Moja lista blogów

niedziela, 6 września 2026

Czy w Dreźnie jest nadal rok 1945?

        Po raz kolejny pojechałam do Drezna. W ostatnich 10 latach byłam trzy razy.  To tragiczne miasto przypomina dawne wojenne czasy, wzrusza –  a jednocześnie zadziwia  na nowo swoim barokowym olśniewającym przepychem. 

Opera Sempera. Letnia scena festiwalu Canaletto, a naprzeciwko kościół Mariacki.


10 lat temu z widokiem na Kościół Mariacki

Ten sam kościół z drugiej strony, naprzeciwko Opery Sempera z pomnikiem Jana Wettyna.

Pierwszy raz w  Dreźnie  byłam 30 lat po wojnie w latach 70., gdy pamięć o dywanowych atakach aliantów była jeszcze świeża. Wtedy myślałam, należało im się, oni zniszczyli nam Warszawę i cały kraj. Nie czułam współczucia, myślałam, że to była sprawiedliwa zemsta. Nie mieliśmy wtedy dokładnej wiedzy historycznej o tym, że alianci  tym atakiem ułatwili Rosjanom drogę na Berlin. Polscy lotnicy wiedząc już o ustaleniach Jałty nie chcieli lecieć w operacji Thunderclap, ale musieli wykonać rozkaz. 

Drezno po wojnie było na terenie NRD. W tamtych czasach politycznie mówiono nam  o losach złych i dobrych Niemców ze sztandarowym dramatem Niemcy L. Kruczkowskiego. Notabene mnie ten dramat bardzo się podobał i wzruszał, szczególnie scena  w okupowanej Norwegii i Polsce. 

Nie tak dawno obejrzałam na youtube polski film z 1961 roku w reżyserii Jana Rybkowskiego

/mój krajan/ pt. Dziś w nocy umrze miasto. Bardzo dobra, jak na tamte czasy i wstrząsająca relacja o ostatnim dniu, wieczorze i nocy z 13 na 14 luty 1945,  o koszmarze miasta, gdy parę tysięcy bombowców ruszyło z Londynu,  żeby  zmasowanym atakiem przestraszyć  walczącą armię niemiecką. Powieść Rzeźnia nr 5 Kurta Vonneguta i film, który powstał wg niej, również min. porusza temat lotów dywanowych na Drezno. Kiedyś oglądałam, ale wątek SF mnie zniechęcił.

Miasto było pełne cywilów, szczególnie kobiet i dzieci, oraz uciekinierów z ziem Śląska zajętych już przez Rosjan, jak również  międzynarodowych grup jeńców  pracujących przymusowo.  Nikt nie spodziewa się nalotu. Poznajemy ich życie, ich domy, rodzinę, przyjaciół,  ich radości troski,  miłosne trójkąty. Kamera pokazuje wojenny obyczajowy czas.  Główny bohater – Piotr– zbiegły jeniec/ Andrzej Łapicki/ chodzi po mieście jak turysta, przypominając sobie przedwojenny czas

Spaceruje też wzdłuż monumentalnego Orszaku Książąt (Fürstenzug), na którym uwieczniono władców z dynastii Wettynów, w tym Augusta II Mocnego i August III Sasa – w Polsce oceniani surowo, tutaj jawią się jako wizjonerzy, którzy przekształcili Drezno w „Florencję nad Łabą”.



Korona na Bramie Koronnej symbolizująca podwójną władzę Augusta II króla Polski i elektora Saksonii. Trzy lata temu i teraz.



Oglądałam i ja te porcelanowe kafelki, które przetrwały naloty, nie spaliły się, bo same powstawały jeszcze w wyższej temperaturze niż bomby zapalające.


 Przewodniczka opowiadała jak relatywna bywa historia. To, co dla nas było okresem politycznego kryzysu, dla sztuki i architektury tego regionu stało się złotym wiekiem. Dzisiejsze Drezno wciąż oddycha tamtym bogactwem. Odbudowywane przez wszystkie lata po wojnie, nadal stoją rusztowania, ale ta naturalna ciemna patyna czasu, to dawne osmalone cegły, zbierane  w mrówczej pracy odbudowy. Miasto zrównane kiedyś  z ziemią, jak Warszawa i Coventry. Najsilniej poczuć to w można Kościele Mariackim (Frauenkirche).

Pomnik Marcina Lutra przed kościołem.

