Moja lista blogów

niedziela, 11 czerwca 2017

Komu łatwiej uczyć się języków obcych?

Wyobrażacie sobie sytuację, gdy nie macie  dostępu do autentycznych materiałów językowych, czyli w praktyce brak internetu? Jeszcze ok. 25 lat temu uczyliśmy się języka tylko na podstawie podręcznika, dosyć schematycznego, ale z dobrą gramatyką i ewentualnie na piosenkach. Gazety, czy książki  przemycane zza granicy latami służyły jako materiały metodyczne. Mam do tej pory francuski książki przywiezione z Algierii w 1978r.
Kończy się kolejny rok szkolny, 35 lat  szkolnej pracy za mną, albo dłużej, bo już na pierwszym roku   dorabiałam sobie ucząc języka angielskiego. Nie pamiętam, jak zdobyłam pierwszych klientów, studiowałam  przecież wtedy polonistykę, but I recollect my students very well- ale ich sobie dobrze przypominam. To był Rzeszów i wszyscy moi uczniowie mieli rodziny w USA.  Zawsze częstowali mnie smakołykami amerykańskimi, malutkie paróweczki w konserwie to był absolutny hit dla mnie, albo bułeczki obłożone szynką konserwową. Chyba w studium językowym się ogłosiłam, bo mnie lektorka chwaliła od początku, nawet zwolniła z zajęć. Chodziłam potem na francuski i też bardzo się starałam, podobnie na rosyjskim i łacinie. Nie dostałam się wtedy na filologię angielską , chociaż egzamin  był zdany przyzwoicie. Dostać się na anglistykę w latach 70. to było mistrzostwo świata.  UMCS zaproponował polonistykę w swojej rzeszowskiej filii, pojechałam, zobaczyłam, ale to była WSP, veni, vidi, vici w rezultacie. Zwiedziłam pół świata dzięki studiowaniu w małej społeczności, łatwiej się było załapać na tzw. promesy dolarowe.
A studia z zakresu języka angielskiego kontynuowałam  już w demokracji. Nawet regularnie w UK.
Pod hasłem Polak potrafi. Polish Barbecue.

Mało Anglików zaczyna pracę o 6 rano, a ja już na stacji.

Ale ad rem. Komu łatwiej się uczyć języków obcych? Moich uczniów mogę liczyć już w tysiące. W szkole językowej mieliśmy dużo perełek, obecnie gdzieś w świecie na eksponowanych stanowiskach. Też wśród ostrowieckich nauczycieli. Big hug to you all.Oni charakteryzowali się wyjątkowym talentem językowym. Pamiętam jak John Robinson, nasz pierwszy nauczyciel ze Scunthorpe,
Mam szczególny stosunek do Scunthorpe. Anglicy się smieją. Co ty widzisz w tym hutniczym  brzydkim mieście? Oni pierwsi zapoznali mnie z UK w 1994r.
nazywał ich junky, czyli tacy na haju, ale pozytywnie, bo junk/y/ ma raczej negatywne konotacje.
Ludzie, którzy zadają pytania, są dociekliwi,  tacy ciekawscy badacze -curious, inquisitive, searching- uczą się łatwiej. Oni studiują język totalnie i zapamiętują całe struktury. Lubią powtarzać i bawią się swoją wiedzą. Zapisują każde nowe słówko w kolokacjach, układają zdania i używają je w wypowiedziach. Ciężko pracują.
 Ludzie ciekawi świata, towarzyscy, życzliwi, otwarci dla inności  uczą się łatwiej. Na każdym etapie, nawet po paru lekcjach można zastosować język w konwersacji. Uczyłam się języka niemieckiego w 7i 8 klasie. Pojechaliśmy na wycieczkę do Warszawy i na tarasie Pałacu Kultury usłyszałam "szprechanie". Od razu chciałam się sprawdzić. Spytałam pewnie, wie heist du, wo wohnst du, wie alt bist du i na pewno powiedziałam sehr schon na widok z tarasu. Zufrieden, zadowolona? Ja byłam z siebie  bardzo zadowolona.
Na rosyjskim dawali nam jakieś adresy z ZSRR i korespondowałam z "padrugami" latami. Z Tuły Natasza, a z Oranienburskiej obłastii- Raja. Pamiętam jak się cieszyłam, kiedy dostałam w 5 klasie pierwszy list. Paczkami się nawet wymienialiśmy.  Mój brat chodził do szkoły imieniem partyzanta radzieckiego. Jako wzorowy uczeń był w grupie dzieci, które pojechały na Ural, bo stamtąd  pochodził ten partyzant. Był też w Moskwie, a potem na granicy Europa-Ural pozował do zdjęcia z karabinem. Co to była za wyprawa! Jeśli ktoś mówi, że za komuny uczono nas rosyjskiego, a nikt nic nie umie, to nieprawda, bo mieliśmy  doskonałych nauczycieli wtedy i kto się chciał nauczyć, okazywał ciekawość, pomijając politykę, to się nauczył i to świetnie. To była nauka wielozmysłowa. Uczyliśmy się piosenek, scenek nu pagadi i literatury pięknej. Przyznam, że zmuszano nas do udziału w olimpiadzie rosyjskiego. Ale przynajmniej człowiek się czegoś nauczył w takich okolicznościach. Do tej pory mogę cytować Puszkina, Lermontowa,  Okudżawy czy Wysockiego to obowiązkowo.
Teraz też dzięki dostępowi do internetu uczymy wielozmysłowo. ŚP Ela Sołtysowa mówiła mi, że jestem mistrzynią wielozmysłowego uczenia. Nasze lekcje też zawierały posiłki, słuchanie piosenek, przypominanie literatury i podróżnicze wspominki.
A teraz mamy total immerse, czyli totalne zanurzenie w języku dzięki współczesnej technologii.
Czyli podobna cecha charakteru, która ułatwia uczenie- chęć poznania innego narodu, jak jedzą, kiedy, co? Co lubią, jakie sporty, muzykę, film, jakie mają poglądy itd. Niekoniecznie to muszą być Anglicy, mam na myśli wszystkich obcokrajowców, z którymi możemy zagadać.  Zawsze wiesz o co zapytać, ale sama też masz swoje pasje i dzielisz tym z ludźmi. Jeśli sama  nie wiesz, co powiedzieć, niczym się nie interesujesz, to czym będziesz rozmawiać? Ludzie pozytywnie nastawieni, weseli, którzy zawsze mają coś do powiedzenia w rozmaitych sytuacjach, zachwycą się pogodą, posiłkiem, dziećmi, zabytkiem, organizacją spotkania, uczą się łatwiej.
Music live on Thursday. Trzeba się zabawić.

