Wyobrażacie sobie sytuację, gdy nie macie dostępu do autentycznych materiałów językowych, czyli w praktyce brak internetu? Jeszcze ok. 25 lat temu uczyliśmy się języka tylko na podstawie podręcznika, dosyć schematycznego, ale z dobrą gramatyką i ewentualnie na piosenkach. Gazety, czy książki przemycane zza granicy latami służyły jako materiały metodyczne. Mam do tej pory francuski książki przywiezione z Algierii w 1978r.
Kończy się kolejny rok szkolny, 35 lat szkolnej pracy za mną, albo dłużej, bo już na pierwszym roku dorabiałam sobie ucząc języka angielskiego. Nie pamiętam, jak zdobyłam pierwszych klientów, studiowałam przecież wtedy polonistykę, but I recollect my students very well- ale ich sobie dobrze przypominam. To był Rzeszów i wszyscy moi uczniowie mieli rodziny w USA. Zawsze częstowali mnie smakołykami amerykańskimi, malutkie paróweczki w konserwie to był absolutny hit dla mnie, albo bułeczki obłożone szynką konserwową. Chyba w studium językowym się ogłosiłam, bo mnie lektorka chwaliła od początku, nawet zwolniła z zajęć. Chodziłam potem na francuski i też bardzo się starałam, podobnie na rosyjskim i łacinie. Nie dostałam się wtedy na filologię angielską , chociaż egzamin był zdany przyzwoicie. Dostać się na anglistykę w latach 70. to było mistrzostwo świata. UMCS zaproponował polonistykę w swojej rzeszowskiej filii, pojechałam, zobaczyłam, ale to była WSP, veni, vidi, vici w rezultacie. Zwiedziłam pół świata dzięki studiowaniu w małej społeczności, łatwiej się było załapać na tzw. promesy dolarowe.
A studia z zakresu języka angielskiego kontynuowałam już w demokracji. Nawet regularnie w UK.
Ale ad rem. Komu łatwiej się uczyć języków obcych? Moich uczniów mogę liczyć już w tysiące. W szkole językowej mieliśmy dużo perełek, obecnie gdzieś w świecie na eksponowanych stanowiskach. Też wśród ostrowieckich nauczycieli. Big hug to you all.Oni charakteryzowali się wyjątkowym talentem językowym. Pamiętam jak John Robinson, nasz pierwszy nauczyciel ze Scunthorpe,
nazywał ich junky, czyli tacy na haju, ale pozytywnie, bo junk/y/ ma raczej negatywne konotacje.
Ludzie, którzy zadają pytania, są dociekliwi, tacy ciekawscy badacze -curious, inquisitive, searching- uczą się łatwiej. Oni studiują język totalnie i zapamiętują całe struktury. Lubią powtarzać i bawią się swoją wiedzą. Zapisują każde nowe słówko w kolokacjach, układają zdania i używają je w wypowiedziach. Ciężko pracują.
Ludzie ciekawi świata, towarzyscy, życzliwi, otwarci dla inności uczą się łatwiej. Na każdym etapie, nawet po paru lekcjach można zastosować język w konwersacji. Uczyłam się języka niemieckiego w 7i 8 klasie. Pojechaliśmy na wycieczkę do Warszawy i na tarasie Pałacu Kultury usłyszałam "szprechanie". Od razu chciałam się sprawdzić. Spytałam pewnie, wie heist du, wo wohnst du, wie alt bist du i na pewno powiedziałam sehr schon na widok z tarasu. Zufrieden, zadowolona? Ja byłam z siebie bardzo zadowolona.
Na rosyjskim dawali nam jakieś adresy z ZSRR i korespondowałam z "padrugami" latami. Z Tuły Natasza, a z Oranienburskiej obłastii- Raja. Pamiętam jak się cieszyłam, kiedy dostałam w 5 klasie pierwszy list. Paczkami się nawet wymienialiśmy. Mój brat chodził do szkoły imieniem partyzanta radzieckiego. Jako wzorowy uczeń był w grupie dzieci, które pojechały na Ural, bo stamtąd pochodził ten partyzant. Był też w Moskwie, a potem na granicy Europa-Ural pozował do zdjęcia z karabinem. Co to była za wyprawa! Jeśli ktoś mówi, że za komuny uczono nas rosyjskiego, a nikt nic nie umie, to nieprawda, bo mieliśmy doskonałych nauczycieli wtedy i kto się chciał nauczyć, okazywał ciekawość, pomijając politykę, to się nauczył i to świetnie. To była nauka wielozmysłowa. Uczyliśmy się piosenek, scenek nu pagadi i literatury pięknej. Przyznam, że zmuszano nas do udziału w olimpiadzie rosyjskiego. Ale przynajmniej człowiek się czegoś nauczył w takich okolicznościach. Do tej pory mogę cytować Puszkina, Lermontowa, Okudżawy czy Wysockiego to obowiązkowo.
Teraz też dzięki dostępowi do internetu uczymy wielozmysłowo. ŚP Ela Sołtysowa mówiła mi, że jestem mistrzynią wielozmysłowego uczenia. Nasze lekcje też zawierały posiłki, słuchanie piosenek, przypominanie literatury i podróżnicze wspominki.
