film muzyczny Alicja z 1980 roku. Ciekawe czy ktoś pamięta? Grupa otrzymała Nagrodę Publiczności.


Lokalne smaczki i nawiązywanie do znajomych osób jest bardzo zabawne i wywołuje dużo śmiechu.  A płyn do mycia naczyń  najlepszy dla "Grubej Grażyny", bo usuwa tłuszcz i wnika w najmniejsze zakamarki. Inne kosmetyczne produkty  doskonałe na wzrost i powiększanie wszystkich narządów

Pod warstwą makijażu, kolorowych peruk i zabawnych rekwizytów kryło się coś znacznie ważniejszego- pasja. Patrząc na tych ludzi, zapominało się o ich wieku. Widziałam tremę przed wyjściem, profesjonalne wspieranie się nawzajem i tę niesamowitą radość w oczach, gdy sala nagradzała ich brawami.

Oczywiście, nie obyło się bez drobnych potknięć. Problemy z nagłośnieniem sprawiły, że kilka puent umknęło widzom, bo zabrakło wtedy aktorskiej dykcji  i mocnego głosu. Oświetlenie też czasami biło po oczach, albo nie doświetlało.  Warto jednak docenić starania organizatorów, którzy zadbali o dobrą atmosferę. Poczęstunek w przerwie, min. swojskie ciasta upieczone przez studentów CKU rozpływały się w ustach, a  nagrody od sponsorów cieszyły wszystkich wykonawców.  Lokalne firmy zapewniły  karnety do  Fitness klubów, SPA Centrum i Pilates, kwiaty z trzech kwiaciarni, vouchery do pizzerii, warsztaty językowe/ od niżej podpisanej/ i wiele innych, szczególnie od wieloletnich sponsorów Fundacji Wyspa Pomocy.

Drzemie w nas ogromny potencjał kreatywny. Amatorskie kabarety, choć czasem technicznie niedoskonałe, oferują coś bezcennego: autentyczność i integrację społeczną.  Ludzie mają sobie nawzajem coś do opowiedzenia. Pokazują, że „jesień życia” może mieć barwy lata.

Choć jury miało trudny orzech do zgryzienia, to wygrali wszyscy. Za odwagę, za to, że chciało im się wyjść z domu, napisać scenariusz, spotykać się na próbach i po prostu nas rozbawić. Szczególnie troje solistów, w tym pani Bożena Gniazdowska w  bardzo oryginalnym mimicznym przedstawieniu  "Przeobrażenie" zauroczyło jury.

Refleksja po  takim konkursie  to mieszanka podziwu dla energii wykonawców z nutką nostalgii i spostrzeżeniami na temat kondycji lokalnej społeczności. Dystans do siebie jest supermocą. Wrażenie robi nie sam żart, ale to, z jaką lekkością seniorzy potrafią śmiać się z własnych ograniczeń co jest formą oswojenia starości. To lekcja dla młodszych pokoleń, że poczucie humoru jest najlepszym lekiem na upływający czas.

Jury też się bawiło.



A Wy? Byliście  kiedyś na  takim przeglądzie? Który skecz najbardziej zapadł Wam w pamięć? 


środa, 1 kwietnia 2026

Seksizm czy urok dawnych lat?

 Siedzę chora kolejny tydzień w domu. Zaatakowało mnie zapalenie oskrzeli, zupełne osłabienie organizmu, brak apetytu, bóle i zawroty głowy. Dwa lata temu takie zapalenie skończyło się dla mnie pobytem w szpitalu. Teraz na szczęście nie spada mi poziom tlenu.  Ale nie czuję się dobrze. Niewiele mogę robić, bo nie mam siły, układam w szafach i  na półkach, czytam kryminały oraz oglądam telewizję. Szczególnie lubuję się w starych filmach. I takie naszły mnie refleksje w moim ulubionym filmowym temacie.

