Moja lista blogów

piątek, 7 marca 2014

Illusions perdues czyli przedłużony weekend na Boże Ciało w Gajowce.

Córka mówi klientom i znajomym, że mama pojechała do Gajówki, a oni nie odbierając tego jako nazwy własnej,  pytają: gdzie? Do leśniczówki? Ładnie brzmi też zagajnik, to może i knieja, i bór?  Gajówka przestała pełnić pierwotną funkcję mieszkania dla służby leśnej i stała się śródleśną osadą. U nas około 40 domów. A ja stamtąd mam blisko, najpierw do Żagania, a potem do Opola i Wrocławia. Tam mam rodzinę, moich ulubionych kuzynów i wspomnienia wspólnego życia.
A od Mistera ciągle słyszę: You are nuts, neurastenic aging woman. Tramwaj zwany pożądaniem po mnie przyjechał na ostatni przystanek, a mój Mister, jak Stanley dla Blanche,  nie pasuje czasami do mojego świata. Bardzo chciałam znaleźć się w Gajówce, nawet zameldowałam się tymczasowo w gminie Mirsk, zaczęłam kopać grządki , malować pokój , szlifować drzwi  i codziennie zmywałam na mokro, żeby nie było kurzu. Znalazłam solidną siłę roboczą, jak mówiła Małgosia, solidna siła, ale droga. Mnie się wydawało, że tyle zrobili i tak szybko, to należy im się stawka po 300 zł dziennie. Inni robili by tę pracę przez 3 dni.
Mister szykuje dom na sprzedaż, a nie na wspólne życie. Taka jego wersja zupełnie mi nie pasuje i zapowiedziałam sprzeciw. Wyjeżdżam for a while  i przestaję się angażować, bo w jakim celu marnować moje emocje? Jak można zostawić to niezwykłe siedlisko? Wyobraźnia podpowiada stworzenie zagrody  i przybytku na miarę pogranicza, z wartością dodaną w postaci mojego Anglo-Amerykanina.  Tacy tu są wspaniali sąsiedzi, miastowi na wsi, ekscentrycy i wizjonerzy, ekolodzy i artyści. A lokalni też niebywali. Na szczęście podatek od sprzedaży  wstrzyma Mistera od pochopnych decyzji.  A póki co, pokażę wam kilka zdjęć ze zmian tam zachodzących.
Front room przed skuciem tynków. 35m2

Bliźniacy z Mirska, Bolek i Leszek. Bardzo pracowici i solidni. Robota im się w rękach pali. Stawkę mają za wykonanie pracy, mozna negocjować, ale ja nie znałam obowiązujących stawek i chyba przepłaciłam. Ale jestem bardzo zadowolona.

Pokój gotowy do izolacji poziomej i malowania.
Tutaj ja gracką coś próbowałam wykopać. Cały dzień mi zeszło.

Leszkowi zeszło może z godzinę na okopanie domu z boku i przodu. Bolek w tym czasie kosił  i wycinał wszystko dookoła domu. Najładniejsze widoki są ze strychu.Takie tam prowizoryczne okno i szklane dachowki.

Winogron zostawilismy, chociaż ślimaki go strasznie zjadają. Jest najpiekniejszą zasłoną i ozdobą tych tynków. Dom będzie odkopany  na głebokość ok.2 metrów i odsłoni majestatyczny kamień, z którego został zbudowany.
Rozbieranie dachu budynku gospodarczego, który zasłaniał widok z okien  tymczasowej sypialni.

A tu Mister urządził taras z widokiem, na dole w razie deszczu. Drzewo jest cieniem, będzie trochę poobcinane. Tu, jak bunkier, żartuje moja kolezanka, he,he.
Z ziemi wykopanej z front roomu, chłopcy podszykowali teren pod taras.

Japoński ogród:) Srodkiem płynął niby strumyczek po obfitych deszczach.
Z betonu wykopanego w pokoju zrobilismy tymczasową ścieżkę. Teren i tak bedzie wyrównany nie za długo i dom  też z tej strony odkopany. Wtedy pokaże się niemiecka potęga. A w skrzynkach  teraz już są pelargonie.
Moja część sypialni. Podłoga autentyczna. Wyszorowałam na kolanach.
Światełka na budynku służacym jako taras dolny i górny.
Światełko nad drzwiami frontowymi z informacją o numerze domu.

Jakby living room. Jeszcze przed malowaniem. To coś po lewej to wbudowany hot tube, czy jak to nazwać? Pojemnik na wodę, ma połączenie z dolną kanalizacją. Stół na  dużej skrzyni, którą niedługo wyremontuję.


