Pogoda dla Pépieux, Francja | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Jacques Prevert, mój ulubiony poeta z młodości mówił; Mangez sur l'herbe Dépêchez-vous Un jour ou l'autre L'herbe mangera sur vous.
Moja lista blogów
czwartek, 27 października 2011
Kurs francuskiego i angielskiego w Olonzac
niedziela, 23 października 2011
Vide greniere w Homps .
Vide greniere w Homps
Vide greniere to instytucja we Francji, takie mam wrażenie po obejrzeniu kilku tych targowisk w mojej okolicy. W tamtą niedzielę w Narbonne, dzisiaj w Homps, w wakacje tez zaliczyłam kilka, kiedyś wcześniej w Beziers,zawsze w pełnym zachwycie nad różnorodnością towarów, pomysłowością sprzedających i charytatywnym aspektem imprezy To też bogactwo kultury materialnej tej części kraju, tak myślę.
Dzisiaj w Homps, wzdłuż Kanału du Midi tuz obok ornamentacyjnych mosteczków rozsiadły się stragany ze starociami , tragarze oblegali też przyległe placyki oraz wąskie uliczki prowadzące w głąb miasteczka. Czego tam nie było? Uliczne targowiska przepełnione obfitością wszystkiego, o czym sobie zażyczysz, to prawdziwe święto handlu tu, na południu Francji.
Dla mnie to najpiękniejszy, nostalgiczny spacer przez całe moje życie, którego nie spędziłam z moim obecnym mężem. Teraz wędrówka wzdłuż straganów wynagradza nam te lata spędzone oddzielnie. Oglądanie płyt analogowych i wspominanie swoich marzeń. „ Gdybym w latach 70. miała płytę The Beatles! Czy znałam wtedy The Doors? Czy słyszałam o Woodstocku?” A ja go uczę piosenki francuskiej, przypominam Jaquesa Brela, Joe Dassina i Aznavoura i Maladie d`amour.
Kim to amerykański „hippie” i Szkot wg niego . Dostrzegł gdzieś angielskie gazety z lat 80., szuka jakiejś daty z przejęciem opowiadając, co się wtedy działo w Szkocji, gdzie wówczas mieszkał. Zamienia się w chłopca, którego nie znałam, emocjonuje się wybieraniem modeli gitar, scyzoryków, samochodzików i Harley’ów, którymi kiedyś jeździł po Ameryce, taki „easy rider born to be wild”. Scyzoryk w epoce komórek to pierwotny luksus, Kim sięga po niego od czasu do czasu, coś otwiera, popatrzy na niego, sprawdzi czynności. Na moment jest sobą i małym chłopcem. Tylko wtajemniczeni wiedza o co chodzi.
Ja znajduję szklane kule pogrążone we wspomnieniach, Carcassonne, wieża Eiffla i aniołek. Szklane kule spoczywają gdzieś w zapomnieniu, wydają się teraz takie tandetne, a dawały tyle szczęścia w dzieciństwie, przenosiły w inny świat. Ile tych zwiewnych, melancholijnych płatków pamięci znajdujemy na stołach straganiarzy?
Figurki Wenecji na wodzie, domków angielskich, francuskich katedr, hiszpańskich tancerek, Sagrady Familia i innych recuerdos, Koloseum, sycylijska karoca, ozdobne laleczki z całego świata, muszelkowe ramki, porcelana Wedgwood, pudełeczka, wachlarze, piękne popielniczki, które nie służą już dawno papierosom, boginie i nimfy, obrusiki i serwetki , narzuty, koce, firanki i zasłonki , dywaniki i chodniczki oraz całe mnóstwo książek.
Meble dumnie pokazują swoja dawną urodę, francuskie, wytworne etażerki i toaletki, stoliki o oryginalnych nóżkach, kredensy, fotele i krzesła, wyplatane, wyściełane, piękne w zakonserwowanej urodzie.
A to wszystko przenosi nas w nasze intymne odległe wspomnienia, których nie wymazał przepływający czas. Mnie to wszystko przypomina tylko filmy kiedyś widziane, bo w dzieciństwie nie miałam takich uroczych drobiazgów w domu . Kimowi domy , w których kiedyś mieszkał lub bywał. On lubuje się w takich staroświeckich precjozach i bibelotach.
