Moja lista blogów

niedziela, 27 lipca 2014

Książki-moje życie.

 Post ten poświęcam guciamal, której posty  zachęciły mnie do napisania poniższych zwierzeń. Mam też nadzieję na nową blogową koleżankę. Zachęcam też inne czytelniczki do opisania podobnych refleksji.
 
Mini-półeczka w gajówce.

1.Jak powstała twoja biblioteka?  
Odkąd pamiętam  w domu były zawsze książki, mam starszego brata, wychowywałam się też z  młodszym bratem Mamy, bo Babcia wcześnie zmarła. Rodzice nam sprawowali książki ze wszystkich okazji. Mój brat to dziennikarz i lokalny literat, pasjonat literatury i historii  od wczesnego dzieciństwa. Wiele książek, też poważnych lektur przeczytałam wcześniej, z racji posiadanego tego starszego rodzeństwa, niz powinnam i tym mocniej na mnie wpłynęły.
Moje życie to jak ogromny księgozbiór wypchane mitami, skojarzeniami, cytatami, taki "złudny szmer czarodziejstwa".
Studiowałam na studiach dziennych, zaocznych, podyplomowych filologię polską, angielską, europeistykę, turystykę. Chciałam studiować japonistykę, orientalistykę , słowiańskie języki, hinduizm, romanistykę. Z tych wszystkich etapów życia zbierałam książki i dużo, bardzo dużo czytałam i to w kilku językach.
I tak te irracjonalne miraże, tęsknice, mgły, udziwnienia kształtowały moją zachwianą psyche, zwodziły przez lata i nie pozwalały osiągnąć "naszej małej stabilizacji", bo "życie nasze nic niewarte, kult Bachusa i Astarte. Ha , trza znosić, fata, los, nieustannie próżny trzos. O wielkościach darmo śnić, trzeba żyć. Napoleon ten miał nos. Szopen, gdyby jeszcze żył, to by pił". I taki znany cytat na poparcie mojej tezy.


2.Czy jest jakiś ład w twojej bibliotece?
 Tak oczywiście, doskonale wiem, gdzie co się znajduje. Układam książki tematycznie i pamiętam nawet , gdzie one byly w moich kilku domach wcześniej. Mam obecnie jakby 5 domów teraz, tzn. miejsc, gdzie przebywam w różnych terminach i wszędzie posiadam tam biblioteczki, niektóre malutkie, inne większe. Ale najwięcej książek wypełnia moje biuro, bo to też jest mój dom, ukochane miejsce pracy i spotykania przyjaznych ludzi. To jest bardzo męczące, takie ciągłe przemieszczanie się i chcę to zmienić. Ale nie jest łatwo zamykać etapy życia.

3.Czy pozbywasz się książek, a jeśli tak to w jaki sposób?
 Prowadzę firmę edukacyjną, w siedzibie urządzam symboliczne wyprzedaże za złotówkę . Dużo rozdaję moim klientom, młodym i starszym za darmo w formie niby upominków. Szczególnie  książek służących do nauki i wydań dla dzieci.
Dostałam sama kiedyś, w 2000r. to bylo, 11 tysięcy książek z zaprzyjaźnionego miasta bliźniaczego z Anglii. Do tej pory te książki daję ludziom. Najcenniejsze trafiły na Uniwersytet Rzeszowski.
4.Ile wydajesz miesięcznie na książki?
Obecnie nie dużo, zależy od miesiąca, bo książki można kupować na różnych tanich wyprzedażach, np. z okazji likwidacji bibliotek, też na allegro oraz na wymianach książek. Najnowsze pozycje wypożyczam w bibliotece raczej.


5.Jakie książki musisz kupować? 

Podczas podróży zagranicznych albumy, mapy turystyczne z danych miejscowości oraz muzeów, najczęściej po angielsku lub lokalnym języku. Z przyjemnością do nich zaglądam, wracając myślą do miłych chwil. Mam je rozłożone na komodzie, stolikach, biurku, w widocznych miejscach i tak zerkam często w ciągu dnia, otwierając od niechcenia. Lubię też tomiki poezji największych autorów w oryginale, w języku, który chociaż trochę znam.
Muszę też kupować książki w związku z wykonywanym zawodem i prowadzeniem firmy, one są bardzo drogi, ale to co innego.
Tu moje przewodniki, V&A Museum, Orsay, Malta, Florence w mieszkanku na Kochanowskiego.
 
Zwróćcie uwage na te sówki podtrzymujace książki.