A teraz mamy total immerse, czyli totalne zanurzenie w języku dzięki współczesnej technologii.
Czyli podobna cecha charakteru, która ułatwia uczenie- chęć poznania innego narodu, jak jedzą, kiedy, co? Co lubią, jakie sporty, muzykę, film, jakie mają poglądy itd. Niekoniecznie to muszą być Anglicy, mam na myśli wszystkich obcokrajowców, z którymi możemy zagadać. Zawsze wiesz o co zapytać, ale sama też masz swoje pasje i dzielisz tym z ludźmi. Jeśli sama nie wiesz, co powiedzieć, niczym się nie interesujesz, to czym będziesz rozmawiać? Ludzie pozytywnie nastawieni, weseli, którzy zawsze mają coś do powiedzenia w rozmaitych sytuacjach, zachwycą się pogodą, posiłkiem, dziećmi, zabytkiem, organizacją spotkania, uczą się łatwiej.
Nie ma co ukrywać, nauka języka obcego to ciężka praca trzeba mu poświęcić parę lat życia. Nie ma co liczyć na cudowne metody, ogłaszane gdzieś tam. Ludzie zorganizowani, planujący, perfect organisers uczą się łatwiej. Poświęcają wyznaczony czas na regularną naukę, notują, odrabiają prace domowe, tłumaczą sobie w obie strony, uczą się na pamięć, zadają pytania, korzystają z każdej okazji, żeby mówić w danym języku. Zaczepią kogoś w kurorcie, zagadają w sklepie, gdy usłyszą obcy język. Takie oczywiste, skąd jesteś i czy podoba ci się w Polsce? Bądź ciekawski.
Dobry nauczycięl też ułatwia uczenie, teraz mamy wybór. Nauczyciel powinien być motywujący, sympatyczny, umiejący dobrze tłumaczyć, zaangażowany, przygotowany do lekcji.
Te rozważania komu łatwiej uczyć się języków dotyczą dorosłych uczniów bardziej, bo szkolna młodzież inaczej się uczy. I głównie na podstawowym etapie nauki. Bo, gdy osiągniemy pierwszy stopień, to kolejnym nie pomoże otwarta osobowość i ciekawość świata, zostaje tylko CIĘŻKA PRACA. Powtarzanie, ćwiczenia, wkuwanie. Drilling.
A czytelnicy jakie mają doświadczenia i opinie na ten temat?
Kończy się kolejny rok szkolny, 35 lat szkolnej pracy za mną, albo dłużej, bo już na pierwszym roku dorabiałam sobie ucząc języka angielskiego. Nie pamiętam, jak zdobyłam pierwszych klientów, studiowałam przecież wtedy polonistykę, but I recollect my students very well- ale ich sobie dobrze przypominam. To był Rzeszów i wszyscy moi uczniowie mieli rodziny w USA. Zawsze częstowali mnie smakołykami amerykańskimi, malutkie paróweczki w konserwie to był absolutny hit dla mnie, albo bułeczki obłożone szynką konserwową. Chyba w studium językowym się ogłosiłam, bo mnie lektorka chwaliła od początku, nawet zwolniła z zajęć. Chodziłam potem na francuski i też bardzo się starałam, podobnie na rosyjskim i łacinie. Nie dostałam się wtedy na filologię angielską , chociaż egzamin był zdany przyzwoicie. Dostać się na anglistykę w latach 70. to było mistrzostwo świata. UMCS zaproponował polonistykę w swojej rzeszowskiej filii, pojechałam, zobaczyłam, ale to była WSP, veni, vidi, vici w rezultacie. Zwiedziłam pół świata dzięki studiowaniu w małej społeczności, łatwiej się było załapać na tzw. promesy dolarowe.
A studia z zakresu języka angielskiego kontynuowałam już w demokracji. Nawet regularnie w UK.
![]() |
| Pod hasłem Polak potrafi. Polish Barbecue. |
![]() |
| Mało Anglików zaczyna pracę o 6 rano, a ja już na stacji. |
Ale ad rem. Komu łatwiej się uczyć języków obcych? Moich uczniów mogę liczyć już w tysiące. W szkole językowej mieliśmy dużo perełek, obecnie gdzieś w świecie na eksponowanych stanowiskach. Też wśród ostrowieckich nauczycieli. Big hug to you all.Oni charakteryzowali się wyjątkowym talentem językowym. Pamiętam jak John Robinson, nasz pierwszy nauczyciel ze Scunthorpe,
![]() |
| Mam szczególny stosunek do Scunthorpe. Anglicy się smieją. Co ty widzisz w tym hutniczym brzydkim mieście? Oni pierwsi zapoznali mnie z UK w 1994r. |
Ludzie, którzy zadają pytania, są dociekliwi, tacy ciekawscy badacze -curious, inquisitive, searching- uczą się łatwiej. Oni studiują język totalnie i zapamiętują całe struktury. Lubią powtarzać i bawią się swoją wiedzą. Zapisują każde nowe słówko w kolokacjach, układają zdania i używają je w wypowiedziach. Ciężko pracują.