Krążymy między straganami bez końca, nie ma się gdzie śpieszyć. Impreza jest organizowana przez miejscową szkołę, wesoły bar zaprasza na lokalne wyroby, oczywiście wino, pasztety, wedlina i dobry chleb, jest też coś na gorąco i mnóstwo gateaux z cafe au lait.
Figurki Wenecji na wodzie, domków angielskich, francuskich katedr, hiszpańskich tancerek, Sagrady Familia i innych recuerdos, Koloseum, sycylijska karoca, ozdobne laleczki z całego świata, muszelkowe ramki, porcelana Wedgwood, pudełeczka, wachlarze, piękne popielniczki, które nie służą już dawno papierosom, boginie i nimfy, obrusiki i serwetki , narzuty, koce, firanki i zasłonki , dywaniki i chodniczki oraz całe mnóstwo książek.
Meble dumnie pokazują swoja dawną urodę, francuskie, wytworne etażerki i toaletki, stoliki o oryginalnych nóżkach, kredensy, fotele i krzesła, wyplatane, wyściełane, piękne w zakonserwowanej urodzie.
A to wszystko przenosi nas w nasze intymne odległe wspomnienia, których nie wymazał przepływający czas. Mnie to wszystko przypomina tylko filmy kiedyś widziane, bo w dzieciństwie nie miałam takich uroczych drobiazgów w domu . Kimowi domy , w których kiedyś mieszkał lub bywał. On lubuje się w takich staroświeckich precjozach i bibelotach.
Krążymy między straganami bez końca, nie ma się gdzie śpieszyć. Impreza jest organizowana przez miejscową szkołę, wesoły bar zaprasza na lokalne wyroby, oczywiście wino, pasztety, wedlina i dobry chleb, jest też coś na gorąco i mnóstwo gateaux z cafe au lait.
| A to armagnac, brandy o wiejskim charakterze, usypia doskonale. |
Kim uparcie wraca do straganów z narzędziami różnorakimi. Ja w końcu kupuję dwa kubki, jeden z Toronto a drugi z Roman Bath, dwie greckie filiżanki,
ozdobny talerzyk na oliwki, szklaną kulę z Carcassonne, pamiątkę z LLoret del Mar, trzy rodzaje firanek o pięknym kolorze, obrusik prowansalski parę zapachów i kilka książek, min Les fleurs du Mal i wspomnienia o Jaques Brelu/ gdybym to miała w latach 70-tych!/. Zaprzyjaźniłam się z bukinistką i dołożyła mi parę książek gratis, a w ogóle były po 1 euro. Mamy się spotkać, wielbiciele książek zawsze się dogadują.
ozdobny talerzyk na oliwki, szklaną kulę z Carcassonne, pamiątkę z LLoret del Mar, trzy rodzaje firanek o pięknym kolorze, obrusik prowansalski parę zapachów i kilka książek, min Les fleurs du Mal i wspomnienia o Jaques Brelu/ gdybym to miała w latach 70-tych!/. Zaprzyjaźniłam się z bukinistką i dołożyła mi parę książek gratis, a w ogóle były po 1 euro. Mamy się spotkać, wielbiciele książek zawsze się dogadują.
To był kolejny piękny dzień, o wypitych potem kieliszkach wina i smacznej kolacji już nie wspomnę.
piątek, 21 października 2011
Round trip szlakiem winnic i miasteczek.
