Moja lista blogów

piątek, 17 czerwca 2016

Jak to z weselem było i inne rodzinne atrakcje.

15.06. Już od kilku dni planuję coś wreszcie napisać, bo stęskniłam się za pisaniem, a tu ciągle coś wypada. A tu mecz, lub przygotowania do zakończenia roku, albo spotkania towarzyskie, a tu film jakiś mnie wciągnął. Dziś Pluton np. Absorbują mnie i zawsze przykuwają uwagę  kultowe filmy o Wietnamie. Pamiętam wojnę w Wietnamie w relacjach naszych gazet i TV, też piosenkę Lecą bomby na nasz dom drukowaną w Na przełaj, napalm z Apokalipsy i masakrę w My Lai. Jako ledwie 10-letniej dziewczynce wojna w Wietnamie głęboko  zapadła mi w pamięci i przejęła do głębi. Lubię filmy wojenne. Oglądając je, oddaję hołd żołnierzom i ofiarom. Tak to sobie tłumaczę.
Ale od dziś miało być o wakacjach: W cytatach posłużę się Iwaszkiewiczem kontynuując moje wrażenia po wizycie w Stawisku.
A kiedy będzie lato i gorąco, z promieni się nam dzień utka
Rzeka niebieska mrugnie drwiąco, i błyśnie wiosło i łódka
A na chmurze różowej podpływa nasz Sandomierz

Serial o Ojcu Mateuszu rozsławił miasto znakomicie. Lokalne biznesy rozkwitły i moim kuzynom też świetnie się wiedzie.

Z Sandomierza pochodzą moi Rodzice i chętnie tam wracam odwiedzając Ciocię i moich kuzynów.
 Prawie wakacyjnie było na weselu mojej córki Magdy, a na pewno bardzo familijnie, jak to bywa na weselach.
  Mam nową rodzinę,  Mariusza i jego rodziców-Marię i Sławka i to jest najwspanialsza wiadomość. Mała Ewcia rośnie i jest ogromną pociechą rodziców, dziadków, wujków i cioć.

Patrz niebo jest takie niebieskie. Po niebie chmurki lecą, to jasne , to ciemne
Słońce co rano wstaje, co wieczór zapada. Świat będzie zawsze piękny, Ewciu i Matyldziu. I beze mnie.

Nigdzie się jeszcze nie wybieram, ale powtarzam za Iwaszkiewiczem takie przesłanie dla wnuczek.
 Ewcia i Matyldzia, dwie moje ślicznotki. Będą kiedyś przyjaciółkami i siostrami.
Ewcia już pilnuje siostrzyczki, żeby nie spadła z sofy. Jak kiedyś jej mama młodszej siostrzyczki.
Zjazdy rodzinne na weselach zawsze nasuwają mi na myśl Wesele Wyspiańskiego i lubię tak podkładać weselników w postaci dramatu, tak żartobliwie i asocjacyjnie.To mój ulubiony dramat i prawie znam na pamięć. Google też jest pomocne.
Mój brat byłby Dziennikarzem i Poetą w jednym ,  prowadzi rozmowy z Radczynią z Krakowa, z Gospodarzem, Czepcem i pięknymi paniami. Tak mu się snuje dramat groźny, szumny, posuwisty jak polonez...
Ze studencką koleżanką Bogusią- Radczynią z Krakowa. A mój brat, nomen omen, i poeta, i dziennikarz,
 Maryna i Zosia, chociaż tutaj już nie panienki, ale urocze w swojej młodości i zalotności niby druhenki. Przez pół drwiąco, przez pół serio bawią się galanterią.




A obrazek malowany bez skazek, farby swieże malowane, rysunek ogromnie prawdziwy, wszystko aż do ram idealne. Dominika i Justyna. W głębi Matyldzia z wujkiem Kubą z Rzeszowa.
Gospodyni i Gospodarz to naturalnie Marysia i Sławek.Najwspanialsi i gościnni.
Dramatyczne, bardzo pięknie -u nas wszystko dramatyczne,w wielkiej skali, niebotyczne -ale kto tam to zrozumi.. Każden ogień swój zapala, każden swoją świętość święci..
Państwo Młodzi dziękują Rodzicom. Nawet tak pod kolor się ubrałyśmy.


