Jacques Prevert, mój ulubiony poeta z młodości mówił; Mangez sur l'herbe Dépêchez-vous Un jour ou l'autre L'herbe mangera sur vous.
Moja lista blogów
piątek, 26 lipca 2024
Czy chodzicie na letnie imprezy?
Od prawie 12 lat większość wakacji spędzam na Dolnym Śląsku, gdzie odwiedzam swój letni dom.
Co roku przyjmuję tu rodzinę i koleżeństwo. Z terenów mojego stałego zamieszkania nie chce się ludziom tu przyjeżdżać. To 550 km, tyle samo ile od nas nad morze. W związku z tym w rzeczywistości nie mam tak wielu gości. Najczęściej jestem tu z jedną wnuczką, Gospodarzem i oczywiście naszym kotem Freddy. To pierwszy wpis od paru lat na temat moich wakacji na Dolnym Śląsku. Tak zeszło. W ogóle mniej pisałam w ostatnich latach.
W moim kalendarzu jest kilka imprez w regionie, w których uczestniczymy od zawsze, a ja od dziesięcioleci. Może i Was zainspiruję do wspomnień. Za każdą imprezą kryje się jakiś człowiek, czy grupa ludzi, pasjonatów z danej dziedziny i to mnie najbardziej urzeka. Ktoś musiał rozpocząć daną tradycję, zebrać, zorganizować innych miłośników, a nawet zapaleńców.
Chciałabym rozpocząć od imprezy nazywanej Lubuskie Lato Filmowe, czy słyszeliście o takim festiwalu? Pan Lubomir ze Szprotawy, który jeździł żółtą skodą i kochał kino, to on rozsławił swój duży ekaran "Świteź" i amfiteatr. Do połowy lat 70. to był jedyny festiwal filmowy w kraju, rozpoczął się już w 1969 roku. Miałam przyjemność tam bywać w czasach mojego liceum i pierwszych lat studiów. Odległe to czasy, ale doskonale pamiętam i często nawiązywałam w komentarzach, jeśli temat dotyczył polskiego kina. Byłam kiedyś wielką miłośniczką naszej kinematografii, a potem w zyciu zawodowym wielokrotną inicjatorką różnorodnych przedwsięwzięć, również międzynarodowych. To jest ogromną radość z imprezy, ale też poświęcenie, np. życia rodzinnego.
Lubuskie Lato Filmowe to sztandarowa impreza województwa lubuskiego, zazwyczaj w ostatni tydzień czerwca. Kiedyś odbywała się tylko w Łagowie Lubuskim. Miasteczko sprzyjało kameralnej atmosferze i prawie rodzinnym relacjom. Wszyscy się znali, łatwo przechodziło się na Ty, spotykaliśmy na ulicy wybitnych wtedy aktorów, piło się razem piwo przy pieczeniu barana na dziedzińcu Zamku Joannitow, wspólnie oglądało filmy w kinie Świteź, czy telewizję w czasie Mistrzostw Świata, kiedy Polacy odnosili jeszcze sukcesy. Dyskutowało się w Sali Rycerskiej na temat kondycji kina polskiego i prawie wspólnie przyznawaliśmy Złote Grona. Ciastka jadłam z Ewą Ziętek i miałyśmy jednakowe sukienki, takie wtedy modne z Cepelii. O, dużo wspomnień z tamtego świata.
Teraz impreza odbywa się w kilku miejscach województwa lubuskiego, ma znacznie szerszy filmowy zasięg i na 50- tkę festiwalu, która odbywała się w 2021 roku pod koniec wakacji zajechałam do Zielonej Góry. Zdjęcia innym razem dołączę.
Inny znaczący festiwal w moim regionie to bałkańskie święto Pieczenica odbywające się w pierwszy weekend lipca w miejscowości Gościszów. A kto zaczął ten festiwal? Zespoły ludowe reemigrantów powstawały z każdym dziesięcioleciem pobytu na tych ziemiach. To niezwykłe życiorysy ludzi, wspaniałe głosy i miłość do tradycji. To rodziny z byłej Jugosławii, a szczególnie z Bośni Hercegowiny. Potomkowie Polaków, którzy za czasów Austro-Wegier przybyli tam z terenów dawnej Galicji. Mówiło się na nich „galicjoki” lub „jugosławianie”. Jak wiadomo na tereny Ziem Odzyskanych przybyli Polacy z różnych stron Polski przedwojennej. Główną atrakcją tego festiwalu jest pieczenie młodego prosiaka, ale palenisk jest kilka i mięsnego smakołyka nikomu nie zabraknie. Bawimy się przy występach zespołów kultywujących bałkańskie tradycje. Śpiewacy i tancerze porywają widzów do tańca, są już coraz starsi, ale wigoru nie brakuje. Czujemy się jak na naszych ulubionych wakacjach nad Adriatykiem. Na ogół dopisuje upalna pogoda. Imprezie towarzyszą stragany z lokalnym rzemiosłem, żywności, napojów i rękodzieła. Dzieci mają moc rozrywek.
