Od prawie 12 lat większość wakacji spędzam na Dolnym Śląsku, gdzie odwiedzam swój letni dom.
Co roku przyjmuję tu rodzinę i koleżeństwo. Z terenów mojego stałego zamieszkania nie chce się ludziom tu przyjeżdżać. To 550 km, tyle samo ile od nas nad morze. W związku z tym w rzeczywistości nie mam tak wielu gości. Najczęściej jestem tu z jedną wnuczką, Gospodarzem i oczywiście naszym kotem Freddy. To pierwszy wpis od paru lat na temat moich wakacji na Dolnym Śląsku. Tak zeszło. W ogóle mniej pisałam w ostatnich latach.
W moim kalendarzu jest kilka imprez w regionie, w których uczestniczymy od zawsze, a ja od dziesięcioleci. Może i Was zainspiruję do wspomnień. Za każdą imprezą kryje się jakiś człowiek, czy grupa ludzi, pasjonatów z danej dziedziny i to mnie najbardziej urzeka. Ktoś musiał rozpocząć daną tradycję, zebrać, zorganizować innych miłośników, a nawet zapaleńców.
Chciałabym rozpocząć od imprezy nazywanej
Lubuskie Lato Filmowe, czy słyszeliście o takim festiwalu? Pan Lubomir ze Szprotawy, który jeździł żółtą skodą i kochał kino, to on rozsławił swój duży ekaran "Świteź" i amfiteatr. Do połowy lat 70. to był jedyny festiwal filmowy w kraju, rozpoczął się już w 1969 roku. Miałam przyjemność tam bywać w czasach mojego liceum i pierwszych lat studiów. Odległe to czasy, ale doskonale pamiętam i często nawiązywałam w komentarzach, jeśli temat dotyczył polskiego kina. Byłam kiedyś wielką miłośniczką naszej kinematografii, a potem w zyciu zawodowym wielokrotną inicjatorką różnorodnych przedwsięwzięć, również międzynarodowych. To jest ogromną radość z imprezy, ale też poświęcenie, np. życia rodzinnego.
Lubuskie Lato Filmowe to sztandarowa impreza województwa lubuskiego, zazwyczaj w ostatni tydzień czerwca. Kiedyś odbywała się tylko w Łagowie Lubuskim. Miasteczko sprzyjało kameralnej atmosferze i prawie rodzinnym relacjom. Wszyscy się znali, łatwo przechodziło się na Ty, spotykaliśmy na ulicy wybitnych wtedy aktorów, piło się razem piwo przy pieczeniu barana na dziedzińcu Zamku Joannitow, wspólnie oglądało filmy w kinie Świteź, czy telewizję w czasie Mistrzostw Świata, kiedy Polacy odnosili jeszcze sukcesy. Dyskutowało się w Sali Rycerskiej na temat kondycji kina polskiego i prawie wspólnie przyznawaliśmy Złote Grona. Ciastka jadłam z Ewą Ziętek i miałyśmy jednakowe sukienki, takie wtedy modne z Cepelii. O, dużo wspomnień z tamtego świata.

Teraz impreza odbywa się w kilku miejscach województwa lubuskiego, ma znacznie szerszy filmowy zasięg i na 50- tkę festiwalu, która odbywała się w 2021 roku pod koniec wakacji zajechałam do Zielonej Góry. Zdjęcia innym razem dołączę.
Inny znaczący festiwal w moim regionie to bałkańskie święto
Pieczenica odbywające się w pierwszy weekend lipca w miejscowości Gościszów. A kto zaczął ten festiwal? Zespoły ludowe reemigrantów powstawały z każdym dziesięcioleciem pobytu na tych ziemiach. To niezwykłe życiorysy ludzi, wspaniałe głosy i miłość do tradycji.

To rodziny z byłej Jugosławii, a szczególnie z Bośni Hercegowiny. Potomkowie Polaków, którzy za czasów Austro-Wegier przybyli tam z terenów dawnej Galicji. Mówiło się na nich „galicjoki” lub „jugosławianie”. Jak wiadomo na tereny Ziem Odzyskanych przybyli Polacy z różnych stron Polski przedwojennej. Główną atrakcją tego festiwalu jest pieczenie młodego prosiaka, ale palenisk jest kilka i mięsnego smakołyka nikomu nie zabraknie. Bawimy się przy występach zespołów kultywujących bałkańskie tradycje. Śpiewacy i tancerze porywają widzów do tańca, są już coraz starsi, ale wigoru nie brakuje. Czujemy się jak na naszych ulubionych wakacjach nad Adriatykiem. Na ogół dopisuje upalna pogoda. Imprezie towarzyszą stragany z lokalnym rzemiosłem, żywności, napojów i rękodzieła. Dzieci mają moc rozrywek.