Filmy z okresu PRL-u (lata 60–80) prezentują specyficzny paradoks: z jednej strony oficjalna  propaganda głosiła równouprawnienie , z drugiej kino tamtych lat utrwalało tradycyjne role płciowe dla kobiet, domowe lub w roli ozdób i obiektów pożądania.

W kinie lat 70. i 80. nagość kobieca stała się niemal obowiązkowym elementem, często niezwiązanym z fabułą.  Prócz znanego filmu Waleriana Borowczyka Dzieje grzechu, bo tytuł  zobowiązywał, albo ponura Trzecia część nocy Żuławskiego.

Jakiś czas temu oglądałam na Kulturze słynny film Anatomia miłości z Barbarą Brylską i Janem Nowickim.  Nie widziałam go wiele lat i teraz byłam zaszokowana  takim infantylnym przedstawieniem kobiecej bohaterki. A mężczyzna,  szowinistyczny pan i władca z łaską udzielał swoje uczucie. Nawet na plakacie tylko jego nazwisko.


  Taki model wydawał się  wtedy normą. Chodziło się do kina popatrzeć na aktorkę. Co jakiś czas powtarzają też „Seksmisję” (1984): Mimo, że film jest satyrą na totalitaryzm, sposób przedstawienia kobiet (często rozebranych lub ubranych w wyzywające stroje) budzi dziś kontrowersje. Bohaterki są przedstawione jako bezduszne, zmanipulowane lub niezdolne do samodzielnego myślenia bez męskiego pierwiastka, a ich „wyzwolenie” następuje poprzez kontakt fizyczny z mężczyznami.

W filmach lat 80- 90.  np. Sztuka kochania, Och, Karol, Komedia małżeńska  kobiety często pełnią rolę „zdobyczy” głównego bohatera. Ich ambicje czy osobowość schodzą na dalszy plan wobec atrakcyjności fizycznej.  Romantyzowało się toksyczne zachowania, albo manipulowało sentymentem.  Dlatego l zawsze ubiłam obcokrajowców, oni byli inni. Nie musieli całować w rączkę, a zainteresowanie  okazywali w taki naturalny sposób. Nie słyszało się z ich ust seksistowskich uwag, podziwiali intelekt, np. znajomość ich języka, historię i inne umiejętności. Nawet mój pierwszy mąż germanista był wyzwolony już w latach 80. po swoich wyjazdach do "enerdówka" i Berlina Zach. Jak to mówił, że Helgi go nauczyły szacunku wobec kobiet.

Kasia Figura w filmach z  lat 80.  Pociąg do Hollywood,  Porno,  Autoportret z kochanką była obsadzana głównie w rolach epatujących nagością i naiwnością, co utrwalało stereotyp „atrakcyjnej blondynki” i przedmiotowe traktowanie kobiecego ciała. Doskonale się przy tym bawiliśmy, trzeba przyznać.  Ona sama po latach musiała przepracować  swoją rewolucję psychologiczną. 

Nawet w cenionych komediach, postacie kobiece często były definiowane przez ich relację z mężem lub ojcem. Utrwalano role domowe i patriarchat, np. Pierwszy „Kogel-mogel” (1988): Film ukazuje konflikt między ambicjami młodej kobiety (studia) a oczekiwaniami rodziny (wyjście za mąż i praca na roli). Choć bohaterka walczy o swoje, wiele postaci pobocznych i dialogów utrwala przekonanie, że miejscem kobiety jest dom, a jej sukces zależy od znalezienia odpowiedniego partnera. Powrót Kogel– Mogel po latach to już zupełnie inna komediowa stylistyka.

W wielu popularnych produkcjach (np. u Barei czy w filmach sensacyjnych) kobiety pełniły funkcję estetycznego tła. Ich rola ograniczała się do bycia żoną, kochanką lub sekretarką, która nie ma realnego wpływu na fabułę.  Kobiece postacie rzadko były wielowymiarowe. Albo reprezentowały etos poświęcającej się matki i gospodyni, albo były przedstawiane jako niebezpieczne famme fatale, które sprowadzają mężczyzn na manowce (częsty motyw w kinie moralnego niepokoju). Wyjątek to Bez miłości B.Sass Kobieta w kapeluszu Różewicza, Wrzeciono czasu A. Kondratiuka.

