Moja lista blogów

wtorek, 23 kwietnia 2013

Jak dobrze pracować w szkole:)

W szkołach zapowiada się prawie naprawdę długi weekend, taki prawie dwutygodniowy z przerwami. Zaczął się  wczoraj, od egzaminów gimnazjalnych, a skończy się na maturze, czyli ok.8 maja.
Moja Jalna nabiera wyglądu. Mister zaprasza do   wykopaliskowej, wyrytej w murze sypialni i  "starożytnej" łazienki.   I tak teraz nie pojadę, zaczekam jeszcze na kuchnię, której ściany mają być wykute w dawnej oborze! Bo tam jest najłatwiejszy dostęp do zakładania nowych rur kanalizacyjnych i połączenia z septic tank, powiem po angielsku, bo szambo w przenośni to brzmi nie do przyjęcia, a i dosłownie okropnie.
 A na weekend wybieram się szukać śladów Robin Hooda w lasach Sherwood. Spotkam go kamiennego na zamku w Nottingham, to pewne.


środa, 27 marca 2013

USA "vanity" registration plates.TOS-ser ?, I disagree.

Indywidualność i szalony, niekonwencjonalny lifestyle Amerykanów przejawia się  w obrębie  różnych przymiotów. Są niepowtarzalni, z wady robią zaletę, wykonują tysiące niepraktycznych, albo ułatwiających rzeczy, aby życie wydawało się piękniejsze i osiągnęło jakiś  indywidualny wymiar. Moje wizyty w US nazywam  " bliższe spotkania trzeciego stopnia", bo wszystko, co tam przeżyłam było zadziwiające, absolutely. Przewodnikiem był wyjątkowy Amerykanin, nie martwiły mnie nigdy przyziemne sprawy, enjoy it było jego hasłem.
My  Polacy w ogólności tacy jesteśmy poważni bez dystansu do historii i siebie. Świetnie to parodiowal i ośmieszał  Gombrowicz. Pamiętam, gdy go czytałam w latach wczesnej młodosci, jakieś strasznie zniszczone wydanie Ferdydurke, nie rozumiałam tej ironii, i "co autor miał na mysli"  Sama bardzo walczę ze swoją przeszłością, tak za wszystko mszczę się na Kimie, bo te biedne  lata 80-te, które za dobrze źle pamiętam, nie ułatwiają mi rozpoczęcia nowego życia. Nie powodziło mi się tak tragicznie, ale w kontekscie jego opowiadań o Hawajach, czy Singapurze itd, itp, jego ciągłe wspominki wyprowadzają mnie z równowagi. Ja bym wolała to wszystko przezyc w młodości, niż teraz. Swoją wyprawę do Indii i Nepalu, gdy miałam 22 lata stale przywołuję w pamięci, chociaż mieszkałam w hotelach kategorii V. Wspominanie pobytów z nim spędzonych,wzbudza taki żal za przemijaniem.A jego ciągłe narzekanie na Polskę wzbudza mój totalny sprzeciw.
 Dzisiaj była w domu dyskusja na temat tablic rejestracyjnych, bo kupilismy taki transporter do prac remontowych przy domu i Kim nie chce słyszec o tablicy TOS, bo jako Anglikowi też, jemu się źle kojarzy, tosser- literally, one who masturbates. Common usage typically refers to anyone of whom you have a low opinion, an idiot. Jełop, głąb, przygłup. Przecież nie będzie jeździł samochodem tak oznaczonym! Mamy dopłacic za rejestrację i wybrać np. taką jak w USA. Popatrzmy.






Nie jesteś zaproszony do piekła, to dlaczego tam jedziesz? Ostrzeżenie  z Kościoła Chrystusowego.




Wyczytałam, że sprawa tablic indywidualnych to bardzo skomplikowany proces, kosztują 1000zl, trzeba czekać na pozwolenie i produkcję, a policjant mysli, ze skoro cie stać na takie tablice, to i na mandat też. taka była konkluzja. Kiedys jesli auto było z tego samego wojewodztwa, to tablice zostawały, a teraz każą zmieniać na dane starostwo. Ale bzdura.

poniedziałek, 18 marca 2013

Cheers to Mum, drink to that..