Na początku lipca i przez dwa tygodnie trwa
festiwal Olgi Tokarczuk Góry Literatury. Wybierałam się na niego od początku, aż wreszcie 10.edycja zachęciła mnie do odwiedzin. A najbardziej przyjaźń z moimi koleżankami związanymi zawodowo z bibliotekami. Festiwal odbywa się w kilku miejscach Kotliny Kłodzkiej oraz w Wałbrzychu i Świdnicy.
I do tych miejscowości najbliżej z mojego Gryfowa. Tam pojechałyśmy z wnuczką, a dojechała do nas koleżanka z rodzinnego miasta.
Początek lipca był upalny, szczególnie 8 i 9 lipca, a te dni spędziłyśmy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Świdnicy, Muzeum Porcelany w Wałbrzychu oraz oczywiście w Zamku Książ i Palmiarni. Ja zakochałam się w Wojtku Chmielarzu i jego wyobraźni, oraz zauroczyłam elokwencją Jakuba Żulczyka. Na spotkaniu literackim z obydwoma pisarzami pojawiły się tłumy, a kolejka do autografów trwała parę godzin. Matylda miała ciekawe międzynarodowe warsztaty podróżnicze i pokaz filmu Wakacje z Mikołajkiem.
Palmiarnia zwiedzana w upale to był prawdziwy hardcore, a Zamek Książ zachwycił swoją potęgą architektoniczną jak również malowniczymi ogrodami.

Wnętrza po wojnie zostały zupełnie ogołocone, dopiero w ostatnich latach Zamek zaczął nabierać dawnego splendoru. Nawet spadkobiorcy i ich krewni przesyłają dary. Ostatnią rodzinę Hochbergów, zamieszkującą zamek przed wojną świetnie poznaliśmy w interpretacji filmu Filipa Bajona Magnat. Audio-przewodnik zapoznawała nas z ciekawymi detalami z życia Zamku. Ileż to pracy kosztowało przygotować te ciekawe biografie. Muzealnicy kochają jak mało kto swoje historyczne zawody.
3 godziny zwiedzania, a w środku też nie tak bardzo chłodno, pomimo grubych murów. Dobrze było siąść po wszystkim w klimatyzowanej restauracji i posumować te super aktywne dwa dni.
Agatowe Lato w Lwówku Śląskim odbyło się w tym roku już ponad 25-ty.
To festiwal dla pasjonatów minerałów, naukowców geologów z całego świata. Zwykle odbywa się w połowie lipca. Wystawy agatów zbierane w miejscowości Płóczki Górne i Dolne koło Lwówka robi ogromne wrażenie, nawet na zupełnych laikach. To aż niewiarygodne, że natura rzeźbi takie cuda. Pięknie wyeksponowane na wystawach w renesansowym Ratuszu Miejskim są wspaniałą atrakcją festiwalu, szczególnie, gdy poprzedzone wykładem profesorów z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Moje rodzeństwo cioteczne studiowało geologię. Ich pasje, poswięcenie obserwowałam przez lata. My też lubimy zbierać kamienie. Na straganach ludzie z całego świata, nawet z Ameryki Południowej. Rozmawiałam z miłym wystawcą z Indii i przymierzałam jego cudowną biżuterię.
Lubań Śląski organizuje tydzień wcześniej Festiwal Minerałów. Też przyciąga tłumy.
Na wszystkich imprezach dużo zajęć edukacyjnych , organizowanych przez muzea, bibliotek i różne stowarzyszenia. Dzieci cieszą się z udziału w konkursach, warsztatach, jaka radość z ciekawych nagród, czy tworzonych przez siebie dekoracji. Bo ja wszędzie z wnuczką.
Jednak
Lwóweckie Lato Agatowe to największa impreza w regionie i powiat szczyci się doskonałą organizacją i zaangażowaniem wszystkich mieszkańców. Mnóstwo rozmaitych straganów dla każdego, ale te czarodziejsko piękne kamienie są tu największym bohaterami. To dla nich zjeżdżają się ludzie z odległych stron.
W weekend ok. 20.lipca pojawia się następny międzynarodowy festiwal , który rozgościł się już od 30 lat w najpiękniejszej wsi Pogórza Izerskiego. Wybór potwierdzony przez Marszałka województwa.