Polskie kino tego okresu to fascynujący dokument mentalności, w której pod płaszczem nowoczesnego państwa krył się głęboko zakorzeniony konserwatyzm i protekcjonalizm wobec kobiet.  Oglądając te filmy można traktować je jako kino-terapię.   Widzimy jak ogromną drogę przeszło społeczeństwo w kwestii empatii i szacunku dla podmiotowści kobiety. Tak jak w obecnych filmach poprawność polityczna wobec kolorowych i różnych orientacji jest zawsze obecna.

Od lat oglądam serial 07 zgłoś się. To jakieś zboczenie😁, albo traktowanie go jako time machine, bo wszystko mi się przypomina z tamtych lat. Pamiętam  tamtych młodych aktorów, sweterki , fryzury, makijaże, meble, dekoracje, palenie papierosów i milicyjną wszechwładzę.  Teraz oglądam na Historii. A w tym filmie to już feeria seksistowskich zachowań. Chociaż byłam córką milicjanta, to buntowałam się od młodości i kilka razy zatrzymywali  mnie koledzy ojca na ulicach miasta😀.

Kobiety w serialu  pełnią funkcję dekoracyjną. Każdy odcinek to nowa partnerka lub obiekt flirtu Borewicza. Serial obfituje w sceny rozbierane, które często nie mają głębszego uzasadnienia fabularnego, a służą jedynie uatrakcyjnieniu widowiska.

Kobiety najczęściej pojawiają się jako ofiary, prostytutki (np. postać Lidii Doreckiej grana przez Grażynę Szapołowską) lub sekretarki i pielęgniarki, które łatwo ulegają czarowi głównego bohatera.

Borewicz słynie z ciętych ripost, które z dzisiejszej perspektywy są często uznawane za protekcjonalne, lekceważące  lub wprost seksistowskie:  „Dziewczyny, droga pani, to ja lubię wytrawne”.

Co ciekawe, badacze popkultury zauważają w serialu pewien paradoks – obok przedmiotowo traktowanych „kochanek” pojawiają się postacie kobiet silniejszych, które Borewicz szanuje (lub z którymi musi się liczyć), jak np. jego była żona / w tej roli Izabela Trojanowska/ czy niektóre współpracowniczki. Niemniej jednak, nawet one są często obiektem jego ironicznych uwag. Jaki zdziwiony jest, gdy jego niezbyt bystry kolega posiada piękną żonę/  w tej roli Elżbieta Zającówna/.

Serial był produktem swoich czasów – epoki, w której mimo oficjalnej propagandy równości, w społeczeństwie dominował silny patriarchat. Borewicz uosabiał marzenie o światowym, pewnym siebie mężczyźnie, który „bierze to, co chce”, co w tamtym okresie było postrzegane jako atrybut sukcesu, a nie przejaw dyskryminacji.  Też lubiłam jego żarty😕.

 Choć w serialu pojawiają się postacie takie jak sierżant Ewa Olszańska, Borewicz rzadko traktuje je jako równorzędne partnerki. Jego uwagi dotyczące ich wyglądu lub życia prywatnego podkreślają patriarchalne podejście do kobiet w milicji.

Teraz odbieram to jako doskonały koloryt epoki  i duch czasu, ale warto pamiętać, że kino kształtowało standardy i nadal  odgrywa tę rolę.