Ale pracować też trzeba.

 Nie ma co ukrywać, nauka języka obcego to ciężka praca  trzeba mu poświęcić parę lat życia. Nie ma co liczyć na cudowne metody, ogłaszane gdzieś tam. Ludzie zorganizowani, planujący, perfect organisers uczą się łatwiej. Poświęcają wyznaczony czas na regularną naukę, notują, odrabiają prace domowe, tłumaczą sobie w obie strony, uczą się na pamięć, zadają pytania, korzystają z każdej okazji, żeby mówić w danym języku. Zaczepią kogoś w kurorcie, zagadają w sklepie, gdy usłyszą obcy język. Takie oczywiste, skąd jesteś i czy podoba ci się w Polsce? Bądź ciekawski.
Na imprezie lokalnego council. Zawsze chodziłam i też do kościoła.

Z Wietnamczykami, z którymi dzieliłam mieszkanie.

Dobry nauczycięl też ułatwia uczenie, teraz mamy wybór. Nauczyciel powinien być motywujący, sympatyczny, umiejący dobrze tłumaczyć, zaangażowany, przygotowany do lekcji.
Te rozważania komu łatwiej uczyć się języków dotyczą dorosłych uczniów bardziej, bo szkolna młodzież inaczej się uczy. I głównie na  podstawowym etapie nauki.  Bo, gdy osiągniemy pierwszy stopień, to kolejnym nie pomoże otwarta osobowość i ciekawość świata, zostaje tylko CIĘŻKA PRACA. Powtarzanie, ćwiczenia, wkuwanie. Drilling.
A czytelnicy jakie mają doświadczenia i opinie na ten temat?


niedziela, 4 czerwca 2017

Co się dzieje?

 Z okazji rocznicy naszych pierwszych wolnych wyborów trochę refleksji na temat demokracji.
Demokracja amerykańska zbudowana jest na rzezi Indian i krwawicy afrykańskich niewolników. Demokracja brytyjska i francuska na kolonialnym wykorzystywaniu szerokiego świata. Gdzie Nowa Kaledonia, Gwadelupa, West Indies , a gdzie Europa?
Metysi- nowa rasa Ameryki Łacińskiej powstała po wymordowaniu Indian i innych miejscowych plemion, dokonanym przez Hiszpanów i Portugalczyków.
Czy więc dobro może być zbudowane tylko na tym, co złe? Pytał kiedyś Kapuściński. Dalej pisał już dobrze ponad 10 lat temu, że w Trzecim Świecie rośnie świadomość niesprawiedliwości, nierówności i krzywdy. Ale ta świadomość nie przekłada się na działania, ale na zorganizowaną, ukierunkowaną nienawiść, bezwzględność po uwolnieniu dyktatorskiego reżimu. Wtedy myślał  o Iraku, potem przyszła uwolniona od reżimu Libia, po niej  Syria, która  też chciała się uwolnić, i zaczęły się wszystkie nieszczęścia  związane z islamskimi terrorystami. A w tym rejonie skupienie mnogości konfliktów.
Zawsze  w UK czy Francji nieprawdopodobnie fascynowałam się  wielokulturowością, która tam w najwyższym stopniu była  widoczna. Zakładałam okulary w metrze i z nieopisaną przyjemnością obserwowałam tych ludzi. Cały świat się przeglądał. Ale ta jedność w różnorodności niestety się kończy. Nie mogę uwierzyć w ataki w UK przeprowadzone w przedziale dwóch tygodni.
  Byłam przekonana, że Anglia stworzyła wyjątkowe planetarne społeczeństwo. Nawet znowu myślałam, żeby tam pojechać i popracować trochę.

Okazuje się, że nie ma jedności w różnorodności, bo sama natura nas podzieliła, dając nam różne języki, różny kolor skóry i różne wizje Boga Stąd utworzenie jednej rodziny ludzkiej, jednej wspólnoty, jest mrzonką, bo to cel sprzeczny z naturą. A nawet jeśli gdzieś powstanie jedna wspólnota, będzie ona krucha i tymczasowa.
Takie plakaty są na stacjach autobusowych w UK. Walczą z nienawiścią rasową.

