Moja lista blogów

niedziela, 26 lipca 2015

City of Wakefield- West Yorkshire.

Nadmiar wolnego czasu, który zdumiewająco towarzyszy mi od lat, wzbudza moje poczucie winy, sprzyja natomiast rozmyślaniom i refleksjom. I z tego na szczęście udaje mi się utrzymywać jakoś na powierzchni. Odrzucam inconsistency, wypieram z pamięci przykre chwile, a w podarku dostaję powerful motivation. To brzmi.
Najbardziej lubię się uczyć i dlatego jedno z moich pierwszych działań w UK, było zapisanie się do Wakefield College.ESOL i Supporting Teaching&Learning in Schools. Bright career in front of me. 


Wakefield College zachęca do nauki. Usytuowany w centrum miasta.

Jeszcze wcześniej zapisałam się do biblioteki. Tutaj jest tak, że dostajesz kartę i możesz korzystać z bibliotek na terenie całego jakby powiatu- County. Ja w związku ze swoją pracą i miejscem zamieszkania krążę miedzy Wakefield,Castleford, Pontefract i Normanton. I te miasta w ciągu miesiąca udało mi się całkiem dobrze rozpoznać. Nie dowierzam sama, gdy to piszę, bo zawsze byłam kiepska w orientacji, ale teraz mam magiczną zabawkę w postaci location map w telefonie i znajdę każdy punkt w mieście. I tak wypełniam rolę social worker do której przygotowuję się chętnie i z poczuciem misji.Zawsze lubiłam każdą swoją pracę, bo taka już jestem zadaniowa. 


Moje lektury.

Public transport is my favourite one, i też już świetnie się z nim zaznajomiłam, i wiem  już na ogół, z której strony i w jakim kierunku jechać, czasami się mylę i oczekuję autobusu z innej strony:)) Czasami przemierzam tereny na rowerku, przygotowując się do jazdy samochodem. 


Na rowerku w parku najpierw, a później przeniosłam się na ulice.

Kontynuując moje nawiązywanie do piosenek, dzisiaj przytoczę Dusty Springfield- Yesterday when I was young the taste of life was sweet..the thousand dreams I dreamed, the splendid things I planned...
Zadziwiająca nawet dla mnie jest ta moja chęć na nowe sytuacje i wiara, że tyle planów jeszcze się powiedzie. To na pewno wieloletni, liczony w dziesiątki lat wpływ przyjaźni z doskonałymi psychologami i terapeutami.  Też moja radosna osobowość.  Because I always built to last..The friends I made all...are with me and I'm not left alone to end the play and still so many wild pleasures lay in store for me.
Ogromnie dużo rzeczy podoba mi się w Anglii. Zacznijmy od muzeów. Są za darmo i najczęściej zlokalizowane tutaj w pięknych pałacykach art nouveau, z kawiarenkami,sklepikami, a ja bardzo lubię historię, wystawy i kontakt ze sztuką. Zawsze tam spotkam ciekawych ludzi i zamienimy parę zdań. Zaczną tak:excuse me my inquisitiveness but where are you from,bo np. wcześniej słyszeli mój akcent. Anglicy lubią historię jak żywa i stąd wielosensoryczne ekspozycje i dla dzieci interaktywne kąciki. Wszystko można dotknąć i zrobić zdjęcie. Galerie pokazują przede wszystkim lokalne dziedzictwo i zasłużonych, słynnych ludzi z regionu, z których są bardzo dumni. Wszystkie imprezy, festiwale nazywają ich imionami, albo lokalnym rzemiosłem. U nas dopiero teraz tak się to pokazuje,no już od 25 lat, bo za komuny to historia zaczęła się po wojnie.


Historia słynnej ligi Wakefield Rugby. Ekspozycja muzealna.


Pamiątki po Wakefield Trinity.


Muzeum w Pontefract. Historia upraw lukrecji, z którego słynie region.

Często tutaj śnili mi się  moi nieżyjący rodzice i pierwszy mąż. Tak sobie tłumaczyłam,że roztaczają nade mną opiekę. Na targach starych płyt myślałam o Piotrku, moim pierwszym mężu, bo widziałam tyle wspomnień w okładkach płyt z lat 70.czy wcześniejszych. Takie marzenie tamtych lat, mieć płytę z zachodu. Przy tym zespół na żywo śpiewający evergreeny, rozmiękczał zupełnie. I wtedy chciałam tam być z Piotrkiem i słuchać Whole lotta love.


