Moja lista blogów

niedziela, 26 października 2014

Hypogeum-powrót do przeszłości na Malcie


Brama wejściowa do Tarxien Temples- budowli megalitycznych z okresu neolitu i epoki brązu, odkrytych w 1914 roku. Obiekty wzniesiono z obrobionych bloków skalnych i ozdobiono rytymi i malowanymi dekoracjami. Budowa najstarszej świątyni datowana jest na około 3 500 p.n.e.




Na Maltę przyleciałam piąty raz, tym razem z zamiarem pobycia tu jako expat przez pewien czas. Ze względu na miłe wspomnienia, mam do Malty szczególne uczucia. Nie znalazłam żadnego maltańskiego bloga, oprócz wspomnień wakacyjnych u paru osób i postanowiłam poświęcić tym  zniewalającym wysepkom kilka postów.  Pisałam już o Malcie kilka razy w grudniu 2011r.malta1,malta2,malta3.
Najlepiej jest tam przylecieć w nocy, gdy na bezchmurnym niebie panuje księżyc rzucający szeroką poświatę na morze, wtedy wyspy migoczą portowymi światłami, a powietrze jest przesycone zapachem tajemnicy. Uwielbiam latać samolotami w różnych porach dnia, zajmuję się wtedy opisywaniem chmur i nieba, ale w nocy przestworza wyglądają, jak bajecznie rozświetlone klejnoty rzucone Bogu w świątecznym podarku. Maltańskie wyspy noszą w sobie dziedzictwo cywilizacji starszej niż egipska, to co należy do zwykłej starożytności nie zaskakuje nikogo, nie mówiąc o nowożytnych dziejach wypełnionych arabskim panowaniem, rycerzami maltańskimi i angielskimi garnizonami. Największymi skarbami wyspy są udostępniane dzisiaj i to dosyć niechętnie, tajemnicze budowle datowane na ok. 5000 lat przed naszą erą.
Zdjęcia z internetu, bo w środku nie można nic zrobić.


  Pozostałe neolityczne świątynie na Malcie, a jest ich kilka, są nieporównywalne z niczym innym w basenie Morza Śródziemnego.
Wejście do Tarxien Temples.


Świątynia Południowa - zdobiona motywem spirali. W kamiennym ołtarzu świątyni znaleziono ukryty nóż, co świadczy o składaniu ofiar. W świątyni zachował się fragment olbrzymiego posągu otyłej kobiety - charakterystyczny dla cywilizacji okresu neolity na Malcie

Neolit - młodsza epoka kamienia, epoka kamienia gładzonego– ostatni okres epoki kamienia (poprzedzający epokę brązu.  W neolicie rozwijały się też nowe techniki obróbki kamienia, takie jak gładzenie powierzchni i wiercenie otworów. Neolit to czas od 4500 do 9000 lat p.n.e. Nie pamiętam, czy to się pisało odwrotnie?


Tarxien Temples- Świątynia Centralna.
  Wrócmy do Hypogeum, którego okoliczności odkrycia są dosyć tajemnicze. Gdy w 1899 Brytyjczycy rozbudowywali bazę marynarki wojennej natrafiono w czasie budowy domów dla stoczniowców na tajemnicze budowle. Odkrycie świątyni było trzymane w tajemnicy do 1902 roku (aż do zakończenia budowy domów) znaczenie tego wydarzenia było tak wielkie, że zmieniło ono podejście do prehistorii Europy.

