Moja lista blogów

niedziela, 29 marca 2015

Aga, Rick i Lisa z Casablanki u Mozarta? Co robiłam w Dniu Teatru.

 Wszystko, co dotychczas pisałam odbywało się z jakiejś inspiracji. Chciałam zostawić jakiś ślad po kontakcie z miłą osobą lub po  doznaniu szczególnych wrażeń estetycznych, jak to ujmował Iwaszkiewicz  "le bonheur impossible des ames". To moje pisanie pamiętnika całe życie sprzyja gruntownym obserwacjom i szczegółowej analizie życia. I przypadkiem kontynuuję turecki temat teraz.
Tydzień temu zadzwoniłam do mojej koleżanki ze studiów, bo wybieram się wkrótce do miasta, gdzie ona mieszka  i tak sobie pogadałyśmy, co słychać u nas i naszych dzieci. Przyjaźnimy się więcej niż pół życia, prawie dwa razy więcej lat niż miałyśmy, kiedy się poznałyśmy, tak mi się śmiesznie policzyło w pamięci. Jej córka- Aga studiuje lalkarstwo w Akademii Teatralnej na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku.
Aga z prawej.
Aga śpiewa Kaziu, zakochaj się...

Aga, oprócz lalek, kocha wokalne inscenizacje i ma dużo sukcesów na swoim koncie.

 Nasza wesoła rozmowa trwała i końca nie miała. Widzimy się średnio co dwa lata teraz, kiedyś to regularnie, bo z jej miasta pochodził mój śp. pierwszy mąż Już w finale pogawędki dowiedziałam się , ze Agnieszka dostała  studencki angaż- praktykę w warszawskiej Operze Kameralnej i występuje w słynnej marionetkowej wersji opery Mozarta Uprowadzenie z Seraju. A zespół za parę dni przyjeżdża do moich Kielc!. I takim sposobem 27 marca w piątek znalazłam się w Kieleckim Centrum Kultury, żeby uczestniczyć w niezwykłym widowisku.
Deszcz lał całą drogę i 60 km jechałam ponad godzinę i tak sobie rozmyślałam o swoim estetyzowaniu. Dwa tygodnie wcześniej byłam również w Kielcach na operze- transmisji z Metropolitan Opera- Pani Jeziora Rossiniego. Wtedy medytacje biegły do Szkocji i Łysiaka, bo on dużo pisał o Pani Jeziora w jednej ze swojej powieści- "Kielich", która dla mnie w dużej części była plagiatem powieści H. Murakami z 1992r.- "Na południe od granicy, na zachód od słońca". Takie sama wysnułam oskarżenie, znając dobrze obie powieści./!/
 Zamyślałam się też o swoim życiu we Francji i o Zosi, uroczej kombinacji polsko-angielsko- włosko-francuskiego pochodzenia, z którą wymieniam regularne maile. Cieszyłam się, ze jej napiszę o tej operze, bo ona ostatnio zwierzyła się, że:
I think there is nothing nicer than having a meal in an elegant restaurant, and then follow it up with an evening at the Opera.  I love opera.  It is so full of drama, enchantment and emotions.  The opera "The lady of the lake"  by Rossini must have been really exciting, melodramatic,  based on a poem by Sir Walter Scott taking place in Scotland I presume,  with a  theme of war and romance !  I always listen to classical music on French radio.  They have some lovely selections. ( It just suits me that they favour Chopin.   Can you believe it   I have met French people who did not know that Chopin came from Poland !)   My first encounter with opera was in Warsaw  at the Great Opera House when I was 21.  By then I was familiar with quite a few arias amongst them Polish ones from Straszny Dwor and Halka, Moniuszki,  I have seen many beautiful opera productions  in Warsaw and its opera house  was once famous not just for the operas  but also for having the  revolving stage.   I am so proud that thee are so many fabulous Polish opera stars on international stage.  From time to time I went to Covent Garden when a Polish Diva was performing.  I am also quite fond of ballet and this I sometimes watch on TV. 
W końcu zajechałam do mojego Klerykowa, zadumana w  swojej "haute volee"/ wyższe sfery/. Zostawiłam samochód na parkingu, zmieniłam buciki na eleganckie czółenka i kroki skierowałam do teatralnej kawiarenki.
Ludzie się schodzili.