 Rabatki z boku domu, wyobraźcie sobie ten odkopany kamień na domu do ok.2 metrów i odnowione deski. Bosko!
Udekorowane okna. Mister uwielbia kwiaty, to taki początek dopiero. Bo i tak teren wokół domu będzie kopany i wyrównywany.
Ryneczek w Mirsku, restauracja Paprotka, gdzie często jadamy i korzystamy z wi-fi.

Mirsk.

Gajówka, kiedy kwitły bzy. Krzew koło domu. A dla tych widoków warto wstawać rano i pić kawę na tym nowym "tarasie".

Mister i jego samochód opisywany wcześniej, TOS.

Uliczka w Żaganiu.

Heatwave in Gajówka. The latest news.

Najważniejszą wiadomością jest nasze przyłączenie się do cywilizacji, od soboty mamy internet i telefon stacjonarny. Sami musieliśmy odkopać sobie kabel, tzn. bliźniacy poradzili sobie z tym problemem. Okazało się, że nie był gdzieś daleko, a tylko parę metrów od słupa elektrycznego. Prawdopodobnie został kiedyś jakby "wciągnięty" w jakieś glebowe zakamarki. Mister nie omieszkał poużywać sobie swoimi "fakami" narzekając na poprzednie ekipy techniczne, które twierdziły, że żadnego kabla tu nie było wcześniej.
 W domu podczas upałów temperatura orzeźwiająca, 24 stopnie na dole, ale na górze  goręcej, 27. temperatura powietrza wczoraj zatrzymała się na 34 kresce i tak utrzymywała się przez cały dzień. Słuchając radia Wrocław przykładnie przyrządziłam sobie napój herbaciano- miętowy, popijałam cały dzień, a także chłodnik ogórkowy. Mister takich rzeczy nie jada, gazpacho wg swoje receptury też naprędce wyszykowałam i niedzielny upał przetrwałam.
Od tygodnia mamy nowych mieszkańców naszej Jalny- urocze kociaczki Ben i Jerry, dzisiaj idziemy do weterynarza, to dowiemy sie dokładnie ich płci.


jestem przekonana, że niejedno zdjęcie naszych "dzieci" zagości na tych stronach. Kociaczki są bardzo wdzięczne i rozkoszne. Ponadto ważnym aspektem pojawienia się nowych domowników jest konwersacja Mistera, nie musi już rozmawiać ze mną, on prowadzi dysputy z kotkami. Wita ich na dzień dobry, tak ok.południa, bo to jest pora jego wstawania,, ogląda z nimi TV, przygotowuje posiłki, sprząta i dokonuje innych niezbędnych czynności. Kiedy jeden gdzieś  ukryty usnął na zbyt długo, Mister juz po nim rozpaczał, chodził po sąsiadach rozpytywać. Taką ma kocią pasję. Koty są utalentowane językowo rozumieją po angielsku i polsku, hehe. W poniedziałek jadą do niemieckiej pani weterynarz w Starej Kamienicy, verstehen?
Hacjenda nabiera wyglądu, mnie najbardziej podobają się drzwi, które sama wyszlifowałam i pomalowałam lakieroberjcą. Efekty poniżej.
Drzwi do pokoju, ktory obecnie służy jako sypialnia i dzienny.

Drzwi do przyszłej może garderoby, albo będzie to przedłużony pokój z oknami dachowymi, dającymi wiecej światła. Na razie prog  jako ozdobna pólka dla kotów i lampka im oświetla życie.

Po lewej drzwi do łazienki, ktora powstała z części hallu. Drzwi są na haczyk do zamknięcia!
Łazienkę udekorowałam i tak przyjemnie spędzać tam rano czas na lekturze. Przez okno radosne widoki piękna, a na ścianach i półkach Mistera  i moje wspomnienie dawnego życia.
Prysznic po lewej.

lustro, to nadmierny vintage, ale mozna się przejrzeć...
Przy tym swietle mozna dostrzec widoki za oknem i nasz taras. Krzesło też się odbija. Parapet nie dał sie wyszlifować, był za bardzo zniszczony i musiałam go pomalować emalią, czy czymś tam. Koty z kolekcji Kima. Te rowki na parapecie to cala historia niemieckich domów. Kiedyś może o tym napiszę.
 A ten parapet dał się wyszlifować, to okno w pokoju. Drugie też wyszlifuje za niedługo. Pewnie, kiedy zrobi się odrobinę chłodniej.
Wejscie do jadalni i kuchni, w dawnej oborze, hehe.

