Moja lista blogów

piątek, 28 listopada 2025

W Gdańsku dzięki Islandczykom?

 Są  duże, największe miasta w Polsce, do których jeździmy na szkolne i prywatne wycieczki jeśli mieszkamy gdzieś w pobliżu,  na studia, albo na zakupy kiedyś i teraz. Są to Warszawa Kraków Wrocław Poznań Gdańsk.  To obecnie miasta świateł, radości, wesołości, kosmopolityzmu, pośpiechu, ogromnego ruchu, ale też doskonałych komunikacyjnych możliwości.  Jeździmy na lotniska, do teatru i ciekawych nowoczesnych muzeów.

Mieszkam między Warszawą a Krakowem, ale w ostatnich kilkunastu latach  okolice Wrocławia też stały się moim drugim miejscem zamieszkania. Stamtąd i stąd bardzo daleko do Gdańska. 

Tak zeszło, że nie byłam 25 lat w tym mieście, chociaż na Hel i okolice przyjeżdżałam dosyć regularnie podczas wakacji. Poniżej z 10-letnią  córką Dominiką, a na następnym zdjęciu z  9-letnią wnuczką, jej córką. Czas na dzieciach widać😀

A teraz wreszcie pokonałam tę długą trasę, na szczęście szybkimi pociągami Intercity, od  8.40 z przesiadką w Warszawie do 14.20. Pendolino skróciłoby drogę o jedną godzinę. I nadal nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie nasi znajomi Islandczycy, którzy przylecieli do Gdańska z wizytą  typu city-break.  Przyjechaliśmy tu na 3 dni  spotkać się z nimi. Poniżej  wnuczka Matylda z koleżanką Ragneheidur i jej mamą Ingeborg oraz małym braciszkiem.

Wszyscy duchem byliśmy w Gdańsku 31 sierpnia 1980 roku, a ciałem przebywałam wtedy na studenckim obozie kondycyjnym w Zakopanem. Ćwiczyliśmy kondycję chodząc po górach i barach. 

Oficjalna dewiza Gdańska brzmi NEC tempere, NEC timide- ani tchórzliwie ani zuchwale- te słowa widniejące u podstawy ratuszowego herbu idealnie oddają ducha miasta, które przez wieki potrafiłoby być zarówno odważne w handlu jak i rozważne w polityce. 

O Gdańsku pięknie pisze guciamal i wyobraźcie sobie, że była moją wspaniałą przewodniczka po mieście. Nie mogło mnie spotkać nic lepszego, bo moje zwiedzanie z przewodnikiem zatrzymało się na pamięci panienki z okienka i Neptuna z trójzębem. Pewnie Heweliusz też się pojawił.

Sprzyjająca pogoda pozwalała nam na herbertowskie flanowanie. Włóczenie się po mieście, oglądanie egzotycznych warsztatów bursztynowych, gapienie się, picie wina,



uśmiechanie się, studiowanie menu, pozowanie do zdjęć jak u najlepszych fotografów, podziwianie z równą uwagą XV-wiecznego zegara w bazylice mariackiej,

spichrzów, Motławy, żurawia, ratuszy, Złotej Bramy jak i budki telefonicznej w Stoczni Gdańskiej.




Bo to hanzeatyckie  patrycjuszowskie miasto i  odważnej Solidarności.  Nigdy nie opuszczała go dobra koniunktura. Prócz tych tragicznych wydarzeń roku 1970.



Wolne Miasto Gdańsk z duchem protestantyzmu i pozostałościami po Holendrach, Niemcach i Szkotach. Ale w Bazylice NMP nie wpatrujemy się  już w kopię Sądu Ostatecznego Memlinga, nie ma Apokalipsy ani Bramy Raju, jest w Muzeum Narodowym na przerwie. Wychodzimy przywitać się z Neptunem, Dworem Artusa na gwarnym Długim Targu czy z lwami na Czterech Kwartałach przed Domem Uphagena czyli Muzeum Narodowym.




Rozmawiamy z Gosią o życiu, sztuce, historii i o przeczytanych  książkach, również  wypożyczonych z tej pięknej biblioteki.