 Co należy rozumieć pod pojęciem opery marionetek, wyjaśnił w radiu Kielce Lesław Piecka, inscenizator tego przedstawienia i jego reżyser.
Opera marionetek to dzieło operowe, w którym scenicznym bohaterem jest marionetka klasyczna – lalka zawieszona jedynie na niciach biegnących od jej postaci do krzyżaka – wahadełka, którym animator (aktor-lalkarz) uruchamia ją – stojąc na pomoście. Lalka porusza się po podłodze lalkowej sceny i jest widoczna w oknie scenicznym; animator jest niewidoczny dla widza – porusza się po pomoście, znajdującym się powyżej okna scenicznego, trzymając w dłoniach krzyżak i zawieszoną na nim lalkę. Marionetki klasycznej zawieszonej na niciach nie spotyka się prawie wcale w teatrach lalek – jest zbyt trudna do skonstruowania i uruchamiania jej na scenie.
 Obok konstrukcji z lalkami  znajduje  się orkiestra i soliści, którzy śpiewają na żywo w synchronizacji ze swoimi odpowiednikami-lalkami . Soliści ukryci są za czarną niby siatką, ubrani też na czarno.
Siedziałam w 6. rzędzie. Po obu stronach kurtyny stały te maskujące siatki dla solistów.


Wyjątkowość i niepowtarzalność zrealizowanego przez Warszawską Operę Kameralną zadania polega na rzadkości tego rodzaju sztuki w całym kulturalnym świecie. Obecnie sztuka marionetkowa funkcjonuje w Europie zaledwie w dwóch ośrodkach – Salzburgu i ojczyźnie marionetek – Mediolanie.

 "Uprowadzenie z seraju"  jest wodewilem-singspiel po niemiecku. Powstał na przełomie lat 1781 i 1782, po przeprowadzce Mozarta do Wiednia. Opera była prezentem ślubnym dla dopiero co poślubionej Konstancji Weber. Premiera, która miała miejsce 16 lipca 1782, okazała się wielkim sukcesem. Rok później opera pojawia się na deskach Teatru Narodowego w Warszawie pod tytułem Porwanie z Seraju. Jest to pierwsza opera w języku niemieckim, która zyskała taką popularność. Cesarz Józef II nazwał ją pierwszą operą narodową.W kontekście tematu i współczesnych problemów, niemieccy Turcy powinni słowa cesarza wykorzystywać w polityce, jeżeli byłaby taka potrzeba.
Turecka stylizacja opery została uzyskana dzięki zastosowaniu bębnów, dzwonków i trójkątów. Inspiracją do podjęcia się pracy nad utworem była panująca wówczas w Wiedniu moda na orientalizm.

Selim Pasza ze swoim sługą./ zdjęcia marionetek ze strony Opery Kameralnej/
 Mozart często odwiedzał stragany sprzedawców tureckich handlujących m.in. bakaliami, jedwabiem i innymi towarami orientalnymi, co pobudzało wyobraźnię i przysparzało nowych doznań estetycznych. Również dzięki temu stworzył ciekawą, barwną i wzbogaconą o "efekty fajerwerku" oprawę muzyczną. Nie brakuje tam też momentów dramatyzmu, napięcia, niepokoju, aby po tym zakończyć całość wzajemnym przebaczeniem i pojednaniem. Opera trafiła w gusty wiedeńczyków, a popularne melodie były przerobione dla potrzeb słuchania w kameralnym towarzystwie. "Uprowadzenie z Seraju" było najczęściej wystawianą operą za życia kompozytora spośród wszystkich oper Mozarta.
 Już sam tekst krył w sobie obietnicę powodzenia – melodramatyczna fabuła,  infantylna, jak to libretto, bogato okraszona sytuacyjnym komizmem, charakterystyczni bohaterowie stworzeni według niezawodnego schematu wywiedzionego jeszcze z komedii dell'arte, a na dodatek wszystko zanurzone w turecko-orientalnym sosie.
 O czym jest ta opera? O wierności, odwadze, wreszcie o wspaniałomyślności i przebaczeniu.
 Belmonte: kochanek, któremu darowano kochankę. Jego rola herosa niosącego ratunek kończy się w momencie aktu łaski. Łaska go wykastrowała.
Constanze: miłość jak ameba. Bohaterka wraca do ukochanego numer jeden, ale jest już zainfekowana przez numer dwa. 
Selim: kogo nie możemy zdobyć, tego musimy puścić wolno. Basza zostanie sam pośród wodotrysków i z poczuciem moralnej wyższości – idealny przepis na to, by zatruwać życie sobie oraz innym.
Od prawej Belmonte i Constanza, dalej jej słuzka Blonde i jego sługa Pedrillo.