6.Czy pożyczasz swoje książki?
Raczej nie pożyczam,od tego są biblioteki, bo ludzie zapominają oddawać, a ja też nie pamiętam, co komu pożyczam. Kiedyś zapisywałam. Niezręcznie było sie upominać, bo czasami ludzie podpożyczali komu innemu i też zapominali komu. Pożyczam książki zawodowe, bo mam na to specjalny notes i wszystkie są oddawane.

7. Ile czytasz książek jednocześnie? 
Na ogół dwie, czasami trzy. Ta trzecia, czasami czwarta jakaś zawodowa.
 
8.Co jest dla ciebie podstawą lektury?
 Klasyka, epika i  poezja przede wszystkim, bez niej trudno mi się obejść; P. Verlaine,  Boudelaire , A.Puszkin, P.Valery, T. Miciński, Appolinaire, kobieca poezja, też T.Boy-Żeleński, S.Wyspiański. Czytam wszystkich noblistów ze szczególnym zaciekawieniem egzotyczne "przypadki". Bardzo lubię  klasyczną literaturę anglosaską, szczególnie ostatnio wrocilam do S. Maughama i rosyjską.  Nic odkrywczego chyba. Pasjonowała mnie kiedyś literatura japońska i przeczytałam wszystko, co było dostępne w polskich bibliotekach. Jak lubię kogoś, czytam wszystkie jego pozycje, w ostatnich latach to jest Arturo Perez Reverte, Umberto Eco, Haruki Murakami, Alice Munro np. W ogóle  zawsze czytałam tylko literaturę najwyższego lotu.  Z polskich pisarzy uwielbiam J. Iwaszkiewicza, z nim zwiedzałam Włochy i Sycylię, też Goethe mnie prowadził. Kocham M.Kuncewiczową za jej ogromny intelektualizm i niezwykly dar obserwacji krajów zachodnich.  Z literatury wspolczesnej czytam stale Kapuscinskiego i Manuelę Gretkowską.
9.Czy masz emocjonalny stosunek do książek?
Kocham swoje książki i patrzę na nich z czułością niemalże, też z dumą, że ich posiadam. Córki o tym wiedzą i dziwią się, gdy im coś daję, co ich interesuje. Pytają " nie szkoda ci mamo?" Starsza córka kupuje mi znakomite pozycje, np. Umberto Eco.
10.Co leży u ciebie przy łóżku?
Książki, które aktualnie czytam, książki, z którym korzystam przygotowując wpisy na bloga, jakiś album z reprodukcjami i przewodniki muzealne z ulubionych miejsc. One leżą przy łóżku, na nocnym stoliczku, na stole, w kuchni i na biurku. Wszędzie. Też w toalecie:)

11.Czytasz kryminały, thrillery, romanse, fantastykę, beletrystykę?
 Nie czytam  typowych kryminałów, fantastyki, romansów, ale np. niektóre książki  moich ulubionych autorów-W. Łysiaka, H. Murakami to doskonała ich kombinacja.
12.Czy robisz notatki w książkach (bazgrzesz, piszesz, zaginasz rogi)?
W pożyczonych nigdy. We własnych zaznaczam ołówkiem ciekawsze fragmenty.  Po zakończeniu lektury wertuję książkę raz jeszcze i wybieram z tych zaznaczonych fragmentów te godne utrwalenia i czasami przepisuję. Mam bardzo dużo zakładek kupowanych też podczas podróży, nigdy nie mam w zwyczaju zaginać rogów
13.Jak szybko czytasz?
 Książki połykam, ale czytam coraz  mniej, bo mi szkoda oczu, a audiobooków nie słucham. Czasami w radio  coś śledzę.
Jak zaczynam czytać, to kończę, Cmentarz w Pradze zabrał mi tydzien, a to gruba pozycja.

14.Czy wracasz do książek raz przeczytanych? 
 Stale wracam do dawnych książek, szczególnie do poezji, mojego kanonu, o którym wspomniałam wcześniej. Zaglądam do podróżniczych reportaży literackich, bo odnajduję tam siebie, i do wielkiej literatury, do Manna, Czechowa, Camusa, Fitzegaralda, tak we fragmentach, przeglądam, gdzie się otworzy. Czytanie klasyków zaliczam do największych przyjemności życia, a rozstanie z nimi, kiedy książka się kończy jest smutnym przejściem do rzeczywistości. Wydaje mi się, że ja nie żyję w realnym świecie, nie znoszę być praktyczna, gospodarna i przyziemna. Od młodości powiedzenie odi profanus vulgus było moim credo. Chłopaki z Politechniki czy AGH to tylko przedstawiciele typu symplex i nie dla mnie towarzystwo, tak zawsze powtarzałam. Nadal wolę intelektualistów niż tych zaradnych, dobrodusznych inżynierów. Chociaż niektórzy, 30 lat po studiach się wyrobili pod każdym względem i dawni,wrażliwi humaniści nie dorastają im do pięt. To ukłon do moich ulubionych inżynierów z AGH i Politechnik, Krakowskiej i Warszawskiej.

