Moja lista blogów

czwartek, 19 lutego 2026

London calling.

    Uwielbiam  kosmopolityczny imperialny Londyn. W latach 1994- 2015 regularnie odwiedzałam UK, organizowałam również z moją szkołą językową wycieczki  do stolicy Zjednoczonego Królestwa i kochałam Londyn bardziej niż jakiekolwiek miasto na świecie.  Moje subiektywne abecadło to turystyczno-kulturowy obraz tego wspaniałego obiektu pożądania dla anglofilów.  Tak mniej więcej co 10 lat zmieniam  trochę hasła mojego uproszczonego londyńskiego abecadła i gdzieś je zamieszczam.  Gdy zaczęłam prowadzić blog w 2011 roku znałam wiele entuzjastek- blogerek z Anglii. Potem już tak bardzo zadomowiły się w UK, że przestały pisać.

Zapraszam do najświeższych refleksji and the latest pics sprzed dwóch dni. Z koleżanką Beatką- w Anglii jako Baba-B💓 spędziłyśmy uroczy tydzień, czasami słoneczny, a czasami deszczowy i wietrzny, jak to w Anglii. Głównie w Brighton, ale również przywołał nas Londyn👍👏💓.

 A jak ale czyli prawdziwe angielskie piwo. Ogromna różnorodność pubu w Londynie może


przyprawić o zawrót głowy. Najłatwiej iść do Shakespeare naprzeciwko Victoria Station. Na zdjęciu gdzie indziej. 

B jak Big Ben oczywiście, gdzie wspólnie z innymi cieszę się na moście Westminster, że tu jestem. Big Ben to zegar i dzwon, a wieża to Elisabeth Tower na część 60-lecia panowania królowej Elżbiety II.

C jak Chinatown. Po raz pierwszy, akurat 17 lutego widziałam rozpoczęcie  nowego chińskiego roku, tym razem Ognistego Konia i bajeczne iluminacje. Kocham też Camden Town. To grungeowa, typowo młodzieżowa ulica. Tu można się ubrać niepowtarzalnie i odjazdowo. Mnóstwo ulicznych artystów wiktoriańskie stylowe sklepiki. 

Sprzed lat, z  moimi gimnazjalistkami💓


D jak double decker bus. Najlepiej pozują do zdjęć..

E jak eye czyli London Eye - koło widokowe nad Tamizą naprzeciw parlamentu wysokie na 135 m. wspaniałe widoki, gdy ładna pogoda. County Hall wzdłuż Tamizy, gdzie muzea i Aquarium.

F jak fountain, najbardziej znana turystom fontanna to Shaftesbury Memorial na Piccadilly i przed National Gallery na Trafalgar Square.

G- gifts,  oczywiście London gifts,  sklepy z pamiątkami  wszędzie zatrzymują turystów.

H jak Houses of Parliament- neogotycka monumentalna budowla nad Tamizą, siedziba angielskiego parlamentu.  Wszędzie najwięcej jest turystów z Azji, jak i rodowitych Anglików azjatyckiego pochodzenia.


J jak  Jubilee line. Przy obchodach millenium to było coś. Kosmiczne kolory. I przeleciało tyle lat.

K  jak King Karol III

L jak Leicester Square, miejsce rozrywek, gdzie na miejscu dawnej kultowej dyskoteki Alhambry stoi kino Odeon, a tam odbywają się najsłynniejsze premiery filmowe. Placowi patronują postaci z popularnych filmów. Stale odbywają się pokazy różnych  ulicznych artystów. Ja uśmiecham się na premierę musicalu Dirty dancing.

A Bridget Jones uśmiecha się do nas.

M jak models, które tutaj bardzo często można spotkać przechodząc obok. Różnorodność ludzi wokół niezmiernie mnie zawsze fascynuje. Lubię na nich patrzeć i widzieć tu cały świat.



N jak National Gallery na Trafalgar Square,  bardzo nowocześnie rozbudowane w ostatnich latach,  gdzie podziwiamy największe dzieła malarskie. Po raz pierwszy od zawsze mogłam bez pośpiechu obejrzeć to, co najbardziej lubię i co lubią inni.




 

Pablo Picasso- Macierzyństwo

O jak Oxford Street najdłuższa ulica handlowa w Londynie zakupowe serce miasta, tłumy ludzi, czerwone piętrowe autobusy i sklepy wszystkich światowych firm. 