Przez dekady leżał w gruzach jako pomnik wojennej katastrofy, /Niemcom Wschodnim to odpowiadało/ a jego rekonstrukcja, ukończono dopiero na początku XXI wieku, Ciemniejsze, oryginalne kamienie wtopione w jasną fasadę wyglądają jak blizny na ciele  człowieka. 

3 lata temu jeszcze urządzano dziedziniec, a dzisiaj tak wygląda..

Czytałam potem  najnowsze opracowania historyków, którzy naloty na Drezno nazywają nawet ludobójstwem/ zginęło ok. 35 tys. ludzi w ciągu 2 dni/, a siłę rażenia porównują do wybuchów  bomby atomowej. Bomby zapalające tworzyły temperaturę 1000 stopni.

Tym razem myślałam inaczej, już żałowałam historyczne Drezno,  że zostało tak straszliwie okaleczone. Ale wobec ludzi nadal nie czułam litości. Powtarzałam, że należało im się.  Jako nieodrodne dziecko i czytelniczka Medalionów i  Opowiadań Borowskiego.  Pamiętam jak w Syrii była wojna i niszczono zabytki sprzed tysięcy lat. Cały świat ubolewał.

Drezno to także miasto polskich uchodźców i wielkiej literatury już od końca XVIII wieku, a potem po Powstaniu Listopadowym Niemcy z Saksonii przyjmowali niedawnych powstańców, pomagali, zbierali pieniądze, i każda szanująca się rodzina wspierała polskich bohaterów. To tutaj, w drezdeńskim odosobnieniu, Mickiewicz napisał III część Dziadów, akurat  czytałam wczoraj  na Narodowym Czytaniu. Z kolei Kraszewski spędził tu ponad dwadzieścia lat, pisząc swoje najsłynniejsze powieści, w tym genialną Hrabinę Cosel, o której to postaci nasza przewodniczka dużo opowiadała. Warto  też odwiedzić Twierdzę Stolpen, gdzie hrabina spędziła potem wiele lat swojego życia.

Tym razem jechałam do Drezna, żeby więcej czasu spędzić  w galerii Zwinger i Albertinum, podziwiać starych i nowych mistrzów. Romantycznego Caspara Friedricha, który jednak zbyt symboliczny dla mnie, Gauguina z jego dalekimi podróżami, Vincenta Gogha/ czyt, Hoha/ i starych mistrzów. Przede wszystkim Rafaela, Canaletto.  Ale podobała mi się Wieża Babel.

Główne wejście do Galerii Zwinger i słynny obraz na plakacie Czekoladziarka.


Drezno w oczach Canaletto. Obraz pomagał w odbudowie miasta.


Rafael Madonna Sykstyńska i słynne aniołki


Marten van Valckenbroch

Paul Gauguin Parau Api

Siedząc w  kawiarni w Zwinger, w sąsiedztwie wielkich mistrzów myślałam o tym, jak inaczej odbiera się życie i sztukę w każdym wieku. Kiedyś najdłużej chodziłam  po galerii  porcelany, rzeźby, teraz kontempluję malarstwo. Chyba dlatego,  że brakowało czasu.

Z galerii ceramiki widać główny dziedziniec

Gdy wieczorem wróciłam do domu,  czytałam o tym, jak współczesne Drezno – dziś jeden z najważniejszych ośrodków technologicznych w Europie (tzw. Silicon Saxony) – wykorzystuje sztuczną inteligencję (AI). Algorytmy pomagają we wszystkim.

Jako osoba z pokolenia, które pamięta świat analogowy, patrzę na to z podziwem, to czary.  AI daje nam niesamowite narzędzia i uświadamia , jak szybko zmienia się świat. 

Jednak żadna technologia, nawet najbardziej zaawansowana, nie zastąpi ludzkiego zachwytu, głębokiego wzruszenia i refleksji, które rodzą się w nas, gdy patrzymy na dzieła sztuki.

 Czy macie nadal ambiwalentny stosunek do Niemców  w związku z II Wojną Światową?  Byliście w Dreżnie?