Bogate kamienice przypominały mi Amsterdam, w którym kiedyś spędziłam dwa miesiące, a pobyty w Gdańsku mogę liczyć na godziny. Mam nadzieję to nadrobić z pomocą Gosi. Piękny dzień spędziłyśmy we  ten wtorek. Odkryłyśmy wiele wspólnych tematów do dyskusji. Nasz znajomość blogowa, nie zawsze intensywna, ale trwa już wiele lat.

Parogodzinny spacer zakończyłyśmy kolejnymi godzinami w bardzo ciekawym miejscu- Instytut Kultury Miejskiej - to bar bistro, księgarnia, galeria, kino i wiele innych kulturalnych rozrywek. Można zasiąść przed wielką witryną i obserwować  próżny, ale fascynujący tłum idący na Długi Targ oraz galerię Forum. Już w świątecznej dekoracji. To dla informacji Grazyna💓

Zawsze się cieszę, gdy koleżanki blogowe stają się realne. Margarita wygląda jak talerz z zupą😀

 Które duże miasta  w naszym kraju najbardziej lubicie? Czy często tam jeździcie? Macie jakieś szczególne wspomnienia?

 PS Islandczycy już po raz kolejny przyjechali do Gdańska. Lubią tu robić zakupy, ktoś z rodziny się tu ożenił. Dziwili się znakom drogowym obok siebie typu 40, 30 km prędkości i że nadal samochody nie zatrzymują się w okolicy pasów. Ciepło było dla nich i nie wiało👍 Lubią oczywiście pierogi, ale z sosami.

poniedziałek, 17 listopada 2025

Malta- na stadionie Ta`Qali.

 Mecz  Polska- Malta trwa, a mnie się przypomniało, że jakiś czas temu byłam już na tym pięknym stadionie, podczas europejskich kwalifikacji.  Jego położenie, podobnie jak coś z Islandii, związane jest z armiami alianckimi z czasów II wojny światowej. I ile północny kraj był bazą wypadową na lotnicze rajdy i przygotowanie II frontu, to południowy kraj był  węzłem komunikacyjnym dla sił sprzymierzonych, dla zaopatrzenia wojsk i operacji morskich. Malta była też szpitalem dla walczących na froncie afrykańskim. Do lat 70.Malta należała do dominium brytyjskiego.

A miejsce, gdzie obecnie znajduje się National  Stadium Ta`Qali w w stolicy kraju La Valletta, to dawne lotnisko wojskowe  z czasów II wojny światowej.  Dawne koszary z charakterystycznymi  półokrągłymi namiotami zostały  przekształcona w wioski rzemieślnicze.

W 32 minucie Robert strzelił gola. Flagi mamy takie same, biało-czerwone. Oni mają kolory w poprzek.

Pokażę  parę zdjęć. W tle Medina- Silent City- niezwykle piękne średniowieczne  miasteczko, dawna stolica kraju. A zaraz tracimy bramkę. What a shame.

Gdy byłam tam parę lat wcześniej, kibicowałam Maltańczykom i ubrałam się na czerwono- biało. Grali wtedy dzielnie  z Norwegami i nie byli tacy dobrzy, jak dzisiaj😀 Przyszliśmy dużo wcześniej, bo byłam w towarzystwie działaczy sportowych👍






Nigdy wcześniej o tym nie pisałam. Pamiętam, że hordy pijanych Norwegów, nota bene, przebranych za Wikingów,  chodzili wtedy po mieście i świętowali zwycięstwo 3:0. U nas już tak nie będzie. Bardzo słabo grają, na ile się znam.😢
Mecz, który kiedyś oglądałam był w październiku. Ostatnio pisałam tu, że na Maltę najlepiej pojechać  w maju lub październiku. Poniżej na zdjęciu przy wejściu do miasteczka Medina, które widać ze stadionu Ta`Qali.
Przed chwilą komentator powiedział, że Maltańczycy grają dla papieża Leona😀  Karola Wojtyłę też kiedyś bardzo kochali.
Słońce nad Maltą też zachodzi. Oby nie nad nami metaforycznie. Bo nie będzie coctail hour jak w opisywanym tu poście.
Na razie się pożegnam. Potem dopiszę. Wygraliśmy w końcu3:2 po dużej nerwówce w II połowie.