Targi płyt.


Piwo z lukrecji też sprzedawano. Tłumy na festiwalu Liquorice w Pontefract.


Inne puby też oblegane przez dużych i małych. Tak wspólnie z Liquorice uczczono w Pontefract 800lecie Magna Carta.

Moja ta niby emigracja mija wakacyjnie.Nie zmęczyłam się jeszcze pracą, bo tak się składa, że z pracy, czy w Polsce, czy tutaj robię przyjemność i z niej korzystam wielorako. Nie zrozumcie tego tylko wieloznacznie. Już nie ze mną te numery Bruner.


Jakby w pracy.

Byłam w Anglii tyle razy w ostatnich 10 latach, ale właściwie zawsze na parę dni, dwa razy na dwa tygodnie, ale to było prawie 20 lat temu!!! I kolejna rzecz, która tu staje się normą to wszechobecność naszych rodaków. Nie mówi się o tym w Polsce tak szczerze. Ta łatwość życia tutaj, urządzenia się,przystosowania, dostępność wszystkiego, rozwijania swoich karier to straszny policzek dla naszego kraju. Ja się wcale nie dziwię decyzji naszych krajan. Sama też przyjechałam min. w celach zarobkowych i poznawczych.Każdy mnie pyta, jak długo w UK, a ja, że miesiąc. Wtedy zachwyty nad moim językiem jakby tylko u nich można się uczyć języka. I co mnie przywiodło do Wakefield? Muszę zmienić odpowiedź na coś bardziej wyrafinowanego, już mam pomysł, a nie, że do znajomych czy, że angielskiego uczyłam się w szkole w Polsce. Każdy lubi mieć kontakt z kimś niepospolitym. A ja uwielbiam narracje czyli tworzyć bajki. Romancing lub making up stories. Całe pokolenie lat 80. z niektórych miast, np. z mojego post-hutniczego wyjechało do Anglii i tutaj żyją sobie bardzo wygodnie. Mam stale kontakty na fb z moimi byłymi uczniami, szczególnie z rodzeństwem Asią i Artkiem, których znam od urodzenia, czy Agatką, moją wzorową uczennicą, Łukasz, prawie rodzina teraz, wszyscy z jednej klasy, i setki innych, o których wiem , że są zadowoleni ze swojego życia w UK.  Ich dzieci mają szczęśliwe dzieciństwo w zadbanych domach z ogródkiem, a oni dobrą stabilną pracę i atrakcyjne wakacje, gdzie sobie zamarzą. Tu, jeśli dobrze pracujesz, możesz liczyć na sukces i odpowiednie zabezpieczenie. I niekoniecznie studia się liczą, oprócz oczywiście zawodów bardzo profesjonalnych. Też moi uczniowie są w najwyższej hierarchii tutaj.


Polskie sklepy w Wakefield. To przy jednej ulicy. Jest ich znacznie więcej.


Na festiwalu w Pontefract. W tym też wyspecjalizowaliśmy się.


I kolejka do polskiego barbecue.

Wszyscy starsi Anglicy w kontakcie ze mną przypominają sobie chwalebne karty naszej historii. A ja na to,że to my teraz budujemy waszą potęgę pracując ciężko i uczciwie. Wszyscy się z tym grzecznie zgadzają i dodają, że niech Cameron się cieszy z pracy Polaków i ich aktywności. W kościele natomiast podczas pogawędek po mszy rozmawia się o tolerancji Polski w czasach dawniejszych i wiedzą, że katolicyzm był patriotyczną obroną przeciwko zaborcom. Może też przygotowują się do dyskusji jak ja i chcą mi zrobić przyjemność?
Taka ich radość, że ja niby katoliczka w anglikańskim kościele. Dzisiaj rozmawiałam telefonicznie z moją znajomą ze Scunthorpe- Marion Howe, znamy się prawie 20 lat. Kiedyś pracowałyśmy w Stowarzyszeniu Miast Partnerskich i organizowałyśmy wymiany rodzinne. Jeszcze przed Unią. Umawiałyśmy się na spotkanie. Powinnam tu mieszkać od tamtych czasów, ale życie potoczyło się inaczej. I nadal  jednak towarzyszy mi żal, że Kim nie chciał tu mieszkać.  