No comments.
Tyle miłych chwil  in Mom`s flat. I kapelusz Kima tam został...
Normalna uliczka w starej części  Delray Beach. Pineaple Grove nawiązuje do słynnej dzielnicy Miami Coconut Grove- a fantastic place to enjoy eating out and shopping.
Kim u Mamy zawsze w marynarce.
A tę uroczą starszą panią  / 98 lat/ w żaden sposob nie mogę nazwac Babcią, chociaż nią jest dla tej blondynki powyzej.
tu do Franka się upadabnia...dirty dream.
Urok starej Florydy is simply  irresisitible. Poniżej karaibski  wakacyjny domek siostry Kima.Taki słodziutki na relaks. A ok.100 metrów dalej jest zupełnie inny wielki świat. Dlatego tak bardzo podoba mi sie stara Floryda, luksus zachodu w symbiozie z koronkową, radosną architekturą Karaibów.







sobota, 26 stycznia 2013

Gdzie na narty? Szwajcaria Bałtowska zimą i jesienią.

Śniegu coraz więcej, bo funduszy coraz mniej, żeby go uprzątnąć, i będzie jeszcze  więcej według prognoz pogody, bo gminom zabrakło już pieniędzy, a muszą mieć rezerwy na remonty dróg po zimie- tak usłyszałam w telewizji. Mnie to nie przeszkadza, nie dojeżdżam do pracy, mam dużo czasu, nigdzie się nie spieszę, spaceruję wieczorami po skrzącym śniegu, mróz przyjemnie szczypie w policzki. A kiedy pada, to moja radość równa się tej z dzieciństwa, czas na śnieżki, bałwanki, saneczkowanie, a wieczorem na łyżwy. Wtajemniczeni moi studenci wiedzą, jak wspominamy swoje pierwsze figurówki i hokejówki. Wyglądam przez okno jedząc śniadanie i niezmiernie zadziwiona jestem, że taka piękna zima nam się trafiła. Jak przed laty. Wszystko zasypane, zakopane samochody i ścieżki osiedlowe, ładniej i czyściej dookoła, chociaż i tak ten blok naprzeciwko wygląda jak prison według Kima. On sam, od przebudzenia sie ok. południa, do ponownego położenia się do łóżka, siedzi na fotelu koło kaloryfera i otacza się swoim wirtualnym światem. Z nim je, pije kawę, ogląda telewizję czy filmy, gotuje, drzemie, wykonuje wszystkie telefony, bo przez skype`a, niedługo zacznie zabierać do toalety chyba. Nie mam do niego dostępu, bo siedzi w słuchawkach i nasz kontakt ogranicza się do informacji, kiedy wychodzę i o której wrócę. Przebywamy obecnie w moim rodzinnym mieście, moje kontakty towarzyskie, to całe  dzieje i  życiowe doświadczenia. Do wielu przyjaciół mogę zaglądać bez wcześniejszego uprzedzania, szczególnie w godzinach ich pracy, żeby było przewrotnie. Mają więcej czasu niż w domu, bo wieczory w domu to są  obowiązki, odwiedziny starszych rodziców, telefony do dzieci, ustalanie wizyt ze swatami, wnukami, zarządzanie domem, planowanie czegoś. W pracy są  czasami bardziej dostępni, bo przerwa na lunch to dobry rytuał towarzyski. Z przyjemnością też obserwuję sukcesy zawodowe ludzi, których znam od lat, czasami od dziecka.
A już największe zapatrzenie i oczarowanie  ogarnia mnie w naszym Bałtowie.
Z córką Dominiką i Kimem w ciągu dnia.
 Kiedy zaczynałam tam pracę na początku lat 80. gmina była utożsamiana z zapyziałym, skorumpowanym i wielce prowincjonalnym światem. A teraz już od ok. 15 lat "Orły sukcesu" i laureaci wielu prestiżowych nagród w zakresie biznesu i rozrywki. Rozumowanie pomysłodawców na założenie parku jurajskiego, zwierzyńca, parku rozrywki, krainy koni, kina 5D, oceanarium historycznego, rollercoastera i tras narciarskich było najbardziej wizjonerskie w tym rejonie od czasów transformacji ustrojowej. Sans exaggeration- nie ma w tym przesady. A jeśli dodamy wspaniałą bazę hotelową i restauracyjną, Bałtów w  każdym sezonie jest niebywałą atrakcją. Przypominam sobie cały mój tamten świat, kiedy jadę do Bałtowa  malowniczą drogą wzdłuż rzeki,  to całkiem udane moje życie. Tak sentymentalnie myślę o wszystkim, a w ogóle kiedy słyszę niekończące się narzekania mojego męża na Polskę, ja  staję się coraz większą  mojego kraju admiratorką i dobrze mi z tym. Popatrzmy na Bałtów.
Trasa długości ok.500m.
Dwa wyciągi orczykowe.