Na początku lipca i przez dwa tygodnie trwa festiwal Olgi Tokarczuk Góry Literatury. Wybierałam się na niego od początku, aż wreszcie 10.edycja zachęciła mnie do odwiedzin. A najbardziej przyjaźń z moimi koleżankami związanymi zawodowo z bibliotekami. Festiwal odbywa się w kilku miejscach Kotliny Kłodzkiej oraz w Wałbrzychu i Świdnicy. I do tych miejscowości najbliżej z mojego Gryfowa. Tam pojechałyśmy z wnuczką, a dojechała do nas koleżanka z rodzinnego miasta. Początek lipca był upalny, szczególnie 8 i 9 lipca, a te dni spędziłyśmy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Świdnicy, Muzeum Porcelany w Wałbrzychu oraz oczywiście w Zamku Książ i Palmiarni. Ja zakochałam się w Wojtku Chmielarzu i jego wyobraźni, oraz zauroczyłam elokwencją Jakuba Żulczyka. Na spotkaniu literackim z obydwoma pisarzami pojawiły się tłumy, a kolejka do autografów trwała parę godzin. Matylda miała ciekawe międzynarodowe warsztaty podróżnicze i pokaz filmu Wakacje z Mikołajkiem.
Palmiarnia zwiedzana w upale to był prawdziwy hardcore, a Zamek Książ zachwycił swoją potęgą architektoniczną jak również malowniczymi ogrodami. Wnętrza po wojnie zostały zupełnie ogołocone, dopiero w ostatnich latach Zamek zaczął nabierać dawnego splendoru. Nawet spadkobiorcy i ich krewni przesyłają dary. Ostatnią rodzinę Hochbergów, zamieszkującą zamek przed wojną świetnie poznaliśmy w interpretacji filmu Filipa Bajona Magnat. Audio-przewodnik zapoznawała nas z ciekawymi detalami z życia Zamku. Ileż to pracy kosztowało przygotować te ciekawe biografie. Muzealnicy kochają jak mało kto swoje historyczne zawody.
3 godziny zwiedzania, a w środku też nie tak bardzo chłodno, pomimo grubych murów. Dobrze było siąść po wszystkim w klimatyzowanej restauracji i posumować te super aktywne dwa dni.
Agatowe Lato w Lwówku Śląskim odbyło się w tym roku już ponad 25-ty.
To festiwal dla pasjonatów minerałów, naukowców geologów z całego świata. Zwykle odbywa się w połowie lipca. Wystawy agatów zbierane w miejscowości Płóczki Górne i Dolne koło Lwówka robi ogromne wrażenie, nawet na zupełnych laikach. To aż niewiarygodne, że natura rzeźbi takie cuda. Pięknie wyeksponowane na wystawach w renesansowym Ratuszu Miejskim są wspaniałą atrakcją festiwalu, szczególnie, gdy poprzedzone wykładem profesorów z Uniwersytetu Wrocławskiego. Moje rodzeństwo cioteczne studiowało geologię. Ich pasje, poswięcenie obserwowałam przez lata. My też lubimy zbierać kamienie. Na straganach ludzie z całego świata, nawet z Ameryki Południowej. Rozmawiałam z miłym wystawcą z Indii i przymierzałam jego cudowną biżuterię.
Lubań Śląski organizuje tydzień wcześniej Festiwal Minerałów. Też przyciąga tłumy.
Na wszystkich imprezach dużo zajęć edukacyjnych , organizowanych przez muzea, bibliotek i różne stowarzyszenia. Dzieci cieszą się z udziału w konkursach, warsztatach, jaka radość z ciekawych nagród, czy tworzonych przez siebie dekoracji. Bo ja wszędzie z wnuczką.
Jednak Lwóweckie Lato Agatowe to największa impreza w regionie i powiat szczyci się doskonałą organizacją i zaangażowaniem wszystkich mieszkańców. Mnóstwo rozmaitych straganów dla każdego, ale te czarodziejsko piękne kamienie są tu największym bohaterami. To dla nich zjeżdżają się ludzie z odległych stron.
W weekend ok. 20.lipca pojawia się następny międzynarodowy festiwal , który rozgościł się już od 30 lat w najpiękniejszej wsi Pogórza Izerskiego. Wybór potwierdzony przez Marszałka województwa.
Stacja Wolimierz otwiera się na międzyplanetarne królestwo sztuki, to kolonia artystyczna- to Katmandu Europy w sercu Gór Izerskich. To niezwykła galeria, miejsce spotkań artystów, ludzi z całego świata. Tu stykają się kultury i subkultury z każdego zakątka Ziemi. Wszechwidzące oczy Buddy witają każdego przybysza. Wschód łączy się z Zachodem. To Dolina Harmonii, przyjaźni, ekologii. Taki górnolotny zachwyt jak u mnie na zdjęciu.