W kościele All Saints po mszy na kawie.


Sandal Castle, w niedzielę był tu koncert Brass Bandu.


Jeszcze po kościele.
Taki przystojniaczek , tenor Andrew Woodmansey śpiewał w Wakefield Cathedral, min. Schumanna, Handela i Gershwina.

Wróćmy jeszcze do Dusty Springfield:
The game of love I played with arrogance and pride....(dont regret it) Tak bardziej instynktownie podchodziłam do tych spraw.
The time has come for me to pay NOT for yesterday when I was young but for the last 10 years.
Ale, i tu przygrywka, wcześniej wypity shaken not stirred i zatańczymy z Frankiem Sinatrą:
I love you baby, and its quite all right
I need you baby, you warm a lonely night
I love you baby. Trust in me when I say.
Oh pretty baby, now that I found you. Stay.
Ja naprawdę bardzo lubię tych Brytyjczyków, za ich historię, za Henryka VIII, który ośmielił się zerwać z Rzymem i rozpoczął angielską potęgę, którą utrwaliła jego mądra córka Elżbieta, za otwartość, różnorodność przede wszystkim i za to, że ten kraj jest tak sprawnie zarządzany. Francja przy nich  to post-socjalistyczne ubóstwo:))
Dzisiaj pojechałam do Bradford i Batley, a tam połowa mieszkańców to Azjaci. Muszę się nauczyć robić zdjęcia z ukrycia, niektórzy wyglądają bardzo egzotycznie i warto ich utrwalić.
Lubię też swój zawód. Wrócę do was za niedługo ze świeżą wiedzą, prezentami i vibrant enthusiasm.I miss you already.

I na koniec moje ulubione zajęcie- -przeglądanie się w lustrach i szybach wystawowych.
Am I loosing ny look?


No,  looking great!
I tak trzymać.

środa, 1 lipca 2015

Manchester, England England

Cały czas sama sobą jestem zadziwiona i nie wierzę, że tu jestem. To jakby znaleźć na nowo jakieś mocno ukryte i zakurzone plany, jakby z reklamy ` muzeum niezrealizowanych marzeń`.  Nie powiem z pewnością, że odwiedzenie Manchesteru było moim marzeniem, ale bardziej taka kalka z dzieciństwa mi się przypomina, kiedy totalizator sportowy czytał: Manchester United i Manchester City. Takie to odległe. 



Lotnisko w Manchesterze

 Od ponad 20 lat jeżdżę do UK w miarę regularnie i Londyn znam lepiej niż Warszawę, bo byłam tam przewodnikiem na wycieczkach, ale okoliczności mojego obecnego przyjazdu są zupełnie inne i mam irresisitible feeling to write about it.

 Ale najpierw trochę poezji z Hair, Claude`a Bukowskiego zamienimy żartobliwie na moją nieskromną osobę. Bo wiara czyni cuda!



 Manchester, England, England across the Atlantic Sea
And I`m a genius, genius. I believe in God and I believe that God believes in Alicia
That`s me, that`s me Alicia Nowak Wilson
 Find that it`s groovy to hide in a movie / tak sie czuję, szczególnie in job agencies applying for a job/
Pretend I`m  Fellini and Antonioni
 and also my countryman Roman Polanski
All rolled into one, one Alicia Klus Wilson
Now that I`ve dropped out why is life dreary dreary
Answer me weary query Timothy Leary dearie
Oh, Manchester, England, England.

Z lotniska w Manchesterze przejechałam pociągiem do Leeds



- tutaj Ziemia obiecana się kłania i zagubiony przemysł włókienniczy, a następnie do Wakefield ze słynną, dominującą swoimi wieżami, katedrą w centrum miasta oraz kultowym rugby klubem. 


Katedra


Przemysł górniczy, wykończony przez Margaret Thatcher, tez wszechobecny w dawnych nazwach pubów np.

i książkach wyeksponowanych w local library.



