Pomieszkując na Dolnym Śląsku nieraz moje myśli kierują się do wędrówki ludów jaka miała miejsce tutaj po wojnie. Zwłaszcza, że w przestrzeni publicznej, na głównych placach, dworcach, muzeach często pojawiają się archiwalne czarno-białe zdjęcia z przeszłości. Mój anglosaski Gospodarz woli niemieckie nazwy, bo może ich przynajmniej wymówić. W mijający weekend w sąsiednich miejscowościach, w odległości ok. 20 km ode mnie- Nowogrodziec,- Mierzwin– Bolesławice odbyła się cudowna festa– Festiwal Kultury Południa Europy.
Ktoś by spytał, a skąd tu taka Festa? Po wojnie na te ziemie przybyli reemigranci polscy z byłej Jugosławii, którzy wyemigrowali tam jeszcze za czasów Austro-Węgier, a głównie pochodzili wtedy z Galicji. Dlatego nazywano ich tutaj Galicjoki lub Jugosłowianie. Bardzo mnie to dziwiło, gdy nie znałam tej historii.
A jeszcze oryginalniejsza etnicznie grupa przybyła potem z Macedonii Północnej d i Grecji. Kto czytał trylogię grecką Siembiedy, ten rozumie te zawiłe powojenne losy. I dlaczego Zgorzelec był nazywany kiedyś Małymi Atenami. Pewnie jak wszyscy, utożsamiacie Macedonię z Grecją, Macedonia Północna czy Egejska, to ganz egal, a to są jeszcze tereny słowiańskie i kiedyś była to republika jugosłowiańska.
Kocioł Bałkański jest niezrozumiały nawet dla Europy. Sama byłam lekko zdziwiona, gdy usłyszałam jak członkowie zespołu Bojmija KLIK rozmawiają między sobą, jakbym słyszała mój ulubiony z młodości serbsko-chorwacki.
W sobotę zorganizowałam sobie wychodne od opieki nad Gospodarzem i trochę zaznałam tych "szaleństw," o których wspomniałam w poprzednim poście. I od razu kawaler do wzięcia.😀
Nie byłabym sobą, gdybym nie zaserwowała wam trochę historii w związku z tą imprezą. Znalazłam wspomnienie sprzed 10 lat, gdy w teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy i w Macedońskim Teatrze Narodowym w Skopje wystawiono spektakl Roberta Urbańskiego i Jacka Głomba pt. Przerwana odyseja.
O dzieciach z Macedonii i spektaklu wzruszająco pisała w Gazecie Wyborczej/Wrocław Magda Piekarska. Pozwalam sobie na zacytowanie. Zastosowałam skróty.
"My na całe życie pozostaliśmy dziećmi, tymi, które w 1948 roku wyrwano z rodzinnych domów i wysłano w nieznane - mówią Macedończycy, bohaterowie spektaklu. Do granicy odprowadziły je matki. Żegnał je głośny ich płacz. I obietnice 'majek', że wkrótce będą razem.
Rodziny bohaterów tej opowieści pochodziły z Macedonii Egejskiej, regionu, który znalazł się w granicach Grecji w 1913 roku - przedtem te tereny należały do Imperium Osmańskiego. W latach dwudziestych nastąpiła tu wymiana ludności - Turcy wyjechali, na ich miejscu pojawili się Grecy. Ale Macedończycy pozostali. Urzędową decyzją zmieniono im nazwiska, a używanie języka macedońskiego zostało oficjalnie zakazane. Słowiańskie nazwy wiosek i miasteczek również zamieniono na greckie.
Kiedy w 1946 roku w Grecji wybuchła wojna domowa, po stronie komunistów zaangażowało się w nią wielu Macedończyków z pokolenia moich rodziców - opowiada Grigorij Popowski, urodzony w Płakowicach pod Lwówkiem dziennikarz i tłumacz. Jest synem partyzanta i jednej z majek.