Constanza, Blonde i Pedrillo

Belmonte nikogo nie uprowadził, ani tym bardziej nie uratował. Podjął taką próbę, jednak ta spaliła na panewce za sprawą totumfackiego Osmina.
Pedrillo spił Osmina. Jako muzułmanin miał poczucie winy, że pił wino.
 Życie, wolność i Constanze zostały mu ofiarowane jak urodzinowy prezent przewiązany kokardą. Na dodatek basza wpędza go w poczucie winy, przypominając mu, jak z ludźmi obchodził się ojciec Belmonte. Otóż stary Lostados, komendant orańskiej twierdzy, zniszczył niegdyś życie Selima. Pozbawił go majątku, honoru i wszystkiego, co ten ukochał. Teraz poniżony Selim, zamiast odegrać się na swoim prześladowcy, ułaskawia jego syna i synową. Nie ma większej przyjemności niż mścić niesprawiedliwość dobrymi uczynkami - twierdzi Selim i ma rację w tym sensie, że jego gest jest rodzajem zemsty.
 Bombą z opóźnionym zapłonem. „Zbytek łaski” mawiał Bach do Haendla w Kolacji na cztery ręce./ oglądałam na scenie i wiele razy w TV/. Belmonte doświadcza właśnie takiego zbytku łaski. Łaski jest tak wiele, że pod jej ciężarem w końcu będzie musiał upaść. Otrzymał bowiem dar,
 za który nie może się zrewanżować.

...bo Constanza już skłonna była dać serce Selimowi.
Trudno o bardziej syntetyczne ujęcie te dziwnej mody jaka zapanowała wówczas w Austrii. Uprowadzenie z Seraju wspaniale wpisało się w mit o tajemniczym Oriencie, który przerażał i uwodził. Obsesja na punkcie tureckiej estetyki w kręgach arystokracji i mieszczaństwa mogła wynikać z faktu, że Imperium Osmańskie nie było już groźne, choć wspomnienie o krwawych wojnach wciąż pozostawało żywe. Sto lat minęło od oblężenia Wiednia – dostatecznie dużo by zapomnieć o strachu i zamienić go w fascynację.

 Znalazłam w rozważaniach melomanów pewną analogię opery do filmu Casablanca Motyw Selima wystąpił u słynnego Ricka w wykonaniu Humphrey`a Bogarta. Taka to jest wyższość Mozarta nad światem.
  Przed spektaklem i w przerwie czytano Wesele Wyspiańskiego i w ogóle pełna metafizyka teatralna, ludzie tacy szlachetni i wytworni, uroczyści i dostojni. Tak wyglądali, żadnej rasy jaskiniowej w dżinsach i T-shircie.

I na koniec spójrzmy na radość Agnieszki, jakby Per aspera ad astra. Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w jej sukcesie. W końcu znam ją od urodzenia i bawiła się modeliną z moją Dominiką.
Aga czwarta od lewej w krótkich spodenkach. Zdjęcie Centrum Sztuki Wokalnej w Rzeszowie.

sobota, 7 lutego 2015

Z wizytą u Żeromskiego w naszym Klerykowie.

 Wreszcie coś piszę i to dzięki inspiracji  dalekiej francusko-angielskiej Polki.
Napisałam  mojej  francuskiej przyjaciółce- Angielce z Homps,
Moja Magda w Homps na majówce prawie trzy lata temu- Zosia mieszka 100m od Kanału Południowego,to było wtedy