Do połowy XIX uważano, że świątynie były pozostałością po mitycznej rasie gigantów. Całkiem możliwe, że maltańskie świątynie (tak naprawdę nikt nie wie do czego służyły te budowle) są dziedzictwem pozostawionym przez Atlantów- istot, które ocalały po gigantycznej katastrofie jaką było zatonięcie Atlantydy i przeniosły się wraz ze swoją tajemnicą w różne zakątki świata. Wskazują na to niewytłumaczalne podobieństwa pomiędzy zabytkami kultury materialnej w Egipcie, Ameryce Południowej i w Azji południowo-wschodniej oraz technologia użyta do ich budowy.
 Świadectwem pozostałym po tej zaginionej cywilizacji są nie tylko słowa Platona o kontynencie rozciągającym się za słupami Heraklesa, ale przede wszystkim niemal współczesne nam przekazy „śpiącego proroka Edgara Cayce” amerykańskiego jasnowidza, który opisywał w swoich przekazach historię i zagładę Atlantydy.
Cywilizacja, która przed tysiącleciami wzniosła Hypogeum nie była podobna do żadnej innej w basenie Morza Śródziemnego i jest to kolejna zagadka nie dająca spokoju archeologom.
 Cywilizacyjny przełom miał nastąpić 3600 wieku p.n.e kiedy to rolniczy lud zamieszkujący Maltę zamienił się nagle w zaawansowanych technologicznie budowniczych świątyń i miejsc pochówkowych. Hypogeum stało się grobowcem dla ok.7000 osób chowanych tam przez 1000 lat, ale pełniła również funkcję świątyni dla żyjących. Znalezione w podziemnych salach artefakty w postaci statuetek „grubych kobiet” i „śpiących pań” mogą świadczyć o ty, że świątynia pełniła również rolę obyczajową.

Niezwykła cywilizacja, która wzniosła Hypogeum nagle przestała istnieć około 2500 wieku p.n.e. W równie tajemniczy sposób kończy się historia badacza Hypogeum Emmanuela Magri. Bowiem kiedy prace wykopaliskowe nabrały rozmachu, został nagle wezwany do Sfax w Tunezji, gdzie w niewyjaśnionych okolicznościach zginął w 1907 roku, a wraz nim jego zapiski stanowiące do dzisiaj najbardziej poszukiwaną część tajemnicy Hypogeum. Po wyjątkowo długo trwających „pracach konserwatorskich” ochranianych przez policję 24 h na dobę udostępniono Hypogeum do zwiedzania od sierpnia 2000.Wizyty trwają ok.30 minut, a bilety należy zamawiać na ponad miesiąc przed przybyciem na Maltę.
Byłam tam 14 października.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że najbardziej tajemnicze znaleziska z Hypogeum zostały już zabrane przez rządowe ekipy, ponieważ co nie pasuje do akademickiego obrazu archeologii i historii naszej cywilizacji, nie mówi się głośno i nie uznaje się tego.
Malta jest jednym z najpiękniejszych zakątków świata, nie można tu przyjechać na bezmyślne wakacje, prawdziwe skarby można odkryć, gdy przygotujemy się na spotkanie z tajemnicą, a wtedy pobyt na Malcie będzie należał do jednych z najciekawszych  życiowych doświadczeń. Zainteresowanych odsyłam również do fascynujących informacji o Malcie w tym blogu.



poniedziałek, 13 października 2014

Urodziny z Marią Stuart w Edynburgu.


 Droga Guciamal- tu, swój kolejny post Tobie poświęcam i bardzo dziękuję za inspiracje. To moje  egzaltowane wspomnienie sprzed paru lat, publikowane gdzie indziej. I cieszę , że dzięki Tobie mogłam coś znowu napisać, bo tak mi nastrój długo nie służył. Swoje wielkie okrągłe urodziny spędziłam w Edynburgu i Glasgow, a tam każdy onomastyczny i toponimiczny szczegół wywoływał w moim umyśle szczególne fermenty, jak zwykle podczas moich podróży. Tam przeżywałam moje ulubione arystotelowskie doświadczenie czyli  "efekt pobudzania duszy, wrażliwej do łez za pomocą piękna”.


Dla większości turystów Edynburg to wyniosły zamek na wierzchołku wulkanu Arthurs Seat zbudowany jako twierdza już w 9w., a większa część obecnych murów pochodzi z XVI wieku.
Wejście do wspomnianego zamku.