W "Przerwanej odysei" dramaturg Robert Urbański i reżyser Jacek Głomb opowiadają historię, w której mogą się odnaleźć tysiące dzieci z terenów Macedonii Egejskiej, które w 1948 roku zostały odebrane rodzinom i wywiezione do Polski, Rumunii, Węgier, ówczesnych NRD i Czechosłowacji. Exodus dotknął 28 tys. greckich i macedońskich dzieci. 3,5 tys. z nich trafiło do Polski, połowa to Macedończycy. Straszono, że komunistów mają wybić napalmem.
Ich przyjazd był objęty tajemnicą - kiedy statek z uchodźcami na pokładzie przybijał do portu w Świnoujściu, na jedną dobę wysiedlono wszystkich mieszkańców najbliższej okolicy.
Jednak o ile Grecy mieli po latach szansę powrotu do domu, większość Macedończyków ją straciła - dla tych, którzy urodzili się na terenie Grecji i nie zdecydowali się na przyjęcie greckiego obywatelstwa, granica była zamknięta. A istnienia Macedonii, kraju obejmującego region należący przez lata do Jugosławii, greckie władze z trudem dopiero niedawno uznali, to jest Republika Północnej Macedonii.
Mito Alexiou, bohater filmu "Macedończyk" w reżyserii swojego syna Petra Aleksowskiego, mieszkał w Polsce od 1948 roku. W Polsce Macedończykom zmieniano nazwiska na polsko brzmiące.
Opowiada Dimitra Karczycka, profesor matematyki -Nasze dzieciństwo zostało tak brutalnie przerwane, że myśmy tak naprawdę nigdy nie dorośli. Przez naszą rodzinną wioskę w 1948 roku przechodził front i albo partyzanci byli u nas, albo się właśnie wycofywali - opowiada. - Dlatego rodzice zgodzili się oddać mnie i mojego brata. Nikt nie myślał o długiej rozłące. Mieli nas wywieźć na dwa-trzy miesiące do Albanii.
Polska zawsze będzie miała dla prof. Karczyckiej smak bułki z masłem i zapach świeżo wypranej pościeli. Miła odmiana po Rumunii, gdzie do jedzenia była tylko mamałyga. Polska pozwoliła jej też odzyskać imię i nazwisko. - Bo w Rumunii byliśmy tylko numerami - tłumaczy. I dała wykształcenie. - To był najważniejszy i najlepszy okres w życiu, bo zanim tu przyjechaliśmy, myśmy nie znali nic, oprócz wojny. Tych dziesięciu lat w Polsce nie oddałabym za całe moje życie.
Po maturze zdała Dimitra na wydział łączności na Politechnice Wrocławskiej - spośród trzystu przyjętych była piąta na liście. I wtedy, podczas wakacji, przyszła wiadomość, że 16 sierpnia mają się stawić w Szczecinie i wracać do Jugosławii w ramach akcji łączenia rodzin.
Byłam zrozpaczona, jakby mnie ktoś chciał wyrwać z korzeniami z mojego życia. Przecież ja prawie nie znałam macedońskiego!
Spakowała do kuferka zeszyty z matematyki, fizyki i chemii. I pojechała. W Skopje czekała matka: - Nie poznała mnie - myślała, że będę wciąż małą dziewczynką, jak dawniej. Rozpłakałam się. Potem trafiliśmy do maleńkiego mieszkania, pokoik z kuchnią, gdzie żyliśmy wszyscy na kupie, całą rodziną, dziesięć osób. Myślami wciąż byłam w Polsce. Koniec końców uratowała mnie matematyka. Ona angażuje całą uwagę, sprawia, że zapomina się o wszystkim. Ale to, kim jestem dzisiaj, zawdzięczam przede wszystkim Polsce.