Sama przez lata chętnie byłam traktowana jako atrakcyjna blondynka i powielałam filmowe wzorce  "mrocznego obiektu pożądania". Dziwiłam się, gdy na firmowych imprezach ktoś mnie nie podrywał. Słynne "podszczypywanie " tłumaczki w latach 90. to była oznaka dobrze wykonanej pracy, a za tym szła wysoka gratyfikacji finansowa. Jednym słowem byłam produktem epoki. Jednakże będąc fanką Zanussiego od czasów Iluminacji na pierwszym miejscu stawiałam wykształcenie. To było moje rozdwojenie jaźni i ambiwalencja😉

Jedna  koleżanka spytała, czy odczuwam starzenie. Z pewnością nie, gdy dobrze się czuję👍

Jakie pamiętacie role mocnych kobiet  w polskim kinie z dawnych lat?

 A stosunek do 07 zgłoś się czy innych wspomnianych filmów?


czwartek, 19 marca 2026

Oscarowy zawrót głowy

  Od 20 lat, czyli czasów odkąd jestem z moim anglosaskim Gospodarzem- chłopakiem, narzeczonym, mężem oglądam po angielsku ceremonię Oscarów, bo w tym czasie też są jego urodziny i na ogół spotykaliśmy się wtedy. .. Cóż, lata leciały.   Powoli  zupełnie wyczerpała się ta formuła. I zdanie and the winner is… nie jest już takie magnetyzujące.  Z jaką euforią  oglądałam Galę Oscarów w 2006 roku w Delray Beach na Florydzie. Jakby obietnica lepszego życia. Wszyscy wtedy znowu śpiewali Johnny Cash`a z powodu filmu Tańczący na linie. Potem przez parę lat Kim nagrywał mi te gale, a córka zanosiła na  uczelniane zajęcia. To był dobry materiał  językowy i socjologiczny. Impreza wywoływała autentyczne wzruszenie, szczególnie, gdy  polski film Ida zdobył Oscara w 2015. Nie wracając już do Wajdy w 2000 roku.

Kim często  tłumaczył mi  oskarowe żarty. Wydawały mi się takie niesmaczne. Od lat mam już w programie angielskie napisy, niby pomagają w zrozumieniu.  Z powodu  głębokich różnic kulturowych, nieznajomości lokalnych amerykańskich kontekstów politycznych oraz specyfiki humoru opartego na grach słownych nie rozumiem z czego śmieje się publika. Czarny humor i autoironia  prowadzącego mnie się  wydaje  trochę arogancki. Taki sztuczny   Jednakże wszystkim chyba podobało się, gdy na początku  Conan O` Brien przebrany za wiedźmę z filmu Zaginieni  ganiał z 17 dziećmi poprzez wszystkie nominowane filmy. Oglądałam, to rozpoznawałam.

   Gry słowne Conana  bazują na wieloznaczności słów, np. porównuje tytuły filmów Hamnet i Bugonia do marek tanich wędlin, bez znajomości amerykańskich realiów rynkowych dowcip ten traci sens. Spłyca  też artystyczny wymiar dzieł.

Kamera  ciągle pokazywała  Timothée Chalameta i „zagrożenia ze strony opery”,   ta wypowiedź  aktora chyba też  była w polskich mediach. Film Maty supreme  po 9 nominacjach nie  dostał żadnej nagrody. To wielki  przegrany.

Tu z programu Saturday Night Live

Nie mogłam przetrawić tego filmu, bohater był taki denerwujący. Ale podobały mi się kostiumy i scenografia lat 50. Oraz bardzo ciekawa była dla mnie informacja jak Amerykanie traktowali Japończyków w latach 50.  Leonardo di Caprio  w wąsikach też często był pokazywany i oczekiwano od niego  robienia błazeńskich min.

 Dowcipy o amerykańskich politykach niższego szczebla lub postaciach takich jak książę Andrzej (w kontekście skandali obyczajowych, np. sprawy Epsteina) były już  zrozumiałe. Komentarz o braku aktorów brytyjskich wśród nagrodzonych, bo pedofile zostali aresztowani,  poszedł szeroko w świat.