Oryginalne doniczki na zioła czekają na zasadzenie. Przez okno widać nasz taras i jesion, ktory ma być wycięty po 15. sierpnia, bo za bardzo dom zasłania. Obok stoi piękna lipa jak z Kochanowskiego i ona ma zostać, aby upiększać i uzdrawiać naszą Jalnę.
Mister czuje się jak we Francji patrząc na to obfite winogrono. Dla mnie estetycznie rzecz ujmując, roslina skutecznie zasłania ścianę domu wymagającą renowacji. A kwiatki, po 1zł za sztukę/!/ sama zasadziłam i bardzo to mi się podoba, będzie ich więcej, bo nie mielismy wtedy drobnych, a ekspedientka przyjmowala tylko gotówkę. Kamienie, licząc w dziesiątki, oznaczające granice rabatek zniosłam w tym upale z przydrożnych ścieżek.

Doniczka też kocia. Termometr wskazuje 35 stopni chyba. Nie wiem kiedy pozwolę sobie na lepszy aparat, albo nauczę sie naciskać wolniej, żeby było wyraźniej.

Doniczki po piecowych kaflach.


Jerry woła braciszka do zabawy.
Jeszcze muszę nacieszyć się swoim udekorowanym hallem. Nie straszą mnie już spalone  drzwi przykryte szmatą i zakurzone schody na strych, Wszystko jest wyszorowane po wielokroć, codziennie sprzątane, bo z sufitu, prze dziurawe deski stanowiące podłogę strychu, ciagle spadają jakieś pyłki. Ja mówię, że najprościej to jakieś kasetony walnąć na ten sufit, umalować i koniec, a Mister będzie się kosztował  na nowe deski. Kiedy? To nie wiem. Ja jestem mistrzynią w upraszczaniu rzeczy, a on zawsze utrudnia i komplikuje. Mnie interesuje coś stabilnego, rodzinnego, a on mysli  tylko o inwestycji, bo i tak dom ma być na sprzedaż:(

Wspomniane drzwi bedą wyszlifowne, schody też i pomalowane lakierobejcą. Drzwi prowadzą do części pod dachem, ktora w przyszlości też może stać sie przedłuzeniem pokoju z oknem dachowym. Widać trochę ten sufit z dziurawych desek, ale belki bardzo solidne. też ich czyściłam z farby. Styl shabby shick nie wymaga już postarzania, gotowy jako oryginalny. Bardzo łatwo wbiją sie gwoździe, stąd wieszak na nasze kapelusze i czapeczki.

Na dole szeroki parapet na telefon i kable z dostepem. Poduszka do siedzenia przy telefonowaniu A tu po prawej taka oryginalna "rama" do trzymania, wystrugany kij.
I chyba na koniec Mister po zasłuzonym dniu pracy odpoczywa na tarasie z widokiem. Wonna lipa czarnoleska towarzyszy mu i wierzy, ze osmotycznie, a może swoim miodem wpłynie na jego zdrowie, bo lipa czarnoleska, ktorej miodu siła na trzy wieki Polskę spiła, to pewnie i nie nasza, ale czemu nie wierzyć w legendy? My tu wkoło mamy ekolgów i buddystow, oni wysyłają niezwykłe moce. Gajówka to niezwyczajne i fenomenalne miejsce.


Blokowy vintage i shabby chick.

Przyjechałam do domu zajęłam się trochę pracą, a głównie "postarzaniem" mojego blokowego mieszkanka.
Zaczytywałam się w blogach o shabby chick, szczególnie zdjęcia angażowały moją wyobraźnię. I wszystko mi się w głowie mieszało od planowania, projektowania i szukania miejsc, gdzie mogę odnaleźć skarby przeszłości. Jeszcze w blokowych piwnicach i na strychu w biurze odnalazłam w pudłach ślady po moich rodzicach. Pocztówki zbierane przez całe życie,

Czy ktoś rozpozna to miasto? Bo to ponizej zasłoniła lampa, a jest to wyjatkowej urody Święty Krzyż.


 stare obrazy, które zawinęłam w jeszcze starsze prześcieradła, walizki jakby z twardej tektury, takie brązowe, syfon, który stanie się udaną dekoracją i parę podróżniczych suwenirów zwożonych latami. Z przyjemnością, nawet nie z żalem otworzyłam kilka listów od moich dawnych "narzeczonych", wycięłam znaczki i naklejki Par avion. Nakleiłam je na walizki, razem ze starymi pocztówkami, kopertami stały się vintage`owe par exellance.
W głębi moje biuro, bo tam zajmowałam się malowaniem.