 ale polskiego pochodzenia, że wybieram się do kieleckiego teatru na sztukę Hemar- poeta przeklęty.  Poniżej fragment jej listu. Moja koleżanka urodziła się parę lat po wojnie we Włoszech z rodziców Polaków i  potem całe życie mieszkała w Londynie. W wieku emerytalnym zamieszkała we Francji, gdzie wcześniej bardzo często bywała. Spójrzcie, jak ładnie pisze po polsku, poprawiłam tylko  nasze znaki.
Bonsoir Alicja,
Jak będziesz miała moment, to napisz mi  recenzję tej sztuki.  Ciekawi mnie jak ten wieczór odbierzesz, bo ta sztuka wchodzi w moje życie,  Hemar był postacią  wszystkich wszędzie i zawsze, w każdym polskim domu. (Radio Wolna Europa)  Ja pochodzę z Londynu Hemara, Ref-Rena (Feliks Konarski który napisał Czerwone Maki na  Monte Cassino ), Zofii Terne która śpiewała  "Kiedy znów zakwitną białe bzy",  Helenki z  plecakiem od Szczepcia,Wiktora Budzyńskiego , Wlady Majewskiej która zmarła 4 lata temu (przeżyła 100 lat) !  Lista jest długa, oj bardzo długa..   Prawie że cała Lwowska Fala.   Pamiętam ich wszystkich, bo oni stworzyli swoją Polskę i młodszemu pokoleniu przekazali ją w najdostojniejszym stanie.    Znałam tych ludzi i można było wyczuć u nich przeogromna miłość i tęsknotę do naszej Ojczyzny.   Więc  nie możesz mnie nazywać Angielką!....  Jan Paweł II przekazał nam  te słowa "MUSICIE ZNAĆ PRZESZŁOŚĆ ABY MÓC IŚĆ NAPRZÓD !!!   - wydaje mi się, że ja tę przeszłość dobrze znam.    Znałam jeszcze ludzi ze słynnego chóru Dana a nawet  i Fogga !
Uniosła mnie nostalgia !
 Alicjo, I write in English as my computer is set in the English language, thus when I write in Polish every single word is underlined and the red is so harsh that I can hardly see what I have witten).
When you mentioned that you were going to see a play about Hemar,  all my memories that I have kept locked up for years suddenly overwhelmed me.  We can come back to this subject later.

  Spektakl rozpoczyna się  przed budynkiem teatru na ulicy Sienkiewicza, tam ustawiona jest mała scena aranżująca przedwojenny kabaretowy ogródek.
 Artyści- Zula Pogorzelska, Hanka Ordonówna, Ludwik Sempoliński śpiewają  "Kiedy znów zakwitną białe bzy", "Wspomnij mnie", Ten wąsik, ach ten wąsik, i inne szlagiery Mariana Hemara. Z bramy teatru wyjeżdża elegancką limuzyną sam artysta i żegna się z publicznością wierszem o opuszczeniu ojczyzny,
 a na ekranie wyświetlony jest kontur przedwojennej Polski po IV rozbiorze.
Na zdjęciu ta mapa Polski już została rozdarta przez sołdatów i wiszą jej resztki.
 Dobry nastrój został  całkowicie przerwany wyciem syren i  wkroczeniem wojsk rosyjskich. Rozłożenie flag komunistycznych to znak zniewolenia państwa polskiego i rozpoczęcia nowej epoki w jego dziejach.
 Sowieccy sołdaci, śpiewając niewybredne piosenki, zapędzają publiczność do teatru,
 gdzie czeka ich nowa rzeczywistość.
 Działacze prokomunistyczni recytują propagandowe testy.

 Przed rozpoczęciem spektaklu widzowie mają możliwość obejrzenia wystawy „Aleja zasłużonych i zasłużonych inaczej". Umieszczone tutaj tablice prezentują działaczy komunistycznych, a zatem przywódców Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, pracowników UB i SB, wskazując na popełnione przez nich zbrodnie. Na podłodze leżą natomiast nekrologii tych, którzy zostali zamordowani, ponieważ przeciwstawiali się przekształceniu Polski w państwo komunistyczne.