PS Zapraszam moich stałych czytelników do lektury recenzji  na temat wystawy drzeworytu japońskiego w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej.
Oraz wyrażenie refleksji w związku z Coctail hour😀👍.
Wszystkie refleksje są mile widziane.👏

piątek, 14 listopada 2025

Jeszcze raz o Islandii.

  Taki wspaniały chwalipost, pochlebna recenzja.👍👏💓

W czwartek 16 listopada o godzinie17.00 w Osiedlowym Domu Kultury Malwa odbyło się spotkanie podróżnicze z  panią Alicja Wilson pt.  Podróże po Islandii.

Sala przywitała publiczność  galerią  zdjęć  z Islandii  oraz wystawkami z islandzkimi pamiątkami, książkami i turystycznymi informatorami.


Osobny stół zastawiony  był smakołykami, w  tym likierem z lukrecji, kawą dla wikinga oraz różnymi słodyczami typu lakris.  Do poczęstunku oferowano  również  rybne chipsy i serową lawę.  Atrakcją było  mięso z rekina w bardzo szczelnym opakowaniu.

Prelekcja dotyczyła podróży i  życiu w Islandii, a prowadziła je pani Alicja  z wnuczką Matyldą.  Córka Dominika zajmowała się kwestiami technicznymi.  Pani Alicja, na codzień właścicielka  szkoły językowej w najbliższym sąsiedztwie ODS Malwa,  współpracująca z nim od zawsze,   to również podróżniczka i blogerka.  W ostatnich dwóch latach  kilkakrotnie odwiedzała   córkę i wnuczkę, które postanowiły zamieszkać w Islandii.

Spotkanie trwało  dwie godziny i było bardzo interesujące pod względem wiedzy, rozrywki, nauki języka oraz degustacji smaków Islandii.  Urocze prelegentki  swoją rozległą wiedzą zachwyciły słuchaczy, rozbawiły umiejętnościami językowymi i zadziwiły  spójnością swojego wystąpienia. W programie znalazły się gawędy o świecie nordyckim i jego  wierzeniach  obecnych  nadal w życiu Islandczyków, wykład z historii powstania Islandii,  nawiązania literackie i filmowe,  elementy socjologiczne z życia kraju i znaczenie Reykjaviku.  Główną rolę grały atrakcje przyrodnicze i geologiczne Islandii.

Matylda, która w islandzkich szkołach spędziła 1.5 roku uczyła nas krótkich wypowiedzi  i słówek, czytała po islandzku swoje własne opowiadanie o wierzeniach z okresu świątecznego i śpiewała piosenkę Roa, która reprezentowała Islandię w Eurowizji. Pani  Alicja wesoło  tańczyła razem z grupą Vaeb.  Odważnych słuchaczy, którzy zgłosili się do konkursu  języka islandzkiego nagrodzono egzotycznymi  upominkami.

Pokazywane slajdy i filmy zrobiły ogromne wrażenie na słuchaczach.  Szczególnie Tęczowe Góry, zorze polarne,  koniki na polach lawowych,  wodospady, Park Thingvellir, krajobrazy zimowe, rozdarte skaliste fiordy i wszystkie inne były doskonale dobrane.  Słuchacze  poczuli magnetyzm Islandii, jej  olśniewającą urodę i niezwykłość.  Tym sposobem zrozumieli zachwyt całego świata.  Dominika dobierała  rodzinne slajdy do prelekcji,  oglądaliśmy też fragmenty występów z Eurowizji, teledysk   I`ll show you pokazujący  ten niezwykły kraj oczami  Justina  Biebera oraz trailer  filmu Fire Saga, którego akcja rozgrywa się w Islandii.


Pani Alicja z ogromnym zaangażowaniem opowiadała o wszystkim , czuć było prawdziwą pasję i głęboką wiedzę na temat Islandii. Swobodnie przechodziła z historii do literatury, filmu,  geografii i ciekawostek o państwie. Nawiązywała świetny kontakt z publicznością.

Panowała   radosna atmosfera. Udzielał się entuzjazm prelegentki. Dużą atrakcją spotkania była degustacja różnych islandzkich smakołyków. Rozdawała je mała kelnerka Matylda, a likier Dominika.  Spróbowaliśmy się bordowego płynu z lukrecji /19% alkoholu/. Odświeżaliśmy  oddech i gardło kilkoma rodzajami cukierków z lukrecji, rybne chipsy i serowa lawa  już miały zapaszek, ale niczego nie przebił marynowany rekin.  To był  hardcore.

