Są duże, największe miasta w Polsce, do których jeździmy na szkolne i prywatne wycieczki jeśli mieszkamy gdzieś w pobliżu, na studia, albo na zakupy kiedyś i teraz. Są to Warszawa Kraków Wrocław Poznań Gdańsk. To obecnie miasta świateł, radości, wesołości, kosmopolityzmu, pośpiechu, ogromnego ruchu, ale też doskonałych komunikacyjnych możliwości. Jeździmy na lotniska, do teatru i ciekawych nowoczesnych muzeów.
Mieszkam
między Warszawą a Krakowem, ale w ostatnich kilkunastu latach okolice
Wrocławia też stały się moim drugim miejscem zamieszkania. Stamtąd i stąd
bardzo daleko do Gdańska.
Tak zeszło, że nie byłam 25 lat w tym mieście, chociaż na Hel i okolice przyjeżdżałam dosyć regularnie podczas wakacji. Poniżej z 10-letnią córką Dominiką, a na następnym zdjęciu z 9-letnią wnuczką, jej córką. Czas na dzieciach widać😀
A teraz wreszcie pokonałam tę długą trasę, na szczęście szybkimi pociągami Intercity, od 8.40 z przesiadką w Warszawie do 14.20. Pendolino skróciłoby drogę o jedną godzinę. I nadal nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie nasi znajomi Islandczycy, którzy przylecieli do Gdańska z wizytą typu city-break. Przyjechaliśmy tu na 3 dni spotkać się z nimi. Poniżej wnuczka Matylda z koleżanką Ragneheidur i jej mamą Ingeborg oraz małym braciszkiem.
Wszyscy duchem byliśmy w Gdańsku 31 sierpnia 1980 roku, a ciałem przebywałam wtedy na studenckim obozie kondycyjnym w Zakopanem. Ćwiczyliśmy kondycję chodząc po górach i barach.
Oficjalna dewiza
Gdańska brzmi NEC tempere, NEC timide- ani tchórzliwie ani zuchwale- te słowa
widniejące u podstawy ratuszowego herbu idealnie oddają ducha miasta, które
przez wieki potrafiłoby być zarówno odważne w handlu jak i rozważne w
polityce.
O Gdańsku pięknie pisze guciamal i wyobraźcie sobie, że była moją wspaniałą przewodniczka po mieście. Nie mogło mnie spotkać nic lepszego, bo moje zwiedzanie z przewodnikiem zatrzymało się na pamięci panienki z okienka i Neptuna z trójzębem. Pewnie Heweliusz też się pojawił.
Sprzyjająca pogoda pozwalała nam na herbertowskie flanowanie. Włóczenie się po mieście, oglądanie egzotycznych warsztatów bursztynowych, gapienie się, picie wina,
uśmiechanie się, studiowanie menu, pozowanie do zdjęć jak u najlepszych fotografów, podziwianie z równą uwagą XV-wiecznego zegara w bazylice mariackiej,
spichrzów, Motławy, żurawia, ratuszy, Złotej Bramy jak i budki telefonicznej w Stoczni Gdańskiej.
Bo to hanzeatyckie patrycjuszowskie miasto i odważnej Solidarności. Nigdy nie opuszczała go dobra koniunktura. Prócz tych tragicznych wydarzeń roku 1970.
Wolne Miasto Gdańsk z duchem protestantyzmu i pozostałościami po Holendrach, Niemcach i Szkotach. Ale w Bazylice NMP nie wpatrujemy się już w kopię Sądu Ostatecznego Memlinga, nie ma Apokalipsy ani Bramy Raju, jest w Muzeum Narodowym na przerwie. Wychodzimy przywitać się z Neptunem, Dworem Artusa na gwarnym Długim Targu czy z lwami na Czterech Kwartałach przed Domem Uphagena czyli Muzeum Narodowym.
Rozmawiamy z Gosią o życiu, sztuce, historii i o przeczytanych książkach, również wypożyczonych z tej pięknej biblioteki.
Bogate
kamienice przypominały mi Amsterdam, w którym kiedyś spędziłam dwa miesiące, a
pobyty w Gdańsku mogę liczyć na godziny. Mam nadzieję to nadrobić z pomocą
Gosi. Piękny dzień spędziłyśmy we ten wtorek. Odkryłyśmy wiele wspólnych tematów do dyskusji. Nasz znajomość blogowa, nie zawsze intensywna, ale trwa już wiele lat.
Parogodzinny spacer zakończyłyśmy kolejnymi godzinami w bardzo ciekawym miejscu- Instytut Kultury Miejskiej - to bar bistro, księgarnia, galeria, kino i wiele innych kulturalnych rozrywek. Można zasiąść przed wielką witryną i obserwować próżny, ale fascynujący tłum idący na Długi Targ oraz galerię Forum. Już w świątecznej dekoracji. To dla informacji Grazyna💓
Zawsze się cieszę, gdy koleżanki blogowe stają się realne. Margarita wygląda jak talerz z zupą😀
Które duże miasta w naszym kraju najbardziej lubicie? Czy często tam jeździcie? Macie jakieś szczególne wspomnienia?



