 Nie rozumiem zupełnie kiedy aktor dziękuje „Bobowi” albo „Marty’emu”, amerykańscy widzowie wiedzą, że chodzi o Boba Igera (szefa Disneya) lub Martina Scorsese. Widzimy po prostu faceta dziękującego koledze, to jest  potęga układów w Hollywood. Stevanowi  Spielberg też  byli wdzięczni. Ciągle kamera go obserwowała. Zauważyłam, że dziękowali Netflixowi. Wyrosła nowa potęga w ostatnich latach.

Zjawiskowa Nikole Kidman i Ewan McGregor w 25-rocznicę Moulin Rouge.

Właściwie myślę, a co mnie to wszystko obchodzi?  W kontekście amerykańskich prezydenckich wyborów, 50 %  tego narodu to prostolinijna natura o mało złożonym sposobie myślenia  i o wolniejszym refleksie intelektualnym. Wśród tego  znamienitego grona artystów pewnie również są zwolennicy republikanów, a impreza to polityczny manifest.

Conan O`Brien i aktorzy  w swoich żartach i interakcjach nawiązują do skeczów z  programu. Saturday Night Live. SNL nie jest w Polsce masowo oglądany, to nie zawsze wiemy z czego się tu śmiać.. Akurat ostatnio oglądałam parę odcinków tego programu i zapamiętałam jeden dowcip: dobrze, że mamy jakieś wojny. Amerykanie uczą się wtedy geografii. 



Wzruszające były tylko wspomnienia o twórcach filmowych, którzy odeszli w 2025, Barbara Streisand śpiewała dla Redforda.  Rachel McAdams wspominała Diane Keaton. Pamiętam jak parę lat temu  John Travolta płakał wspominając Olivię Newton- John.


Cieszyliśmy się też, że mamy Polaka w gronie zwycięzców i do tego z filmem o takim ładnym tytule. Dziewczyna, która płakała perłami- krótkometrażowy animowany- Maciek Szczerbowski /Kanadyjczyk urodzony w Polsce/ i Chris Lavis.

Podczas mojego wiosennego pobytu w dolnośląskiej hacjendzie oglądałam  kilka oscarowych filmów, z których najbardziej polecam Grzesznicy- Oscar za pierwszoplanową rolę męską- Michael B. Jordan, za  genialną bluesową muzykę i scenariusz.  Guciamal- chyba ci się spodoba, bo prawie musical i są wampiry.

W ciemno polecam film międzynarodowy czyli norweski Wartość sentymentalna Joachima Triera. Nie mylić z Larsem van Trier😀 Typowo europejski. Rozrachunkowy i do tego film w filmie. Uwielbiam.

Z udziałem najbardziej znanego aktora norweskiego Skellan Skarsgard


Nie wzruszyła mnie historia opowiedziana w filmie Jedna bitwa za drugą, chociaż film zdobył 6 Oscarów, najlepszy film i reżyser, scenariusz adaptowany, aktor drugoplanowy Sean Penn,/ dla mnie przeskalowany/,  montaż i jeszcze coś.

Podobał się mi się Hamnet  rodzinnym życiu Szekspira. Dużo płaczu i emocji. Oscar dla pierwszoplanowej roli kobiecej- Jessie Buckley z Irlandii i za obsadę- nowa kategoria. Znakomita rola małego chłopca w roli tytułowej.

Polecam  jeszcze inny oscarowy film o z 2017 Green book- teraz już na netflixie. Historie o czarnoskórych walczących  o swoje prawa są zwykle poruszające. A tu jest czarny geniusz muzyki klasycznej i jego tournée na Południu.

Oglądam filmy dla wzruszeń i przeniesienia się w inna epokę.

Co roku piszę na ten temat. Zwykle pytam, a jakie wasze zdanie o tych filmach i innych Oscarach?

czwartek, 12 marca 2026

Dwa domy, a czy dwa życia?

 Wiosna w tym roku przyszła nagle, jakby chciała nadrobić te długie mroźne miesiące, i w progu wiejskiego domu  powitał mnie zapach świeżo parzonej kawy, miauczenie kota, zapach rąbanego drewna i przyroda budząca się do życia.  Na wsi widzę każdą zmianę – pękające pąki  rododendronów,  rano w cieniu  mróz na szybie w szopie, stosy liści, zwierzątka na kamerce. Takie duże też, ale jeszcze w oborach.