Kaplica dla wolnomyślicieli, czyli z przeznaczeniem dla wszystkich. Można wynająć i spotykać się.
Anglicy są wyjątkowi  dla swojej kolorowej ludności. Oni traktują ich jak swoich,  Pakistańczycy i Hindusi robią kariery lepsze niż nie jeden biały Brytyjczyk.   Przecież merem Londynu jest Sadiq Khan, muzułmanin o pakistańskich korzeniach.
Tak mi szkoda, co się dzieje teraz na świecie. Przywilej podróżowania nie jest już dzisiaj tak przyjemny, jak dawniej.  Ale to wszystko tzw.Bliski Wschód rozpoczął, niegdyś piękny Lewant, zawsze niestabilny i obfitujący w konflikty. Śródziemnomorska uroda, taka przecież doskonała i nieskończenie piękna, staje się oznaką niebezpieczeństwa. Bo Allah akbar.
A tak mnie bawiło Salam Alejkum w Bradford czy Batley, gdy mówili mi na przystankach.
Co więcej życie toczy się dalej. Anglicy muszą odprawić swój weekendowy rytuał...
.... czyli iść do restauracji, zjeść smaczny posiłek i wypić dobre wino...

...a plebs upija się na umór w barach. A terroryści ostatnio zakłócili im enjoying the evening.
Dlaczego ten Islam tak się zradykalizował? Skąd ta pogarda, zaciekłość, okrucieństwo? Ta cała globalizacja okazała się anarchizacją i destabilizacją. I świat stał się coraz mniej przewidywalny. Szczególnie jak rządzi Donald Trump, wcześniej zaczął Bush Junior. A przecież każdy chce normalnie żyć. Na zachodzie zawsze irytował mnie ten ich nadmiar wszystkiego. Ta ich hiper- konsumpcja, konsumeryzm właściwie. Bo po co mieć 30 sosów,  50 soków, po 100 kaw i herbat do wyboru?! Nie wspominając innych paradoksów luksusu.Pozbawienie człowieka wszelkich granic, jest nie do wytrzymania
Gdy pomyślę o Syrii i obrazach z Aleppo, to trudno bez wyrzutów sumienia zająć się relaksem. Natomiast dla wielu ludzi ofiary już nie budzą współczucia. Z kolei biedni uchodźcy stają się utożsamiani z terrorystami. Tylko dlatego, ze mają oliwkową cerę.
 Oni giną, toną, umierają, barbarzyństwo się rozszerza, a u nas się żyje , chociaż populizm nas zalewa. Ale co zwykły człowiek może zdziałać? Brać w wyborach to na pewno.
W ciągu tych dwóch miesięcy, gdy się nie odzywałam, tyle spraw rodzinnych się zadziało. Oprócz trudnych refleksji o  życiu, trzeba było normalnie egzystować jakoś, planować, działać, pracować. Były święta wielkanocne, chrzciny Matyldzi,

Z córkami i kuzynką Malgosią.
 moje kolejne urodziny, parę lukratywnych kontraktów w szkole, dobra praca dla Dominiki się pojawiła na horyzoncie. W związku z tym kilka wyjazdów do Zagnańska
Zagnańsk, Swietokrzyska Polana. Park Miniatur.
i moich do Olsztyna. Tu w Kortowie nad jeziorem.
 Ukoronowaniem była sprzedaż Gajówki,  moja mała   przeprowadzka  do rodzinnego miasta, to wiadomo, a  Lokatora do Golden Pond wg niego, a według mnie  do Cape Fear. Takie nasze różne widzenie świata nie jest zaskoczeniem,we are so different.
Magda za chwilę wprowadzi się do swojego domu, ja wrócę na Słonko i pewnie kochający Rodzice otoczą mnie  spirytualną opieką. Francuskie dekoracje ozdobią moje stare kąty.
A przed nami wakacje.  Zajęcia kończymy w połowie czerwca. I co się będzie jeszcze działo?
Wczoraj o mało co nie umarłam. Dosłownie. To się dopiero działo. Przeżyłam silny wstrząs anafilaktyczny po zażyciu antybiotyku amoksiclav. To był prawdziwy amok. Trwało wszystko ok.pół godziny. Pogotowie szybko przyjechało i mnie uratowało. Opuchnięte tkanki gardła o mało co nie zamknęły mi krtani. Przeraziłam się nie na żarty. Śmiertelny lęk. W ten sposób dowiedziałam się, ze jestem uczulona na penicylopochodne antybiotyki.
Już drugi raz w ciągu dwóch miesięcy byłam zagrożona nagłym zejściem. 30 marca przewód hamulcowy mi  się zerwał podczas jazdy. Jakaś przestroga?
Na szczęście mam już swoją nieśmiertelność w postaci tych ślicznotek.

czwartek, 23 marca 2017

Co się stało z moją klasą?

  Z dedykacją dla Agnieszki, która zainspirowała mnie do napisania tego postu.
Będąc młodą / nie lekarką/ nauczycielką, wypełniałam rolę wychowawczyni w pewnej fajnej klasie. To akurat była moja jedyna klasa, którą prowadziłam przez 4 lata i bardzo się z nimi zżyłam. Potem jeszcze krótko pracowałam w państwowej szkole i nie miałam wychowawstwa dłużej niż dwa lata. Uczyłam  już wtedy  angielskiego i to był zupełnie inny kontakt niż na języku polskim i kółkach teatralnych.
Jacek Kaczmarski, którego 60-tą rocznicę urodzin obchodzimy w tych dniach, gdy pisał swoją słynną piosenką,  miał dwadzieścia kilka lat, a tyle w niej goryczy. Odniosę się najpierw do mojej  rzeczywistej klasy.
 Co się stało z naszą klasą
Pyta Adam w Tel-Avivie,
Ciężko sprostać takim czasom,
Ciężko w ogóle żyć uczciwie -
Co się stało z naszą klasą?
Wojtek w Szwecji, w porno klubie
Pisze - dobrze mi tu płacą
Za to, co i tak wszak lubi
ę./ Marta z mojej klasy wyjechała do Danii na początku lat 80., lub wcześniej, uczyła się z nami tylko rok, bardzo ładna była. Mieszkała w moim bloku, to sąsiedzi gadali. Jej Mama wcześnie zmarła i nie przyjeżdżała do kraju.

Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie, Bożenka była w Kanadzie, ale wróciła. Miała  doskonałe warunki u siebie w Wadowicach.
Bo tam mają perspektywy,
Staszek w Stanach sobie radzi
,/ piękna Ania, krótko była w naszej klasie, też wyjechała do USA, jej starszy ex- mąż wrócił do Polski niedawno, ona się świetnie podobno urządziła/
Paweł do Paryża przywykł,/ Lidka mieszka w Niemczech od skończenia studiów, po fizjoterapii. Ambitna bardzo.
Gośka z Przemkiem ledwie przędą, nie mieliśmy takich przypadków u nas. Niektóre dziewczyny nie miały   
W maju będzie trzeci bachor,     dzieci i adoptowały w późniejszym wieku. Wcześniej jeździły dużo po świecie i dobrze im się wiodło i wiedzie nadal.
Próżno skarżą się urzędom,
Że też chcieli by na zachód,


Za to Magda jest w Madrycie
I wychodzi za Hiszpana,/
Jola, doskonała germanistka, po studiach wyszła za mąż za starszego Niemca, którego poznała na Targach Poznańskich, tam studiowała, prowadzi  obecnie w Bawarii dużą firmę po śmierci męża, ma syna Jana
Maciek w grudniu stracił życie, dziewczyny mniej zajmowały się polityką
Gdy chodzili po mieszkaniach,
Janusz, ten, co zawiść budził,   Gośka była bardzo zdolna, niestety zmarła  prawie10 lat temu
Że go każda fala niesie,
Jest chirurgiem, leczy ludzi,
Ale brat mu się powiesił,


Marek siedzi za odmowę, nasza klasa była żeńska, to nie wiemy, jak tam chłopaki sobie w wojsku radzili
Bo nie strzelał do Michała,
A ja piszę ich historię
I to już jest klasa cała.
Jeszcze Filip, fizyk w Moskwie -
Dziś nagrody różne zbiera,
Jeździ, kiedy chce do Polski,
Był przyjęty przez premiera.


 Ja jestem z pokolenia  Jacka Kaczmarskiego, ale  nigdy wcześniej nie miałam takich tragicznych rozmyślań w związku ze swoją prawdziwą klasą, chociaż niektórzy " w grobie", ale to tak procentowo los zabiera ludzi i w każdej dekadzie kogoś ubywa z przyczyn chorobowych czy też lekkomyślnego trybu życia. Moja klasa wchodziła w życie w ponurej dekadzie lat 80-tych. Ale jakby to rozpatrzyć losowo, ci, którzy doszli do matury z nami, wszyscy skończyli studia potem. W większości nauczyciele, urzędnicy, bo to była klasa humanistyczna. Siebie bym też umieściła w piosence jako ta, co nagrody zbiera, była przyjęta przez premiera/ wspomnienie mojej  międzynarodowej nagrody Eurotunelu,  przyjęta przez premiera UK i prezydenta Francji, glorious time, hehe.  Na 29 osób, około 15, jak dobrze liczę, zostało w swoich rodzinnych miejscach niedaleko naszego miasta, sporo dziewczyn mieszkało w internacie. Trzy są  w Krakowie. Bożenka w słynnych Wadowicach. Nie mam ostatniej wiedzy o wielu z nas.  Matura 1977. Ostatni raz w większym gronie spotkałyśmy się w 20-lecie matury.
Jak się tu rządzę i palcem wskazuję!  I nogi też jak zawsze wyeksponowane:) Na zdjęciu nie ma Ewy, ale była. Chyba robi zdjęcie. Moja przyjaciółka Małgosia zmarła już prawie 10 lat temu./ w zielonym/. Od prawej po mnie, Ela,Ania, Danusia, Iza, Jola, Malgosia, Beata, Ela.
Nie chwaląc się- ja to zorganizowałam, z pomocą Ewy pewnie. W naszym mieście zostało 10 osób, jak dobrze policzę.  Mam ogłosić wydarzenie na facebooku. Może się i teraz  zbierzemy z całym rocznikiem, których też sporo w Ostrowcu? Taka znacząca rocznica.
A teraz ad rem.
Kiedy objęłam  swoje pierwsze wychowawstwo w klasie 4b, byłam młodą mężatką, zaczął się trzeci rok mojej pracy zawodowej i miałam roczną córeczkę Magdę. Uczyłam wtedy języka polskiego, mieszkałam najpierw w tzw. M2, a potem, prawie w wybory 4 czerwca, zamieszkałam w M4 na Rosochach, i miałam nowy samochodzik, prosto z salonu  brązowy Fiat 126p. Dojeżdżałam do  szkoły na obrzeża miasta, do dzielnicy Koszary i  pracowałam tam łącznie 8 lat. W tym rok byłam na urlopie macierzyńskim, gdy urodziła się Dominika.
Lata 80-te to były ciężkie czasy, takie biedne i siermiężne, ale jakoś sobie radziliśmy. Niewesoło i przygnębiająco ja to znosiłam, pomimo, że moje warunki życiowe były całkiem przyzwoite. Jak na tamte czasy oczywiście. Małżeństwo od początku nie układało się tak, jak sobie wyobrażałam. W związku z tym, zajęłam się swoimi pasjami i oddawałam się pracy jak najlepiej umiałam. Moja praca magisterska była poświęcona wpływom Japonii na polską literaturę modernizmu. To była moja młodość i reminiscencje dawnego  głębokiego uczucia.



1990r.czerwiec. 8b konczy szkołę. Poznajecie ich poniżej? Przystojniaczek Pawełek najmniej się zmienił po latach, nawet dżinsowa koszula w podobnym stylu, a dziewczyny tylko zmieniły kolor włosów. Ja w środku jako wychowawczyni.