To piękne historyczne miasto, a jego szarozielony pejzaż tonie w deszczu brukowanych ulic i kamiennych domów. To zatoka Firth of Forth i skaliste brzegi Fife, mglista, mroczna atmosfera.
Edynburg to Royal Mile główna staromiejska ulica, która wygląda niczym kanion, jest dosyć wąska i otoczona wysokimi kamienicami. Na co dzień wypełniona turystami, kupującymi whisky, ręcznie dziergane kilty i inną odzież oraz całą masę pamiątek kojarzących się ze Szkocją. Rajdy handlowo – konsumpcyjne są kontynuowane od zamku na wzgórzu w dół ulicy Royal Mile do Holyrood Palace.
Edynburg dla wielu turystów to także Rose Street w New Town, największe skupisko public bars w całym Zjednoczonym Królestwie, na czele z The Rose and Crown oraz The Kenilworth. Pubbing to nie tylko upojna zabawa, ale element brytyjskiej kultury. Ludzie schodzą się, żeby łyknąć „pintę” ( 0.5 litra ) kaledońskiego Mc Ewana czy Tennenta, tudzież szklaneczkę whisky, żeby posłuchać muzyki i pobyć w towarzystwie innych.


Ulica Royal Mile.
Dla wielu ludzi Edynburg to Międzynarodowy Festiwal Sztuki odbywający się przez 3 tygodnie w sierpniu, ogromna impreza ciesząca się zasłużoną sławą i powodzeniem.
Dla niektórych w Edynburgu można podążyć śladami epoki oświecenia. Duch „Wieku Rozumu” przetrwał w Nowym Mieście, oddzielonym od Starego Ogrodami Princess Street. Eleganckie georgiańskie alejki i zielone skwery pamiętają przechadzających się nimi XVII wiecznych intelektualistów, którym przewodził David Hume. W perfekcyjnie zaprojektowanej części miasta koło placów Charlotte i ST. Andrew rodziły się teorie Adama Smitha i powstały wiersze się Walters Scotta, autora „ Roba Roya” i „ Ivanhoe”
Na George Street urodził się w 1847 Graham Bell.
Mnie w Edynburgu najbardziej zafascynował pałac Holyroodhouse, a historia Marii Stuart powróciła do mnie bardzo plastycznie z tragedii F. Schillera, J. Słowackiego i powieści Stefana Zweiga.
Chodziłam po pokojach pałacu Holyroodhouse i myśl o Marii Stuart nie opuszczała mnie ani przez chwilę.
„ Żaden z władców tamtej epoki nawet w przybliżeniu nie sięga wysokiej rangi tej niezwykłej kobiety. Ambitna aż do nieokiełznania. Poza językiem ojczystym biegle włada łaciną, francuskim i włoskim. Z powodu niezwykłej lekkomyślności i pewności siebie, w Marii Stuart rodzi się szaleńcza odwaga, będąca jej wielkością i fatum. Pozwala się unosić entuzjazmowi.” ( Stefan Zweig )
Maria Stuart była pod każdym względem kobietą od stóp do głów i właśnie najważniejsze decyzje jej życia wywodzą się z tego najgłębszego źródła jej płci.
„Maria Stuart była wybitnie uczuciowa, jej serce łatwo jest przyprawić o drżenie, z najmniejszego powodu rumieni się i blednie, szybko i łatwo tryskają z jej oczu łzy. Ta niezwykła kobieta jest bezwolnie przykuta do swojej płci .Mając do wyboru : honor czy namiętność, Maria Stuart, jako prawdziwa kobieta, opowiada się nie po stronie królestwa, lecz kobiecości.”
Holyroodhouse Palace.

W ogrodach Pałacu.