15.Ile piszesz dziennie?
Na blogu rzadziej niż kiedyś, bo wcześniej miałam inne spostrzeżenia i potrzeby.
Na początku tego roku napisałam taki wpis i nadal się pod nim podpisuję:   
Tytuł mojego bloga stracił desygnat i wszelkie denotacje, /tak uczono mnie na filozofii i językoznawstwie, hehe/. The couple don`t enjoy the life, stali się "The misfits", jak w słynnym filmie. Nie ma chez nous, jest chez moi et chez toi.
Mój blog z założenia miał służyć moim prywatnym potrzebom. Pragnęłam pisać o Francji i moim życiu tam spędzanym nieśpiesznie i szczęśliwie. Chciałam, żeby moi przyjaciele i bliscy z rodzinnego miasta wiedzieli na bieżąco, co u mnie słychać. Chętnie ich u siebie gościłam i z ogromną przyjemnością pokazywałam uroki południowej Francji. Chciałam poznać kobiety- Polki w średnim wieku, w przedziale 50+ w związkach z obcokrajowcami. Żadnej takiej nie poznałam w świecie wirtualnym, dużo w rzeczywistym, ale i tak one reprezentowały zupełnie inne doświadczenia. Mieszkały długo za granicą, nie rozumiały moich rozterek. Poznałam dużo młodszych kobiet w związkach międzynarodowych, ale to też absolutnie odmienne przeżycia. Ja oczekiwałam innych blogowych relacji.  Blog jedynie pomagał mi wracać w moje ulubione rejony literackie. Precyzyjnie i otwarcie  wyrażałam swoje myśli. Ale kogo tak naprawdę obchodzą moje problemy? Przypadek czysto wirtualnej przyjaźni jest bardzo powierzchowny. Jeśli nie zostanie przeniesiony na grunt realny, staje się sztuczną inteligencją.
Zaczęłam się  zajmować moim aktywnym i satysfakcjonującym życiem realnym w rodzinnym mieście. 



piątek, 18 lipca 2014

Blondynki w gajówce.

Ach, te niezapomniane wakacje! Ileż ich  szczęśliwie naspędzałam w tych kilku moich  dziesięcioleciach życia. A dzisiaj moje córki podążają na spotkanie z przygodą, obydwie do Chorwacji, ale oddzielnie. Magda niedawno opuściła Wiedeń, kolacja cesarska i tak ma być, a Dominika w kursowym autobusie na erazmusową praktykę do Splitu zmierza. Faculty of Maritime Studies oczekuje stażystki na lądzie i Adriatyku, a Magda właściwie będzie w Bośni-Hercegowinie na 12 kilometrach wybrzeża.. To dopiero nowinka.
 A mój sąsiad ostatnio mi się zwierzył, że jego pobyt w więzieniu za jazdę na rowerze pod wpływem, to były jego pierwsze wakacje w życiu. Dobry przykład na relatywność. Edward mówił, że był szczęśliwy w więzieniu, spotkał wielu ciekawych ludzi i jedzenie miał zawsze podane.
Popracuję nieco w swojej Dżalnie- ta nazwa się nie przyjęła- nikt nie pamięta tego serialu sprzed lat-niech będzie, że "ogarnę" chałupę i kawałek ziemi coś niecoś

 i rzucam się na hamak.
 Obok mam półeczkę w postaci zawieszonych sanek, stawiam tam szklaneczkę z jakimś błogim trunkiem i tak sobie rozmyślam. Ostatnio, gdzie bym chciała pojechać na tzw. wakacje. Poleciałabym do jakiejś dawnej kolonii angielskiej lub francuskiej. Np. na Mauritius- tam cudowna mieszanka narodowości, do Indii lub Nowej Kaledonii. Ale najbardziej ekscytująco byłoby do Nepalu. W Indiach w lecie oddycha się wrzątkiem, a nie powietrzem,a w Nepalu przyjemnie orzeźwiająco. Byłam, pamiętam. I chodziłabym na skręta do hippisowskich knajpek, taka moja tęsknota za wygłupami młodości.
A tymczasem do gajówki przyjechały dwie blondynki, ja trzecia i piesek Suzi, tez dziewczynka, ale brunetka. Jak bardzo cieszyła perspektywa miłych chwil, kiedy jechałyśmy razem przez prawie 12 godzin. Wyprawa z pieskiem potrzebowała dłuższych  przerw. Jadzia-znakomity kierowca, Mariola jeszcze lepszy nawigator, a ja strażnik psa i dyskutant z tylnego siedzenia.
Wszyscy w gajowce stali się domownikami, taka hacjendowa wspólnota się stworzyła.Przejawiała się we wspólnym przygotowywaniu potraw, zakupach, plewieniu, sprzątaniu, wyprowadzaniu Suzi,