Nazywany festiwalem hippisowskim, ale zawiera wszystkie sztuki i prądy kulturowe, w muzyce, ekologii , malarstwie, rzeźbie, filozofii życia i pożywienia. Rozbrzmiewają dźwięki dzieci kwiatów, buddyjskie odgłosy bębnów i cytry, reggae, ostry rock oraz regionalne nuty Łużyczanek- zespołu z bałkańską tradycją. W tym roku rozśpiewały się również kolorowe cygańskie kapele. Przyjeżdżają tu wszystkie pokolenia, od najmłodszych z rodzicami aż do seniorów, z dekady prawdziwych hippisów lat 70. Można posmakować potraw z całego świata. Uczestniczyć w warsztatach lub wykładach na świeżym powietrzu, tańca, jogi, wegetarianizmu i innych ciekawych, alternatywnych sposobów na życie.
My tam jeździmy od lat, Matylda już czwarty raz. Gdy jej mama i ciocia były młodymi dziewczynami, jeździłam z nimi na Woodstock do Żar. I zawsze mam w głowie swoją studencką wyprawę do Indii i Nepalu.
W pierwszy weekend sierpnia natomiast, w Lubomierzu, miasteczku znanym z filmu Sami Swoi odbywa się na wesoło i szałowo Festwal Filmów Komediowych, już po raz 27. To miejscowi miłośnicy kinematografii od lat swoim autentycznym entuzjazmem, zaangażowaniem przygotowują ten radosny festiwal. W miasteczku kręcono wiele filmów, bo ma niepowtarzalny urok dawnych czasów. W Zaułku Filmowych i na Ławeczkach przypomniane są tytuły i zdjęcia filmowych ujęć z miasteczkiem w tle. To tutaj rozmawiałam z Iloną Kuśmierską na miesiąc przed jej nagłym odejściem, gdy świętowano 25 lat Festiwalu. Emanowała radością i witalnością. Na zdjęciu na scenie z lewej strony razem z aktorami znanymi z seriali TV. W Muzeum Kargula i Pawlaka, czterokondygnacyjnym budynku, biegała po schodach jak tamta dziewczyna z Samych swoi. Zmarła we wrześniu 2022 roku. Zawsze tam pojawiał się Jerzy Janeczek, niestety też już odszedł w lipcu 2021.
Tu można się bawić, oglądając nasze polskie komedie lub kabarety i spotykać na Rynku aktorskie gwiazdy. Występują w różnych śmiesznych konkurencjach i bawią się z publicznością.
Również i ja pojawiam się tam od lat) Tu w kreacjach z lat 70.
Nie mogłabym wspomnieć o Boleslawieckim Święcie Ceramiki, które zwykle odbywa się ok. 15 sierpnia, w tym roku już po raz 30! W dniach 14-18 sierpnia. Tam bywam rzadziej, bo wyroby nawet na straganach przedstawiają wysokie ceny, ale można upolować małe skarby, nietypowe ceramiczne cudeńka. To większe już miasto w porównaniu z tymi powyżej i straszne tłumy wszędzie. Bo atrakcji co niemiara. Wystawcy z całego świata, plenery rzeźbiarskie , wernisaże , warsztaty, konkursy . Wielość oferty zadziwia różnorodnością. Najbardziej lubię siedzieć w restauracjach na prześlicznie zrewitalizowanym Rynku wzdłuż Drogi Królewskiej i myśleć o historii tego urokliwego miasta, które kiedyś leżało na przecięciu szlaków miedzy Europą Zachodnia a Rusią.
Niedaleko mojego letniego domu mamy tez mnóstwo imprez w Zamku Czocha, Nowogrodziec i Zamku Wleń. Blisko też do Świeradowa i Jeleniej Góry.
Ja też mam wyjątkową lokalizację. Gospodarz miał nosa wybierając Dolny Śląsk do zamieszkania.
Z przyjemnością dowiem się od Was o letnich imprezach w innych regionach.
wtorek, 25 czerwca 2024
Thingvellir- między Europą i Ameryką.
Thingvellir.
Powinnam na początku opisać to miejsce, ale chciałam jeszcze raz pojechać, bo wcześniej skupiałam się na obserwacjach socjologicznych. A przecież Islandia to przede wszystkim nieokiełznana wspaniała natura. „Najdziwniejsza w świecie kraina, ulepiona z ognia i wody”. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam. że jestem w najniezwyklejszym kraju na świecie. W TV porównywali Islandię z Hawajami, ale głównie z powodów geologicznych.