Dlatego jej postać mnie tak fascynuje, „ jej osoba zakrojona jest na tak wielka miarę, że umiała dla jednej w pełni przeżytej chwili niemal pogardliwie odrzucić władzę siłę i królewski majestat. Spada z niej płaszcz koronacyjny i naga rozpalona czuje się jedną z tych niezliczonych kobiet, które chcą miłość dawać i miłość brać”
W jej sypialni i innych prywatnych salonikach Holyroodhouse stałam jak skamieniała. Stulecia płyną i czasy się zmieniają, ale potrzeba miłości i namiętności jest ogromna. A ja cała drżąca, doświadczam takich refleksji w alkowie Marii Stuart i myślę sobie, że będę jak najdalej od sióstr i przyjaciółek typu Elżbieta dla Marii Stuart, niezdolnych do całkowitego oddania z powodów zahamowań natury duchowej czy innej.
Szukać porównań z Marią Stuart, mój ówczesny narzeczony, skwitował nazwą „ the top vanity”, a ja się przecież tylko bawię asocjacją literacką.                                                                                      Sorry za stare zdjęcia, ale taki miałam aparat.
 

sobota, 6 września 2014

Przemiany w Gajówce.Terre-à-terre comme Madame Ewelina Royska.


Ten obfitujący w zdjęcia post o naszym domu w Gajówce dedykuję moim  wspomagającym sąsiadkom, blogerkom i tym przemiłym koleżankom, które znalazły mnie gdzieś w wirtualnym świecie, odwiedziły i dodały otuchy.

Dur à croire qu'une aussi jolie fille puisse être si terre à terre.
Pozwoliłam sobie rozpocząć tak po francusku, żeby się lepiej poczuć na salonach w gajówce:) Całe wakacje poświęcałam czytaniu literatury klasycznej, którą uwielbiam ponad wszystko i tak zajęłam się głównie grubymi tomami powieści "Noce i dnie" oraz "Sławy i chwały". To jak powrót do źródeł i oparcie w tej wiejskiej "sielance". W telewizji też leciał serial "Noce i dnie" i moje wieczne porównanie do Barbary Niechcicowej podwójnie się objawiało, i w książce i w filmie. Za każdym razem jednak symboliczne wspomnienie Toliboskiego mieni mi się w różnych mężczyznach, ostatnio nawet Mister się załapał, ten z francusko-maltańskich czasów, bien évidemment. Oglądając Hrabinę Cosel na zamku w Stolpen też widziałam Jadwigę Barańską. Ale wracając do tego "terre à terre", Michasia, siostra Eweliny Royskiej tak ją określiła, kiedy ona przestała bywać w towarzystwie i zajęła się uprawą ziemi. Stała się taka prozaiczna. Żyjąc nieustannie w świecie literatury, bo tylko ona może być dla mnie inspiracją, zebrałam myśli i znalazłam wytłumaczenie dlaczego powinnam zająć się tą gajówkową ziemią i "posiadłością".
I muszę przytoczyć taki fragment z Iwaszkiewicza: "Pani Royska mimo lat, które mijały, nie traciła zdolności przystosowywania się do biegu życia. Jej entuzjazm nie przybladł, przygasła natomiast jej egzaltacja. Cioci Michasi nie podobała się ta nowa faza jej siostry. "Jakaż ta Ewelina staje się pospolita, terre à terre.."-powiadała swoim znajomym...Działalność pani Royskiej była zresztą jak gdyby zawieszona w powietrzu- nie przyświecał jej żaden określony cel: przecież nie dla Walerka oczyszczała majątek...Ale pani Royska nie miała wątpliwości co do swojego postępowania, tak było trzeba". Nie robię tego ani dla Magdy, ani dla Dominiki, ani nawet dla siebie. Moje literackie olśnienia stały się nagle bodźcem do pracy, "tak trzeba", dla bohaterów  "Nocy i dni", "Chłopów" i "Nad Niemnem", dla ziemi, dla domu, a przede wszystkim dla moich rodziców, którzy kochali uprawiać swoją działkę i ojciec kochał swój Daromin.Lubił jeździć na wieś. Taka  wzniosłość i  egzaltacja może i na pewno jest przesadna, ale naprawdę tylko tym tłumaczę swoją pracę na rzecz gajówki.
I dojrzałam do tego, żeby pozamieszczać zdjęcia, tak było, tak jest. Mnie również to fascynuje teraz, chociaż były chwile, że bardzo żałowałam swojej decyzji kupna tej ruiny, ale praca u podstaw, to przecież jak pozytywizm! Wakacyjna hacjenda, dacza, siedlisko, gospodarstwo,oaza , strzecha, ognisko domowe, przybytek, zagroda, własny kąt, a lary i penaty to po prostu genialne. Odległej analogii do Wiśniowego sadu też można się doszukać.