Nowy wyciąg krzesełkowy.
Romantyczny mostek w zimie i we wrzesniu poniżej


Baza restauracyjna i hotelowa


Szwajcaria Bałtowska

Kim w koncu zadowolony,  zobaczył swoją trasę ...

....i ogrzał się przy kominku.
Płonące ogniska ogrzewaja, a hop szklanka piwa też miła.

A tak się jeździ wieczorem, szeroki stok tylko dla mnie. Później śnieg zaczął sypać, było bosko!

czwartek, 17 stycznia 2013

Hemingway na Key West.





Mówi się, że życie płata niespodzianki, ale tym, którzy ich oczekują, a podróże kształcą, ale wykształconych.  Przed laty nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek będę nad Zatoką Meksykańską i na Karaibach, że będę pływała z delfinami,
 podziwiała rafy koralowe, przyglądała się flemingom, krokodylom, i że każdy dzień tam spędzony przyniesie coś niezwykłego, nieoczekiwanego, nieprzeczuwalnego nawet.
 Marzenia o tym w czasach mojej wczesnej młodości były tak odległe, że nawet nie wiem do czego porównać.

Legendą w komunistycznej Polsce był Ernest Hemingway, „za nim szłam za rękę w cień drzew” („Across the river and into the trees”), przyglądałam się zmaganiom Starego Człowieka „A man can be distroyed but not defeated”, towarzyszyłam bohaterom hiszpańskiej wojny domowej, nie pytając, tak jak nakazywał pisarz „To whom the bell tolls”, z nim przeżywałam przygody w „The Green Hills of Africa” i „The snows of Kilimanjaro”, rozterki egzystencjalne były mi bliskie w opowiadaniach „Death in the afternoon” czy „To have and to have not”. Propaganda komunistyczna lubiła Hemingway`a za wojnę w Hiszpanii chyba.
Hemingway był dla dawnego pokolenia pisarzem, który otwierał „okno na świat”. Był postacią osnutą legendą, a jego samobójcza śmierć w 1961 tę legendę wzmocniła. Nie sądziłam, że kiedyś uda mi się wejść na drogi, którymi  on chodził .
Przed willą- muzeum.
 W Paryżu byłam we wszystkich znanych  "knajpach", gdzie się stołował, ale to już wydarzyło się po Florydzie. Hemingway  w komunistycznej Polsce  był czymś w rodzaju krystalicznej wody na pustyni, bohater walk republikańskich w Hiszpanii (może ramię w ramię z Karolem Świerczewskim?!!), a przy tym tak bliski naszym narodowym „pijakom”, odczuwał głęboko jak Hłasko, Grochowiak, czy Himilsbach.
Wizytę złożyłam w dawnym domu Hemingwaya i jego drugiej żony Pauliny na wyspie Key West w stanie Floryda. Jest to jedno z najbardziej popularnych i znanych miejsc, gdzie pisarz lubił przebywać, gdzie bardzo długo mieszkał i gdzie powstawały jego najlepsze dzieła.
Koty byly wszechobecne, potomkowie kotow Ernesta.

W ogrodzie willi.

W filmie Sydney`a Pollacka Robert Redford popijając mrożone dauquiri zabawia dwie turystki. Przyjechały do Hawany zobaczyć Hemingwaya. „Ja jestem Hemingway” żartował Redford. W latach 50. do Hawany przybijały tłumy turystów, a większość miała w planie wizytę w klubie „Floridita”, gdzie spodziewano się spotkać sławnego pisarza, który ze swoim kumplem z Key West Joe Russelem spędzał tam dużo czasu. Był rok 1932, Hemingway kończył „Death in the afternoon”, wracał z Hawany na Key West, aby pobyć z żoną i dziećmi.
Latarnia blisko, i tez miejsce na ten szybki jacht.
 To tylko godzina drogi szybkim jachtem. Nie piłam drinków w klubie „Floridita”, ale w barze jego kumpla z Key West w „Sloppy Joe’s Bar”, tylko 90 mil od Kuby. Stamtąd tez nieprzytomnego od alkoholu Hemingway'a wynoszono do domu na Whitehead Street 907. Na pewno Marek Hłasko byłby jego doskonałym kumplem. Kochaliśmy Hemingway'a za wszystko, a do tego był bosko przystojny!/za młodu szczególnie/.


W klubie Joe Russela Sloppy Joe`s Bar, gdzie duch Hemingway`a jest wszechobecny, ja „Blonde magic woman” tańczyłam „No woman, no cry” i byłam tak bardzo szczęśliwa.

 Ale przytomna wracałam do „Eden House”, Fleming Street 1015, pokój 108. Chociaż czasami słyszałam keep the eyes open :))