 Wszyscy w Polsce wiedza, że do UK wyjechało ponad milion naszych rodaków, politycy się do tego nie przyznają, bo to całkowita porażka naszego kraju. Polacy tutaj przywieźli znaczącą część swojego życia i świetnie się czują, mając pewność swojego dobrego zabezpieczenia i opieki nowego państwa. Spożywczych sklepów polskich jest więcej niż angielskich odpowiedników i wszystkie na głównych ulicach, właściwie WSZĘDZIE. Polacy pracują wszędzie, w biurach np. agencjach pracy, bankach szkołach - w każdej szkole jest od 20 do 40 dzieci w służbach pielegn. - opiekuńczych, hotelach, sklepach, są kierowcami i powszechnie on industrial site. Ten osławiony zmywak to totalna bzdura. Zrobiło się państwo w państwie, ze świetną organizacją, gazetami, portalami internetowymi, kościołami, dzielnicami.


Zdjęcie ulicy gdzie mieszkam.

Ja też pierwsze, co zrobiłam, to poprosiłam o nr ubezpieczeniowy w Leeds, żeby stać się upoważnionym do pracy czy ewentualnej innej pomocy. Zaczęłam się wtapiać w angielski krajobraz.
Moje wtapianie się w krajobraz to zapisanie się w lokalnej bibliotece, lokalnym clubie Liberal - dobra nazwa, oraz w dwóch kościołach, katolickim i anglikańskim. Bóg się na mnie nie obrazi, bo udowodnię to za chwile w słowach innej piosenki:). Tam po mszy idzie się do social club przy kościele i spożywa się różne drinki, i nie jest to kawa czy herbata.


W klubie Liberal

Poszłam do imponującego wakefield muzeum im barbary hepworth,




największego muzeum sztuki nowoczesnej po londynie i wpisałam się do księgi przyjaciół. Muzea edukacyjne są za darmo ale każdy datek od przyjaciół mile widziany.

W ciągu dwóch tygodni dostałam pracę w swoim zawodzie pedagogiczno - psychologiczno- językowym.



Składałam podania już w Polsce. W poniedziałek zaczynam. Żeby to moje brytyjskie małżeństwo usankcjonować jakimś ważniejszym dokumentem, które może przyda się w przyszłości, muszę tu trochę pobyć.
A teraz znowu trochę uroczego angielskiego z mała trawestacją;

 And here`s to you Mrs Wilson,  jesus love you more than you will know
God bless you please Mrs Wilson, heaven holds a place for those who pray
We like to know a little bit about you for our files
we like to help you learn to help yourself
look around you, all you see are sympathetic lies
stroll around the grounds until you feel at home
 Sitting on a sofa on a Sunday afternoon
Going to the candidate debate
 Laugh about it, shout about it
when you `ve got to choose/ jakie aktualne, haha/
Every way you look at it you loose
Where have you gone Mr Donald Tusk
A nation turns it`s only eyes to you
what`s that you say Mrs Wilson
Donald Tusk has long left and gone away
But here`s to you Mrs Wilson, Jesus love you more than you will know.



Ponieważ z edycją na blogu zeszło mi dłużej i tylko dzięki smurfowi udało mi się pomimo error certificate umieścić ten post, to postanowiłam pokazać też sobotnie święto NATIONAL ARMED FORCES CELEBRATION AND SERVICE 2015. Uwielbiam te angielskie pomp and pageantry a orkiestra dęta jak w piosence haliny kunickiej. 


Pochód ulicami miasta z orkiestrą dętą, ichniejszymi Strzelcami i skautami.


Ta dama w kapeluszu wydawała komendy. Ten szczupły bardzo elegancki w mundurze to Lord Yorkshire.

Po oficjalnej imprezie, takiej wzruszajacej dzieki wystepujacym dzieciom - jak u nas, byl czas na deser i napoje. Nie mówiono o atakach w tunezji. Socjalizowalam się z kombatantami różnych wojen np o falklandy. To tacy mniej więcej w moim wieku! Piękny sen nocy letniej, angielskie ciasteczka, Yorkshire tea, jakby siostry bronte, dickens i galsworthy razem wzięci. Albo dla odmiany virginia woolf, iris murdoch i graham greene. Takie angielskie typy. I love it. A ja jedyny obcokrajowiec w patriotycznym towarzystwie. Wszyscy tacy mili, nie reserved.
A Kim nie chcial mieszkac w anglii. Desolee.