Nos to  Andrzej Tryba z Rzeszowa, chrzestny panny młodej- pod hasłem : znam, znam: e vviva l'arte,życie nasze nic niewarte: kult Bachusa i Astarte. Ha! trza znosić Fata, Los, konsekwentnie próżny trzos; o Wielkościach darmo śnić, trzeba żyć, trzeba żyć. Bonaparte, ten miał nos.
 Jasiek i Kasper to Mateusz, świeżo upieczony inżynier informatyki i Szymek  sandomierskiej proweniencji ze strony ojca, powiedzieliby:  Jasiek drużba, słuchaj bratku, co ci powiem na ostatku. Zgadnij co? Że te panny to nas chcom...a może tak one ino kpiom?

 Małgosia mogłaby być Marysią, której ukazuje się Widmo  dawnego narzeczonego i dla mnie to symboliczna tęsknota za niespełnionym. Czekałam cię długo, długo i nie doczekałam się.
Małgosia w białej kreacji, moja ukochana siostra cioteczna i chrzestna Madzi. Dwie siostrzyczki w środku, a takie niepodobne.Dominika ma coś ze mnie chyba. Cożeś ty taka wesoła, odgarnij se włosy z czoła.
 Karolina z Warszawy byłaby Haneczką
i powie Dominice:  musisz się wprzódy dość naszlochać, napłakać, zbeczeć razy wiele aże postawią cię w kościele, a potem możesz sobie kochać.
I nawet mała Isia- Zosieńka z dziadkiem i przyszywaną ciocią Jolą, wspaniale się bawiła.

  A ja jestem  poetycką Rachelą. Poeta mówi do mnie: Pani poezją przesiąkła. Ledwo parę słówek brząkła Muza pani- a już błyski od stóp głowy do nóżek. Po prostu Galatea. I taka rola jak najbardziej mi odpowiada. Chcę poetyczności dla was i chcę ją rozdmuchać.

  Czepcowa to właścicielka lokalu w Bałtowie. Wspaniale zarządzała i gospodarowała.

 I zaraz potem szczęśliwi Państwo Młodzi, już bez literackich skojarzeń matki, wyruszyli w podróż poślubną,
Serce do kochania radsze.
Toś już moja! Radość, szczęście!
Nie myślałem, że tak wiele.
Panna Młoda
Ano chciałeś, masz wesele.

a babcie zajęły się Ewcią. Dzieciątko nie zdążyło zatęsknić za Rodzicami, tyle rozrywek zapewniały troskliwe babcie.
Pierwszy raz na huśtawce.
Madzia z Mariuszem zwiedzali Kretę i sąsiednie wyspy.
Najbardziej spektakularne Santorini.
W takim raju moja córcia.

I takim sposobem w naszym nauczycielskim żywocie przepłynął kolejny rok szkolny, dosyć fortunny,  naprawdę pomyślny i optymistyczny.
 Lecą obłoki jak światłe łabędzie, na sinym niebie ta flotylla rajska, jak szczęście , które zawsze będzie, już dogonione i odgadnione.
16.06. Po zremisowanym meczu Polska-Niemcy wróciły nasze sny o potędze. Kocham piłkę nożną w czasie różnych mistrzostw i mam tyle wspomnień. Pisałam o tym w czerwcu tu - World Cup w moim życiu.
A tu Ewcia- najważniejszy kibic w ostrowieckiej Fan Zone.

A ja pojechałam do Gajówki i to pierwszy raz samochodem. Zeszło mi 8 godzin, bo niepotrzebnie podjechałam pod Łódź prawie, a potem przez Wrocław, zamiast obwodnicą. Nawet się nie zmęczyłam muszę przyznać. Dwa wypite redbulle i location map okazały się bardzo pomocne. Natychmiast Ewelina Royska się we mnie odezwała i zabrałam się do roboty.