P jak Piccadilly Circus. Czyli  rzeźba amorka strzelającego z łuku na szczycie ozdobnej fontanny. To prawdziwy  cyrk wielkiego skrzyżowania. Jeszcze większe tłumy ludzi, migotliwe neony i częste demonstracje, protesty w centralnym punkcie West Endu.

R jak Royal Albert Hall. Jedna z najcudowniejszych sal koncertowych miejsce występów najsłynniejszych gwiazd o tyle specyficzna, że dokładnie okrągła. 

Sprzed lat, z moim miłym RIP współpracownikiem.

S jak Starbucks cafe moje ulubione miejsce picia kawy, amerykańska sieć kawiarni, gdzie można zjeść lekkie śniadanie lub deser. W Polsce mamy już od lat. 

T jak Trafalgar Square charakterystyczny punkt Londynu z wysoką kolumną  Admirała Nelsona z czterema posągami lwów, na które wdrapują się turyści. Obok wspaniałe fontanny i monumentalne budowle.  Takie widoki z galerii głównego budynku.

U jak Underground czyli metro, jedno z najstarszych w Europie. Gdy u nas dogorywało Powstanie Styczniowe oni już budowali.  Można łatwo się przemieszczać i dużo zobaczyć. Najpopularniejsze linie to Piccadilly Victoria Westminster i Jubilee 

V jak Victoria and Albert  muzeum- poza British Museum moje ulubione miejsce refleksji i zachwytu nad najwspanialszymi na świecie zbiorami sztuki.

W jak Westminster Abbey  - najstarszy kościół Zjednoczonego Królestwa, właściwie Kolegiata św. Piotra, gdzie  od 1066 roku odbywają się koronacje, a  królewskie pogrzeby od 13 wieku. Najcenniejsza budowla Londynu ze względu na znaczenie historyczne, obok Tower of London. Najważniejsza świątynia anglikańska , obok  katedry Canterbury.

Z jak zapach Londynu to nie jest zapach spalin, ale mieszanka woni kulinarnych, kosmopolityczny tygiel wszystkich ras świata, aromaty najrozmaitszych przypraw, a do tego wszechobecny zapach kawy, nie herbaty.

Z przyjemnością zobaczyłabym uzupełnienie londyńskiego alfabetu waszymi wspomnieniami💓. Ja tym razem byłam krótko i przemieściłam się trasą od Victoria Station do West Endu.  Ale wiele innych miejsc jest w mojej czułej pamięci. Nie tylko ze względu na miasto, ale na ludzi , z którymi tu kiedyś byłam.

Z córką i koleżankami. Bożenka RIP.💓




 



niedziela, 8 lutego 2026

A może na rybkę, która lubi pływać? Czy jeszcze tak się mówi?

         Czy karpia jecie tylko w święta?   Ja do niedawna tak.

Kiedyś uczyłam się francuskiego z Anglikami i Holendrami we Francji. Było wesoło, szczególnie, gdy opowiadaliśmy o zwyczajach w swoich krajach. Różnice kulturowe  czasami zadziwiały, czasami rozśmieszały, a głownie z  powodu nieporozumień językowych.  Karp na święta wydawał im się bardzo ubogim daniem.

 W Polsce  pojawił się pomiędzy XII a XIII wiekiem za sprawą czeskich lub morawskich mnichów zakonu cystersów, którzy osiedlili się na naszych ziemiach. W okresie średniowiecza hodowle karpia zakładano głównie w majątkach klasztornych. Czynnikiem decydującym o wyborze właśnie tego gatunku była łatwość jego hodowli. Kolejnym powodem wzrostu popularności karpia była konieczność przestrzegania postów, które nakazywał kościół katolicki dla stanu wyższego jak i niższego.

Jechałyśmy szlakiemVia Carpatia, droga ekspresowa S19 w Polsce, który łączy Europę Północną i Południową. Ale brzmi.

 W Opolu Lubelskim i jego okolicach stawy  pojawiły się już w 18 wieku, a może nawet  i wcześniej, jak twierdzą lokalni regionaliści. Nadal odgrywają  tu ważną rolę. Oprócz stawów wielkopowierzchniowych, gdzie hoduje się ryby jak w Woli Rudzkiej (Pustelni), czy w Mazanowie, istnieje jeszcze dużo mniejszych.  Zwykle przy gospodarstwach agroturystycznych jak i przy prywatnych domach. Wszystko to wynika z coraz większej chęci spożywania ryb. Obecnie  karp konsumowany jest przez cały rok. W okolicach Pustelni od lat nie brakuje miłośników jego jedzenia jak i łowienia.