Rekina zaczyna Matylda dla zachęty. Nos zatyka.

Spotkanie było bardzo interesujące, magnetyczne jak Islandia.  Najmocniejsze strony to występy językowe ujmującej Matyldy


Maskonury na bluzce i portmonetce.

 i autentyczna pasja prelegentki, która chciała przedstawić nam jak najwięcej wiadomości . Może za dużo było  historycznych faktów, a za mało opisów cudów przyrody, które oglądaliśmy w tle.  Zabrakło czasu na zadawanie pytań, ale publiczność z trudem się rozstawała. Wszyscy sobie robili zdjęcia i obiecywali kolejne spotkania.
Z moim  dawnym uczniem, gwiazdą statystów i drobnych ról w 80 filmach.

Bardzo polecam prelekcje z panią Alicją Wilson. To moja cudowna nauczycielka.

 

niedziela, 2 listopada 2025

Nowe zabawy na blogu.

 Czytaliście kiedyś poezję Stanisława Grochowiaka, bo ja przypadkiem sięgnęłam po jego Haiku-images, wydane w 1978 roku. On zmarł w wieku 42 lat w 1976. Reprezentował  min. nurt turpistyczny. Pisał:

Umarli mają wysokie czoła i spokój wiedzy

Potem dzieje się coś okropnego

Osy uwiły sobie gniazdko w ciałach moich dziadków

Święto 1 Listopada  najbardziej lubiłam, gdy byłam młoda. Na studiach przyjeżdżało się do domu i to była atrakcja, spotkać się ze znajomymi i pić wódkę jak Maciek Chełmicki. Lubiłam też dawniej, bardzo dawno temu jeździć z Rodzicami do Sandomierza na groby dziadków, gdzie spotykaliśmy się z Rodziną. Było wesoło. Szczególnie, gdy się wracało zatłoczonym autobusem lub pociągiem.

O groby dbam najczęściej w wakacje. Kupuję kwiaty, bo Rodzice lubili. Jeżdżę do Sandomierza i Rzeszowa zadbać o inne groby. Nie lubię chodzić na cmentarz. Zapalamy świeczki pamięci.

 A teraz chodzę do parku i bawię się z wnuczętami. W sobotę było prawie pusto, ale w niedzielę już park wypełnił się radością.  Rozmyślam co by tu jeszcze w sferze naszego życia. Pogoda nam dopisała👍👏 Brawo natura.


Założyłam jeszcze jeden blog, gdzie będę pisała różne recenzje. Takie ćwiczenie pamięci przy okazji. blog

Zapraszam.

Pomyślałam też, żeby wrócić do podróży z Gospodarzem czy bez, których ostatnio nie opisałam i te znajdą się w blogu kimikoblog.blogspot.com. pt. The Wilsons in the midi blog Koleżanka pomogła mi go znaleźć, bo nie używałam od 10 lat. 😀 Siedzę w projektowaniu i próbuję coś wypracować.

sobota, 25 października 2025

Magia Górnych Łużyc.

      Piątkowe przedpołudnie spędziłam w muzeum w Lubaniu.  Oglądając wystawy rozmawiałam z panią Beatą, kustoszką  muzeum. Tematy przeskakiwały z kultury na socjologię, z historii na sztukę.  You made my day, można by powiedzieć, bo Beata była  taką wspaniałą interlokutorką. Wybierałam się do muzeum już od paru lat, bo miasto zawsze czarowało mnie swoim  historycznym urokiem. Lubiłam posiedzieć na skwerku koło Wieży Brackiej i widziałam oczyma wyobraźni  średniowieczne szlaki handlowe i komunikacyjne, które tędy przebiegały.


Nawet słyszałam średniowieczne odgłosy, stukot koni i zamykanie Bram.  Trakt Solny,  Droga Frankijska i Via Regia, to one  łączyły kraje ówczesnej Europy wschodniej i zachodniej.  Wieża i Brama oraz podwójne  mury  były doskonałą fortyfikacja w czasie wojen husyckich i ze Szwedami.  Miasto ma kościoły ewangelickie i katolickie. Lubię też siąść naprzeciwko renesansowego  Ratusza, od strony wejścia do Muzeum.
W sąsiedztwie szemrzącej fontanny, mnicha franciszkańskiego, tablicy osadników   chłonąć taką nieśpieszną miejską atmosferę. Architektura lat 70. niszczyła urok zabytkowych miasteczek., ale Ratusz ratuje wszystko.