Stacja Wolimierz otwiera się na międzyplanetarne królestwo sztuki, to kolonia artystyczna- to Katmandu Europy w sercu Gór Izerskich. To niezwykła galeria, miejsce spotkań artystów, ludzi z całego świata. Tu stykają się kultury i subkultury z każdego zakątka Ziemi. Wszechwidzące oczy Buddy witają każdego przybysza.
Wschód łączy się z Zachodem. To Dolina Harmonii, przyjaźni, ekologii. Taki górnolotny zachwyt jak u mnie na zdjęciu.
Nazywany festiwalem hippisowskim, ale zawiera wszystkie sztuki i prądy kulturowe, w muzyce, ekologii , malarstwie, rzeźbie, filozofii życia i pożywienia. Rozbrzmiewają dźwięki dzieci kwiatów, buddyjskie odgłosy bębnów i cytry, reggae, ostry rock oraz regionalne nuty Łużyczanek- zespołu z bałkańską tradycją. W tym roku rozśpiewały się również kolorowe cygańskie kapele. Przyjeżdżają tu wszystkie pokolenia, od najmłodszych z rodzicami aż do seniorów, z dekady prawdziwych hippisów lat 70.
Można posmakować potraw z całego świata. Uczestniczyć w warsztatach lub wykładach na świeżym powietrzu, tańca, jogi, wegetarianizmu i innych ciekawych, alternatywnych sposobów na życie.
My tam jeździmy od lat, Matylda już czwarty raz. Gdy jej mama i ciocia były młodymi dziewczynami, jeździłam z nimi na Woodstock do Żar. I zawsze mam w głowie swoją studencką wyprawę do Indii i Nepalu.
W pierwszy weekend sierpnia natomiast, w Lubomierzu, miasteczku znanym z filmu Sami Swoi odbywa się na wesoło i szałowo
Festwal Filmów Komediowych, już po raz 27. To miejscowi miłośnicy kinematografii od lat swoim autentycznym entuzjazmem, zaangażowaniem przygotowują ten radosny festiwal. W miasteczku kręcono wiele filmów, bo ma niepowtarzalny urok dawnych czasów. W Zaułku Filmowych i na Ławeczkach przypomniane są tytuły i zdjęcia filmowych ujęć z miasteczkiem w tle. To tutaj rozmawiałam z Iloną Kuśmierską na miesiąc przed jej nagłym odejściem, gdy świętowano 25 lat Festiwalu. Emanowała radością i witalnością. Na zdjęciu na scenie z lewej strony razem z aktorami znanymi z seriali TV.
W Muzeum Kargula i Pawlaka, czterokondygnacyjnym budynku, biegała po schodach jak tamta dziewczyna z Samych swoi. Zmarła we wrześniu 2022 roku. Zawsze tam pojawiał się Jerzy Janeczek, niestety też już odszedł w lipcu 2021.
Tu można się bawić, oglądając nasze polskie komedie lub kabarety i spotykać na Rynku aktorskie gwiazdy. Występują w różnych śmiesznych konkurencjach i bawią się z publicznością.
Również i ja pojawiam się tam od lat) Tu w kreacjach z lat 70.
Nie mogłabym wspomnieć o
Boleslawieckim Święcie Ceramiki, które zwykle odbywa się ok. 15 sierpnia, w tym roku już po raz 30! W dniach 14-18 sierpnia. Tam bywam rzadziej, bo wyroby nawet na straganach przedstawiają wysokie ceny, ale można upolować małe skarby, nietypowe ceramiczne cudeńka.
To większe już miasto w porównaniu z tymi powyżej i straszne tłumy wszędzie. Bo atrakcji co niemiara. Wystawcy z całego świata, plenery rzeźbiarskie , wernisaże , warsztaty, konkursy . Wielość oferty zadziwia różnorodnością. Najbardziej lubię siedzieć w restauracjach na prześlicznie zrewitalizowanym Rynku wzdłuż Drogi Królewskiej i myśleć o historii tego urokliwego miasta, które kiedyś leżało na przecięciu szlaków miedzy Europą Zachodnia a Rusią.
Niedaleko mojego letniego domu mamy tez mnóstwo imprez w Zamku Czocha, Nowogrodziec i Zamku Wleń. Blisko też do Świeradowa i Jeleniej Góry.
Ja też mam wyjątkową lokalizację. Gospodarz miał nosa wybierając Dolny Śląsk do zamieszkania.
Z przyjemnością dowiem się od Was o letnich imprezach w innych regionach.