Moja córka jest ichtiolożką i zawsze z ogromną przyjemnością odwiedza restauracje, które serwują ryby. Ale to, co zobaczyłyśmy w Pustelni- Zajeździe Rybackim wprawiło w zdumienie swoim rozmachem.

Pobyt  w Woli Rudzkiej to doświadczenie, które wykracza poza zwykły posiłek – to hołd dla lokalnej tradycji hodowli ryb. Restauracja, położona jest w samym środku  Krainy Lessowych Wąwozów. Ten obszar charakteryzują najwyższe średnie temperatury powietrza oraz najdłuższy okres wegetacji. Występuje tam wiele rzadkich gatunków roślin, a także niezwykle zróżnicowana fauna. Na tym obszarze usytuowanych jest kilka rodzajów cennych przyrodniczo obszarów, takich jak: rezerwaty przyrodyparki krajobrazowe . Największy z nich – Kazimierski Park Krajobrazowy – wraz ze swoją otuliną obejmuje ponad połowę Krainy Lessowych Wąwozów. Sercem regionu jest Wisła wraz ze swoimi rozlewiskami i dopływami, otoczonymi malowniczymi brzegami.   Kaczki  z Nałęczowa nas prowadzą.

Menu Pustelni to dowód na to, że ryby słodkowodne mogą być podane w sposób nowoczesny i zaskakujący. Nas zadziwił odczarowany karp, bez ości w formie frykasów przypominających owoce morza i zupa Seby  z karpiowymi filetami oraz soczewicą z warzywami. Zupa czosneczkowa z karpiowym  filetem, ciągnącym się serem i chrupiącymi grzankami była również znakomita. Zajadamy.



Wyobrażam sobie  smak tatara z pstrąga na marynowanym buraku. Wszystkiego chciałoby się spróbować, a miejsce na deser trzeba zostawić.

W karcie  można również znaleźć  też unikalnego karpburgera oraz wyroby z własnej wędzarni (jesiotr, szyneczka z karpia). Dania dopełniają soki z pobliskiej  Szczepanówki oraz wina  Mickiewicz z winnic Opola Lubelskiego. Wyjątkowe smaki. Grzane piwa i wina są niepowtarzalne.

Wnętrze restauracji łączy rybacki klimat z nowoczesnym designem.  Restauracja jest całkowicie  zmodernizowana, ale jednocześnie zaciszna i przytulna, mocno osadzona w rybackim klimacie.

Dominują w nim naturalne materiały, które współgrają z malowniczym otoczeniem stawów i lasów. Są sieci, łodzie, boje, sznury, trawy, trzciny, płótno, dużo drewna.

 Oferują około 200 miejsc na dwóch poziomach oraz taras z widokiem na zieleń.  Otoczenie stawów sprzyja wyciszeniu i refleksji nad rolą wody w ekosystemie. Teraz wszędzie było biało pod śniegową pierzynką.

To również ma niezaprzeczalny urok.
 Restauracja jest przyjazna rodzinom (plac zabaw i wspaniały kącik dla dzieci, menu dziecięce)

oraz zwierzętom (możliwość wejścia z psem)  Choć ceny nie należą do najniższych (przeciętny przedział 30–70 zł za jedno danie), goście zgodnie twierdzą, że są one adekwatne do wyjątkowej jakości i smaku potraw.

Pustelnia to miejsce typu slow food– idealne na niespieszny obiad, gdzie czas płynie rytmem natury, a każda porcja ryby jest dowodem na pasję jej twórców.

Córka rozmawiała z panią Anią Pyć, współwłaścicielką całego przedsiębiorstwa Gospodarstwo Rybackie Opole Lubelskie „Pustelnia” w celu biznesowej porady,  a ja buszowałam po sklepie. Pani Anna jest również ichtiolożką. To przemiła i bardzo pozytywna osoba. Opowiedziała nam o historii firmy i o swoich interesujących zawodowych przygodach oraz podróżach. Jak dobrze znać języki obce.  Zachęcała Dominikę do rozpoczęcia rybackiego biznesu. Córka poczuła się wyróżniona pochwałą i miłą rozmową. Na zdj.po prawej.