 głaskaniu kotów,
 a nade wszystko w niekończących się solidarnych rozmowach na tematy życia w towarzystwie rarytasów na stole i meczy Mistrzostw w telewizji. Wieczorem na naszej "plaży"
wpatrywałyśmy sie w Pogórze Izerskie,
To nie z mojego podwórka:)
 oczekując  świetlików, śpiewających świerszczy i może spadających gwiazd, ale to chyba w sierpniu? Nasza rozkosz konwersacji trwała w nieskończoność. Biedronkowe wina., Mister mówi "cheap crap", ale doskonałe pomimo wszystko, izerskie wyroby piwowarskie dodawały pikanterii dyskusji. I w jakim celu ja mam zmieniać życie, jeśli w starym czuję się doskonale? Nie chce mi się wprowadzać nowych ludzi w mój życiorys, bo czasu by na to nie starczyło, a i tak nie stworzy się zażyłości tworzonej przez lata. Może jakiś wycinek osobowości ktoś dostrzeże. I tak rzeczywiście, i faktycznie, to  swoim człowiekiem chcę być tylko dla pewnej grupy ludzi, gdzie życie stanęło w szczęśliwszym miejscu.
Wspólnego zwiedzania było mniej, bo moje koleżanki to zagorzałe turystki chodzące po górach, a ja to lubię przemieszczać się od knajpki do baru i po mieście koniecznie, nie w naturze. Ale wreszcie przejechałam się gondolą w Świeradowie.


Dziewczyny poszły na szlak, a ja sobie posiedzialam w tym schronisku i gawędziłam ze starymi Niemcami.

Cieplice- Park Zdrojowy.

Wyszłysmy z tej kawiarni po prawej, gdzie za nic miałysmy dietetyczną moralność i bewstydnie objadałysmy się lodami, ciastkami i kawą mrozoną z alkoholem, grzeszyłyśmy do ostatniej łyżeczki.
W Lubomierzu.

Przed muzeum Kargula i Pawlaka.
Zamek Czocha.



A potem dziewczyny pojechały i zrobiło się smutno i samotnie. Lubię przyjmować gości, zajadać smakołyki, pić wino, i gadać, i gadać. I nikt nie tęsknil za Misterem i jego malkontencją w stosunku do naszego kraju. Wyjechał do Francji, tak a propos. Zobaczymy, kto jeszcze odwiedzi mnie w gajówce, wakacje trwają. Dla mnie to już ciągłe wakacje:)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Czy byliście już w Pradze?


   W miastach pewnych siebie, ludziom nawet się nie śni, żeby zapytac zwiedzajacego, co myśli o ich miescie. Paris, Roma, Barcelona, wiadomo, jesteśmy pod piorunującym wrażeniem, a jeśli nie tym gorzej dla nas.
Ale Praga powinna nas w sobie rozkochać i tego nigdy nie poddam w wątpliwość.
Piszę ten post, bo się bardzo zirytowałam  niektórymi komentarzami u Jo na temat Pragi. I tak tym  pisaniem wypełniam sobie nadmiar wolnego czasu.
Gdyby była kiedyś szansa na wieczorną mgłę nad Wełtawą, na połyskujące wilgocią ulice, i na taką tajemniczość, przytłumiony mgłą blask słabych latarni, którą wykorzystują filmowcy, to nie przegapcie tej metafizyki.
 Ja byłam w Pradze latem, dzień, silne słońce i nieprzebrane tłumy turystów. Oniemiałam.
Bo zaczęłam zwiedzanie od jednej z najpiękniejszych rzeczy, jakie znałam wczesniej z pocztówek: widok z Mostu Karola na Prazski Hrad. Absolutnie hipnotyzujący.


Takie kolorowe tłumy.

Wejście na most od Karlova Stare Mesto.

Upał był niemiłosierny, 35 stopni w cieniu.Taki był sierpień w zeszłym roku.