  Docierając wreszcie na widownię każdy, od aktorów przebranych za ZMP-owców, dostaje tekst pieśni "Ukochany kraj" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i "Piosenkę o Nowej to Hucie." Woźna zmusza nas do powstania i śpiewania.
 W nowej  powojennej sytuacji znaleźli  się poeci i pisarze. Niektórzy bez oporów przyjęli narzucone zasady, na przykład Leon Kruczkowski czy Jarosław Iwaszkiewicz. Nie zabrakło jednak takich osób jak Zbigniew Herbert, Wojciech Bąk czy Stanisław Barańczak, którzy nie zgodzili się podporządkować narzucanym normom i kanonom.
 Spektakl nie jest jednak krytyczną oceną tamtych okrutnych czasów, a jedynie przedstawia losy tych, którzy musieli żyć w bardzo trudnych okolicznościach społeczno-politycznych. Na postępowanie twórców istotny wpływ miał strach przed wykluczeniem ze Związku Literatów Polskich, co w praktyce oznaczało utratę możliwości wykonywania zawodu, a także lęk przed jeszcze gorszymi represjami ze strony władz. Wśród pojawiających się w spektaklu postaci nie brakuje i takich, które po latach z zażenowaniem wypowiadały się na temat swojej literackiej przeszłości. Śliczna i młodziutka Wisława Szymborska cały czas paliła papierosy, a Broniewski pił z gwinta. Byli także tacy jak Czesław Miłosz, którzy po kilku latach wspierania reżimu zdecydowali się na zaprzestanie współpracy z władzami komunistycznymi.
 Uczestniczymy w akademii, jest  pięć różnych scen, główna scena z grupą patriotyczną z Londynu,
proscenium z działaczami zetempowskimi i ubecją, woźną zaganiającą do śpiewania, dwie trybuny po lewej i prawej, jedna z  bierutowskimi i gomułkowskimi działaczami partyjnymi, druga z poetami recytującymi socrealistyczne wiersze i wśród rzędów- Barańczak i Herbert jako wyrzut moralny. To mi się podobało, bo przypominał mi się z dawnych czasów teatr Studio, jeszcze Józefa Szajny. Aktorzy -gra cały zespół są w nieustannym ruchu. Widzowie chcący zobaczyć, kto mówi za ich plecami,  muszą wykręcać głowy. Dzięki tym zabiegom poczuliśmy się jak na prawdziwej akademii, wiecu, zebraniu. Ja, jako czołowa recytatorka w moim indoktrynacyjnym liceum, poczułam się jak w "Chreptowiczu" conajmniej. Hemara z  londyńskiej Wolnej Europy nie słyszałam, chyba, że w dokumencie, bo to były lata 50. i 60. Ja jestem z czasów Monachium. Natomiast z nieustającą przyjemnością słuchałam jego przedwojennych przebojów, które przeplatały socrealistyczną upadlającą rzeczywistość- Jedno co warto, to upić się warto i Czy pani Marta jest grzechu warta i oczywiście Wspomnij mnie.
 Przed spektaklem spacerowałam zimową ulicą Sienkiewicza, zjadłam lekką kolację w lokalu American home upiększonym przez Magdę Gesler oraz deser w sąsiadującym barze etnicznym.

 Po teatrze gościłam u mojej wieloletniej koleżanki- siostry słynnego kieleckiego muzyka, który też pisze muzykę do spektakli w opisywanym teatrze, świętokrzyskiej chluby im.S.Żeromskiego. Nasz Kleryków się "ogarnął". Czy ktoś tak dobrze zna Syzyfowe prace, jak my z kieleckiego? Rozmawiałyśmy prawie do rana, nawiązując do szlagieru Jedno, co warto..i Wspomnij mnie.
Nigdy w życiu nie spędziłabym  takiego dnia  za granicą.Coraz bardziej jestem przekonana  o wyborze właściwego miejsca zamieszkania.
Brak duchowości i takie płytkie "enjoy it" zawsze mnie drażniło w moim domowym francuskim życiu, nie mówiąc o amerykańskim. Na szczęście tam też poznawałam  wspaniałe osoby- żyjące postacie historyczne i one  przyciągały mnie jak magnes. Pisałam o tym tu i tu. Przyznam jednak, że z przyjemnością wróciłabym też do  ludzi z tego postu i tego. One day hopefully.
Właściwie to trafnie i z sensem  zawsze dobieram sobie przyjaciół. Stwierdzam z zadowoleniem.