Dom z boku w momencie zakupu.

Pierwsze kopanie koło domu w zeszłym roku. Nie miałam na to siły zupełnie, wszystko było takie zarośnięte. Najpierw tym zajęli się  bliźniacy, bo ja bym łopaty nie wbiła. Nigdy nie pracowałam fizycznie i nie znoszę być praktyczna, zapobiegliwa i oszczędna. Ja nie mam siły, żeby unieść walizkę, nawet ciężki garnek na kuchni, a co dopiero kopać ziemię, wozić taczkami, albo malować ściany czy te piękne drzwi. Ręce mnie bolą, w głowie mi się kręci, a kręgosłup mi się łamie. Ale jak coś zacznę, to lubię skończyć i to szybko, bo jestem  bardzo niecierpliwa. Na szczęście moje projekty nie wymagają wielkiego poświęcenia i trudu. Efekt dosyć szybko jest widoczny. 


Ale tak to wyglądało po miesiącu. Nie czułam kręgosłupa, ale gracką wykopałam wszystkie chwasty, zgrabiłam ziemię i zasadziłam aksamitki. Ale czemu tak mało?
W tym roku odkopałam trochę więcej ziemi wzdłuż domu i zasypałam korą, zeby zapobiec chwastom. Pod koniec sierpnia posadziłam wrzosy, a wczesniej jeszcze inne kwiaty, ale nie pamietam nazw.

Drzwi wejściowe w momencie kupna.

Drzwi do stajni w momencie kupna, teraz to pomieszczenie służy nam jako narzędziownia na razie.
A teraz to mój bajkowy  świetlisty domek.
Zarosniety dom z przodu- w momencie kupna. Zauroczyły mnie wtedy odrapane tynki  i ten niemiecki fachwerk. Takie domy bywały w Bretanii i w Yorkshire.

W zeszłym roku rozpoczęłam kopanie gracką i łopatą wzdłuż ścian.
A w tym roku urosły takie piękne zioła, aksamitki....

...jakieś pnączowate, bratki, a kamyczki uwydatniają kolory kwiatów.
Drzwi boczne do budynku gospodarczego i zarośniete podłoże  rok temu.

Umalowałam wszystkie drzwi zęwnętrzne na niebiesko, to taka francuska reminiscencja.
A taka kupa kamieni olbrzymów i śmieci piętrzyła się z boku budynku gospodarczego. W zeszłym roku Mister to uprzątnął koparką. Kamienie zachował, bo są bardzo dekoracyjne.

W tym roku wszystko to wyplewiłam, wykopałam co się da, wygrabiłam kilka taczek ziemi ze śmieciami i zasypałam korą, posadziłam wrzosy.

Wrzosy lubią półcien, tu chyba mają idealnie.
W zeszłym roku jeszcze tak to wyglądało z tej strony, zanim Mister nie pozbył się śmieci i nie wyciął krzewów. Budynku nie było widać spoza chaszczy.

Na wyciętych pniach ustawiłam ozdobne "doniczki".

Budyneczek jest widoczny. Tu było idealnie posiedzieć w czasie upałów. Słonce dopiero pokazuje się ok.17.
Budynek gospodarczy, który stoi naprzeciwko domu był wiekowo zarośnięty zielskiem i dach zasłaniał widok z domu. Juz w tamtym roku Mister rozebrał  ten dach i zrobił niby taras,a w tym roku powstała moja duma beach bar. Zdjęcia poniżej.

Grządeczka przy studni, niedaleko tej wtedy  bujnej trawy i zarośli.
A te śliczne drzwiczki były obok tej zarośniętej budy powyżej. I nawet konopie wyrosły, hehe.