Pomyłam  wszystkie okna i firanki,  i tak estetycznie w miarę możliwości przygotowałam sypialnię, halle i  pokój dzienny do zamieszkania przez najmłodsze rodzinne gwiazdeczki- Matyldzię i może Ewcię z mamami. Wyplewiłam grządki i na nowo posypałam korą. Poukładałam w szafach i na półkach. Wielomiesięczne kurze starłam, książki poskładałam, obrazki pozmieniałam i siadłam zadowolona na łóżku, albo leżałam na hamaku.
Zawsze podobał mi się ten dom, tylko nie byłam świadoma prowizoryczności tam dokonanej. Jako wakacyjna siedziba, wsparta na tęczy, co łączy świat z chmurą, wiąże zadumę gwiazdy i kaskadę nut. A w rzeczywistości to absolutna ruina nadal. Ale wolę tę chmurę różową i uprzejmie się pokłonię Pogórzu Izerskiemu i Kwisie, gdy podbiegnie pachnącą wodą.
Potem siedziałam,  jak kiedyś, w znowu otwartej restauracji naprzeciwko Ratusza w Mirsku,
Zanim podali placki po węgiersku, specialite de la maison.
obok mała  odnowiona fontanna, pieni się tu piana i pomyślałam, że pewnie szampana smak ma ta fontanna. Takie rozważania miałam kiedyś tylko we Włoszech. A teraz w Mirsku i koło mojej odnowionej in spe fontanny na Osiedlu 25-lecia. Tak to się relatywizm objawia.
To, co przeszło, to przeminęło. Od czasu przejrzystość wzięło- jest niczym. A stanie się- DZIEŁO.
Pojechałam do biura Agencji i Restrukturyzacji Rolnictwa w Lwówku i mam pewien pomysł na biznes z córkami. Lubię działać, bo w przeciwnym razie umieram, I wszystko składa się do tonu. Pełne obietnic i pacierza. Niby pogodny głos klaksonu w czerwcowe rano w Sandomierzu/ w gajówce/. Hehehe.
Kiedy byłam ostatnio w Muzeum Iwaszkiewicza , to pomyślałam, że może jakiś konkurs recytatorski z wierszy podróżniczych urządzę w mojej szkółce i dlatego teraz, żeby raz jeszcze pokazać jego przenikliwość,  wyszukiwałam  refleksyjne cytaty do mojego pamiętnika. A wracając do domu, zatrzymałam się nawet w Częstochowie! I tak sobie przemyślałam różne sprawy siedząc, powiem  bardzo patetycznie, przed Najświętszym Obrazem. Tak bardziej obrona Częstochowy w Potopie wracała mi w myślach. Taki mocny archetyp literacki. I 25 lat życia od czasów ostatniego Zlotu Młodzieży w 1991r. Byłyśmy tam z Madzią.
 I może już na koniec,  tak a propos, bo wszyscy pytają,  odpowiem:
Przeminęło. Zamknięte. Skończone  na wieki. Nie wstrzymuję tej wody. Odpływa , odchodzi.
Niechże bieży, gdzie giną wszystkie, wszystkie rzeki, Stary świat się pochylił, inny dzień się rodzi.
Taka ze mnie praktyczna osoba. Koń by się uśmiał.  Ale poezja i języki obce to moja pasja i da się żyć.
I już od dzisiaj  zaczynam ponad dwumiesięczne wakacje. Najpierw na Warmii i Mazurach u Dominiki,
potem Gajówka, dolnośląskie i lubuskie, i na pewno wtedy Praga i Saksonia, Serbowie Łużyccy w Budziszynie. A dziś w nocy Drezdno nie umrze! Mam ochotę na dawno niewidziane Bieszczady, może w drodze do rodzinki rzeszowskiej?  Słonecznych wakacji dla wszystkich!

sobota, 23 kwietnia 2016

Car ma vie, car mes joies Aujourd'hui, ça commence avec toi.

Chciałoby się powiedzieć i zaśpiewać  z legendarną Edith Piaf, ale ta nowa wiara, radość i chęć na nowy dom, to nie nowy mężczyzna, ale  moje niedawno urodzone wnuczki.
Podczas świąt- Ewcia juz ma 5 miesięcy, a Matyldzia 3 tygodnie. Ale  zadziwiona patrzy  się na siostrzyczkę! Petite belle fille ale dlaczego taki Mao-Tse-Tung? Spytalaby Hania Iwaszkiewiczowa, hehe.