Przy okazji fish'n'chips przypomina mi sie nasza wymiana ze scunthorpe i nasze jedzenie ryb w Cleethorpes. Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi.


To by było na tyle. Sorry za interpunkcje ale pisanie na komórce to wyczyn.

niedziela, 31 maja 2015

Co za tydzień!

Ostatnio guciamal pisała o Nulla dies sine linea i zgadzałam się z nią w całości, bo natura horret vacuum. Ja z kolei czytałam Schopenhauera, który radzi prowadzić dziennik. To sposób, aby zastanowić się nad każdym przebytym dniem-co się robiło, jakie przychodziły myśli. Ważne w pisaniu dziennika jest wybrać i utrwalić jakiś szczegół- bodaj jeden, bo inaczej dzień upłynie bez zaczepienia. Chodzi o tworzenie  "zaczepów czasu", aby dzień nie prześlizgiwał się po powierzchni bez śladu.
 I tak chciałam opowiedzieć o moim  minionym aktywnym  tygodniu. W niedzielę  przyjechałam  do mojego  lokalu wyborczego za 5 dziewiąta wieczorem. Wracałam z Opola, Zdzieszowic i Bytomia. Uczestniczyłam w pięknym spotkaniu rodzinnym z okazji  jubileuszowych urodzin cioci Zosi- najmłodszej siostry mojego ojca, które odbyło się w Bytomiu, a potem odwiedzaliśmy rodzeństwo cioteczne mieszkające w niedalekiej odległości.
Ciocia z szampanem, obok kuzyn Zygmunt ze swoją rodziną.

Jola z Żagania wznosi toast, obok mąż Alek.
Rodzeństwo mojego ojca, a było ich wszystkich sześcioro, pozostali  już nie żyją, we wczesnych latach 50-tych wyjechało z kieleckiego na tzw. ziemie odzyskane. Ciocia Andzia do Żagania, wujek Józek i ciocia Marysia do Wrocławia, ciocia Jasia do Namysłowa, a Zosia do Zabrza / Heidenberg/ najpierw, potem została w Bytomiu. Tam pobrali się z partnerami z różnych odległości, z dawnej polskiej Ukrainy, spod Warszawy i też z kieleckiego.
Nestorka rodu z najbliższą rodziną i dwiema szalonymi tancerkami- siostrzenicą i bratanicą.
 Mój ojciec został w okolicy ojcowizny, w Sandomierzu, bo najpierw był w wojsku, a potem zaraz poznał moją mamę w Sandomierzu, a ona chciała być koło swoich rodziców. Moje rodzeństwo cioteczno-stryjeczne również weszło w związki małżeńskie z partnerami pochodzącymi z różnych odległych miejsc i backgroundów.
 To stanowi obecnie absolutnie wspaniałą mieszankę towarzyską. Spotkania z nimi są wyjątkowym doświadczeniem i zapadają głęboko w pamięć.
Fancy party w Opolu 6  lat temu. Takie małe zdjęcia, bo to z "naszej klasy" jeszcze. To była impreza!

  Bo tak wszyscy spotykamy się co 2-3 lata z okazji okrągłych urodzin, ślubów dzieci czy pogrzebów niestety. Jeden z naszych kuzynów to właściciel współczesnych latyfundiów, Zygmunt studiował w US i w innych krajach. Jego urok jest powalający, a chociaż nasze pokrewieństwo jest odleglejsze, to nasze stosunki są bardzo bliskie.
Kuzyn Zygmunt z żoną Anią, a kawa na pierwszym planie:) Pamietam jak mój ojciec juz 15 lat temu mówił, ze u Zygmunta lepiej niż u dziedzica Włostowa  przed wojną i tak bardzo się wzruszał szczęśliwy  tym faktem.
 To zasługa naszych wszystkich rodziców, którzy obok bliskości z rodzonym rodzeństwem, też często i chętnie spotykali się ze swoją cioteczną rodziną. Mam pewność, że ta rodzina jest i będzie zawsze dla mnie ogromnym wsparciem.

Orszulka ze swoją bratową z Niemiec, w głębi ciocia tańczy z synem Krzysiem. Piszę Orszulka, bo tak się na nią mówi w rodzinie.
To nie do wiary  jaka przyjaźń i sympatia nas łączy, jakie pasjonujące dyskusje prowadzimy i jak szalejemy na parkiecie, albo biesiadujemy przy stole.
Grażynka z Opola szaleje z Zygmuntem.

