Zimowa wycieczka na Święty Krzyż czyli na szczyt Łysej Góry to doświadczenie, które łączy w sobie surowość natury z zaskakującym wyciszeniem, a jednocześnie pojawiającym się przedwiecznym strachem przed czarownicami i strzygami, czyli nieszczęściami życia, gdy jesteśmy zależni od nieprzewidywalnej natury.
Na wycieczkę wybrały się cztery koleżanki. Wszystkie urodzone w tym regionie, byłyśmy karmione od dzieciństwa w każdej sali polonistycznej takim cytatem Żeromskiego, pisarza urodzonego w ziemi kieleckiej "puszcza królewska, książęca, biskupia, świętokrzyska, chłopska ma zostać na wieki wieków jako las nietykalny, siedlisko, bożyszcze, po którym święty jeleń chodzi jako ucieczka anachoretów,/pustelnik/ wielki oddech ziemi i żywa pieśń wieczności. Puszcza jest niczyja, nie moja ani twoja, a ani nasza, jeno boża święta."
Wędrówka Drogą Królewską z Nowej Słupi zimą smakuje inaczej niż o jakiejkolwiek innej porze roku. Jest pusto, cicho i czuje się moc Mroźne powietrze sprawia, że każdy oddech staje się bardziej świadomy, a skrzypienie śniegu pod butami, to jedyny dźwięk przecinający leśną ciszę. Kiedy szlaki spowija śnieg, wszystko zastyga pod białą czapą, góry naprawdę nabierają niemal mistycznego charakteru. Wyglądałyśmy jadąc po drodze oszronionych drzew, ale w Puszczy Jodłowej na Łysej Górze dopiero się objawiły. Na dole tylko strasznie wiało.
Przyjechałyśmy do Nowej Słupi już przed 11:00 i czarownice z Łysej Góry hasające w tych rejonach bezkarnie przygnały mroźne wietrzysko. Zdążyłyśmy się przywitać z Emerykiem, z księciem węgierskim zastygłym tutaj i zaklętym od wieków.
Legenda głosi, że posuwa się na Świętą Górę co ziarnko maku. Gdy dojdzie, to koniec świata rychły. Miałyśmy zamiar poruszać się trochę szybciej, toż to tylko 50 minutowy spacer.
Nagle strasznie zawiało, przymarzło lodem na trasie, to gdzież byśmy miały odwagę ruszyć dalej i zdobywać tą karkołomną drogą Łysą Górę. My cztery eleganckie panie, w tym jedna bez czapki. Ona od razu bezpiecznie została w samochodzie. Zawróciłyśmy i podjechałyśmy od strony Szklanej Góry, gdzie samochodem zajeżdża się pod sam klasztor. Porządku bycia on-line pilnuje wielki maszt radiowo-telewizyjny i pewnie też osławione 5G. Pogoda niewiele się zmieniła. Wiało i zacinało w twarz małymi kryształkami lodu. Beatka zamiast czapki dostała mój szalik.
Pustka wokół miejsc w lecie wypełnionych szczelnie turystami, sprawiała zadziwiające wrażenie. Choćby film Lśnienie. Jak najszybciej potrafiłyśmy, ślizgając się po zamarzniętej grudach, doszłyśmy zwiedzić klasztor. To święte miejsce od wieków, wybudowane jeszcze przez Bolesława Chrobrego w 1006 roku, słowiańskimi tradycjami na górze. Potem i tak nie uchroniło od okrutnych Tatarów, Szwedów, Rosjan, i Niemców.
Wizyta w sanktuarium na Świętym Krzyżu to naprawdę głębokie przeżycie
duchowe i historyczne. Majestatyczne mury klasztoru misjonarzy Oblatów,
krypty księcia Wiśniowieckiego oraz bogata historia opactwa sprzyjają wyciszeniu, refleksji oraz
poszukiwaniu siły w całym tym zgiełku świata. Dwie nasze koleżanki po wielu latach
mieszkania za granicą wróciły do Polski. Nasze czułe i bardzo wzajemne rozmowy
o życiu były pięknym uzupełnieniem tych różnych refleksji.
Sanktuarium jest najstarszym miejscem kultu w Polsce i najważniejszym zabytkiem regionu. To miejsce, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Maszt czuwa nad nami.😀
Przepiękna barokowa Kaplica Oleśnickich to miejsce przechowywania Relikwii Drzewa Krzyża Świętego.
Zimą, gdy turystów jest znacznie mniej łatwiej o chwilę autentycznej kontemplacji. Surowe mury klasztoru otulone mgłą lub przykryte śniegiem emanują spokojem, który trwa tu od stuleci.