Dzisiaj wreszcie przywitałam się z moją okolicą. Odkąd przyjechałam świeci piękne słońce i temperatura doskonała na rower./ na zdjeciu moi znajomi Polski/, ktorzy mnie odwiedzili ostatnio Winnice opustoszały i przybrały różne kolory, niektóre jeszcze zielonkawe z burgundową czerwienią zaznaczającą się lekko, inne całkiem jakby uschnięte, pozbawione liści prawie. Skręciłam w droge prowadzącą do stadniny El Paso. Z daleka widziałam meksykańską bramę, jak z Alamo, a koniki gdzies dalej biegały. Nagle, to nie do wiary, zobaczyłam winogrona na krzaczkach, zatrzymałam rowerek i podeszłam do zielonych , gestych gałązek. Wiedziałam, że gałązki nie urwię, zajadałam winogona ze smakiem jak grzeszny złodziejaszek. Sok lał mi się po palcach. Były bardzo słodkie i soczyste. To musiała być jakaś zimowa odmiana, zrywana później, bo czasami zdarzają się jeszcze na krzaczkach, ale uschnięte. Zawsze, kiedy tak zywałam ich wcześniej rozglądałam sie dookoła podejrzliwie i ze strachem myślac,że ktoś może mnie złapać na kradzieży, bo Kim zawsze tak nazywał moje próbowanie. Porobiłam parę zdjęć i ruszyłam dalej. Z górki było pięknie widać miasteczko otoczone murami, typowa circulada, zamek i wyniosłą wieżę kościelną. Niedaleko było chateau właścicieli Le clos de cos tam, nie wzięłam ze sobą notesu i nie zanotowałam, ale jest zdjecie. Posiadłośc z kolei była otoczona drzewkami oliwkowymi, ktorych pełno była na gałązkach, popróbowałam znowu, gorzkie były. Do Cessares dojechałam od strony Olonzac, minęłam merostwo i ten ładny dom z kwitnącym kaktusem i zaraz już znak Azzilanet się ukazał. Na wzgórzu też zaznaczała się na horyzoncie okazała budowla, charakterystyczny dla tych rejonów zamek, jak ściana nad przepaścią, ale niezbyt głęboką. W podwórku koło zwierzątek na rozstaju dróg, zobaczyłam starego citroena, porobiłam zdjęcia. Zawsze tez są krzyże na rozstajach, jednak to katolicka historia. Zawsze wtedy przypomina mi się nasz Papież i jego mówienie o Francji jak o siostrze w kościele. W Azzilanet droga tez prowadzi koło merostwa i szkoły oraz pomnika Pour les enfants de la patrie. Ciekawostką też są dawne pralnie nad rzeką, teraz opustoszałe, chociaż kto wie, może po wodę tu się przychodzi, jak zawiodą miejskie wodociągi. Do Olonzac jest stąd 5 km, cały czas wśród winnic o różnych kolorach jesiennych. Zawsze lubię wypatrywać oryginalnych domów , okiennic i dawnych studni, obecnie osobliwych kranów, albo kwietników. Szkoda, ze kawiarenka de la poste jest w cieniu, zawsze przynajmniej otwarta, nie tak, jak inne zamknięte już po sezonie. Najbardziej to mi żal Le Peniche w Homps, taką to opinię zostawił raz Kim: La Peniche/ znaczy barka/ is unassuming from the outside, but through the interior there is a lovely courtyard. My wife and I both eat the E18.50 Menu. The salad nicoise was large enough for a main! Dont be put off by pork cheek in ancient mustard - melt in mouth delicious (as was the fish casserole!). Chocolate mouse and fresh fruit salad......Litre carafe of local wine was cheap and very drinkable.Service was attentive but not intrusive.Did I mention that a waiter also did magic tricks? A really good evening, well recommended.
Zamknęli ją w ostatnią niedzielę, ale nie jest napisane na jak długo, annuale ferme czy cos tam.
Musiałam się zadowolić restauracyjką- barem Le rive gauche, pięknie położoną w słońcu, już chyba kelnerzy się nami znudzili, chociaż tego nie okazują, bo pokazuję się tam prawie codziennie. To moja ulubiona destynacja. Podjechałam trochę wzdłuż Kanału, ale tam inaczej wiatr wiał i zrezygnowałam.
Od Homps w stronę Lac de Jouarres znalazłam się znowu w innej wiatrowej stronie, nadal nie rozpoznaję tych kierunków. Przez 2 km rower prowadziłam, w żaden sposób nie dało się jechać. Do domu przyjechałam po czterech godzinach, zrobiłam łącznie ok 25 km. Super wycieczka!
Jestem u siebie, kościół stoi na miejscu,merostwo tez, boulanger się uśmiecha, tylko Rosemarie ze Stanem już wyjechali, oni do Indii via Półwysep Arabski, Ania z Danielem na La Maurice, Jaqualine z Raphaelem do Guadelupe. Jeszcze innie tez mają ciekawe plany. That`s the prettiest sight in this fine pretty world, to enjoy the privileges of the privileged class. Somebody said. My zostaniemy w Pepieux na okres zimowy, a ja pewnie wyjadę do Polski. Żegnaj Florydo z zeszłego roku :((
wtorek, 11 października 2011
Barcelona-Gaudi- dla Danusi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)