Inny bohater, Listo skończył liceum we Wrocławiu, w Warszawie studiował ekonomię polityczną. A potem przez kilka lat pracował w państwowej komisji cen .Ożenił się w Polsce z Macedonką poznaną na weselu u przyjaciół. I nie planował wracać, do czasu, aż dzieci podrosły. Na wieść, że jadą do Macedonii, skakały z radości, dopóki nie usłyszały, że wyjeżdżają na zawsze.
Wtedy nastąpił bunt: "Jak to? Przecież my jesteśmy Polakami". No i zrozumiałem, że muszę wracać, żeby im uświadomić, kim są naprawdę.
Wyruszyli 23 listopada 1975 roku, z trójką dzieci, samochodem z przyczepą kempingową. W Skopje zatrzymali się u siostry, tej, która jako nastolatka wstąpiła do partyzantki. Ojciec Lista został w Grecji - zmarł tam w 1986 roku. Pojechali na pogrzeb do Macedonii Egejskiej, a tam cała rodzina już mówiła po grecku. Zdziwiony powiedział przecież jesteśmy Macedończykami, dlaczego mówicie po grecku?
Opowiada Wasilka: W pewnym mieście na Północy świata zamieszkała macedońska rodzina. Zostawiła za sobą ojczyznę: Macedonię Egejską zniszczoną przez wojnę, rozpoczęła nowe życie. Uciekając babcia zabrała ze sobą dwa talary z prawdziwego złota. Starczyło, żeby umeblować całe mieszkanie. i na wiana dla córek. Rodzice Wasilki byli partyzantami - Tam się poznali. I razem trafili do Polski. Z wyspy Wolin, skierowano ich do Lądka, stamtąd do Wrocławia i w końcu do Legnicy.
Mieszkali tam całą rodziną - tata, mama, trzy córki, dwie babcie, stryjenka z dzieckiem, ciocia. Rodzice pracowali w Milanie, ojciec był miejskim radnym. - A babcie zawsze powtarzały: "Nie zapomnijcie, że jesteście Macedonkami" - wspomina Wasilka. - Tata codziennie kazał nam czytać po dziesięć stron po macedońsku. Nie rozumiałam tego: "Po co, przecież ja w Polsce już na zawsze zostanę" - myślałam.
Kiedy w 1967 roku rodzice postanowili wyjechać do Jugosławii, trzy siostry płakały całymi dniami - Bo w Legnicy miałyśmy cały świat! - tłumaczy Wasilka. - Tutaj każdy był skądś - moje koleżanki to były Polki, Żydówki, Ukrainki, Greczynki. No i miasto, najpiękniejsze na świecie.
Wyjazd do Skopje nie był powrotem - droga do Macedonii Egejskiej była wtedy dla nich zamknięta. Dzieciństwo Wasilki mieszka w języku - opowiada mi swoją historię czystą polszczyzną, chociaż w Skopje mieszka od 1967 roku."
Rozmawiałam z wieloma osobami, potomkami dawnych sąsiadów tych małych dzieci, którzy kiedyś przybyły na Dolny Śląsk, kontynuujących tradycje w zespołach ludowych.
Polska, wtedy tak bardzo zrujnowana po wojnie, z ogromnymi problemami na tzw. Ziemiach Odzyskanych, ale potrafiła okazać gorące serca i prawdziwy humanitaryzm. Zorganizowała opiekę dla kilku tysięcy dzieci. Chociaż Macedończycy zostali w pewien sposób wynarodowieni, ale ich potomkowie mają w końcu swoje państwo. Niedawno ludność pochodzenia greckiego została uznana jako mniejszość narodowa w naszym kraju.
![]() |
| Z Macedończykami z zespołu Bojmija |
Festiwal i spotkania z ludźmi zostaną w moim sercu na zawsze. Szczególnie "oświadczyny" przystojniaka z Igliki i urocze fotografki. KLIK
Pewnie wybiorę się do Macedonii Północnej. Dostałam mnóstwo ulotek💓💖💗











