Miasto, gdy się mieszka w bloku, wszystko  zaciera. Na wsi mam poczucie   naturalnego  upływu czasu, co w dojrzałym wieku raczej mnie przygnębia. Znałem cię  Alicjo wyższą ponad ziemskie troski, jakby powiedział poeta.

Powitała mnie też  cisza,  przerywana jedynie ciężkim oddechem człowieka, który przez lata jak „nieznośna lekkość bytu” żył, jak chciał. Patrzę na Gospodarza-małżonka  i widzę, jak kruche jest to nasze panowanie nad światem.  Nie zawsze będzie jak się chce. Ale trzeba walczyć.

Przyjechałam tu z głową pełną planów,  nowych zamiarów, o kwiatkach, o malowaniu mebli na taras i o wakacjach, które tu zawsze wesołe i głośne. Tymczasem życie  trochę stanęło w miejscu. Bratki miały nadać radości.

Stoję na ganku i patrzę na ten krajobraz, który obiektywnie jest przyjemny. Trawa już zielona, spokój, słońce przebijające się przez liście starej lipy – wszystko wygląda jak z obrazka, który sama sobie kiedyś wymyśliłam. 


Świat potrafi się odrodzić po każdej zimie, jaki truizm, to i my przetrwamy ten marzec. Już dobrze wiem, że wiosna to nie tylko kwiaty – to przede wszystkim cierpliwość. Wydawało mi się, że osiągnęłam pewien dualizm duszy, czerpiąc z miasta i wsi. Poniżej na mojej grombie snieżynki przyglądają się rododendronom i pieris jak sprawdziłam w PlantNet,

W mieście jestem nowoczesną kobietą, która korzysta z  miejskiego życia, chodzi  do fryzjera, kosmetyczki, na spotkania. Na wsi staję się "kobietą ziemi" – w starym swetrze, koszuli flanelowej  z rękami w ogrodzie. Ta zmienność ról sprawiała,  że życie nie było monotonne. A jednak teraz zamiast ulgi, czuję  niepokój.  Dojrzałość ma to do siebie, że odziera nas ze złudzeń. Kiedyś myślałam, że zmiana dekoracji urozmaici życie. Że ucieczka na wieś, do tej rzekomej sielanki, to fajna odskocznia. Chyba tylko w lecie.


Takie nostalgiczne, malownicze domy u sąsiadów i mnóstwo przebiśniegów, śnieżynek. A jaki chłód w zimie.



Dziś widzę, że po prostu szukałam imponderabilii / ulubione słówko z młodości/. Ten dom z ogrodem, choć taki romantyczny i nastrojowy, na przedwiośniu jest jeszcze surowy, zimny,  Każda skrzypiąca deska przypomina mi o chwilach, gdy mówiłam „tak”, choć myślałam „nie”. Czy temu domu, czy poprzednim.

Chyba żałuję tych wszystkich kompromisów, które brałam za mądrość życiową. Ubolewam nad czasem spędzonym na budowaniu fundamentów pod życie, które nie jest  moją bajką. Zastanawiam się, ile w moich wyborach było autentyczności, a ile próby przypodobania się wyobrażeniom o tym, co powinnam  była wtedy zrobić, bo tak wypadało.

  To nie jest kwestia braku wygód czy odległości od miasta – to kwestia braku przynależności. To nie jest moje życie, chociaż mam umiejętność szybkiego "zakorzeniania się" tam, gdzie akurat jestem.