Jedna w bujaczku, a druga w foteliku. Mozna hustać i patrzeć w nie bez końca. No nie wierzę, że one obie i to na Kochanowskiego!
I o tym  dzisiaj napiszę.
 Ale jednak zacznę od  mojego ulubionego Iwaszkiewicza. Skończyłam czytać jego gorzkie jednak Dzienniki i  w jego ostatnich 10 latach życia, widziałam często siebie, tzn przypominałam sobie, co wtedy robiłam, bo to były lata już mojego młodzieńczego- nastolatkowego czasu. Poniżej lekka trawestacja wstępu z opowiadania Kościół w Skaryszewie.
Ile razy jadę do Ostrowca, tzn, wracam skądś, albo do Sandomierza, Rzeszowa, mijam ze szczególnym wzruszeniem odcinek drogi wiodący z Radomia przez Iłżę az do doliny Kamiennej. Ta droga położona daleko od wszelkiej centralnej cywilizacji jest ozdobiona starymi drzewami i wiedzie przez lasy starachowickie obok ruin zamku w Iłży, przez ubogie wioski, pustacie i wykrocie/ to jakby z Żeromskiego/. Są przy tej drodze i kościoły, w Alojzowie, Krzyżanowicach jak z obrazu Pankiewicza i w Skaryszewie, do którego specjalnie przylgnęło moje serce. Kościół jest dość stary i ma sklepienie barokowe.
Zatrzymalam, sie ostatnio i zrobiłam zdjecie. Bo tak ciagle jeżdżę Ostrowiec-Olsztyn.
Mieszka tam w specjalnej kondensacji cała atmosfera tych okolic.  A na Rzeszów mijamy Sulisławice i zabytkowe sanktuarium- kościół NMP. Wzdłuż prawie całej drogi widzimy parterowe domowstwa w Skaryszewie, Iłży potem Ćmielowie, Ożarowie, zaopatrzone w wielkie bramy wyjazdowe. Mieszkali tu ongiś żydowscy rzemieślnicy. Reminiscencje o nich słyszałam nieraz od rodziców, o getcie w Sandomierzu i o pięknej młodzieży, o której trudno było zapomnieć, wiedząc jak zginęli. Ale i moi Rodzice nie żyją już od 15 lat i nie ma kto wspominać.
I zamiast pisać o wnuczkach , ja utknęłam przy Iwaszkiewiczu, ale tak wielka jego siła na mnie, bo pamiętam  Go na spotkaniu autorskim w Sandomierzu, a i w Ostrowcu się często pojawiał, bo byl posłem z naszego miasta. Ale z tej racji raczej go wtedy nie znałam. Jutro jadę do Olsztyna i zatrzymam się w Stawisku,gdzie mieszkał ponad 50 lat, obecnie muzeum. Tak się cieszę. Jego Dzienniki wprowadziły mnie w wyjątkową melancholię i jeszcze większy podziw dla jego wiedzy i twórczości. Powinni nakręcić serial o nim. Byłby niezwykły! Tylko w rezyserii i wg scenariusza kogoś wyjątkowego. Wajda już za stary na takie wyzwania. Ale są młodzi geniusze. One day hopefully.
A mój teść z Rzeszowa skończył 90 lat
Pradziadek jak podstarzały Sean Connery. Genialne zdjęcie.
i na spotkaniu rodzinnym stwierdziliśmy, że wszystko mogło być inaczej i dlaczego mój pierwszy mąż zmarł tak wcześnie i tych dlaczego tyle się naraz pojawiło, a mała Matylda czy Ewcia, to jak Maria Esperanza, tyle w nich nadziei pokładam.
 Babcia Ala na spacerze w Kortowie.
Dzisiaj rocznica śmierci Szekspira  i w moim mieście odbyła się z tej znamienitej okazji retransmisja Hamleta z National Theatre w Londynie. Jako Hamlet aktor znany z telewizyjnego Sherlocka Holmes`a- Benedict  Cumberbatch. Nie do wiary wręcz.
Tyle  zdumiewających cytatów wpadło w ucho, Hamleta i Wesele Wyspianskiego znam jakby na pamięć, w sensie wiedzy, co dalej, zaśmiewałam się z :
 HAMLET
 A dlaczegóż on został wysłany do Anglii?
PIERWSZY GRABARZ
Dlatego właśnie, że zwariował. Ma on tam rozum odzyskać; ale chociażby go nie odzyskał, nie będzie tam o to kłopotu.
HAMLET
Dlaczego?
PIERWSZY GRABARZ
Bo tam tego nie dostrzegą nawet; tam wszyscy wariaci, tak jak on. To a propos niektórych Anglików, haha.
 Something is rotten in the state of Denmark. 
 Uwielbiam. Chociaz juz banalny,
Ale czas już na moją Tilly Trilly. Bo te moje literackie filozofie nie mają końca. Nadmiernie przepełniają moje dni. A od Haruki Murakami nie mogłam się wręcz oderwać. Od lat czytam wszystko, metodycznie, pamietając tez o pewnym inzynierze z Osaki- Hachiro, nie Haruki, Murakami. I ta moja szalona praca magisterska o Japonii. Wyprzedzilam czas, bo wtedy nikt nie slyszal o Murakami.
Tygodniowa Matyldzia, Mała Ksiezniczka.