Moja klasa na szczęście nie ma doświadczeń Jacka Kaczmarskiego. Oni wchodzili w życie w drugiej połowie lat 90. To były już zupełnie inne czasy, ale pozwolę sobie pozostać w atmosferze barda Solidarności, oddając mu  pewne uszanowanie, podziw i uznanie. Ale dlaczego wyjechał do Australii? Też chciał żyć wygodniej.



Tak wyglądamy po 27 latach. Później jeszcze dołączyła Ela i Tomek.

ja też taka sama:) Z Agnieszką.
Odnalazłam klasę całą - emigracja- nie wygnanie, w kraju w szczęściu/ na wygnaniu, w kraju, w grobie/
Ale coś się pozmieniało, Każdy sobie rzepkę skrobie. Muszę Kaczmarskiemu zaprzeczyć.
Moi uczniowie  w równowadze i stałości żyją w swoim  rodzinnym mieście , niektórzy są nadal przyjaciółmi. Mamy jedno klasowe małżeństwo. Magda i Paweł. Ta wewnętrzna harmonia, pewien ład duchowy to zasługa ich zamieszkania, tak myślę socjologicznie. W większości wszyscy mieszkali w domach prywatnych i znacząco zakorzenieni byli w tych okolicach.
Na zabawie szkolnej, z pewnością 30 lat temu. Ja w tureckiej sukience, wtedy wielki szyk.


Odnalazłem całą klasę, wyrośniętą i dojrzałą
Rozdrapałam młodość naszą, lecz w ogóle nie bolało
  Tak, w ogóle nie bolało... Refleksje po spotkaniu ciągle w moich myślach i dlatego napisałam ten post, życie moje i ich też.

Moje ulubienice z japońskiego teatrzyku. Dwie Moniki i Agnieszka. Te atrakcyjne kobiety,  jako dzieci były  dla mnie pełne wyjątkowego uroku i czaru. One wyjechały z miasta, nie tylko dlatego , ze z bloku były wg mojego socjologizowania, ale "ogromne, wielkie rzeczy" ciągnęły ich w świat.

Monisia 30 lat wcześniej.  Powyżej w środku. Spiewała niezapomnianą piosenkę...akai gurasujo...znajdę jeszcze gdzieś słowa.
Znalazłam słowa w oryginale pisane przez dawnego Yasufumi-San. W starym pamiętniku.Posluchajcie.

Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety, nie dziewczyny
Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy
Wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy mają w życiu cele
Wszyscy w miarę są normalni, ale przecież to niewiele/ ...mówił Kaczmarski, a ja powiem, że  to wspaniale, i o to chodzi, że jesteśmy normalni
Grzesiu i Paweł jakby bliżniacy teraz. Inżynierowie.  Upodobnili się do swoich ojców, których dobrze pamiętam, kiedy byli w wieku ok.40. Paweł w Krakowie. Grzesiek w Celsie.


Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci
Gdy wśród tych nieobcych twarzy szukam ciągle twarzy dzieci
Czemu wciąż przez ramię zerkam, choć nie woła nikt: "kolego!"
Że ktoś ze mną zagra w berka, lub przynajmniej w chowanego
Lub przynajmniej w chowanego...
 Mój słynny teatrzyk japoński. Od prawej dwie Moniki, Beatka, Gosia, tajemnicza hurysa i Agnieszka. Kimiko, piękna gejsza była bohaterką tego przedstawienia.
A tu Marcin z młodszej klasy, chyba z Agnieszką. Piękne dekoracje malowała Mama Agnieszki. Siedzieli naprzeciwko was na tym zdjęciu.


 Własne pędy, własne liście zapuszczamy każdy sobie
I korzenie oczywiście na wygnaniu, w kraju, w grobie
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu, na stracenie, w prawo, w lewo
Kto pamięta,  że to w końcu jedno i to samo drzewo...

I w tej kwestii moja klasa  jest zupełnie odmienna od przeżyć Kaczmarskiego. 18 osób kończyło ósmą klasę, z czego  obecnie  9 osób mieszka nadal w rodzinnym mieście i często niedaleko swojego dawnego miejsca zamieszkania, gdzie wybudowali nowe domy, lub wyremontowali rodziców domostwa. Np. na ulicy Skośnej czy w Sudole. Rozmawiałam z Wiolką  w żółtym domku na  Kątach, jak powiedziała Ela. Od razu się poznałyśmy.
Ja też zawsze z książkami, Monika. Czy niemieckie, czy polskie, czy inne. Chyba masz to po mnie:)
Moje dzieci  kumplują  się i spotykają.
 Trzy osoby mieszka za granicą/ Grecja, Włochy, Norwegia/,  sześć osób w innych polskich miastach / Kraków, Warszawa, Kielce, Lublin/. Ale wszyscy doskonale pamiętają  o swoich korzeniach i często wracają do swojego rodzinnego miasta, gdzie mają nadal żyjących rodziców, czy inną rodzinę.
A na stracenie,/ dosłownie prawie/ to tylko Tomek , który w Motorcrossie angażuje sie ciałem i duchem.
Dziewczyny z Tomkiem.