wtorek, 6 stycznia 2015

Twelfth night or what you will

To taka dla mnie  szczególna odmiana, że od pewnego czasu zaczęłam pamiętać  w wyszukany sposób  o Święcie Trzech Króli. Rok temu była kolacja z ulubionymi koleżankami, koroną i ciastem z migdałem, wcześniej  wykwintna kolacja we Francji , a w tym roku komedia Szekspira do przeżycia. And The season of Misrule czas zamknąć.
 Wczoraj skończyłam czytać Dzienniki Marii Dąbrowskiej zatracona w pamięci o niej. I tak planowałam jak najszybciej wrócić do pracy, pożegnać gajówkę z żalem  i nulla dies sine linea, jak u Maryjki. Ale tutaj też przyszło mi nauczyć się tak oczywistej wiedzy, że  K+M+B, to nie znaczy Kacper, Melchior i Baltazar, o czym byłam przekonana w swojej ignorancji/sic!/, ale Cogito, Matrimonium, Baptesimus albo "Christus mansionem benedicat" Łaciny uczyłam się sześć lat, a nie sprawdziłam tego wcześniej. Shame on me.
Lubię różne religijne ceremonie, i ich osobliwy eklektyzm. W każdej religii spożywamy smakołyki i sprawiamy sobie prezenty na ważne święta. Spotykamy się z rodziną i przyjaciółmi. Wracałam wczoraj od Magdy, mojej ulubionej gajówkowej koleżanki. Pisałam o niej tu. Wcześniej z przyjemnością uczestniczyłam w angielskiej konwersacji z silnym niemieckim akcentem Manfreda, ojca Magdy dzieci. O operze wiedeńskiej i zamku Schonbrunn, bo on jest wiedeńczykiem. W domu rozmawiają w mieszance niemiecko-angielsko-polskiej.
I w tę magiczną twelfth night objawiły mi się takie nadzwyczajne obrazki. To też zasługa natury niewątpliwie.


Nasza ruina nawet się czarodziejsko zaprezentowała. Śnieg zawsze ustraja przestrzeń publiczną.

`winda` dla kotków.
Te 12 dni już w ich wilię zaczęły się inaczej niż zwykle, bo same we trzy z córkami spożyłyśmy kolację. Tak nigdy się nie zdarzyło, ale prezenty już rozpakowywałyśmy w męskim towarzystwie i było tak miło. I kolory wyjątkowo energetyczne.
Ale zajęte oglądaniem, a dla mnie wino przywiezione az z Gruzji.
 W święta był ladies` evening i znakomite desery. Każda z nas miała tyle do przekazania i zakomunikowania.
Z kuzynką Małgosią i bratową Jolą. I my trzy oczywiście.
Ja najbardziej cieszyłam się z radości moich córek, ich sylwestrowych planów i tych na najbliższy rok. Oby nam się!
Magda z Mariuszem.
Dominika z Adamem na Balu Absolwentów.

A to jakaś miniaturka mi się zrobiła, hehe. Dominika z Adamem na sofie.
A potem była gajówka i cały gejzer inności, prawdziwy Czas Nieładu lub co chcecie. Wegetariański hindu sylwester.

 A to zabawa! Jakby wehikuł czasu, Indie i czas studencki. Pisałam kiedyś o tej mojej odległej przygodzie
I podpisałabym się po stokroć pod słowami Dąbrowskiej, że chociaż mam coraz więcej lat, to czuję się tak młodo i tyle mogłabym jeszcze osiągnąć i zrobić, ale z odpowiednimi ludźmi wokół siebie, z moimi "Ludźmi stamtąd". A tu nieoczekiwanie i zaskakująco słyszę, że to moje pokolenie budowało Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Chyba jednak starsi ode mnie to tworzyli. Tak w konsekwencji  ktoś mi  wiek wypomniał. Rozmawialiśmy o Łodzi, jej pięknie i brzydocie
Zapiszę się ponownie  na jogę, dla zdrowia, ale wegetarianką nie będę. Chętnie pojechałabym  kolejny raz do Indii pospacerować w ogrodach Agry i Fathepur Sikri, wśród zabytków Bhubanesvar i Konarak i gdzie tam jeszcze. Ale z kim? Chyba z Dominiką, bo obie uwielbiamy etniczne potrawy i tamtą kulturę.
Kolejne dni z tych dwunastu nastąpiły też w Swieradowie Zdroju na kolacji noworocznej z Misterem. A to prawdziwy Bad Flinsberg znowu , bo sami Niemcy na ulicach i w restauracjach. Mnie  nie przeszkadza to szczególne signum temporis. Lokalny biznes rozwija zamożność miasta.
Główna ulica w Swieradowie.
Mister ma zwyczaj kupowania czegoś codziennie, wizyty w Mirsku, Rębiszowie, Przecznicy, Proszowej czy Proszówce następowały jedna za drugą. Winter wonderland dopełniał całości i te już powoli  nużące radością  amerykańskie zimowe hity słyszane w samochodzie bez ustanku.

Droga z Rębiszowa do naszej wioski.