Park Thingvellir to serce islandzkiej historii oraz najbardziej teatralne i dramatyczne miejsce z tej przyczyny. A budzące grozę z powodu geologicznego. Park należy do tzw. Golden Circle, czyli must-see w Islandii. W związku z tym tłumy turystów bez względu na pogodę. Gdy się przyjeżdża kilka tysięcy kilometrów na wyspę, to plan trzeba zrealizować. My mamy więcej czasu, ale akurat nasze dni poświęcone na obejrzenie zetknięcia się dwóch płyt tektonicznych, były wyjątkowo zimne, wietrzne i czasami nie chciało się opuścić samochodu na spacer drogą świętych miejsc Islandczyków. Mea culpa, chciałoby się powiedzieć, bo to ja kłóciłam się z córką, gdy nie miałam siły wyjść z samochodu. Te dzikie przepaście, odgrodzone tylko sznurkiem, podczas spaceru z wnuczką przerażały mnie i zdumiewały swoim ogromem, ostrością rzeźby, nieziemską magią. Bałam się, że wiatr porwie mi nagle naszą kruszynkę. Naprawdę, tak się czułam. Na zdjęciu nie widac tego wietrzyska.
Widok z platformy, gdy znasz już historię miejsca, kulturową i geologiczną wydaje się nieprawdopodobny. Dominika szybko wraca.
Cała Islandia powstała dzięki rozchodzeniu się dwóch płyt kontynentalnych – europejskiej i północnoamerykańskiej. Zjawisko, które rozsuwa te płyty i oddala je od siebie, jednocześnie tworzy na ich granicy specyficzne pasmo górskie z ryftem (rodzajem doliny) na szczycie. To pasmo to tzw. Grzbiet Śródatlantycki, który biegnie – zgodnie z nazwą – środkiem Atlantyku, niemal od bieguna do bieguna, tutaj poszerza się 4-5 mm na rok. Ale nie robi się szczelina w ziemi, hahaha, tylko zastyga gorąca magma. Ponad powierzchnię oceanu wystaje tylko w kilku punktach – na Islandii i kilku mniejszych wyspach. Na Islandii najlepszym miejscem do obejrzenia tej oceanicznej doliny ryftowej wyniesionej ponad powierzchnię oceanu jest właśnie Park Narodowy Thingvellir. Stał się uświęconym miejscem dla Islandczyków, narodową świątynią już w 1928 roku. A od 2004 roku jest na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Bo Thingvellir jest nie tylko imponującym pomnikiem przyrody, ale także miejscem o znaczeniu historycznym i kulturowym. Wróćmy się do roku 870, kiedy na Islandię, do Zadymionej/ciepłymi źródłami/ Zatoki- Reykjavik -przybyli pierwsi osadnicy, a jest to zapisane w księdze Islendingabok. Kiedy ludności przybywało, klany wybrały i ustaliły miejsce Thingvellir na zgromadzenie- Althing – czyli islandzki parlament, oparty na norweskim prawie. Prawo głosu przy stanowieniu nowego prawa mieli na nim wodzowie klanów, ale obserwować obrady mogli wszyscy mieszkańcy wyspy. To tu tworzono prawo i wymierzano najważniejsze kary. Althing jest najstarszym (ciągle działającym) parlamentem na świecie, bo jego pierwsze obrady miały miejsce już w 930 roku, a w Thingvellir odbywały się aż do roku 1799. Dopiero później zostały przeniesione do Reykjaviku. W XIX wieku naród był rządzony przez despotyczną monarchię duńską i narodził się duch wyzwoleńczy, podobnie jak w wielu krajach Europy. Thingvellir symbolizował niepodległą Islandię.
To także tutaj w 1000 r. naród islandzki porzucił Asatru, pogański system wierzeń staronorweskich, na rzecz chrześcijaństwa. I to również tu, prawie tysiąc lat później, bo w 1944 roku 17 czerwca, Islandczycy ogłosili wreszcie swoją niezależność od Danii i potwierdzili wybór pierwszego prezydenta.
Z historią Islandii i jej parlamentaryzmu wiąże się kilka miejsc w Thingvellir, które warto odwiedzić spacerując po Parku. Patrzyłyśmy z platformy widokowej wg mapki. Dominika zeszła w dół innym razem.
Logberg –Skała Prawa to miejsce, z którego nawoływano do rozpoczęcia obrad Althing, przemawiano i zasądzano wyroki. Obrady zwoływano zwykle w drugiej połowie czerwca. Każdy, kto uczestniczył w zgromadzeniu, miał prawo stanąć na Logberg i przedstawić swoją sprawę. Logretta to była Izba Ustawodawcza. Nazwa przypomina mi Rosettę i Kamień z Rosetty, ale to trochę starsze czasy, równie tajemnicze. My też byłyśmy tam w czerwcu, znosiłyśmy ostre arktyczne powietrze i mroźny wiatr. A 2 czerwca były wybory prezydenckie. Startowało 12 osób, w tym połowa kobiet i jedna z nich wygrała, Halla Tomasdottir. Teraz kobiety dużo znaczą w Islandii, wywalczyły sobie prawdziwą wolność dopiero w latach 70.