W mieście cenię funkcjonalność, dostępność, na wsi – przedmioty z duszą i naturę. Mam ich tu pod dostatkiem.  Chociaż ostatnio swoje małe mieszkanie zamieniłam w salę wystawienniczą, jak powiedziała wnuczka, gdy wszystkie turystyczne pamiątki ulokowałam w szklanej witrynce. A natura i jej ciągłość mnie przeraża. Fascynowała tylko w Islandii. Ale balans emocjonalny umiem osiągnąć, co widać na załączonym zdjęciu. Dzień Kobiet w Świeradowie-Zdrój.👍 Looking good.👏



A jak u Was, już o tym kiedyś pisaliśmy, miasto czy wieś? Na życie, na wakacje. A żale, kompromisy? Plany?

niedziela, 1 marca 2026

Tańce, hulanki , swawole w Brighton

       Gdzie  obecnie najlepsze dyskoteki czy clubbing w Europie ? Ibiza Berlin Londyn?  A w XIX wieku?

 W Brighton.

Jeżdżę do UK od początku mojej kariery zawodowej jako nauczycielki języka angielskiego. Miałam szczęście, że moje miasto  nawiązało kontakty bliźniacze z angielskim hutniczym odpowiednikiem. Moja z nimi przygoda zaczęła się  na początku lat 90. i trwa. Pisałam o tym wielokrotnie w przeszłości, ale wtedy to były inne refleksje z racji wieku  i  oczekiwań. Zwykle podróżowałam do Londynu i  na północ Anglii, czasami  też do Szkocja

A teraz pierwszy raz pojechałam do Brighton. To taki trochę większy  angielski Sopot.👏 Znałam miasto z powieści Somerseta Maughama W niewoli uczuć  i oczywiście z lekcji, gdzie mówiło się o Royal Pavillion i Brighton Palace Pier .  Kilka dni to wystarczająco dużo czasu, by poczuć unikalny rytm tego „Londynu nad morzem”.

Brighton zachwyca swoją otwartością, akceptacją i liberalną atmosferą. To miasto, w którym każdy może być sobą, co czuć na każdym kroku. Tu organizowane są największe w UK Parady równości.


 Od kolorowej dzielnicy Kemptown, przez The Lanes / stare centrum z wąskimi uliczkami, prawie jak w Yorku/, 
po tętniące życiem molo  jest liberalnie i artystycznie.



Mieszkańcy są niezwykle pomocni i chętni do rozmów, co sprawia, że nawet krótka wizyta w kawiarni staje się miłym doświadczeniem towarzyskim. Zamawiam tradycyjne piwo, ale i cała dyskusja przy tym, i na koniec okazuje się, że rozmawiam z Polakiem.

Wizyta w Royal Pavilion to niemal podróż do innego świata – egzotyczna bryła pałacu z indosaraceńskimi  kopułami i minaretami, a chińskimi wnętrzami jest absolutnie unikatowa na skalę brytyjską.


To centralny punkt  tożsamości miasta  – budowla, która wymyka się sztywnym ramom klasycznej brytyjskiej architektury.  Pałac jest symbolem miasta,  uosabia  egzotyczną duszę,  ekstrawagancję, zabawy i ekscentryczność. Zdjęcia trochę podkoloryzowałam😀👍👏

Pavillion  został zbudowany dla  księcia regenta, a potem  króla Jerzego IV jako miejsce ucieczki od londyńskiej etykiety, co do dziś określa miasto jako przestrzeń wolności i kreatywności.  Pałac powstał już w 1787 roku jako rezydencja klasycystyczna, ale potem w latach 1815- 1822 został przekształcony przez słynnego architekta Johna Nasha na „pałac rozkoszy” z kopułami i minaretami.   Takie zachcianki  bogaczy, w końcu władca Imperium Brytyjskiego.  Miał wszystkiego w bród czego tylko zapragnął . Życie pełne skandali, hulanek, opilstwa i hazardu. Oraz drogocennych zachcianek artystycznych. Polityczni oponenci uważali to nadużycie i stratę publicznych pieniędzy. Król Jerzy IV na pomniku przed wejściem.