Sklep Pustelnia, będący częścią gospodarstwa rybackiego w Woli Rudzkiej koło Opola Lubelskiego, to miejsce, gdzie tradycja hodowli łączy się z nowoczesnym podejściem do lokalnej żywności. Kluczowym atutem jest model „prosto z wody”. Ryby, takie jak pstrąg, karp, sum, szczupak, amur czy jesiotr, pochodzą z własnych stawów Pustelni, co gwarantuje jakość nieosiągalną w dużych sieciach handlowych.

Sklep wykracza poza sprzedaż surowych ryb, oferując unikalne produkty, jak stripsy  i szyneczkę z karpia czy tatar z pstrąga, zupę Seby, pasztety, smalczyki i pasty rybne,  które zmieniają postrzeganie tradycyjnych gatunków.

Wszystkie produkty prezentują się w  estetycznych słoiczkach z dokładnymi etykietami. Są również inne produkty rolnicze, miody, syropy, soki i herbaty. Oraz czekolady z owocami, opolskie krówki i znakomite lokalne wina.

Sklep zdobią różne pamiątki, maskotki w kształcie ryb, garnuszki, torby, magnesy, zawieszki. Wyroby wiklinowe i z wełny są towarem i ozdobą. Pastę z wędzonego pstrąga zjadłyśmy z wnuczką w jeden dzień. Łyżeczkami wybierałyśmy ze słoiczka. Akurat wyjeżdżam do UK w tym tygodniu, to mam gotowe polskie upominki.

Firma ma wysoką renomę. Sukcesy, takie jak obecność na liście produktów tradycyjnych czy wyróżnienia w plebiscytach (np. Forbes Forum Firm Rodzinnych), potwierdzają, że jest to przedsięwzięcie stabilne i doceniane przez ekspertów.

Część dyplomów.
Pomyśleć, że kiedyś to był klasyczny PGR i karczma GS-u. Dobrze kiedyś zarządzany mógł przekształcić się we wzorową firmę i zbudować nowoczesną markę kojarzoną z wysoką jakością i zdrowym stylem życia. Zawsze jestem dumna, że w naszym kraju dzieje się tyle dobrego, bo dobrze pamiętam dawną naszą siermiężność. Lubelszczyzna i Kielecczyzna były zawsze sobie bliskie.

Byłyśmy pod ogromnym wrażeniem. Miałyśmy zaplanowane jeszcze inne  sprawy i  trzeba było ruszyć w drogę, ale z pewnością tam wrócimy z rodzinami i przyjaciółmi. Bardzo polecam. Deser  wzięłyśmy na wynos, pischingery z krówką. Palce lizać. Mona Lisa też lubi ryby😀

Czy znacie podobne lokale dedykowane tylko rybom i sklepy z lokalnymi towarami?

 



 

wtorek, 27 stycznia 2026

Góry Świętokrzyskie są właściwie niskie, szary mech porasta, zbocza kamieniste...

 Zimowa wycieczka na Święty Krzyż czyli  na  szczyt Łysej Góry to doświadczenie, które łączy w sobie surowość natury z zaskakującym wyciszeniem, a jednocześnie  pojawiającym się przedwiecznym strachem przed czarownicami i strzygami, czyli nieszczęściami życia, gdy jesteśmy zależni od nieprzewidywalnej natury. 

Na wycieczkę wybrały się cztery koleżanki. Wszystkie urodzone w tym regionie, byłyśmy karmione od dzieciństwa w każdej sali polonistycznej takim cytatem Żeromskiego, pisarza urodzonego w ziemi kieleckiej "puszcza królewska, książęca, biskupia, świętokrzyska, chłopska ma zostać na wieki wieków jako las nietykalny, siedlisko, bożyszcze,  po którym święty jeleń chodzi jako ucieczka anachoretów,/pustelnik/ wielki oddech ziemi i żywa pieśń wieczności. Puszcza jest niczyja, nie moja ani twoja, a ani nasza, jeno boża święta."