Aż do XVI w. na Islandii kara śmierci niemal nie istniała. Dopiero w roku 1564 przegłosowano ustawę zwaną Wielkim Werdyktem, zgodnie z którą kobiety uznane za winne takich przestępstw jak czary, cudzołóstwo, kazirodztwo i dzieciobójstwo były karane śmiercią przez utopienie. Zasądzone kary wykonywano w Drekkingarhylur- Oczko wodne- poprzez wrzucenie związanej i nakrytej workiem kobiety do stawu oraz przytrzymanie jej pod wodą długimi drewnianymi tyczkami. Pierwsza egzekucja miała miejsce w 1590 roku, a ostatnia w 1749. W sumie stracono 18 kobiet. Mężczyzn ścinano toporem. Zdarzały się też stosy lub banicja, czyli zostawianie gdzieś na odludziu na pewną śmierć. Mężczyzn karano głównie za kradzież.
Kościół luterański Thingvallakirkja z 1859 też jest w Dolinie . Ze słynnym Dzwonem, o którym pisał islandzki laureat Nobla HalldorLaxness w powieściach Czysty ton i Dzwon Islandii.
Islandczycy mając taką karną historię, są bardzo posłusznym narodem. Przestrzegają prawa. Ja mogłam zaobserwować kierowców. Nikt nie przekracza szybkości. Nie ma kradzieży. Samochody są zostawiane otwarte, z kluczykami w środku. Domy można nie zamykać. W sklepach nikt cię nie pilnuje. Przestępczość istnieje, stąd ciekawe książki i filmy kryminalne, ale chyba w Norwegii i Szwecji?
Zdecydowanie najprzyjemniej było delektować się urokiem jeziora Thingvallavatn- największym w kraju i najbardziej tajemniczym. W nim też przebiega granica płyt tektonicznych, euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej, a najbardziej znana wodna szczelina o głębokości 63 m nazywa się Wąwozem Wszystkich Ludzi, albo Szczeliną Silfra. Woda jest tam najczystsza na świecie. Niektórzy nurkują w słynnej Szczelinie z instruktorem. Są filmiki na youtube. Ekosystem jest podobny do Galapagos, gdzie Karol Darwin zaobserwował unikalne gatunki żyjące w izolacji. Tutaj są amfipody, które są przodkami najstarszych organizmów sprzed 16 milionów lat. Być w tym miejscu, to jakby doświadczyć uczuć wielkiego uczonego, być częścią historii i wszechświata. Gdy patrzy się na te rozległe połacie powulkanicznej ziemi, naprawdę doznaje się dziwnych stanów emocjonalnych. Do tej pory tak bardzo wzruszała mnie tylko wielka muzyka.
„ Jest tam jeszcze i inszych gór siła przy których co osobliwego i podziwienia godnego się dzieje” 1613.
wtorek, 18 czerwca 2024
W domu wikinga Hrafta czyli kruka.
Już zmierzałyśmy opuścić Reykjavik, gdy córka nagle skręciła w stronę oceanu, jakby sobie coś przypomniała. Mówi, że ma dla nas ciekawostkę. Normalnie, to bym się przeraziła, bo już zbliżała się 22.00 a o na jedzie w jakieś krzaki. I do tego się zatrzymuje w tym podejrzanym miejscu, jakby w jakiejś kryjówce. Ale przecież widno przez cały dzień. Wąską dróżką dochodzimy do zarośniętego ogrodu pełnego zardzewiałych dziwnych rzeczy, jakby wysypisko śmieci, armie strachów na wróble zrobionych z niszczejących odpadków. Myślę, gdzie ona nas prowadzi? A tu napis: The recycled house i dopiero podaje parę informacji.
Zbliżamy się do domu znanego w świecie islandzkiego reżysera o nazwisku Hrafn Gunnlaugsson, twórcy słynnych filmów o wikingach, Kiedy leci kruk, Cień kruka i Biały wiking. Jego imię Hrafn znaczy kruk. To on na nowo rozsławił wikingów filmowo i pokazał swoich przodków w innej konwencji, niż wcześniej. Sama pamiętam film Długie łodzie wikingów, czy Wikingowie z Kirkiem Douglasem. Jego wersja to western, gdzie bohaterowie dobrzy lub źli, a zemsta jest przemyślana i krwawa. Ożywił legendarnych średniowiecznych rycerzy. Za nim poszli inni, kręcili tam filmy, a nawet teledyski. To on uczynił z Islandii wspaniałą scenografię filmową i inspirację jak np. do Marvel`s avengers. Najbardziej znane filmy to Gra o tron, Gwiezdne wojny-historie, Batman: Początek Kapitan Ameryka:Wojna bohaterów. Hraft- Kruk rozsławił swój kraj i przyciągnął miliony turystów. Ja jestem tym zadziwiona.