20 komentarzy:

  1. Hej a byłaś może kiedyś w mieście od jakiego zaczęła się II wojna światowa u nas-pięknym i nie aż tak często odwiedzanym Wieluniu? Tam to dopiero wspomnienia ożywają. Na Nadodrzu u mnie nawet i sam Spielberg kręcił swoje filmy. Wpadnij no na Ptasią, Kurkową czy Łowiecką to zobaczysz niezłe kontrasty mojej "Nibylandii".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mam wyrzuty sumienia, że nie skręcam chociaż na chwilę na Wieluń, gdy jadę z Wrocławia na Łódź. Widzę zawsze zjazd na miasto.
      Wrocław też odwiedzam na parę godzin, chociaż byłam tyle razy jeszcze w dawnych latach, to głównie poruszałam się w okolicy starego miasta. Rodzina też mieszkała niedaleko dworca.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Bardzo dziękuję za przywołanie moich wspomnień - film Rybkowskiego, książki Vonneguta i Kraszewskiego, panowanie Sasów.
    Niestety nie byłem w Dreźnie.
    Relacje z Niemcami - mam dobre - mój zięć jest Niemcem i ma rzeczywiście niemiecki charakter
    Ponad 60 lat koresponduję z Niemką, zacząłem jeszcze przed poznaniem mojej obecnej żony.
    Niemcy i II wojna - według mnie to tylko dowodzi, że w pewnych okolicznościach nawet bardzo cywilizowany naród może stać się bestią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My pleasure.
      Przyjaźnie się w Ostrowcu z koleżanką, która była spokrewniona z rodziną Rybkowskich. Reżyser przyjeżdżał prywatnie do Ostrowca w dawnych latach, znaczy do Częstocic pod miastem.
      Cieszę się że przywołałam wspomnienia. Libię zapamiętywać miejsca całościowo, dlatego obejrzałam ten film jeszcze raz i przeczytałam opinie historyków na temat tego słynnego dywanowego nalotu, gdy wojna była już przesądzona. Też tam podkreślono klasyczne wychowanie narodu, bogaci Niemcy- Beata Tyszkiewicz wybierała się ze swoim przyjacielem esesmanem- Ignacy Gogolewski na koncert do opery w pantofelkach i futrze.

      Usuń
  3. Świetna wycieczka! Pokazujesz same piękne rzeczy, co uzmysławia mi, ile straciłam będąc w Dreźnie jedyny raz na wycieczce handlowej, dawne czasy. Pilotka proponowała zwiedzanie, ale uczestnicy zmęczeni nocną jazdą nie kwapili się, a dla mnie samej szkoda było zachodu.
    Wieczne odwoływanie się do czasu II wojny we współczesnych relacjach? nam, jako narodowi tez można wiele zarzucić, a jak mówią mędrcy, ludzie sie dogadają, a rządy i politycy to inna bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i zachęcam do odwiedzenia Drezna na takiej jednodniowej wycieczce jak ja jeżdżę gdy przebywam na Dolnym Śląsku.
      Ja tylko przy okazji Drezna mam zawsze takie rozmyślania, że należało im się to bombardowanie i totalne zniszczenie. Taki rodzaj zemsty jak wymyślił sobie dowodca angielski.
      A ogólnie przecież mam bardzo dobre relacje z Niemcami już od czasów studenckich, bo powtarzam o pierwszym mężu germaniście oraz moje wieloletnie przyjaźnie z germanofilami.
      Chociaż enerdowcy to byli specyficzni. Teraz w Saksonii wygrała partia prawicowa na fali enerdowskich wspomnień.

      Usuń
  4. W Dreznie bylam w latach osiemdziesiatych. Zwinger utkwi w pamieci ale i te czesci miasta, ktore zachowaly slady bombardowania na scianach budynkow. Poruszalismy sie tylko z przewidnikiem. Rozmowy z rowiesnikami niemieckimi byly bardzo ostrozne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za odwiedziny.
    Mój pierwszy mąż germanista obowiązkowo na przedmiocie zwanym kulturoznawstwo bardzo dużo uczył się na temat Drezna i Poczdamu. Pamiętam do tej pory jak powtarzał. Oni jeździli na kolonie jako wychowawcy do NRD, byli odpowiednio szkoleni jeżeli chodzi o ideologię, ale Helgi, jak nazywano niemieckie dziewczyny były bardzo chętne i miłe.😃

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam takich odczuć, może dlatego, że nie przeżyłam II wojny, a może dlatego, że kuzynki taty są Niemkami i mówią, że Niemcy bardzo się wstydzą wojennych zaszłości. Lubię język niemiecki.