Oprócz grządek dookoła budynku- beach bar widać też naszą Suzankę. A trawę trzeba ścinać co tydzień, tak szybko rośnie.

Kamienie to moja pasja, zbieram je zewsząd i robię granice grządkom. Widziałam to we Francji i tak mi się podobało.

Beach bar to  moje ulubione miejsce na śniadanie i odpoczynek na hamaku.

Uwielbiam te  kanki zakupione na złomowisku, również garnków emaliowanych.

"Beach-barowe" dekoracje.
Moje śniadanie, grzanki francuskie, owoce i widoki na przyszłość z ranną refleksją.
Z prawej strony widzimy kominek na powietrzu. Wspaniale było siedzieć  sierpniowym wieczorem w świetle ognia, ktory grzał  i dodawał otuchy.

Skalniaczek się tworzy.

Zamieszczę jeszcze więcej zdjęć z wnętrz dla porównania, bo nie wiem, kiedy znów coś napiszę i chciałam zamknąć ten temat. Zacznę od drzwi, bo to moja chluba i ambicja. I koniecznie musi być Suzi na wakacjach.
Drzwi do kuchni i pokoju dziennego na dole.

Teraz jeszcze ładniej wygląda w tle, bo Mister wreszcie pomalował hol na żółto i zielono.

Drugie drzwi wejściowe w domu przed skuciem tynków.
Tak to mniej więcej wygląda teraz. I drzwi widać trochę.

Ulubione zajęcie Suzy, gryzienie kawałka drewna.

Suzy czyta ulotkę o Berlinie.

Suzanka zasypia na poduszce z Berlina i mojej torby z zakupami pamiątek.
Pokój gościnny w zeszłym roku w czerwcu, poniżej teraz.

To zdjęcie z listopada też zeszłego roku, ja się tak szybko uwinęłam z pracą wtedy. Teraz lepiej wygląda. Nie mam świeżych zdjęć tego kącika, bo zawsze się czymś zdenerwuję i wyjeżdżam wcześniej, niż zaplanowałam.
Drzwi do gościnnej sypialni na górze.

Zdjecie z zeszłego roku, teraz  lepiej wyglada, ściany są żółte i ten brąz świetnie się komponuje.
Drzwi do naszej sypialni na górze.

Zdjęcie z zeszłego roku, teraz przy umalowanych scianach i schodach drzwi wyglądają po prostu genialnie. Kocham je, te z okienkiem do łazienki.
Tak wyglądała sypialnia w zeszłym roku w sierpniu, później Mister zabrał sie do roboty i kiedy przyjechałam pod koniec września taka sypialnia mi pojawiła mi się przed oczami.

Tu miejsce wypoczynkowe.


W obecnej gościnnej sypialni najpierw był urządzony nasz pokój, tak wyglądał w zeszłym roku, ponizej teraz.

Nasz pokój dzienny połączony z kuchnią rok temu, dokładnie w czerwcu. Potem bliźniacy skuli tynki i resztki betonowej podłogi.
Duży stół na środku pokoju.
Ceglane ściany stanowią duży urok, ale ja wolałabym pomalować conajmniej dwie ściany, albo chociaż wybrane elementy. Na tym tle są nieporozumienia, Mister pozawieszał dużo dekoracji. Sama kuchnia jest jeszcze prowizoryczna, ale lubię w niej gotować i spożywać posiłki.
I to by było na tyle. Mam tam jechać pod koniec września, to zrobię najnowsze fotki i porównam z przeszłością. Nadal mam do pokazania parę drzwi, hol na górze i na dole, łazienkę. I ogród się rozrośnie, bo przywiozę zaszczepki od koleżanek.
I tak zadziałała na mnie literatura. Żyję w świecie fikcji i poezji. Realizm "Menażerii ludzkiej" mnie niezmiernie płoszy. I nie dla mnie  naturalizm, a nawet turpizm, bo nie wychowałam się na Zoli, tylko na wielkiej poezji modernizmu. I to jest mój problem. Nowe życie tak, ale według moich standardów. A to się nie da.