Tu Greta znalazła Kaja.
Zajmowałam się czytaniem Dzienników Marii Dąbrowskiej, ostatni tom, ostatni  etap jej życia. Gorzki, schorowany, a tyle jeszcze planów, projektów, spotkań i żalu, gdy się czegoś nie zrobiło danego dnia, i żeby nie było , jak w Balladzie o Narayamie, gdzie starych wynoszono w góry.
Ten outfit jak najbardziej dla mnie odpowiedni.

Oglądałam telewizję, parę starych filmów, które na ogól puszczają w tym okresie. Nie przeszkadza mi ich oglądać po raz n-ty. Ta ich zwolniona stylistyka, przesada aktorska jest ciekawsza od współczesnego dopracowania. Nieomylność komunistycznej "pattern of culture", bo najczęściej polskie filmy oglądam, jest już od dawna niedorzeczna , ale nadal  zabawna. Są też i ponadczasowe dzieła, jak np. Noce i dnie. Czasami coś próbuje Misterowi tłumaczyć, ale on jest  zdecydowanie odporny na pewną wiedzę.
Towarzyszyły mi kotki, bo głównie zajmowałam pokój dzienny i to było niepowszednie udziwnienie mojego czasu tutaj,
Nie wiem skąd te plamki, od światła? Zanieczyszczony obiektyw?

Na moich świątecznych serwetkach

Jak tu cieplutko, nawet na kamieniu.

  bo ja na ogól za kotami nie przepadam, a te Mister udomowił, rozpuścił, bo dla niego są ważniejsze niż ktokolwiek czy cokolwiek. Jego dzieci. Więcej do nich gada niż do mnie. I niech mu będzie na zdrowie, bo kotki mają moc uzdrowicielską i terapeutyczną.
Na kuchni też smacznie.

Poohbear upodobał sobie serwetki.


Moja niedokończona w pracy szlifierskiej beczułka-stolik.

Chodziłam też regularnie do kościoła, to głównie  `z hołdu dla piękności obrzędów katolickich i tysiącletniej chrześcijańskiej tradycji naszego państwa, i moim pokornym hołdem dla Jana Pawła II`. / z tej przyczyny Dąbrowska napisała w testamencie o swoim pogrzebie katolickim, tam wspomniała Jana XXIII/.  Zawsze przy tym zwracam uwagę, że studia literatury w komunistycznym okresie pozbawiły mnie gruntownej wiedzy na temat Biblii. Nie uczono nas i wiedzy nie przemycano. Uczyłam się Biblii od Anny Kamieńskiej i jej Książki nad Książkami min.
Rębiszów-kościół św. Barbary.
W styczniu, roku moich urodzin Dąbrowska pisała, że Hłasko dostał Nagrodę Wydawców i" nie było drastycznej wymiany zdań. Nawet dwu matadorów partyjnych wygłosili entuzjastyczne przemówienia na temat Hłaski".  A ja dałam córce na gwiazdkę książkę "Sowa, córka piekarza". Taka koincydencja.
Dąbrowska po sto razy czytała niektóre klasyczne pozycje. Ja też tak czytam i widzę ogrom różnic  "pattern of culture" w literaturach zachodnich i naszej. Naciągane jest  nasze zrozumienie
50 lat temu, 6 stycznia Dąbrowska pisała, że "myśli coraz mniej, fakty coraz uboższe. Jak to niemożebne uwierzyć, że wiecznie młoda Maryjka zmienia się w staruszkę grającą w ciuciubabkę ze śmiercią". Zmarła 19 maja 1965. I nie była taka wiekowa, 76 lat tylko. Mój ojciec zmarł również w tym wieku, zdecydowanie za wcześnie.
I tak życie mija sztuka po sztuce, po skończonej komedii druga. Szekspir w  "Wieczorze Trzech Króli" żałośnie wspomniał : "Ten świat się począł bardzo dawno, hej ho, pada deszcz i wiatr łka. Cóż stąd? Kończymy rzecz zabawną. lecz pragniemy was bawić co dnia".
Z entuzjazmem zajmowałam się codziennie `kijkowaniem` dla zdrowia i podziwianiem lokalnych uroków.





 12 dni zleciało, i w rzeczy samej, i zaiste był to całkiem bardzo miły wypoczynek, bo dla mnie zaczął się już 19.grudnia. Musiałam użyć te słówka, bo mi się podobają. A ile maili napisałam i przeczytałam. Lubię pisać i rozmawiać. I nawet jeszcze jutro nie wracam do pracy, haha. Pojutrze. Dobrze mi. Wiem. Tak to jest na prawie emeryturze.