Dorotka- wnuczka jubilatki ze swoja przyszłą bratową Angelą.

Suchy Bór i Zdzieszowice ze mną. Się działo.
 A jedna kuzynka ma ogromną firmę kateringową i imprezy u niej to każde jak weselisko. Może też zaprosić na jacht i dalej hajda sterniku na Mazury do Dominiki, albo gdzieś jutro popłyniemy daleko....Kuzyn za płotem swojej posiadłości ma  otwarty basen miejski, wygląda jakby wszystko należało do niego, i żartujemy jakie to Rysiek wygodnie życie sobie stworzył.
Rysiek ze mną, kiedyś podobny do Stana Borysa a teraz do Piotra Szczepanika, bo taką dedykację otrzymał od wodzireja.
  Kryte małe  baseny to jakby norma u moich kuzynów:) Mamy też Niemca w rodzinie- Christofa z Bytomia, Francuzkę- Margueritte z Wrocłwia , oboje za granicą od lat 80. Ja prawie Angielka, chciałoby się:) tylko muszę pomieszkać trochę w UK, żeby dostać prawa po mężu i taki melanż  bardzo ubogaca nasz wzajemne koligacje, koneksje i interakcje!
Wnuczka jubilatki ze swoją rodzinką. Młodszy  Ignaś podobny do synka  mojej koleżanki blogerki Amishy

Suchy Bór i Żagań się bawi!

Nomen omen cztery siostry,  od lewej- rodem z Namysłowa, Żagania, Ostrowca i Bytomia.
 Mamy literata w postaci mojego brata, który z rodziną się wprawdzie nie spotyka, ale przynajmniej pisze książki z regionu naszych rodziców, mamy nawet  ciekawych innowierców, inżynierów po przejściach, siłę fachową z Urzędu Skarbowego, księdza i nauczyciela. I Orszulkę, która została na posiadłości naszych wspólnych dziadków, a tam zdecydowanie imprezy są najlepsze, bo tyle wspomnień, śmiechów, spacerów po wsi zatrzymanej w czasie, a potem chlup do basenu, żeby obmyć nadmiar wrażeń.
I takie smakołyki też pijemy:)))) Prosto z holenderskich coffee shopów.

 I teraz cytat z Kapuścińskiego, do ktorego wróciłam ostatnio. Ja jak guciamal też zawsze zakreślam ciekawe fragmenty z książek.
Wybór otoczenia, środowiska jest ważny, gdyż przecież nie tylko my oddziałujemy na innych- inni także oddziałują na nas, narzucają nam wzorce zachowań i w dużym stopniu decydują o poziomie naszego życia.
W usta wujka Józka z Wrocławia można by włożyć te słowa: Nie zajmuj się głupstwami. Głupstwo, błahość ściąga cię w dół. Nie daj się. Trzymaj się pazurami wierzchołka. Uprawiaj wspinaczkę, uprawiaj  kult góry. Do naszego  Bartka odnosi się to metaforycznie i praktycznie, i też do naszych wszystkich młodych dzieci.
 Tak, ponieważ potrzebna jest wzniosłość, niezgoda na miałkość, na małość, na zniżanie się do banału. Ale osiąga się to nie przez jałowy opór, zwykłe odrzucenie, ale przez zajmowanie się myśli ważnymi, istotnymi problemami, rozważaniami, refleksją nad losami człowieka i świata.
To był weekend wyborczy, my też  nie wchodziliśmy do  toczącej się rzeki pseudo-spraw. Nie obniżalismy treści i pułapu swojego myślenia. Ale brzmi, hehe. Chociaż w sprawie biednych emigrantów z Afryki i Syrii były podzielone zdania i to mnie oburzyło.
80 lat cioci Zosi uczczono znakomicie! Szkoda, że nasi Rodzice nie doczekali takich pięknych  jubileuszy. A ukochana Ciocia Andzia z Żagania odeszła parę miesięcy temu w wieku 83 lat.