Wędrówka Drogą Królewską z Nowej Słupi zimą smakuje inaczej niż o jakiejkolwiek innej porze roku. Jest pusto, cicho i czuje się moc  Mroźne powietrze sprawia, że każdy oddech staje się bardziej świadomy, a skrzypienie śniegu pod butami, to jedyny dźwięk przecinający leśną ciszę. Kiedy szlaki spowija śnieg,   wszystko zastyga pod białą czapą, góry naprawdę nabierają niemal mistycznego charakteru. Wyglądałyśmy jadąc po drodze  oszronionych drzew, ale w Puszczy Jodłowej na Łysej Górze dopiero się objawiły.  Na dole tylko strasznie wiało.


Przyjechałyśmy do Nowej Słupi już przed 11:00 i czarownice z Łysej Góry hasające w tych rejonach bezkarnie przygnały mroźne wietrzysko. Zdążyłyśmy się przywitać z Emerykiem, z księciem węgierskim zastygłym tutaj i zaklętym od wieków.


Legenda głosi, że posuwa się na Świętą Górę co ziarnko maku. Gdy dojdzie,  to koniec świata rychły. Miałyśmy zamiar poruszać się trochę szybciej, toż to tylko 50 minutowy spacer.  

Nagle strasznie  zawiało, przymarzło lodem na trasie, to gdzież byśmy  miały odwagę ruszyć dalej i zdobywać tą karkołomną drogą  Łysą Górę. My cztery eleganckie panie, w tym jedna bez czapki. Ona od razu bezpiecznie została w samochodzie.  Zawróciłyśmy i podjechałyśmy od strony Szklanej Góry, gdzie samochodem zajeżdża się pod sam klasztor. Porządku bycia on-line pilnuje wielki maszt radiowo-telewizyjny i pewnie też osławione 5G. Pogoda niewiele się zmieniła. Wiało i zacinało w twarz małymi kryształkami lodu. Beatka zamiast czapki dostała mój szalik.

Pustka wokół miejsc w lecie wypełnionych szczelnie turystami, sprawiała zadziwiające wrażenie. Choćby film Lśnienie. Jak najszybciej potrafiłyśmy, ślizgając się po zamarzniętej grudach,  doszłyśmy zwiedzić klasztor. To święte miejsce od wieków, wybudowane jeszcze przez Bolesława Chrobrego w 1006 roku, słowiańskimi tradycjami na górze.  Potem i tak nie uchroniło od okrutnych Tatarów, Szwedów, Rosjan, i Niemców.

Wizyta w sanktuarium na Świętym Krzyżu to naprawdę głębokie przeżycie duchowe i historyczne.  Majestatyczne mury klasztoru misjonarzy Oblatów, krypty księcia Wiśniowieckiego oraz bogata historia opactwa  sprzyjają wyciszeniu, refleksji  oraz poszukiwaniu siły w całym tym zgiełku świata. Dwie nasze koleżanki po wielu latach mieszkania za granicą wróciły do Polski. Nasze czułe i bardzo wzajemne rozmowy o życiu były pięknym uzupełnieniem tych różnych refleksji.

Sanktuarium jest najstarszym miejscem kultu w Polsce i najważniejszym zabytkiem regionu. To miejsce, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Maszt czuwa nad nami.😀


Przepiękna barokowa Kaplica Oleśnickich to miejsce przechowywania Relikwii Drzewa Krzyża Świętego.



Zimą, gdy turystów jest znacznie mniej łatwiej o chwilę autentycznej kontemplacji. Surowe mury klasztoru otulone mgłą lub przykryte śniegiem emanują spokojem, który trwa tu od stuleci.

To miejsce zmusza do rozważań- patrząc na wiekowy kompleks uświadamiamy sobie trwałość wiary i historii w zderzeniu z ulotnością ludzkiego życia.  Naszej słabości, nawet w momencie tego przenikliwego  zimna. Bo na szczęście nic gorszego nam się nie wydarzyło. Ludzie tu mieszkający doświadczyli przez wieki straszliwych tragedii i upokorzeń.


Dobrze udokumentowany jest rozdział ostatniej wojny i losy radzieckich jeńców umierających w męczarniach- głodzonych na śmierć przez gestapowców. Okoliczna ludność, chociaż pod groźbą śmierci, jednak pomagała biednym jeńcom wojennym i również zaznała niesłychanych dramatów. Skomplikowane wojenne losy trzech różnych rodzin z tych rejonów- chłopskiej, inteligenckiej i ziemiańskiej  z ogromną uczciwością reporterską opisał w książce Długi dzień świętej góry Andrzej Nowak- Arczewski/ o prywatnie mój brat/.