A tu jaka urocza tłuścioszka weszła mi w kadr.

Wejście na most od  Mostecka, Mala Strana.

 A nocą, to już  "orgazm w locie"-moje ulubione słówko zachwytu. Mówi się, że oświetlenie zamku zafundowali Rollingstones`si, urzeczeni jego urodą.
W zamkowym kompleksie średniowiecznym Hradczany pochylimy też głowy widząc katedrę Św Wita, Wacława i Wojciecha.




Pamiętam tę azjatycką rodzinę. Był taki upał, a ona swobodnie spacerowała w wiosennych strojach.


A potem przejdziemy na Plac Wacława czyli Vaclavskie Naměsti, to Pola Elizejskie Europy Środkowej. Tu są najdroższe sklepy, hotele i restauracje, ale i kioski z najtańszym jedzeniem.
 


Trudno nie poddać się urokowi tego miasta.
Muszę tu dokonać pewnej konfesji, nie wierzyłam wcześniej opowiadaniom  na temat urody Pragi, nie sądziłam, że zobaczę tam taki  bogaty eklektyzm wszystkich architektur, ze turystow więcej niż w Barcelonie i Paryżu. Ja uwielbiam przelewające się tłumy kolorowych turystów, szczególnie azjatyckich oryginałów. Myślałam, że coś jak nasz Kraków może. Nie wiązało mnie z tym miastem żadne istotniejsze uczucie, prócz uroczej Heleny Vondrackowej:) Ja lubię mieć pełne literatury skojarzenia, "Cmentarz w Pradze" np. nie ma nic wspólnego z Pragą i tak omijałam to miasto przez lata. Ale dlaczego czeskie filmy nie zachęciły mnie wczesniej? Byłam dwa razy na Morawach i w Brnie. Też mi się podobało i w pamięci zaplątana luksusowa dyskoteka z napisami  "divky zdarma" i jaskinie sloupskie, gdzie chłopakom mówiono "dejte penizki"- chodziło o pieniądze. Uwielbiam czeski, słowacki i chorwacki, a właściwie to wszystkie inne słowiańskie języki też. Tak  potem zeszło, jeździłam w inne obszary Europy.
 Aż tu nagle podziw i kompletne zadziwienie, ze coś podobnego istnieje i to tak blisko mojego obecnego miejsca zamieszkania.
Na Starometskie Namesti stanęlam absolutnie zauroczona i tak trwało moje nieme zdumienie, aż do wybicia godziny na słynnym zegarze Orloj i trzeba było się zbierać dalej.







Odpoczniemy w ogrodach Klasztoru na Strahowie, swego czasy największej budowy romańskiej, przebudowywanej potem przez lata. Ledwie już nogami wtedy powłóczyłam.



Podobają mi się te azjatyckie pary.

Siedziałam na tej ławeczce i myślałam, że taki  upał znosiłam kiedyś na wyprawie w Indiach, ale wtedy wg hinduskiego wróżbity z Varanasi całe życie było przede mną. A teraz "lato się przełamało" dawno.
I tego upalnego dnia Praga była taka niezwykła dla mnie, gorąca, wypełniona ludźmi. Ja kocham kulturę i ludzi, mniej naturę i zwierzęta. Nie czułam się osamotniona, chociaż myśli moje były wtedy bardzo przygnębiające. Po co mi to ciągłe włóczenie się i przeprowadzki donikąd, takie przekleństwo mojego ciekawego życia, które i tak obchodziło się ze mną łaskawie przecież. Ale wówczas czułam małą wartość marzeń, które przecież mi się pospełniały. I co jeszcze dalej?
Wszystkie widoki Pragi były wspaniałe i bardzo zapadły mi w pamięć. Przewodnik mówił tyle ciekawych historii, strzępy wiedzy, przez szum tłumów, dopływały do moich uszu. Nie byłam na obcej ziemi, bo cały czas czeska historia przeplatała się z polską i Habsburgami, a oni też zaznaczyli u nas ślady.
Popatrzcie jeszcze na inne osobliwe praskie pejzaże.





Odpocznijmy na murku. Pamietam moją wycieczkę do Paryża z 11-letnią córką. Ona się kąpała w fontannach w upale.


Tyle minionych wspomnień z pięknych miast , które odwiedzałam wcześniej i wszystko się rozpłynęło. Bo w tamte dni  nie widziałam spraw prosto. Stąd ta melancholia i żal. Dlatego nie pisałam wczesniej o Pradze, bo nie chcialam wracać do ówczesnych nastrojów.