Na fejsbukowy  apel koleżanki, która przyjechała z Włoch z wizytą do rodziców, pojawiło się 10 osób na spotkaniu zaplanowanym w kilka dni. To było bardzo wzruszające, bo na ogól młodzież licealna łatwo się zbiera, ale z podstawówki, to już trudniej się zorganizować.
To była dobra klasa i rodzice tacy zaangażowani i odpowiedzialni. Przyjaźniłam się z niektórymi przez lata, bo byli niewiele starsi ode mnie. Dobrze wychowali swoje pociechy, które  kontynuują ich odpowiedzialne postawy rodzinne. Conajmniej połowa skończyła studia wyższe, już zajmują odpowiedzialne stanowiska w pracy, mamy właścicieli sklepów, stoisk i  różnych firm usługowych. Oddają się też rozmaitym  życiowym pasjom,.tu Monika.
Lektura Ziarkówki.
.Tu Tomek pokazuje swoje talenty.
 Niektórzy  mogą się pochwalić już 20-letnimi dziećmi. Ci za granicą też mają swoje nowe ojczyzny.  Agnieszka z Rafałem już ponad 20 lat w Grecji i Włoszech
Rodzinka Agnieszki w Rimini.

Takie widoki ma Agnieszka ze swojego domu. Collazione/ sniadanie, hehe/
Rafał w swoim Loutraki. Też do ojca podobny.

Zaprasza nas na takie zachody słońca. Rodzice Rafała są fotografami. Przejął po nich umiejętności.
 Grzesiek świeży mieszkaniec w Norwegii. Zdjęć na razie brak. Natomiast drugi Grzesiek ma takie urocze  dzieciaki.
Mamy się znowu spotkać w okolicy Świąt Wielkanocnych. To coś dopiszę wtedy. A Beata bawi na Wyspach Kanaryjskich i dlatego do nas nie dołączyła, już się wtedy szykowała zapewne,
Zupełnie wygląda jak jej Mama w tym wieku, która w tamtych czasach podróżowała do USA. Jezdziła tez  z klasą  i naszym teatrzykiem na różne konkursy w odległe miejsca w Polsce. Ja wtedy spodziewałam się Dominiki.

Wykorzystałam zdjęcia z FB mojej klasy. Mam nadzieję, że OK.

PS Kolejne spotkanie klasowe 22 kwietnia i w tej samej restauracji, było również pełne wspomnień i refleksji. Pojawiło się prawie takie samo grono. Tym razem z Grecji zawitał Rafał i tak nas  zmobilizował.
 Od lewej wychowawczyni czyli ja, dwie Moniki, Beatka, Magda i Ela.
Piotrek robił zdjęcia.

sobota, 25 lutego 2017

Zapomnijcie o Herostratesie.

Ileż ja się naszukałam, żeby znaleźć autora sztuki Zapomnijcie o Herostratesie. Na polskich stronach  nic nie ma. Oglądałam tę sztukę wiele lat temu w Teatrze Narodowym, a Herostratesa grał Zbyszko z Bogdańca, czyli Mieczysław Kalenik. Już wtedy, chociaż miał zaledwie trzydzieści parę lat, był tęgawy i przysadzisty. Nic nie zostało z dawnego Zbyszka. Sztukę napisał  genialny rosyjski dramatopisarz Grigorij Gorin, znalazłam jego  nazwisko na angielskich stronach. Jego aforyzmy przeszły do potocznego języka i w czasach pierestrojki był uwielbiany za swój niebanalny język. Niestety zmarł w 2000r, w wieku zaledwie  60 lat.
Zapomnijcie o Herostratesie napisał w 1972 roku i za niedługo potem grali go na polskich scenach.
Całe swoje życie używałam  metaforycznie tego tytułu w odniesieniu do osób, które wypadły z mojego towarzyskiego obiegu. Tak dla siebie, bo niewiele osób mnie rozumiało, bo pomimo wszystko, tak jak w sztuce, gdy narzucają nam zapomnienie, tym bardziej pamiętamy. Ale ja używałam tego tytułu dosłownie, nie w relacji do sztuki.
Szkoda mi i nie godzę się na to,  że z pewnymi ludźmi  bardzo oddaliliśmy się, albo zmieniliśmy się tak bardzo , że niemożliwe jest porozumienie między nami. A poniektórych trzeba po prostu zapomnieć.
Nawet wybranym na blogowisku już nie chce się być on-line. Tak mi szkoda, bo przyzwyczaiłam się do nowego koleżeństwa.
  Inni odeszli na zawsze i kilkoro już z grona moich najbliższych znajomych. Moja przyjaciółka z Rzeszowa Iwona,  taka  cielesna i piękna, towarzyszka moich indyjsko- nepalskich przygód. Mąż lekarz , a ona umiera na serce. To nie mogło się wydarzyć, a jednak.  A Małgosia?  Sexology professor, prócz tego wybitna intelektualistka w naszym towarzystwie, Niemyte dusze i Ballada bezludna. Wabią tam w zaświatach wiecznych młodzieńców.
 Odczuwam szczególną nostalgię, gdy umierają artyści, z którymi byliśmy od dziecka. Często są w wieku Rodziców, których nie mam już od ponad 10 lat. Wydawało się,  że tacy zabawni, ekscentryczni, wyjątkowi i będą nieśmiertelni. Tak długo  byli z nami poprzez kino, telewizję, radio czy prasę. Stare  satyryczne arcydziełko telewizyjne "To jest twój nowy syn" z Danutą Szaflarską i Krystyną Sienkiewicz puścili na Kulturze. Nie mogłam się napatrzyć na pięknie dojrzałą Szaflarską i młodziutką Sienkiewicz. W filmie pojawił się też Czesław Wołłejko i Bogumił Kobiela. Bobka już nie ma od prawie 50 lat i zawsze będzie niezdarnym Piszczykiem z Zezowatego szczęścia. A gdzie sobie poszedł inżynier Karwowski? I dlaczego Madzia Karwowska taka poważna i stara teraz?  Nawet Franka Dolasa zabrały nieubłagane Parki. A z jakiej racji Maria Czubaszek nie mogła nas dłużej i zasłużenie bawić swoją ekstrawagancją? Takie wszystkie śmierci nie w porę. A ja się  dziwię, jak dziecko. I francuski Michel Delpech nie zaśpiewa więcej Pour un flirt avec toi
je ferais n'importe quoi
Pour un flirt avec toi
je serais prêt à tout
pour un simple rendez vous
Pour un flirt avec toi
pour un petit tour 

Jak ja lubiłem tę piosenkę przed laty, nie wspominając nieodżałowanego Joe Dassin, którego nie ma już od 1980r. Wszyscy kiedyś  nucili Aux Champs-Élysées
Aux Champs-Élysées
Au soleil, sous la pluie
À midi ou à minuit
Il y a tout ce que vous voulez
Aux Champs-Élysée.