Długo nie zaglądałam do tych pamiątek po rodzicach. Prawie 10 lat. W zeszłym roku rozpakowywałam z pudeł przedmioty domowego użytku. Są ozdobą mojego mieszkanka. Cały serwis porcelany ćmielowskiej. W tym roku nadszedł czas na na bibeloty i podarki, które latami stały za szybą socrealistycznej meblościanki. Zwoziłam je ja, mój brat, wujek, a potem moje dzieci dla dziadków. Również rodzice z sanatoryjnych wojaży przywozili swoje okruchy pamięci, dzbanuszki na wodę mineralizowaną, korale z bursztynu, skarbonki i szkatułki.
Wszystkie te rodzinne zabytki byłyby doskonale upamiętnione i wyeksponowane w Gajówce. Ale czy ja kiedykolwiek je tam zabiorę?
Tyle drobiazgów zwoziłam z Francji, moja miniaturowa kuchenka ledwie je mieści na niewielkich półeczkach i ścianach.
 Niezręcznie mi się przyznawać, że wolę pić poranną kawę przy moim małym oknie, spoglądać na te blokowiska na przeciwko, niż w remontowanej Gajówce, gdzie widoki są boskie, ale wszystko jest w fazie remontu. Ja jestem bardzo niecierpliwa, nie umiem czekać. Muszę mieć wszystko na już. Tak się przyzwyczaiłam latami. Prowizoryczne zamieszkanie wpływa na mnie depresyjnie. Tworzenie jest inspirujące, ale w gotowych ścianach. Jedna moja kuzynka ok. 20 lat temu zaczęła powoli przygotowywać sobie domek na zamieszkanie w latach średnich. I tak cierpliwie, zapobiegliwie i ze skromnymi funduszami wybudowała bardzo przyjemne siedlisko. Przez ostatnie 10 lat już tam mieszkała. Na początku nie miała podłóg, tylko wylewkę, bardzo spartańskie warunki. Ona włożyła dużo miłości w to miejsce i z takim oddaniem zbierała każdy grosz, stworzyła  naprawdę ciepłe rodzinne przytulisko. Miejsce ciepłe dosłownie nawet, bo kominek płaszczowy grzeje w całej mocy. Ale moja ukochana kuzynka, siostra cioteczna, jak mówimy, to osoba o szczególnym charakterze. Skromna i wartości rodzinne ceni ponad wszystko. A ja notorycznie goniąca za czymś niezaspokojonym. To mam.
Od paru lat powtarzałam sobie taką mantrę, dawne czasy wymagały, żebyśmy byli spartanami, a obecne sybarytami. Łazienka, nawet  niedokończona musi być przede wszystkim ciepła dosłownie. Nawet ta we Francji była zimna i  wyjście spod prysznica zimową porą to był " zimny prysznic", hehe.
A tu, taka malutka powierzchnia ciepło zatrzymuje.I śródziemnomorskie klimaty dodają temperatury.
Torebki z przedpokoju. Krzyż Maltański ma odganiać złe moce.
W blokowym mieszkanku sypialnię połączyłam z gabinetem pracy. Moja  obecna posada wymaga szczególnie miłych czynności, czyli mailowania, blogowania, lajkowania na fb i promowanie firmy za pomocą atrakcyjnych fotek  z myślą przewodnią, że warto uczyć się języków obcych i podróżować. Takie zajęcie jest niewątpliwie przyjemne, ale kapitału z tego nie ma. Kiedyś pracowałam 12 godzin dziennie i jeszcze w nocy myślałam o firmie, a teraz podążam za hasłem mojego hippisa -męża, a jego motto to enjoy life. On rozmawia z kotami siedząc na dachowym tarasie, patrzy na góry, pije lokalne piwo Piast i dostaje olśnienia, że  Polska to piękny kraj, a jego polska żona zabrała go w odpowiednie miejsce. A co Dolny Śląsk ma z polskością?
Tutaj mogę zaprosić córki na obiad co niedziela, a w Gajówce, czy we Francji to odwiedziny raz na rok, może dwa. Tak daleko.

Niech będzie,  powiem, że wolę sypialnię w Gajówce od mojej małej skrytki.
Łóżka tu nawet nie widać, ale jest koło okna.
Jak się ma to  posłanie do gajówkowych przestrzeni? Nijak, nawet zdjęcia nie mogę zrobić, bo od ściany do ściany, ale w bloku czuję się bezpieczniej. W tamtej sypialni nigdy nie usnęłabym sama, i nie chodzi bynajmniej o zmysłowy aspekt sprawy.
 

Napisałam ten post głownie dla inspiracji blokowego shabby chick. Nie tylko domy można zdobić w starym stylu.  Wyczytałam w swojej statystyce, że najwięcej oglądalności miał mój post o malowaniu przecierkowym pisany  tu. To bardzo amatorskie moje zajęcie, ale dowiedziałam się tysiące ludzie tym się interesuje. A nie wszyscy mają fundusze i umiejętności na miarę moich doświadczonych  blogowych koleżanek. Od czegoś trzeba zacząć. Pozdrowienia dla wszystkich.