A córeczka fundnęła sobie taką śliczną sesję zdjęciową. Matyldzia ma tu tydzień.
 A Ewci rodzice też pamietali o pięknych zdjęciach. Sesje rozpoczęły się wcześnie.

Ewcia z rodzicami w wieki około 3 miesięcy.

 Ewcia na spacerze z mamą.  Poczatek kwietnia. W Ostrowcu też jezioro w srodku miasta.
Tak mi   wypełniają życie, moje dwie wnuczki i córki, zięciowie,  najwspanialsi swatowie od Magdy, Maria i Marian Slawek, i całe to szczęśliwe otoczenie związane z maluchami. A i wesele Magdy za niecały miesiąc. Będzie się działo.
Dominika z Ewcią w święta.


Tygodniowa Matyldzia w podróży. Taakie ma wielkie oczy.

Wspanialy ze mnie kibic KSZO.
I jeszcze tyle tych zdjęć w komórce, takich radosnych i pogodnych. Każda ślicznotka uwieczniona w swoim pierwszym usmiechu czy innym wesołym grymasie, i  kichniecie, i ziewanie i kopanie nóżkami.
A babcia Ala spaceruje po Olsztynie równie uradowana.
Tu Dominika spaceruje nad jez. Długim, a siebie nie mogę znależć wsród powodzi zdjęć.
I jeszcze Ewcia w podkolanówkach i opasce gospodyni- kuchareczki.
Mogę tak nad nimi siedzieć i patrzeć. Zaczęłam już czytać wierszyki. A konkluzja jest taka, ze potrzebuję domu, żeby przyjmować wnuczki, i na późniejsze z nimi zabawy, a nie mieszkanko na Kochanowskiego.

niedziela, 14 lutego 2016

Mazury- cud natury cd. Z wizytą u córki.

7.02.2016.Coś mi się wydaje, że mój samochód za dużo pali, albo ma za mały bak. Powiem jak blondynka, że nie jestem przekonana, czy prawidłowo znam moc silnika i inne techniczne szczegóły, a nie chce mi się wstawać i sprawdzać w dowodzie rejestracyjnym. Każdy mówi, że to duży samochód? Nazwę ma wprawdzie kosmiczną i gwiazdorską, to może coś w tym jest, znaczy w mocy silnika.
Przejechałam się w weekend do Olsztyna, zatankowałam cały bak, aż się przelał i musiałam dokupić z powrotem  prawie przed domem, bo nie lubię jak mi się lampka pali.
Dawno już nie jechałam tą trasą/ 3 lata/ i z przyjemnością zobaczyłam drogi ekspresowe, obwodnicę Warszawy i różne stacje benzynowe, co 10 km średnio. Taka jestem stale zadziwiona pozytywnymi zmianami naszego kraju.  Jakbym hasło polityczne cytowała, hehe. Nazbyt dobrze pamiętam tamto nasze zacofanie z czasów mojej młodości.
Dominika kończy studia, za niedługo obrona i tak jej żal opuszczać Olsztyn.

 Ale zanim nastąpi ten moment, to jeszcze nowa olsztynianka przyjdzie na świat i na krótko zagości na Warmii.  Pojechałam dokonać ostatnich zakupów w związku z tym szczęśliwym wydarzeniem i sama też skorzystałam z ostatnich przecen. I seans filmowy też zaliczony. A tu już zawsze mam pełną radość, bo ekranów kilka i tyle filmów do wyboru. Zastanawiałyśmy się między Spotlight, Zjawa, Co ty wiesz o swoim dziadku, Moje córki krowy i jeszcze coś, a Pitbull. Wybrałyśmy Spotlight. Z uwielbieniem powtarzałam niekóre zasłyszane angielskie słówka z amerykąńskim akcentem, np Boston, catechizm,  archidiocese, cardinal Law, impact, handsome i fucking shitty priests. Widz przede mną postraszył mnie wezwaniem obsługi. A ja tak zawsze lubię komentować w kinie, żeby na koniec stwierdzić "Elvis has left the buliding",  a to juz uwielbiam odkąd wiem, kiedy stosować metaforycznie.
Dominika zabrała mnie w podróż swoją olsztyńską ścieżką. Zaczęłyśmy od Kortowa.