Akurat  temat emigrantów też poruszałam  w czasie innego spotkania w tym tygodniu. Do mojego miasta przyjechała comeniusowa wymiana dzieci i nauczycieli z Grecji i Portugalii. Spędziłam z nimi unforgettable time and amazing experience- słowa dzieci stamtąd. W krótkim czasie od razu się zaprzyjaźniliśmy się i poczuliśmy więź  z powodu tych samych zawodów i społecznikostwa, które jest bardzo charakterystyczne dla nauczycieli starszego pokolenia. A sprzyjało też temu spożywanie ouzo i porto, oraz wspólne śpiewy i tańce.
Song contest już w autobusie. Urocze Portugalki.
Do Portugalii mam szczególny stosunek z powodu erazmusowego studiowania  córki Dominiki w Universitade de Algarve, a Grecję też odwiedzałam kilka razy, a kto by nie znał Grecji?! Mój śp.ex- mąż mieszkał tam prawie rok, byłam na weselu grecko-polskim i w ogóle... Przygotowałam sobie słownik portugalsko- grecki z rozmówek  i dostawałam brawa za wszystkie próby mówienia, a szczególnie za desculpe per condiciones meteleorgicos- padało cały czas i było bardzo zimno, brrrr. Dla nich gorzej niż w zimie. Dziewczynki greckie - Irene, Maria, Adriana wzięłam najpierw za Portugalki
Irene rozmawia przez telefon. Powiedzialam do niej Irene Papas, a nauczycielka do mnie wow! Wiele jeszcze innych rzeczy przypomniałam sobie o Grecji w związku z Eleni, Persami, Maria Callas itd itp
 i uczyły mnie wymowy- chamo me Alicia, come estas, muito prazer, a sua saude, delicioso itd, one też się uczą w szkole portugalskiego i się nie zorientowałam na poczatku,że to Greczynki:)
I rozpoznalibyscie, ktorzy Grecy, a którzy Portugalczycy? Dwie panie z lewej  i wyżej Portugalki- Augusta,Fernanda, Filomena,Christine i Fleribelle, na górze Greczynki-  Silvana, Marija,Lemonia,i oczywiscie Eleni - z długimi czarnymi włosami- piękna kobieta, w srodku Polki oprócz tej w szaliczku- Portugalka.
Abrigado i efaristo mówilismy sobie bez przerwy.
A to śliczniutki Portugalczyk w koszulce z polskiego EuroCup z koleżankami.
 Dzieci znad M.Śródziemnego mają podobną urodę, bo dorośli już inaczej wyglądają.
Greczynka Silvana. Ale jej było zimno cały czas. Na obiedzie w Swiętokrzyskim Dworze w Nowej Słupi. Ouzo w małych kieliszkach widzicie?
. Ciao, adio na pożegnanie już było takie międzynarodowe. Kocham takie spotkania, z ludźmi podobnych środowisk poprzez wspólne doświadczenia nawiązuje się automatyczny kontakt. Rozmowy z  ludźmi przenikliwymi,  o gruntownej wiedzy, znającymi  historię, zależności społeczne są nadzwyczajne, bo w przeciwnym razie mijamy się jak zupełnie obcy, chociaż będziemy rozmawiać, to i tak się nie poczujemy. Nie zbliżymy się swoją kulturą, czymś nieuchwytnym i nieokreślonym, ale łączącym nas. Wizja świata wielokulturowego stawia wysokie poprzeczki. Ludzie sobie z tym nie radzą. Ja sama to u siebie obserwowałam w kontakcie z tymi, powiem niegrzecznie, ograniczonymi dla mnie niektórymi obcokrajowcami. Z nauczycielami entuzjastami na wymianach zawsze czułam się rewelacyjnie, sama kiedyś organizowałam wyjazdy do Anglii, jeszcze przed Unią. Wtedy to była logistyka!
A kontynuując tydzień  przygotowywałam się do angielskiego wyjazdu, odpowiadałam na oferty pracy  "ilesz,  ilesz"/ pamiętacie ten węgierski zespół?/ , rozmawiałam z ginekologiem po angielsku. Bardzo go  zadziwiło moje nazwisko:))) Imprezowałam z koleżankami. I nawet coś pracowałam w firmie Lancer o 8 rano, fajna nazwa nie? Mnie się bardzo podoba! Dawno nie miałam tyle w sobie entuzjazmu.
 Żeby było trochę więcej niż mało, ale trochę mniej niż dużo./pieniędzy/
C u in UK.