    OdpowiedzUsuń
  7. I dobrze słyszeć. Dwoje mojego rodzeństwa ciotecznego wyjechała do Niemiec w latach 80, mając współmałżonków z tzw. pochodzenia. Też są teraz bardziej Niemcami niż Polakami. Również wspominają o tym poczuciu wina u Niemców i dobrze. Spotykamy się głównie na pogrzebach teraz.
    Niemiecki jest taki poukładany, nigdy nie mogłam się nauczyć przypadków i rodzajników. Angielski na poziomie podstawowym czy średnim jest łatwiejszy.
    Ale my dzisiaj mamy genialną pogodę, u ciebie chyba jeszcze cieplej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawe nawiązania.
    A u nas była ulica Kruczkowskiego i ją przemianowali na Rodzinna. Nie podoba mi się ta nazwa. Widać Kruczkowski był współpracownikiem dawnych służb. chociaż dramat Niemcy omawiany w szkołach był ciekawą lekturą.
    W Dreźnie nie byłam.
    An.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też bardzo podobał się dramat Niemcy, a nawet pamiętam niektóre role z teatru telewizji. Na przykład młody Andrzej Seweryn grał kiedyś Willego Sonnenbrucha, był taki bezwzględny, profesora grał Gustaw Holoubek. Jego córkę grała Maja Komorowska
      Też byłam zdziwiona, że zmienili te ulicę. odziennie koło niej przechodzę. Pozdrowienia.

      Usuń
  9. Oprawcy tego świata nie myślą raczej logicznymi kategoriami, bowiem w wojnach zawsze najbardziej są pokrzywdzeni ci najbardziej niewinni oraz to co jest zupełnie niewinne, czyli zabytki i sztuka. Dlatego zniszczonego Drezna zawsze mi było żal. A także tych, którzy zginęli a o potrzebę wojny nich ich nie pytał:)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Akurat Niemcy to wiedzieli co robią.
    Można mieć tylko pretensje do tych z najwyższych szczebli, czyli przywódców z Jałty. Oni stworzyli ten powojenny porządek. Niemców wygnano ze Śląska i Pomorza, a Polaków z Ukrainy Białorusi Litwy. To już historia i akademickie dyskusje nic nie pomogą. Ale można wyrazić swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. w Dreźnie byłem dawno, jeszcze w czasach DDR-u i faktycznie miałem moment, gdy miałem wrażenie, że te dawne czasy wróciły... otóż jadąc tramwajem zobaczyłem jakiegoś wujka, który wsiadając pozdrowił pasażerów znanym gestem "pięć piw"... to było na tyle szybkie, że przeoczyłem pewien detal... otóż jak się potem okazało, ów gość po prostu pokazywał innym swój bilet miesięczny... znając polskie obyczaje miałem lekki szok kulturowy...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pamiętam jak byłam w Indiach, tam wszędzie na autobusach był był ten znienawidzony znak. Dziwiliśmy się bardzo. Dopiero potem wszyscy gdzieś poczytali o historii tego symbolu. Mój pierwszy raz w NRD to jeszcze ruiny na ulicach gdzieniegdzie. Szczególnie w Dreźnie, bo byłam też w Cottbus. Ruin nie było i żyło im się lepiej niż nam, a był 1972 rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, ten znak został kiedyś buchnięty po chamsku i ludzie kojarzą go teraz głównie tylko z jednym... a tymczasem używały go chyba wszystkie dawne kultury świata, włącznie ze Słowianami i miał zawsze dość sympatyczne znaczenie...

      Usuń
  13. Pięknie to opisałaś i spojrzałam teraz na Drezno z innej perspektywy. Podoba mi się. B.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też lubię Drezno. Pojechałam kiedyś specjalnie do opery na Gianni Schicchi a przy okazji miałam trochę czasu, żeby zwiedzić miasto. Był początek stycznia, dzień mroźny chociaż słoneczny, stały jeszcze straganiki serwujące grzane wino co uprzyjemniało spacerowanie. Drezno oczarowało mnie barokiem.
    Pourlopowe serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję Moniu, czytałam gdzieś u ciebie o Dreźnie. Wieczór w operze jest doskonałym uzupełnieniem tych barokowych cudów.
    myślę, że o każdej porze roku to miasto jest bardzo atrakcyjne.
    pozdrawiam tymczasem ze świętokrzyskiego.

    OdpowiedzUsuń