 10.02.2016 Piszę na raty ten post, bo  nie mam obecnie czasu na te literackie rozrywki.  Od ponad 10 lat nie pracowałam tak dużo i po całych dniach. Ale mam ogromną satysfakcję,  konto się wypełnia i widzę tylu zadowolonych ludzi wokół siebie. Jeśli tylko wygospodaruję wolną chwilę, to korzystam ją na sportowo i rozrywkowo. Wybieram się znowu do Dominiki  i może wtedy dokończę ten post. Idzie się po Kortowie jakby człowiek był na wakacjach, a nie w miasteczku uniwersyteckim i jeszcze jeziora dookoła.
Z Kopernikiem obowiązkowo. Koło zamku w Olsztynie.


I wszystko jasne.


To najlepszy studencki campus w Europie i nie ma w tym żadnej przesady.
To rozstawanie się Dominiki z Olsztynem przypominało mi końcówkę moich studiów. Ja na koniec przywiozłam sobie męża ze studiów i potem długie lata jeździłam w okolice mojego "miasteczka" na Nowym Mieście nad Wisłokiem, bo niedaleko mieszkali teściowie i rodzina męża. Mam nadzieję, że ona też  szybko wróci  do ukochanego Olsztyna.
Trochę rozmyślań.
Cos jakby Gajówka.

W galerii  warmińskiej, jakby nasza kielecka Korona, widziałam kasę do Teatru Jaracza, patrzę na repertuar, a tu W małym dworku, Tango, jakby się czas cofnął. Muszę iść na jakiś spektakl.
Nie mogłysmy sobie odmówic deseru u Grycanek. Kawa i lody znakomite, a moje bezy -boskie.
A obiad tez był obfity. Nawet piwo wypiłam, bo hospoda była czeska i bez piwa ani rusz. Staropramen Branik.
Wprawdzie na pierwszym planie frytki, ale obok  znakomite bramboraki i surówki. Zupy borowikowa i czosnkowa też były znakomite. A najlepszy był widok z okna. Lubię tak siedzieć i kontemplować. Dominika miala wołowinę z knedlikami chlebowymi. A to mi przypomina nasze słowackie wyjazdy na narty do Swidnika.


12.02.2016 jednodniowa wycieczka do Kielc na rozmowy w sprawie funduszy europejskich. Jest działanie, ktore możemy wpasować w naszą działalność. Lubię jeździć do Kielc, naszego Klerykowa. Przejść się ulicą tego znakomitego patrona to już rytuał.

A w głębi Kieleckie Centrum Kultury, gdzie walentynkowo spędziłam wieczor na koncercie hitów operetkowych. Ileż z tych Kielc mam miłych wspomnień. A koleżanki z Gratis, Politechniki, Iwonicza, przyjaźń bezcenna jak w reklamie.
19.02.2016.
Kontynuuję wspomnienia w moim  on-line pamiętniku. Dominika się obronila i moja kolejna wycieczka do Olsztyna okazala się wspanialą imprezą.
Z kolegami inzynierami na piatkę.

A ja tu wierny kibic. W końcu pierwszy inzynier w najbliższej rodzinie, bo my sami humaniści.

 Obrona była rano, zostalyśmy do końca z chlopakami i dyskusje na korytarzu trwały w najlepsze.
 Tak pamiętam moją obronę i,  ze wszyscy wtedy palili na korytarzach
 "Tam wre życie! Kipi, tryska!
W dymu chmurze tytoniowej
Myśli płoną tam ogniska,
Chlebuś piecze się duchowy;" A to z Boy`a i jego kawiarni. A moja impreza po obronie była 8 lipca.
Taką ikonkę znalazłam z NK. Ja w srodku  chuda blond Venus.