W naszym kraju podczas ancient regime piosenki francuskie miały uprzywilejowaną pozycję.  A innych przebojów trzeba było słychać w Radio Luxemburg. Kombatantka się odezwała. Hehe.
Nigdy nie byłam praktyczna i rozsądna i dobrze mi z tym było. Tak też dobierałam przyjaciół. Ci poukładani, racjonalni, logiczni i zdroworozsądkowi wzbudzali mój podziw nawet, ale długo nie szliśmy wspólną ścieżką z powodu bardzo odmiennego stosunku do wielu spraw. To z pewnością obydwie strony czuły podobnie.
 A teraz mam swoją nieśmiertelność w postaci  dwóch cudownych wnuczek.
Ich matki, malutkie kiedyś dziewczynki  też były ulubienicami swoich rodziców i dziadków,
Madzia i Dominisia na swoich urodzinach. Obie z lipca.
i siebie też pamiętam jako ukochaną córę Alusię.
Z moim starszym braciszkiem Andrzejkiem.

Alusia tymczasem urosła i sama została babcią. Nie do wiary. Matyldzia ma już roczek.

Ewci roczek był cztery miesiące temu.
Dzięki Ewci i Matyldzi mam znowu odwagę na jakieś szaleństwa, one muszą mieć dziadka! Szczególnie Matyldzia, bo Ewcia już  jednego ma. I jak wam się  podoba? Spytam po szekspirowsku.
All the world's a stage,
And all the men and women merely players:
They have their exits and their entrances.

I zakończę Tuwimem:
Rzuciłabym wszystko, rzuciłabym od razu, osiadłabym  jesienią w Kutnie lub Sieradzu...i dumała długo w lęku i tęsknicy: czego ja tu szukam w Kutnie lub Łęczycy?
Coś wymyślę, nie na darmo jestem mistrzynią improwizacji. I zapomnijcie o Herostratesie. Nie mam bynajmniej na myśli swoich starych znajomków ze stowarzyszenia szkoły średniej czy emeryckiej grupy nauczycielskiej.
Wróciłam niedawno ze spotkania karnawałowego Chreptusów. I takie różne refleksje się pojawiły. Stowarzyszenie prężnie działa. Towarzystwo zawsze przednie. A za dwa tygodnie z emerytami na Bal w Savoy`u. Takie ekstrawagancje i zbytki w Lublinie.
PS, 15 marca- umiera Wojciech Młynarski w wieku 76 lat i kto zaśpiewa Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę, W co się bawić? i Jesteśmy na wczasach? Stanowczo za wcześnie nas opuścił. Mój ojciec też zmarł w wieku 76 lat. Ale róbmy swoje.



piątek, 6 stycznia 2017

The Twelve Days of Christmas.


Tak sobie obiecywałam, że coś muszę napisać na zakończenie sezonu świątecznego. Małe podsumowanie i wspominki.
 Epifania czyli Święto Trzech Króli coraz bardziej mi się podoba. Jest dniem wolnym w naszym kraju dopiero od 6 lat i święto doskonale się rozwinęło w formie wspólnego kolędowania, jasełek i kreatywności  w sartorialnym orszaku królewskim.
Sandomierz. Korowód zza Wisły się pojawia.

Dwa Orszaki nadchodzą od Sw Pawła.

Nowe słowo- sartorialny użyłam celowo i  jeszcze dodam od siebie / i mojego profesora Higginsa/ , że słowo to ma wydźwięk zdecydowanie pozytywny i bywa kojarzone z modą, stylem, elegancją, szykiem, nieskazitelnością i dopracowaniem ubioru, a także z pewną dozą nonszalancji i ekscentryczności. Przymiotnik sartorial został w prosty sposób przeniesiony do języka polskiego z angielskiego przez łacinę i w ten sposób powstało słowo: sartorialny, które łączy w sobie znaczenia słów wymienionych powyżej (elegancki, szykowny, modny, staranny w ubiorze, nonszalancki, ekstrawagancki). Możemy mówić o sartorialnym wydarzeniu (pokaz mody), sartorialnych rozterkach (co na siebie włożyć?), sartorialnym rozwoju (tworzenie i rozwój własnego stylu), sartorialnym filmie -Wielkie piękno itp. Przymiotnik sartorialny jest u nas w użyciu od co najmniej kilku lat.
Używanie umysłu czyli myślenie to moje marzenia o planach dla moich słodziutkich wnuczek. Niech będą: cultivated, cultured; middlebrow; erudite, learned, literate, polyhistoric, polymath - polymathic), scholarly, well-read; academic- academical), bookish, professorial; didactic, high-toned, hyperintellectual, pedantic; high-hat, snobbish, snobby, educated, schooled; brainy, bright, brilliant, clever, intelligent, quick-witted, smart. I bardzo cerebral.
Mnie się podobają te słowa i tego życzę moim małym gwiazdeczkom. Szczęścia również i zdrowia po najdłużej żyjących dziadkach i pradziadkach oraz wszelkiego dobrodziejstwa w dziedzictwie od pozostałych  naszych  ukontentowanych rodzinnych przodków.
A co po babci Ali  odziedziczę? Prezenty wszystkie zabiorę.