To miejsce zmusza do rozważań- patrząc na wiekowy kompleks uświadamiamy sobie trwałość wiary i historii w zderzeniu z ulotnością ludzkiego życia. Naszej słabości, nawet w momencie tego przenikliwego zimna. Bo na szczęście nic gorszego nam się nie wydarzyło. Ludzie tu mieszkający doświadczyli przez wieki straszliwych tragedii i upokorzeń.
Dobrze udokumentowany jest rozdział ostatniej wojny i losy radzieckich jeńców umierających w męczarniach- głodzonych na śmierć przez gestapowców. Okoliczna ludność, chociaż pod groźbą śmierci, jednak pomagała biednym jeńcom wojennym i również zaznała niesłychanych dramatów. Skomplikowane wojenne losy trzech różnych rodzin z tych rejonów- chłopskiej, inteligenckiej i ziemiańskiej z ogromną uczciwością reporterską opisał w książce Długi dzień świętej góry Andrzej Nowak- Arczewski/ o prywatnie mój brat/.
Nawet trafił nam się przemiły zakonnik-przewodnik, bo jakaś grupa harcerska się pojawiła. Zaprosił nas do wspólnego zwiedzania. Widzieliśmy gotyckie książki przepisywane przez mnichów- benedyktynów, tu powstawał najstarszy zabytek języka polskiego Kazania Świętokrzyskie. Imię Róży nam się objawiło w pamięci, a chłód i gotyckie meble i portyki sprzyjały wyobraźni.
A potem już do kawiarni na górę, na herbatę, kawę, ciastko i grzańca bezalkoholowego oraz zakupy różnych ziół i herbat. Nie rozsiadałyśmy się za długo, bo jeszcze czekał nas mały spacer, żeby zobaczyć najukochańszy widok na klasztor, gdy podchodzi się pod Łysą Górę.
Nadal strasznie wiało, nie dało się zejść niżej, żeby podziwiać widok w całości.
![]() |
Podjechałyśmy pod taras widokowy. Zejście po żelaznym, śliskim tarasie to lekcja cierpliwości, ale już jej nie miałyśmy ze strachu przez poślizgnięciem. Doszłyśmy tylko do pierwszego poziomu. Zmarznięte bloki skalne, które latem są chaotyczną kupą wielkich kamieni, pod śniegiem tworzą harmonijną białą płaszczyznę. Chociaż teraz zasłaniały nam drzewa, bo nie zeszłyśmy niżej, to i tak często przypomina mi się wierszyk z dzieciństwa, „Góry Świętokrzyskie są właściwie niskie szary mech porasta zbocza kamieniste”. I cytat „w uszach moich trwa szum twój lesie dzieciństwa i młodości”.
![]() |
| Jesteśmy na wysokości 595 m. |
![]() |
| Żelazny taras widokowy |
W
podstawówce z okazji omawiania lektury Syzyfowe prace brałam udział w konkursie
recytatorskim na recytację fragmentów książki oraz innych dzieł pisarza.
Nauczycielka dużo serca oddała nam w te lekcje. Na mnie to skutecznie zadziałało i potem też w liceum. Zachwycałam się wtedy Żeromskim, chociaż
innych nudził, oprócz może powieści Dziejów grzechu, która był czytany ukradkiem.
Zbliża się powoli pora obiadu. Zjechałyśmy do Szklanej Góry, w lecie niemiłosiernie oblężonej przez rodziny z dziećmi z powodu różnych atrakcji. Najpierw podjechałyśmy pod hotel Jodłowy Dwór, który świetność swoją rozpoczął jeszcze pod koniec lat 70. Niestety nie zrewiatalizował się, chociaż wnętrza mają niebanalny charakter i po pewnym liftingu z pewnością hotel cieszyłby się większą popularnością. Dzisiaj restauracja była nieczynną, ale hotel otwarty.
Zjechałyśmy kawałek niżej, do restauracji w podobnym stylu sąsiadującej z osadą średniowieczną o podwójnej nazwie Karczma- izba dobrego smaku.
![]() |
| Osada średniowieczna |
![]() |
| Karczma dobrego smaku. Pasiaki świętokrzyskie i szydełkowanie. |
W drodze
powrotnej nadal zachwycałyśmy się
wspaniałymi zimowymi widokami. Oj, dawno nie było takiej zimy. Wspaniały czas z koleżankami.
Czy macie jakieś ulubione miejsca w swoim regionie i tam często jeździcie?
A moje Góry Świętokrzyskie znacie? Planuję w maju zorganizować tu małe spotkanie blogerskie, mam wspaniałe miejsce na nocleg, ale szczegóły napiszę pewnie w marcu.





















