Ludzie ciekawi świata, towarzyscy, życzliwi, otwarci dla inności uczą się łatwiej. Na każdym etapie, nawet po paru lekcjach można zastosować język w konwersacji. Uczyłam się języka niemieckiego w 7i 8 klasie. Pojechaliśmy na wycieczkę do Warszawy i na tarasie Pałacu Kultury usłyszałam "szprechanie". Od razu chciałam się sprawdzić. Spytałam pewnie, wie heist du, wo wohnst du, wie alt bist du i na pewno powiedziałam sehr schon na widok z tarasu. Zufrieden, zadowolona? Ja byłam z siebie bardzo zadowolona.
Na rosyjskim dawali nam jakieś adresy z ZSRR i korespondowałam z "padrugami" latami. Z Tuły Natasza, a z Oranienburskiej obłastii- Raja. Pamiętam jak się cieszyłam, kiedy dostałam w 5 klasie pierwszy list. Paczkami się nawet wymienialiśmy. Mój brat chodził do szkoły imieniem partyzanta radzieckiego. Jako wzorowy uczeń był w grupie dzieci, które pojechały na Ural, bo stamtąd pochodził ten partyzant. Był też w Moskwie, a potem na granicy Europa-Ural pozował do zdjęcia z karabinem. Co to była za wyprawa! Jeśli ktoś mówi, że za komuny uczono nas rosyjskiego, a nikt nic nie umie, to nieprawda, bo mieliśmy doskonałych nauczycieli wtedy i kto się chciał nauczyć, okazywał ciekawość, pomijając politykę, to się nauczył i to świetnie. To była nauka wielozmysłowa. Uczyliśmy się piosenek, scenek nu pagadi i literatury pięknej. Przyznam, że zmuszano nas do udziału w olimpiadzie rosyjskiego. Ale przynajmniej człowiek się czegoś nauczył w takich okolicznościach. Do tej pory mogę cytować Puszkina, Lermontowa, Okudżawy czy Wysockiego to obowiązkowo.
Teraz też dzięki dostępowi do internetu uczymy wielozmysłowo. ŚP Ela Sołtysowa mówiła mi, że jestem mistrzynią wielozmysłowego uczenia. Nasze lekcje też zawierały posiłki, słuchanie piosenek, przypominanie literatury i podróżnicze wspominki.
A teraz mamy total immerse, czyli totalne zanurzenie w języku dzięki współczesnej technologii.
Czyli podobna cecha charakteru, która ułatwia uczenie- chęć poznania innego narodu, jak jedzą, kiedy, co? Co lubią, jakie sporty, muzykę, film, jakie mają poglądy itd. Niekoniecznie to muszą być Anglicy, mam na myśli wszystkich obcokrajowców, z którymi możemy zagadać. Zawsze wiesz o co zapytać, ale sama też masz swoje pasje i dzielisz tym z ludźmi. Jeśli sama nie wiesz, co powiedzieć, niczym się nie interesujesz, to czym będziesz rozmawiać? Ludzie pozytywnie nastawieni, weseli, którzy zawsze mają coś do powiedzenia w rozmaitych sytuacjach, zachwycą się pogodą, posiłkiem, dziećmi, zabytkiem, organizacją spotkania, uczą się łatwiej.
![]() |
| Music live on Thursday. Trzeba się zabawić. |
![]() |
| Ale pracować też trzeba. |
Nie ma co ukrywać, nauka języka obcego to ciężka praca trzeba mu poświęcić parę lat życia. Nie ma co liczyć na cudowne metody, ogłaszane gdzieś tam. Ludzie zorganizowani, planujący, perfect organisers uczą się łatwiej. Poświęcają wyznaczony czas na regularną naukę, notują, odrabiają prace domowe, tłumaczą sobie w obie strony, uczą się na pamięć, zadają pytania, korzystają z każdej okazji, żeby mówić w danym języku. Zaczepią kogoś w kurorcie, zagadają w sklepie, gdy usłyszą obcy język. Takie oczywiste, skąd jesteś i czy podoba ci się w Polsce? Bądź ciekawski.
![]() |
| Na imprezie lokalnego council. Zawsze chodziłam i też do kościoła. |
![]() |
| Z Wietnamczykami, z którymi dzieliłam mieszkanie. |
Dobry nauczycięl też ułatwia uczenie, teraz mamy wybór. Nauczyciel powinien być motywujący, sympatyczny, umiejący dobrze tłumaczyć, zaangażowany, przygotowany do lekcji.
Te rozważania komu łatwiej uczyć się języków dotyczą dorosłych uczniów bardziej, bo szkolna młodzież inaczej się uczy. I głównie na podstawowym etapie nauki. Bo, gdy osiągniemy pierwszy stopień, to kolejnym nie pomoże otwarta osobowość i ciekawość świata, zostaje tylko CIĘŻKA PRACA. Powtarzanie, ćwiczenia, wkuwanie. Drilling.
A czytelnicy jakie mają doświadczenia i opinie na ten temat?


















