 Lody z widokiem na Wieżę Kramarską też są naszą letnią tradycją. Przyjeżdżam tutaj podczas różnych letnich  festiwali, ale wolę ten spokój dnia codziennego. To było miasto kupców i rzemieślników i z historyczną brawurą podtrzymuje tradycje.  Spacerując wokół rynku uwagę przyciągają małe butiki wypełnione atrakcyjną odzieżą i eleganckimi drobiazgami. Jestem zadziwiona  ich  ilością. Teraz miasto jest w stowarzyszeniu gmin polskich euroregionu i w związku sześciu miast łużyckich
, a w średniowieczu było członkiem Ligi  Sześciu Miast  Górnych Łużyc. To nie wojny tak naprawdę niszczyły miasto, ale pożary. Może to i dla zdrowia , bo higiena tamtych czasów była śmiertelnym zagrożeniem.

Rozmawiałyśmy tak z panią Beatą, a czas nam płynął praktycznie i bardzo miło. Pozwalałyśmy sobie wzajemnie mówić. Moja prywatna przewodniczka  już wiedziała, co może mi się spodobać i zwracała uwagę, gdy coś pominęłam.  Czasami człowiek ma szczęście spotkać na swojej drodze fajną osobę. Kontynuujemy rozmowę o historii Lubania i jego czeskim i śląskim pochodzeniu, ale pojawia się też piastowska księżniczka Świętosława- Sygryda. Ciekawe czy o niej był jakiś film?  A z tyłu za mną Śnieżne Kotły, prosto ze spotkania autorskiego Sławka Gortycha .  Ale malarstwo to dzieło Ludwiga Danzigera. Na pewno o takim nie słyszeliście? Z okazji 50-lecia istnienia Muzeum Regionalnego w Lubaniu już niedługo zobaczymy książkę Ludwik Danziger malarz z Lubania. 


A ja miałam już z przyjemność podziwiać  kilka jego obrazów i poznać historię życia. Akurat byłam po seansie netflixowym  Breslau murders i pomyślałam, że życie malarza też jest gotowym scenariuszem.  Urodzony w 1874 roku w Lubaniu /Lauban/ w żydowskiej rodzinie średniozamożnych kupców.  Od dziecka nie rozstawał się z papierem ołówkiem i kredką.

Kochał Karkonosze i pobliskie Góry Izerskie. Dziecięce przeżycia wśród malowniczych szczytów sprawiły, że potem poświęcił się głównie sztuce pejzażu. Dużo podróżował, ale brał też udział w I wojnie światowej, która zostawiła ponure, przykre wspomnienia. Był samotnikiem.  Bardzo mnie wzruszyła historia jego życia. Zmarł w 1924 roku. Ominęły go faszystowskie czasy.

Szykuje się ogromną monograficzna wystawa tego malarza w Muzeum w Lubaniu.  Z pewnością tam się pojawię następnym razem  i dokończymy rozmowę z panią Beatą. Np. na temat osadników z Bukowiny, tzw. góralów czadeckich i niezwykłych naczyń z popłodami  jako rytuałów magicznych. Oraz na temat nagród wydarzeń muzealnych Dolnego Śląska, bo ja byłam w trzech nagrodzonych miejscach. Muzeum Ceramiki w Bolesławcu, jako wystawa regionalna, Muzeum Miejskie Dom G. Hauptmanna jako wystawa sztuki- Paul Aust i Lubań jako projekt naukowo- badawczy- późnośredniowieczne monety z Wyręby. Jest o czym prawić👍👏

Do zobaczenia. Już jestem fanką muzeum w Lubaniu. W przedwojennym saloniku mi do twarzy.


 

Jakie muzeum ostatnio odwiedziliście? Bo wiem, że chodzicie👍 A na wernisażach jakie towarzystwo się pojawia?  Można poobserwować, nie tylko obrazy czy eksponaty.   

Czy muzeum to kontemplacja muz jak mówi geneza słowa?