Córki urosły i już wnuczki rosną.

Wymieniają się prezentami.


A co to za urocze księżniczki? U dziadków Ewci.
 
Oglądają się wzajemnie. Są boskie.
Jaki czarujący jest ten angielski wierszyk The Twelve Days of Xmas i te prezenty z każdego dnia są takie symboliczne.

Twelve days of Christmas" was adapted from similar New Years'  French carols, of which at least three are known, all featuring a partridge, perdriz or perdriole, as the first gift. The pear tree appears in only the English version, but this could also indicate a French origin. I suspect that 'pear-tree' is really perdrix (Old French pertriz) carried into England"; and "juniper tree" in some English versions may have been "joli perdrix," [pretty partridge]. Sharp also suggests the adjective "French" in "three French hens", probably simply means "foreign.
 In the northern counties of England, the song was often called the "Ten Days of Christmas", as there were only ten gifts. It was also known in Somerset, and elsewhere in England. The kinds of gifts vary in a number of the versions, some of them becoming alliterative tongue-twisters. "The Twelve Days of Christmas" was also widely popular in the United States and Canada.
Protestancka Anglia, a może jednak Francja wymyśliła taką ładną rymowankę. Natomiast nasze kolędy są absolutnie niezwykłe, a dzisiaj nawet dostałam w Katedrze śpiewnik towarzyszący Orszakowi Trzech Króli. A w nim najpiękniejsze polskie kolędy: Bóg się rodzi, Mędrcy świata, monarchowie, Bracia, patrzcie jeno, Gdy się Chrystus rodzi, Pójdźmy wszyscy do stajenki i wiele innych.
Nie jestem specjalnie religijna, ale powtórzę za moją ulubioną Maryjką/ Dabrowską/,że wychowana w kraju katolickim, nie przechodzę obojętnie wobec pięknych obyczajów naszych przodków. A dzisiejsza wizyta w Sandomierzu i udział w Orszaku Trzech Króli, pomimo okrutnego mrozu, była też pretekstem do spożycia obiadu w kultowej Kasztelance w towarzystwie mojej miłej koleżanki, odwiedzin rodziny i odnowienia wspomnień z Sandomierza ku pamięci Bąków, Lipców, Pałachów i Nowaków. Kasztelanka, po okresie zastoju, ma się całkiem dobrze chciałoby się znowu zobaczyć Spotkanie w Bajce, liryczny film z 1962 roku z akcją umiejscowioną w Sandomierzu i tytułowej Bajce- Kasztelance.
Takie piękne słońce świeciło.

Z Bramą Opatowską.

Ludzie zbierają koło Szopki koło Ratusza i czekają na nadejście Orszaków z trzech stron świata. Biskup/widać kawałek Purpury/ też już czeka.
A mój szanowny braciszek już niedługo będzie miał premierę swojej książki. Jestem przekonana, że odniesie sukces.
Ze strony Wydawnictwa Prószyński i S-ka:

Kategoria: Literatura faktu, historia
ISBN: 978-83-8097-040-3
Data wydania: 24.01.2017
Format: 130mm x 201mm
Liczba stron: 256
Cena detaliczna: 36,00 zł
Oprawa: twarda

Reporterska opowieść o tajemnicy żydowskiego miasteczka.

Miejscowość jakich w Polsce wiele. Mord na żydowskich sąsiadach. Tajemnica, której po dziś dzień nie może poznać nikt obcy. Co dzieje się z ludźmi, którzy zamykają się przed światem zewnętrznym?

To nie jest kolejna książka o pogromach.  To nie jest próba szukania winnego. To opowieść o mechanizmach pamięci małego miasteczka, której udziałem staje się eksterminacja Żydów.

Klimontów, niewielka miejscowości w okolicach Sandomierza, w czasie okupacji jest świadkiem wielu okrutnych scen. Ale na tym nie koniec, zaraz po wojnie dochodzi do zdarzeń, które zostawiają piętno na Polakach. Po wielu latach, kiedy wszystkim wydaje się, że prawdę zatarł czas – wracamy do miasteczka. Odwiedzamy mieszkańców, którzy zajęli domy swych dawnych sąsiadów, i chcemy wysłuchać prawdy o tamtych zdarzeniach. Tylko czy da się przerwać to milczenie?


Męczyło go sumienie. Zgłosił się do prokuratury.
– Zabiłem człowieka! Kolegę z ławy szkolnej! Jestem mordercą!
– Sprawa uległa przedawnieniu. Minęło już dwadzieścia lat. Wystarczy pismo, że dla zysku, z chęci korzyści materialnych.
– Zabiłem z pobudek politycznych. Byłem przekonany, że to Żydzi zamordowali mi dwóch braci.
– Trzeba napisać trochę inaczej.
– Nie, nie mogę.

Fragment książki

Andrzej Nowak-Arczewski – reporter, laureat Ogólnopolskiego Konkursu na Reportaż im. Zbigniewa Nosala. Autor książek reporterskich, m.in. „Orłowińskiej ballady”, „My z pałacu”.
Z młodszym Nowakiem...

....i starszym. Wujek-dziadek całkiem nieźle się trzyma.
 Takie to były magiczne piękne 12 dni Godów, a nawet 14 w naszej tradycji. Spotkania rodzinne i z przyjaciółmi, niezapomniany Sylwester i niekończące się życzliwe rozmowy, pełne serdeczności i tkliwości.
A ja jeszcze nie spię.