Reżyser kupił dom w 1983 roku, pierwszy znany i nominowany do Oskara film nakręcił w 1984. Zakupił budynek w celu stworzenia miejsca pracy, specyficznego atelier wypełnionego rekwizytami. Ale pomysł na rekwizyty miał przewrotny. Składały się z przedmiotów , które wyrzucił ocean. I tak przez lata uzbierała się niezła rupieciarnia, otoczona bojami. Dom i ogród pokazują też inne namiętności i zainteresowania ekscentrycznego reżysera. Pasję do religii buddyjskiej, totemów, amuletów czy kotów, a przede wszystkim obsesję na punkcie recyklingu albo upcyclingu. Otoczenie domu wydaje się być środowiskowym projektem, w którym właściciel chce zwrócić uwagę, jak współczesny świat niszczy planetę, jak dużo rzeczy się marnuje, nikt o to nie dba. On budzi świadomość swoją prowokacją.
Matyldzi to zwiedzanie nawet się podobało i dziwiła się, że w tym domu ze zwariowanym ogrodem ktoś mieszka, zaglądała do okien i pukała, ale nikt nie odpowiadał. A wyczytałyśmy, że podobno lubi niektórych gości oprowadzać do swoim gospodarstwie. Pewnie go nie było. Zasiadła na fotelu.
Mnie najbardziej podobało się, że za chwilę znalazłyśmy się nad samym oceanem, i fale łagodnie opływały zgromadzone kamienie, jak zwykle ustawione w stożek. Ławeczka i kształt morskiego stworzenia wygiętego w metalowym łancuchowym pałąku. A w oddali wieżowce zakotwiczonego Reykjaviku.
Ja mam z kolei obsesję na punkcie morza, o przepraszam, oceanu. Raz zawrócono mnie z szutrowej drogi, prowadzącej prosto na kamienistą plażę. Znaczy najpierw spytałam się czy dojadę tam moim samochodem, wskazując na skromną hondę. Nie, tam tylko z napędem na 4 koła.
Zarząd stolicy, pomimo wielkiego zainteresowania reżyserem i jego ikonicznym domem, nie pochwala jego wariackich pomysłów, nakłada na reżysera mandaty. Zdarzało się, że nasyłał na „tajemniczy ogród” buldożer, albo kosiarkę do likwidacji chwastów.
Razem z nami, dom i ogród oglądała spora gromadka turystów. Pewnie słyszeli, że właściciel chce go sprzedać za 2 miliony dolarów i podobno są znani kupcy.
Taka atrakcja turystyczna to nie jest my cup of tea, ale zapamiętam przynajmniej nazwisko i znaczenie w świecie tego szalonego reżysera, bo jest on w ogóle jednym z pierwszych reżyserów filmowych tego kraju. Zaczął tworzyć na początku lat 80./ urodzony w 1948r/. Wcześniej nie istniał w kraju fundusz filmowy, który umożliwiłby powstawanie poważnych produkcji. Hraft Gunnlaugsson był jakby prekursorem. Warto było go poznać.
wtorek, 11 czerwca 2024
Bramy piekieł czy raju?
Hveragerdi to dosłownie nasze cieplice. W międzynarodowej gromadce spacerujemy wśród gorącej pary. Pod naszymi stopami ponad 100 lat temu istniało geotermalne gospodarstwo, które założyło holendersko- łotewskie małżeństwo i jako pierwsi zastosowali szklarniową metodę upraw. Wytworzyli tropikalny klimat w Islandii dzięki energii z wnętrza Ziemi. To bardzo ułatwiło rozwój ogrodnictwa. Wcześniej na tych ziemiach sadzono głównie ziemniaki. Anders Hoyer był entuzjastycznym dziennikarzem i ogrodnikiem. Gdy przybył na te ziemie w latach 20. mieszkał w namiocie. Tu ożenił się. Życie było bardzo ciężkie, ale wspólnie z żoną z ogromnym entuzjazmem budowali i przecierali nowy szlak w rozwoju swojej przybranej ojczyzny. Najpierw sadzili kwiaty, następnie warzywa, nawet produkowali piwo, potem jeszcze przed wojną rozwinęli rodzaj SPA- kąpiele błotne dla turystów. Mieszkali tu do końca swojego życia z przerwą na okres wojenny.
Gdy my chodzimy po dobrze przygotowanej trasie, bezpiecznej, ciekawie opisanej, robimy wesołe zdjęcia i filmiki, uciekając przed błotnym prysznicem, to ja często myślę o przemijaniu i tym uciekającym czasie. Jestem tutaj z wnuczką i córką. Doświadczenia tej podróży są tak diametralnie odmienne niż cokolwiek, że ciągle przypominają mi się moje bardzo odległe podróże, zakurzone już w czasie, gdy tamte wrażenia były również bardzo mocne i niepodobne do wcześniejszych. Koło mnie biega wnuczka, a w moich myślach ja 20 –letnia zwiedzająca Indie i Nepal w swoich life-time-holiday.