Nawet trafił nam się  przemiły  zakonnik-przewodnik, bo jakaś grupa harcerska się pojawiła. Zaprosił nas do wspólnego zwiedzania.  Widzieliśmy gotyckie książki przepisywane przez mnichów- benedyktynów, tu powstawał najstarszy zabytek języka polskiego Kazania Świętokrzyskie.  Imię Róży  nam się objawiło w pamięci, a chłód i gotyckie meble i portyki sprzyjały wyobraźni.



A potem już do kawiarni na górę, na herbatę, kawę, ciastko i grzańca bezalkoholowego oraz zakupy różnych ziół i herbat.  Nie rozsiadałyśmy się za długo, bo jeszcze czekał nas mały spacer, żeby zobaczyć najukochańszy widok na klasztor, gdy podchodzi się pod Łysą Górę. 

Nadal  strasznie wiało, nie dało się zejść niżej, żeby podziwiać widok w całości. 

Nagrodzone zdjęcie z konkursie ogłoszonym przez klasztor.  Piękne wystawy podziwialiśmy w krużgankach.

Podjechałyśmy pod taras widokowy. Zejście po żelaznym, śliskim tarasie to lekcja cierpliwości, ale już jej nie miałyśmy ze strachu przez poślizgnięciem. Doszłyśmy tylko do pierwszego poziomu. Zmarznięte bloki skalne, które latem są chaotyczną kupą wielkich kamieni, pod śniegiem tworzą harmonijną białą płaszczyznę.  Chociaż teraz zasłaniały nam drzewa, bo nie zeszłyśmy niżej, to i tak często przypomina  mi się wierszyk z dzieciństwa, „Góry Świętokrzyskie są właściwie niskie szary mech porasta zbocza kamieniste”. I cytat „w uszach moich trwa szum twój lesie dzieciństwa i młodości”. 

Jesteśmy na wysokości 595 m.


Żelazny taras widokowy

W podstawówce z okazji omawiania lektury Syzyfowe prace brałam udział w konkursie recytatorskim na recytację fragmentów książki oraz innych dzieł pisarza. Nauczycielka dużo serca oddała nam w te lekcje. Na mnie to skutecznie zadziałało i potem też w liceum. Zachwycałam się wtedy Żeromskim, chociaż innych nudził, oprócz może powieści Dziejów grzechu, która był czytany ukradkiem.

Zbliża się powoli pora obiadu. Zjechałyśmy do Szklanej Góry, w lecie niemiłosiernie oblężonej przez rodziny z dziećmi z powodu różnych  atrakcji. Najpierw podjechałyśmy pod hotel Jodłowy Dwór, który świetność swoją rozpoczął jeszcze pod koniec lat 70. Niestety nie zrewiatalizował się, chociaż wnętrza mają niebanalny charakter i po pewnym liftingu z pewnością hotel cieszyłby się większą popularnością. Dzisiaj restauracja była nieczynną, ale  hotel otwarty.


Zjechałyśmy kawałek niżej, do restauracji w podobnym stylu sąsiadującej z osadą średniowieczną o  podwójnej nazwie Karczma- izba dobrego smaku.

Osada średniowieczna



Karczma dobrego smaku. Pasiaki świętokrzyskie i szydełkowanie.

I zgoda,  smak był znakomity. Zalewajka świętokrzyska-  ich specialite de la maison- wszystkim nam smakowała. Kontynuowałyśmy nasze zasłuchanie i zapatrzenie w siebie, rozmowy o życiu i plany na nieodległą przyszłość. Beatka z  dwóch placków z sosem grzybowym zrobiła dwa dania, bo drugi placek potraktowała jako deser z cukrem. Ja moją zalewajką zagryzałam kanapką z ciecierzycą. We dwie z Jadzią raczyłyśmy się też doskonałym grzańcem.

W drodze powrotnej nadal  zachwycałyśmy się wspaniałymi zimowymi widokami. Oj, dawno nie było takiej zimy. Wspaniały czas z koleżankami.

Czy macie jakieś ulubione miejsca w swoim regionie i tam często jeździcie? 

A moje Góry Świętokrzyskie znacie? Planuję w maju zorganizować tu małe spotkanie blogerskie, mam wspaniałe miejsce na nocleg, ale szczegóły napiszę pewnie w marcu.