Na szczęście król Jerzy IV rządził tylko 10 lat do 1830. Po nim nastąpił jego brat Wilhelm IV, który też zmarł bezpotomnie, a na tron w 1837  wstąpiła siostrzenica obydwu braci,  Victoria i ona wreszcie przez  kolejne 63 lata zrobiła porządki w tej zdegenerowanej dynastii. Jej poprzednicy mieli po 10 nieślubnych dzieci, o czym często się pisze w powieściach historycznych. W 1850 roku Królowa sprzedała Royal Pavillion miastu, uprzednio zabierając najcenniejsze  artystyczne dekoracje. Obecnie w obiekcie są muzea i sala koncertowa. Wrócę jeszcze do tego w kolejnych wspomnieniach.

 Brighton  Palace Pier  czyli molo i usytuowane tam budynki oraz  brama wejściowa, również  są w stylu indyjskim.  Zaszłam do bistro, którego ściany i podłoga pokazuje historię powstania tego najsłynniejszego w UK  nadmorskiego deptaku oraz innych przemysłowych wynalazków.

Obecnie to nostalgiczna rozrywka w stylu retro: od automatów do gier,  różnych karuzel po zapach waty cukrowej, frytek i tacos. 


Plaża, choć kamienista, ma swój niepowtarzalny urok – szczególnie o zachodzie słońca, a Brighton   Pier na tle morza wygląda wręcz magicznie. 


Spacerowałam  często z psem.  W Brighton byłam z koleżanką u jej angielskiej rodziny. Anglicy kochają psy, pupile  chodzą bez kagańca, a nawet są puszczane wolno. Często mnie zagadywali, a właściwie Lunę😁, bo widzieli ją z inną osobą.  Znali zawołanie  „chodź tu” do psa.  Mieszka tu sporo Polaków, jak wszędzie w UK. Na chwilę przywiązywałam ją w parku przy bistro, bo nie poradziłabym sobie z płaceniem i zabieraniem zakupów😀

Na molu i wzdłuż  nadmorskiej promenady można dostrzec mnóstwo modnych barów i restauracji serwujących m.in. świeże ryby z frytkami. Polska restauracja  Rybka  w The Lanes  też cieszy się dużym powodzeniem.

Ludzie, których prosiłam o zrobienie zdjęcia byli bardzo mili i przyjaźni. Starali się zrobić ładną fotkę. Ani chwilę nie czułam się "przezroczysta", jak to mówią kobiety w pewnym wieku. Wręcz przeciwnie. Panie i panowie przyjaźnie kontynuowali rozmowę.



 W sobotę 14 lutego była piękna pogoda, przyjechało mnóstwo ludzi. Poznałam parę osób przy robieniu zdjęć. Rozmawialiśmy, opierając się o zabytkowe balustrady na molu, ciesząc się ze słońca.  Lekcyjne  small talk czy lovely weather, isn’t it? . Taka leniwa zaczepka jest startem do pójścia na piwo  lub kawę. Ja zawsze byłam mistrzynią zaczepek. Chciałam pogadać po prostu, bo spacerowałam sama.

Architektura Brighton to fascynujący melanż 😁 Miasto, które przekształciło się z rybackiej wioski w luksusowy kurort, jest dziś żywym muzeum stylów, w którym dominują wpływy epoki regencji, wiktorianizmu i edwardianizmu, czyli z całego wieku XIX i początków XX.

Mickiewicz Pana Twardowskiego pisał   mniej więcej w tym samym czasie, gdy król Jerzy IV imprezował w Brighton.  Za 100 lat po I wojnie,  ludzie  też szaleli  na całego.

Gdzie najlepsza jest teraz imprezownia w Europie? A liberalne, ekologiczne miasta?  Wiem, że UK to nie jest typowa  wakacyjna destynacja, bardziej tzw.city- break.  Chociaż spędziłam tam wiele wakacji i jeszcze córki  tam ciągnęłam. A one, gdy dorosły, to zaliczyły angielski eksperyment z zamieszkaniem. Mamy wiele fajnych wspomnień. 

 Co myślicie o Anglikach, czy to stereotypy?