Już przed wojną dostrzeżono dobrostan gorących kąpieli w wodach źródlanych i błotnych, czy parowych. Budowano pierwsze łaźnie, niby sauny, przebieralnie. Zawsze znaleźli się jacyś pionierzy, pasjonaci, którzy odkryli fizyczne prozdrowotne zalety tego typu aktywności. Kiedyś korzystali z tego nieliczni. Obecnie tysiące turystów z Kanady i USA oraz Azjaci wypełniają miejsca głównych atrakcji Islandii. Często też słychać hiszpański i francuski.
Jesteśmy w słynnej parowej Dolinie Reykjadalur. Parujaca Dolina, to nie tylko atrakcja turystyczna, ale również centrum geotermalnych elektrowni i szklarni. Hoduje się podobno nawet banany. Tylko 45 km od stolicy, a trasy stąd prowadzą do gorącej rzeki, gdzie można się kąpać w temperaturze ok 40 stopni, bardziej leżeć sobie i medytować, a wody opływają cię łagodnie . To jak Leta, rzeka zapomnienia. Nie doszłyśmy tam z wnuczką, bo to parokilometrowy spacer pod górę. Ale byłam wcześniej z córką. Wygodnie się schodzi do rzeczki, są drewniane pomosty. Proste przebieralnie. Islandczycy ułatwiają turystom życie. Pod górę też często prowadzą drewniane ścieżki. Np. gdy chce się oglądać wodospady z wysoka.
Hveragerdi dosyć często nawiedzają lekkie lub mocniejsze trzęsienia ziemi, a potem pojawiają się nowe gorące źródła, albo znikają stare. A my spokojnie spacerujemy sobie po mostku i beztrosko zaczarowani tym szatańskim zapachem wokół. Słychać niepokojące bulgotanie z głębi ziemi. Przerażające, bo może nagle buchnąć parą lub błotem.
Zbocza dawnych wygasłych wulkanów, to już nie jest teraz groźne pustkowie, a bardzo popularne trekkingowe miejsce. W głębi wulkan Hengill, aktywny 120 tysięcy lat temu. Para z gorących źródeł wygląda z drogi jak dymy z ogniska.
wtorek, 4 czerwca 2024
Czy znacie pisarzy z Islandii?
Park Thingvellir to cudo Islandii, nie tylko ze względów geograficznych i geologicznych, bo leży na granicy płyty tektonicznej północnoamerykańskiej i euroazjatyckiej, ale jest to uświęcone historycznie miejsce dla Islandczyków. Tu na uskoku między dwoma kontynentami od 930 roku obradował islandzki parlament Althing. O tym niezwykłym miejscu napiszę innym razem. Gdy jechałyśmy tamtędy, kłócąc się niemiłosiernie, gdzie się zatrzymać, a gdzie nie, słynną drogą nr 1, zjechałyśmy na skrzyżowaniu do Mosfellbar, a potem do Gljufrasteinn- Domu- Muzeum islandzkiego Noblisty. Tego dnia pogoda nas nie rozpieszczała, strasznie zimno i wietrznie. Miło było spędzić porę deseru w domu urządzonym z tak niezwykle wysublimowanym smakiem. Poniżej przy wejściu w recepcji. Zdjęć nie można było robić w srodku. Islandzki pisarz, myśliciel, wielki humanista laureat literackiej Nagrody Nobla Halldor Laxness zamieszkiwał tam z rodziną od czasów powojennych do swojej śmierci w 1998 roku. Żył prawie cały XX wiek. Wyczytałam, że w 1958 roku na zaproszenie ZLP pisarz przebywał 10 dni w Polsce i był bardzo szczęśliwy widząc wiele swoich powieści przetłumaczonych na język polski. Z pewnością ówczesny rząd Polski doceniał socjalistyczne, nawet komunizujące zainteresowania pisarza, jego aktywny udział w organizacji Nagrody Pokoju, która była radzieckim pomysłem. Pisarz jako wybitny intelektualista, błądzący humanista przeżywał różne osobliwe epizody w swoim życiu. Też katolicyzm. Chciał nawet nawracać swoich luterańskich ziomków na katolicyzm, ale mu skutecznie przeszło po pobycie w klasztorze. Mieszkał w wielu krajach, mówił kilkoma językami, czerpał różne prądy filozoficzne. Był naprawdę znakomitością intelektualną na cały XX wiek.