Zimno zrobiło się w Olsztynie i zapowiadany spacer po mieście skończył sie na dojściu do eleganckiej restauracji, gdzie uczciłysmy obronę Dominiki. Przypadkiem trafiłyśmy na popołudnie przed wernisażem czy po, wystawy Olsztyn w starej fotografii , bo autor zdjęć Jerzy Waluga był obecny i porozmawiayśmy trochę o życiu.
 On sam też absolwent dawnej Akademii Rolniczej w Olsztynie na kierunku rybactwo, kolega Wojciecha Kilara i ze wspomnieniami z Rzeszowa. Taki szczególny zbieg okoliczności.
Przed restauracją, a obok nomen omen Cafe Malta.

Toast tylko wodą mineralną.

Dominiki danie główne. Kaczka z dodatkami. Ja miałam gołabki z karpia, grillowaną kaszę mannę i coś z tatarakiem. Moja zupa selerowa z chrzanem tez była rewelacyjna. 

Dominika na starter wzięła podpłomyki. Dla niej to atrakcja, a dla mnie biedne dzieciństwo na Siennieńskiej.
Na deser poszłyśmy gdzie indziej. Pojechałysmy na tzw. plażę miejską, a tam lodowisko! Już mialam ochotę iść i wypożyczyć łyżwy, ale strasznie wiało i temperatura spadła do poniżej zera.  Przeszłyśmy się wzdłuż mola. W restauracji Plankton naprzeciwko jeziora ja spożyłam jabłko pieczone z bakaliami, doskonałe na trawienie, a Dominika sernik z kiwi i truskawką. Cafe latte tak zabrzmialo nostalgicznie w tym otoczeniu, bo widok za oknem przypominał mi Lantanę czy Boynton Beach na Florydzie. Taki bar, gdzie chodziłam z Misterem  kiedyś w dawnym  styczniu. Tez było pusto na wodach, a w barze pełno ludzi.
Restauracje nad jeziorem. Lodowisko za białymi sciankami.

 Wieczorem rozpusta intelektualna. Poprzednim razem widziałam repertuar Teatru Jaracza. Akurat 16-tego we wtorek grali  W małym dworku. I  ulubiona czysta forma stała się moim udziałem. Nigdy nie chciałam być praktyczna i zapobiegliwa. Nigdy w młodości nie czytałam pozytywizmu i wielkiego realizmu. Tak mnie nudziły. Ale przemawiał Witkacy, Gombrowicz i Tadeusz Miciński, Pawlikowska-Jasnorzewska, Wyspiański, tak oni mi odpowiadali. I co ja zrobiłam ze swoim życiem?
Teatr Jaracza wieczorem. Nie mialam się gdzie zatrzymać, ale trafiłam w koncu na parking za teatrem. Co to znaczy google location!

U Sewruka siedziałam w pierwszym rzędzie. Sztuka wróciła mnie do innej rzeczywistości, do Niemytych Dusz i Narkotyków:)) I powiem, ze ja budowniczy nadwiezdnych miast, szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd. Chyba coś mam z głową, hehe.
Wieczorem do Dominiki przyszedł Oskar , jej genialny kolega z roku, ktorego znam z chorwackego erazmusa i zdjęć na FB. Namówił  Dominikę na studia  magisterskie na niemieckim uniwersytecie w Offenburg, z ktorym to miastem Olsztyn ma współpracę bliźniaczą i uniwersytecką. I to okazalo się doskonałą konkluzją dnia. Przynętę złapała. Studia po angielsku. Jakby się  jej ojciec cieszył, który też studiował w Niemczech, no, w NRD.
Miałam się spotkać ze smurffem, kolegą blogowym, ale jakoś tak zeszło. Może następnym razem.
I na koniec
Ale wrócę tu za niedługo. Trasę 380 km pokonuje się w najlepszym czasie 5,5 godziny. Ja jadę 6 godzin. Droga ekspresowa prawie na 2/3 trasy.
Nie mogłam nie zatrzymać się w Mławie i Modlin też jakoś tak działa historycznie. I nie koniecznie chodzi tu o lotnisko.
Pierwsza bitwa Armii Modlin w II wojnie swiatowej. Ja pamietam potem generała Sosabowskiego z filmu O jeden most za daleko. Swieciło niemiłosierne słońce.