Parę lat po wizycie w Polsce z rewizytą pojechał wiceprezes ZLP profesor Stanisław Helsztyński. Tak w broszurze ZLP nr 34/1977 opisywał dom, który ja widziałam po 60 latach od tamtej wizyty, „piętrowy dom z jednym szerokim oknem na parterze, dwoma na piętrze stoi samotnie na pustkowiu, bez drzew i ogrodzeń na tle spłaszczonych czarnych pagórków. Opodal płynie strumień górski, cicho toczący się po kamiennym korycie. Bazaltowe głazy, jaśniejący i kręty nurt. Po obu jego brzegach aż do podnóża gór nieurodzajne rozłogi lawy, jakby wielkie kretowisko z lekka porośnięte mizernym mchem.” Taki sam i teraz, prosty, biały, tylko basen przybył i drzewa. W tym 1977 roku nawet zorganizowano w Polsce uroczystą konferencję z okazji Jego 75.Urodzin.
Gdy córka zaczęła jeździć do Islandii, a kraj i obyczaje tam panujące, zaczęły jej się nadzwyczajnie podobać, pomyślałam, żeby również czasowo pomieszkać. Miałam ochotę poznać ten dziwny, bardzo nieprawdopodobny i daleki wikingowy kraj. Zaczęłam czytać islandzką literaturę, kryminały przerażały, obyczajowe powieści też były typu noir, szczególnie Wyspa. Z przyjemnością przeszłam do Nagrody Nobla. Okazało się, że mają tylko jednego laureata tej Nagrody, z 1955 roku. Wypożyczałam wszystkie książki tego autora, a kilka zamówiłam na allegro. Zaczęłam czytać systemowo po kolei. Czasami zaczynałam, zostawiałam, wracałam, bo większość powieści wymagała skupienia, przemyślenia, sprawdzania faktów. Duszpasterstwo koło lodowca, od tego się zaczęło, bo kupiłam za całe 7 zł. Powieść z typu realizmu magicznego, pisana chyba pod wpływem literatury iberoamerykańskiej. Jakby trochę baśniowa groteska i żart. Akcja rozgrywa się w latach 50, ale ludzie tam przedstawieni żyją jak kiedyś, kilkaset lat temu i po pogańsku tłumaczą swoje uczynki i postępowania. Przedstawiciel biskupa sprawdza stopień wiary gdzieś w pobliżu lodowca. Jak u jezuitów. Jest i polski element- Prince polo! Batonik popularny w Islandii od lat 50, synonim luksusu w tamtych czasach, a obecnie nostalgiczna słodycz dawnego dzieciństwa. Czysty ton ma autobiograficzne elementy, to bardzo żartobliwa, szczera i nostalgiczna opowieść. Od tego powinnam zacząć. Czyta się z ogromnym niedowierzaniem i melancholią. Dzieciństwo pisarza było takie prostolinijne, czyste, moralnie szczere. Najprostsze zasady życia. Fotograficzna relacja sprzed 100 lat, jak historyczna ballada, tragikomiczna bajka z morałem, to ich saga. Wielość szczegółów, bohaterów i sytuacji. Czytam ją teraz będąc w Islandii i widzę te torfowe domki wszędzie, a aura przecież tak samo ciężka jak kiedyś. Okrutna przyroda kształtowała życie Islandczyków i widać to w epopei-powieści Niezależni- Saga islandzkiej doliny, tu pisarz pewnie pod wpływem Hemingway`a. Zbyt wiele okrucieństwa dla mnie. Nawet nie próbowałam maltretować się tym zawziętym bohaterem o imieniu Bijartur, który swojej ciężarnej żonie odmawia jedzenia. Salka valka, tytuł bez czytania brzmi jak powieść zaangażowana. Przekształcił ją nawet na film w Hollywood. W innym grała Greta Garbo, bo epizod hollywoodzki również pisarz zaliczył.
Dzwon Islandii to dużo historii z czasów panowania Duńczyków i innych skandynawskich nacji. Epicki dramat. Życie setkami lat trwało, ciężkie nie tylko z powodu przyrody, ale kary za przewinienia również były pełne okrucieństwa. Czytam go nadal. U pisarza i z jego okien,
Pisarzowi zdarzało się być bardzo kontrowersyjnym, nawet w swoim kraju nie akceptowano jego pisarskich neologizmów, bo tam język stoi na piedestale. Był przekonany o swojej wielkości, nagroda Nobla stała się tego ukoronowaniem. Długie życie w kolejnych latach pokazało ogromną złożoność jego osobowości, indywidualność, utrwaliło literacki autorytet i krajową znakomitość. Przebywanie w jego domu jakby osmotycznie mnie przeniknęło:)) i pomyślałam o jeszcze wielkich wyzwaniach dla siebie. Uwielbiam odwiedzać domy pisarzy i patrzeć na ich biblioteki, piękne obrazy i dawne maszyny do pisania. Może zainteresuje Was Halldor Kiljan Laxness? Polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























































